dorek3
30.03.11, 10:04
Ciekawa jestem Waszych opinii na temat takiej sytuacji. Sprawę znam z relacji syna.
Mój syn (I kl SP) wczoraj pisał zaległy sprawdzian. Wraz z nim dwoje innych uczniów. Ponieważ towarzystwo się sprężyło odbyli pogawędkę z wychowawczynią, która zapytała się dzieci czy i jak przygotowują się do sprawdzianu. Mój odpowiedział że przynoszę im karty pracy do zrobienie (faktycznie, coś tam ściągam z netu w tematach dla nich kłopotliwych/trudniejszych). Koleżanka powiedziała że ma książeczkę z dodatkowymi zadaniami i codziennie coś tam sobie z niej robi aby utrwalić. Kolega natomiast stwierdził,że ma drugi egzemplarz książki ze sprawdzianami które robi w domu z wyprzedzeniem. Dla wyjaśnienia-dzieciaki korzystają z podręczników Gra w kolory, w zestawie są sprawdziany, które zostały na początku roku zebrane przez panią i są teraz sukcesywnie wykorzystywane. Ponoć Pani skomentowała że to nieuczciwe i nie powinien tak robić.
I tak sobie myślę od wczoraj o tej sytuacji. W sumie trudno mówić o nieuczciwości bo książka ogólnodostępna; każdy może korzystać. Ale dla mnie to przede wszystkim nauka takiego cwaniakowania od najmłodszych lat, chodzenia na skróty przy każdej okazji. A wzorzec jest jak zwykle w rodzicach, bo przecież ten dzieciak sam sobie tej książki nie kupił. I wcale na pomysł też nie musiał sam wpadać (moim nawet do głowy nie przyszło).
Ciekawe czy poruszony zostanie ten temat na jutrzejszym zebraniu? Myślę też sobie że Pani mogła mieć jakieś przypuszczenia i podpuściła dzieciaki taki pytaniem.
A Wy co o tym myślicie?