Dodaj do ulubionych

uczenie "do przodu" przez rodzicow

24.11.09, 21:40
dzis rozmawialam z pania mojego II klasisty. i poskarzyła mi sie, ze wielu
rodziców w ramach pracy w domu, zamiast/ponad zadanie robi z dziecmi ksiazki
do przodu, nastepne rozdziały etc. dzieci sie nudzą, jedni pracuja, inni maja
ksiazki wypelnione. i okazuje sie, ze to jakas plaga, ona ponoc zwraca
rodzicom i dzieciom uwage, ze nie nalezy tego robic, ale nagminnie sie to
powtarza. podobno (a moge sobie wyobrazic, ze tak jest), kompletnie rozwala
jej to zajecia, ci, co maja zrobione (jeszcze podobnp czesto zle!)rozrabiaja i
przeszkadzaja pracujacym.
no i nie rozumiem. po jakiego grzyba rodzice to robia?? czy u was to tez jest
tak nagmin? a moze sami to robicie i mozecie mi powiedziec dlaczego to sie robi?
tempo zajec jest oki, dziciaki maja zadania, na ogol niewielkie, ale sa. nie
sadze, zeby sie koszmarnie nudzili, sa w klasie sportowej, maja znacznie
wiecej zajec, wiele dziecikow trenuje tez poza szkoła.
ja z synem w domu pracuje wiecej, jest zdolny, widze, ze to, co robi w szkole
nie jest to dla niego intelektualnym wyzwaniem do n-tej potegi. pracujemy
wiec, jak nie ma zadania, nascie minut dziennie, ale robimy nie do przodu,
tylko "w bok" smile - raczej poglebiamy i poszerzamysmile
prosze o oswiecenie mnie- czemu rodzice to robia????
Obserwuj wątek
    • mama_kotula Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 24.11.09, 22:05
      Nie uczę naprzód, syn i tak umie ;P. Książek nie wypełniamy naprzód, bo są w szkole ;P, jeśli cokolwiek robimy to dodatkowe worksheets z tematyką różnorodną zupełnie inną niż szkolna przewidziana podstawą programową.

      Jakiś czas temu zadecydowano o przyznaniu młodemu indywidualnego toku z języka angielskiego, i pracujemy sporo, syn to lubi, a nawet bardzo lubi.

      Np. zadaniem przewidzianym na dziś było opisywanie flag - w stylu "ta flaga ma dwa czerwone paski na zielonym tle i między nimi trzy gwiazdy", młody radził sobie z tym zupełnie bezproblemowo, więc w ramach "w bok" co by się nie nudził wprowadziłam mu nazwy poszczególnych typów flag (np. bicolor, tricolor, serration, Scandinavian cross, couped cross itp.) i nieco wiedzy geograficznej winkwink.

      Po co inni rodzice to robią? Jak to po co. Aby było widać, jaki to Jaś mądry, zdolny i już umie 10 literek, a inne dzieci tylko 6 ach i och wink wink wink
      • 0golone_jajka Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 24.11.09, 23:46
        Ile lat ma Twoj syn?
        • mama_kotula Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 25.11.09, 00:15
          6. Jest zaburzony autystycznie, ma fotograficzną pamięć i jest dzieckiem wybitnie zdolnym.
      • przeciwcialo Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 25.11.09, 16:29
        Flagi i mapy to hit u nas.
        Dzis młody tłumaczył woźnej jak działa domofon i pre rzeczy o
        pradzie elektr. wink
        • smerfeta7 Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 25.11.09, 23:17
          przeciwcialo napisała:

          > Flagi i mapy to hit u nas.
          > Dzis młody tłumaczył woźnej jak działa domofon i pre rzeczy o
          > pradzie elektr. wink


          Niezłesmile))
      • lula777 wyprzedzanie materiału to nic.... 27.11.09, 10:44
        ...u nas niektórzy nadgorliwi pokupowali dzieciom i SOBIE
        podręczniki dla nayczycieli..... z kartami pracy i sparwdzianami....
        rodzice nie powiedzą, ale dzieci się wydały i teraz jest kaszana....
        dziecku sie wyrwało, ze już robił z mamusią taki test.....i klapa
        była.

        nie wiem po co to....kurde ludzie oszaleli...ma byc na, naj, naj we
        wszystkim....

        Moje dziecko od wrzesnia dostawało 6 i 5. I w końcu wpadały mu ze
        dwie 4. nie było problemu-po prostu dostał-jego to nie wrzusza, nie
        bije głową w mur. A ja na to, że sie cieszę bo już myslałam ze jest
        za idealny i że bedzie prymusem. Powiedział, ze sie cieszy ze tak
        myslę... Powiedziałam mu że zabraniam mu być idelanym za wszelką
        cenę.... że wolę bezstersowe 3 i 4 niz okupione płaczem i sińcami 6
        i 5 (choc i tak nie sa okupione, bo jakos narazie łatwo idzie).
        Kilkoro dzieci z naszej klasy juz ma problemy z moczeniem nocnym-
        rodzice przeginaja pałę.... maja takie ambicje i oczekiwania w
        stosunku do własnych dzieci, że te nie wytrzymują psychicznie....

        Jak to ktos powiedział ładnie : pragne wychować szczęsliwego drwala
        niz nieszczęsliwego profesora......smile

        pozdr.
        k

        ps a z tymi książakmi i pomocami dla nauczycieli to kicha
        starszna....
    • ania19771 Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 24.11.09, 22:20
      Nie powiem Ci dlaczego tak robią bo sama tak naprawdę nie pojmuję tego zjawiska
      Ja właśnie w czwartek na zebraniu poruszałam ten temat ponieważ moja córka ze tak powiem kilka razy wróciła z niewypełnionymi książkami rozżalona..Raz drugi trzeci-kiego grzyba myślę-nagle przestała rozumieć , nadążać ??
      Pytam o co chodzi a ona tłumaczy że większość klasy ma wypełnione już książki..
      Na zebraniu wybuchła wojna bo mamy na mnie naskoczyły , że przecież moja córka też może wypełnić to w domu więc pytam -PO CO? CO BĘDZIE ROBIĆ W SZKOLE ???? NUDZIĆ SIĘ??
      Ohh ciężko wspominam ten dzień -Pani jednak mnie poparła powiedziała że ciężko się prowadzi zajęcia i prosiła po raz kolejny o nieuzupełnianie w książkach-od tego mają zbiory zadań do domowych ćwiczeń
      A na sprawdzianach i tak wychodzi szydło z worka

      Walka z wiatrakami sad
    • beatulek Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 24.11.09, 23:43
      U nas - w klasie 1 podstawowej gdzie dzieci piszą ołówkiem - pani
      kazała wymazywać i robić na zajęciach jeszcze raz. Ale to
      sporadyczne przypadki bo dzieci raczej ksiażki w szkole zostawiają.
    • kanna Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 25.11.09, 08:56
      Piszesz o "wypełnianianiu książek do przodu" .. pewno rodzice sadzą,
      ze pomoga dziecku w lepszym przygotowaniu. powinna to wychowawczyni
      poruszyc na zebraniu i wytłumaczyc, czemu to niewskazane. Widze
      jeszcze jedna mozliwość: kiepskie zaznaczanie pracy domowej. Rodzic
      nie wie, co jest zadane - bo dziecko nie zaznaczy, a wychowawca nie
      przypilnuje - i woli nadrobic "do przodu".

      Co do "uczenia do przodu" - obecne siedmiolatki powtarzające zerówke
      sa juz dawno "nauczone do przodu"... U syna w klasie poznali obecnie
      cyfry 1,2,3 i znak = . On to w pieciolakach w przedskzolu dawno
      mial opanowane.
    • aluc Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 25.11.09, 13:31
      po co przerabiają ksiażki, to nie wiem, bo te ksiażki są
      masakrycznie nudne

      natomiast moje dziecię (i wcale nie jest wyjątkiem) program "z
      ksiażek" ma opanowany swoją drogą, przypadkowo i mimochodem

      oraz z dzieckiem nie pracuję, bo on sobie sam ze sobą pracuje w tym
      zakresie
      • grzalka Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 25.11.09, 15:34
        ja nie słyszałam o takich praktykach
        • kosjanka Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 25.11.09, 17:12
          Mój trzecioklasista przyniósł ostatnio do domu taką informację. Oczywiście rozżalony, że on musi pisać na lekcjach, a inni już maja zrobione. Ponoć pani zwróciła stanowczo uwagę, ale efektu brak. Mądrzy rodzice zdążyli już nawet dotrzeć, do książki, z której pani kseruje testy dla dzieci.
          Ponieważ są to zwykle duże sprawdziany, są zapowiadane odpowiednio wcześniej, no i ci wiedzący byli przygotowywani na blachę, lub na gotowca jak myślę. O tym już było na zebraniu. Że nie wspomnę o przygotowywaniu prac plastycznych i innych domowych przez rodziców. Na początku wkurzało mnie to, teraz olewam. Ciekawa jestem tylko kiedy mądrzy polegną, bo kiedyś to nastąpi, wszak klasy 1-3 to pikuśsmile
          • kub-ma Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 25.11.09, 18:36
            Czytam, czytam i włosy same wstają.
            Niech ci rodzice polegną szybko, przestną krzywdzić dzieci.
    • mama303 Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 25.11.09, 20:06
      nie wiedziałam o takich głupich praktykach. My kiedys z córką
      przerobiłyśmy coś do przodu w ćwiczeniach przez pomyłkę i córka
      dostała pouczenie od Pani!
    • smerfeta7 Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 25.11.09, 20:30
      Nie sadze, aby rodzice przerabiali z dziecmi cokolwiek do przodu.
      Moja corka książke i ćwiczenia z angielskiego zrobila sobie sama do
      konca roku, bo jak twierdzi łatwizna. Matematyke czy karty pracu z
      polskiego także do konca roku powypelniala sama wszystko to co ja
      ciekawiło, a to co nudne pozostawila.
      I jak sadzisz co może myslec nauczyciel, że to my rodzice
      przerabiamy tekst. Poprostu material w ksiązkach ją nudzi (jak
      twierdzi sama nuda) a tylko to co ciekawe przerobila do konca rokusmile
      Sadzisz, że ja będe sie tlumaczyć. Nie
      Nauczyciel pytal corkę, więc powiedziała to co napisalam. Na
      lekcjach zawsze sie nudziła i nudzi. Najwazniejsze, że nie
      przeszkadza innym.
      • mama_kotula Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 25.11.09, 21:34
        Smerfeto, tu już całe forum wie, że twoja córka nie stanowi części próby reprezentacyjnej "przeciętny uczeń", a problem wypełniania "do przodu" dotyczy uczniów i rodziców przeciętnych.

        U nas w szkole dzieci nie zabierają podręczników/ćwiczeń do domu (tylko kserówki), więc nie ma większych szans aby wypełniać do przodu.
        Niemniej pytałam dziś koleżanki i potwierdziła, że córka przychodzi do domu ze szkoły wściekła, że pół klasy ma wypełnione podręczniki kilka-kilkanaście stron do przodu, a nauczyciel - jak widzi, że większość dzieci ma to zrobione, dzieciom które nie mają, zadaje to do domu, na lekcjach robiąc coś innego.
        • smerfeta7 Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 25.11.09, 21:49
          mama_kotula napisała:

          > Smerfeto, tu już całe forum wie, że twoja córka nie stanowi części
          próby reprez
          > entacyjnej "przeciętny uczeń", a problem wypełniania "do przodu"
          dotyczy ucznió
          > w i rodziców przeciętnych.

          Myslę, że dotyczy kazdego dziecka, bo kazde dziecko znajdzie cos
          ciekawego w ksiązce dla siebie i wypelni do przodusmile

          > U nas w szkole dzieci nie zabierają podręczników/ćwiczeń do domu
          (tylko kserówk
          > i), więc nie ma większych szans aby wypełniać do przodu.

          Swietna metoda, dzieciaki nie musza dzwigac ciężkich tornistrowsmile


          > Niemniej pytałam dziś koleżanki i potwierdziła, że córka
          przychodzi do domu ze
          > szkoły wściekła, że pół klasy ma wypełnione podręczniki kilka-
          kilkanaście stron
          > do przodu, a nauczyciel - jak widzi, że większość dzieci ma to
          zrobione, dziec
          > iom które nie mają, zadaje to do domu, na lekcjach robiąc coś
          innego.


          Mysle, że zadawanie do domu ma swoje plusy. Chocby to, że reszta
          dzieci musi sie postarac dorownac uczniom szybciej pracujacym, a nie
          odwrotnie.
          • hugollina Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 25.11.09, 22:00
            > Mysle, że zadawanie do domu ma swoje plusy. Chocby to, że reszta
            > dzieci musi sie postarac dorownac uczniom szybciej pracujacym, a nie
            odwrotnie.


            i po co ta prowokacja? zamiast pisac skrajne glupoty, lepiej staraj sie czyms
            zajac dziecko, bo czas marnuje. innych ksiazek w domu nie ma tylko podreczniki?
            nic do robienia? skrajana patologia
            • mama_kotula Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 25.11.09, 22:13
              Hugollina, nie warto.

              Wnioskując z dotychczasowych postów Smerfety wyznaje ona zasadę, że cała szkoła ma się w całości dostosować do jej megazdolnego dziecka, najlepiej aby dostosowały się też te inne głupie tępe i wolno pracujące dzieci, podręczniki oraz programy nauczania.
              • smerfeta7 Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 25.11.09, 22:52
                mama_kotula napisała:

                > Hugollina, nie warto.
                >
                > Wnioskując z dotychczasowych postów Smerfety wyznaje ona zasadę,
                że cała szkoła
                > ma się w całości dostosować do jej megazdolnego dziecka,


                A dlaczego to cala szkola, corka nie uczy sie we wszystkich
                klasach w szkolesmile


                >najlepiej aby dostosowały się też te inne głupie tępe i wolno
                >pracujące dzieci,

                Nie ma glupich i tepych dzieci, ale rodzice się zdarzaja.


                >podręczniki oraz programy nauczania.

                Mysle, że sa takie dostosowane do dzieci. A szkola z nich korzysta
                plus zajecia wyrownawcze. Przeciez tu chodzi o dobro dzieci, aby w
                jak najszybszym okresie doruwnaly rowiesnikom.


                • franekgolas Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 27.11.09, 11:34
                  > Nie ma glupich i tepych dzieci, ale rodzice się zdarzaja.
                  (..)Przeciez tu chodzi o dobro dzieci, aby w
                  > jak najszybszym okresie doruwnaly rowiesnikom.

                  A jak jusz doruwnają to morze nawet je pszegoniom. A co!

                  :lol:
            • smerfeta7 Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 25.11.09, 22:45
              hugollina napisała:

              > > Mysle, że zadawanie do domu ma swoje plusy. Chocby to, że
              reszta
              > > dzieci musi sie postarac dorownac uczniom szybciej pracujacym, a
              nie
              > odwrotnie.

              >
              > i po co ta prowokacja?

