Dodaj do ulubionych

Do mam-nauczycielek-problem

10.01.14, 14:52
Są takowe tutaj, prawda smile? . Jestem nią z wykształcenia, ale nie praktykuję od dawien dawna. Wiem, że ostatnio wiele się pozmieniało w zakresie oceniania, dokładnie chodzi mi o wystawianie ocen semestralnych-kiedyś kierowano się głównie średnią, a obecnie? Na początku roku szkolnego dostałam informację, że średnia ocen nie jest jednoznaczna z oceną semestralną-nie miałam, niestety, możliwości dowiedzenia się więcej w temacie. W chwili obecnej kwestia ta dotknęła mnie, a dokładnie moją córkę, namacalnie. Otóż mała była ze mną sanatorium dwa tygodnie, wcześniej miała sporo nieobecności z tytułu choroby, w efekcie z przedmiotu pt. technika otrzymała raptem jedną ocenę. Pani dwa dni przed klasyfikacją poinformowała dziecko, że dostanie na koniec dst. , taką ocenę miała z poprzedniej (jedynej) pracy. Córka poprosiła o wyznaczenie pracy, żeby zapunktować. Pani się zgodziła, kazała zrobić pawie oczko na następny dzień. Mała zrobiła śliczną pracę, dodatkowo narysowała znak drogowy, bo koleżanka ją poinformowała, że kiedyś to robili na lekcji. Za swe dzieło otrzymała -5, za dodatkowe-nic, bo ponoć nie miało nic wspólnego z tematyką, którą przerabiali. Dziecko dowiedziało się, że na koniec semestru otrzyma... +dst. Zgłupiałam. Technika jest w tyg. raz! Nie poinformowano mnie w ogóle, że mała ma za mało ocen-jest coś takiego jak konsultacje, rodzice otrzymują zaproszenie, jeśli jest jakaś kwestia do wyjaśnienia-mnie nikt nie wzywał. Córka jest rozżalona i uważa, że nauczycielka jej nie lubi. I tu jest chyba problem-że dziecko nie odbiera tego jak uczciwego postawienia sprawy-no, bo dst i bdb-daje nam db!. Rozumiem-brak obecności, duże braki-ale mówimy o technice i IV klasie sp! Poszłam do szkoły, żeby to wyjaśnić przed konferencją, żeby jednak nauczycielka nie demotywowała małej, żeby się też dowiedzieć, na jakiej podstawie dostaje dst. I zdębiałam, bo okazało się, że moje dziecko się pomyliło, nie ma 3 i 5, tylko 4 i 5 ! Z tymi ocenami miała dostać na semestr 3! Oświećcie mnie, bo się gubię!
Obserwuj wątek
    • ewa_mama_jasia Re: Do mam-nauczycielek-problem 10.01.14, 15:07
      Najprościej będzie iść do szkoły, poprosić o system oceniania z danego przedmiotu i tego się trzymac.
      Kiedyś było tak, przynajmniej za moich czasów szkolnych, że na podstawie jednej oceny na semestr nauczyciele nie klasyfikowali ucznia. Albo były dodatkowe prace, albo dodatkowy egzamin. Jeśli dziecko było w sanatorium, było zobowiązane tam chodzić na lekcje. To było nawet korzystniejsze, bo oceny zdobyte w szpitalach / sanatoriach były generalnie lepsze niz te zdobyte w szkole. Czemu Twoja córka nie chodziła? 2 tygodnie to sporo. Ja byłam tydzień w szpitalu i nauczycielka już następnego dnia zgarnęła mnie z korytarza do szpitalnej szkoły smile
      Nie wiem, jak to wytłumaczą aktualne nauczycielki, kiedyś hurtowe zaliczanie materiału z całego półrocza pod koniec semestru nie wchodziło w grę (bo nauczyciele twierdzili, ze na ocenę semesralną pracuje się całe pół roku a nie tydzień). Przynajmniej tak było u mnie w podstawówce i liceum.
      • maman3 Re: Do mam-nauczycielek-problem 10.01.14, 15:45
        Dwa tygodnie to pikuś-jak pisałam, jestem nauczycielką, dzieci miały wówczas zajęcia ze mną-ze wszystkich przedmiotów poza techniką, plastyką, muzyką. Technika jest raz w tygodniu-mała straciła raptem dwa zajęcia. Do szkoły nie chodziły, bo takie było zalecenie lekarza-w naszym turnusie wyłapano mnóstwo nieciekawych bakterii i pasożytów, natomiast moje dzieci były "czyste". Nota bene-zawsze uważałam oceny "sanatoryjne" za nieuczciwe, a nie o to mi chodzi.
        Każdy przedmiot ma inny system oceniana? w sensie-ktoś bierze pod uwagę oceny cząstkowe, ktoś nie? Wątpię, nie chce mi się w to wierzyć....
        • monikaa13 Re: Do mam-nauczycielek-problem 10.01.14, 16:08
          Moim zdaniem te 2 tygodnie nie mają żadnego znaczenia. Musiało jej nie być częściej skoro ma tylko jedną ocenę i tu może być problem.

          Nie zgodziłabym się na dst ocenę przy 4 i 5. Walcz. Najpierw idź do pani od techniki i wyjaśnij sprawę, jeżeli pani okaże się nie ugięta, choć wątpię, idź do wychowawcy, to powinno załatwić sprawę. Jeżeli i to nie pomoże to czeka cię rozmowa z dyrekcją i oni musza się ugiąć, bo niby na jakiej podstawie ma dostać tę dst. Ew. mogła być nieklasyfikowana. Ilość ocen nie ma tu znaczenia tylko ilość nieobecności.

          Przed tymi rozmowami dokładnie przeczytaj WSO, musisz mieć argumenty. Są pewnie przewidziane jakieś egzaminy komisyjne itp. postrasz trochę panią od techniki - zaręczam ci, że nie będzie jej się chciało w to bawić.
          • morekac Re: Do mam-nauczycielek-problem 10.01.14, 17:58
            Zależy, ile jest potencjalnych jedynek za brak zadań...
        • iwonadan1 Re: Do mam-nauczycielek-problem 10.01.14, 16:09
          W mojej szkole do każdej oceny jest przypisana tzw. waga. Ocena ze sprawdzianu z całego działu ma najwyższą wagę a np. ocena z pojedynczej pracy domowej mniejszą. Stąd ocena półroczna nie jest średnią arytmetyczną ocen uzyskanych w ciągu semestru. Ale u mnie niedopuszczalne jest aby z przedmiotu była tylko jedna ocena w semestrze. Sprawą nauczyciela jest w przypadku dziecka sporo opuszczającego z usprawiedliwionych przyczyn takie jego ocenianie, aby mieć z czego wystawić ocenę semestralną. Oczywiście nie ma mowy o jakiejś łapance w przypadku obecności dziecka na lekcji. Ma to się odbywać z "korzyścią" dla obu stron.
          • monikaa13 Re: Do mam-nauczycielek-problem 10.01.14, 16:13
            Nie wiem jak w podstawówce ale w liceum miałam nauczycielkę z historii, która w semestrze robiła 3 sprawdziany, były 3 oceny i na koniec każdy dostawał równą średnią z tych ocen. Zadnego pytania, zadań domowych i innych rzeczy i ocen nie było.

            Znam wielu nauczycieli, którzy są bardzo oszczędni w ocenianiu i w semestrze potrafią postawić 2-3 oceny. To zależy od nauczyciela raczej. Zapis o ilości ocen w semestrze też powinien być w WSO. Np. u nas w polskiego i matematyki musiało być min. 10 ocen.
            • najma78 Re: Do mam-nauczycielek-problem 10.01.14, 19:12
              Skoro wiesz ze ocena na semestr nie jest srednia (srednia to chyba przezytek od dawna?) to nie rozumiem dlaczego masz z tym problem? W koncu to nauczyciel uczacy ocenia a nie rodzic? Jesli twoje dziecko mialo tylko jedna ocene to oznacza ze mialo ekstremalnie niska frekwencje wiec nauczycielka nie ma mozliwosci realnie oszacowac umiejetnosci twojego dziecka z techniki, a nedno zadanie domowe nie jest wgstarczajace. Szczerze mowiac absurdalnie brzmi dla mnie pomysl wymuszania na nauczycielu podwyzszenia oceny, twierdzac w dodatku ze to tylko technika i tylko IV klasa. Dziecko, ktore nie moze chodzic do szkoly z powodow zdrowotnych a moze uczyc sie wogole powinno miec inna alternatywe a jesli nie ma takiej potrzeby to popraw frekwencje corki dziecki czemu umozliwisz nauczycielce ocene jej umiejetnosci.
              • verdana Re: Do mam-nauczycielek-problem 10.01.14, 19:20
                Są tu dwa różne problemy. Dziecko, które opuszczało zajęcia nie z własnej woli, powinno byc oceniane w inny sposób. Trudno, aby regularnie odrabiało szkolne lekcje w sanatorium. Trudno, aby chodziło do szkoły chore, bo frekwencja ważniejsza od zdrowia. Życzliwy nauczyciel powinien dać ze dwa zadania pod koniec semestru, szczególnie, ze to nie matematyka, zadania z techniki nie muszą być robione systematycznie i regularnie, aby dziecko się czegoś nauczyło.
                Drugi problem, to pokazywanie dziecku, że ocena jest taka strasznie ważna. Ma tróję z techniki, bo chorowało. OK, to ma. Zero problemu. I to dla dziecka jest ważniejsze niż czwórka z techniki.
                • nchyb Re: Do mam-nauczycielek-problem 11.01.14, 15:36
                  > Drugi problem, to pokazywanie dziecku, że ocena jest taka strasznie ważna. Ma t
                  > róję z techniki, bo chorowało. OK, to ma. Zero problemu. I to dla dziecka jest
                  > ważniejsze niż czwórka z techniki.

                  w pełni popieram.

