amparito
23.01.09, 11:59
Jestem w 31 tygodniu pierwszej (i prawdopodobnie ostatniej) ciąży i, jeżeli wszystko się uda, całą sobą chcę rodzić w domu. Mam wprawdzie nietolerancję glukozy i po wynikach obciążenia glukozą bardzo bałam się, że będę od tej pory traktowana, jak "straszliwa patologia". A tu gin prowadząca ciążę, zachowawcza kobieta, podeszła do tematu spokojnie. Położna, gdy obejrzała wyniki obciążenia i pomiary z glukometru, porodu domowego nie wykluczyła - tyle że mam dostać z poradni diabetologicznej zielone światło na poród poza wyspecjalizowanym szpitalem. Hemoglobina glikowana na razie w normie, z zapasem (a święta, dwa obciążenia 50 gr i jedno 75 po drodze były). Co nie zmienia faktu, że każdy pomiar, to duży stres (straszliwie emocjonalna jestem, niestety). A to i tak sukces, że przestałam się denerwować przez cały czas między jedzeniem, a pomiarem...
Z innej beczki, chciałam się z Wami podzielić przyjemnym odkryciem. Planowałam na początku o domowym porodzie powiedzieć właściwie tylko mamie i nie ryzykować przykrych komentarzy. W rezultacie wie jednak sporo osób i nie spotkałam się z ani jedną nieprzychylną reakcją. Mąż jest całkowicie za, od początku. Mama poinformowana, wydawało się, że nie była przeciw. Po jakimś czasie poprosiła o lekturę, uszczęśliwiona książką p. Ireny, już w połowie lektury zadzwoniła i wyznała, że teraz mnie zupełnie rozumie, bo wcześniej to jednak byłaby zadowolona, gdyby z jakiegoś powodu to był szpital, popiera całym sercem i nawet chciałaby sama spróbować, jak to jest w ten sposób. Ojciec: "No jasne. Szpitale są dla chorych. Mnie mama w domu rodziła". Chrzestna podobnie, też w domu urodzona. Kilka koleżanek traktujących poród domowy jako jedną z normalnych opcji. Jedna ze szwagierką w Anglii, która w domu rodziła i zachwycona. Owszem również opinie typu "ja bym się nie odważyła" i "nie rozumiem", ale żadna z nich oceniająca, po prostu osobiste wyznania, że one nie. Fakt, że koleżankom w pracy doradzającym czerwoną kokardkę i odczarowywanie zauroczonego dziecka przelewaniem wody (całkiem na serio) się nie chwaliłam. Teściom na wszelki wypadek również. Ale w sumie to bardzo miłe przekonać się, że ma się w otoczeniu mnóstwo ludzi, którzy nie traktują porodu w domu jako fanaberii i nieodpowiedzialnego wariactwa.