              To nie jest prowokacji, poprostu duza częśc dzieci nie potrafi sie
              zorganizowac, a nauka tego nalezy juz do rodzica a nie szkoly, stąd
              ida za innymi w tyle.
              Wolala bym, aby moja corka była najslabsza wsrod najlepszych niz
              najlepsza wśrod najslabszych. Pomyśl.
              Takie dziecko jest zmuszone do szybszej pracy, aby nadążyc za
              innymi. Myslisz, że w 4 klasie będa je glaskac i czekac az zdążą?
              nauczyciel mając większą grupe szybciej pracujących dzieci, nie
              bedzie czekal na innych. Kto nie zdąży musi w domu pracowac.


              >zamiast pisac skrajne glupoty, lepiej staraj sie czyms
              > zajac dziecko, bo czas marnuje.


              Nie martw się, marnuje swój czas a nie mój czy twój. Tyle, że jej
              marnowanie czasu daje jej satysfakcje z tego co robi i co uwielbia,
              a to jest najwazniejsze dla dziecka.




              >innych ksiazek w domu nie ma tylko podreczniki?

              Ma inne książki, ale podreczniki uwielbia, kiedy bawi sie w szkołęsmile


              > nic do robienia? skrajana patologia

              mam nadzieję że ta "skrajna patologia" wyrosnie na porządnego
              czlowieka. Ale powiedz mi kto daje tobie prawo do oceny, czy ktos
              jest skrajna patologią czy nie?? No chyba, że nie rozumiesz
              znaczenia tego slowa, albo ja jego nie rozumiem?

              Nie dodalaś jeszcze i jakim prawem się ta "skrajna patologia" się
              wypowiadasmile

              A może masz problem, że twoje dziecko nie nadąża, musi nadrabiać w
              domu i stąd taka skrajna opinia. A moze warto zająć sie dzieckiem, a
              nie wypisywać bzdur i oceniac innch. naprawde szkoda czasu na
              obrazanie innych, bo nie o to w dyskusji chodzi.
              Warto czasmi pomyslec o dziecku i poszukac przyczyny dlaczego sobie
              z czymś nie radzi, nie nadąża itd.. i pomoc dziecku.
              • hugollina Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 25.11.09, 23:48
                patologia bardzo pasuje big_grin, w kazdym calu.
                zjawiska społecznego zachowania się jednostek i grup oraz funkcjonowania
                instytucji, które pozostają w sprzeczności z wartościami i zasadami aktualnie
                akceptowanymi przez dane społeczeństwo;

                za pwn

                mam nadzieję że ta "skrajna patologia" wyrosnie na porządnego
                > czlowieka.

                pewnie raczej nie, skoro nie zna regul panujacych w spoleczenstwie. i niestety,
                rodzic chyba nie nauczy sad

                Warto czasmi pomyslec o dziecku i poszukac przyczyny dlaczego sobie> z czymś
                nie radzi, nie nadąża itd.. i pomoc dziecku.

                oczywiscie, w 100% sie zgadzam. no i??? to do mnie???
                • smerfeta7 Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 00:01
                  hugollina napisała:

                  Znaczenia slowa nie uogolniaj w stosunku do wyprzedzania materialu w
                  szkole. Nijak to sie ma do pojecia ogolnie.
                  Chciala bys miec takie dziecko jak mojesmile) ale nie każdy ma takie
                  szczęście, a po drugie geny, moja drogasmile
                  • hugollina Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 00:05
                    Chciala bys miec takie dziecko jak mojesmile) ale nie każdy ma takie
                    > szczęście, a po drugie geny, moja drogasmile

                    uff, naprawde... wspołczuje, bo to chorobliwe sad
                    dziecko pewnie jak dziecko, tylko rodzic MITOMAN. i wspolczuje, bo przy takim
                    podejsciu rodzica to ona, jak sie nie zbutnuje, to niesczesliwa w zyciu bedzie.
                    pewnie juz jestsad
                    • smerfeta7 Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 00:31
                      hugollina napisała:


                      > uff, naprawde... wspołczuje, bo to chorobliwe sad
                      > dziecko pewnie jak dziecko, tylko rodzic MITOMAN. i wspolczuje, bo
                      przy takim
                      > podejsciu rodzica to ona, jak sie nie zbutnuje, to niesczesliwa w
                      zyciu bedzie.
                      > pewnie juz jestsad

                      Popraw ortografie?? to raz
                      Widzisz musimy obydwie nad tym pracowac.
                      Dwa-co znaczy slow -zbutnuje
                      Trzy- co znaczy -niesczesliwa
                      cztery- skąd wiesz, ze moje dziecko jest nieszczęsliwe. Jak widzę to
                      jesteś prorokiem lub jasnowidzem. Co za zdolności!!
                      Za malo znam jeszcze polski i nie rozumiem tego co piszeszsmile
                      A co do błedow to przepraszam.
                      • hugollina Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 00:36
                        to sa literowki, kotku. twoje nie
                • smerfeta7 Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 00:08
                  hugollina napisała:
                  > pewnie raczej nie, skoro nie zna regul panujacych w
                  spoleczenstwie. i niestety,
                  > rodzic chyba nie nauczy sad

                  Ja wpajam wartości jakie panują w moim kraju i jakich mnie nauczono.
                  A ty wpajasz swoje wartości dziecku ze swojego kraju i stad nasza
                  różnica w pogladach odnosnie nauczania i wychowania. Co mnie bardzo
                  dziwi, bo dzieci zdolne same pracuja a rodzic moze tylko wspomagac w
                  potrzebie.
                  Sama piszesz "ja pracuję z synem", czyli nie jest tak zdolny jak
                  piszesz skoro musisz z nim pracowac. Ja wolę wyjechac w wolne dni i
                  odpocząć po calym tygodniu. No ale tak robi "patologia" według
                  twojego zdania a nie porządni obywatelesmile
                  • hugollina Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 00:13
                    uczepilas sie tej pracy, ze hoho.
                    wiesz, smerfeta, jezeli chodzi o ilosc pracy, ktora moj syn wykonuje ze mna to
                    naprawde nie ma o czym mowic. pomagam mu jak chce, kapujesz? moze nie jest
                    zdolny, twoja opinia sie nie liczy.
                    ale zrozum- dzieci, ktore maja wypelnione podreczniki i rozrabiaja (kurcze, to
                    nie moje dzieci!) rozwalaja lekcje. przeszkadzaja. nie sluchaja. podobno, nie
                    wiem, zrobione na polecenie rodzicow. U NAS JEST TAKI PROBLEM. to nie o twojej
                    corce.
                    to sa dzieci przecietne. i przeszkadzaja. zapytam mojego przecietnego syna czy
                    mu tez.
          • mama_kotula Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 25.11.09, 22:10
            CytatMysle, że zadawanie do domu ma swoje plusy. Chocby to, że reszta
            dzieci musi sie postarac dorownac uczniom szybciej pracujacym, a nie
            odwrotnie.


            Smerfeciu. Mylisz się.
            Te dzieci pracują w takim samym tempie. Tylko że jedne z nich po prostu, jakby
            to ująć - zaczęły wcześniej.
            Wyobraź sobie coś takiego: Kasia i Jaś w poniedziałek zrobili 10 zadań z
            matematyki, które miały być robione na lekcji we wtorek, poświęcając na to swój
            wolny czas - oczywiście, mieli pełne prawo zrobić ze swoim wolnym czasem to, co
            chcą. We wtorek pani widzi, że Kasia i Jaś mają zrobione 10 zadań, zatem na
            lekcji robi coś innego, z tego czegoś innego zadaje WSZYSTKIM zadanie domowe,
            plus Zosia i Basia mają dodatkowo nadrobić te 10 zadań, które miały być robione
            na lekcji. Zatem, Zosia i Basia muszą poświęcić swój wolny czas na to, co
            powinno być zrobione podczas lekcji.
            Różnica między Kasią i Jasiem a Zosią i Basią jest taka, że ci pierwsi CHCIELI,
            a drudzy zostali do tego ZMUSZENI nadgorliwością pierwszych. Czyli, jakby nie
            patrzeć, pośrednio rozporządzono sobie ich wolnym czasem.

            Nie ma to nic wspólnego z tempem pracy uczniów - prędzej z nadgorliwością.

            I tak, ja rozumiem, że trzeba równać w górę i takie tam, niemniej sobie myślę,
            że jakby cała klasa miała równać w górę do mojego dziecka, które nie dość że
            pracuje w tempie błyskawicznym, to jeszcze wiedzą wyprzedza je o jakieś 4-5 lat
            - to dzieci te by zeszły z tego padołu ze zmęczenia najwcześniej po miesiącu.

            I wiem, że przykro to brzmi dla matki dziecka zdolnego i szybko pracującego, ale
            nauczyciel musi tempo pracy dostosowywać do średniaków. Dla zdolnych są
            indywidualne toki nauki, z których sobie radośnie korzystamy.
            • smerfeta7 Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 25.11.09, 22:56
              mama_kotula napisała:
              >Dla zdolnych są
              > indywidualne toki nauki, z których sobie radośnie korzystamy.

              No i tak sobie radośnie z tego korzysta corka, poza szkolasmile
              marnując swoj czas, jak to wczesniej ktos napisał.
              • mama_kotula Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 07:55
                No widzisz, a moje dziecko sobie radośnie korzysta z indywidualnych toków w szkole. Fajną mamy szkołę.
                Mógłby przeskoczyć kilka klas, ale emocjonalnie i społecznie jest zaburzony, więc dostał szeroko zakrojony ITS.

                W domu sobie robi to, co twoja córka. Dla przyjemności. Tyle, że ja się tym nie podniecam tongue_out
          • kub-ma Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 25.11.09, 22:20
            A ja sobie wyobraziłam, że każdy uczeń tak sobie wybrał i wypełnił co
            chciał. I jak przeprowadzać lekcje w takiej klasie? Nauczyciel powinien
            przygotować i opracować swoje własne podręczniki i zeszyt ćwiczeń?
            Zeszyt ćwiczeń i karty pracy są do pracy na lekcji (ewentualnie jako
            praca domowa). W domu dziecku można podsunąć setki innych rozwijających
            zajęć.
          • makurokurosek Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 10:40
            > Mysle, że zadawanie do domu ma swoje plusy. Chocby to, że reszta
            > dzieci musi sie postarac dorownac uczniom szybciej pracujacym, a nie
            > odwrotnie.

            Miałoby to sens gdyby praca była wykonana na zajęciach i gdyby do domu miały
            zadane dzieci które na lekcji nie wyrobiły sie z wykonaniem zadania. Skąd
            pewność, że dzieci mające pouzupełniane książki na przód są bardziej bystre od
            tych które takiej praktyki nie czynią. W przeciwieństwie do twojej córki
            większość dzieci uzdolnionych zamiast rozwiązywać zadania z " nudnej szkolnej
            książki" woli sięgnąć po książkę ciekawszą, można by rzec książkę spełniającą
            ich wymagania.
      • hugollina Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 25.11.09, 21:37
        nikt co sie nie karze tlumaczyc. sytuacja opisywane jest calkiem inna: rodzice
        namawiaja/pozwalajac dzieciom na nadrabianie materialu do przodu w domu, dzieci
        nudza si na lekcjach, przeszkadzaja.
        ale swoja droga dl amnie sprawa patologicza w twoim wypadku: corka robi te za
        latwe cwiczenia do angielskiego, po co? ma za duzo czasu- to moze jakies
        wyawanie dla niej, zeby sie tak nie nudzila- typu nauka drugiego jezyka??? moze
        cos fajniejszego do czytania jej podsnac, a nie cwiczenia?
        moj syn jest dwujezyczny, do glowy by mu nie przyszlo robic cwiczenia do
        angielskiego... chetnie cos sobie przeczyta w necie, jakies opowiadanie, ale
        cwiczenia???
        co za strata czasu: dziecko w szkole sie nudzi i nic nie robi, a w domu wypelnia
        ksiazki. nie moglaby porobic w szkole ksiazek a w domu czegos bardziej
        motywujacego, lub choc sie pobawic, poczytac?
        dla mnie twierdzenie, ze najwazniejsze ze dziecko nie przeszkadza innym (uff,
        choc sadzac po podejsciu o dla szkoly ulga...) jest co najmniej dziwne. co za
        strata czasu!
        • smerfeta7 Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 25.11.09, 22:28
          hugollina napisała:

          > nikt co sie nie karze tlumaczyc. sytuacja opisywane jest calkiem
          inna: rodzice
          > namawiaja/pozwalajac dzieciom na nadrabianie materialu do przodu w
          domu, dzieci
          > nudza si na lekcjach, przeszkadzaja.
          > ale swoja droga dl amnie sprawa patologicza w twoim wypadku: corka
          robi te za
          > latwe cwiczenia do angielskiego, po co? ma za duzo czasu- to moze
          jakies
          > wyawanie dla niej, zeby sie tak nie nudzila- typu nauka drugiego
          jezyka???


          Corka zna 3 języki z polskim włącznie i czwarty ale nie za dobrze.


          moze
          > cos fajniejszego do czytania jej podsnac, a nie cwiczenia?


          Książki od zerowki kupuje sobie sama i to tylko takie, jakie ja
          zainteresuja i wierz mi czyta i to bardzo dużo, ale tylko to, co ja
          pasjonuje.


          > moj syn jest dwujezyczny, do glowy by mu nie przyszlo robic
          cwiczenia do
          > angielskiego...


          Cos ty, corka to maly kombinator. Zrobila material do końca roku, po
          to, aby na lekcji opisywac swój projekt np. rakiety i rysowac
          schematy. prosilam w szkole aby wprowadzono jej trudniejszy
          materiał, ale do dzisiaj nic.

          >chetnie cos sobie przeczyta w necie, jakies opowiadanie, ale
          > cwiczenia???
          > co za strata czasu:


          Nie traci czasu, niedlugo skończy swój wymarzony projekt rakiety i
          mam nadzieje, że nie polece w kosmossmile


          >dziecko w szkole sie nudzi i nic nie robi, a w domu wypelni
          > a
          > ksiazki.

          Od początku sie nudzi w szkole, więc sama sobie wymysla zajęcie na
          lekcji, aby nie przeszkadzać innym. W domu wypełnia, kiedy bawi się
          w nauczycielasmile) Moja corka to nie jest łatwy do rozgryzienia
          czlowiek.



          >nie moglaby porobic w szkole ksiazek a w domu czegos bardziej
          > motywujacego, lub choc sie pobawic, poczytac?

          Mogla by, ale w 2 tygodnie zrobila sobie caly angielski, material na
          poziomie 3 klasity miala opanowany w drugiej klasie i także bardzo
          się nudziła w szkole.
          Zajęć z tytułu jej zainteresowan ma bardzo duzo, bo jak w 2 miesiące
          przerabiasz material roku, to caly rok, może się bawić w co sobie
          wymarzy. Tutaj nie ma szkól dla takich dzieci, aby sie nie nudzily.
          ciesze sie, że nudzac się w szkole nie przeszkadza innym i zawsze
          potrafi odpowiedziec nauczycielowi na pytaniesmile czyli wie o czym
          mowi pani na lekcji. Musiala bys widziec ile bierze krzyżowek z
          matematyki do szkoly na lekcje, pracuje nad gramatyką angielską na
          lekcji angielskiego itd...