                  Właśnie to jest robienie problemu z takiego w sumie drobiazgu.
                  Ocena jest wystawiona, nie musi być średnią z ocen ale świadczyć o zaangazowaniu się w przedmiot.
                  Dziecko nie uzupełniało zaległości wcześniej (poza domem w sanatorium było tylko dwa tygodnie w semestrze), o ile nie leżało połamane, nie mogące ruszyć nawet palcem, to prace mogło uzupełniać.
                  Nie uzupełniało, dopiero za pięć dwunasta zrobiło oczko i znaczek, to pani oceniła tak jak oceniła - ale całokształt, a nie ostatnią pracę czy średnią z dwoch prac.

                  A mama, zamiast powiedzieć dziecku, ze to sie zdarza, że w szkole w przeciwieństwie do studiów, liczy się systematyczność, a nie jednorazowy zryw i że w sumie ocena na półrocze z techniki nie będzie mieć żadnego znaczenia w przyszłości - to robi problem!

                  To błąd i pokazanie dziecku błędnego kierunku w edukacji. Moim zdaniem oczywiście smile

                  Ogólnie z perspektywy czasu stwierdzam, ze he he szkoła jest bardzo przereklamowana wink
                  Nie mówię tego mojemu dziecięciu, by go nie zniechęcać, ale na słabsze oceny się nie krzywię, szczególnie te niezawinione. Tłumaczę dziecku, ze nauczyciel też człowiek, miewa słabsze dni, bywa nierozsadny, słabsze oceny stawia. I że na przyszłość taka słabsza ocena naprawdę nie będzie miała znaczenia smile
              • monikaa13 Re: Do mam-nauczycielek-problem 10.01.14, 19:46
                To wtedy niech jest nieklasifikowana, a nie dostanie 3, czwórki z ocen 4 i 5 nie może dostać, bo jej nie było w szkole ale tróję może???
                • verdana Re: Do mam-nauczycielek-problem 10.01.14, 19:52
                  Może czy nie może - znacznie ważniejsze jest, aby dziecko nie było nastawione na to, ze MUSI dostać czwórkę. Lepiej powiedzieć "Niesprawiedliwe to było, nie przejmuj się", niż pokazywać dziecku, że trójka to kataklizm.
                  • najma78 Re: Do mam-nauczycielek-problem 10.01.14, 19:59
                    verdana napisała:

                    > Może czy nie może - znacznie ważniejsze jest, aby dziecko nie było nastawione n
                    > a to, ze MUSI dostać czwórkę. Lepiej powiedzieć "Niesprawiedliwe to było, nie p
                    > rzejmuj się", niż pokazywać dziecku, że trójka to kataklizm.

                    Niesprawiedliwe? Przeciez tak nie jest, jak mozna zachecac i radzic aby rodzic wprowadzal w blad dziecko i utwierdzal w przekonaniu ze ktos je potraktowal nie fair?
                    Brak uczestniczenia w lekcjach jest powodem takiej a nie innej oceny i nie ma znaczenia ze nie z winy dziecka. Jesli stan zdrowia nie pozwala to sie dyskutuje takie sytuacje ze szkola i znanduje odpowiednie rozwiazanie.
                    • verdana Re: Do mam-nauczycielek-problem 10.01.14, 21:58
                      A czym innym jest obniżenie oceny dziecku za to, ze chorowało, jak nie postępowaniem nie fair? Stan zdrowia nie moze wpływać na ocenę dziecka. Podobnie, jak nauczyciel nie dostaje obniżonej oceny ze swojej pracy, bo przebywał na zwolnieniu lekarskim.
                      • anetchen2306 Re: Do mam-nauczycielek-problem 11.01.14, 20:30
                        ... ale bywaly tez pewnie czasy, gdzie dziecko nie chorowalo, gdy na zajecia uczesczalo normalnie. Wowczas nalezalo sie zainteresowac tym, w jaki sposob dziecko ma nadrobic "zalegly" material (watpie, czy dziecko bylo zwolnione z opanowania czesci materialu z matematyki czy jezyka polskiego). Problem zaczal sie dopiero teraz. Wczesniej problemem nikt sie nie interesowal, bo pewnie zakladano, ze wlasnie to "tylko technika/plastyka".
                        Nadrobieniem materialu z innych przedmiotow pewnie sie bardziej interesowano.
                        Moim zdaniem (takze jestem nauczycielem, takze jestem rodzicem) nie oceniono dziecka z chorowania: oceniono dziecko z nieodorbienia zadan i zaleglosci. Postawiono wg mnie ocene neutralna.
                        Bardzien nie fair byloby wystawienie dziecku 4 lub 5.
                        Inne dzieci (tez pewnie chorowaly, tez opuszczaly) prace wykonywaly, zbieraly oceny.
                        Niektore pewnie takze musialy sie niezle na te przyslowiowa 3 lub 4 napracowac.
                        Moze tez musialy wykonywac zalegle prace, moze takze chorowaly ...
                        I to wobec nich byloby bardzo nie fair, ze osoba, ktora chorowala (ale tez nie starala sie o nadrobienie zaleglosci) ma lepsza ocene (wlasnie za chorowanie!) niz one sad
                        Podciaganie oceny "za chorowanie" tez nie jest fair ...
                        Jezeli nauczyciel przebywa na zwolnieniu lekarskim to niestety nie zwalnia go to z bycia nauczycielem i wywiazywania sie (nadrobienia zaleglosci) ze swoich obowiazkow. Owszem, przesuwa sie wszystko nieco w czasie. Ale z liczby przeprowadzonych sprawidzianow, prac klasowych ten nauczyciel zostanie rozliczony (czasem przejmuje to nauczyciel na zastepstwie). Nawet wtedy, gdy ciezko chorowal i bral zwolnienia.
                        A tak nawiasem: znamy "problem" tylko z jednej strony ...
                • najma78 Re: Do mam-nauczycielek-problem 10.01.14, 19:54
                  monikaa13 napisała:

                  > To wtedy niech jest nieklasifikowana, a nie dostanie 3, czwórki z ocen 4 i 5 ni
                  > e może dostać, bo jej nie było w szkole ale tróję może???

                  Ocena dostateczna w tym wypadku jest ocena neutralna, nie krzywdzi w zaden sposob. Trudno ocenic wyzej skoro nie ma do tego podstaw, a praca domowa nie wystarcza bo to glownie na lekcji obserwuje sie i na tej podstawie ocenia poziom ucznia.
    • beata7305 Re: Do mam-nauczycielek-problem 10.01.14, 19:17
      Zerknęłabym do WSO. Tam musi być napisane, ile powinno być ocen cząstkowych na semestr z danego przedmiotu. Dwie oceny to mało. Może pozostałe oceny to jedynki za nieoddane prace. Z czwórki i piątki nie może wyjść dostateczny. Piszesz, że byłaś w szkole. Jak nauczycielka uzasadniła ocenę semestralną? Zawsze możesz się odwołać. Wtedy dziecko zdaje egzamin z całego półrocza. Ale to już jest ostateczność i nie wiem czy narażałabym córkę na taki stres. Co do średniej to w każdej szkole jest inaczej, bo każda szkoła ma swoje WSO.
      • monikaa13 Re: Do mam-nauczycielek-problem 10.01.14, 19:47
        Moim zdaniem jeżeli to technika i klasa IV to nauczyciele i dyrekcja nie będzie się chciała bawić w egzaminy komisyjne.
        • beata7305 Re: Do mam-nauczycielek-problem 10.01.14, 19:58
          Tutaj akurat "chcenie" dyrekcji nie ma nic do rzeczy. Rodzice piszą podanie o egzamin i on musi się odbyć, czy to się dyrekcji podoba, czy nie. Jednak trzeba się zastanowić czy warto? Lepiej przeczytać dokładnie WSO i porozmawiać z nauczycielem, niech wyjaśni dlaczego taka ocena a nie inna.
          • monikaa13 Re: Do mam-nauczycielek-problem 10.01.14, 19:59
            Oczywiście - chodziło mi o to, że będą woleli postawić 4 niż bawić się w egzaminy. Jeszcze przed podaniem.
            • osimek Re: Do mam-nauczycielek-problem 10.01.14, 21:01
              Po pierwsze musisz zobaczyć WSO - do każdego przedmiotu jest inne i u jednego jest średnia u drugiego średnia ważona. Wydaje mi się, że nauczyciel wystawił taką ocenę, bo Twojej córki nie było w szkole. Jeśli nie było jej na technice więcej niż 50 % to mogła być nieklasyfikowana, ale nauczyciel nie chciał sprawiać Wam egzaminem i pewnie dla tego postawił 3.
              W przypadku Twojej córki to ma za mało ocen z technik. Ja uczę klasy 1-3 to ciężko mi powiedzieć ile powinna mieć ocen z techniki. Pamiętam, że jak w listopadzie była kontrola dzienników, to z pływania, które jest raz w tygodniu dzieci powinny mieć 3 symbole. A na koniec semestru chyba 5. Wychodzi jedna ocena na miesiąc. Dlatego wydaje mi się, że tak samo jest z Twoją techniką.
              Jeśli jest to dla Ciebie tak ważne to musisz iść na rozmowę z nauczycielem, a później do wychowawcy. Zawsze możesz pisać podanie o egzamin.
              • maman3 Re: Do mam-nauczycielek-problem 10.01.14, 22:26
                Osimek, dzięki za wytłumaczenie smile .
          • jakw Re: Do mam-nauczycielek-problem 10.01.14, 21:36
            beata7305 napisała:

            > Jednak trzeba się zastanowić czy warto?
            Ja bym się zastanowiła. Bo co właściwie może być na komisie z techniki?Teoria obierania marchewki i parę innych rzeczy mocno teoretycznych?
            • ewa_mama_jasia Re: Do mam-nauczycielek-problem 10.01.14, 22:20
              A ja bym się nie zastanawiała. Uczyć się na dodatkowy komis, na półrocze 4tej klasy? Rozumiem koniec 5tej, półrocze 6tej, oceny mogą być przydatne. Ale teraz? Tylko przejrzałabym PSO, jakim cudem z 4 i 5 wychodzi 3+.
            • maman3 Re: Do mam-nauczycielek-problem 10.01.14, 22:24
              Ej, dziewczyny, poszłam na skróty-mogłabym prosić o WSO i tam zerkać, pomyslałam, że może tu znajdę mamę, która szybko przybliży mi temat. Nie chodziło mi o komentarze, czy mam rację, mając pretensję, czy nie. Dla wyjaśnienia-nieporozumieniem jest nie informować wychowawcy klasy o problemie z klasyfikacją jednej z uczennic-taka jest droga-nauczyciel przedmiotu daje sygnał wychowawcy, ten przekazuje sprawę rodzicowi. W naszym wypadku-pani od techniki w ogóle nie wiedziała, że córka była w sanatorium! Dowiedziała się dziś ode mnie! Co gorliwsze pewne uznają, ze powinnam osobiście informować każdego nauczyciela przedmiotu, a po powrocie z każdym nauczycielem przedmiotu omawiać, co i ile dziecko ma nadrobić. Nadmienię od razu, ze do sanatorium wzięłam czwórkę dzieci, w tym jedno poza obowiązkiem szkolnym.
              I skoro wywiązała się dyskusja- zgodzę się-jak rzadko-z verdaną-to nie była zła wola dziecka. Do listopada córka miała w dzienniku jedną ocenę, wróciła w połowie, nauczycielka miała trochę czasu, żeby poinformować dziecko, że musi nadrobić zaległośći-wytłumaczyć, co i jak-a to miejsca nie miało. Nie konsultowała się również z wychowawcą klasy.
              Od kiedy średnia nie wyznacza oceny końcowej? Rozumiem-brana jest pod uwagę "waga"-czy to ocena ze sprawdzianu, czy za prowadzenie zeszytu; w przypadku techniki, gdy oceny wystawiane są za prace techniczne (nie było sprawdzania wiadomości)-co wpływa na ocenę końcową?
              • ewa_mama_jasia Re: Do mam-nauczycielek-problem 11.01.14, 08:57
                Ale w każdej szkole i u każdego nauczyciela mogą być inne zasady oceniania. Więc tutaj można tylko gdybać, konkretów dowiesz się w szkole. W szkole w ogóle widać jakiś brak komunikacji - pomiędzy Tobą a nauczycielami przedmiotowymi powinien być wychowawca. I to on powinien informować obie strony o ważnych sprawach. Nauczyciel prowadzący może nie wnikać w powody kierujące uczniem, może potraktować zero jedynkowo. Jest na lekcji - nie ma. Z tego co piszesz, nie tylko sanatorium sie przysłużyło tej trójczynie, również inne nieobecności córki. Skoro córka była raptem kilka razy na technice, a powinna być jakieś lekko licząc 14 (cztery miesiące), to nie dziwię się, że nauczyciel mógł uznac, że córka lekceważy lekcje. Szczególnie że opuszczała głównie technikę, nie piszesz żeby z innych przedmiotów miała takie problemy, więc pewnie na nie chodziła. I że nie było odzewu z Twojej strony. Też mogłaś wykazać odrobinę wysiłku, rozmawiając z wychowawcą że córka duzo chorowała, teraz będzie sanatorium, zbliża się półrocze, czy masz coś zrobić żeby dziecko nadgoniło program w domu. Wtedy wychowawczyni porozmawiałaby z nauczycielami przedmiotowymi i pewnie nie byłoby afery.
                Sama pewnie wiesz jako nauczycielka, że taki kontakt rodzica jest przez nauczycieli ceniony. No cóż, ocena na półrocze to jeszcze nie koniec świata, już wiesz że nauczyciel techniki jest drażliwy na punkcie niewykazywania starań na jego przedmiocie. Przeczytaj system oceny i niech córka częściej się pojawia na tych lekcjach. Może już nie będzie chorowała w dni, kiedy jest technika.
                • monikaa13 Re: Do mam-nauczycielek-problem 11.01.14, 09:39
                  NO właśnie nasza nauczycielka (w liceum) jak kogoś nie było na sprawdzianie stawiała 0, co było gorsze niż jeden oczywiście. Więc wszystko zależy od nauczyciela. Tak jak pisze ewa, my ci tu nic konkretnego nie napiszemy. Musisz iść do pani od techniki, wychowawcy, dyrekcji, przeczytać WSO i pytać, rozmawiać z konkretnymi osobami, a nie pytać na forum.

                  Różni nauczyciele różnie oceny wystawiają. Jeden weźmie średnią i reszta go nie interesuje, inny bierze wagi, jeszcze inny bierze pod uwagę przede wszystkim sprawdziany czy prace klasowe, a inny np. sprawdzian semestralny. Z techniki może to być np. praca na lekcji, zadania robione w domu mogą nie być tak ważne. Trudno pisać, bo nie wiem nawet co się robi na technice w klasie IV. Ale może jakaś tam ocena jest ważniejsza niż jakaś inna i wtedy tak to wychodzi, że średnia nie ma tu nic do rzeczy.
                  • verdana Re: Do mam-nauczycielek-problem 11.01.14, 10:19
                    Nauczyciel, którego nie interesuje, dlaczego małe jeszcze dziecko nie było na lekcji i obniża ocenę za usprawiedliwione chorobą nieobecności, powinien przekwalifikować sie na pracę w zakładzie karnym. A i tu miałabym wątpliwości, czy nadaje sie do pracy z ludźmi.
                    System oceniania systemem oceniania, ale nauczyciel ma widzieć w dziecku człowieka, ma obowiązek uwzględniać indywidualne problemy, a nie karać dziecko za to, ze jest chore, bo tak mu wynika z tabelki.
                    Machnęłabym ręką na ocenę, ale porozmawiała z dyrekcją na temat tego, jak traktuje się w szkole chorujących uczniów.
                    • nchyb Re: Do mam-nauczycielek-problem 11.01.14, 15:42
                      > ekcji i obniża ocenę za usprawiedliwione chorobą nieobecności, powinien przekwa
                      > lifikować sie na pracę w zakładzie karnym.

