alfa36
25.02.13, 22:46
Zainspirował mnie wątek o nauce w IV klasie. Sama mam I klasistę, ktory spędza czas w szkole od 8 do 15.30. Z reguły na swietlicy odrabia prace pisemne (zależy to od tego, ktora pani jest na swietlicy). Każdego dnia ma zadaną czytankę, sporo czasu zajmuje nam nauka j angielskiego (ok 15 slówek na dwa tygodnie, po czym jest sprawdzian). Trzy popołudnia młody ma zajęte przez zajęcia dodatkowe. I tak dziś wrocilismy o 16, jakis obiad na szybko, młody zdążył nauczyc się tyle o ile 2 zdan z czytanki. O 17 wyjechalismy na dżudo, wrocilismy o 19.30.Od 20 czytanie, trochę powtorzylismy słowka i o 22 młody w lózku. Własciwie w weeked nadrabiam jakies dodatkowe rzeczy (typu cwiczenia liter b i p, ktore mlody myli). Już się boję, co będzie wiosną, nie mowiąc już o dalszej edukacji. Szczerze mowiąc to wydawało mi się, ze dopiero w gimnazjum trzeba siedziec nad ksiązkami. Moja siostrzenica w gimnazjum uczy się całe dnie, dosłownie (ammbitna, bardzo srednio zdolna). Dla mnie to szok.