          > dla mnie twierdzenie, ze najwazniejsze ze dziecko nie przeszkadza
          innym (uff,
          > choc sadzac po podejsciu o dla szkoly ulga...) jest co najmniej
          dziwne. co za
          > strata czasu!


          Corka uwielbia ulamki wykresy, a nie naukę co to sa setki,
          dziesiątki itd... angielski zna bardzo dobrze stąd nudzi ją nauka
          słowek, ktore zna. Woli pisac opowiadania, pracuje nad gramatykę
          języków. Szkoła nie zabardzo wie co zaoferowac takiemu dziecku, poza
          konkursem kangurem.

          Poza szkolą corka nie traci czasu ma swoje zainteresowania i pasje,
          ale ma i dni, że lubi wziąść sobie książkę ze szkoly i wypelniać to
          co chce.
          Jak sama widzisz mam takie a nie inne dziecko. A szczerze mówiąc
          czekam tylko az skonczy podstawowke i wreszcie skończy się jej nuda
          w szkole.
          Powiedz jak zmotywujesz dziecko do robienia na lekcji tego co znala
          juz 2 lata temu.
          Oczywiście na lekcji także cos tam robi, ale z wielką niechęcia,
          nawet ostatnio powiedziala, że wolala by chodzić tylko do szkoly aby
          zdać testy i chodziła by tylko caly dzien do drugiej szkoly, ktora
          poprostu uwielbia.
          • kub-ma Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 25.11.09, 22:39
            Zapytam z ciekawości o takie rozwiązania jak: przeskoczenie jednego
            roku nauki; indywidualny tok nauczania; nauka w domu?
            • smerfeta7 Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 25.11.09, 23:14
              kub-ma napisała:

              > Zapytam z ciekawości o takie rozwiązania jak: przeskoczenie
              jednego
              > roku nauki; indywidualny tok nauczania; nauka w domu?

              I tak wlasnie jest w przypadku mojej corki, ale do szkoly musi
              chodzić, książki musi uzupelnic bo inaczej nie otrzymala by promocji.

              Czyli musi miec uzupelnione książki biezace i może jednoczesnie
              uczyć sie poziomem wyżej. I to jest chore w szkolnictwie. Skoro
              dziecko zdaje test z calości materiału z klas wyższych, to po co ma
              jeszcze uzupelniac książki z poziomu nizszego, skoro zdany test jest
              z wyzszego poziomu-klas.
              Prowadzenie podwojnych książek, poziom wyższy OK, bieżący kompletna
              nuda dla dziecka.
              A do szkoly musi chodzić, choćby ze względu na bardzo wazny rozwoj
              spoleczny dziecka.
              Jezeli radzacych sobie dzieci będzie w klasie 18 a 6 nie radzących,
              to nie jestem za zaniżaniem poziomu w klasie, a wprowadzeniem zajeć
              dodatkowych dla dzieci wolniej pracujących i wspomaganiem ich. Ale
              prawie cała klasa nie może czekac na pozostalych.
              Stąd podoba mi sie, jak w szkole dzieci szybciej radzace sobie sa w
              jednej klasie, a wolniej w drugiej. Wtedy wszyscy pracuja na swoim
              poziomie i nikt nie czuje sie zle, nie mowiąc juz o nudzacych się
              dzieciakach i wyprzedzających material.
              Wtedy rodzic bedzie zadowolony, że nikt w klasie jego dziecka nie
              wypelnia książek do przodu, a rodzic nudzącego się dziecka, bedzie
              szczęsliwy, że dzieciak sie nie nudzi, bo nauczyciel wprowadzil
              szybsze temp i wyższy poziom nauczania. Co obecnie proponuje pani
              minister, aby dostosowac program do poziomu dziecka.
              Link poniżej

              www.eduinfo.pl/art.php?action=more&id=3064&idg=7&wa=N-EWP0948&sid=204369940&adr_no=E385557&adr_em=1072269
              • tititu Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 25.11.09, 23:31
                No to powodzenia w znalezieniu nauczycieli, ktorzy zechca poswiecac
                corce dodatkowe godziny!

                Dla mnie wypelnianie podrecznikow naprzod to jakas paranoja. Nie
                rozumiem nawet z czego rodzice "wypelniaczy" sa dumni. Korzystniej
                dla wszystkich byloby gdyby dzieci pracowalyby podobnym tempem a
                nauczyciel rozszerzal program. A tak sie miota. I dzieci, ktore nie
                wypelniaja ksiazek (z roznych wzgledow) naprzod czuja sie gorsze i
                sa zmuszone stale do nadrabiania...

                Mysle, ze pozwolenie dziecku na wypelnienie podrecznikow jest
                pojsciem na latwizne. Szukanie i zglebianie informacji,
                przygotowywanie łorkszitów do nauki jezykow to czasochlonna
                zabawa...
                I bardziej pracochlonna dla rodzica i dziecka niz wypelnienie
                podrecznika...
                Pytanie czy wypelniacze sa faktycznie tak zdolni czy tak kichaja w
                portki, ze nie wyrobia sie na lekcjach?
                • smerfeta7 Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 25.11.09, 23:57
                  tititu napisała:

                  > No to powodzenia w znalezieniu nauczycieli, ktorzy zechca
                  poswiecac
                  > corce dodatkowe godziny!

                  Ma takich poza szkola panstwowa. Pasjonatow jest wielu i nie nalezy
                  sie martwić.

                  > Dla mnie wypelnianie podrecznikow naprzod to jakas paranoja.

                  Nie pisze o wypelnianiu strona po stronie. Moja wypelnia to co ja
                  zainteresuje np. kangurki, zadania z supelkiem i ciekawsze zadania z
                  książki.

                  > Pytanie czy wypelniacze sa faktycznie tak zdolni czy tak kichaja w
                  > portki, ze nie wyrobia sie na lekcjach?

                  Myśle, że dzieci pracujące szybciej, wogole sie nie przejmują
                  testami i sprawdzianami, podchodzą do nich na luzie bez stresu.
                  Testy, kartkowki i inne pokazuja same, jak sobie radza, a z tego co
                  ja zaobserwowalam radzą sobie lepiej. Może dlatego, że w spokoju
                  rodzic dokladnie wytlumaczy dziecku coś czego nie rozumie,lub cos co
                  jest nowe, a w klasie gdzie jest 30 dzieci, z tego wystarczy 2
                  rozrabiajacych na lekcji i lekcji nie ma jest rozwalona, dzieci w
                  większości nie rozumieją i rodzic czy chce, czy nie musi i tak
                  pracowac w domu. A jak nie pracuje to dziecko nie nadąży z
                  nawarstwionymi zaleglosciami. Zreszta testy gimnazjalne pokazaly
                  jaki jest poziom nauczania w poszczegolnych rejonach Polski.
                  Wśrod moich znajomych, gdzie dzieci pracowaly w domu z rodzicami
                  wypadly bardzo dobrze na testach, a dzieci pracujące tylko w szkole
                  według tempa klasy wypadly zle i bardzo zle.
                  A nawiasem mowiąc w klasie mojej corki, kazdy nowy temat, jest
                  zadawany do domu, a powtorki tematu sa ćwiczone w klasie, wszelkie
                  zadania i cwiczenia zwiazane z muzyka nie sa przerabiane w klasie a
                  pomijane. Może to mi ktos wyjaśni dlaczego???
                  Od 4 dni widze, że matematyka wogole nie jest robiona w klasie a
                  zadawana do domu, gdzie są nowe tematy dla dzieci piszących na
                  biezaco. Moje dziecko sobie poradzi bez problemu, ale jak sobie
                  poradza dzieci idace swoim tempem z nowym tematem, ktorego nie
                  rozumieją??
                  Czy powinien rodzic w domu być nauczcyciele czy powinna to
                  wprowadzać szkoła?
                  Nastepne pytanie, klasa wyjeżdża czesto na wycieczki, wychodza poza
                  szkole, a lekcje sa rozpisane na caly tydzien, a dziecko i tak musi
                  zrobić je w domu i zanieśc do szkoly do sprawdzenia. kto jest
                  nauczycielem dziecka??? szkola czy dom?
                  Moze wlasnie to uczy rodzicow wyprzedzania materiału??? Nie wiem.

                  Mojej corce wogole nie przeszkadza, to czy ktos ma zrobione do
                  przodu czy nie. A pani w szkole daje tym dzieciom dodatkowe
                  trudniejsze zadania-ksero do zrobienia z czego się bardzo ciesza.
                  A po zrobieniu dalej nudzą.




                  • tititu Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 00:45
                    (...) wszelkie zadania i cwiczenia zwiazane z muzyka nie sa
                    przerabiane w klasie a pomijane. Może to mi ktos wyjaśni dlaczego???
                    (...) Moje dziecko sobie poradzi bez problemu, ale jak sobie
                    poradza dzieci idace swoim tempem z nowym tematem, ktorego nie
                    rozumieją??
                    Czy powinien rodzic w domu być nauczcyciele czy powinna to
                    wprowadzać szkoła?

                    A co to kogo obchodzi?
                    Jak taka dobra szkola i uczniowie, to niech sie sami ksztalca. Poza
                    tym po co to robic na lekcjach jak tak chetnie przerabiane jest w
                    domu? Na lekcjach zrobia cos RAZEM.
                    Tez bym tak wybrnela na miejscu nauczycielki.
                    • smerfeta7 Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 00:57
                      tititu napisała:
                      > Jak taka dobra szkola i uczniowie, to niech sie sami ksztalca.


                      A czy tak nie jest???


                      >Poza
                      > tym po co to robic na lekcjach jak tak chetnie przerabiane jest w
                      > domu? Na lekcjach zrobia cos RAZEM.


                      Ano po to, aby inne dzieci nie płakały, że nie mają zrobione, a
                      rodzice nie pisali na forum i aby nie było zbednej dyskusji, że inni
                      mają zrobione, a one musza nadrabiac. I co teraz, rodzic musi
                      przysiąśc i robić z dzieckiem i to oburza rodzica dziecka wolniej
                      pracującego.
                      • tititu Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 10:10
                        Ano po to, aby inne dzieci nie płakały, że nie mają zrobione, a
                        > rodzice nie pisali na forum i aby nie było zbednej dyskusji, że
                        inni
                        > mają zrobione, a one musza nadrabiac. I co teraz, rodzic musi
                        > przysiąśc i robić z dzieckiem i to oburza rodzica dziecka wolniej
                        > pracującego.


                        Nie wiem czemu zakladasz, ze "placza" rodzice dzieci wolniej
                        pracujacych?
                        A nie pomyslalas o tym, ze wkurza to rodzicow dzieci, ktore maja po
                        szkole inne, dodatkowe, 100x bardziej interesujace dzieci zajecia
                        niz nudna podstawa, opierajaca sie na powtorkach przedszkola?
                        I ze wiedzac jak bardzo dzieci nie beda chcialy tego rozwiazywac
                        flaki sie im zwijaja?
                        Sama tez podkreslasz, ze corka zrobila te cwiczenia, ktore ja
                        interesuja. Wez ja zagon do zrobienia reszty jak bedzie chciala
                        pojsc na balet!
                        WIele zdolnych dzieci odwala panszczyzne solidarnie z klasa, budujac
                        wiez emocjonalna czasem silniejsza niz maja z rodzicami ;P. A w domu
                        im szkoda na to czasu, bo ciekawsze zajecia czekaja.
                        Jak takie jaja porobia sie u nas w klasie, tez bede nadawala.

                        Na szczescie podejscie do uczniow maja bardziej indywidualne. Ale ja
                        sie dobrze rozgladnelam za szkola dla dziecka, zanim podjelam
                        decyzje.
                        • hugollina Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 10:23
                          Na szczescie podejscie do uczniow maja bardziej indywidualne. Ale ja sie
                          dobrze rozgladnelam za szkola dla dziecka, zanim podjelam
                          > decyzje.


                          no ja tez sie rozgladalam, wszystko jest w porzadku, ale jak mialam przewidziec,
                          ze rodzice beda wymagali tego od dzeici?
                          BTW, zbadalam sprawe. jest to w zasadzie 4-5 dzieci w klasie, nietety te baardzo
                          przecietne. ewidentnie jest to sposob rodzicow na to, zeby dzieci mialay "dobrze
                          i pierwsze" zrobione zadania. tak nie fair, nie?
                          "odwalanioe panszczyzny solidarnie..." no nie wiem, u nas czesto pracuja
                          grupowo. czyli w ogole sa razem, ucza sie pracy w grupie. ksiazki tez nie sa
                          potwornie nudne, a moze pani je jakos "fajnie oprawia"? co kilka kartek znajdzie
                          sie coc stymulujacego intelektualniewink ale nie lepiej robic z kumplami w szkole
                          niz sleczec w domu, gdzie mozna sobie poczytac, isc na ulubione zajecia ect? dla
                          mnie inna sytuacja niepojeta- nuda w szkole i praca w domu. zeby wydawac sie
                          lepszym- bo u nas, jak rozumiem , do tego sie to sprowadza.
                        • azile.oli Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 27.11.09, 08:18
                          Masz całkowitą rację, Tititu. Moje dzieci kończą już gimnazjum, ale
                          pamiętam, jak w pierwszej klasie jedna z mamuś zaproponowała na
                          zebraniu, aby dzieci miały więcej zadawane do domu, bo jej córka się
                          nudzi. (niby taka zdolna i szybka). Na to ja się odezwałam, że moje
                          dziecko jakoś się nie nudzi (chwilę wcześniej było chwalone przez
                          panią, jako wybitnie wyprzedzające resztę), ponieważ ma masę innych
                          zajęć i wolę, aby rozwijało zainteresowania , czytało, uczyło się
                          języków, trenowało niż wypełniało ćwiczenia.
                          Na szczęście nauczycielka mnie poparła, stwierdzając\, że nie
                          chodzi o ilość, ale o jakość, a poza tym chyba nie na tym ma polegać
                          nauka, że dziecko ma spędzać jakąś tam ilość czasu na odrabianie
                          lekcji. Jedno zrobi w 5 minut, inne robi godzinę.
                          I ogólnie zostało podkreślone, że ważne, aby dziecko umiało, a nie,
                          aby się uczyło.
                          Do dziś u mnie w domu powszechne są sytuacje : nic się nie uczyłem
                          i mam z testu 6. Tylko cały dowcip polega na tym, że ta wiedza
                          została już kiedyś tam w ramach rozwijania zainteresowań przyswojona.
                          Co ciekawe - w latach wczesnoszkolnych moich dzieci też było
                          zjawisko wypełniania podręczników ''do przodu''. Co ciekawe, nie
                          robili tego ucznioweie najlepsi, ale raczej przeciętni. Bo
                          chcieli ''dobić'' do czołówki.
                          Tak naprawdę kwestię tego, kto jest zdolny, szybki , kreatywny
                          zweryfikowała klasa 4.
                          A z perspektywy czasu oceniam, że nie ma najmniejszego znaczenia ,
                          czy w klasach 1-3 ktoś miał piękne zeszyty, super i do przodu
                          wypełnione ćwiczenia.
                          Ważne jest, co zostało w głowie, czy dziecko jest samodzielne i czy
                          potrafi się uczyć.
                          • smerfeta7 Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 27.11.09, 09:48
                            azile.oli napisała:
                            > Tak naprawdę kwestię tego, kto jest zdolny, szybki , kreatywny
                            > zweryfikowała klasa 4.

