Hej

Tak sobie Was podczytuje i postanowilam napisac o swoim problemie.
Otóż, synek zaraz skonczy 7 lat, jest w pierwszej klasie (poszedl jako 6-latek).
Z nauka jest dobrze, ewentualne problemy z czytaniem mnie nie ruszaja, bo pracujemy regularnie i jest coraz lepiej.
Ale...emocjonalnie synus zupelnie nie daje sobie rady. Nie chce pracowac na lekcji ( w domu z odrabianiem prac domowych nie ma wiekszych problemow) rysuje na lekcji, gada, chce byc najwazniejszy, w centrum. Każdego dnia idac po niego do szkoly (jestem po rozwodzie) wysluchuje, ze zrobil to i to, ze nie sluchal pani, ze nie pracowal. W pierwszym semestrze bylo lepiej, teraz "ma gdzies"

zajecia szkolne. Jest bardzo wrazliwy, podam przykład, czyta na forum klasy, pomyli sie, ktos sie zasmieje, rzuca ksiazke i nie chce dalej czytac, mimo, iz w domu sie uczyl i umie.
Testowalam system kar i nagród, bużki smutne wesołe itd. Nie specjalnie cos dziala. Wiem juz, ze podjelam zla decyzje dajac go wczesniej do szkoly, ale jest bardzo zdolnym dzieckiem, szczególnie matematycznie i myslalam, ze w zerówce bedzie sie po prostu nudzil. On tez bardzo chcial isc do szkoly, liczyc, poznawac literki, siedziec w lawce jak "duze" dzieci.
Wazne jest to, iz syn jest dzieckiem niskorosłym, jest najmniejszy w klasie, dzieci sa bezwzgledne, ale ma kolezanki, kolegow. Zle mu z tym jego wzrostem. Na pewno duzy wplyw ma brak ojca na codzien (spotykaja sie regularnie, sa silnie zwiazani). Ja teraz akurat jestem na zwolnieniu, ale jako samotna matka z kredytem hipotecznym zasuwałam naprawde duzo. Jednak byla to praca zmianowa, 12h, wiec czesto do tego dochodzila babcia. Jednak praca wychodzila mi srednio co drugi dzien.
Nie wiem co zrobic, zeby zmotywowac synka do pracy na lekcji, zeby przestal sie popisywac chocby na placu zabaw, w nowym gronie.
Wiem, ze synek probuje zwrocic na siebie uwage, wiem, ze nie jest mu latwo bez taty, ale przestalam to ogarniac...
Poprosze o opinie.
Szewc w dziurawych butach chodzi, bo bylam wychowawca w domu dziecka...ale tam bylo duzo latwiej...