Córka jest w drugiej klasie, ale pani znalazła właśnie u siebie w domu ich książki z pierwszej klasy - takie dodatkowe "karteczki z pierwszaka teczki" czy jakoś tak. Rozdała częśc drugą ( z 5

) i kazała uzupełnić na poniedziałek. Podobno w zeszłym tygodniu, ale dzieci przyniosły książki w weekend do domu i zaczęły rozwiązywać.
Najpierw mamy obdzwoniły się wzajemnie z pytaniem czy dzieci dobrze zrozumiały, ale niestety wszystkie zrozumniały tak samo. I zaczęło się rozwiązywanie. nam zajęło ok 2-3 godzin w sobotę i tylez w niedzielę. Może to nie było trudne, ale samo kolorowanie zajmuje naprawdę dużo czasu. Rodzice jednego chłopca mieli jakiś wyjazd - zostawili go z babcią, by odrabiał lekcje.
Co ciekawe to była jeszcze jakaś praca domowa bieżąca.
Czy my powinniśmy byli to odrobić? Co powinniśmy byli zrobić? Pomagać, wyręczać, powiedzieć, że skoro pani tak poiwedziała to trzeba czy zbuntować się...
Poza sesją i pisaniem pracy mgr nie pamiętam, bym tyle czasu w życiu poświęciła na naukę w weekend...