asia_i_p
03.06.11, 07:30
Im dłużej czytam to forum, tym bardziej czuję się postawiona pod tablicą, i jako "ex-dziecko" i jako matka.
Dowiaduję się bowiem, że grzeczne, spokojne dzieci to dzieci pozbawione fantazji, nudne i nieszczęśliwe, zaś uczniowie, którzy mieli piątki z większości przedmiotów, to kujony bez sprecyzowanych zainteresowań. Ponadto, ilekroć pojawia się zacytowane pytanie z jakiegoś testu jako dowód jak okropna jest polska szkoła, tylekroć rozwiązuje je prawidłowo, co podobno oznacza, że myślę szablonowo.
Byłam grzecznym dzieckiem, teraz grzecznym dzieckiem jest moja córka. Miałam fantazję i ona też ma, tylko ta fantazja realizuje się inaczej - w snuciu wewnętrznych opowieści, w przekształcaniu świata dookoła, nie w aktywności fizycznej. Byłam dobrą uczennicą i miałam swoje pasje, tylko poza tym resztę przedmiotów też ogarniałam, bo miałam tego pecha, że jak chciałam się nauczyć tak, by nie dostać jedynki, wychodziła przynajmniej czwórka.
I nie rozumiem jednego - dlaczego ja akceptuję, że dziecko może chodzić po ścianach i krzyczeć w ramach realizacji swojej dziecięcej fantazji, a matka tego dziecka nie zaakceptuje, że moje woli być cicho i zagłębiać się w swoim świecie? Dlaczego nie istnieje przyzwolenie, żeby dziecko hałasujące nazwać niegrzecznym, a istnieje, żeby siedzące cicho nazwać nudnym - przecież to takie samo przyklejenie etykietki, takie samo odcięcie się od inności, taka sama krzywda w gruncie rzeczy.
Rozumiem, że w naszym dzieciństwie promowana była postawa cichego dziecka i to może być irytujące - ale to nie jest wina tych grzecznych dzieci. Dlaczego nie można zaakceptować całego bogactwa zachowań, tylko po pozbyciu się terroru jednego, trzeba koniecznie narzucać drugie?