Dodaj do ulubionych

dziecko powodem kryzysu w malzenstwie

IP: *.dip.t-dialin.net 30.04.03, 06:58
Jestem mloda mama i niestety nie moge powiedziec aby szczescie rodzinne
panowalo w moim domu. Od kiedy jestesmy we troje to klotnie i sprzeczki
narastaja. Mam wrazenie, ze nie potrafie, takze i moj maz zaakceptowac nowej
sytuacji zwiazanej z zalozeniem rodziny. Taka atmosfera w domu meczy i na
dluzsza mete jest nie do zniesienia. Jak temu zaradzic?
Obserwuj wątek
    • Gość: Kasia Re: dziecko powodem kryzysu w malzenstwie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.03, 10:15
      My mamy już dwójkę dzieciaków i sprawa wygląda tak: ok. 2 miesiące po urodzeniu
      się pierwszego dziecka sytuacja w domu była koszmarna. Wieczne pretensje mojego
      męża o wszystko, sprzeczki, kłótnie. KOSZMAR !!!!!!!!! otem (tak ok. 1,5 roku)
      to minęło i wszystko wróciło do normy. Teraz jest drugi bobas (10 miesięcy) i
      jest tak samo sad. Jedyne co mi pozostaje to zaczepki męża puszczać mimo uszu i
      czekać aż minie 1,5 roku. Z rozmów z innymi mamami wynika, że to częsta choroba
      młodych rodziców.
      Pozdrawiam i głowa do góry
    • Gość: Iza2 Re: dziecko powodem kryzysu w malzenstwie IP: *.k.mcnet.pl 30.04.03, 10:57
      Niestety czesto kobiety sa tego powodem. Poswiecaja sie
      calkowicie dziecku i nie rozumieja, ze mezczyzna tez nas
      potrzebuje i nie rozumie dlaczego caly swiat sie kreci
      wokol malenstwa. Wiecznie przy piersi, we wspolnym lozku,
      kobieta zmeczona, zniechecona i jeszcze domagajaca sie we
      wszystkim pomocy itd. Porozmawiajcie moze, co go drazni
      najbardziej, moze uda sie zreorganizowac troche porzadek
      dnia czy zwyczaje. Moze warto wziac czasem na dwie
      godziny kogos do malego i wyjsc we dwojke, poudawac, ze
      jest tak jak w czasach narzeczenstwa. Dla wielu mezczyzn
      maly czlowiek jest jak jarzyna, do co najmniej 6 msca
      zycia, poki nie ma z nim intelektualnego kontaktu, to do
      niego nie trafia i zadne pisma kobiece tego nie zmienia,
      trzeba cierpliwie czekac i ta "dwojka dzieci" sie opiekowac
      • Gość: lila Re: dziecko powodem kryzysu w malzenstwie IP: *.dip.t-dialin.net 30.04.03, 14:42
        Gość portalu: Iza2 napisał(a):

        > Niestety czesto kobiety sa tego powodem. Poswiecaja sie
        > calkowicie dziecku i nie rozumieja, ze mezczyzna tez nas
        > potrzebuje i nie rozumie dlaczego caly swiat sie kreci
        > wokol malenstwa. Wiecznie przy piersi, we wspolnym lozku,
        > kobieta zmeczona, zniechecona i jeszcze domagajaca sie we
        > wszystkim pomocy itd. Porozmawiajcie moze, co go drazni
        > najbardziej, moze uda sie zreorganizowac troche porzadek
        > dnia czy zwyczaje. Moze warto wziac czasem na dwie
        > godziny kogos do malego i wyjsc we dwojke, poudawac, ze
        > jest tak jak w czasach narzeczenstwa. Dla wielu mezczyzn
        > maly czlowiek jest jak jarzyna, do co najmniej 6 msca
        > zycia, poki nie ma z nim intelektualnego kontaktu, to do
        > niego nie trafia i zadne pisma kobiece tego nie zmienia,
        > trzeba cierpliwie czekac i ta "dwojka dzieci" sie opiekowac

        Nie rozumiem dlaczego mam sie opiekowac doroslym mezczyzna?? To raczej on
        powinien zrozumiec, ze ma teraz rodzine i zycie z dzieckiem wyglada inaczej
        niz przedtem.
      • Gość: lila Re: dziecko powodem kryzysu w malzenstwie IP: *.dip.t-dialin.net 30.04.03, 14:44
        Dzieki za duchowe wsparcie.
        Tytul tego postu to rzeczywiscie skrot myslowy.
    • Gość: Iza Re: dziecko powodem kryzysu w malzenstwie IP: *.introl.pl 30.04.03, 12:30
      Głowa do góry, u nas było podobnie, tylko nie trwało to długo. Po porodzie
      kobiecie buzują hormony, raz byłam w euforii, to znów ryczałam po kątach nie
      wiadomo o co (tzn. ja wiedziałam, ale otoczenie nie bardzo). Zamartwiałam się,
      że nie nadążam ze sprzątaniem, gotowaniem etc. Wciąż ustawiałam męża, i byłam
      niezadowolona. Dzięki temu, że mąż wziął na wstrzymanie i przeczekał doszłam
      ze sobą do ładu. Przestałam się martwić ciągłą górą prania w łazience, etc.
      Dom to nie muzeum. Gdy odpuściłam sobie kilka rzeczy, wyspałam się (spałam
      wtedy kiedy i córka), humor mi się poprawił, a i mąż gdy potykał się o rzucone
      brudne rzeczy, których po nim nie znierałam to je po prostu zbierał, a
      przynajmniej nie słyszał mojego narzekania. Poza tym rozmawialiśmy co chyba
      jest najważniejsze. Proponuję wziąć męża na poważną rozmowę, wszystko jest do
      przejścia, a pojawienie się nowego członka rodziny wymaga czasu by rodzina na
      nowo zaczęła funkcjonować swoim trybem. Trzymam kciuki, nie dajcie się będzie
      dobrze. Pozdrawiam Iza
      • Gość: ewa Re: dziecko powodem kryzysu w malzenstwie IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 30.04.03, 18:19
        Może dobrze by zrobiło tatusiowi gdyby włączył się bardziej w opiekę nad
        dzidziusiem? Mój mąż bardzo mi pomagał i lubił to. Wiedział, że miałam za sobą
        koszmarne noce i w dzień chodzę ledwo przytomna więc prał, gotował i prasował
        pieluchy gotował marchwianki, kaszki i zupki. Dzięki temu mogłam popołudniami
        odpocząć i nabrać sił. Tatusiowie doskonale radzą sobie też z dzieckiem w
        kąpieli, mój syn jako maluszek pozwalał myć się tylko tacie.
        Obecnie moje dzieciątko ma 15 lat i od chwili rozpoczęcia nauki w gimnazjum
        znów jest pod intensywną opieką tatusia.
        Pozdrawiam! Ewa
    • Gość: aleksandrynka Re: dziecko powodem kryzysu w malzenstwie IP: 212.160.130.* 30.04.03, 14:10
      Moją uwagę zwrócił tytuł tego watku - mimo, iż chyba wiem, co miałaś na myśli
      bardzo mi on nie pasuje. Bo to nie dziecko jest odpowiedzialne za kryzys w
      małżeństwie, ale małżonkowie; powodem nie jest samo dziecko, ale to, że mama i
      tata nie potrafią się dogadać, odnaleźć w sytuacji... Ale mam nadzieję, że to
      tylko takie małe, językowe nieporozumienie, myślowy skrot...
      Pozdrawiam!
    • sicilia Re: dziecko powodem kryzysu w malzenstwie 01.05.03, 17:56
      U mnie też po narodzinach był taki problem. Teraz dziecko ma 10 miesięcy i
      pomimo, że czasem jeszcze zdarzają się niesnaski to mogę chyba powiedzieć, że
      kryzys mamy za sobą. Tak chyba musi być bo przecież jest to bardzo stresująca
      sytuacja - taka nowa odpowiedzialność. Dziwi mnie tylko ludowe porzekadło, że
      jak jest źle w małżeństwie to powinno pojawić się dziecko to scementuje ono
      związek. Według mnie tylko dzięki ogromnej miłości związek może przetrwać ten
      trudny okres. Wydaje mi się też, że w moim przypadku pomogła nam decyzja o
      ochrzczeniu dziecka. Jakoś tak oboje poczuliśmy się wtedy bardziej
      odpowiedzialni za to co robimy.
      • Gość: Aneczka Re: dziecko powodem kryzysu w malzenstwie IP: *.zetosa.com.pl 01.05.03, 19:58
        MNie niestety nie udało sie utrzymac naszego zwiazku. PO 5 latach zaszłam w
        nieplanowana ciąże i gdy córka miała 2 latka tatus odszedł. Odszedł bo jak
        mówił nie potrafi byc ojcem i mężem. Nie kontaktuje sie z nami. CZasem tylko
        płaci na Malutką. Dopiero teraz gdy moje emocje opadaja i powoli sie odkochuje
        zaczynam sie brac za sprawy alimentacyjne. nadal jednak nie rozumiem, jak
        mogłam tak bardzo się pomylic w wyborze partnera. Nie rozumiem jak mozna byc az
        tak nieodpowiedzialnym.
        Dobrze, że mam choc moją Córeczke.

        Pozdrawiam i życzę powodzeniasmile
        • pesteczka5 Re: dziecko powodem kryzysu w malzenstwie 02.05.03, 16:49
          Mamy dwoje i "dołowaliśmy" po każdym. Choć było to bardzo trudne, oboje
          uznaliśmy, że to normalny okres przejściowy i wyszliśmy z tego obronną ręką.
          Myślę, że w obecnych czsach mody na samorealizację, konsumpcjonizm,
          indywidualizm i hedonizm coraz trudniej jest nam zaakceptować naturalne
          ograniczenia, jakie niesie rodzicielstwo. Wiele rzeczy w codziennym życiu można
          sobie ułatwić dzięki technice, pieniądzom; rodzicielstwo natomiast wciąż
          pozostaje zajęciem trudnym, pełnoetatowym i wykonywanym ręcznie i na piechotę...
          Małżeństwo także ( i dobrze ) chcemy widzieć nie jako pasmo obowiązków, ale
          źródło przyjemności bycia z drugim człowiekiem, dlatego też transformacja w
          rodzinę bywa bolesna. Dobry związek wytrzyma brak czasu, niezależności,
          intymności i umości się jakoś pomiędzy pieluchami, a z czasem wręcz rozkwitnie
          dzięki nowym rodzajom więzi... Choć to prawda, że czasem łezka się w oku
          zakręci.
          • mathras Re: dziecko powodem kryzysu w malzenstwie 02.05.03, 18:32
            nie wiem dlaczego, ale jedyna odpowiedz ktora mnie zainteresowala byla Aneczki.
            Reszta osob szuka winy i chce zmienic stan rzeczy poprzez tresure.

            Aneczka zrobila co mogla i nie wyszlo, jak z pieczniem ciasta. Czasem jest taki
            dzien ze nie wychodzi. Na pocieszenie powiem ze jest wiele samotnych kobiet
            ktore wychowuja dziecko bez meza i nic z tego nie wynika zlego czy
            niemoralnego. Czy jest tak lepiej? Dla kobiet chyba tak bo wygladaja bardziej
            atrakcyjnie. A te 'mezatki' pojawiajace sie rano w sklepach, z twarza sztywna
            jak maska (od narkotykow albo alkoholu), z prowokujaca (wg nich) opalenizna,
            ktora wyglada jakby przedozowaly marchewke, tylko mnie smiesza ze nie potrafia
            sie znalezc w zyciu ze swoim mezem. Acha, zapomnialem dodac ze wlasnie w tych
            sklepach rozgladaja sie panami. Za jakimi nie wiem ale rzygac mi sie chce jak
            patrza na mnie jak pies na kielbase. Czy mezatki sa az tak
            strasznie 'wyglodzone'? Czy az tak strasznie znudzil sie im wlasny ukochany
            maz? Przeciez ten czlowiek robi cuda zeby utrzymac rodzine (i te jedze) zeby
            nie musieli mieszkac na dworcu.

            A juz spanie z dzieckiem w malzenskim lozku uwazam za skrajny debilizm
            lesbijskich ciot z magazynow kobiecych.
            • Gość: magda Re: dziecko powodem kryzysu w malzenstwie IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 03.05.03, 00:27
              Mathras chyba trochę przesadził! W dzisiejszych czasach raczej mężczyzna nie
              jest już jedynym żywicielem rodziny i w domu mógłby czasem zrobić coś poza
              oglądaniem TV. Ja po urodzeniu dziecka nie przechodziłam kryzysu , bo mój
              małżonek wolał przesiadywać w pracy i u mamusi. Teraz pewnie nie pozwoliłabym
              na to , ale myślę że to paradoksalnie uchroniło nas od wielu nieporozumień.
              Rada na kryzys? Zostaw go czasem w domu ze smerfikiem , a ty się przejdź na
              spacer ,i koniecznie zadbaj o siebie. Zostaw czasem brudne naczynia w zlewie i
              niepoodkurzane mieszkanie , a ty się wyśpij. Jak mu przeszkadza , to odkurzacz
              zawsze może wyciągnąć. Ja właśnie tak robię. Powodzenia!








          • Gość: Benno Re: dziecko powodem kryzysu w malzenstwie IP: *.acn.waw.pl 04.05.03, 13:53
            pesteczka5 napisała:


            (...)Myślę, że w obecnych czsach mody na samorealizację, konsumpcjonizm,
            > indywidualizm i hedonizm coraz trudniej jest nam zaakceptować naturalne
            > ograniczenia, jakie niesie rodzicielstwo (...)

            Jezus Maria - samorealizacja, konsupcjonizm, indywidualizm, hedonizm, -
            wymienione jednych tchem - bez sensu. Nic dziwnego, że nie można normalnie
            porozmawiać z kobietami.
            Benno
    • mamosz Re: dziecko powodem kryzysu w malzenstwie 03.05.03, 00:10

      www2.gazeta.pl/kobieta/1,24465,843003.html poczytaj sobie,a znajdziesz
      odpowiedzi na wszystkie pytania i jeszcze sie uśmiejesz Głowa do góry.Pozdrawiam
    • Gość: Bartek Moje drogie... IP: *.itpp.pl 03.05.03, 01:28
      U nas też zdarzały sie problemy. Sądze że zdarzają się w większości małzeństw.
      I niestety obawiam się że wina nie lezy wyłacznie po stronie facetów. Na tym
      wątku jest już dużo kobiecego punktu widzenia, pozwólcie więc że nie bede
      obiektywny i przedstawie męski.
      U nas tez nieporozumienia wzięły sie stąd że poczułem sie odrzucony. I to nie
      jest tak, że męzczyzna musi być niańczony jak napisała któras z was. Problem w
      tym, że dopóki nie ma dziecka jest para - która sobie cos daje i bierze. Kiedy
      pojawia się to trzecie, kobieta zajmuje sie wyłącznie nim. Ja poczułem sie
      nagle całkowicie niepotrzebny. Oczywiście pracowałem, oczywiście zmieniałem
      pieluchy, kapałem malucha i mu gotowałem, wstawałem do niej w nocy, karmiłem ją
      o 3 nad ranem, kołysałem o 5 rano a kiedy wracałem na spacer jechałem z nią na
      spacer itd a do tego roboiłem zakupy, gotowałem i prałem. Padałem na nos, żona
      oczywiście tez - wiecie jak to jest. Tylko że ja starałem się w tym wszystkim
      znaleźć dla niej czas. Żeby pozyczyc film który chciała obejrzeć, przytulić,
      poczytać, opowiedzieć coś. A brakowało mi tego z jej strony. Oczywiście nie ze
      złej woli tylko była wykończona.
      No i tu dochodzimy do problemu - bo uwazalem ze wykancza sie na wlasne
      zyczenie. Ja jako męzczyzna kieruję się logiką. uwazam że dziecko trzeba
      nakarmić, przewinąc, pobawić się znim, popełzac na dywanie, iśc na spacer,
      ponosic na rekach. ALE ZE NIE NALEZY TEGO ROBIC CALY CZAS. Ze bez klopotu da
      sie wykroic czas dla nas dwojga. Owszem, na początku niedużo, potem więcej. Że
      czasem trzeba powiedziec dosc i zajac sie sobą. Że jesli maluch jest chory to
      łażę z nia cała noc, ze jesli jest głodna albo się obrzygała to lecę o 2 rano
      do niej. Ale jesli ma po prostu takie widzimisie że postanowi zrobic sobie
      pobudke (i nam o 2 w niocy, to nie. Po prostu nie. Ze nie można się oddać w 100
      proc we władanie dziecka nawet jesli jest małe i bezbronne. Ze jesli chce je
      pokochac to nie moge go zaczac nienawidzic za to że nam rozwala zycie. Ze
      jestem gotow na wiele wyrzeczen, ze obejrzalem niezliczona ilisc wschodow
      slonca i bezsennych nocy na zmiane z zona, ale nie jestem gotow na to zeby
      całkowicie zrezygnowac ze wszystkiego. Z czytania ksiązek, ogladania filmów,
      seksu (tak, tak moje kochane, ile z was o tym mysli, a ile zapomina i skazuje
      meza na samotne i bardzo smutne chwile smile)))
      Ja poczułem się zdegradowany do roli kogoś kto przynosi pieniadze i jest
      jeszcze kamerdynerem, chłopcem na posyłki, pomywaczem. I moja żona myślała o
      mnie dokładnie to samo co wy: taki duzy i trzeba go nianczyc, no wiesz, po tylu
      latach żeby sie mazgaic, myslisz o seksie, a przeciez mala moze zacząc plakac
      itd, itd. (a dlaczego mam przestac myslec o seksie? mam tez przestac myslec o
      jedzeniu? O spaniu?
      Od tego momentu minelo juz wiele czasu i wszystko sie zmienilo. Ale dlatego ze
      osiagnelismy kompromis. Stworzylismy rodzine. A rodzina to aktualnie trzy osoby
      i kazda z nich jest bardzo wazna. Ta najmniejsza osoba zajmje szczegolne
      miejsce, ale nie rzucamy juz wszystkiego tylko dlatego ze ona czegos
      natychmiast chce. Nauczylismy sie ze mama latajaca do dziecka na kazde
      zawolanie i padajaca z nog i sztorcujaca ojca co chwila to nie jest rodzina a
      wlasciwie jest rodzina dysfunkcyjna
      I ja wiem oczywiscie ze jest masa nieodpowiedzialnych facetow. Ale moje drogie.
      pamietajcie tez ze jest masa sfiksowanych kobiet ktore praktycznie odrzucaja
      meza po urodzeniu dziecka i uwazaja ze od tej pory poswieca dziecku wszystko -
      siebie ale rowniez meża.
      I pewnie przelomowy byl ten moment kiedy wymoglem na zonie zebysmy nie wstawali
      do malej o czwartej rano - bo zawsze sie wtedy budzila bo miala taki humor i
      chciala bawic a my padalismy na pysk. Ze jesli placze to trudno. Niech placze.
      I przetrwalismy codzienny wrzask o 4 rano. Zona ze zdziwieniem stwierdzila ze
      mala uznala ze wrzask nie dziala, wiec zaczela sie po prostu budzic o 7.45.
      I nie pisze tego zeby wywolywac dyskusje o tym co zrobic z placzacym dzieckiem.
      tylko po to, zeby pokazac, ze rodzinie wszyscy musza sie przystosowywac, i nikt
      nie moze byc zepchniety na margines bo jest duzy, a inny dostawac wszystko bo
      jest maly. Mamy zreszta taki przyklad u znajomych ktorzy najpierw wyrzekli sie
      wszystkiego dla corki, a potem kiedy urodzila sie druga, zepchneli ta pierwsza
      na margines - bo byla juz dyuza i nagle wszystko zaczela dostawac ta mala. Ale
      to zupelnie inna historia.
      Przepraszam za przydlugiego posta, ale moje drogie - mąż to nie potwór, nie
      wariat, nie osobnik nienawidzący dzieci czy uważający je za rosliny, nie
      samolubny glupi egoista. To wasz partner, człowiek który chce wam i dziecku dac
      wszystko, ale i dostac cos w zamian. I nie mowcie ze to dziecinne, czy glupie
      bo jakbyscie sie czuly gdyby faceci mowili o was ze jestescie idiotkami bo sie
      wciaz odchudzacie, ze chyba jestescie kretynkami wcierajac sobie kremy, albo
      dostalyscie rozmiekczenia mozgu bo wciaz latacie i sprawdzacie czy dziecko spi.
      Moze faceci są z Marsa, ale za to kobiety z Wenus. Może facetów niełatwo
      zrozumieć i czesto się myla, ale czyż kobiety są nieomylne i zawsze mają rację?
    • Gość: scandian Re: dziecko powodem kryzysu w malzenstwie IP: *.sk2.am.poznan.pl 03.05.03, 11:57
      Take a look around the world. You see such mad things happening.
      There're few good men.Thank your lucky stars if he's one of them.
      • mamosz Re: dziecko powodem kryzysu w malzenstwie 03.05.03, 13:05

        Bartek gdybym muiała w swoim czasie, gdy ogarnął mnie szał macierzyństwa
        niekiełznanego takiego faceta przy boku jak ty,który obserwuje i stara się
        zrozumieć,a nastepnie szuka kompromisowego rozwiązania to pewnie moje dzieci
        nie wychowałyby się z mamusio-tatusiem i tatusiem dochodzacym,Mądry facet
        jesteś fajnie maja z Tobą twoje dwie dziewczyny.big_grin Pozdrawiam
        • Gość: Bartek Re: dziecko powodem kryzysu w malzenstwie IP: *.itpp.pl 04.05.03, 10:34
          Mądry facet
          > jesteś fajnie maja z Tobą twoje dwie dziewczyny.big_grin Pozdrawiam
          smile))
          Dzieki. Paradoksalnie to przez moich rodzicow zrozumialem duzo rzeczy. Mama
          przylatywala na kazdy moj wrzask, lulala mnie calymi nocami, zgadzala sie na
          wszystko (oczywiscie tego nie pamietam, ale duzo krazy w rodzinie opowiesci). A
          co bylo dalej? matka usilowala sie mna opiekowac nie tylko jak mialem 1 czy dwa
          lata, ale rowniez wtedy jak mialem 18 czy 22 lata. Wplywac na wybory zyciowe,
          lacznie z malzenstwem i pracą. Ja oczywiscie sie na to nie zgadzalem. Jaki jest
          skutek? taki ze mama ma poczucie ze dala mi wszystko, wyrzekla sie wlasnego
          zycia (rzeczywiscie rzucila prace na kilka lat i potem nie mogla wrocic),
          zmienila miejsce mieszkania (zebym wychowywal sie na swiezym powietrzu). A ja
          co? A ja niewdzieczny nie chce zaakceptowac tego co ona mi mowi. A potem
          mówiła: a ja zarwalam tyle nocy i rzucilam prace, zeby ci bylo lepiej a dla
          ciebie to sie nie liczy (w podtekscie, a wiec nie żeń sie z tą, tylko z tamtą).
          Ona pamieta, że poswieciła dla mnie rzeczywiście kawał życia. A ja mówię: -
          mamo, teraz rozumiem co to znaczy i to wielkie wyrzeczenie. Ale ja o nie nie
          prosiłem. Nie musiałas rzucac tej pracy i pamiętać to mi przez tyle lat. Nie
          musiałas rzucac Warszawy, ja bym sie swietnie wychowal w Warszawie mimo ze tu
          jezdza samochody.
          I oczywiscie swietnie rozumiem o co chodzi, ze ma poczucie ze zainwestowala we
          mnie wszystko i teraz nadal chcialaby miec swojego malego synka, a ma faceta
          ktory ma wlasne zycie dokonuje wlasnych wyborow, a ona niestety sadzi ze to
          błąd.
          I dlatego nie chce za 30 lat wyladowac jako zgorzknialy facet ktory tyle
          poswiecil dla dzieci, a one poszly własną drogą. Zamiast byc np. lekarzami,
          zostały powiedzmy projektantami mody (bo to tego typu problemy). Nie chce im
          wypominac, ze tyle im poswiecilismy, ze nam zlamaly zycie, ze gdyby nie dzieci,
          top nasze życie wyglądałoby inaczej. Chce żeby były szczęśliwe, żebym wiedział
          że dałem im ile mogłem, ale że to była przyjemność a nie mordęga. Że bym nie
          mówił im: - tak, tak odkąd się urodziliście przestałem chodzić do kina, i
          czytac. Musiałem ograniczyc pracę. etc.
          Bo za 30 lat powiedzą.
          - tato, odczep się wreszcie od tej pracy i kina i wakacji. Jak chciales jechac,
          to trzeba bylo nas zostawic z babcią i jechać, a nie marudzić tyle lat. smile)
    • mysz_ Re: dziecko powodem kryzysu w malzenstwie 04.05.03, 11:20
      to jest moment w którym przekonasz się jaki naprawdę potrafi być facet. Faceci to egoisci i masz teraz pierwsza
      próbkę tego. Przekonasz się jeszcze nie raz że kiedy pojawiają się problemy i obowiązki to pierwsi którzy uciekaja z
      tonącego okrętu. Są gorsi niż szczury.
      To wszystko minie, jak juz podrośnie dziecko i skończą się nieprzespane noce. tylko uważaj żeby nie przytyć bo
      mężulek szybko sobie znajdzie zgrabniejszą
      • Gość: Krzysiek Re: dziecko powodem kryzysu w malzenstwie IP: *.petrobaltic.com.pl 05.05.03, 10:39
        Jajkaś gorycz nieokiełznana z Ciebie płynie ( z całym szacunkiem )
        Ale ja bym tak nie generalizował.

        mysz_ napisała:

        > to jest moment w którym przekonasz się jaki naprawdę potrafi być facet.
        Faceci
        > to egoisci i masz teraz pierwsza
        > próbkę tego. Przekonasz się jeszcze nie raz że kiedy pojawiają się problemy i
        o
        > bowiązki to pierwsi którzy uciekaja z
        > tonącego okrętu. Są gorsi niż szczury.
        > To wszystko minie, jak juz podrośnie dziecko i skończą się nieprzespane noce.
        t
        > ylko uważaj żeby nie przytyć bo
        > mężulek szybko sobie znajdzie zgrabniejszą
      • kici.kici Re: dziecko powodem kryzysu w malzenstwie 05.05.03, 12:55
        mysz_ napisała:

        > to jest moment w którym przekonasz się jaki naprawdę potrafi być facet.
        Faceci
        > to egoisci i masz teraz pierwsza
        > próbkę tego. Przekonasz się jeszcze nie raz że kiedy pojawiają się problemy i
        o
        > bowiązki to pierwsi którzy uciekaja z
        > tonącego okrętu. Są gorsi niż szczury.
        > To wszystko minie, jak juz podrośnie dziecko i skończą się nieprzespane noce.
        t
        > ylko uważaj żeby nie przytyć bo
        > mężulek szybko sobie znajdzie zgrabniejszą
        • kici.kici Re: dziecko powodem kryzysu w malzenstwie 05.05.03, 13:28
          wrr



          chcialam ci powiedziec ze wspolczuje ci faceta ktory polecial tylko na twoja
          ladna figre dobrze ze sa jeszcze tacy ktorzy widza cos wiecej w kobiecie i duza
          wiekszosc z nas ma takich mezow
    • Gość: Olga Re: dziecko powodem kryzysu w malzenstwie IP: 212.14.38.* 05.05.03, 15:02
      KAŻDA zmiana płynnej równowagi w związku może się skończyć jakimś kryzysem -
      problemy z teściami, utrata pracy,choroba, brak (ale i nadmiar) pieniędzy no i
      oczywiście dziecko. I to nie tylko jego urodzenie, ale pójście do szkoły,
      odejście z domu itp.
      Jakoś trzeba zacisnąć zęby spróbować ustalić nową równowagę. Powodzenia.
      • Gość: Iza Re: dziecko powodem kryzysu w malzenstwie IP: *.introl.pl 05.05.03, 15:57
        Fakt, czytałam, że statystycznie najwięcej związków rozpada się po pójściu
        dziecka do szkoły, lub wyjściu dziecka z domu (wyjazd na studia, ślub). Jeśli
        ludzie się kochają, trzeba mądrze przeżyć ten czas i nie dać się burzom.
    • Gość: marcin szok poporodowy IP: *.abcsystem.com.pl 06.05.03, 13:48
      Drogie mamy (zwłaszcza te świeżo upieczone)

      dotychczas mówi się wyłacznie o burzy hormonów i depresji poporodowej kobiet.
      Nic nie wspomina się o SZOKU jaki przeżywają ojcowie. Przecież dziecko w domu,
      to KOMPLETNIE zmienione ZYCIE. Pierwsze pół roku, było piekielnie ciężkie.
      Najgorsze było to, że nie miałem czasu i sił cieszyć się tym maleństwem.
      Urodziny dziecka zmieniły moje życie nie do poznania. Zrezygnowałem z mnóstwa
      rzeczy, które sprawiały mi radość. Najgorsze jednak było zerwanie
      nici "jedności" z żoną. Do urodzenia maleństwa byliśmy jednością, która
      niestety musiała się rozdzielić. Dziś wiem, ze to jest naturalne, że tak musi
      być skoro pojawił się ktoś trzeci, ale przyswojenie tego zajeło mi mnóstwo
      czasu, przysporzyło rozczarowań, smutku i złości. Dziś myśle o tym z wyłącznie
      z nostalgią. Nauczyliśmy się z żoną "nowej relacji", która może nie jest tak
      idealna jak kiedyś, ale dzielimy swój czas tak, by nikt nie czuł się
      pokrzywdzony. Moja córka, jest kochana, dziś nie wyobrażam sobie życia bez
      niej, mimo że kosztowało mnie to sporo wyrzeczeń i rezygnacji z pewnych marzeń.
      I wiecie co ??? Za rok planujemy kolejnego dzidzisuia !!! Trzymajcie kciuki i
      nie zrzucajcie winy za kryzys na meżów, ale budujcie wasz związek od nowa,
      oparty o nowe, też wspaniałe doznania
      • niedzwiedziczka małżeństwo 08.05.03, 11:40
        Moim zdaniem ważne jets także, w jakim momencie pojawia
        się dziecko. Jest ogromna różnica, jeśli ten moment
        następuje zaraz po ślubie, czy kilka lat później. Młode
        małżeństwo, które jeszcze nie nacieszyło się sobą może
        mieć spore problemy z zaakceptowaniem faktu, że ktoś
        trzeci (dziecko) wchodzi w ten jeszcze nie całkiem
        dojrzały układ. Powiedzmy sobie szczerze, musi minąć parę
        lat, zanim małżonkowie się całkowicie "dotrą". U nas
        kryzys nie był aż tak widoczny, ale byliśmy małżeństwem
        od trzech lat. A ja od początku starałam się "nie być
        zbyt doskonała" tzn. dom nie musiał błyszczeć itd. itp.
        Mój mąż okazał się wspaniałym partnerem i ojcem. No i nie
        unikaliśmy seksu... Teraz mała ma 3 lata, a my czujemy do
        siebie dokładnie to samo, co czuliśmy zanim się pojawiła.
        Różni są ojcowie i różne są matki. Niektórzy ojcowie po
        narodzinach dziecka się wycofują albo uciekają w pracę.
        Niektóre matki są nadopiekuńcze i osuwają męża, żeby móc
        w każdj chwili zająć się dzieckiem, a czasem dziecko
        staje się dla nich wymówką, bądź wręcz środkiem szantarzu
        uczuciowego. A cały problem w tym, żebyśmy umieli
        wypośrodkować nasze starania, uczucia i poczucie obowiązku.
        • insomnia1 Re: małżeństwo 08.05.03, 14:15
          Zgadzam się z Niedźwiedziczką w zupełności. Ważny jest moment pojawienia się
          dziecka. Ja z mężem znaliśmy się krótko przed ślubem i narodzinami pierwszej
          córki. Nie zdążyliśmy się sobą ani nacieszyć ani w pełni dotrzeć. A tu nagle
          musieliśmy sprawdzić się w potrójnej roli - małżonków, rodziców i na domiar
          złego synowej i zięcia, bo mieszkaliśmy na zmianę u moich rodziców i teściów.
          Trochę nas to przytłoczyło.
    • zranka Re: dziecko powodem kryzysu w malzenstwie 08.05.03, 12:01
      bardzo mi smutno, że to muszę napisać bo kocham moją córeczkę ponad zycie ale
      nie chcę mieć więcej dzieci. Oprócz powszechnych powodów (niebezpieczeństwo a
      nawet pewność utraty pracy, kopanie po tyłku przez ustawodawców z bożej łaski,
      paniczny strach przed porodem i nienajlepsze wspomnienia z okresu ciąży)
      istnieją jeszcze powody moze egoistyczne, może wyolbrzymione ale:
      1. Od urodzenia mojej córeczki nie opuściałam jej na dłużej niż na dwa dni po
      tak za nia tęskniłam - czuję sie sfrustrowana tym, że nie spędziłam z moim
      mężem jakiś miłych chwil tylko we dwoje od ponad pięciu lat.
      2. Mój mąż jest kochany i wyrozumiały ale wiem, że to wszystko do czasu bo
      choc on zanudza mnie pytaniami kiedy będziemy mieć dziecko kolejne to tak
      naprawdę nie zdaje sobie sprawy, że to ja poniosę 80% konsekwencji (patrz
      wyżej)
      3. Po urodzeniu w. stresował mnie notoryczny brak czasu na czytanie książek,
      spokojny bezstresowy seks (bezstresowy tzn. bez obawy przed darciem się W.,
      brak mozliwości zaplanowania czegokolwiek, obsesyjny lęk o dziecko

      Teraz juz tak nie myślę bo ona ma prawie 6 lat, zajmie się soba sama, mogę z
      nia porozmawiać o wielu rzeczach jest cudowna kochana najważniejsza (ex eqo z
      moim mężem)ale na samą myśl, że musiałabym to znowu znosić brrrr
      nie nie stać mnie na to

      Ps. Nie myslcie, że nie czuję sie z tego powodu winna.Czasami ryczę gdy W,
      smutnym głosem mówi: dlaczego ja nikogo nie mam??
      Ale nie stać mnie jeszcze na takie poswięcenie
      może kiedyś

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka