kathy38
20.09.02, 08:38
Dziadek...Czyli mój tato. Bardzo kocha swoją wnuczkę. Każdą wolną chwilę
poświęca na spacery. A chwil tych nie ma za wiele, bo pomimo skończonych 70
lat pracuje i to na dwóch etatach. Cieszę się, że moja córka ze swoim
dziadkiem są w tak dobrej komitywie. Chodzą na długie spacery, na całodzienne
wyprawy, do cyrku, do ZOO, na imprezy plenerowe. Pokazuje jej niemało świata.
Ja doceniam to jeszcze z tej strony, iż kiedy oni są razem mam wtedy czas dla
siebie.
Dziadek ma na sumieniu jednak pewne grzeszki, nad którymi nie mogę przejsc do
porządku dziennego. To, że z każdego spaceru córka wraca z torbą cukierków
przy czym nie wiadomo ile z nich jest już w brzuchu, to mały pikuś. Rozmowa z
tatą przyniosła efekt, że kupują te cukierki w tajemnicy. Nieraz proszę żeby
wrócili na obiad lub kolację - a córka z lizakiem w ręce. Pewnego razu
wybrali się do piaskownicy i okazało się, że dziadek ściągnął wnuczce buty
żeby pobiegała po piasku na bosaka (!) Pozwalał jej w tym piasku się tarzać,
stawać na głowie.
Kilka dni temu córka skończyła 4 latka. I dziadek zaczął wnuczce powtarzać,
żeby zapamiętała, że ma tylko 3 i pół roku. Chodzi o kasowanie biletów w
komunikacji MPK...
Tak mi się wydaje, że znam swojego tatę a jednak co raz udaje mu się mnie
zaskoczyć.