Czytając ostatnio kilka wątków na tym forum, dochodzę do wniosku, że nasze społeczeństwo jest wyraźnie niedowartościowane i poprzez licytację dotyczącą uzdolnień własnego potomstwa najwyraźniej pragnie się dowrtościować. Szczególnie dotyczy to rodziców dzieci, które rozpoczęły edukację jako 6-cio latki. Mam wrażenie, że rodzice tychże, prowadzą jakieś własne statystyki, porównujące ich pociechy do starszych kokegów/koleżanek z klasy najczęściej gorszych, tępszych, mniej zdolnych itp. (przymiotników określających niski poziom wiedzy starszych rocznikowo dzieci przewija sie tu wiele). Nie natknęłam się na wątek, w którym to jakiś "starszak" jest lepszy od tego "młodszego". Jak widać im młodsze dziecko, tym zdolniejsze, bystrzejsze. W większości to własnie w klasach mieszanych ci "młodsi" (dzieci forumowiczów) odnoszą sukcesy i są najlepsi o czym trzeba jak najszybciej zakomunikować współforumowiczom

W jaim celu -hipoteza nr 1- jak pisalam na wstępie, chęć dowartościowania własnej osoby posiadaniem "uzdolnionego" potomstwa, bądź też -hipoteza nr 2 - chęć potwierdzenia słuszności wtłoczenia rok wcześniej wlasnego dziecka w system edukacyjny. Tylko po co wogóle bawić się w statystyki i porównywania. Dzieci z natury są zdolne, ale jak wiadomo rozwijają sie nieharmonijnie. To co jedno będzie robilo w wieku lat 5, 6 inne zrobi w 8 roku swojego życia i co z tego. Nigdy mi nie przyszo do głowy porównywać własne dziecko na tle klasy, szkoły czy rówieśników. Jeśli w czymś świetnie sobie radzi to staramy się to rozwijać, jeśli coś sprawia trudność -wspieramy. Jedno dziecko jest lepsze w naukach ścisłych, inne w naukach humanistycznych, jeszcze inne w sporcie. Każdy ma jakiś talent i rolą rodziców nie jest porównywanie talentu własnego dziecka do innych dzieci, a wspieranie owego talentu i pomoc w rozwoju.