                      tylko czy w tym przypadku mamy do czynienia z obnizaniem oceny?
                      moim zdaniem nie. Ocena dostateczna, jak nam tłumaczą w szkole, to taka podstawa, od której się wychodzi w górę lub w dół. W górę za zasługi, w dół za przewinienia, lenistwo itp.
                      Dostateczna,ocena, to jak ktoś napisał wyżej, taka neutralność, jest ok, bez szaleństw, bez zasług, bez starań, ot wystarczająco by się nie martwić, ale wysiłków na lepsze ocenianie nie ma.
                      Więc czy tu dziecko jest karane za nieobecność? Chyba nie...
                      Tylko niektórzy rodzice nawet z techniki trój nie lubią i uczą dziecku, ze czwórki i piątki ważniejsze. I dziecko to bierze sobie do serca, a czy potrzebnie?...
              • jakw Re: Do mam-nauczycielek-problem 11.01.14, 12:19
                maman3 napisała:
                > Od kiedy średnia nie wyznacza oceny końcowej?
                Od czasu WSO?
                > gdy oceny wystawiane są za prace techniczne (nie było sprawdzania wiadomośc
                > i)-co wpływa na ocenę końcową?
                Praca i zaangażowanie na lekcji?
                • maman3 Re: Do mam-nauczycielek-problem 11.01.14, 12:58
                  Od czasów WSO, czyli od kiedy? W moim pytaniu nie było sarkazmu, droga jakw. Praca i zaangażowanie-kto mówił o jej braku?
                  Dziewczyny, to niesamowite.... Dziękuje za konkretne wypowiedzi, koleżanki oceniające mnie powalają. Nadinterpretacja-słowo klucz, jestem w tym temacie szczególnie wrażliwa.
                  Wyjaśniam-córka nie opuszczała jedynie techniki-inne przedmioty były nadrabiane, ponieważ
                  a) wyjeżdżając dopilnowałam, żeby mała przyniosła tematy zaznaczone do przerobienia w szkole
                  b) po powrocie nauczyciele informowali córkę, co należy uzupełnić do końca grudnia, by być uczciwie sklasyfikowaną
                  c) wszystko można w sanatorium z dzieckiem uzupełniać, gorzej z techniką-możliwości organizacyjne są mocno ograniczone
                  Nie widzę winy w sobie, nie jestem w stanie domyślać się, która pani ma dobry kontakt z uczniami, a która nie, ewentualnie-która w sytuacji problematycznej uda się do wychowawcy, a która będzie czekała, aż dojdzie do momentu ostatecznego... Do momentu ostatecznego dochodzi z reguły po wystawieniu ocen-wówczas rodzic dowiaduje się, że dziecko nie ma tak pięknych ocen, o jakich mówiło, że ma na koncie wagary, ze ucieka z jednej konkretnej lekcji, że... różne takie.... Brak komunikacji i pomijanie tzw. drogi urzędowej-nauczyciel-wychowawca-rodzic. Przypominam-dziecko w IV klasie uczy się wielu rzeczy, jest jeszcze trochę na poziomie trzecioklasisty, któremu zawsze o wszystkim przypominała pani smile, zwłaszcza w pierwszym semestrze.
                  Aby zakończyć dyskurs uzupełnię-bo nikt nie zapytał, co było, kiedy odwiedziłam nauczycielkę smile- pani nie potrafiła (sic!) wytłumaczyć mi, dlaczego ma być ta nieszczęsna trójka na półrocze. Za każdym moim pytaniem zmieniała temat. Ponieważ nie odpuszczałam, zaproponowała konsultację z dyrektorem ( ja wcześniej sugerowałam postawienie 4 i zlecenie nam prac na ferie do domu), dyrektorka rozwiązała sprawę-córka ma wykonać zaległą pracę do poniedziałku- (dzień konferencji) -i po sprawie.
                  Moje pytanie do Was skierowałam właśnie dlatego, że sama wystawiająca nie potrafiła umotywować oceny proponowanej przez siebie smile .
                  • jakw Re: Do mam-nauczycielek-problem 11.01.14, 14:30
                    maman3 napisała:

                    > Od czasów WSO, czyli od kiedy?
                    Nie wiem. Nauczyciel każdego przedmiotu na początku roku powinien przedstawić zasady oceniania i wystawiania ocen na koniec roku. W starszych klasach podstawówki i gimnazjum starszej córki co rok na początku roku musiałam podpisywać papiery nt zasad oceny z każdego przedmiotu. I średnia średnią , ale bywają też wymagania typu:"żeby uzyskać ocenę pozytywną należy mieć zaliczone wszystkie klasówki na co najmniej 2". I chocby uczeń miał oceny 5 5 5 5 5 1, przy czym ta 1 (niepoprawiona) jest właśnie z jakiejś klasówki to oceny pozytywnej na koniec semestru przy takich wymaganiach nie otrzyma.
                    > W moim pytaniu nie było sarkazmu, droga jakw.
                    Ja też nie odpowiadam z sarkazmem.
                    >Praca i zaangażowanie-kto mówił o jej braku?
                    Słowo kluczowe to "lekcje". Lekcje, na których twojej córki nie było więc nie mogła się wykazać ani pracą , ani zaangażowaniem na tych właśnie lekcjach. Może robili na nich coś , co pani wydaje się szalenie istotne wink
                    • anetchen2306 Re: Do mam-nauczycielek-problem 11.01.14, 14:46
                      Dokladnie: ocena jest WYSTAWIANA, nie wyliczana ze sredniej wink
                      We wszystkich szkolach, w jakich zdarzylo mi sie pracowac, zasady oceniania prac np. plastycznych tez byly z gory ustalone. Za nieoddana w terminie prace, bez usprawiedliwienia, byla jedynka. Jezeli uczen czesto chorowal takze musial oddawac prace: czesc wykonywal w szkole, pod okiem nauczyciela, dokonczyc mogl w domu (ale byl na to ustalony termin).
                      Jezeli dziecko my tylko 2 oceny to znaczy, ze opuscilo baaardzo duzo godzin. I to zwalszcza dziecku powinno zalezec na tym, by te oceny brakujace pozbierac lub "poprawic" i nie czekac, az nauczyiel sie o te brakujace prace upomni ...
                      Jak mam ocenic dziecko, jego zaangazowanie, technike pracy, skoro z 20 lekcji przypadajacych na semestr opuscilo pewnie polowe z nich? A z 5-6 prac, ktore podlegaly ocenie oddalo az dwie prace? Tez sklanialabym sie do dania oceny "wyjsciowej": czyli dziecko DOSTATECZNIE pracowalo na lekcjach (bo wiecej nie moglabym stwierdzic).
                      • monikaa13 Re: Do mam-nauczycielek-problem 11.01.14, 14:55
                        Teraz mi się nasunęło jedno pytanie: Dlaczego córka na bieżąco nie robiła zaległych prac? Przecież po chorobie powinna przyjść do pani i zapytać co ma zrobić, bo nie było jej na ostatnich dwóch lekcjach lub zapytać chociażby koleżanek co robili, czy było coś na ocenę, bo przecież nie na każdej lekcji była ocena pewnie.
                        • ewa_mama_jasia Re: Do mam-nauczycielek-problem 11.01.14, 15:42
                          Dziecko jeszcze małe, dopiero co skończyło trzecią klasę. Może jeszcze nie mieć nawyku zaliczania nieodbytych zajęć. Dziwi mnie natomiast, dlaczego po pierwsze nie zainteresował się nauczyciel / wychowawca, po drugie - skoro matka kontaktowała się z każdym nauczycielem i rozmawiała o tym, co dziecko ma nadrobić, odrobić, zrobić, to dlaczego ominęła panią od techniki. Podejrzewam (bo pewnie matka nie przytaknie), że matka uznała, ze technika to takie michałki i nie ma się co przejmować. Dopiero na dźwięk słowa "dostatecznie" zaczęła reagować. Ale to też pewnie nadinterpretacja smile
                        • maman3 Re: Do mam-nauczycielek-problem 11.01.14, 15:51
                          Dziewczyny, czy wy czytacie, co piszę ? Bo mam wrażenie, ze pobieżnie.
                          Jezeli dziecko my tylko 2 oceny to znaczy, ze opuscilo baaardzo duzo godzin. I to zwalszcza dziecku powinno zalezec na tym, by te oceny brakujace pozbierac lub "poprawic" i nie czekac, az nauczyiel sie o te brakujace prace upomni .
                          Dziecko niekoniecznie opuściło baaaardzo dużo godzin, pani też mogła być chora. Poza tym, znam nauczycielki, które w ciągu jednego semestru potrafią wystawić uczniowi jedną ocenę-i to z historii. Dziecku zależeć będzie na poprawieniu, czy nadgonieniu zaległości w V, a czasem w VI klasie, kiedy ma już inną inna świadomość, w IV klasie dziecko się uczy funkcjonowania jednak innego, niz do tej pory -rolą nauczyciela jest mieć nad tym kontrolę.
                          Co do koleżanek-dziecko pytało, ale koleżanki są na podobnym poziomie organizacyjnym-albo nic nie było, albo nie pamiętają, temat dla IV- klasisty zamknięty.
                          • ewa_mama_jasia Re: Do mam-nauczycielek-problem 11.01.14, 16:12
                            Nie denerwuj się, takie wnioski można wyciągnąć z Twoich postów. Najpierw piszesz że córka miała tylko jedna ocenę bo dużo chorowała i była z Toba w sanatorium. Nie ma słowa o chorobie pani. Potem piszesz o oburzeniu na nauczycielke, ze nie zainteresowała się nieobecnościami córki. I pytasz, czy do każdego nauczyciela masz biegać i go informować o sanatorium córki. Później jednak okazuje się, ze kontaktowałaś się z poszczególnymi nauczycielami celem omówienia materiału, jaki córka ma nadrobić podczas nieobecności. Z żadnym innym przedmiotem córka kłopotów nie ma. Więc można domniemać, że zlekceważyłaś sobie tę technikę (Ty, nie córka - jak sama piszesz, ona nie ma jeszcze odpowiednich nawyków szkolnych) a obudziłaś się dopiero wtedy, gdy pani wystawiła oceny.
                            I zamiast wziąć sobie sprawę do serca, zagonić córkę w przyszłym semestrze do roboty, nie robić ponadprogramowego wolnego w okresie szkolnym, kontrolować oceny, nieobecności czy wymagania nauczyciela, w dalszym ciągu upatrujesz winy w nauczycielu.
                            • maman3 do ewy_mamy_jasia 11.01.14, 23:05
                              Ewo_mamo_jasia, źle odczytujesz to, co napisała. Nie wiem, czy pani chorowała, nie badałam tego-napisałam, ze mogła być chora-nie wnikałam, dlaczego córka do momentu wyjazdu-13 listopada-miała jedną ocenę. Nie chorowała od września do wyjazdu-owszem, kilka razy była przeziębiona, mogło to zahaczyć o ten dzień z techniką-ale, na miły Bóg, to nauczyciel wie, co ma w dzienniku, nie ja.
                              Nie kontaktowałam się z poszczególnymi nauczycielami-kontaktowałam się z wychowawczynią, która dodatkowo uczy dwóch przedmiotów i z matematykiem, starszy syn sam sobie załatwiał sprawy (i też musiał sporo nadrabiać).
                              I, do jasnej niedoli, to nie ja obudziłam się dopiero, gdy pani wystawiła oceny i nie ja zlekceważyłam nauczycielkę-tylko ona zlekceważyła swoją powinność-nie próbowała się skontaktować ani z wychowawczynią, ani z rodzicem, w przypadku, gdy dziecko miało tylko jedną ocenę cząstkową.
                              A już zarzucanie mi robienia ponadprogramowego wolnego w okresie szkolnym jest chyba szukaniem zaczepki z Twojej strony.
                              • jakw Re: do ewy_mamy_jasia 12.01.14, 13:08
                                maman3 napisała:
                                > I, do jasnej niedoli, to nie ja obudziłam się dopiero, gdy pani wystawiła oceny
                                > i nie ja zlekceważyłam nauczycielkę-tylko ona zlekceważyła swoją powinność-nie
                                > próbowała się skontaktować ani z wychowawczynią, ani z rodzicem, w przypadku,
                                > gdy dziecko miało tylko jedną ocenę cząstkową.
                                Nie zarzucałabym nauczycielce lekceważenia powinności - chyba że twierdzisz, że obowiązkiem nauczyciela jest stawianie ocen powyżej 4 wink. Jej po prostu wychodziło 3, a na pewno nie jest to ocena zagrażająca niezdaniem do następnej klasy - taka ocena co najwyżej grozi brakiem błogostanu rodzica. Prawdopodobnie córka, po powrocie z sanatorium, powinna porozmawiać z panią czy nie powinna czegoś zrobić i w jakim terminie. Jeśli nie ona - może powinnaś zrobić to ty w ramach dnia otwartego.
                                • maman3 Re: do ewy_mamy_jasia 12.01.14, 13:40
                                  Jej po prostu wychodziło 3, a na pewno nie jest to ocena zagrażająca niezdaniem do następnej klasy - taka ocena co najwyżej grozi brakiem błogostanu rodzica. P


                                  Jakim cudem wychodzi 3, jeśli dziecko ma dwie oceny-4 i 5?

                                  Obowiązkiem nauczyciela przedmiotu jest informować wychowawcę lub rodzica o niejasnej sytuacji ucznia- to nie podlega dyskusji. Pani ten obowiązek zlekceważyła.
                                  • jakw Re: do ewy_mamy_jasia 12.01.14, 14:09
                                    maman3 napisała:
                                    >
                                    > Jakim cudem wychodzi 3, jeśli dziecko ma dwie oceny-4 i 5?
                                    A zapoznałaś się na początku roku z czymś takim jak zasady oceniania z techniki? Może brakuje młodej jakiejś pracy oddanej w odpowiednim terminie? A może frekwencja ma coś do rzeczy? Nie wiem - i bez wyjaśnienia tego z panią nikt tego nie będzie wiedział.

                                    > Obowiązkiem nauczyciela przedmiotu jest informować wychowawcę lub rodzica o nie
                                    > jasnej sytuacji ucznia- to nie podlega dyskusji. Pani ten obowiązek zlekceważył
                                    > a.
                                    Ale dla pani sytuacja była najwyraźniej jasna. Poza tym obowiązkiem szkoły jest poinformowanie rodzica i ucznia o przewidywanej ocenie na semestr w odpowiednim terminie (i sądząc z twoich postów to szkoła to spełniła), a nie o każdej niejasnej sytuacji w dzienniku. Może tak było w klasach I-III , ale teraz to jest klasa IV. Widzę, że nie tylko u uczniów występuja "szkol 4-klasisty" wink
                                    Wyjaśnij sprawę bez naskakiwania od razu na panią. 3+ to żaden koniec świata i nie nastawiaj tak swojej córki. Pani prawdopodobnie też ma jakieś racje i powinna ci to wyjaśnić.
                              • ewa_mama_jasia Re: do ewy_mamy_jasia 12.01.14, 14:38
                                Nie czepiam się, każdy ma swoją filozofię postępowania i swoje potrzeby. Jeśli uznałaś, że wolisz zabrać dzieci ze sobą to Twoja sprawa. Nie mam jeszcze dziecka w IV klasie, więc nie wiem, jak wygląda to w praktyce. Wiem tyle, ile wyczytałam, wysłuchałam, i wymyśliłam. Wiem tyle, że od IV klasy nauczyciele przestają prowadzić dzieci za rączkę i sprawą dziecka (i rodzica) jest nad tym wszystkim zapanować. I wiem, ze ten przeskok może być trudny. Mnie np. trudno było zapanować nad odrabianiem przez dziecko lekcji w I klasie, gdzie wszystkich podręczników i zeszytów było kilkanaście. I w każdym zadane coś. Tu jedno zadanie, tam jedna linijka szlaczków, tu jedna czytanka. Nie ukrywam, że w I klasie syn nałapał 5 jedynek z angielskiego - właśnie przez to, ze nie nabrał jeszcze nawyku codziennego przeglądania wszystkich książek, kserówek i zeszytów (a ja z nim). I nie podnosiłam larum, potraktowałam to jako naukę dla niego i dla mnie. Że codziennie każdy zeszyt, każde ćwiczenie i podręcznik (oraz kserówki) trzeba przejrzeć. Załapaliśmy po półroczu i jest ok. Pewnie drugi taki przeskok będzie w IV klasie. Też trzeba się będzie mentalnie przestawić.
                                Czy pani od techniki zlekceważyła swoją powinność, nie wiem. Według mnie (a wiem tyle ile napisałaś) zrobiła to, co powinna. Czyli oceniła dziecko z tego, co miała w dzienniku, biorąc pod uwagę pewnie takie rzeczy jak częste nieobecności i nie oddane prace. Wystawiła ocenę w wymaganym terminie i powiadomiła wychowawczynię. Udało Ci sie wywalczyć szansę poprawy oceny, no i fajnie. Tylko czy Twoje dziecko nie nauczy się w ten sposób, że można przez całe półrocze nie pracować, wysłać do szkoły na interwencję rodzica i zebrać się pod koniec semestru i nadrobić wszystko?
                                • morekac Re: do ewy_mamy_jasia 12.01.14, 15:17
                                  Nie ukrywam, że w I klasie syn nał
                                  > apał 5 jedynek z angielskiego - właśnie przez to, ze nie nabrał jeszcze nawyku
                                  > codziennego przeglądania wszystkich książek, kserówek i zeszytów (a ja z nim).
                                  Utrwalajcie ten nawyk pilnie... wink

