Gość: mamusia
IP: *.proxy.aol.com
30.04.04, 12:28
problem jest taki: mamy 6tygodniowego "nadwrazliwego" krzykacza, ktory w nocy
w spiworze nie przespi nawet godziny (no bo pierwsze 15min u mnie na rekach),
za to ciasno zawiniety w kocyk (taki pakiecik w koperte, razem z raczkami,
sposob znany poloznym)1x4 godziny i 1x3 godziny. poniewaz wrzeszczy caly
dzien jest to blogoslawienstwo, bo jestem bliska psychozy. coz kiedy
oficjalnie jako jedyny bezpieczny sposob na spanie niemowlat to spiwor, na co
zwrocil mi stanowczo uwage pediatra.
ty jestes trzezwomyslacy i pomysl razem ze mna:
dzeicko lezy po przekatnej na tym kocyku, kazdy rog jest gdzies umocowany (w
stanie zawinietym). nawet gdyby sie pakiecik calkiem rozpakowal (raczki mu
sie czasem udaje wysuplac i wtedy sie budzi) to maly ma do dyspozycji tylko
rogi kocyka, z ktorych z bieda jeden ewentualnie siegnal by buzi. na reszcie
kocyka lezy swoim ciezarem. czy ja musze zwariowac czy moge odczekac jeszcze
pare tygodni, jak maly emocjonalnie dojrzeje i sie troche uspokoi?
z innej beczki, bo sie znasz. czy te martwe dzieci znalezione pod kolderkami
na prawde sie udusily? bo to jednak trudno, nawet z glowa pod pierzyna - moja
uposledzona kuzynka od niemowlectwa spi wylacznie z glowa pod pierzyna.
czy to nie jest tak (czy ja tego gdzies nie czytalam?)ze czujac zblizajaca
sie smierc te aniolki instynktownie szukaja przytulnego gniazda (serce mi
peka) i zakopuja sie w kolderkach, ale umarlyby nawet i bez tego?