                            Dokładnie.
                            Zobaczymy co beda pisac rodzice za roksmile

                            > Ważne jest, co zostało w głowie, czy dziecko jest samodzielne i
                            > czy potrafi się uczyć.

                            Nic dodać nic ująćsmile
                          • pam_71 Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 27.11.09, 10:16
                            A z perspektywy czasu oceniam, że nie ma najmniejszego znaczenia ,
                            czy w klasach 1-3 ktoś miał piękne zeszyty, super i do przodu
                            wypełnione ćwiczenia.
                            Ważne jest, co zostało w głowie, czy dziecko jest samodzielne i czy
                            potrafi się uczyć.

                            Bo nauczenie początkowe to czas, aby nauczyć dziecko systematyczności,
                            obowiązkowości oraz tego "jak się uczyć". Wisząc nad pociechą i wskazując palcem
                            co ma wypełnić w ćwiczeniach nauczymy je tylko tego, że Mama przyjdzie i pokaże
                            ... a nie o to chodzi wink
                            • smerfeta7 Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 27.11.09, 10:27
                              pam_71 napisała:
                              > Bo nauczenie początkowe to czas, aby nauczyć dziecko
                              systematyczności,
                              > obowiązkowości oraz tego "jak się uczyć". Wisząc nad pociechą i
                              wskazując palce
                              > m
                              > co ma wypełnić w ćwiczeniach nauczymy je tylko tego, że Mama
                              przyjdzie i pokaże
                              > ... a nie o to chodzi wink


                              Dokladniesmile
            • igge Re: Smerfeta 26.11.09, 00:01
              A czemu po prostu nie zabroniłaś jej wyraźnie wypełnienia książki do
              przodu? Nie stawiasz dziecku granic? Skoro zakaz nauczycielki nie
              działa na twoje dziecko, może ty masz większy autorytet?
              Bez sensu jest brak propozycji szkoły dla wyjątkowo zdolnych dzieci.
              W przypadku mojego starszego dziecka niechcący sama "zadziałałam"
              rzadko posyłając go w ogóle do szkoły (ogromna absencja), nie
              wnikając absolutnie czego jak i kiedy się uczy i czy ma potrzebne
              przybory. Nie miał miejsca pracy np biurka. Nie pojawiał się na
              konkursach, bo nawet o nich nie wiedziałam. Nie rozmawialiśmy o
              szkole choć codzienne dużo rozmawialiśmy na wszystkie inne tematy smile
              Jakieś konkursy i tak wygrał mimochodem, na niektórych zebraniach
              bywałam więc wiedziałam, że i tak jlepszym w klasie uczniem.
              Wychowawczynię miał miłą i choć skarżyła się na nieobecność syna
              rehabilitacja drugiego dziecka tłumaczyła absencję. Syn pomagał
              innym dzieciom, dużo czytał w 2 językach, grał, opiekował się
              siostrą, zwierzakami domowymi, sprzątał, dużo czasu spędzał na
              powietrzu biegając z psem, odwiedzał znajome dzieci, uprawiał
              ulubiony sport. Czytał gazety. Nie wiem czy zamiast ignorowania
              szkoły lepiej by mu zrobiła jakaś samodzielna mniej lub bardziej
              stymulacja intelektualna. Zawsze wydawało mi się, że rozwój
              społeczny, emocjonalny, nauczenie empatii i wykorzystanie jego
              wrażliwości w celu pomocy innym wyjdzie mu na dobre. Może zamiast
              tego powinnam była się nastawić na najbardziej renomowane gimnazjum
              w mieście i ITN. Wydawało mi się, że przedłużam mu dzieciństwo, a na
              wyścig szczurów ma czas i nie potrzebuje do tego specjalnej zachęty
              z mojej strony. Czas pokaże. Bardzo nie podoba mi się podejście
              Smerfety do efektów domowej pracy córki w szkolnych podręcznikach.
              Efektów dotykających inne dzieci. Mam też dziecko wolniejsze, nie
              nadążające czasem za klasą, nie wytrzymuące tempa. Nie wyobrażam
              sobie, że miałoby jeszcze więcej zadawane do domu bo ktoś w dwa
              miesiące opanował program. Co z tego, każde średniozdolne dziecko
              może to zrobić. W szkole ważniejsze są interakcje, rozmowa,
              budowanie sieci społecznych relacji, wspólna zabawa na lekcji. Nawet
              moją córkę w domu nauczyć można rocznego programu matematyki w
              miesiąc. Tylko po co robić to dziecku zdolniejszemu, żeby jeszcze
              bardziej go znudzić i pozbawić możliwości zrobienia chociaż tych
              ciekawiących je fragmentów podręcznika na lekcji. Nawet
              najzdolniejszemu dziecku przydaje się szkoła jako centrun życia
              towarzyskiego. Nauka, cóż, nie każdy akurat musi uczyć się w szkole
              (choć idealnie byłoby połączyć te dwa cele). Może wypełnienie
              dziecku czasu pozanaukowymi aktywnościami ale takimi, które go
              interesująlub uczą obowiązkowości i odpowiedzialności także może być
              fajne i sensowne? A może się mylę. fakt, że szkoła nie ma dużo do
              zaoferowania najzdolniejszym, którzy wymagają opieki także. Ale, o
              czym ja mówię, o jakimś idealnym świecie/szkole. przeciwna jestem
              zdecydowanie segregacji dzieci wg zdolności/sprawności
              • smerfeta7 Re: Smerfeta 26.11.09, 00:52
                igge mi nie zalezy na polskiej szkole, bo wiem, że nie mozna od niej
                niczego oczekiwac, poza wylozeniem podstaw materialu jaki obowiązuje
                zgodnie z wytycznymi MEN (oczywiście nie uogolniając).
                Corka chodzi takze do drugiej szkoly i tam jest najszczęsliwsza, nie
                wyprzedza materialu i nie wypelnia, bo to czego sie tam uczy nie
                jest dla niej nudne i jest wśrod dzieci takich jak ona i to jest
                najwazniejsze. A w szkole podstawowej już nie wiele jej zostalo.
                Stąd mi nie zalezy.
                Mając już jakieś doswiadczenie w szkole, napewno nie wysle jej w
                polsce do państwowej szkoły. Bo panstwowa szkola, pracuje na
                panstwowych pieniądzach, ktorych nie ma. Natomiast prywatne szkoły
                calkiem inaczej podchodzą do nauczania dzieci.
                Popelnilam wielki błąd, wysylając corke do panstwowej szkoły, ale
                już go nie cofnę, ponieważ corka bardzo lubi dzieci w klasie i nie
                chce się z nimi rozstać. Drugi raz go nie popelnię.


                igge napisał:
                >przeciwna jestem
                > zdecydowanie segregacji dzieci wg zdolności/sprawności

                I masz do tego pelne prawo. Ja natomiast nie uwazam tego za
                segregację a bardziej za zapewnienie kazdemu dziecku nauki na
                poziomie jakigo potrzebuje. czyli zapewnienie kazdemu dziecku
                nauczania na swoim poziomie, bez stresowania kazdego dziecka. Bo
                nuda jak i bycie w tyle stresuje dzieci. A tak mogą sie uczyć
                omijając zbędny stres.
                Dziwnie odbieram zachowania niektorych, że wszystko tutaj musi byc
                rowne. A przeciez tak nie jest i nigdy nie bedzie.


      • makurokurosek do smerfeta7 26.11.09, 10:45
        Jeszcze jedno, odnośnie angielskiego. Skoro poziom angielskiego jest tak
        żenujący to może warto zapisać córkę na dodatkowy kurs. Natomiast jeżeli chodzi
        już na dodatkowy kurs, może warto sie mu przyjrzeć skoro, nie potrafi spełnić
        jej wymagań i córka woli rozwiązać zadania z " nudnej książki" niż poszerzać
        wiedzę z kursu.
        • mama_kotula Re: do smerfeta7 26.11.09, 12:19
          Makurokurosek, dajże spokój wink
          Wszystkie te mimowolne wzmianki Smerfety że program niskich lotów, że dzieci pracujące wolniej, że rozwiązywanie z książki że to tamto i sramto ma na celu jak zawsze to samo - pean pochwalny na cześć wybitnie uzdolnionej córki Smerfety, której dzieci forumowiczów nie dorastają do pięt nawet, biedne pracujące wolno matołki, konformiści i tępaki.

          I fajnie, ja też się cieszę, że Smerfeta ma wybitnie uzdolnione dziecko i że ja też mam wybitnie uzdolnione dziecko (wspominam o tym, bo zaraz się od Smerfety dowiem, że zazdrosna jestem po prostu - tak jest, uszami mi para uchodzi z tej zazdrości), niemniej oszczędzam innym forumowiczom trąbienia "mimochodem" o tym w każdym wątku, wielokrotnie się powtarzając, bo to po prostu nudne jest i chwilami zaczyna się robić zwyczajnie żenujące.
          • smerfeta7 Re: rozmawiajcie z nauczycielem a nie krzyczcie na 26.11.09, 13:05
            Prosze wytłumaczcie mi trzy panie, co was tak boli w tym, że jak
            piszecie 4-5 dzieci na całą klasę wypelnia zadania sobie do przodu???
            O co ten krzyk i obrazanie na forum???
            A moze was boli to, że 4-5 dzieci są lepsze od waszych i szybciej
            sobie radza, a moze dostaja lepsze oceny?? A wasze muszą w domu
            nadrabiać. Co to za nauczycielka, że jak 4-5 dzieci robi do przodu,
            to każe calej klasie nadrabiać, a może jej jest wygodniej nakazac
            pozostałym robić w domu, bo ma szybciej przerobiony materiał i
            więcej czasu na powtórki w klasie? Może lepiej porozmawiać z
            nauczcyielką, skoro macie mozliwośc pogaduszek o tym, aby nie
            zadawała dzieciom do domu.
            Nierozumiem takiego oburzenia o bzdury.
            Mnie to wogole nie interesuje, a nauczycielka nikomu z rodzicow sie
            nie skarży szukając wytlumaczenia, że nie może pracowac z dziecmi bo
            4-5 zrobiło sobie do przodu.
            Mądry nauczcyiel bez żalenia sie rodzicom potrafi sobie z taką
            sytuacją poradzić, szczegolnie, że to tylko 4-5 dzieci na klase to
            robi.
            Zamiast wyżywac się slownie w internecie na innych, porozmawiajcie
            z nauczycielem o tym, aby nie zadawał dwaszym dzieciom do domu.
            • mama_kotula Re: rozmawiajcie z nauczycielem a nie krzyczcie n 26.11.09, 13:25
              Zachowujesz się bardzo agresywnie w obliczu krytyki i bardzo emocjonalnie podchodzisz do tematu. Myślałaś o jakiejś terapii?

              Cytat
              A moze was boli to, że 4-5 dzieci są lepsze od waszych i szybciej
              sobie radza, a moze dostaja lepsze oceny?? A wasze muszą w domu
              nadrabiać.


              Tak jest. Pół świata kipi zazdrością, że córka Smerfety i 4-5 innych dzieci są lepsze. Bo w ogóle to zazdrość jest motorem wszystkiego. Każdy, prawda, widzi świat na swoje podobieństwo i mierzy własną miarą.
              Jeszcze raz - myślałaś o jakiejś terapii?
              • hugollina Re: rozmawiajcie z nauczycielem a nie krzyczcie n 26.11.09, 13:40
                Jeszcze raz - myślałaś o jakiejś terapii?
                rany boskie, w zakladzie zamknietym. bo to jest niebezpieczenstwo dla ludzkosci
                ten ludźsad

                najgorsze to to, ze ona sie tak zapetlila, ze zaczyna polemizowac ze swoimi
                postami.uahahha big_grin
                • mama_kotula Re: rozmawiajcie z nauczycielem a nie krzyczcie n 26.11.09, 13:54
                  Ej, nie przesadzajmy. IMHO cała ta sytuacja staje się powoli groteskowa, teoria spiskowa zazdrości o geniusz zaczyna śmieszyć, a poczynania Smerfety jako żywo zaczynają chwilami przypominać poczynania Maksia.

                  Ale co ja mówię. Ja po prostu zazdrością kipię. Kip kip.
                • smerfeta7 Re: rozmawiajcie z nauczycielem a nie krzyczcie n 27.11.09, 09:40
                  hugollina napisała:

                  > Jeszcze raz - myślałaś o jakiejś terapii?
                  > rany boskie, w zakladzie zamknietym. bo to jest niebezpieczenstwo
                  dla ludzkosci
                  > ten ludźsad

                  Czy poczułaś się lepiej? Bo jak czytam, obrazajac inne mamom czujesz
                  sie dowartościowana co można przeczytać na wielu forach. No cóż
                  ludzie maja rózne natury.
                  Polecam psychologa, bo takie roszczeniowe i krzykliwe zachowanie
                  wymagało by konsulatcji, ale to tak nawiasem.
                  Dzisiaj rano rozmawialam z mamą jednego dziecka (nauczycielka) i
                  wiesz co mi powiedziala?
                  Dzieci zdolne posiadające indywidualny tok i program nauczania, nie
                  tylko mogą wypelniac książki do przodu, mogą uczestniczyć w
                  zajęciach przyrody i historii w klasach wyzszych i poza szkołą, mogą
                  zdawać materiał roczny w czasie przez siebie wybranym. Stąd tym
                  dzieciom nie musi zwracać uwagi, a wrecz ma zawsze przygotowane
                  ksero z zadaniami o wyższym poziomie, ale te dzieci i tak będa sie
                  nudzić w szkole podstawowej i to jest najnormalniejsze.
                  Natomiast dzieci slabsze po wypelnieniu do przodu materiału w
                  ksiązce takze nie są w żaden sposób karane i nie rozwalają lekcji,
                  ponieważ ćwiczenie w domu materiału, tylko im pomaga w spokojnym
                  zrozumieniu nowego materiału, a na lekcji dostają także ksero z
                  zadaniami. I nie stanowi to dla nikogo zadnego problemu i żaden
                  rodzic nigdy nie kłócił sie nauczycielami o to, że inni maja coś do
                  przodu. Więc jak widać cwiczenie dzieci w domu przynosi tylko dobre
                  efekty dla nich.
                  W szkole nudzą się dzieci zdolne wybiegajace rozwojem w stosunku do
                  swoich rówieśników. Pozostałe się nie nudzą.
                  A lekcje rozwalają dzieci nie znające zasad zachowania sie.
                  Nie zazdrośc innym a pomóż synowi w ortografii, poszukaj przyczyny,
                  skoro ma poważne problemy a wczesniej ich nie miał.


