Dodaj do ulubionych

Szkoła - problem czy nie?

21.04.16, 22:55
Cześć. Moja córka chodzi do szkoły prywatnej, klasy 1-3. Mam pewne wątpliwości dotyczące działalności tej szkoły. Podam je w punktach, i mam wielką prośbę, abyście oceniły, czy byłoby to dla Was problem czy nie.
1. Podczas zajęć języków obcych nie ma podziału na poziomy. Dzieci, które np. przez 7 lat były w Anglii uczą się wraz z tymi, które zaczynają naukę. Efekt - pani prowadzi zajęcia z 4 dzieci perfekcyjnie znającymi język, pozostałe nie uczestniczą, nie rozumieją o co chodzi. Gdy dziecko x czegoś nie wie, pani pyta inne dziecko y znające super język angielski jak ojczysty, tamto oczywiście wie, więc pani mówi do dziecka x - no widzisz, jednak inni to umieją. Dziecko x wycofuje się praktycznie z zajęć....
2. Za spóźnienie choćby 2 minuty - dziecko nie może uczestniczyć w 1 lekcji, ma isć do świetlicy, więc traci godzinę
3. Dzieci wracają z 3 godzinnego spaceru, sa głodne. Część chodzi na obiady, cześć nie. Pani z wszystkimi dziećmi idzie na obiad, sama również je z tymi które jedzą. Trwa to pól godziny, dzieci bez wykupionych obiadów siedzą głodne i się patrzą. Po obiedzie pani z dziećmi idzie do sali, tam te które nie jadły obiadu mają 10 minut na zjedzenie kanapek...
4. Pani wyróżnia dzieci znajomych właścicieli oraz dyrekcji, chwali ich dla nich jest miła, itp., chociaż czasami inne tez zasługują na pochwałę, a dzieci znajomych tez potrafią dać w kość innym. W ogóle ma się wrażenie, że w szkole są osoby , nazwijmy to, uprzywilejowane, z różnych względów, status społeczny, finanse pewnie mają tu znaczenie...
5. Zajęcia trwają 7 godzin dziennie, oprócz podstawy programowej jest tam dorzucone dużo zajęć dodatkowych np. tańce, tenis, basen ,gry zespołowe itp. Na wszystkie zajęcia dodatkowe trzeba uczęszczać obowiązkowo, a jesli jakieś dziecko nie chce na coś chodzić, założmy na tenis, to i tak musi.
6. Zakaz słodyczy, do tego stopnia, że wybrane dzieci chodzą po szkole i sprawdzają czy ktoś nie ma czegoś słodkiego, a później spisują na kartce i zanoszą do dyrekcji. Brak ciepłych napojów typu herbata, nie można soków, , wolno pić tylko zimną wodę.


Poza tym szkoła niby ok, choć rok temu było dużo lepiej. To tylko przykłady, mogłabym więcej wypisać, ale nie chcę zanudzać i myślę że wystarczy na wyrobienie poglądu. Ogólnie chodzi mi o to czy przesadzam, czy jest to powód do przeniesienia do innej szkoły.

Obserwuj wątek
    • fogito Re: Szkoła - problem czy nie? 21.04.16, 23:26
      Przenioslabym natychmiast. Historia z obiadem i kanapkami by mnie wkurzyła i zrobiłabym siwy dym. Płacić za cos takiego? Niepojęte.
    • beliska Re: Szkoła - problem czy nie? 22.04.16, 06:54
      To jest szkoła ok? To jakaś pomyłka.
    • magkul99 Re: Szkoła - problem czy nie? 22.04.16, 08:01
      Gdy zapisywałas dziecko do tej szkoły to chyba znałas zasady w niej panujące? Nie chce mi się wierzyć że tak może funkcjonować szkoła prywatna. Ale jeżeli tak jest to dziwię się, że nie zmieniłaś szkoły juz po półroczu.
    • mw144 Re: Szkoła - problem czy nie? 22.04.16, 08:50
      A powiedz w imię czego trzymasz własne dziecko w takiej szkole i jeszcze za to płacisz? W mojej publicznej podstawówce nie przeszedłby żaden z wymienionych punktów.
    • grrrrw Re: Szkoła - problem czy nie? 22.04.16, 08:58
      Czy te wszystkie problemy (obowiazkowe zajecia dodatkowe, brak podzialu na poziomy na lekcji jezyka, zakaz słodyczy...) , byly przed rodzicami ukrywane na zebraniu informacyjnym ?
    • zgagusia Re: Szkoła - problem czy nie? 22.04.16, 09:29
      Zapisując dziecko do szkoły musiałaś mieć świadomość punktu 2, 5, 6 bo nie wyobrażam sobie żeby wybierając szkołę nie zapoznać się z jej regulaminem i ogólnymi zasadami funkcjonowania. Punkt 4 - czy to na pewno są obiektywne fakty czy tylko takie Twoje (dziecka?) wrażenia? Bo szczerze mówiąc (a moje dzieci też chodziły do prywatnej podstawówki w której równocześnie uczyły się dzieci dyrekcji i innych nauczycieli) w takie wyraźne i oczywiste faworyzowanie grupy uczniów nie bardzo chce mi się wierzyć. Czy to nie jest aby tak, że te dzieci są pod szczególną obserwacją i każde miłe słowo do nich skierowane jest odbierane przez Ciebie na zasadzie 'no tak, dziecko dyrektorki znowu jest chwalone a moje nie'? Naprawdę myślisz że nauczycielka zdaje sobie sprawę które dzieci są znajomymi właścicieli bądź też z zamożniejszych rodzin i dlatego traktuje je 'szczególnie'?? No chyba że na początku roku dostała listę z grupą dzieci które ma faworyzować... Co do pkt 1 i 3 to dla mnie są sprawy do omówienia z nauczycielką lub dyrekcją i nie wyobrażam sobie żeby nie dało się tego załatwić np. wracając ze spaceru dzieci najpierw idą do klasy aby te które mają kanapki mogły je zabrać i potem wszyscy na stołówkę gdzie część je obiad a część kanapki; poinformować dyrekcję że nauczycielka angielskiego idzie na łatwiznę i pracuje z głównie z native'ami (tu wymienić z imienia i nazwiska) - i myślę, że jeśli nie chce się pożegnać z pracą to wizytacja dyrekcji na lekcji powinna pomóc.
    • camel_3d dziwna ta prywatna szkola.... 22.04.16, 09:37
      z jednej strny podpisywalas umowe, zakladam ze ja czytalas.

