alfa36
03.09.12, 18:09
Mój syn poszedł do pierwszej klasy. Trafił do grupy ze swoimi najbliższymi kolegami, z czego jestem zadowolona (czy słusznie?). Wychowawczyni uchodzi za osobę bardzo wymagającą. Od znajomej nauczycielki usłyszałam, że z trójki wychowawczyn klas pierwszych wszystkie potrafią nauczyc a ona (wychowawczyni mojego syna) dzieci "przeucza", jest konkretna, stanowcza, dzieci mają do niej respekt, ma ambicje, zeby jej klasa była najlepsza. Stąd robi masę klasowek, testow, zadan dodatkowych, z czego dużo robia rodzice, bo dzieci zwyczajnie nie potrafią, do tego z tymi dziecmi (to już wiem od rodzica, ktorego dziecko chodziło do klasy tej pani) trzeba dużo pracowc w domu, bo wlasnie masę zadaje. I sobie dzis zadałam pytanie: Czy JA dam radę? Zastanawiam się, czy nie przeniesc dziecka do innej klasy... Dodam jeszcze, że moj syn to dziecko bardzo spokojne (dzis słuchał przemowienia dyrektora szkoły, gdy inne pierwszaki już nie mogły usiedziec i okrutnie gadały), sluchajace dorosłych, ale pilny póki co nie był (niechęc do poznawania liter,liczenia, czytania ... krotkich wyrzow rzecz jasna).