                  > najgorsze to to, ze ona sie tak zapetlila, ze zaczyna polemizowac
                  ze swoimi
                  > postami.uahahha big_grin

                  Gratuluję wysokiego poziomu. Dla mnie to nie jest dyskusja a tylko
                  pyskówka z twojej strony i uwazam, że czas ja zakończyćsmile



              • smerfeta7 Re: rozmawiajcie z nauczycielem a nie krzyczcie n 27.11.09, 10:10

                mama_kotula napisała:

                > Zachowujesz się bardzo agresywnie w obliczu krytyki i bardzo
                >emocjonalnie podchodzisz do tematu. Myślałaś o jakiejś terapii?

                A jak tam twoja terapia, bo jak widze masz kiepski dzień.
                Linki poniżej.

                forum.gazeta.pl/forum/w,566,87772278,87970402,Re_do_elk19300.html


                forum.gazeta.pl/forum/w,566,87772278,87869000,Re_do_artjoasia.html
                • mama_kotula Re: rozmawiajcie z nauczycielem a nie krzyczcie n 27.11.09, 11:06
                  O, już widzę że katuje się wyszukiwarkę aby udać się na wycieczkę personalną.
                  Dyskusja sięga dna, mili państwo.
                  • pam_71 Re: rozmawiajcie z nauczycielem a nie krzyczcie n 27.11.09, 11:35
                    Sięgnęła już parę postów wyżej ;-p
                    Pozdro
                    Ps: Kotula .. nie zawsze zgadzam się z Twoim zdaniem, ale podoba mi się że
                    zawsze szukasz najlepszych rozwiązań wink Najłatwiej usiąść, ponarzekać i nic z
                    siebie nie dać ... ;-p You know what I mean ...
                  • hugollina Re: rozmawiajcie z nauczycielem a nie krzyczcie n 27.11.09, 12:45
                    wiesz, a szkoda.
                    przynajmniej dowiedziałam sie czego chcialam, ze wiekszkośc z was to potępia, że
                    jednak moze nie jest to nagminne, ale sie zdaza nie tylko u nas. faktycznie
                    kaszana jak rodzice kupuje ksiazki dla nauczyciela. jak sie domyslam jest to dla
                    tych przecietniaków nastepny krok. bo u nas ewidentnie wypelniaja dzieci na
                    przykaz rodziców, zeby byc pierwsze, zeby byc najlepsze. takie male oszustwo, bo
                    one ponoc nie mowia pani ze maja to juz wypelnione, tylko twierdza, ze
                    najszybciej wypelniły.
            • makurokurosek Re: rozmawiajcie z nauczycielem a nie krzyczcie n 26.11.09, 13:33
              Jak dla mnie ciekawe jest dlaczego siedmio czy ośmiolatek wypełnia książkę z
              wyprzedzeniem. Jeżeli jak twierdzisz dziecko robi to z własnej woli pomimo, iż
              uznaje że materiał jest dla niego nudny i nieciekawy, może to świadczyć o tym że
              rodzice nie potrafią sprostać jego wymaganiom i zapewnić mu odpowiednich do jego
              poziomu zajęć pozalekcyjnych rozwijających jego umiejętności. Jeżeli natomiast
              dziecko wypełnia książkę z wyprzedzeniem z powodu nacisków rodziców, świadczy to
              o ich egoistycznych pobudkach i przekładaniu swoich ambicji na dziecko. Dziecko
              nie stanie sie bardziej inteligentne dlatego, że w domu wypełni cały podręcznik.

              '> Mądry nauczcyiel bez żalenia sie rodzicom potrafi sobie z taką
              > sytuacją poradzić, szczegolnie, że to tylko 4-5 dzieci na klase to
              > robi."

              Cóż pięć osób które nudząc sie przeszkadzają pozostałym to nie jest takie nic.
              Poradzić sobie jak ?, chyba poprzez zadawanie nadgorliwym dzieciom dodatkowych
              kilkanaście zadań domowych. Sądzę
              • smerfeta7 Re: rozmawiajcie z nauczycielem a nie krzyczcie n 27.11.09, 13:07
                makurokurosek napisała:
                > Cóż pięć osób które nudząc sie przeszkadzają pozostałym to nie
                jest takie nic.
                > Poradzić sobie jak ?, chyba poprzez zadawanie nadgorliwym dzieciom
                dodatkowych
                > kilkanaście zadań domowych. Sądzę


                To jeszcze bardziej będa do przodusmile
                I co wtedy zrobia rodzice tych wolniej pracujących dziecismile
                Chyba to nie jest dobre rozwiązanie, bo te kilkanaście zadań zrobią
                w pół godziny i to nie bedzie dla nich problem, a dla pozostałych
                napewno dzieci i rodziców dopiero bedzie problem, że ich dzieci
                płaczą w domu, że inni maja więcej zrobione.
                Dlatego jestem za tworzeniem klas wlasnie dla takich dzieci, aby
                żadne dziecko nie czulo się zle i nie nudziło w szkole.
                Podnosząc takim dzieciom poziom nauczania, nie zapewni im nudy a
                ciekawość i dalszy rozwój bez nudy.


                • makurokurosek Re: rozmawiajcie z nauczycielem a nie krzyczcie n 27.11.09, 13:30
                  "To jeszcze bardziej będa do przodusmile"

                  Niekoniecznie, jest wiele zadań matematycznych opierających się na podstawie
                  programowej jednak poprzez fakt, że sa zadaniami logicznymi ich poziom jest
                  sporo sporo wyższy.


                  > Chyba to nie jest dobre rozwiązanie, bo te kilkanaście zadań zrobią
                  > w pół godziny i to nie bedzie dla nich problem, a dla pozostałych
                  > napewno dzieci i rodziców dopiero bedzie problem, że ich dzieci
                  > płaczą w domu, że inni maja więcej zrobione.

                  Tak, a jaki że przeciętna uczennica Asia ma zadane 10 zadań, a nadgorliwa Kasia
                  30 z czego 20 o podwyższonym stopniem trudności. Odkąd pamiętam dla chętnych
                  istniały zadania o podwyższonym stopniu trudności i nie miały one wpływu na
                  opanowanie przez przeciętniaka materiału.

                  "> Dlatego jestem za tworzeniem klas wlasnie dla takich dzieci, aby
                  > żadne dziecko nie czulo się zle i nie nudziło w szkole.
                  > Podnosząc takim dzieciom poziom nauczania, nie zapewni im nudy a
                  > ciekawość i dalszy rozwój bez nudy.
                  >

                  To moze należało lepiej rozejrzeć sie za szkolą
                  • smerfeta7 Re: rozmawiajcie z nauczycielem a nie krzyczcie n 27.11.09, 14:24
                    makurokurosek napisała:

                    > Niekoniecznie, jest wiele zadań matematycznych opierających się na
                    podstawie
                    > programowej jednak poprzez fakt, że sa zadaniami logicznymi ich
                    poziom jest
                    > sporo sporo wyższy.

                    Ale dla takich dzieci nie stanowi problemu.



                    > Tak, a jaki że przeciętna uczennica Asia ma zadane 10 zadań, a
                    nadgorliwa Kasia
                    > 30 z czego 20 o podwyższonym stopniem trudności. Odkąd pamiętam
                    dla chętnych
                    > istniały zadania o podwyższonym stopniu trudności i nie miały one
                    wpływu na
                    > opanowanie przez przeciętniaka materiału.


                    Tyle, nie mozna zadawać dzieciom do domu. Taka pani musiała by
                    natychmiast opuścic szkołę po kontroli WO.
                    30 zadania w postaci kary nie przyniosie dobrego efektu nauczania, a
                    wytworzy w uczniu upór i brak porozumienia z nauczyielem, a w
                    nauczaniu zintegrowanym nie o to chodzi.

                    > To moze należało lepiej rozejrzeć sie za szkolą

                    Zgodze sie z toba, ale to już jest za póżno i nie ma co gdybać.
                    Gimnazjum wybiorę i tak prywatne, bo jak mam placic za państwowe to
                    wolę najlepsze prywatne, w ktorym corka nie bedzie sie nudzić, ktore
                    oferuje bardzo duże możliwości dla takich dzieci jak ona.

                    • makurokurosek Re: rozmawiajcie z nauczycielem a nie krzyczcie n 27.11.09, 17:52
                      > 30 zadania w postaci kary nie przyniosie dobrego efektu nauczania, a
                      > wytworzy w uczniu upór i brak porozumienia z nauczyielem, a w
                      > nauczaniu zintegrowanym nie o to chodzi.

                      Nie na zasadzie kary lecz na zasadzie wspierania zainteresowań dziecka. Jeżeli
                      dziecko wykazuje chęć nauki wypełniając podręcznik z wyprzedzeniem, a rodzice
                      nie potrafią, nie chcą lub ich nie stać na zapewnieniu dziecku zajęć
                      pozalekcyjnych umożliwiających rozwój jego zainteresowań, to sądzę że takie
                      rozwianie umożliwi dziecku rozwój jednocześnie zapobiegając w nudzie na
                      zajęciach wynikającej z wcześniejszego rozwiązania ćwiczeń. No chyba, ze nie
                      jest tak jak piszesz i wypełnianie podręczników z wyprzedzeniem nie wynika z
                      zainteresowań dziecka lecz z ambicji rodziców.
                      • smerfeta7 Re: rozmawiajcie z nauczycielem a nie krzyczcie n 27.11.09, 18:13
                        makurokurosek napisała:

                        > > 30 zadania w postaci kary nie przyniosie dobrego efektu
                        nauczania, a
                        > > wytworzy w uczniu upór i brak porozumienia z nauczyielem, a w
                        > > nauczaniu zintegrowanym nie o to chodzi.
                        >
                        > Nie na zasadzie kary lecz na zasadzie wspierania zainteresowań
                        dziecka. Jeżeli
                        > dziecko wykazuje chęć nauki wypełniając podręcznik z
                        wyprzedzeniem, a rodzice
                        > nie potrafią, nie chcą lub ich nie stać na zapewnieniu dziecku
                        zajęć
                        > pozalekcyjnych umożliwiających rozwój jego zainteresowań, to sądzę
                        że takie
                        > rozwianie umożliwi dziecku rozwój jednocześnie zapobiegając w
                        nudzie na
                        > zajęciach wynikającej z wcześniejszego rozwiązania ćwiczeń. No
                        chyba, ze nie
                        > jest tak jak piszesz i wypełnianie podręczników z wyprzedzeniem
                        nie wynika z
                        > zainteresowań dziecka lecz z ambicji rodziców.



                        Nie podałas rozwiązania sytuacji, a tylko zlośliwą metodę.
                        Jeżeli by zastosowana ją w szkole, pierwsza bym oficjalnie
                        powiadomila Wydział Oświaty i Kuratorium, oczywiście uprzednio
                        informując nauczyciela. Szkoła ma zalecenie wspierania takich dzieci
                        a nie karania. A jesli sobie nie radzi, może skorzystać z pomocy
                        pedagoga, ktory napewno podsunie rozsądniejszy pomysl.
                        Zlosliwość, to bardzo zły doradca.
                        • mama_kotula Re: rozmawiajcie z nauczycielem a nie krzyczcie n 27.11.09, 18:43
                          CytatSzkoła ma zalecenie wspierania takich dzieci
                          a nie karania.


                          Ale przecież sama wyżej napisałaś, że dla takich dzieci rozwiązywanie zadań dodatkowych o zwiększonym stopniu trudności to przyjemność, a nie kara? I że same z siebie sięgają po takie zadania?

                          Sama sobie zaprzeczasz, albo nie rozumiesz o co chodzi Makurokurosek.
                          • smerfeta7 Re: rozmawiajcie z nauczycielem a nie krzyczcie n 27.11.09, 19:09
                            mama_kotula napisała:
                            > Ale przecież sama wyżej napisałaś, że dla takich dzieci
                            rozwiązywanie zadań dod
                            > atkowych o zwiększonym stopniu trudności to przyjemność, a nie
                            kara? I że same
                            > z siebie sięgają po takie zadania?

                            Tak, ale nie 30 jak pisała makurosek.
                            Czytaj ze zrozumieniem.

                            >
                            > Sama sobie zaprzeczasz, albo nie rozumiesz o co chodzi
                            Makurokurosek.

                            Polecam przeczytanie ze zrozumieniem, bo zadawanie dziecku ze zlosci
                            a nie dla dobra dziecka 30 zadań codziennie to nie jest edukacja
                            zintegrowana, a zlosliwośc w stosunku do dziecka zdolnego.
                            Czy ty naprawde nie myslisz rozsadnie i nie skupiasz sie, a tylko
                            kieruje toba zlosliwość.
                            W kazdej wypowiedzi nie wnikasz w dobro dziecka a tylko i wyłącznie
                            atakujesz.
                            Wycisz sie trochę, przemyśl i napisz coś mądrego bez dozy
                            złosliwości.




                            • makurokurosek Re: rozmawiajcie z nauczycielem a nie krzyczcie n 27.11.09, 19:25
                              Sądzisz, że dla uzdolnionego dziecka nie jest krzywdzące pozostawienie go samemu
                              sobie aby z nudów rozwiązywało zadania z podręcznika ? Jeżeli uzdolniony
                              dzieciak zachowuje sie w ten sposób to po pierwsze świadczy to o tym, że rodzice
                              nie mają pomysłu na rozwój zainteresowań dziecka, po drugie dziecko nie ma
                              pomysłu na siebie
                            • mama_kotula Re: rozmawiajcie z nauczycielem a nie krzyczcie n 27.11.09, 21:45
                              Cytatzadawanie dziecku ze zlosci
                              a nie dla dobra dziecka 30 zadań codziennie to nie jest edukacja (...)


                              A który fragment wypowiedzi Makuro ma świadczyć o tym, że zadania mają być zadawane, aby zrobić dziecku na złość?

                              W podstawówce bardzo często dostawałam zadania dodatkowe, dosyć sporo, ponieważ te co były robione na lekcjach zwyczajnie mnie nudziły; pamiętam, że na samym początku pierwszej klasy dostałam od nauczycielki zeszyt ćwiczeń do klasy drugiej i robiłam z niego zadania zarówno na lekcjach, jak i w domu, podczas gdy reszta klasy robiła zadania bieżące; po dwóch czy trzech miesiącach dostałam zeszyt do klasy trzeciej. Nigdy w życiu nie wpadłabym na to, że nauczyciel robi mi na złość.

                              Myślę, że nieco źle interpretujesz problem opisany w wątku, biorąc go personalnie.
                              Problemem który opisuje Hugollina jest fakt rozwalania lekcji przez dzieci, które wypełniają ćwiczenia naprzód, w związku z czym na lekcji przeszkadzają, rozrabiają i uniemożliwiają nauczycielowi realizację tematu z tymi dziećmi, które robią zadania w ćwiczeniach na bieżąco. Jak sama napisałaś, twoja córka nie przeszkadza i nie dezorganizuje, robiąc na lekcjach to, co lubi - więc nie rozumiem twojego oburzenia.
                        • makurokurosek Re: rozmawiajcie z nauczycielem a nie krzyczcie n 27.11.09, 19:13
                          Jeżeli dziecko wykazuje zainteresowanie jakimś przedmiotem i z nudów z własnej
                          inicjatywy wypełnia podręcznik to daje tym jasny sygnał nauczycielowi, że
                          rodzice nie potrafią czy też nie chcę pomóc mu w rozwoju jego zainteresowań. Dla
                          takiego dziecka wykonanie w domu dodatkowych zadań o podwyższonym stopniu
                          trudności, które stanowią dla niego wyzwanie, to nie kara tylko przyjemna
                          rozrywka. Oczywiście mówimy tu o dziecku inteligentnym, które z nudów wypełnia
                          podręcznik, a nie o takim które tylko wykonuje polecenia rodziców.
                          Swoją drogą dziwie się, że mając podobno dziecko wybitnie uzdolnione nie
                          potrafisz tego zrozumieć.

                          "A jesli sobie nie radzi, może skorzystać z pomocy
                          > pedagoga, ktory napewno podsunie rozsądniejszy pomysl.
                          > Zlosliwość, to bardzo zły doradca."

                          To nie jest złośliwość, po prostu dzieci które wypełniają książki z
                          wyprzedzeniem pod presją rodziców szybko z tego zrezygnują, a dzieci faktycznie
                          uzdolnione będą mogły rozwijać swoje umiejętności.
                          • igge Do Smerfety 28.11.09, 04:46
                            Zaprzeczę sama sobie, ale momentami podoba mi się co piszesz o tej
                            rozmowie z nauczycielką i ogólnym przyzwoleniu na to nieszczęsne
                            wypełnianie zarówno dla szybszych jak wolniejszych dzieci...
                            I jeszcze powiem Ci, że ciesz się, że dzieć mimo tej wielkiej nudy
                            znajduje radość w szkolnych obowiązkach związanych z nauką
                            przyrody/polskiego/matematyki/angielskiego , a nie tylko poświęca
                            uwagę życiu towarzyskiemu tzn, że nie zanudziła się aż tak, żeby
                            zabiło to w niej chęć nauki szkolnego programu i nadal poszukuje tej
                            frajdy nadal w szkole (dziecko znudzone na maksa może olać
                            wypełnianie ćwiczeń w ogóle, wkurzając nauczycielkę, z przedmiotu z
                            którego ma szóstkę). Tu nie zgodziłabym się z makurokurosek co do
                            jasności sygnału i tego, że dotyczy on tylko rodzica, wręcz
                            przeciwnie. W gimnazjum (koniec wyczynowego sportu, przestraszyłam
                            się obiegowej, wyrażanej tu gdzieś opiniismile moj syn ma piątki
                            generalnie, ale nawet jeśli zapomina o klasówkach, to przynajmniej
                            raczej odrabia pracę domową. Zajmuje to od zera do 2 godzin
                            dziennie, głównie polski. Z 2 ulubionych przedmiotów zero nauki do
                            klasówek i b.dobre oceny, widocznie dobra na razie frekwencja
                            wystarcza. Widzę nareszcie, że jest jakiś czas poświęcony w domu
                            lekcjom, aczkolwiek zapowiedziałam mu wcześniej, że to nie fair, że
                            on się nie będzie wcale uczył, a siostra w podstawówce godzinami
                            owszem. Za duża, rzucająca się w oczy dysproporcja. Rzeczywiście,
                            tak jak mówisz, dzieci z jakimiś, malutkimi, czy większymi
                            trudnościami (nazywasz je mniej zdolnymi, a tego nigdy nie
                            powiedziałabym o córce, ona jest superinteligentna i zdolna
                            ale...inaczej, nie tak najbardziej w szkolnych kierunkach na razie,
                            ma z tempem problem, z koncentracją kiedyś, wymaga, krótko mówiąc
                            okresów mojego nadzoru lub pomocy), nie wiem czy wszystkie, tzn moja
                            córka, wiem na pewno, zdecydowanie rzadziej tak dramatycznie nudzą
                            się w szkole. Moja córka po prostu uczy się tego co inni i nie ma
                            problemu, że chciałaby koniecznie więcej i szybciej. Ale jak tak się
                            zdarzy, że przeczyta coś najlepiej, najszybciej itp to chwali się z
                            radością, że pani/klasa zauważyła. Cieszę się z jej rozwoju i tego
                            braku nudy. W nerwach pisałaś wcześniej, że mamy "mniej zdolnych"
                            dzieci zazdroszczą Tobie córy. Ja na swoim młodszym dziecku jestem
                            często tak skoncentrowana, że nie mam czasu zazdrościć, raczej
                            staram się wnikać w jej problemy i na bieżąco rozwiązywać je.
                            Porównuję czasem niepedagogicznie dwoje dzieci na dwóch biegunach
                            łatwości szkolnej nauki i hmmm nie widzę różnicy w zdolnościach, a
                            tylko w skali trudności jakie los przed nimi postawił. Tu nie ma
                            czego zazdrościć, wiele "cudownych" smile dzieci potem zostaje z wielu
                            względów, choćby wypalenia, całkiem przeciętnymi dorosłymi. Pozdr
            • pam_71 Re: rozmawiajcie z nauczycielem a nie krzyczcie n 27.11.09, 07:44
              Prosze wytłumaczcie mi trzy panie, co was tak boli w tym, że jak
              piszecie 4-5 dzieci na całą klasę wypelnia zadania sobie do przodu???

              Bo to najbardziej dotyka te 4-5 sztuk zdolniaków (wink tak, tak - bo Oni się
              nudzą na lekcji i w efekcie szkoła jest "be" i po co do niej chodzić jak nudno
              wink) i tych z "ogona", bo jeśli Pani zacznie "gonić" czołówkę dzieciaki z
              problemami są już przegrane na samym starcie.
              Do tego (to co już poprzedniczki nadmieniały wink) - to rozwala lekcję.
              Nasza Pani u Dużego bardzo ładnie poradziła sobie z problemem wink Od razu
              zapowiedziała Dzieciakom, że mają robić dokładnie to co zadane. Kilka razy
              zdarzyło nam się "pojechać za daleko" z racji nadganiania zaległości w chorobie
              ... nie wiem co konkretnie Pani powiedziała Dużemu wink, ale przy każdej
              następnej nieobecności Duży odmawiał wypełniania książek zanim nie zadzwoni do
              Krzysia/Stasia i nie zapyta ile zrobili ...
              Dużo tez zależy od Dziecka wink Mój z tych "ale Pani tego nie kazała robić" ;-p
              Ale On jest PRZECIĘTNYM POLSKIM DZIECIAKIEM - w IVkl i ma rodziców Polaków i
              kocha swoją Ojczyznę (to jeszcze ten etap) ... cho.. Ja też lubię tez nasz
              "dziwny" kraj w dziwnych czasach...
              A ortografii może się nawet wykuć moja z lekka dyslektyczna córka ... więc i Ty
              Smerfeto możesz wink
        • smerfeta7 Re: do smerfeta7 26.11.09, 12:53
          makurokurosek napisała:

          > Jeszcze jedno, odnośnie angielskiego. Skoro poziom angielskiego
          jest tak
          > żenujący


          Nie napisalam nigdzie, że jest żenujący, a tylko, że corka się nudzi.
          Angielski zna od niemowlaka, więc poziom 3 klasy-raczkujący jest dla
          niej nudny.


          >to może warto zapisać córkę na dodatkowy kurs.

          Nie ma potrzeby, poniewaz w drugiej szkole rozmawia tylko po
          angielsku.


          >Natomiast jeżeli chodzi
          > już na dodatkowy kurs, może warto sie mu przyjrzeć skoro, nie
          potrafi spełnić
          > jej wymagań

          Jak byś przeczytala wszystkie moje wypowiedzi nie pisala byś tego co
          piszesz. Uwielbia drugą szkołe i sie w niej nie nudzi. No ale należy
          najpierw przeczytać wszystkie wypowiedzi a dopiero potem pisaćsmile



          >i córka woli rozwiązać zadania z " nudnej książki" niż poszerzać
          > wiedzę z kursu.

          No widzisz, zawsze sie znajdzie w ksiązce coś interesującego dla
          dzieckasmile
          • makurokurosek Re: do smerfeta7 26.11.09, 13:49
            > Jak byś przeczytala wszystkie moje wypowiedzi nie pisala byś tego co
            > piszesz. Uwielbia drugą szkołe i sie w niej nie nudzi. No ale należy
            > najpierw przeczytać wszystkie wypowiedzi a dopiero potem pisaćsmile

            Gdyby tak było zamiast wypełniać z wyprzedzeniem nudny i znany materiał,
            zajęłaby się poszerzaniem wiedzy z drugiej szkoły, czytaniem książek w języku
            angielskim, poszerzaniem innych swoich zainteresowań

            ">
            > No widzisz, zawsze sie znajdzie w ksiązce coś interesującego dla
            > dzieckasmile"

            No widzisz, gdybyś córce podsyłała ciekawe książki w języku angielskim nie
            musiałaby sięgać po ten nudny podręcznik. mało które dziecko sięga po coś
            nudnego podczas gdy alternatywą jest coś ciekawego i zabawnego
          • pam_71 Re: do smerfeta7 27.11.09, 07:52
            Smerfeto - ale po co katujesz córkę polską szkołą ?
            Są szkoły nawet całkowicie anglojęzyczne - traktowane na równi z tymi
            publicznymi. Nie trzeba posyłać dziecka do rejonu i jeszcze popołudniami do
            prywatnej szkoły ... Moi mają wakacyjnego kolegą, który właśnie do takiej
            prywatnej szkoły chodzi - zwykle zajęć tam jest więcej (8-16) i poziom elitarny.
            Przecież Twoja córa traci czas. Po co ?! To już lepszy byłby homeschooling i
            angielska szkoła jako dodatek ...
            No chyba, że denerwuje Cię obecność dziecka w domu i trzeba Go gdzieś upchnąć
            podczas dnia ...
            Pozdro
            Pam
            PS: Uważam, że posyłanie dziecka wybitnie zdolnego na nawet 4-5h do publicznej
            szkoły to strzał w stopę wink Ale to tylko moja opinia
            • igge Re: pam 28.11.09, 05:45
              pam_71 napisała:

              > Smerfeto - ale po co katujesz córkę polską szkołą ?
              > Są szkoły nawet całkowicie anglojęzyczne - traktowane na równi z
              tymi
              Z tego co wiem, te angielskojęzyczne to wydatek rzędu kilku tysięcy
              miesięcznie...smile (kiedyś sprawdzałam, bo córeczka w wieku 5 lat była
              tak świetnie wyuczona w Polsce angielskiego, że zachodziło
              niebezpieczeństwo wink dwujęzyczności wmawianej przez znajome native-
              speaker'ki...potem na skutek braku czasu na jakikolwiek kontakt z
              językiem i pod wpływem uwagi Pani, że dzieci odsuwają się od niej w
              klasie, bo bawi się tylko gadając nonstop po angielsku - mała tę
              dwujęzyczność utraciła i wręcz teraz po 4 latach ma problemy z
              płynnością, brakuje jej słów, robi błędy gramatyczne,straciła dobrą
              wymowę, kalki z polskiego itp, chyba tylko rozumienie zostało bez
              większych zmian. Angielskojęzyczna szkoła może nie być takim złym
              rozwiązaniem smile. Nas nawet na społeczną nie stać teraz smile

              kolegą, który właśnie do takiej
              > prywatnej szkoły chodzi - zwykle zajęć tam jest więcej (8-16) i
              poziom elitarny

              zmartwiłaś mnie tym strzałem w stopę smile Rzeczywiście dziecko
              koleżanki w podobnym do mojego syna wieku czyta namiętnie
              Kapuścińskiego (chodzi do spolecznej), a mój duży
              przeciętniak "Zwiadowców" i tego typu mało ambitną literaturę smileNiby
              zachwycił się ze dwa razy klasykami, ale sięga po młodzieżową
              beletrystykę i Tolkiena, którego wspomniany wyżej kolega połknął w
              młodszych chyba klasach podstawówki jak nie wcześniej, nie pamiętam
              Pocieszam się smile myślą, że to moje zaniedbanie, bo nie podsuwam, nie
              zachęcam (chyba, że zachęcaniem jest odgonienie od kompa po solidnej
              porcji paskudnej rozrywki smile


              > .
              > Przecież Twoja córa traci czas. Po co ?! To już lepszy byłby
              homeschooling

              a tam, póki szkoła jest w jakiś sposób (inny możliwe dla każdego
              dziecka) rozwojowa to raczej nie warto, rozwój daje radość smile MOje
              dziecko np wczoraj ucieszyło się spontanicznie biorąc nową książkę,
              że już będą tysiącami liczyć smile
              Zły przykład, bo Smerfety mała ma pewnie tysiące w malym paluszku
              Przede wszystkim musisz zapytać dziecka, czy się zgadza.
              Nie każdemu rodzicowi chce się zgłębiać metodykę nauczania, a bez
              niej frajda z nauki mniejsza znacznie.
              Poza tym napracować sie trzeba strasznie chyba i nie da się choć
              przez kilka dni/tygodni/miesięcy nie zaglądać wcale do dziecka
              zeszytów i książek
              Zgadzam się, że niektórzy (popatrz na królową angielską) zdobywają w
              ten sposób dużo lepsze wykształcenie, ale ja preferuję łączenie w
              razie konieczności tych dwóch sposobów, bo paradoksalnie daje
              większą wolność

              > angielska szkoła jako dodatek ...
              dwie szkoły zabierają mnóstwo czasu to fakt, więc dziecko musi być
              bezproblemowe naukowo i zdrowotnie, w przypadku Smerfety chyba tak
              jest

              > No chyba, że denerwuje Cię obecność dziecka w domu i trzeba Go
              gdzieś upchnąć
              > podczas dnia ...

              No przestań, gdyby tak było dziewczyna nie martwiłaby się o
              marnowanie zdolności dzieciaka, widać, że jak się nią nie zajmuje,
              to myśli i pisze o wspieraniu rozwoju smile i poszukuje rozwiązań
              zamiast spocząć na laurach, bo dziecko i tak doskonale sobie samo
              radzi

              > Pozdro
              > Pam
              > PS: Uważam, że posyłanie dziecka wybitnie zdolnego na nawet 4-5h
              do publicznej
              > szkoły to strzał w stopę wink Ale to tylko moja opinia
              jedni nazwą to marnowaniem czasu, a inni wyluzowanym podejściem do
              czasu i odpoczynkiem (przerwy to nie nuda lecz rozrywka mniemam)
              dziecka, które, czytam, w domu też chce się koniecznie uczyć
              szkolnego programu samo z siebie i po swojemu
    • smerfeta7 Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 25.11.09, 23:29
      hugollina napisała:

      > dzis rozmawialam z pania mojego II klasisty. i poskarzyła mi sie,
      ze wielu
      > rodziców w ramach pracy w domu, zamiast/ponad zadanie robi z
      dziecmi ksiazki
      > do przodu, nastepne rozdziały etc. dzieci sie nudzą, jedni
      pracuja, inni maja
      > ksiazki wypelnione. i okazuje sie, ze to jakas plaga, ona ponoc
      zwraca
      > rodzicom i dzieciom uwage, ze nie nalezy tego robic, ale nagminnie
      sie to
      > powtarza. podobno (a moge sobie wyobrazic, ze tak jest),
      kompletnie rozwala
      > jej to zajecia, ci, co maja zrobione (jeszcze podobnp czesto zle!)
      rozrabiaja i
      > przeszkadzaja pracujacym.


      A dlaczego się tobie poskarzyla, a nie wszystkim na wywiadowce?



      > ja z synem w domu pracuje wiecej, jest zdolny, widze, ze to, co
      robi w szkole
      > nie jest to dla niego intelektualnym wyzwaniem do n-tej potegi.
      pracujemy
      > wiec, jak nie ma zadania, nascie minut dziennie, ale robimy nie do
      przodu,
      > tylko "w bok" smile - raczej poglebiamy i poszerzamysmile
      > prosze o oswiecenie mnie- czemu rodzice to robia????

      A dlaczego to robicie, nie szkoda czasu dziecka, może lepiej
      przeznaczyć go na zabawe. Skoro jest bardzo zdolny jak piszesz, to
      powinien sam sobie znależc zainteresowania i pracowac nad nimi sam.
      A ty tylko powinnas go wspomagac wtedy kiedy cię o to poprosi.
      A czemu ty to robisz???
      Z tego co piszesz to czytam tylko slowo "pracujemy" a kiedy syn jako
      zdolne dziecko do potegi entej jak piszesz pracuje sam???
      Mozesz mi to napisac. Moja corka jakoś sobie radzi ze wszystkim, ale
      ja z nia nie pracuję a tylko wspomagam, kiedy sama o to prosi.
      Moze dlatego masz tak wybitnie zdolne do potegi entej dziecko.
      Moje takie nie jest i marnuje czas na wypelnianie w ćwiczeniach tego
      co ja zainteresuje.
      Musze chyba zacząc pracowac z tym moim malym "matolkiem"
      • hugollina Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 25.11.09, 23:40
        A dlaczego się tobie poskarzyla, a nie wszystkim na wywiadowce?
        no moze dlatego, ze sobie przyjacielsko gadałysmy? o wszystkim? bo ja
        przyjaceilsko z nia zyje, moj syn tez. z innymi tez rozmawiala. pewnie poruszy
        na wywiadowce, nie wiem. a dlaczego cie to tak interesuje? u nas przyjete sa
        przyjacielskie pogawedki z nauczycielami. czy jest sie czego wstydzic? czy jest
        cos niewlasciwego w tym?

        A dlaczego to robicie, nie szkoda czasu dziecka, może lepiej
        przeznaczyć go na zabawe. Skoro jest bardzo zdolny jak piszesz, to
        powinien sam sobie znależc zainteresowania i pracowac nad nimi sam.
        A ty tylko powinnas go wspomagac wtedy kiedy cię o to poprosi.
        A czemu ty to robisz???

        moj syn ma swoje zainteresowania i nimi sie zajmuje. wspomagama go literatura,
        odpowiedam na jego pytania jak znam na nie odpowiedx. pomagam mu szukac. pomagam
        mu w momentach, kiedy mnie o to poprosi. mysle, ze odpowiada to definicji slowa
        "pracujemy".

        bawi sie duzo, wiekszosc jednak czasu zajmuje mu poza owymi zainteresowaniami
        trenowanie sportow przez niego wybranych. nie wypelnia ksiazek do przodu, bo po
        co? ma inne ksiazki, po ktore moze siegnac.
        widzisz, musisz wybrac lepsza droge dla córki. czlowiek uczy sie cale zycie. jak
        corka lubi sie bawic w szkole, moze cie np uczyc orografii.
        • smerfeta7 Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 00:26
          hugollina napisała:

          > A dlaczego się tobie poskarzyla, a nie wszystkim na wywiadowce?

          > no moze dlatego, ze sobie przyjacielsko gadałysmy? o wszystkim? bo
          ja
          > przyjaceilsko z nia zyje, moj syn tez. z innymi tez rozmawiala.
          pewnie poruszy
          > na wywiadowce, nie wiem. a dlaczego cie to tak interesuje? u nas
          przyjete sa
          > przyjacielskie pogawedki z nauczycielami. czy jest sie czego
          wstydzic? czy jest
          > cos niewlasciwego w tym?

          Ależ skądże.
          Ja nie wdaję się w przyjacielskie pogawędki z nauczycielem a tylko
          szanuje nauczcyciela, jezeli widzę, że wklada wiele pracy w to co
          robi.
          A wszelkie uwagi odnosnie dzieci wysluchuję na wywiadowce.


          > wspomagama go literatura,
          > odpowiedam na jego pytania jak znam na nie odpowiedx. pomagam mu
          >szukac.


          Dziwi mnie to, że tak jak piszesz jest zdolny do entej potęgi i nie
          potrafi sam szukac w encyklopedii, slownikach, internecie czy
          ksiązkach.


          > widzisz, musisz wybrac lepsza droge dla córki. czlowiek uczy sie
          >cale zycie.


          Drogę w zyciu to ona sama sobie wybierze i sama zdecyduje. Wychowuje
          ja na osobe samodzielna, ktora podąża za tym cj ja interesuje i moze
          dlatego nie musze z nia pracowac, a pracuje samodzielnie.
          Moze powinnas nauczyc syna jak samodzielnie szukac odpowiedzi w
          książkach i poswięcic czas dla siebie. Zrelaksowac sie, może
          bedziesz mniej dokuczac innych i obrazac.


          >jak corka lubi sie bawic w szkole, moze cie np uczyc orografii.

          Jak brakuje komuś argumentow to uderza w ortografiesmile Poczytaj
          trochę swoje posty, bo moze ty także skorzystasz z nauki syna
          odnośnie ortografiismile

          Nie ma sensu, bo dla mnie język polski jest potrzebny tymczasowo.
          Ale moze zawsze nauczyć twojego syna wiele ciekawych rzeczy
          przydatnych w zyciu, chocby samodzielności.
          Twoj syn nie musi nic robić do przodu bo w szkolach sportowych czy
          klasach sportowych mniej sie wymaga od dzieci i na wiele przymyka
          oko jesli ma osiągnięcia. A wiem to od znajomej, majacej trojke
          dzieci w takiej szkole.
          hugollinko czy az tak cie zabolało, że nie panujesz nad stresem. czy
          aż tak cię boli, że inni wyprzedzaja, czy poprostu martwisz się o
          nauczcyielkę???
          Wyluzujsmile

          • hugollina Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 00:35
            Twoj syn nie musi nic robić do przodu bo w szkolach sportowych czy
            > klasach sportowych mniej sie wymaga od dzieci i na wiele przymyka
            > oko jesli ma osiągnięcia. A wiem to od znajomej, majacej trojke
            > dzieci w takiej szkole.


            wiadomosci masz jednak zadne. akurat to najlepsza szkola w miescie, a miast
            akademickie. a klasy sportowe maja najlepsze wyniki. przynajmniej u nas.
            odpuszczam, bo to wszystko ponizej pasa. zejdz z mojego syna i to
            biegiem.dowartosciowuj sie swoja corka.
            powodzenia w wychowaniu dzieciaka.
            uff, ciesze sie, ze cie nie znam w realu. nie klopocz sie odpowiadajac, choc
            wiem, ze c jeszcze co najmniej jeden post wyleci, bo inaczej nie umiesz
            • smerfeta7 Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 01:04
              hugollina napisała:
              >a klasy sportowe maja najlepsze wyniki

              Przy obniżonym poziomie mogą być najlepsze. Pozostałe nadrobia
              srednią szkoly.

              >dowartosciowuj sie swoja corka.

              Ja sie dowartosciowalam swoimi osiągnięciami w zyciu i nie musze
              dowartościowywac sie corką, czy zaspakajac swoje ambicje u dziecka.
              hugollinko dla przypomnienia to ty obrazasz mnie i moje dziecko
              nazywając patologią i powinnas przeprosić, bo na forum obowiazuje
              takze kultura w wypowiedziach.
              I warto o tym pamietac.


              > wiem, ze c jeszcze co najmniej jeden post wyleci, bo inaczej nie
              >umiesz

              A ty potrafisz rozmawiać bez obrazaniasmile ciekawe czy odpiszesz i
              czy potrafiszsmile




          • tititu Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 00:40
            Twoj syn nie musi nic robić do przodu bo w szkolach sportowych czy
            klasach sportowych mniej sie wymaga od dzieci i na wiele przymyka
            oko jesli ma osiągnięcia. A wiem to od znajomej, majacej trojke
            dzieci w takiej szkole.

            Personalne wycieczki, gdy argumenty sie koncza?
            No, chapeau bas!

            Nie w kazdej szkole sportowej tak jest. Poza tym w sportowych czy
            muzycznych dzieci sie ucza wielu innych przydatnych rzeczy, ktorych
            ogolni nie beda mieli okazji wycwiczyc. W przenosni, jakby kto nie
            zrozumial.
            A wypelnianie podrecznikow, to nie jest zaden argument na genialnosc
            dziecka.
            • smerfeta7 Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 01:05
              tititu napisała:
              > A wypelnianie podrecznikow, to nie jest zaden argument na
              genialnosc
              > dziecka.

              Zgadzam sie z toba całkowicie.
        • igge Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 00:35
          Myślę, że "przyjacielska pogawędka syna z nauczycielką", o której
          pisze hugollina jest po prostu, hmmm, jakby to ująć najmocniej,
          BEZCENNA. I raczej z wielu względów rzadka w szkołach.
          A to, co Smerfeta pisze o sprawdzianach,testach,kartkówkach to
          prawda i nawet takie dziecko nie musi znać terminu tesu, żeby go na
          piątkę napisać bez przygotowania (o ile akurat było w szkole).
          Rzeczywiście, żeby być klasyfikowanym trzeba mieć określoną
          frekwencję, alepowiem niepedagogicznie, można to ominąć jak się
          chce. Nie rozumiem konieczności uzupełniania niższego poziomu jak
          mała jest na wyższym.
          • hugollina Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 00:43
            wiesz, u nas jest normalna taka pogawedka. z wszystkimi nauczycielami, i z
            dyrekcja. kurcze, co to, nienormalne jest? rozmawialam 3 minuty, nooo tak,
            nooormalnie: o nartach, zachowaniu dzieci i dooopie marynie. na wywiadowce tez
            rozmawiam, nauczyciel to czlowiek, lubie tego czlowieka z ktorym moj przecietny
            syn spedza wiele czasu. na kawe bym z nia poszlasmile i tu nie ma zadnych
            podtekstów, widze sie z nia 2 razy w tyg max jak syna wczesniej odbieram
          • igge Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 00:48
            Ps w znanej mi klasie sportowej dzieciaki były w większości na
            wysokim intelektualnie poziomie, nielicznym słabszym trenerka na
            treningach kazała w kącie siadać i uczyć się, właśnie dobra to
            propozycja dla dzieci tylko zdolnych bo czas na naukę domową prawie
            zero, córka nie miałaby czasu robić książki do przodu ponieważ o
            piątej pobudka (dużo dzieci dowożone z innych dzielnic), około 19
            powrót do domu i ewentualne zajęcia pozaszkolne. Klasy sportowe nie
            nadają się zupełnie dla dzieci wolniejszych w nauce. Dużo dzieci
            miało jeszcze zajęcia artystyczne, języki itp
            • smerfeta7 Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 01:15
              igge napisał:

              >około 19
              > powrót do domu i ewentualne zajęcia pozaszkolne. Klasy sportowe
              nie
              > nadają się zupełnie dla dzieci wolniejszych w nauce. Dużo dzieci
              > miało jeszcze zajęcia artystyczne, języki itp



              Jezeli dziecko wraca o 19:00 do domu, to kiedy są te zajecia
              pazaszkolne i dodatkowe?
              • igge Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 01:34

                >
                >
                > Jezeli dziecko wraca o 19:00 do domu, to kiedy są te zajecia
                > pazaszkolne i dodatkowe?
                No właśnie nie wiemsmile Mój nie miał. Ale na pewno wiem, że niektórzy
                z klasy owszem :0. Dojazd plus świtem o siódmej trening i po
                lekcjach kolejny trening plus czasem weekendy zajęte zawodami poza
                miastem. A treningi nie trwały po godzince tylko dwie i bywało
                dłużej. plus przyjacielska pogawędka z kolegami, bo pobawić się
                (kartami np) też trzeba było. Dobranoc smile
            • smerfeta7 Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 09:06
              igge napisał:
              o
              > piątej pobudka (dużo dzieci dowożone z innych dzielnic), około 19
              > powrót do domu i ewentualne zajęcia pozaszkolne. Klasy sportowe
              nie
              > nadają się zupełnie dla dzieci wolniejszych w nauce. Dużo dzieci
              > miało jeszcze zajęcia artystyczne, języki itp



              O 5 pobudka 0 19 powrót i jeszcze zajecia poza szkolne, to jest
              wrecz chore. Nie dziwie sie, że tak zmeczone dzieci nie nadązaja za
              klasa. A gdzie tu dobro dziecka i rozsądek rodzica???
              To juz wole moje dziecko, ktore potrafi sobie inaczej zorganizowac
              czas wypelniając do przodu od czasu do czasu zadania, ktore jej sie
              spodobały, oraz uczące sie tego co je pasjonuje.
              • igge Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 17:24
                smerfeta7 napisała:

                > igge napisał:
                > o
                > > piątej pobudka (dużo dzieci dowożone z innych dzielnic), około
                19
                > > powrót do domu i ewentualne zajęcia pozaszkolne. Klasy sportowe
                > nie
                > > nadają się zupełnie dla dzieci wolniejszych w nauce. Dużo dzieci
                > > miało jeszcze zajęcia artystyczne, języki itp
                >
                >
                >
                > O 5 pobudka 0 19 powrót i jeszcze zajecia poza szkolne, to jest
                > wrecz chore. Nie dziwie sie, że tak zmeczone dzieci nie nadązaja
                za
                > klasa. A gdzie tu dobro dziecka i rozsądek rodzica???
                > To juz wole moje dziecko, ktore potrafi sobie inaczej zorganizowac
                > czas wypelniając do przodu od czasu do czasu zadania, ktore jej
                sie
                > spodobały, oraz uczące sie tego co je pasjonuje.
                no ale właśnie ten klub sportowy i kontynuacja zajęć z niego w
                sportowej klasie zostało wymuszone na niechętnych rodzicach przez
                dziecko, smile które przypadkiem odkryło nową sportową pasję (trenerzy
                nie ostrzegali o kiluletnich konsekwencjach czasowych, zamiast tego
                straszyli mnie, że skrzywdzę dziecko i zaprzepaszczę talent jak nie
                puszczę do sekcji, zresztą jak mu się znudziło przestał chodzić na
                popołudniowe treningi mimo sprzeciwu trenera, nic na siłę). Mój syn
                zawsze sam znajdował sobie mnóstwo ciekawych pozaszkolnych
                aktywności, w drugiej klasie np bezproblemowo sięgnął po Narnię w
                oryginale, a nie zna angielskiego od "niemowlaka", zaczął naukę
                mając 6 lat, wydawało mi się to zdrowe, rozsądne i mające na celu
                dobro dziecka odciągnięcie mola książkowego, na własną jego prośbę,
                od półek księgarskich/domowych i pozwolenie mu na ruchowe szaleństwa
                z kolegami (a wiesz jak on teraz przerastając męża ma wyrzeźbioną
                męską sylwetkę i ramiona, cud miód i malina, niedługo będzie
                rozrywany przez dziewczyny smile) Możliwe, że mój brak wielkiego
                zainteresowania jego osiągnięciami naukowymi (choć jak widać teraz
                pochwalić nim się lubię, to frajda, córą bez osiągnięć akurat
                szkolnych też się chwalę na lewo i prawosmile przełożył się naturalnie
                na jego brak parcia na przyssanie się do szkolnej teczki w wolnym
                czasie. On chłonie wiedzę z różnych dziwnych źródeł. Wydaje mi się,
                że dziecku twojemu musiało zależeć na ściganiu się, wygrywaniu,
                rywalizacji, podwyższeniu samooceny..dla ciebie (może podświadomie
                czuje, że tego od niej wymagasz, nawet nie mówiąc jej) A może sama z
                siebie bardzo lubi rywalizować, ma skądś przekonanie, że właśnie w
                szkolnym podręczniku najlepiej widać kto jest "pierwszy". Mojemu
                synowi świetnie zrobiło zauważenie, że w sporcie można też
                przegrywać i można przegrać nawet jak wkłąda się 200% wysiłku przez
                rok w codzienne treningi. Inaczej już zawsze w szkole czułby się
                często dobry, bardzo dobry, najlepszy i to najlepszy bez większego
                wysiłku i pracy, a tak bogatszy o sportowe doświadczenia będzie
                sobie lepiej radził w życiu. I rozumiał ludzi innych od niego
                lepiej. (Jego żona kiedyś mi za to podziękujesmile) Patrzenie dalej niż
                czubek własnego nosa wzbogaca, świadomość, że w różnych dziedzinach
                sportu/nauki ludzie nie radzą sobie jednakowo, że porażki się
                zdarzają i czasem wcale nie zależą od ilości włożonej pracy jest
                cenna. Chcę, żeby dziecko moje doświadczało całej złożoności i
                różnorodności świata, zbierało jak najwięcej nowych doświadczeń,
                eksperymentowało, uczyło się siebie i szkoda byłoby mi czasu na
                ograniczanie jego cennych popołudniowych godzin wolnych od szkoły na
                wypełnianie do przodu podręczników. Ale w sumie Twojej córce zajęło
                to pewnie chwilkę, tylko nie nauczyłaś jej, że rujnuje nauczycielce
                jej plany, utrudnia pracę, popisuje się przed innymi dziećmi, którym
                możliwe, że lepiej/przyjemniej/skuteczniej byłoby przyswoić wiedzę w
                zbiorowy, opracowany przez nauczyciela sposób. Zmieniasz koncepcję
                pracy całej klasy nie pytając nikogo o zgodę. Uczysz córkę bycia
                egoistką i pochwalasz brak szacunku dla innych dzieci i dorosłych.
                Bez względu na to jak bardzo dziecinne możliwości intelektualne się
                różnią w dwie strony i jak często w dorosłym życiu będą rywalizować,
                teraz przyda im się nauka współpracy i szukania kompromisu między
                ich indywidualnymi decyzjami dotyczącymi
                pracy/nauki/wypoczynku/rozwoju/wolnego czasu.
                Ty chyba nie masz za grosz zaufania do nauczycielki. Chyba, że jest
                szczęśliwa, że dokładasz jej obowiązków i możliwe, że odbierasz czas
                i chęć na przyjacielską pogawędkę z uczniami i inne bardziej
                podstawowe zadania. Można próbować prowadzić lekcję na kilku
                poziomach, możliwie zindywidualizować podejście ale to trudne,
                czasem niemożliwe, wymaga ogromnych chęci i umiejętności, może wasza
                nauczycielka zaryzykuje takie rozwiązanie. Smutno czytać, że twoje
                dziecko ma tylko cicho siedzieć i nie przeszkadzać, kiedy wypełniło
                te nieszczęsne lekcje naprzód. Jednak taki maluch wyjątkowo
                potrzebuje frajdy z lekcji. Może jedyną frajdą jest właśnie
                rywalizacja. To błędne koło.
                • hugollina Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 18:30
                  ładni i madrze napisałaś, iggesmile
                  Mojemu synowi świetnie zrobiło zauważenie, że w sporcie można też
                  > przegrywać i można przegrać nawet jak wkłąda się 200% wysiłku przez
                  > rok w codzienne treningi. Inaczej już zawsze w szkole czułby się
                  > często dobry, bardzo dobry, najlepszy i to najlepszy bez większego
                  > wysiłku i pracy, a tak bogatszy o sportowe doświadczenia będzie
                  > sobie lepiej radził w życiu.

                  no wlasnie, sport to doskaonała lekcja zycia, ZDROWEJ rywalizacji (hmm,
                  oczywiscie n atym poziomie...), tam sie nic nie da zrobic w domu, wyniki sa
                  okupione wysiłkiem, a czasem ich nie ma... lekcja przegrywania, ale i tez
                  wygrywania. ot, takei zycie w pigułce. dlatego my tak cenimy sport w edukacji.
                  zgadzam sie tez z tym, ze moze słuzyc "ucieraniu nosa". Dla tych, ktorzy czuja
                  sie za dobrzy, po prostu- zeby im woda sodowa nie uderzyla do glowy. ogromna
                  lekcja pokory, kazdemu potrzebna.

                  Patrzenie dalej niż czubek własnego nosa wzbogaca, świadomość, że w różnych
                  dziedzinach sportu/nauki ludzie nie radzą sobie jednakowo, że porażki się
                  zdarzają i czasem wcale nie zależą od ilości włożonej pracy jest cenna. Chcę,
                  żeby dziecko moje doświadczało całej złożoności i różnorodności świata, zbierało
                  jak najwięcej nowych doświadczeń, eksperymentowało, uczyło się siebie

                  fajnie napisane i bardzo madre, sport w zyciu dziecka to doswiadczenie nie do
                  przecenienia. dokładnie tak mysle.

                  mnie uderzyło jeszcze jedno- pogarda pani, ktora to pisze. do motlochu, no
                  glupiej i niedouczonej nauczycielki.... pogarda do LUDZI dookoła. i
                  przyzwolenie, a nawet zacheta, zeby dziecko gardziło innymi, tak jak matka.
                  naprawde trudno mi to nawet skomentowac. nie miesci mi sie to w glowie.
                  egomaniactwo.
              • mama303 Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 21:19
                smerfeta7 napisała:

                > To juz wole moje dziecko, ktore potrafi sobie inaczej zorganizowac
                > czas wypelniając do przodu od czasu do czasu zadania, ktore jej
                sie
                > spodobały, oraz uczące sie tego co je pasjonuje.

                To naturalne że wolisz swoje dziecko od innychwink ale skoro ono
                takie inteligentne to powinno z łatwoscią pojąc pewne panujące w
                szkole zasady a tu widzę klapa.
          • smerfeta7 Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 01:11
            igge napisał:
            >Nie rozumiem konieczności uzupełniania niższego poziomu jak
            > mała jest na wyższym.

            Taki sa wymogi szkoly i organu nadzorującego. Jak corka byla
            klaasyfikowana wyżej, to musiala przekazac dyrekcji wszystkie
            książki jak dokument, że klasyfikując dziecko wyżej ma przerobiony
            materiał z klasy niższej, która przeskakuje. Nie ja to wymyslilam
            ale panujące tu przepisy.
            Jak przechodzila na początku z zerowki do 2 klasy, musiala
            dostarczyć książki(caly komplet) z pierwszej klasy, jako podkladka w
            razie kontroli, że przerobila caly material.
            Ja takze tego nie rozumiem, ale widocznie tutaj takie panują
            przepisy i zwyczaje.
            • igge Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 01:20
              Hmmm, przepisy, cóż. Nie masz racji co do wszystkich sportowych klas
              Smerfeto, naprawdę. Syn bez żadnego wysiłku po sportowej klasie ma
              piątki w gimnazjum. Egzaminy (zewnętrzne) też jego koleżankom i
              kolegom poszły bardzo dobrze. Tylko nieliczne dzieciaki rzeczywiście
              wspierając się wynikami w sporcie wybrały gimnazjum, do którego
              gdyby nie sport - nie mogłyby się dostać. Z klasy syna to najwyżej
              dwie osoby.
              • hugollina Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 01:30
                u nas podstawowki z klasami sportowymi sa najlepsze, a dzieci w klasah
                sportowych osiagaja lepsze wyniki niz ogolnych. jednak podobno nic tak nie
                wplywa na rozwoj mozgu co ruchsmile ponoc zreszta we wszystkich podstawowkach
                sportowych tak jest.
                gimnazjum sportowe to juz inna bajka- nie namawialabym dzieciaka, trenowac
                zawsze mozna w klubie, a faktycznie poziom niski.
                • smerfeta7 Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 09:10
                  hugollina napisała:
                  > ponoc zreszta we wszystkich podstawowkach
                  > sportowych tak jest.
                  > gimnazjum sportowe to juz inna bajka- nie namawialabym dzieciaka,
                  trenowac
                  > zawsze mozna w klubie, a faktycznie poziom niski.



                  A jak mozna wprowadzić wyzszy poziom nauczania, skoro dzieci
                  przychodzą do szkoly juz o niższym poziomie wiedzy, mysląc, że są
                  najlepsze we wszystkim.
                • paszczakowna1 Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 15:00
                  > u nas podstawowki z klasami sportowymi sa najlepsze, a dzieci w klasah
                  > sportowych osiagaja lepsze wyniki niz ogolnych. jednak podobno nic tak nie
                  > wplywa na rozwoj mozgu co ruchsmile ponoc zreszta we wszystkich podstawowkach
                  > sportowych tak jest.

                  Ja by to raczej przypisywała temu, że do klas sportowych chodzą dzieci rodziców
                  wykształconych i dbających o rozwój potomstwa. IMHO, wynik po podstawówce to
                  przede wszystkim sprawa domu, szkoła ma znaczenie drugorzędne.
                  • maksimum Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 26.11.09, 20:09
                    > wynik po podstawówce to
                    > przede wszystkim sprawa domu, szkoła ma znaczenie drugorzędne.

                    Zgadzam sie.
                    • igge Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 28.11.09, 06:03
                      maksimum napisał:

                      > > wynik po podstawówce to
                      > > przede wszystkim sprawa domu, szkoła ma znaczenie drugorzędne.
                      >
                      > Zgadzam sie.

                      A ja się nie zgadzam w przypadku dzieci z trudnościami, które się
                      rzeczywiście czegoś muszą nauczyć z podstawy programowej, a nie
                      tylko obijają.
                      Bardzo jestem wdzięczna nauczycielce za nauczenie pisania literek
                      mojej córy. Widząc jej trudności (ma zaburzone stosunki
                      przestrzenne, do tej pory nie narysuje żadnego szlaczku i w ogóle
                      rysowanie leży) myślałam kiedyś, że nigdy nie będzie pisać ręcznie.
                      Pisze, coraz szybciej pisze. Zasługa szkoły też na pewno. W jej
                      przypadku wspomaganie szkoły będzie niezbędne, żeby napisała dobrze
                      ten egzamin. U niej ani sam dom bez nauki, ani sama szkoła bez
                      rodzicielskiego wspomagania nie wystarczą na porządne zdanie
                      egzaminu. Chyba, że ustnie.
                      • maksimum Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 29.11.09, 20:03
                        igge napisał:

                        > maksimum napisał:
                        >
                        > > > wynik po podstawówce to
                        > > > przede wszystkim sprawa domu, szkoła ma znaczenie drugorzędne.
                        > >
                        > > Zgadzam sie.
                        >
                        > A ja się nie zgadzam w przypadku dzieci z trudnościami, które się
                        > rzeczywiście czegoś muszą nauczyć z podstawy programowej, a nie
                        > tylko obijają.

                        To prawda.
                        Dzieci z trudnosciami powinny byc uczone do przodu,bo inaczej mialyby
                        problemy z nadazaniem na lekcjach,ale ta metoda sprawdza sie tylko do
                        pewnego wieku,po ktorym dzieci przyjmuja juz za malo by nadazac.

                        Kowalska cale zycie byla uczona do przodu,a do najlepszej szkoly sie
                        nie dostala.
                        • hugollina Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 29.11.09, 21:49
                          Dzieci uczone do przodu- a po co? co one beda robic na lekcjach? co one robia?
                          powtarzaja sobie?
                          jak dla mnie po prostu dzieci z trudnosciami powinny spedzac wiecej w domu
                          przyswajajac to co bylo na lekcji- pewne czesci wiecej czasu, pewne mniej. to
                          zalezy od tematu, zalezy jak ten szczegolny temat dziecku z trudnosciami idzie.
                          nie rozumiem- po co dziecko z trudnosciami uczyc do przodu? moze mu troche
                          zaufac, a nie automatycznie uczyc WSZYSTKIEGO do przodu.
                          troche mi to przypomina dysskusje i odmienne strategi moje i mojego meza przy
                          naszej dawnej, niedomywajacej zmywarce: on "przedmywal" wszystko, na wypadek
                          gdyby sie nie umyło.
                          ja myłam tylko to, co po wyciagieciu było brudne.
                          moja startegia zabierała mniej czasu wink.
                          dajcie tym dzieciom z trudnosciami szanse. im tez wiele rzeczy moze wyjsc, pewne
                          moze sa w stanie same zrozumiec, a tak "przeduczane" przez rodzicow nigdy nie
                          maja szansy uwierzyc w siebie.
                          ale tutaj abstrahuje od tematu, bo przypominam, tematem bylo robienie ksiazek do
                          przodu. jak napisalam po zgłebieniu tematu, przez dzieci przecietne/mniej niz
                          przecietne, zeby mogły PIERWSZE pokazac pani, ze zrobiły.
                          • maksimum Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 30.11.09, 05:46
                            > [/b]przecietne/mniej niz
                            > przecietne, zeby mogły PIERWSZE pokazac pani, ze zrobiły.

                            Takie dzieci czuja sie pewniej w szkole i moga przyszpanowac,ze sa do
                            przodu.
                            • makurokurosek Re: uczenie "do przodu" przez rodzicow 30.11.09, 10:04
                              Tak jak twoje dzieci.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka