V klasa

27.08.10, 11:42
Jakie macie doświadczenia z chodzenia dzieci do V klasy?

Z moim synem mieliśmy ciężki rok w IV, ponieważ pamiętanie o wszystkich sprawach wiązanych ze szkołą szło mu opornie. Ogólnie od samego początku edukacji wykazuje pewne spóźnienie w dojrzałości szkolnej w stosunku do rówieśników. W IV często zapominał zapisać sobie co jest zadane, wziąć wykonaną pracę na historię, bo była raz w tygodniu, zapisać, że jest sprawdzian itp.

Potrafił nawet gubić się w zeszycie i w matmie raz pisał z jednej, raz z drugiej strony, a na polskim nie przestrzegał podziału na gramatykę i literaturę, a potem nauczycielka kazała mu wszystko przepisać - łącznie kilkanaście stron sad
Poza tym zmieniliśmy też szkołę i różnice programowe trochę nas przygniotły.
Pod koniec roku szkolnego dosyć się już wdrożył w codzienne obowiązki, jednak z powodu ogromu zadania ciągle potrzebował mojej asysty.

Jak to wyglądało u was? Czy to prawda, że V klasa też jest taka trudna? Słyszałam kilka razy, że w piątej jest dość dużo materiału do opanowania ... i dlatego jest trudniejsza nawet niż czwarta. sad
    • morekac Re: V klasa 27.08.10, 12:12
      a na polskim nie przestrzegał podziału na gramatykę i literaturę, a p
      > otem nauczycielka kazała mu wszystko przepisać - łącznie
      kilkanaście stron sad
      Ale dlaczego? Bo rozumiem, że notatki i prace domowe robił, skoro
      musiał je przepisywać.

      IV cz
      > ęsto zapominał zapisać sobie co jest zadane, wziąć wykonaną pracę
      na historię,
      > bo była raz w tygodniu, zapisać, że jest sprawdzian itp.
      Obawiam się, że z takimi przypadłościami 'trudności programowe'
      niewiele mają wspólnego i pod tym względem będzie mu tak samo trudno.
      Czy to 'opóźnienie dojrzałości szkolnej' wymyślił tzw. fachowiec czy
      to twoja opinia?
      • mama_dorota Re: V klasa 27.08.10, 12:25
        Potrzebę przepisania notatek nauczycielka argumentowała tym, że jest
        w nich bałagan i trudno cokolwiek znaleźć. Po przepisaniu
        rzeczywiście można było się w końcu połapać. Ja nie oponowałam, bo
        sama mu wielokrotnie zwracałam na to uwagę i nie działało.

        Z tymi przypadłościami to nie tylko moje dziecko miewało problemy.
        Dlatego właśnie pytam na forum.

        Problemy z dojrzałością szkolną to moja opinia. Opinia pani była
        tylko taka, że jest dziwny, bo nie interesowały go lekcje, ale gdy
        wybrałam się do poradni p-p, dowiedziałam się, że jego "dziwność"
        jest raczej skutkiem ubocznym bardzo wysokiej inteligencji, a ogólnie
        wszystko jest z nim w porządku, tylko się cieszyć. Nie chcę go tego
        rozwijać. Kto ma z tym do czynienia bezpośrednio prawdopodobnie wie o
        czym mowa.
        Twierdzę, że ma problem z dojrzałością szkolną, bo mia je w I klasie,
        a w II i III było znacznie lepiej, problem wrócił w IV, potem
        stopniowo wdrażał się we wszystko, podczas gdy wiele dzieci już miało
        to za sobą. Urodził się w grudniu, więc od wielu dzieci w klasie jest
        o rok młodszy. U córki (ze stycznia) takie problemy w I klasie nie
        występowały.
        • przeciwcialo Re: V klasa 27.08.10, 17:50
          To że urodził się w grudniu to fajna wymówka.
          • mama_dorota Re: V klasa 27.08.10, 18:06
            A jak ci powiem, że już zanim poszedł do I klasy mocno się
            zastanawiałam, czy jest na to gotowy i teraz wiem, że nie był? Masz
            dziecko, które urodziło się pod koniec roku?
            Wymówka od czego właściwie?
            • vivaluna Re: V klasa 27.08.10, 21:13
              Masz rację, dzieci z końca roku zazwyczaj gorzej radzą sobie w szkole. Jest to
              duży problem bo różnica-rok, to dla dzieci w tym wieku sporo. Najgorsze jest to,
              że problemy z czasem nawarstwiają się. Prawdopodobnie związane jest to z tym, że
              dziecko ma spore braki, które ciężko mu nadrobić. Wpada w spiralę nieudolności a
              stosunek nauczycieli i czasami kolegów do takiego dziecka nie jest
              najlepszy-zostaje zaszufladkowane jako nieudacznik, z którego nic nie będzie. No
              i nie jest to teoria wyssana z palca, potwierdzają ją psychologowie i kilka
              książek na ten temat napisano.
              Ja nie mam złotej rady na ten problem. Moja córka też jest z końca roku i
              dodatkowo jest dyslektykiem. Można powiedzieć, że w 5 klasie zaczęła doganiać
              rówieśników ale było już zbyt późno. Nauczyciele nie doceniali jej trudu z
              wyjątkiem kilku osób. W 6 klasie zaczęła zgarniać sporo 5 i 6 ale większość tych
              ocen była kwestionowana przez nauczycieli-ściągnęła, udało jej się itd. Tylko ja
              widziałam ten trud jaki wkłada w naukę i przezwyciężenie trudności dyslektyka.
              Na teście kompetencji osiągnęła wynik taki jak prymuski szkolne (na próbnym
              najlepszy wynik w szkole)-to dopiero było zdziwienie! Aż rodzice prymusek
              prawie, że dostali wylewu ze złościwink
              Ja starałam się nie odrabiać z nią lekcji, uczyłam tylko jak pracować aby się
              czegoś nauczyć czyli: zaznaczanie w książkach, powtarzanie po lekcjach, wyraźne
              pismo, regularne odrabianie lekcji i staranne prowadzenie zeszytu no i porządek
              na biurku oraz w pokoju oraz codziennie czas spędzany na dworzu i zajęciach
              sportowych. Ważne też jest podbudowywanie wiary w siebie- nie udało się, trudno,
              następnym razem będzie lepiej.
              • mama_dorota Re: V klasa 27.08.10, 21:41
                Razem z moim synem chodziła do zerówki pewna dziewczynka tylko kilka
                dni od niego młodsza. Nie nauczyła się liter, bo była niedojrzała,
                nie zależało jej na tym, więc rodzice i nauczycielka omówili sprawę,
                po czym została w zerówce jeszcze rok. Odkąd trafiła do szkoły była
                bardzo dobrą uczennicą. Ja widziałam, że on powinien pod względem
                społeczno-emocjonalnym jeszcze poczekać, ale intelektualnie zawsze
                był w czołówce, więc nauczycielka nic nie sugerowała, a my uznaliśmy,
                że jakoś to się pewnie wyrówna. Mamy kilkoro znajomych, których
                dzieci są z tego samego rocznika, ale z początku roku i on zawsze był
                z tej grupki najbardziej dziecinny.

                Podobne problemy ma moja koleżanka ze swoją listopadową córką.

                Ja sama poszłam do szkoły rok wcześniej (jestem z lutego), ale to
                świadczy tylko o tym, że dzieci rozwijają się różnie. Moja córka, ze
                stycznia nie była gotowa, aby pójść do zerówki z grupą przedszkolną,
                mimo, że umiała już czytać. Pół roku później mogłaby już do niej
                pójść. Wcześniej nie potrafiłaby usiedzieć w ławce nawet przez pół
                godziny i on, gdy poszedł do szkoły tego nie potrafił.

                Na temat nauczycielskich przekonań i stosunku do dzieci to czasami
                szkoda słów. Szczególnie jest to przykre, gdy dotyczy "uniwersalnej"
                pani małych dzieci, która wręcz maluje ich obraz siebie.
                • vivaluna Re: V klasa 27.08.10, 22:12
                  Ja w szkole byłam typem prymuski-zawsze zorganizowana, samodzielna, zbyt
                  ambitna. Niestety nie dotarło do mnie, że moje dziecko może być inne. Panie w
                  zerówce sugerowały, że moja córka jest jeszcze zbyt mało dojrzała aby rozpocząć
                  naukę w szkole. Psycholog uznał, że gotowość dziecka jest wystarczająca. Cała
                  prawda dotarła do mnie gdy zobaczyłam moje dziecię udające się do szkoły z
                  plecakiem wypełnionym pluszakamiwink Z tymi pluszakami była zostawiana w klasie
                  sama sobie. Nauczycielka mówiła-chce się bawić niech się bawi, a ja cały program
                  musiałam przerabiać w domu.
                  Myślę, że w tym wszystkim najtrudniejsza była 4 klasa, kiedy zmienia się sposób
                  pracy i ilość nauki. W 5 jeszcze trochę pomagałam, w 6 odpuściłam sobie
                  całkowicie-niech się dzieje wola nieba. U mnie dodatkowym problemem była
                  dyslekcja z którą też musiałam sobie samam radzić.
                  Moja córka też jest niezwykle inteligentna i błyskotliwa, uzdolniona
                  matematycznie. Niestety rządzi nią chaos, chodzi z głową w chmurach, ciągle mówi
                  i nieustająco się potyka. Typ, który wlezie na najwyższe drzewo ale wywali się
                  na prostej drodzewink
                  Jest z połowy listopada.
                  • mama303 Re: V klasa 29.08.10, 08:46
                    vivaluna napisała:


                    > Jest z połowy listopada.

                    Ależ to nie ma nic do rzeczy. Ja jestem z grudnia i byłam zawsze
                    jedna z lepszych uczennic i bardzo dobrze zorganizowaną. Moja córka
                    natomist jest z poczatku roku i poszła o rok wcześniej.
                    Zorganizowana jest lepiej niz nie jeden 7 latek w jej klasie. w
                    zasadzie o niczym nie zapomina, nawet dostała za to własnie pochwałę
                    od nauczycielki. Trochę gorzej z umiejętnosciami, które ma
                    opanować smile.
                    Dzieci sa naprawdę różne.
                    • vivaluna Re: V klasa 29.08.10, 21:41
                      Psychologowie twierdzą, że ma. Około 70% dzieci urodzonych pod
                      koniec roku i posłanych z rówieśnikami do 1 klasy będzie mieć
                      problemy nie tylko z przystosowaniem się emocjonalnym ale także
                      fizycznym.
                      To, że ty nie miałaś problemów i twoje dziecko świadczy, że
                      należycie do tych chwalebnych 30%.
                      Tak samo nie ma się co zachwycać superzorganizowaniem swojego
                      dziecka bo to wcale nie świadczy o poziomie jego inteligencji.
                      Dzieci nieprzystosowane i niezorganizowane częstokroć przewyższają
                      inteligencją swoich rówieśników, bywa że mają szczególne talenty tak
                      jak np. Einstein uważany przez swoją nieudolność z cechami autyzmu
                      za dziecko upośledzone.
                      Pochwały nauczycielek z perspektywy mijających lat stają się
                      całkowicie nieważne więc nie ma się czym podniecać.
                      • mama303 Re: V klasa 29.08.10, 22:01
                        vivaluna napisała:

                        > Tak samo nie ma się co zachwycać superzorganizowaniem swojego
                        > dziecka bo to wcale nie świadczy o poziomie jego inteligencji.

                        Ale czy ja pisałam coś jej poziomie inteligencji? Nie wybiega jakoś
                        specjalnie do przodu smile
                        Natomiast akurat jej dobrą organizacją i pamiętaniem o wszystkim w
                        szkole się zachwycam bo to pomaga jej bardzo w życiu. Uważam to za
                        sporą zaletę.