      Nie rozumiem, czemu rodzice nie wykupuja dzieciom obiadow..wiec sami ponosza wine tego, ze dziecko nie je. Ale w tym czasei powinno miec mozliwosc zjedzenia kanapek. Gdyby tak bylo u mnie w szkole, poprosilbym o konkretne wyjasnienie.

      Wiadomo, ze dzieci ucza sie szybciej jezeli maja mieszanke. Tak jest w szkole, do ktorej chodzi syn znajomych. Poszedl do 1 klasy bez jezyka. Do tej samej klasy przyszly tez dzieci, ktore chodzily to przyszkolnego przedszkola przez kilka lat i plynnie mowia po angielsku. Zajecia od 1 klasy sa w 80% po angielsku, czesc jest po niemiecku. Te ktore nie znaly jezyka, musialy sie sprezyc i tyle.

      > 2. Za spóźnienie choćby 2 minuty - dziecko nie może uczestniczyć w 1 lekcji, ma
      > isć do świetlicy, więc traci godzinę

      akurat to uwazam za calkiem dobre. To jest bat na leniwych rodzicow. Ok, moze sie zdarzyc przypadek, ale z powodu przydpdku dziecko opusci 1 lekcje..ok..nadrobi. Mysle, ze chodzi o notoryczne spoznianie sie.

      > 4. Pani wyróżnia dzieci znajomych właścicieli oraz dyrekcji, chwali ich dla nic
      > h jest miła, itp., chociaż czasami inne tez zasługują na pochwałę, a dzieci zna
      > jomych tez potrafią dać w kość innym. W ogóle ma się wrażenie, że w szkole są o
      > soby , nazwijmy to, uprzywilejowane, z różnych względów, status społeczny, fin
      > anse pewnie mają tu znaczenie...

      skad wiesz? masz jakies dowody czy tylko przypuszczenia?

      > 5. Zajęcia trwają 7 godzin dziennie, oprócz podstawy programowej jest tam dorzu
      > cone dużo zajęć dodatkowych np. tańce, tenis, basen ,gry zespołowe itp. Na wszy
      > stkie zajęcia dodatkowe trzeba uczęszczać obowiązkowo, a jesli jakieś dziecko n
      > ie chce na coś chodzić, założmy na tenis, to i tak musi.

      podpisalas umowe? nie mialas zastrzezen, to akceptuj.


      > 6. Zakaz słodyczy, do tego stopnia, że wybrane dzieci chodzą po szkole i sprawd
      > zają czy ktoś nie ma czegoś słodkiego, a później spisują na kartce i zanoszą do
      > dyrekcji. Brak ciepłych napojów typu herbata, nie można soków, , wolno pić ty
      > lko zimną wodę.

      i bardzo dobrze. maja moje poparcie.

      u nas w szkol edzeici tez dostaja do picia wode i nic wiecej. Oczywisci enie ma zakazu przynoszenia czegos wlasnego. Ale i tak 90% przynosi wode.. nikt si enie odwazyl jeszcze w klasie przyniesc fantysmile
      Poza tym soki sa niezdrowe, maja duzo cukru i niszcza zeby.



      >
      >
      > Poza tym szkoła niby ok, choć rok temu było dużo lepiej. To tylko przykłady, mo
      > głabym więcej wypisać, ale nie chcę zanudzać i myślę że wystarczy na wyrobienie
      > poglądu. Ogólnie chodzi mi o to czy przesadzam, czy jest to powód do przeniesi
      > enia do innej szkoły.
      >
    • agni71 Re: Szkoła - problem czy nie? 22.04.16, 09:39
      mai-ra3 napisała:

      > 1. Podczas zajęć języków obcych nie ma podziału na poziomy.

      Czy byłas tego świadoma zapisując dziecko? Na pewno porozmawiałabym z dyrekcją na ten temat.

      > 2. Za spóźnienie choćby 2 minuty - dziecko nie może uczestniczyć w 1 lekcji, ma
      > isć do świetlicy, więc traci godzinę

      pewnie było o tym w regulaminie szkoły. Surowo, ale do zaakceptowania przeze mnie.


      > 3. Dzieci wracają z 3 godzinnego spaceru, sa głodne. Część chodzi na obiady, cz
      > eść nie. Pani z wszystkimi dziećmi idzie na obiad, sama również je z tymi które
      > jedzą. Trwa to pól godziny, dzieci bez wykupionych obiadów siedzą głodne i się
      > patrzą. Po obiedzie pani z dziećmi idzie do sali, tam te które nie jadły obiad
      > u mają 10 minut na zjedzenie kanapek...

      To jest akurat bardzo proste do zmiany, wystarczy zrobić, jak ktoś wyżej napisał. Poruszyłabym temat najpierw z nauczycielką, jeśli nie podziała - z dyrekcją.


      > 4. Pani wyróżnia dzieci znajomych właścicieli oraz dyrekcji, chwali ich dla nic
      > h jest miła, itp., chociaż czasami inne tez zasługują na pochwałę, a dzieci zna
      > jomych tez potrafią dać w kość innym. W ogóle ma się wrażenie, że w szkole są o
      > soby , nazwijmy to, uprzywilejowane, z różnych względów, status społeczny, fin
      > anse pewnie mają tu znaczenie...

      Trudno mi się wypowiadać w tym temacie, jeśli rzeczywiście tak jest, to mógłby to być dla mnie powód do zmiany szkoły.

      > 5. Zajęcia trwają 7 godzin dziennie, oprócz podstawy programowej jest tam dorzu
      > cone dużo zajęć dodatkowych np. tańce, tenis, basen ,gry zespołowe itp. Na wszy
      > stkie zajęcia dodatkowe trzeba uczęszczać obowiązkowo, a jesli jakieś dziecko n
      > ie chce na coś chodzić, założmy na tenis, to i tak musi.

      O tym powinnaś była być poinformowana przed zapisaniem do szkoły. Jeśli się na to zgodziłaś, to pozostaje ci zaakceptować, lub faktycznie zmienić szkołę.


      > 6. Zakaz słodyczy, do tego stopnia, że wybrane dzieci chodzą po szkole i sprawd
      > zają czy ktoś nie ma czegoś słodkiego, a później spisują na kartce i zanoszą do
      > dyrekcji. Brak ciepłych napojów typu herbata, nie można soków, , wolno pić ty
      > lko zimną wodę.


      Jw. - powinnaś była o tym wiedzieć. Ja osobiście mogłabym się dostosować do takich zasad.
      >

      Podsumowując, problemy są różnego kalibru, najgorsze to brak podziału na grupy z ang. i faworyzowanie. Pozostałe rzeczy do zaakceptowania (zajęcia, brak słodyczy), albo zmiany (organizacja posiłków). Chyba jednak sama musisz podjąc decyzję.
    • mai-ra3 Re: Szkoła - problem czy nie? 22.04.16, 20:17
      Odpowiem hurtem (wybaczcie mi proszę, ale za dużo pytań i tak będzie chyba łatwiej),
      Zapisując dziecko do szkoły nie wiedziałam o punkcie 1. A już na pewno nie podoba mi się pokazywanie dziecka, które nie umie wręcz mówić po polsku, bo od urodzenia mieszkoało w kraju anglojęzycznym jako przykładu - że on wie, a ty nie. Tak, ale moje dziecko zaczynało praktycznie od zera, halo! Rodzice tych dzieci słabiej mówiących po angielsku chodzili na rozmowy do dyrekcji, ale nauczycielka angielskiego to znajoma i nic z tym nie zrobili sad
      Punkt 2 - nie było tego na początku. Wprowadzili to po ponad roku. Od biedy ten punkt mogłabym zaakceptować, ale dzieci faworyzowane mogą wejść spóźnione, a te dzieci "znikąd " do świetlicy. I jeszcze kary jakieś dostają. Tego nie mogę zaakceptować. Albo są zasady dla wszystkich, albo dla nikogo. Po prostu są święte krowy, których część zasad nie dotyczy?!
      punkt 3 - Rodzice dzieci, które nie jedzą obiadu poszli do właściciela, a ona smiała się, że przesadzają.
      punkt 4 - No niestety tak jest, nie jest to mój wymysł, bo widzą to dzieci nie wyróżniane. I tak, w klasach 10 osobowych nauczycielka wie, kto jest synem dyrektorki, kto synem właściciela, a kto córką miejscowego znanego biznesmena wink
      punkt 5 - No tak, o tym w zasadzie wiedziałam, ale nie o tym że będą tego typu zajęcia, myślałam że będa to jakieś zajęcia bardziej naukowe, a nie 8 godzin w-f w tygodniu, nie każde dziecko lubi taki wysyłek. Po pewnym czasie miały być wprowadzone zmiany bo plan lekcji musi się zgadzać z wytycznymi kuratorium. I tamte zajęcia miały być dodatkowe (takie wymagania są), a właściciele samowolnie zostawili jak jest.
      punkt 6- fajnie że jest zakaz słodyczy, ale znów niektóre dzieci przynoszą słodycze i nikt ich się nie czepia, a inne dziecko przyniesie jogurt i dostaje uwagę. Poza tym, ci wybrańcy którzy kablują do dyrekcji że ktoś coś ma, potrafią zmyślić i wpisać na listę nielubianą przez siebie osobę, ot tak.

      I tak już rezygnuję, ale byłam ciekawa, co sądzicie o takiej dziwacznej szkole, i czy ktoś będzie bronił tych zasad. Bo ja nie rozumiem idei tej szkoły i myślałam, że może czegoś nie widzę (sensu tych wszystkich zasad) ?
      • camel_3d Re: Szkoła - problem czy nie? 22.04.16, 21:31
        Jeżeli jest tak jak piszesz to zmień szkole i postaraj się przekonać do tego innych rodziców. Plus nagłośnienie w mediach...

      • ewa_mama_jasia Re: Szkoła - problem czy nie? 25.04.16, 10:47
        Jedyne wyjście to zagłosowac nogami i wypisac dzieci. A na koniec zrobić szkole czarny PR w mediach. W klasie nie musi być podziału na grupy zróżnicowanego poziomu językowego, ale nauczycielka nie może faworyzować dzieci, które tego języka nauczyły się poza szkołą.
        Niewpuszczenie dziecka na lekcje nie powinno mieć miejsca, można napisac uwagę, dać karną prace domowa, cokolwiek. Ale nie wolno dziecka na lekcje nie wpuścić. Rodzic płaci za pewną liczbę lekcji i dziecko ma prawo w nich uczestniczyć.
        Kwestia obiadu - skandaliczna. Tak samo kwestia donoszenia za posiadanie słodyczy.
        Co do liczby zajęć obowiązkowych - tu można dyskutować.
        • mai-ra3 Re: Szkoła - problem czy nie? 27.04.16, 20:29
          Dziękuję za opinię smile
          Głosowanie nogami na pewno nastąpi, bo z tego co wiem kilkanaście osób nawet może dzieci wypisać. Niektórym nie odpowiada nadmiar zajęć dodatkowych, innym metody wychowawcze i inne sprawy, ale ubytek dzieci może być widoczny od września.
    • mama_kotula Re: Szkoła - problem czy nie? 22.04.16, 22:54
      "Zakaz słodyczy, do tego stopnia, że wybrane dzieci chodzą po szkole i sprawdzają czy ktoś nie ma czegoś słodkiego, a później spisują na kartce i zanoszą do dyrekcji. Brak ciepłych napojów typu herbata, nie można soków, , wolno pić tylko zimną wodę."