                                  Tylko czy Tw
                                  > oje dziecko nie nauczy się w ten sposób, że można przez całe półrocze nie praco
                                  > wać, wysłać do szkoły na interwencję rodzica i zebrać się pod koniec semestru i
                                  > nadrobić wszystko?
                                  Pewnie, że można tak robić, niemniej jest to nie do ogarnięcia przy większej liczbie przedmiotów - zatem obijać się można wyłącznie z jednego. Poza tym moim zdaniem nie ma nic nagannego w sytuacji, że mama pójdzie do nauczyciela i porozmawia z nim, zwłaszcza że dziecko było nieobecne nie z własnej winy.
                                  -------------------------------------------------------------
                                  "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
                                • maman3 Re: do ewy_mamy_jasia 12.01.14, 18:18
                                  "Że wolisz zabrać dzieci ze sobą" -?
                                  Matko, z kim ja dyskutuję??? To dzieci pojechały na diagnostykę do sanatorium...
                                  Jak tego wszystkiego nie nazwać nadinterpretacją??? Przecież Wy nie czytacie! Wy stawiacie mnie pod pręgierzem! Napisałam, że to dziecko było zawiedzione, mnie ta ocena nie przeszkadza, tym bardziej, że nie świadczy o zaniedbaniu obowiązków przez małą. Napisałam, że nauczycielka nie potrafiła wyjaśnić swojej decyzji-to sprowokowało mnie do zadania pytania tutaj.
                                  I bzdury tu czytam-naprawdę uważacie, że powinnam na początku każdego nauczyciela mojego dziecka (każdego przedmiotu) pytać o kryteria wystawiania ocen??? Nie sądzicie, ze to nauczyciel takowe powinien rozdać rodzicom? Nie uważasz, że pani od techniki mogła nie wystawiać ocen regularnie i nagle zaczęła to nadrabiać , hm? Mam najstarsze dziecko w gimnazjum, kolejne w szóstej klasie i teraz-IV-chyba jakieś doświadczenie mam i nie robiłabym zdziwionej miny, gdyby podobne sytuacje miały miejsce wcześniej. Gratuluję podejścia do sprawy i życzę bezkonfliktowych sytuacji ze szkołą w przyszłości.
                                  • ewa_mama_jasia Re: do ewy_mamy_jasia 12.01.14, 18:49
                                    Wiesz co, ja też zaczynam mieć dość tej dyskusji. Ja do Ciebie ze spokojem, nie krytykuję Twoich decyzji, a Ty nawet nie potrafisz podać jednej, jasnej wersji.

                                    Otóż mała była ze mną sanatorium dwa tygodnie, wcześniej miała sporo nieobecności z tytułu choroby,
                                    Nadmienię od razu, ze do sanatorium wzięłam czwórkę dzieci

                                    Gdzie tu jest informacja, że to dzieci były na diagnostyce? Nic dziwnego, że człowiek, chcąc pomóc, wyciąga fałszywe wnioski.

                                    Otóż mała była ze mną sanatorium dwa tygodnie, wcześniej miała sporo nieobecności z tytułu choroby,
                                    mała straciła raptem dwa zajęcia
                                    Dziecko niekoniecznie opuściło baaaardzo dużo godzin, pani też mogła być chora.
                                    Nie wiem, czy pani chorowała, nie badałam tego-napisałam, ze mogła być chora-
                                    owszem, kilka razy była przeziębiona, mogło to zahaczyć o ten dzień z techniką

                                    Nie kontaktowałam się z poszczególnymi nauczycielami-kontaktowałam się z wychowawczynią, która dodatkowo uczy dwóch przedmiotów i z matematykiem,

                                    a) wyjeżdżając dopilnowałam, żeby mała przyniosła tematy zaznaczone do przerobienia w szkole
                                    b) po powrocie nauczyciele informowali córkę, co należy uzupełnić do końca grudnia, by być uczciwie sklasyfikowaną

                                    Do listopada córka miała w dzienniku jedną ocenę, wróciła w połowie, nauczycielka miała trochę czasu, żeby poinformować dziecko, że musi nadrobić zaległośći-wytłumaczyć, co i jak-

                                    Ponieważ sprawę załatwiłaś, jak sądzę po Twojej myśli, dalsza dyskusja wydaje mi się bez sensu. Ciekawa jestem, co będzie, jak córka znowu nie zrobi pracy na poniedziałek albo zrobi nie na 5kę - czy znowu oskarżysz panią o brak obiektywizmu.
                                    • maman3 Re: do ewy_mamy_jasia 12.01.14, 20:21
                                      Ewo, człowiek wyciąga takie wnioski, jakie chce. Ja pytałam o kryteria oceniania, o nic więcej. Fakt, niefortunnie sformułowałam pierwsze zdanie-bo w kontekście pytania-patrz wyżej-nie było to aż tak istotne. Piszę szybko, bo czas mnie goni, pytanie jednak na koniec zadałam konkretne. Nie prosiłam o ocenianie mojego punktu widzenia-to też napisałam wyraźnie-m in. dlatego nie rozwijałam dokładnie informacji nt naszego wyjazdu.
                                      Sporo nieobecności-to też kwestia względna. Dla mnie opuszczenie kilkunastu dni od września do listopada to sporo, ale nie była to nieobecność ciągła, stąd nie sądzę, żeby nieobecności akurat na technice było wiele.
                                      Córka pracę już wykonała, wygląda, że ocena będzie satysfakcjonująca, dziękuję za troskę.
                                      Dyskusji bym nie ciągnęła, gdybyś nie komentowała w irytujący mnie sposób całego zagadnienia, tylko ustosunkowała się do pytania i raczyła doczytać, że sprawa jest załatwiona. Twoje komentarze prowokowały mnie do odpowiedzi i rozszerzania informacji na temat całej sytuacji.
                          • monikaa13 Re: Do mam-nauczycielek-problem 11.01.14, 16:17
                            A w ciągu semestru żadnych wywiadówek nie było, wychowawca nie podawał ocen. Ty jako matka nie zorientowałaś się, że dziecko opuściło na tyle dużo godzin, że skoro sama nie może się zapytać o materiał do nadrobienia to ty musisz to zrobić. Też powoli mi się zdaje, że technika gdzieś tam została przez was odpuszczona, bo co tam może być z techniki, a teraz jest problem, bo 3 będzie źle wyglądała wśród 5 czy 4.

                            Samo wystawienie 3 przy 4 i 5 jest dla mniej co najmniej do wyjaśnienia ale ciekawa jestem prawdziwych przyczyn tej małej ilości ocen.

                            Wątek rozrósł się mocno, dyskusja się toczy, a i tak mi tu nic nie uradzimy, bo niby jak mamy ci pomóc. Musisz iść do nauczyciela i wytłumaczyć tę sytuację.
                            • maman3 Re: Do mam-nauczycielek-problem 11.01.14, 23:18
                              Monikooo, wywiadówka była tuż przed moim wyjazdem z dziećmi do sanatorium-wychowawczyni nie zgłaszała żadnych problemów, choć rozmawiałam z nią indywidualnie właśnie o pobycie w sanatorium. Po powrocie były konsultacje z nauczycielami, na które zapraszani są rodzice dzieci z problemami-mnie nie zaproszono.
                              Jeszcze jakieś pytania, Wysoki Sądzie?
                              Nie czytacie, koleżanki-napisałam wyraźnie, ze sytuacja jest wyjaśniona, na korzyść dziecka.
                              Mimo wszystko ciągle zdumiewa mnie ta chęć szukania winy tam, gdzie jej nie ma, byle tylko ją znaleźć, byle odwrócić problem-a fe, niedobra mama ma pretensje do nauczycielki, a sama zaniedbała dziecko. To wyjaśnię Wam jeszcze, że mnie ta trójka by powiewała, bo ważne jest, co dziecko umie. Zabolało mnie, ze mała poczuł się niesprawiedliwie oceniona, jest w miarę pilną uczennicą, przy tym cichą i nieśmiałą-kiedy coś tłumaczy komukolwiek, robi to po cichu, wiem, ze niejeden raz nauczycielka nie dociekała, co dziecko do niej mówiło, ignorując to kompletnie. Jestem poza tym zdania, ze jeśli my, rodzice, nie będziemy walczyć o poważny stosunek nauczycieli do pracy-to lepiej w szkolnictwie nie będzie.W opisanym przez mnie wypadku zawiodła komunikacja-i, wybaczcie, nie z moje strony. Ja akurat mocno interesuję się tym, co dzieci robią w szkole i jak im idzie, a mam ich pięcioro, są jedna rodzice, którzy tego z różnych powodów nie robią-oni na pewno nie przyszli by w takiej sprawie do szkoły-i takie dziecko zostaje z poczuciem niesprawiedliwości sami, przekonane, ze tak ma być. A to jest złe.
                      • morekac Re: Do mam-nauczycielek-problem 11.01.14, 23:51
                        ezeli dziecko my tylko 2 oceny to znaczy, ze opuscilo baaardzo duzo godzin.

                        To zalezy, jaki jest przedmiot i jaka jest ilość godzin w tygodniu - dwie oceny to mało z matematyki, która jest kilka godzin w tygodniu. Jeśli zaś przedmiotu jest jedna godzina tygodniowo - to niekoniecznie. Niektóre rzeczy na takiej technice można robić przez 2-3 zajęcia, a jeśli technika przypadała np . w poniedziałek - wszystkich zajęć do końca grudnia było raptem 13 (bo rozpoczęcie roku, Dzień Nauczyciela, Święto Niepodległości).
                        A mogła być jeszcze jakaś wycieczka.
          • mirkar1 Re: Do mam-nauczycielek-problem 11.01.14, 19:39
            beata7305 napisała:

            > Tutaj akurat "chcenie" dyrekcji nie ma nic do rzeczy. Rodzice piszą podanie o e
            > gzamin i on musi się odbyć, czy to się dyrekcji podoba, czy nie.

            Nie szerz ciemnoty.
            • anetchen2306 Re: Do mam-nauczycielek-problem 11.01.14, 20:14
              Popieram! To, ze rodzice "chca", to jedno. A to, w jakim przypadku uczen do jakiegos egzaminu moze byc w ogole dopuszczony i dlaczego egzamin powinien sie w ogole odbyc, o tym decyduje WSO, nie "widzimisie" ("chcenie") rodzicow.
              Zeby uczen mogl w ogole przystapic do jakiegokolwiek egzaminu, musza istniec ku temu przeslanki. Pojedyncze nieobecnosci w szkole, pobyt w sanatorium (tylko 2-tygodniowy!) raczej taka przeslanka nie sa. "Chcenie" rodzica tez nie jest zadnym wyznacznikiem przeprowadzenia procedury odwolawczej od wystawionej przez nauczyciela oceny: czyli najpierw dziecko musi takowa ocene otrzymac, POTEM mozna sie dopiero od niej odwolac. Dyrekcja powoluje komisje, ktora rozpatruje wyniosek odwolawczy.
              Postepuje sie wg ustalonych w WSO procedur, nie wedlug "chcenia" rodzicow.
              Podstawa do przeprowadzenia sprawdzianu poprawkowego jest stwierdzenie, ze ocena zostala wystawiona niezgodnie z obowiazujacym prawem (okreslonym w WSO).
              Do egzaminu poprawkowego wiec wcale dojsc nie musi, jezeli dyrekcja wraz z komisja orzekna, ze ocena zostala wystawiona zgodnie z obowiazujacymi w tej szkole procedurami.
    • beatulek Re: Do mam-nauczycielek-problem 11.01.14, 16:36
      Nie jestem nauczycielką ale odpowiem - u mojej córki wszystkie niezaliczone/nieoddane prace, niepisane sprawdziany pd koniec semestru są oceniane jako ndst. twoja Córka dobrze zaliczyła pewną partię materiału ale co z tym materiałem gdy jej nie było. Wiem jeśli dzieć nie wagaruje a choruje to jest to przykre ale sama przyznasz, że całości materiału z tego semestru nie zaliczyła.
      • verdana Re: Do mam-nauczycielek-problem 11.01.14, 21:55
        Bardzo ciekawe. Proponuję, aby osoby przebywające na zwolnieniu lekarskim z pracy musiały w domu robić dokładnie to, co w tym czasie wypada w pracy, albo odsiadywały w pracy te dwa opuszczone tygodnie po godzinach i nadrabiały wszystkie zaległości - przy czym nie chodzi tylko o istotne zadania, ale absolutnie o wszystko, co robiłyby przez czas choroby. Na przykład nauczycielka, której zdarza się zachorować na miesiąc, musi w kolejnym miesiącu odbyć wszystkie zaległe lekcje z klasą, inaczej dostanie negatywną ocenę i naganę z wpisaniem do akt.
        • beatulek Re: Do mam-nauczycielek-problem 11.01.14, 22:18
          verdano - to nie jest moja opinia. Tak jest w szkole moich dzieci. Dzieci mogą pisać niezaliczone sprawdziany na każdej lekcji do końca semestru lub na kółkach jeśli dany nauczyciel jakieś prowadzi. W przypadku dzieci chorych (nie wagarujących) zwłaszcza przewlekle mam mieszane uczucia, wyobraź sobie jednak, że idziesz do lekarza ze złamaną ręką a on Ci odpowiada, że Ci gipsu nie założy bo nie było go na tej lekcji??? No sorki ocena semestralna jest za opanowanie całego bloku tematycznego, który obowiązuje w danym semestrze. Często z dzieckiem chorym, po 2-3 dniach gdy mija gorączka w domu można spokojnie się uczyć.
          • verdana Re: Do mam-nauczycielek-problem 11.01.14, 23:14
            To nie było do Ciebiesmile To był wyraz frustracji związanej z tym, jak traktowane są dzieci w wielu polskich szkołach. Jak maszyny.
            Uważam, ze chore dziecko oczywiście powinno zaliczyć program (poza niekoniecznym, do czego zaliczam robienie rzeczy na technikę). W momencie, w którym może zaliczyć. Oceniane powinno być na innych podstawach, niż pozostała część klasy, a na pewno nie za wykonanie zadania w terminie, w którym go być w szkole nie mogło.
            Ocena semestralna powinna oceniać nie tylko mechanicznie wykonaną pracę, ale także chęć do pracy, sumienność, możliwości - przynajmniej w szkole podstawowej. W stosunku do pracowników jednak stosuje sie kryteria uwzględniające często sytuację rodzinną, zdrowie itd. Nikt nie wystawi negatywnej kwartalnej oceny tylko dlatego, ze pracownik na zwolnieniu lekarskim nie zrobił czegoś w terminie, gdy był chory.
            Jak dziecko choruje 2-3 dni, to w ogóle nie ma sprawy, oczywiście, ze ma nadrobić. Ale i nie dostać jedynki, bo nie oddało pracy we wtorek, gdy miało 40 stopni. Natomiast z dzieckiem chorym znacznie dłużej sprawa jest inna i tu konieczne są inne metody oceniania. Bo przecież chyba nie chodzi o to, by udowodnić dziecku,że skoro choruje, to jest złym uczniem?
            • beatulek Re: Do mam-nauczycielek-problem 12.01.14, 00:01
              verdana napisała:

              > To nie było do Ciebiesmile To był wyraz frustracji związanej z tym, jak traktowane
              > są dzieci w wielu polskich szkołach. Jak maszyny.

              smile OK. No bywa, ze sa tak traktowane. Mnie najbardziej wkurza basen - w moim mieście w piątek 'Ksawery" szaleje a dzieci na basen prowadzą. Dzieci (nie wiem ile sztuk było bo ja mojemu zwolnienie napisałam) 3 klasy, na basenie 10 suszarek ale po 10 minutach od wyjścia z wody mają stac przed budynkiem basenu i są prowadzone (pieszo 1,5 km) na kolejne lekcje. Tu masz rację jak maszyny - taki mamy program - tak ma być.

              > Uważam, ze chore dziecko oczywiście powinno zaliczyć program (poza niekonieczny
              > m, do czego zaliczam robienie rzeczy na technikę). W momencie, w którym może za
              > liczyć. Oceniane powinno być na innych podstawach, niż pozostała część klasy, a
              > na pewno nie za wykonanie zadania w terminie, w którym go być w szkole nie mog
              > ło.

              Nie no przy chorobach to wielkiego rygoru nie ma - dzieci mają jak pisałam czas do końca semestru - znaczy chorowały np. w październiku to i w grudniu mogą podejść do nauczyciela mówiąc: nie pisałam pracy klasowej z działu tego a tego ...przygotowałam się na dziś. nauczyciel sadza takie dziecko w wolnej ławce, ono sobie pisze a reszta klasy ma normalną lekcję. Prace na plastykę, technikę wykonuje w domu i daje do zaliczenia - także w terminie do końca semestru.


              > Ocena semestralna powinna oceniać nie tylko mechanicznie wykonaną pracę, ale ta
              > kże chęć do pracy, sumienność, możliwości - przynajmniej w szkole podstawowej.

              No cóż - mam dwoje dzieci - jedno bardzo zdolne - nie uczy się w domu prawie wcale a i tak jeździ na konkursy, zawsze wyróżnione, średnia powyżej 5,5. Drugie bardzo sumienne i pracowite, uczy się tyle, że sama odciągam od książek bo ma ambicje być tak jak siostra naj a jest zwyczajnie przeciętna. I bywa mi przykro gdy to starsze (mało pracujące) odbiera kolejna nagrodę a to młodsze, wkładające w naukę dużo wysiłku zostaje pominięte. Z drugiej strony jednak jak nagradzać dzieci jeśli nie po wynikach?


              > W stosunku do pracowników jednak stosuje sie kryteria uwzględniające często syt
              > uację rodzinną, zdrowie itd. Nikt nie wystawi negatywnej kwartalnej oceny tylko
              > dlatego, ze pracownik na zwolnieniu lekarskim nie zrobił czegoś w terminie, gd
              > y był chory.
              > Jak dziecko choruje 2-3 dni, to w ogóle nie ma sprawy, oczywiście, ze ma nadrob
              > ić. Ale i nie dostać jedynki, bo nie oddało pracy we wtorek, gdy miało 40 stopn
              > i. Natomiast z dzieckiem chorym znacznie dłużej sprawa jest inna i tu konieczne
              > są inne metody oceniania. Bo przecież chyba nie chodzi o to, by udowodnić dzie
              > cku,że skoro choruje, to jest złym uczniem?
              Dzieci nadrabiają jak wyzdrowieją - jedyne co jest potrzebne to kontakt rodzica z nauczycielem.
              • verdana Re: Do mam-nauczycielek-problem 12.01.14, 10:01
                W szkole podstawowej - moim zdaniem - nie tylko wyniki powinny być nagradzane (szczególnie w klasach 1-3). Między innymi dlatego, że dzieci rozwijają się w różnym tempie i tego nie przeskoczą. Jedno dziecko czyta biegle, mając lat 5, inne ledwo-ledwo mając 8 - i wynika to z rozwoju, nie pracowitości czy chęci. Oceniając wcześnie tylko wynik robi sie krzywdę obu grupom - tej, co nie musi robić nic, aby dostać piątkę i jeszcze większą tym , którzy nigdy dobrej oceny nie dostaną. Te dzieci , które potem mogłyby być doskonałe, od razu na wstępie są zniechęcane - po co pracować, jak nie ma szans?
                Naprawdę, i szkoła i rodzice zafiksowali sie na ocenianiu małych dzieci jak pracowników korporacji. Problem w tym, że szkoła (szczególnie podstawówka) ma dzieci zachęcać do nauki, ma być dla dzieci fajna, a nie ma byc miejscem bezustannego oceniania i klasyfikowania - bo to tak naprawdę, niczemu dobremu nie służy.
                • jakw Re: Do mam-nauczycielek-problem 12.01.14, 12:22
                  verdana napisała:
                  > Naprawdę, i szkoła i rodzice zafiksowali sie na ocenianiu małych dzieci jak pra
                  > cowników korporacji. Problem w tym, że szkoła (szczególnie podstawówka) ma dzie
                  > ci zachęcać do nauki, ma być dla dzieci fajna, a nie ma byc miejscem bezustanne
                  > go oceniania i klasyfikowania - bo to tak naprawdę, niczemu dobremu nie służy.
                  No i pewnie po to były wprowadzone oceny opisowe w klasach I-III. Tylko gdy czyta się tutejsze wątki to okazuje się, że w całej masie szkół czy klas są po prostu oceny, a mamy dumne, że dziecię zgarnia same 5-tki i 6-tki.
            • zazou123 Re: Do mam-nauczycielek-problem 12.01.14, 08:35
              dziecko dostało neutralną ocenę .
              Dostajesz w pracy premie i nagrody za czas chorobowego?
              • jakw Re: Do mam-nauczycielek-problem 12.01.14, 12:27
                Ja bym jednak nie porównywała szkoły (zwłaszcza w klasie IV sp) do pracy. W końcu ucznia ze szkoły nie wywalasz bo ma kiepskie oceny, a akurat wychodzi, że 10% uczniów jest do zwolnienia ze względów finansowych.
                Sprawę dlaczego jest 3+ (zwłaszcza że dziecko twierdzi, że ma 4 i 5) to bym wyjaśniła. Podejrzewam , że są po prostu jakieś punkty w ocenianiu techniki, których i mama, i dziecko nie są świadome. A sama ocena 3+ nie jest jakąś tragiczną oceną i na pewno nic nie stoi na przeszkodzie żeby mieć lepszą ocenę na koniec roku.
    • szamanta Re: Do mam-nauczycielek-problem 12.01.14, 12:39
      Niektórzy nauczyciele maja swoje widzimisię i nie dotrzesz , choćbyś nie wiem jak starała się zrozumieć ich pukt myślenia i widzenia.
      No córa ma te 3+ i cóż to za trauma? możliwe ,ze zupełnie nie sprawiedliwa ocena, ale ja bym tak nie szargała własnych nerwów i dziecka dalej już nie pogrążała w tym temacie przezywając tak te 3+. Dla mnie ocena często to tylko liczba i tyle. Powiedziałabym dziecku ,ze niech się nie przejmuje tą sytuacja, sama bym tez siebie nie nakręcała. Aby z powodu techniki rozpaczać to dla mnie bez sens. W takich momentach jeśli dziecko zostało nie sprawiedliwie potraktowane ( a to raczej jest w szkołach nieuniknione) a wyjaśnienia w szkole mało co przyniosły efekt brałam dziecko na jakiś dluzszy spacer, poprawiałam mu humor. Ma te 3+ no trudno, żyje się dalej, pal licho z tym.
    • agni71 Re: Do mam-nauczycielek-problem 12.01.14, 20:54
      Trochę obok tematu, ale skorzystam z wątku, bo u nas tez chodzi o technikę.

      A co, kiedy dziecko ma mało ocen z przedmiotu, ale nie dlatego, że opuszczało lekcje, tylko nauczyciel był na długim zwolnieniu?

      Mam taka sytuację z obydwiema starszymi córkami - mają po dwie oceny z techniki. Technika jest 1 raz w tygodniu, dwa razy wypadła a to wycieczka klasowa, a to bal andrzejkowy, ale przez ok. miesiąc-półtora nie było lekcji z tego przedmiotu z powodu zwolnienia chorobowego nauczycielki. Okazało się, że w ogóle już nie wróci, zajęcia przejął inny nauczyciel, no i jakoś się nie ogarnął, bo nawet na ostatniej technice nikogo nie pytał, nie zrobił kartkówki. Większość klasy ma po dwie oceny. W przypadku moich córek to sa dwie piątki. I wkurzę się, jeśli dostaną na koniec semestru oceny gorsze niż 5. A w WSO stoi jak byk, że do klasyfikacji dziecko powinno miec 5 ocen. Bardzo jestem ciekawa, jak nauczyciel zamierza z tego wybrnąć...
      • beatulek Re: Do mam-nauczycielek-problem 12.01.14, 22:04
        Moje dziecko z informatyki (kl V sp) ma jedną ocenę - bdb - i mnie to lotto co zrobi nauczyciel wystawiając jej ocenę. Sytuacja taka jak u Ciebie - dziecko na lekcjach było. Nauczyciel miał możliwość zadania pracy/ zrobienia pracy klasowej czy czegokolwiek by dzieci miały oceny. Zupełnie inna sytuacja była w tym wątku - gdy klasa pracowała a dziecka autorki nie było w szkole - wtedy dla mnie oczywisty jest, ze trzeba się od kolegów z klasy dowiedzieć co było i nadrobić zaległości. W sytuacji o której piszę uważam, że jest to sprawa do wyjaśnienia między nauczycielem a dyrekcją i pewnie wyjaśniać będą bo z jedynego sprawdzianu, który był sporo osób dostało ndst - innych ocen nikt w klasie z tego przedmiotu nie ma. Nie wiem co nauczyciel z tym zrobi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka