Jestem mamą dwóch siedmiolatków - tegorocznych pierwszoklasistów.
Mam dylemat związany z dodatkowym angielskim.
Chłopaki od przedszkola uczą się angielskiego. W zerówce także zapisaliśmy ich na dodatkowe lekcje. Teraz są w pierwszej klasie i 2 x w tygodniu mają obowiązkowy angielski.
No i mam dylemat: czy zapisywać ich gdzieś jeszcze na dodatkowe zajęcia?
Nie mam absolutnie parcia na szkło żeby zrobić z nich poliglotów

Bardziej zależy mi na tym, żeby mieli stały kontakt z językiem. Dodatkowe zajęcia sporo kosztują (a w moim przypadku koszty muszę mnożyć razy 2). Do tego jeszcze dochodzą zajęcia sportowe (basen, piłka nożna)...
Pomijając nawet kwestię finansów, zastanawiam się czy tego wszystkiego nie zrobi się za dużo. Poza tym, wydaje mi się, że w tym wieku, dzieci na angielskim bardziej oswajają się z językiem - uczą słówek, odgrywają proste scenki. Nie mają jeszcze wprowadzanej gramatyki.
Mam jednak dylemat, bo z drugiej strony, widzę, że zdobywanie wiedzy przychodzi im póki co z dużą łatwością. Nie chciałabym tego zmarnować...
Doradźcie proszę, czy Waszym zdaniem dodatkowy angielski jest w takim przypadku dobrym pomysłem. Bo może lepiej będzie poprzestać na tych lekcjach obowiązkowych, a zaoszczędzony w ten sposób czas (no i co tu kryć - pieniądze), nie lepiej będzie przeznaczyć na jakieś zajęcia sportowe?
Myślałam też, że taki dodatkowy angielski będzie dobrym rozwiązaniem, ale na przykład za 2 -3 lata, kiedy dziecko już sprawnie pisze i czyta i oprócz słówek, będzie mogło także poznawać gramatykę i ogólnie - więcej z takich zajęć skorzystać?
Co sądzicie?