                        • vivaluna Re: V klasa 01.09.10, 23:13
                          Źle się wyraziłam, nie chciałam krytykować twojego dziecka. Chodzi
                          mi raczej o to, że te dzieci mniej zorganizowane wcale nie muszą być
                          głupie a często niestety w szkole postrzega się je jako ograniczone
                          i nie dostrzega ich zalet. Mają trudniej w życiu dlatego poprzez
                          odpowiednie działania warto dać im szansę na prawidłowe
                          funkcjonowanie. Aczkolwiek widzę, że często w poczynaniach
                          chaotycznych jest pewna metoda a z pozoru rozsypujące się kawałki
                          dopasowują się w swoistą całość nie zawsze zrozumiałą dla ludzi
                          przeciętnych. Co nie znaczy oczywiście, że życie takiego człowieka
                          jest łatwe. Znam sporo osób "innych", nie są poukładani i "normalni"
                          ale tworzą rzeczy genialne a ich rzeczywistość jest fascynująca.
                      • pam_71 Re: V klasa 01.09.10, 13:13
                        Vivaluna wink Twoja młoda ma prawdziwe zadatki na utalentowanego i
                        błyskotliwego programistę wink Poważnie.
                        • vivaluna Re: V klasa 01.09.10, 23:24
                          Już kilka programów napisaławink
            • pam_71 Re: V klasa 01.09.10, 13:07
              mama_dorota napisała:

              > A jak ci powiem, że już zanim poszedł do I klasy mocno się
              > zastanawiałam, czy jest na to gotowy i teraz wiem, że nie był?
              Masz
              > dziecko, które urodziło się pod koniec roku?
              > Wymówka od czego właściwie?

              Dorota - może tu właśnie pies pogrzeban - że za wczesnie poszedł.
              Moja córa jest z końca maja. Ma przyjaciółkę ze stycznia ... w Ikl
              była między nimi prawdziwa "przepaśc" w dojrzałości szkolnej (na
              korzyść starszej oczywiście).Z czasem to się wyrównało ;-p
              W dawnych czasach (kiedy mój Pradziadek był kierownikiem szkoły wink
              chłopców puszczano do Ikl zawsze PO ukończeniu 7lat (czyli Ci z
              września-grudnia czekali rok) ... ciekawe, że dziewczynek to nie
              dotyczyło wink
    • tukata Re: V klasa 27.08.10, 13:42
      przede wszystkim nie martw sie na zapas. Dziecko dojrzewa do
      róznych rzeczy w róznym tempie. Twój syn może mieć zupełnie inne
      podejscie do szkoły po wakacjach. Poczekaj aż zacznie sie rok
      szkolny. Każda klasa z roku na rok jest trudniejsza.
      • verdana Re: V klasa 27.08.10, 14:44
        Twoje dziecko NIE jest opóźnone w dojrzałosci szkolnej. Ma tylko
        dwie wady, ktorych pozbyć sie raczej trudno i chyba nawet nie warto.
        Jest chlopcem i jest iinteligentne. To wystarczy, aby to co
        opisalaś, było najzupełniej normalne (wszystko, poza zachowaniem
        nauczycielki...). Systematyczność i pamięć godna pracownika
        korporacji nie jest cechą inteligentnych 11-latkow. Nie ma żadnych
        szans na zmianę tej sytuacji, o ile dziecko nagle niz zmieni plci i
        nie zglupieje. Inteligentne dzieci nudza sie w szkole. Musza się
        nudzic, bo to co mowi nauczyciel jest nie na ich poziom.
        Nie łudź się, ze syn "dogoni" - raczej mało prawdopodobne, bo wysoka
        intligencja sprzyja problemom w szkole, podobnie jak niska. dziecko
        nie uwaza, bo nauczyciel tłumaczy trzeci raz to samo, a potem nawet
        nie wie, ze zaczął się nowy temat - i nie umie. Mysli o czym innym,
        wiec nie wie co zadane. Nie pisze we wlasciwym zeszycie, bo mysli o
        czym innym.
        Problemy miną na studiach.
        • mama_dorota Re: V klasa 27.08.10, 14:59
          To co zrobić jeśli problem się powtórzy?

          Zostawić go samemu sobie? --> bardzo zniechęcają go słabe stopnie.
          Pilnować na każdym kroku? --> mam już dość sad
          • morekac Re: V klasa 27.08.10, 16:32
            Moje obie córki (co z tego, że dziewczynki) też jakoś są dziwnie
            niesystematyczne/zapominalskie i nienotatkowe. Jedna ma lat 11 i też
            idzie do 5 klasy, starsza jest w gimnazjum i przez swoje
            zapominalstwo/gapiostwo niemal nie skończyła z poprawką (bo sierocie
            się pokręciły terminy jakiegoś zaliczenia jakiejś zaległej klasówki).
            Z własnego doświadczenia wiem, że w sumie nic nie skutkuje - może
            poza nie staniem dziecku nad głową.
            Jak będzie musiało pamietać, to zapamięta, a jeśli nie zapamięta, to
            najwyżej ty dostaniesz zawału ;-( po telefonie od wychowawczyni, że
            dziecię nie stawiło się właśnie na sprawdzian ostatniej szansy (o
            przedmiocie nie piszę, bo nie znam nikogo, kto byłby kiedykolwiek
            zagrożony z takiego przedmiotu, więc trochę głupio)
            Na nieprzepisywanie notatek dałabym chyba dyspensę - nawet jeśliby
            pani uparła się na postawienie jedynki za zeszyt.
        • mama_dorota Re: V klasa 27.08.10, 15:02
          > Mysli o czym innym,
          > wiec nie wie co zadane. Nie pisze we wlasciwym zeszycie, bo mysli o
          > czym innym.

          Dokładnie. Na lekcjach polskiego zastanawiał się dlaczego wiry wodne
          na jednej półkuli ziemskiej kręcą się w jedną, a na drugiej w drugą
          stronę. W końcu doszedł, ale ... bardziej przeciętne dziecko łatwiej
          wychowywać.
          • joa66 Re: V klasa 27.08.10, 15:06
            Podobno rodzice w ciąży marzą, że ich dziecko będzie niezwykłe, a
            kiedy im się takie trafia, marzą o przeciętnym... wink
            • mama_dorota Re: V klasa 27.08.10, 15:12
              To prawda. Ale jak to jest z tą V klasą? Wyrabiają się dzieciaki?
              • joa66 Re: V klasa 27.08.10, 15:21
                Trudno mi powiedzieć (nie wszystko pamiętam) . W naszej szkole
                nauczyciel, przez którego uczniowie nie śpią po nocach, to akurat
                nauczyciel tego przedmiotu, w którym syn był i jest naprawdę dobry.

                Poza tym..na 5 klasę (16 osobową) były tylko dwie dziewczynki, które
                zawsze pamiętały, notowały itd. Reszta, nawet b. dobrzy uczniowie
                zaliczali wpadki. Przy czym, ale nie wiem czy to można uogólnić,
                wszyscy chłopcy przedstawiali średni lub ponadprzeciętny poziom
                roztargnienia i zapominalstwa. Różnie potem sobie radzli z
                konsekwencjami, w zależności od zdolności, pracowitości i
                dopilnowywania rodziców.
              • verdana Re: V klasa 27.08.10, 15:26
                Wyrabiaja się na 3-3,5. Co oczywiście jest problemem, o ktorym po
                paru latach sie kompletnie nie pamiętasmile
                Pilnować można troche - tzn zapytać, czy ma jutro klasowkę. Co druga
                sobie przypomnismile Sprawdzic, czy zapakował zeszyty (bez awantury,
                gdy sie okaze, ze zeszyty zniknęły w pomroce dziejow).
                Poza tym nastawiać się na to, aby dziecko miało szanse zdobywać
                wiedzę, a nie stopnie. Patrzeć na to , ile umie, a nie jaką ma
                średnią (u takch dzieci wiedza nie przeklada się zwykle na oceny).
                Brać melisę przed wywiadówkami.
                nie wiem gdzie mieszkasz, ale w wielu miastach organizowane są
                zajęcia dla dzieci zdolnych. Nie pomagają one w zdobywaniu lepszych
                ocen, ale są bardzo dobre.
                • mama_dorota Re: V klasa 27.08.10, 15:49
                  > nie wiem gdzie mieszkasz, ale w wielu miastach organizowane są
                  > zajęcia dla dzieci zdolnych. Nie pomagają one w zdobywaniu lepszych
                  > ocen, ale są bardzo dobre.

                  Już kiedyś o tym rozmawiałyśmy na tym forum. Mieszkam w aglomeracji
                  dużego miasta. Dodatkowe zajęcia nie wchodzą w grę, bo on chodzi
                  teraz do dziennej szkoły muzycznej (na własne życzenie) i oprócz
                  większej liczby zajęć musi ćwiczyć codziennie na instrumencie, a ja
                  ... pilnuję, aby to robił. Zresztą drugie, modsze dziecko też gra.
                  • verdana Re: V klasa 27.08.10, 15:56
                    I Ty chcesz, aby dziecko tak obciążone obowiązkami (to nie zarzut,
                    sam chce, to jest OK) pamietało , ze w czwartek jest klasówka, na
                    poniedzialek trzeba przynieść krepinę, kartkówka z matematyki
                    zapowidziana jest na przyszły tydzień, na trzecią lekcję jutro
                    trzeba przynieść ćwiczenia z matematyki, wf w środę odwołany, a na
                    przyszły wtorek 15 zł na kino?
                    Dorosli ludzie z takimi róznorodnymi obowiazkami, ktore kazdego dnia
                    są nieco inne i o ktorych nie wolno im zapomnieć, mają zazwyczaj
                    sekretarkismile
                    • mama_dorota Re: V klasa 27.08.10, 16:37
                      Od tego są zeszyty i dzienniczki, aby w nich zapisywać rzeczy,
                      których nie można pamiętać. Mam mnóstwo empatii wobec swoich dzieci,
                      ale faktem jest, że większość podobnie zajętych pamięta przynajmniej
                      o pracach domowych, a wtedy matkom nie jest tak ciężko pilnować
                      reszty.

                      Sekretarki, a raczej gosposi to ja potrzebuję.
                      • verdana Re: V klasa 27.08.10, 18:56
                        To nie w tym wieku. I nie w tej szkole. Na lekcji nie ma czasu, aby
                        zapisać, większość poleceń jest rucana mimochodem, po dzwonku.
                        Zapisywanie w notesie to dobry pomysł, ale warunikiem jest to, aby
                        nauczyciel powiedział "Zapiszcie to w dzienniczku". 10-latek jest po
                        prostu za młodym, aby szybko i sprawnie robić notatki. To nie wina
                        dzieci, to wina nauczycieli.
                        • morekac Re: V klasa 28.08.10, 08:06
                          . Na lekcji nie ma czasu, aby
                          > zapisać, większość poleceń jest rucana mimochodem, po dzwonku.
                          Matematyczka w szkole młodszej córki żaliła się na zebraniu "Prosze państwa, dzieci nie odrabiają lekcji." Przyciśnięta, przyznała się, że pracę domową zadaje w trakcie/po dzwonku. Po zmianie tego - problem z masowym nieodrabianiem prac domowych zniknął...
                      • morekac Re: V klasa 28.08.10, 08:03
                        Od tego są zeszyty i dzienniczki, aby w nich zapisywać rzeczy,
                        > których nie można pamiętać.

                        Zapisywanie zadziałałoby zapewne.Niestety, w chwili, kiedy trzeba coś zapisać, najczęściej zagubieniu ulega zeszyt/notes/długopis wink
          • alabama8 Re: V klasa 27.08.10, 15:22
            mama_dorota napisała:
            Na lekcjach polskiego zastanawiał się dlaczego wiry wodne
            na jednej półkuli ziemskiej kręcą się w jedną, a na drugiej w drugą
            stronę. W końcu doszedł, ale ... bardziej przeciętne dziecko łatwiej
            wychowywać.


            Znaczy się, że wydedukował tor ruchu obiektu poruszającego się w
            obracającym się układzie biorąc pod uwagę, że Ziemia obraca się z
            kierunku zachodniego ku wschodniemu? I jak tę siłę nazwał nasz mały
            genialny Gaspard Coriolis?
            • mama_dorota Re: V klasa 27.08.10, 15:43
              Odbieram ten post jako cokolwiek złośliwy i zaczepny. Czy słusznie?

              To nie jest wątek na temat geniuszy. Póki co, nie widzę takowych w
              naszym domu. Jest raczej zdolne dziecko, które nie mieści się w
              ramkach, w których musi codziennie przebywać, a moim zadaniem jest
              pilnować, aby w nich siedział. I uwierz, to nie jest łatwe.
              • verdana Re: V klasa 27.08.10, 15:47
                Wobec tego, ze ja wychowuję obecnie trzeci taki egzemplarz poradzę
                Ci jedno.
                Wyluzuj. Absolutnie nie pilnuj "sziedzenia w ramkach". Uznaj, ze
                szkoła jest po to, by ja skończyć, a nie po to, by w niej odnieść
                sukces. Ja przy pierwszym załamywałam ręce, robilam "co się da" i
                było coraz gorzej. Przy trzecim, identycznym, nie robilam niemal
                nic - i efekt (sympatia do szkoly, stopnie) jest o wiele lepszy. Co
                nie znaczy, ze dobrysmile
                Jeszcze tylko 8 lat.
                • mama_dorota Re: V klasa 27.08.10, 15:50
                  > Jeszcze tylko 8 lat.
                  shock
                  • joa66 Re: V klasa 27.08.10, 15:56
                    2 lata SP plus gimnazjum plus liceum.

                    Ale to nie do końca prawda, bo może na swej drodze spotkać
                    nauczyciela (nauczycieli)-mistrza i wszystko się zmieni już np. w
                    gimnazjum.

                    A na studiach też może się nudzić jeżeli zdarzą mu się kiepscy
                    wykładowcy.

                    Nie da się tego z góry przewidzieć - to zależy kogo i kiedy spotka
                    na swojej drodze edukacyjnej.
                    • verdana Re: V klasa 27.08.10, 16:12
                      Z moich doswiadczeń.
                      Zmieni się - z tego jednego przedmiotu. Nie 'całościowo". Moje
                      dzieci (i ja sama) miewlismy takich nauczycieli. I u nich bycie na
                      przyklad najlepszym w szkole nie było problemem. Tylko to nie
                      przekładfalo się na osiągnięcia z innych dziedzin.
                      Faktem jest, że czasem, tu bardzo róZnie bywa, takie dzieci
                      przechodza odwrotną drogę niż zwykle - w miare upływu lat, wyższego
                      etapu szkoly są coraz lepsze, a nie coraz slabsze. Bo zaczynają się
                      wyzwania, pewne przedmioty okazują się znacznie ciekawsze na wyższym
                      poziomie, niż na podstawowym. Tylko jednak rzadko takie dzieci są po
                      prostu "dobrymi uczniami".
                      Sama miałam ucznia, ktory na moich lekcjach był doskonały, na
                      innych - beznadziejny.
                      Na studiach nudzi się wiele osób, ale gdy dobrze wybrało się studia -
                      zwykle to już taki wiek, ze zda się te kilka nudnych przedmiotów,
                      aby zdobyć upragniony zawód. Zresztą na studiach na nudne wyklady
                      można nie chodzićsmile
                • mama_dorota Re: V klasa 27.08.10, 16:42
                  > Wyluzuj. Absolutnie nie pilnuj "sziedzenia w ramkach".

                  To kuszące, chyba mnie przekonałaś. Mnie zależy na wiedzy, jemu na
                  stopniach. Może w końcu inteligencja spotka się z rozumem i wyciągnie z
                  doświadczeń jakieś mądre wnioski.
          • hankam Re: V klasa 28.08.10, 10:35
            Rozgryzl Prawo Coriolisa?
            Naprawdę masz nieprzeciętne dziecko.
            • mama_dorota Re: V klasa 28.08.10, 17:22
              Nie wiem, czy rozgryzł. Ja jestem z zawodu matematykiem, ale z fizyki
              ze mnie noga. On to wytłumaczył na dziecięcy rozum, prostym językiem.
              Stwierdził, że to tak jakby ktoś przewiercał ziemię bardzo długą śrubą
              i choć śruba wszędzie jest tak samo skręcona, to po drugiej stronie
              wychodzi odwrotnie.
    • przeciwcialo Re: V klasa 27.08.10, 17:48
      A konsekwencje nieprzyniesienia pracy czy braku zeszytu poniósł?
      • mama_dorota Re: V klasa 27.08.10, 18:02
        Zawsze. Dlatego później było już lepiej, zresztą pisałam o tym. Tylko
        że już to przerabialiśmy w młodszych klasach. W II i III było całkiem
        nieźle. W IV było świetnie przez 2 tygodnie. Wracałam do domu,
        dziecko miało odrobione lekcje. Potem wszystko nagle się zepsuło,
        pani wychowawczyni pisała mi uwagi w zeszycie, że mam dopilnować prac
        domowych itp. Trzeba było wytrenować od nowa dobre zwyczaje. Ale to
        już tutaj roztrząsałam w zeszłym roku. Nie mam ochoty wracać do
        tematu.
        • joa66 Re: V klasa 27.08.10, 18:14
          Przypomniało mi się, że włąśnie w 5 klasie syn świadomie robił tylko
          te prace domowe, które uważał za interesujące. Dowiedziałam się o
          tym na zebraniu. U niego zadziałało to, że za brak pracy była pała,
          ale tę prace i tak nalezało prznieśc póxniej, bo jak nie to nastepna
          pała. Nie zaryzykowałby zostanie w tej samej klasie z powodu braku
          pracy domowejwink


          • verdana Re: V klasa 27.08.10, 18:58
            Ja nie wiem, co się z tym młodym pokoleniem teraz dzieje. Ja od
            piątej klasy przepisywałam od kolegów lekcje, których nie chciało mi
            się w domu zrobić, a teraz co? Dlaczego nie przepisuja?
            • joa66 Re: V klasa 27.08.10, 19:16
              Czasami może się zdarzyć..


              Ale stale?


              Uważasz to za fair w stosunku, do tych, którzy te lekcje odrabiają?
              • verdana Re: V klasa 27.08.10, 20:30
                Tak. Ja robilam jedne, koledzy drugie - i dzięki temu wszyscy
                skończylismy szkołę bez strat własnych.
                Uważam, ze przy zadawaniu dzieciom lekcji, których sumienne
                odrobienie trwałoby wiele godzin samoobrona nie jest naganna.
                • joa66 Re: V klasa 27.08.10, 21:42
                  To w takim razie to nie kwestia czasów tylko szkoły...z moich szkoł
                  niestety pamietam tych nieszczęsnych porządnych, których reszta
                  stawiała przed super wyborem - albo dasz odpisać, albo jesteś sobek
                  i kujon (nawet jeżeli nie zostało to powiedziane wprost).

                  Pomijając już zasadnicze pytanie o uczciwość , przede wszystkim
                  wobec siebie... bo skoro można ściągać (=oszukiwać) z powodów ,
                  które uważamy za ważne, to dlaczego nie iśc dalej i nie pisac
                  dzieciom lewych usprawiedliwień jezeli uznamy, że nieobecnośc
                  dziecka jest uzasadniona dla jego dobra/rozwoju, itp.

                  Warto czasami się zastanowić nad minimalną spójnością naszej postawy.
                  • verdana Re: V klasa 27.08.10, 23:07
                    U nas była za to wymiana. Szczególnie w liceum specjalizacja kwitłasmile
                    Ja robilam tłumaczenie z francuskieo całej klasie, a przepisywałam
                    ćwiczenia z gramatyki. No i fizykę.
                    Uważam, ze do szkoły stosuje się stara zasada prawa rzymskiego "Nie
                    można wymagać od nikogo rzeczy niemozliwych".
                    Owszem, napisałabym dziecku lewe usprawiedliwienie, gdybym byla
                    przekonana, ze jest to dobre dla jego rozwoju. Posylanie dziecka do
                    szkoly gdybym była przekonana, ze to dla dziecka jest w tym dniu
                    szkodliwe - to jakiś absurd byłby.
                    Moja postawa jest bardzo spójna - uwazam, ze tam, gdzie w grę
                    wchodzi przymus, nie można wymagać od poddanych przyusowi grzecznego
                    aprobowania tego przymusu.
            • inguszetia_2006 Re: V klasa 28.08.10, 10:23
              verdana napisała:
              Ja nie wiem, co się z tym młodym pokoleniem teraz dzieje. Ja od
              > piątej klasy przepisywałam od kolegów lekcje, których nie chciało
              mi
              > się w domu zrobić, a teraz co? Dlaczego nie przepisuja?
              Witam,
              No właśnie?;-D Też tak robiłam i było caca. Jak Szymek pomylił się w
              wyliczeniach, to wszyscy mieli źle. I nauczyciel od matmy mówił:
              Szymon, popraw się, bo zaniżasz średnią klasy;-D Wszystko wspaniale
              funkcjonowało w ramach tej gry. Ja robiłam z ruskiego ćwiczenia. To
              była wielka odpowiedzialność, nie mogłam zawieść zaufania całej
              klasy, ćwiczenia musiały być zrobione i już.
              Pzdr.
              Inguszetia

    • tijgertje Re: V klasa 27.08.10, 19:53
      Witajsmile
      Przeczytalam z zaciekawieniem caly watek. Od dawna mialam wrazenie,
      ze z twoim synem moglabym sobie rece podacwink Nie wiem, czy pomoge,
      ale napisze, co u mnie sie sprawdzlo. Z planowaniem do tej pory mam
      problem (wynikajacy z autyzmu), ale troche sie wyrobilam dopiero w
      liceum. uratowaly mnie kalendarze. Podstawowka to byl koszmar, mama
      w niej pracowala i sprawdzala dziennik, bo nie mialam prawa dostac
      gorszej oceny nic 5 (szostek wtedy nie bylo). A ja bujalam glowa w
      chmurach, zadanych na pamiec uczylam sie na przerwie przed lekcja, o
      sprawdzianach przypominalam sobie jak nauczyciel kazal wyjac kartki.
      Lapalam paly, i owszem: za brak bloku, farb, czy zadania.
      Dojezdzalam do muzycznej i nieraz jechalam sie przejechac,
      zapominajac, ze dzien wczesniej zajecia zostaly odwolane.
      Zapomianalam zjadac kanapki, czasem nawet zapomnialam isc na jakas
      lekcje. Piata klasa jakos specjalnie sie nie wyrozniala, w kazdej
      mialam jakies mniejsze czy wieksze problemy z nauczycielami, czy
      rowiesnikami, mimo, ze bylam tzw wzorowa uczennica. Nie wiem, jakim
      cudem wink
      Wyrobilam sie troszke, jak opracowalam sobie sposob pakowania
      plecaka, mialam 2 boczne kieszenie, w jednej piornik, wszelakie
      przybory itp i drugie sniadanie, w drugiej kalendarz z olowkiem i
      dokumenty czy pieniadze. Kalendarz szkolny w formacie A5 stal sie
      moim nieodlacznym dodatkiemsmile nosilam go wszedzie, wlaczne z
      zajeciami dodatkowymi. Mialam w nim wszystko, na biezaco
      aktualizowany plan lekcji, w kalendarzu rocznym zapisywalam
      sprawdziany, klasowki i jakies wazniejsze uroczystosci. Na kazdej
      stronie (jeden dzien na stronie) pisalam po kolei co z czego
      zadawali i na kiedy. Kalendarz zawsze jako pierwszy ladowal na
      lawce , w pewnym momencie nawet kolezanka mnie pilnowala, jak z
      czyms nie nadazalam, sama zapisywala mi zadania, sprawdzala, czy
      wszystko wpisalam. W ten sposob mialam w jednym miejscu wszystko do
      zrobienia. Pilnowalam kalendarza sama, ale u m,lodszego dziecka
      mozna poprosic auczycieli, zeby mieli na niego oko i zadania kazali
      wpisywac w kalendarzu, nie w ciczeniach czy zeszycie. W domu nad
      biurkiem mialam wiekszy kalendarz, gdzie po powrocie ze szkoly
      przepisywalam wszystko, uzupelnialam tez moj szkolny kalendarz, z
      kazdego dnia zapisywalam klasowki i zadania w dniu , na ktory mialam
      zadane. Wypracowania na `za 2 tygodnie` wpisywalam jszcze ze 2 razy
      po drodze. System moze i nieco uciazliwy, ale sie sprawdzal, jak cos
      3 razy zapisalam, to nawet bez klendarza zapamietywalam.
      Jak zaczynalam odrabiac lekcje, to ukladalam wszystkie potrzebne
      ksiazki i zeszyty na biurku, w rogu z lewej strony. W kolejnosci. Na
      wierzchu wszystko, co mialam zadane na nastepny dzien, wyzej
      najlatwiejsze zadania, nizej te wymagjace wiecej czasu, pod nimi
      zadania na kolejne dni, ktore zamierzalam zrobic, na samym spodzie
      to, co mialam tylko do przeczytania czy nauczenia sie. Robilam
      zadania pisemne, odkladajac zeszyty na podlodze po prawej stronie,
      ksiazki, z ktorych trzeba bylo sie douczyc, zostawialam z prawej
      strony na biurku, po skonczeniu lewej sterty wracalam do nich.
      Zrobione zadania wykreslalam w kalendarzu (ktory caly czas lezal
      otwary na biurku). Co ciekawe, tuz przed wakacjami, gdy rozmawialam
      z terapeutka mlodego o tym, jak w klasie przygotowuja mu mejsce,
      okazalo sie, ze istnieje jakas nawet nazwana metoda, stosowana w
      nauczaniu autystow, opierajaca sie na przekladaniu ukonczonych zadan
      z lewej na prawa i z gory na dol. duzo czasu mi to zajelo, ale ten
      intuicyjnie wypracowany sposob okazal sie dla mnie
      najskuteczniejszysmile Sprawdza sie tez u zdrowych dzieci, ktore maja
      problemy z organizacja i porzadkowaniem wlasnych dzialan.
      O dziwo najmniej zapomianalam zeszytow czy ksiazek w latach, gdy
      wszystkie jak jeden mialam oprawione w identyczna tapete (rolka
      wystarczala na duuuzo ksiazek, a tapeta byla dosc trwala). W tym
      samym miejscu wszystkie opisywalam w identyczny sposob. (najczesciej
      w prawym dolnym rogu). O dziwo, bo logiczne wydawaloby sie szybkie
      rozpoznanie zeszytow po kolorach grzbietow na przykladwink Wbrew temu
      jednak zmuszalo mnie to do wyjecia i przelozenia wszystkich ksiazek
      i zeszytow, ukladalam przedmiotami obok siebie i z planem lekcji
      wkladalam do plecaka w kolejnosci, z przodu to, co mialo byc na
      poczatku, po skonczonej lekcji ksiazki przekladalam do tylu )od
      strony plecow). W ten sposob udawalo mi sie ogarnac jako tako
      wszystko i w plecaku utrzymac w miare jako taki porzadek.
      Wiem, ze brzmi to wszystko dosc skomplikowanie, ale ZMUSZA do
      SWIADOMEGO przygotowywania do lekcji. Troche moze i uciazliwe na
      poczatku, ale szybko mozna wpasc w pewien rytm i potem trudno sobie
      wyobrazic inny sposob pakoania torby do szkoly. Jak wszyskto ma
      stale miejsce i stala kolejnosc, duzo latwiej to ogarnac nie
      popadajac w chaos. Moi rodzice zawsze twierdzili,z e balaganiara ze
      mnie straszna, ale np w szufladzie biurka kazdy drobiazg mial swoje
      miejsce i jak sie w miare pilnowalam,z eby wszystko odkladac tam
      gdzie nalezy, to z zamknietymi oczami moglam wyjac to co potrzebne.
      Teraz to samo robie z szufladami w kuchniwink Nie zagladajac wyjmuje
      potrzebne produkty czy rzyprawy z szuflad i szeafek, tylko mezowi
      sie trudno przyzwyczaic, ze sol ma stac tu, a nie 5 cm dalejwink
      Nie wiem, czy pomoglam, ale moze warto sprobowac? Powodzenia!
      • tijgertje Re: V klasa 27.08.10, 19:56
        Acha, z perfekcjonizmem i uczeniem sie dla ocen staraj sie walczyc!
        Straaaasnie to utrudnia zycie i do niczego dobrego nie prowadzi
        (chyba, ze ladnie wygladajace swiadectwo ma az takie znaczenie).
        • mama_dorota Re: V klasa 27.08.10, 21:27
          Od dawna już wiem, że jesteś niesamowita smile Pełen szacunek dla tak wybitnego rozwiązania. Myślę, że spróbuję go zachęcić do takiego przekładania zeszytów. Trochę podobnego, ale prostszego sposobu sama go już uczyłam.
          Z tym uczeniem dla stopni to mam sama taki dziwny problem. Od piątej do ósmej klasy miałam na świadectwie od góry do dołu same piątki, a na półrocza obrywałam od mamy bury za to, że pojawiły się jakieś czwórki. Mama strasznie się bała, że "spocznę na laurach", a ja szczerze mówiąc nie wiedziałam, o co chodzi z tymi laurami. Nauka mi problemów nie sprawiała i śmiem twierdzić, że mamy wymagania niewiele miały na to wpływu, raczej pochwały nauczycieli, którzy rekompensowali mi to, czego w domu zabrakło.

          Z tego powodu postanowiłam nie wymuszać na dzieciach sukcesów. Mają umieć to, co najważniejsze, przykładać się (co nie znaczy mieć superstopnie) do kilku przedmiotów, które uważam za ważne na przyszłość i to, do czego mają smykałkę, ale piątek nie wymagam, jednak ... dopiero gdy są, to czuję, że wszystko w porządku, a jak ich nie ma, to gdzieś w środku czuję się zawiedziona.

          Pierwsze dziecko to poligon doświadczalny i przy okazji załatwia się różne swoje sprawy. To chyba nieuniknione, choć tego nie chcemy.

          Ale nacisku w sprawie stopni na pewno na nich nie wywieram. Bardziej zależy mi na stosunku do obowiązków.
        • joa66 Re: V klasa 27.08.10, 21:35
          tijgertje - tylko jedna rzecz mi nie pasuje..osoba, która jest w
          stanie tak to zorganizować...nie potrzebuje tego, bo porządek i
          zapamiętywanie ma we krwi..smile

          Niestety sa osoby (np. ja) , które entuzjastycznie wybierają
          godzinami najfajniejsze kalendarzyki w listopadzie, a potem prowadzą
          je mniej więcej do 10 stycznia...
          • mama_dorota Re: V klasa 27.08.10, 21:45
            Na mnie nie działają żadne notatki. Mogę wieszać sobie kartki w
            widocznych miejscach i bardzo szybko stają się tłem, do którego się
            przyzwyczajam.
            Teraz mam jednak świetny sposób. Korzystam aktywnie z przypomnień w
            telefonie i to umożliwia mi przypominanie sobie spraw w odpowiednim
            momencie. Staram się je tez od ręki załatwiać. Dzieci, aby mieć
            pewność, że coś załatwię pytają, czy wpisałam to do telefonu.
            • joa66 Re: V klasa 27.08.10, 21:57
              U mnie nie działa nic, tzn żaden sposób. Na szczęście pamięć jeszcze
              jakoś działa, syn też ma dobrą, więc na niej polega.

              p.s. chociaż w podstawówce zdarzało mu się robić notatki -
              przypominajki długopisem na ręce...minimalizm doprowadził do
              perfekcji wink O wyglądzie przedramienia nie wspomnę...

              p.s.2 ciesz się - masz zdrowe, inteligentne , ciekawe świata
              dziecko. Zamiast zamartwiać się wadami, pielęgnuj to co masmile
              Oczywiście kłopotów nie nalezy olewac, trzeba pomagać i wspierać,
              ale na "trzeżwo" bez panikowania- każdy z nas ma "coś"
          • tijgertje Re: V klasa 27.08.10, 22:23
            joa66 napisała:

            > tijgertje - tylko jedna rzecz mi nie pasuje..osoba, która jest w
            > stanie tak to zorganizować...nie potrzebuje tego, bo porządek i
            > zapamiętywanie ma we krwi..smile
            To sie nazywa zawziecie autystycznewink Jak sie na cos upre, to nie ma
            na mnie silywink ale jak wspomnialam, przyjaznilam sie z dziewczyna
            (do tej pory zreszta, jej syn nawet ma urodziny w tym samym dniu co
            ja), ktora mnie czesto pilnowala i motywowala. Na studiach
            mieszkalam z kolezanka z roku, tez sie nawzajem uzupelnialysmy, ja
            zdecydownie nie jestem tych planujacych, moj maz ma ze mna straszne
            utrapienie. Brakuje mi stalego rytmu, ktory mialam w czasach
            szkolnych, wiec sie gubie;/
      • menodo tijgertje! 27.08.10, 21:13

        Ojezu, ale fajna swiruska z Ciebie!!! Serdecznosci!
        • tijgertje Re: tijgertje! 27.08.10, 22:24
          menodo napisała:

          >
          > Ojezu, ale fajna swiruska z Ciebie!!! Serdecznosci!


          Hehe, dziekiwink Moj syn twierdzi, ze my tylko z innej planety
          jestesmywink
          autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
    • jankomama Re: V klasa 29.08.10, 11:19
      Dorotko, ja na podobny temat pisałam w zeszłym roku szkolnym. Mój syn w 4 klasie
      notorycznie zapominał i nie uważał na lekcjach, przez co musiał materiał
      przerabiać w domu - na lekcjach myślał o tym, gdzie chciałby pojechać w
      przyszłym roku na wakacje (typ podróżnika - interesuje się geografią) albo na
      którą też dzisiaj idzie na przełożony trening. Jest też niedojrzały emocjonalnie
      jak na swój wiek, dziecinny taki (i z końca pażdziernika - to ma wpływ na
      rozwój, jak zauważyłaś, szczególnie u chłopców; kiedy on się urodził, jego
      rówieśnica robiła już samodzielnie pierwsze kroczki).

      U nas się poprawiło w 5 klasie, choć nie było idealnie. Ale ja jednak nie
      odpuściłam - sprawdzałam, pytałam, czy zapowiedziana klaówka, sprawdzian,
      dopytywałam, czy coś trzeba przynieść, wyznaczałam godziny, sprawdzałam zeszyty.
      Po pewnym czasie jakoś wciągnął się w to zapamiętywanie, choć na lekcjach bywa
      nadal nieprzytomny (chyba, że to język obcy albo przyroda). W naszym przypadku
      sprawdziło się jednak pilnowanie. Nie chciałam, żeby miał zaległości i siedział
      potem na lekcji jak na ,,tureckim kazaniu'', bo dzień wcześniej nie uważał; to
      go dołowało(szczególnie z matematyki, która jest jego piętą achillesową) No i
      też kupiłam wypasiony kalendarz, w którym wszystko zapisywał - trochę to
      pomogło, ale nie od razu, musiał się przyzwyczaić do wpisywania, potem mu sie
      spodobało.

      Mojego syna też nie satysfakcjonowały oceny - w klasie presja na średnią, której
      także uległ. Dla mnie nie było to tak ważne i mówiłam mu to.

      Ogólnie w 5 była poprawa, czwarta to taki trochę szok - zupełnie inna nauka.
      Rozumiem, jak dość masz ciągłego sprawdzania, ja byłam tym załamana, ale u nas
      właśnie to pomogło.
Pełna wersja