      Tu problemem nie jest sam zakaz przynoszenia słodyczy, tylko zachęcanie dzieci do donoszenia na swoich kolegów. Brygady inkwizycyjne profesor Umbridge, do diaska. W tym temacie zrobiłabym siwy dym. Ale najlepszym wyjściem będzie przeniesienie, skoro dziecko się tam źle czuje.
      • mai-ra3 Re: Szkoła - problem czy nie? 23.04.16, 00:09
        O właśnie, mi też to się tak kojarzy. Nauka donosicielstwa od małego...
        Dziecko w sumie aż tak źle się nie czuje, ma grupkę swoich kolegów z którymi się trzyma, ale widzi że coś jest nie halo z tym wszystkim. Widzi niesprawiedliwość, także pomimo ogólnie dobrych układów z kilkorgiem dzieci chce się przenieść.
    • camel_3d a napisz ci to za szkola... 22.04.16, 23:19
      wysle maila... jako rodzic smile
      bedzie dym big_grin
      • mai-ra3 Re: a napisz ci to za szkola... 23.04.16, 00:05
        Mogę Ci wysłać na maila, jeśli chcesz... chyba wolałabym mimo wszystko tak oficjalnie tutaj nie podawać nazwy. Raczej mała miejscowość, za duże ryzyko że będę zidentyfikowana, a szkołę planuję zmienić dopiero z nowym rokiem szkolnym. No i z innego maila niż gazetowy, bo jak były te zmiany to przegapiłam i go straciłam wink
        • verdana Re: a napisz ci to za szkola... 23.04.16, 10:28
          Karanie dziecka nieuczestniczeniem w lekcji jest zwyczajnie skandaliczne. I niczemu nie służy. Dziecko, które spóźnię się dwa czy trzy razy na matematykę może mieć potem problemy. A to są dzieci, a nie straż pożarna. Można za spóźnienie dać minusa, albo nagradzać dzieci punktualne. Natomiast pozbawianie lekcji - za którą nota bene rodzice zapłacili to skandal. Dziecko ma prawo w lekcji uczestniczyć.
          Nauka donoszenia na innych jest o wiele gorsza dla dziecka niż cukier. I bez przesady - moje dziecko miało zalecony batonik w szkole, bo miało beznadziejnie niskie ciśnienie. Parę razy zasłabło w czasie lekcji. I cholerną niedowagę. Cukier nie trucizna, a co jedzą dzieci nie jest sprawą szkoły. Może pouczać, nie zakazywać.
          Co do angielskiego - to brak podziału na grupy jest dla wielu dzieci zwyczajnie brakiem lekcji.
          Po co za to płacisz? To szkoła nieprzyjazna uczniom, nie troszcząca sie o ich naukę, za to bardzo troszcząca sie o demoralizację uczniów.
          • mai-ra3 Re: a napisz ci to za szkola... 23.04.16, 10:41
            Właśnie żałuję że tu wysłałam sad Gdybym wiedziała, że tak to się skończy, zostałaby w starej szkole. Tutaj chodzi drugi rok, w pierwszym nie było aż tak, choć też były np. mundurki i zakaz słodyczy. Ale nie było tylu bezsensownych zasad, było mniej dzieci i inni nauczyciele. Dlatego teraz zdecydowałam się przenieść do innej szkoły , od września, oraz kilku innych rodziców. Zastanawiają mnie pozostali rodzice, którzy tolerują to co się tu dzieje, w tej szkole, dlaczego inni nie protestują? Może pasuje im że można zawieźć na 7 dziecko i odebrać o 17...
            Masz rację, jest teraz nieprzyjaźnie i specyficzna mieszanka dzieci i rodziców... nie będę tego przedłużać na kolejne lata nauki.
    • pajesia Re: Szkoła - problem czy nie? 24.04.16, 18:09
      Dla mnie w tej szkole jest zwyczajny folwark Orwella
    • zuleyka.z.talgaru Re: Szkoła - problem czy nie? 24.04.16, 22:50
      To jest szkoła czy poprawczak?
      • mai-ra3 Re: Szkoła - problem czy nie? 25.04.16, 00:30
        Właśnie też się chwilami nad tym zastanawiam...
        Nie rozumiem też niektórych rodziców, którym to się podoba, a są i tacy. Niektórzy w kółko chadzają a to do dyrekcji, a to do właścicieli i protestują w różnych sprawach, a inni cicho siedzą i akceptują obecny stan.
        • ewa_mama_jasia Re: Szkoła - problem czy nie? 25.04.16, 10:49
          Rodzice chadzać do dyrekcji mogą. Nie w tym problem. Problemem jest to ,jak do tego chadzania i załatwiania po znajomości różnych rzeczy podchodzi dyrekcja. A widać, że źle.
    • niktmadry Re: Szkoła - problem czy nie? 25.04.16, 10:07
      Zabrałabym dziecko ze szkoły. U nas w rejonowej podstawówce.
      1) Dzieci anglojęzyczne to przypadek 1 do 2 na rocznik zatem języka uczą się wszyscy
      2) Dziecko spóźnione nie ma możliwości zostawić kurtki w szatni bo ta zamyka się równo z dzwonkiem a że zabrać ze sobą na lekcję nie może to siedzi w szatni i czeka na następną przerwę - tu problemem są dzieci młodsze bo w szatni nikt nie sprawuje nad spóźnialskimi nadzoru. Mogą sobie wyjść ze szkoły i iść wszędzie....mogą się bić.... tam w czasie lekcji nikogo dorosłego nie ma.
      3) Do stołówki idą dzieci jedzące obiad, każde głodne może iść i zjeść zupę
      4) Krewni i znajomi królika bywają wszędzie
      5)Z córki klasy, po 3 klasie nagle zrobiono klasę pływacką - czyli dołożono im 10 basenów tygodniowo. Nie wyraziłam na to zgody i to była dyrektora broszka by tak ułożyć plan lekcji, żeby moje dziecko nie miało okienek i nie musiało uczestniczyć w zajęciach basenowych częsciej niż raz w tygodniu.
      6)Dzieci uczą się dużo o zdrowej żywności. Jedzą co chcą i co im rodzice dają.

      • zgagusia Re: Szkoła - problem czy nie? 27.04.16, 10:39
        Piszesz o rejonowej podstawówce - wytłumacz mi jaki jest powód spóźniania się uczniów??!! Ja nie znoszę spóźnień, jest to dla mnie wyraz lekceważenia wobec osoby która czeka; sama nie spóźniam się nigdy, tzn. znana jestem z tego że jeśli już się spóźniam (co zdarza się nie częściej niż raz na kilka lat) to znaczy że naprawdę coś się stało. Swoje dzieci też uczę punktualności. Spóźnianie się ucznia do szkoły rozwala lekcję, jestem jak najbardziej za jakąś formą karania za to. Jeszcze można dopuszczać parę minut spóźnienia na I lekcję w przypadku szkoły do której uczniowie dojeżdżają, czyli od gimnazjum w górę - ale w rejonowej podstawówce??!!
        • mai-ra3 Re: Szkoła - problem czy nie? 27.04.16, 11:17
          OK, spóźnianie ogólnie jest złe, zgadzam się. Ale jeśli zdarza się nie codziennie, tylko raz na jakiś czas, to dlaczego taki uczeń nie może iść na lekcje. Szczególnie, jeśli to no. dwie czy trzy minuty spóźnienia. Co innego 15 minut, to już faktycznie raczej nie ma sensu, chociaż w klasach 1-3 gdzie nie ma dzwonków i typowych przerw, to tez dlaczego nie? Lepiej ma tracić cała lekcję?
          • zgagusia Re: Szkoła - problem czy nie? 27.04.16, 13:19
            > OK, spóźnianie ogólnie jest złe, zgadzam się. Ale jeśli zdarza się nie codzien
            > nie, tylko raz na jakiś czas, to dlaczego taki uczeń nie może iść na lekcje. Sz
            > czególnie, jeśli to no. dwie czy trzy minuty spóźnienia. Co innego 15 minut, to
            > już faktycznie raczej nie ma sensu, chociaż w klasach 1-3 gdzie nie ma dzwonk
            > ów i typowych przerw, to tez dlaczego nie? Lepiej ma tracić cała lekcję?

            Ano dlatego, że jeśli na całą klasę tak sobie pomyśli kilka osób i się spóźni to i tak przepada ok 1/3 lekcji WSZYSTKIM uczniom. Także tym, którym na tej lekcji na tyle zależy żeby zjawić się na nią punktualnie. I zaznaczam że ja to pisałam w odpowiedzi na post o spóźniających się uczniach w rejonowej podstawówce - gdzie z założenia punktualność przybycia na lekcje zależy tylko od wyjścia z domu o właściwej porze. Jeden z forumowiczów mieszkający w USA opisywał swego czasu że w Stanach albo uczeń zjawia się w szkole punktualnie, albo może przyjść na lekcje następnego dnia, bo szkoła jest zamykana wraz z I dzwonkiem - coś pięknego dla mnie. Choć przyznam że w polskich warunkach w przypadku szkół do których uczniowie dojeżdżaja aż tak rygorystycznie by być nie mogło. Moje dzieci chodziły do prywatnej podstawówki do której 100% uczniów dojeżdżało - za brak spóźnień w semestrze uczeń dostawał premię punktową z zachowania, przy jednym spóźnieniu tej premii nie było a za każde kolejne spóźnienie punkty były odejmowane. I problemów ze spóźnieniami nie było, sporadycznie spóźniali się pojedynczy uczniowie.
            • verdana Re: Szkoła - problem czy nie? 27.04.16, 13:35
              Uczniowie podstawówki zazwyczaj spóźniają się, bo rodzice zawinili. Karać dziecko brakiem nauki (najgłupsza kara na świecie) za winy rodziców jest absurdem. Odpowiadać za spóźnienia dzieci w tym wieku powinni rodzice.
              • zgagusia Re: Szkoła - problem czy nie? 27.04.16, 16:07
                > Uczniowie podstawówki zazwyczaj spóźniają się, bo rodzice zawinili. Karać dziec
                > ko brakiem nauki (najgłupsza kara na świecie) za winy rodziców jest absurdem. O
                > dpowiadać za spóźnienia dzieci w tym wieku powinni rodzice.

                Ale jak rodzice mieliby odpowiadać?? Spóźnianie się jest niestety w Polsce powszechne, i zazwyczaj jeśli dziecko często się spóźnia jego rodzice nie widzą w tym nic złego. Dorosłych już się nie zmieni, trzeba wychowywać następne pokolenie, przynajmniej próbować - jeśli szkoła nie będzie wymagać punktualności to spóźnianie się wejdzie małemu Jasiowi w nawyk, bo przecież skoro ani szkoła ani rodzice nie robią z tego problemu... Jak pisałam w 'naszej' szkole bardzo dobrze przeciwdziałał spóźnieniom system ujemnych punktów (i nagroda za 100% punktualność) - na dzieciach w klasach 1-3 utrata punktów wywiera na tyle silne wrażenie że szybko same zaczynają pilnować rodziców aby o odpowiedniej porze wyjść z domu wink
                • lokitty Re: Szkoła - problem czy nie? 02.05.16, 16:11
                  Dlaczego mieliby odpowiadać? Bo wiozą albo prowadzą tego pierwszaka do szkoły i powinni tak zaplanować czas, żeby się nie spóźnić.
              • mama_kotula Re: Szkoła - problem czy nie? 03.05.16, 11:06
                "Uczniowie podstawówki zazwyczaj spóźniają się, bo rodzice zawinili. Karać dziecko brakiem nauki (najgłupsza kara na świecie) za winy rodziców jest absurdem. Odpowiadać za spóźnienia dzieci w tym wieku powinni rodzice. "

                Zgadzam się, jeśli chodzi o pierwszą lekcję i dzieci młodsze. Umówmy się, 5-6-klasiści do szkoły chodzą sami, dość często spóźnienie nie wynika z powodu, że się wyszło za późno z domu, tylko dlatego, że po drodze spotkało sie Antka i trzeba było obejrzeć jego nową grę na komóce. Albo w sklepie po drodze, gdzie człowiek chciał sobie kupić colę, była kolejka. Albo w szatni się gadało, gadało, o rany, dzwonek już, ale jak to.

                Kwestia spóźniania się w środku lekcji to już nie sprawa rodziców, w żadnym wieku. Prędzej sprawy organizacyjne czy zwykłe gapiostwo.
                • lokitty Re: Szkoła - problem czy nie? 03.05.16, 13:08
                  Wiem, ale autorka pisze o 1-3. U nas w szkole, do której wszyscy podjeżdżali autami, niektóre mamy, niczym nie obciążone i nie pracujące, potrafiły przywieźć dzieci na 9.30 zamiast na 9 wink. Co do starszych, nawet jeśli wożeni do szkoły, to mają poczucie czasu, zegarki, smartfony i wiedzą, że zaraz się spóźnią wink. OT zupełnie - lepiej było Twoim dzieciom w edukacji domowej, czy w szkole?
        • niktmadry Re: Szkoła - problem czy nie? 27.04.16, 14:30
          Mnie nie przeraża to, że dziecko nie jest wpuszczane na lekcje. Przeraża (ł) mnie brak nadzoru nad tymi dziećmi będącymi na terenie szkoły. Piszę w czasie przeszłym bo obecnie moje dziecko jest na tyle duże, że nawet jak samodzielne ze szkoły wyjdzie to krzywdy sobie nie zrobi. Najmłodsze dzieci mają w szkole 5 lat. Bywa czasami, że są odprowadzane nie do szatni a jedynie do bramy szkoły. Szatnia zamyka się równo z dzwonkiem. Jeśli nie powieszą kurtek na czas siedzą na ławeczkach przed szatnią do następnej przerwy. Siedzą albo nie siedzą tylko idą na pobliski plac zabaw/biją się/biegają. szatnię mamy niejako w piwnicy więc nawet pani woźna nie obserwuje tych dzieci. A one jednak dotarły na teren szkoły.
    • asiula1987 Re: Szkoła - problem czy nie? 27.04.16, 08:57
      nie rozumiem, stac rodzicow na prywatna szkole ale nie stac zaplacic 100zl za obiad?? rozumiem jesli jest niejadek i naprawde tylko przygotowane rzeczy w domu je. ale tak normalnie skazywac dziecko, ktore siedzi w szkole 7 godz majac jeszcze zajecia dodatkowe bez obiadu? to wina rodzicow a nie szkoly w tym punkcie.

      za spoznienie akurat sie nie dziwie choc zapewne musialobyc takie cos w umowie spisane, wiec wiedzialas z czym sie to je. ludzie musza nauczyc sie punktualnosci. widze na codzien jak do ogolnej szkoly rodzice codziennie przyprowadzaja dzieci majace na 8:00, np o 8:10. to jest brak szacunku dla nauczyciela.

      jakiekolwiek wyroznianie dzieci jest niedopuszczalne i w tego wzgledu jest wlasnie szkola prywatna beznadziejna-bo zawsze sie znajdzie ktosd znajomy badz ktos finansujacy cos ponad czesne
      • asiula1987 Re: Szkoła - problem czy nie? 27.04.16, 09:00
        zachowanie pani na j. ang jest niedopuszczalne. bylas kiedykolwiek u nauczycielki? ty placisz ty wymagasz poniekad wink ja dziekuje placic krocie za to zeby z dziecka robil ktos "nieudacznika" albo depresanta
        • mai-ra3 Re: Szkoła - problem czy nie? 27.04.16, 11:14
          Byłam spytać o oceny, bo ma złe jak na takie dziecko z klas 1-3 - jakieś dwóje, tróje. Powiedziała, że widocznie nie każdy ma zdolności językowe. Ta odpowiedz przekonała mnie o braku sensu dalszej dyskusji wink
      • mama_kotula Re: Szkoła - problem czy nie? 27.04.16, 16:08
        "nie rozumiem, stac rodzicow na prywatna szkole ale nie stac zaplacic 100zl za obiad?? rozumiem jesli jest niejadek i naprawde tylko przygotowane rzeczy w domu je. ale tak normalnie skazywac dziecko, ktore siedzi w szkole 7 godz majac jeszcze zajecia dodatkowe bez obiadu? to wina rodzicow a nie szkoly w tym punkcie."

        Moje dzieci nie były niejadkami, ale jedzenie oferowane przez szkołę było zwyczajnie obrzydliwe (obiektywnie, połowa dzieciaków tego nie jadła). Jakbym w szkole miała opcję niekupowania obiadów, to bym nie kupowała, niestety, nie było u nas takiej opcji - co więcej, musiałam napisać pisemne oświadczenie, że wyrażam zgodę na to, aby moje dzieci nie były zachęcane do jedzenia tych "pyszności".

        Tutaj imho wina szkoły jest w tym, że nikt nie pomyślał o tym, że dzieci, które nie jedzą obiadu, mogą zjeść te swoje nieszczęsne kanapki/sałatki/inne rzeczy PODCZAS jedzenia obiadu przez dzieci stołówkowe, tylko kazano im czekać.
      • mama_kotula Re: Szkoła - problem czy nie? 27.04.16, 16:10
        "za spoznienie akurat sie nie dziwie choc zapewne musialobyc takie cos w umowie spisane, wiec wiedzialas z czym sie to je. ludzie musza nauczyc sie punktualnosci. widze na codzien jak do ogolnej szkoly rodzice codziennie przyprowadzaja dzieci majace na 8:00, np o 8:10. to jest brak szacunku dla nauczyciela."

        Za to zupełnie normalne i powszechne jest to, że nauczyciel spóźnia się 5 czy 10 minut na lekcję. Prawda?
        • zgagusia Re: Szkoła - problem czy nie? 27.04.16, 19:29
          > Za to zupełnie normalne i powszechne jest to, że nauczyciel spóźnia się 5 czy 1
          > 0 minut na lekcję. Prawda?

          A dlaczego tak uważasz? Spóźnianie się nauczyciela w szkole która wymaga punktualności od uczniów jest co najmniej niewłaściwe. Podstawówkę moich dzieci znałam łącznie przez 9 lat, przez ten czas żaden z nauczycieli nie spóźnił się na lekcję ani razu - a to dlatego że nauczyciele zaczynali tam pracę o 7:45 i ich spóźnienia były liczone od tej godziny; szczerze mówiąc nie mam pojęcia jakie były konsekwencje spóźnień przewidziane w umowach z nauczycielami ale jak widać da się zdyscyplinować i kadrę i uczniów bez jakiegoś strasznego rygoru typu niewpuszczanie na lekcję. W gimnazjach też mi się dzieci nie skarżyły na spóźniających się nauczycieli więc na pewno nie zdarzało się to często ani powszechnie.
          • mama_kotula Re: Szkoła - problem czy nie? 27.04.16, 21:20
            "A dlaczego tak uważasz?"

            To był sarkazm. Z obserwacji w kilku co najmniej szkołach, potwierdzone przez znajomych, widzę, że nikt nie robi sobie nic ze spóźnienia nauczyciela na lekcję - uczeń za to ma wpisywane każde spóźnienie.

            Skarżenie się dzieci na spóźniających się nauczycieli byłoby porównywalne ze skarżeniem się dzieci, że dostają za dużo słodyczy i za duże kieszonkowe wink).

            Cytuję za córką (5 klasa), zapytałam przed chwilą:
            - pani od matematyki zawsze się spóźnia, pani od muzyki idzie po dziennik dopiero jak jest dzwonek na lekcję, pan od techniki zawsze jest spóźniony około pięciu minut, pani Karolina (wychowawczyni) raczej nie, ale czasem rozmawia z rodzicami na przerwie i wtedy jej nie ma przez parę minut; a zawsze jak mamy wuef, niezależnie od tego z kim mamy, czy z naszą panią, czy zastępstwo, to czekamy w strojach na boisku długo. Pani od plastyki i pani od religii nigdy się nie spóźniają.

            Nie zrozum mnie źle - ja też jestem przekonana, że da się wyegzekwować punktualność bez brania na pysk. To była taka luźna obserwacja po prostu smile
      • mai-ra3 Re: Szkoła - problem czy nie? 01.05.16, 00:22
        Jeśli chodzi o obiady to niektórzy nie chcą, bo to kwota raczej bliższa 200 zł za miesiąc. A niektóre dzieci nie chciały jeść obiadów / nie smakowały im. Dlatego część rodziców zamiast obiadów wolała dać dzieciom jakieś sałatki czy kanapki, problem w tym że nieraz dzieci przez 7 godzin nie mają kiedy spokojnie ich zjeść. No i trochę uwiera brak ciepłych napojów, szczególnie gdy zimno. Tylko ta woda, a nie każde dziecko lubi wodę to raz, dwa w naszym klimacie uważam że ciepły napój to konieczność przez tyle godzin...
        • zielonakrasnoludka Re: Szkoła - problem czy nie? 03.05.16, 10:37
          A to szkola nie jest ogrzewana?
          (pytanie: czym sie roznia 23 stopnie w szkole w zimie od 23 stopni wiosna?)

          Zarzuty o to, ze dzieci pija wode, sa absurdalne. Masz prawo do wlasnego zdania pt. koniecznosc cieplego napoju, ale nie jest to ani powszechne zdanie, ani tym bardziej norma wink
          A prochnica i nadwaga biorac sie wlasnie ze spozywania slodkich kompotow, herbatek slodzonych czy soczkow, wiec o ile niektore rzeczy, o ktorych piszesz, wolaja o pomste do nieba, tak akurat ten nie.
          • mai-ra3 Re: Szkoła - problem czy nie? 03.05.16, 12:59
            Tak, ogrzewana, ale chodzą na dwór np. na dwie czy trzy godziny. W zimie godzina bez względu na pogodę, czy mróz czy śnieg. Także ciepły napój wskazany, a nie o suchych kanapkach przez tyle godzin.
      • lokitty Re: Szkoła - problem czy nie? 02.05.16, 16:15
        Różnie to bywa. Moje dziecko ma dietę eliminacyjną, żadna ze szkół nigdy nie chciała np wyjąć porcji zupy z garnka przed dodaniem śmietany. Szkoły prywatne. Tyle, że ja nakłoniłam dziecko, żeby brało własny obiad w termosie.
        • zielonakrasnoludka Re: Szkoła - problem czy nie? 03.05.16, 10:40
          Kolejny punkt za szkola panstwowa... w znanej mi placowce ostatnia specyfikacja przetargowa uwzgledniala nie tylko diete bezmleczna i bezglutenowa, ale i dostosowana do wymogow religinych potencjalnych uczniow.
          • lokitty Re: Szkoła - problem czy nie? 03.05.16, 13:10
            W Polsce? Bo że bez wieprzowiny, to powszechna praktyka w szkołach niemieckich i brytyjskich, to już wiem.
            • zielonakrasnoludka Re: Szkoła - problem czy nie? 03.05.16, 13:12
              no w Polsce, w Polsce. Jako opcja - poki co teoretyczna - ale jednak.
              W praktyce jest standard - dieta podstawowa, bezmleczna i bezglutenowa.
              • maksimum Re: Szkoła - problem czy nie? 12.05.16, 04:32
                Wyglada na dobra szkole.Przeciez mozesz z dzieckiem w domu ogladac programy po angielsku a nie czekac ze naucza go angielskiego w szkole.
    • aagnes Re: Szkoła - problem czy nie? 28.04.16, 08:32
      To na pewno jakies super nowoczesne i fajne podejscie, tylko my sie nie znamy tongue_out
      a serio -wszystkie punkty to jakis obłęd i absurd, dziecko do przeniesienia do normalnej szkoly, akurat rok sie zaraz konczy.
      • mai-ra3 Re: Szkoła - problem czy nie? 01.05.16, 00:18
        Tak, szkoła w założeniu nowoczesna, przyjazna i bezstresowa wink
        Właśnie czekam na ten koniec roku szkolnego z utęsknieniem...
    • arwena_11 Re: Szkoła - problem czy nie? 28.04.16, 09:15
      Szkoła prywatna, ale jak rozumiem na prawach publicznej, skoro program musieli dostosować do wymagań MEN.
      Dlaczego jeszcze nie poszła skarga do kuratorium i ministerstwa? Oni mają nadzór nad takimi szkołami. Jak również do Gminy ( dają dotację na uczniów również szkołom prywatnym ). Konsekwencje mogą być zarówno finansowe jak i formalne - przypuszczam, że pewnie nawet można odebrać takiej szkole uprawnienia.
      Stać was ( w sensie rodziców dzieci, które będą pewnie zabrane ) na szkołę, to złóżcie się na prawnika i przeczołgajcie dyrekcję po różnych instytucjach.

      Co do grzebania w plecakach -jest to naruszenie własności - nie wiadomo czy nikt nic nie ukradnie w takiej sytuacji - zrobiłabym w szkole jesień średniowiecza. Podobnie jak przy zakazie soków - moje dzieci w klasach 1-3 w termosach nosiły wodę z sokiem z malin, ciepłą. Sok naturalny robiony przeze mnie.
    • lokitty Re: Szkoła - problem czy nie? 02.05.16, 16:04
      Wybacz, ale brzmi to nieprawdopodobnie wink. No chyba, że to jedyna szkoła prywatna w jakimś Pcimiu Dolnym i kadra robi, co chce.
      • mai-ra3 Re: Szkoła - problem czy nie? 02.05.16, 22:48
        Nie ma za bardzo konkurencji, a miasto małe (nie bardzo małe, ale raczej z tych mniej znanych). Jeśli chodzi o szkoły podstawowe odpłatne, to jest tylko taka u zakonnic, a nie każdy chce do takiej posyłać, choć opinię ma bardzo dobrą.
        • lokitty Re: Szkoła - problem czy nie? 03.05.16, 08:57
          Rozumiem. Jeśli nie przejaskrawiasz - bo odczucie, że kogoś się faworyzuje, może być subiektywne - to faktycznie jest to dziwne miejsce wink. Aha, a szkoły prywatne bardzo lubią dodawać godzin różnych zajęć do obowiązującego rozkładu, żeby to "lepiej wyglądało". U mnie też więcej niby tych pożytecznych godzin, ale widzę, że dziecko zmęczone. Chociaż to różnica typu 6 lekcji zamiast 5 albo 4. A już 8 godzin wf i pewnie lekcje do 15 to grube przegięcie. Podejrzewam, że szkołę założył ktoś, kto ma zerowe pojęcie, jak to ma działać.
          • mai-ra3 Re: Szkoła - problem czy nie? 03.05.16, 12:58
            U nas jest obowiązkowo 7 godzin. Nie można z żadnej zrezygnować, nawet jeśli jest dodatkowa a dziecko nie chce na nią uczęszczać. A po szkole znów zajęcia dodatkowe, niektóre dzieci spędzają w tej szkole po 10 godzin. Rozumiem, że jak rodzice pracują, to coś muszą z dziećmi zrobić, ale widać po tych dzieciakach zmęczenie.
            Faworyzowanie widać choćby po mundurkach - niby sa obowiązkowe, ale osoby uprzywilejowane chodzą jak chcą, taka jest prawda. A innym się obrywa za np. brak krawata. Opinia szkoły pewnie będzie coraz słabsza, wraz z tym jak ludzie będą rezygnować.
            Do tego na początku roku podpisaliśmy zgodę na zdjęcia do galerii szkolnej - no OK. Ale ostatnio pani straszyła dzieci, że je nagra jeśli będą niegrzeczne (?) i pokaże to rodzicom. Także pedagodzy beznadziejni.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka