A jednak chyba każda ciąża kończy się porodem

O 1.25 w nocy dziś, czyli 15. marca, Perełka wyskoczyła do wody, po
czym wypłynęła (machając rączkami!) i od tej pory jesteśmy we
czwórkę

Pomagał mi mąż; jak kazałam dzwonić do położnej, to właściwie nie
było szans, by zdążyła.
Imienia nie mamy, nic nie pasuje

Waży 3580g i mierzy 56 cm.
Jestem zmęczona i właściwie cały dzień spałam, bo położyliśmy się
gdy już świtało. Ale w porównaniu do poprzedniego porodu, gdy
straciłam dużo krwi czuję się super.
Relację zamieszczę jak napiszę, dodam tylko, że łożysko nie chciało
się odkleić, ale po pół dawki oxy (matko, myślałam, że umrę z bólu,
potów i w ogóle) poszło prawie natychmiast.
Starsza siosta zadowolona z siostrzyczki, w nocy, gdy ją
obudziliśmy, a właściwie dobudziliśmy, nie wiedziała co się dzieje.