no_nick
13.12.06, 13:47
Jest tak: starsze dziecko jest w 6 klasie.Uczy się w miare,zachowuje się
generalnie nie najgorzej.Ja pracuję poza domem i wszystko jest na głowie
żony,która z trudem ale jakoś daje sobie radę.Mam taką kwestię: jak
spowodować,żeby żona nie napierała na dziecko w kwestii uczenia się "na
blaszkę" paru bzdurnych przedmiotów typu:historia,przyroda,polski.Wiem,wiem -
nie są to bzdurne przedmioty,tylko niezwykle ważne i każdy inteligentny
człowiek powinien.Tylko,że córka dysponuje wiedzą generalnie większą niż
szkolna w wybranych elementach,bierze się to z jej zainteresowań: zna dobrze
jak na swój wiek historię USA,czyta sama na ten temat;interesuje się
geologią, mówi bez najmniejszych błędów po polsku,uczy się angielskiego i
poprosiła o zapisanie jej na hiszpański.Jest słaba z matematyki i raczej tak
już zostanie.
Zmierzam do tego,że każdy mój pobyt w dom prowadzi do nerwowych sytuacji,bo
po serii odpytań z podręcznika przez żonę dziecko zapłakane zamykas się w
pokoju i wyraźnie zniechęca się do uczenia się czegokolwiek.Żona w swoich
latach szkolnych uczyła się metodą wkuwania - co pewnie wiele wyjaśnia.Jak
znaleźć wyjście z tej sytuacji bez rozwodu ?
pzdr
nn