IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.05.03, 12:09
Tak, ale co zrobić, gdy 4 letnie dziecko wyrywa mi się na ulicy
i na zasadzie przekory nie chce dać ręki by bezpiecznie przejść
przez ulicę tylko mi ucieka? Nie biję córki, bo dobrze pamiętam
jak nienawidziłam własnej matki, stosującej nagminnie takie
represje, ale w tej sytuacji dałam małej klapsa, bo tłumaczenie
pozostało bez echa. Albo co zrobić gdy muszę biec do pracy, a
ona nie chce się ubierać, chowa się po kątach, bo akurat chce
się bawić. Tłumaczenie, że się spieszymy nie daje zadnego
skutku, muszę krzyknąć, nie biję, choć czasem nie wiem po
prostu co robić. Jestem przeciwniczką kar cielesnych, bo sama
ich doświadczyłam i do dziś mam do matki żal.
Obserwuj wątek
    • Gość: az Re: Nie bij IP: *.co.uk 02.05.03, 15:44
      Nie przejmuj sie latwo sie pisze ale trudniej wykonac. Niestety sa takie
      sytuacje ze tyrzeba dac klapsa. Ja dostawalem tylko w sytuacjach gdy inne
      srodki nie dzialay i do dzis mam przekonanie ze zasluzenie. To wszystko kwestia
      balansu
    • Gość: Anna Re: Nie bij IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 02.05.03, 18:05
      Absolutnie nic nie usprawiedliwia bicia. Przeciez nie zbijesz meza ani on
      ciebie bo cos wam nie odpowiada. Dziecko nie obchodzi ze sie spieszymy, ono
      sie nie spieszy i chyba nie bardzo jeszcze rozumie idee przyjscia na dokladna
      godzine itp. Jedyna metoda to wstanie rano duzo wczesniej, przygotowanie
      wszystkiego co sie da wieczorem poprzedniego dnia, rozmowa z dzieckiem i
      zacheta w postaci na przyklad wspolnej zabawy, czy spaceru po przyjsciu z
      pracy, no i pochwala za dobra kooperacje itd. Co do ulicy to nalezy z
      dzieckiem rozmawiac w domu na temat zasad bezpieczenstwa, jesli dziecko zle
      sie zachowuje zastosowac kare( nie bicie)w postaci odebrania pewnych
      przyjemnosci np. zakaz ogladania ulubionej bajeczki, siedzenie w jednym
      miejscu przez jakis czas, eliminacja ulubionego deseru itd. Na samej ulicy
      oczywiscie nalezy dziecko trzymac za reke, badz za kolnierz jesli samo nie
      chce dac reki.Ale mysle, ze po zastosowaniu powyzszych wskazowek nie bedzie
      potrzeby uzywac sily do przytrzymania dziecka. W miejscu bezpiecznym, na
      chodniku, bez potrzeby nie trzymac dziecka za reke jesli tego nie chce.
      Pozdrawiam
      • Gość: Anna Re: Nie bij IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 02.05.03, 18:08
        Ps. Zapomnialam dodac, ze za dobre zachowanie, szczegolnie na ulicy mozna
        dziecko nagrodzic. Moze to byc wlasnie wspomniana zabawa, ulubiony deser itp.
        • Gość: Ania Re: Nie bij IP: *.tpsgc.gc.ca 02.05.03, 19:48
          Zgadzam sie z "az" (drugi komentarz).
          Oczywiscie, pierwsza metoda to rozmowa, tlumaczenie, przyklad ale
          co zrobic gdy to nie pomaga, nie owocuje... Moim zdaniem ostatnia
          deska ratunku jest klaps.
          Ktos powiedzial ze przez bicie dzieci lamie sie ich spirit.
          Zgadzam sie z lanie dziecka pasem za kazde przewinienie bez
          tlumaczenia jest bez sensu i jest pojsciem latwiejsza droga i ze
          takim sposobem mozna dzieciaka zlamac.

          Jestem dziewczyna zblizajaca sie do 30-tki. Kiedy juz tlumaczenie
          nie skutkowalo i moj blad ponawialam dostalo mi sie pare razy od
          mamy scierka przez plecy albo paskiem (za wieksze przewinienie).
          Wiedzialam co zrobilam zle, wiedzialam za co dostaje. Oczywisice
          wtedy obrazlam sie na mame ale czy teraz mam do niej zal? Nie.
          Dzieki moim rodzicom jestem kim jestem. Nadal chetnie jezdze do
          rodzicow, do domu (moze nie tak czesto jakbym chciala)...

          Moze kiedys bede miala dzieci i takze planuje najpierw
          porozmawiac i wytlumaczyc ale jezeli to nie poskutkuje maly klaps
          nie zaszkodzi. Nie chce miec sytuacji gdy maluch terrozyzuje mnie
          w sklepie spozywczym i domaga sie lizaka, albo wyrywa mi sie na
          ulicy... To ja powinnam miec "wladze" i za ta "wladza" powinna
          stac milosc i zrozumienie.
          • Gość: Anna Re: Nie bij Autorytet czy wladza? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 02.05.03, 20:19
            A wlasciwie dlaczego rodzice powinni miec wladze? Mysle, ze czasami wojujemy z
            dziecmi wlasnie o te wladze aby pokazac "kto tu rzadzi"a nie z tego czy
            innego powodu.To zawsze bedzie budzic bunt ze strony dziecka. Mysle, ze lepiej
            jest miec autorytet i dobry kontakt z dzieckiem niz wladze nad nim. Dziecko
            jest przeciez na tyle sposobow uzaleznione od rodzicow, ze wiecej tej wladzy
            pokazywac wcale nie trzeba, a juz napewno nie silowo. Ze swojego doswiadczenia
            powiem tylko ze moje dzieci potwornie sie buntowaly na klapsa a efekty byly
            wrecz przeciwne od zamierzonych ,dlatego nie stosuje tego wiecej i radze sobie
            naprawde dobrze bez jakiegokolwiek bicia. Jesli dziecko probuje wymusic na
            rodzicu cos w sklepie, obojetnie co to jest lizak, zabawka czy gra komputerowa
            to najlepiej w tym wlasnie momencie wyjsc ze sklepu, wrocic do domu i
            porozmawiac. Wiem ze to niewygodnie, ale zareczam ze po jednym, czy drugim
            razie jak wrocisz z dzieckiem do domu wiecej wymuszac nic na tobie nie bedzie
            ani w sklepie ani poza nim. Czy ktokolwiek moglby sobie pozwolic na uderzenie
            meza czy zony dlatego ze nie chce isc tam gdzie druga strona chce? A co z
            wydatkami? Czy maz powinien przelozyc zone przez kolano wlac jej w tylek bo
            znowu wymusza na nim nowy ciuch, albo kosmetyk??? Ps. dlaczego zaden z
            dyskutantow nie pisze z sympatia o biciu jak milo to wspomina ze swojego
            dziecinstwa? Ja nigdy nie bylam bita w domu i jestem za to bardzo wdzieczna
            moim rodzicom i kocham ich za to i za wiele innych zreszta spraw bardzo mocno.
            • Gość: Doki zaczepny Re: Nie bij Autorytet czy wladza? IP: *.208-200-80.adsl.skynet.be 02.05.03, 23:24
              Gość portalu: Anna napisał(a):

              > A wlasciwie dlaczego rodzice powinni miec wladze?

              Bo oni dziecku dali zycie, oni tez dbaja, zeby nie
              zdechlo z glodu i wyroslo na ludzi.

              Mysle, ze czasami wojujemy z
              > dziecmi wlasnie o te wladze aby pokazac "kto tu
              rzadzi"a nie z tego czy
              > innego powodu.

              To prawda, tak sie zdarza.

              Mysle, ze lepiej
              > jest miec autorytet i dobry kontakt z dzieckiem niz
              wladze nad nim.

              Najpierw wladza, dla pewnosci. Kontakt tez jest cos wart,
              ale bez wladzy nie na wiele sie zda.

              Dziecko
              > jest przeciez na tyle sposobow uzaleznione od rodzicow,
              ze wiecej tej wladzy
              > pokazywac wcale nie trzeba, a juz napewno nie silowo.

              ??? Punktualnosc jest kluczowym slowem.

              Jesli dziecko probuje wymusic na
              > rodzicu cos w sklepie, obojetnie co to jest lizak,
              zabawka czy gra komputerowa
              > to najlepiej w tym wlasnie momencie wyjsc ze sklepu,
              wrocic do domu i
              > porozmawiac.

              Bywa, ze to sie nie da zrobic. ma jeszcze inne sprawy do
              zalatwienia. Dziecko jest ze mna z koniecznosci.

              Wiem ze to niewygodnie, ale zareczam ze po jednym, czy
              drugim
              > razie jak wrocisz z dzieckiem do domu wiecej wymuszac
              nic na tobie nie bedzie
              > ani w sklepie ani poza nim.

              A ja musze jeszcze raz jechac do miasta, czego nie lubie.

              > Czy ktokolwiek moglby sobie pozwolic na uderzenie
              > meza czy zony dlatego ze nie chce isc tam gdzie druga
              strona chce?

              Nie, to niepotrzebne, na meza czy zone dzialaja takze
              inne argumenty. Na dziecko, ktore sie uprze, nie dziala nic.
            • antonina_74 Re: Nie bij Autorytet czy wladza? 03.05.03, 00:22
              Gość portalu: Anna napisał(a):

              Mysle, ze czasami wojujemy z
              > dziecmi wlasnie o te wladze aby pokazac "kto tu rzadzi"a nie z tego czy
              > innego powodu.

              A ja sie tutaj dla odmiany zgodze z Anna. Co innego klaps w sytuacji
              ostatecznej (ten przyslowiowy juz czterolatek wybiegajacy na ulice -moj syn sie
              polozyl na srodku przejscia dla pieszych), co innego bicie - forma odreagowania
              naszej frustracji, poczucia bezradnosci, niepowodzen.

              Czy ktokolwiek moglby sobie pozwolic na uderzenie
              > meza czy zony dlatego ze nie chce isc tam gdzie druga strona chce?

              Niestety mostwo ludzi sobie pozwala... ale to temat na oddzielny watek.


              Ps. dlaczego zaden z
              > dyskutantow nie pisze z sympatia o biciu jak milo to wspomina ze swojego
              > dziecinstwa?

              No wlasnie... mnie sie bicie glownie kojarzy z taka sytuacja ze ojciec zmeczony
              wraca do domu i obrywam za "przeszkadzanie". Albo za byle drobiazg typu
              zostawienie kapiacego kranu.
              Raz jeden w zyciu dalam Kubie klapsa za to ze "marudzil", i tak mi sie
              strasznie wstyd zrobilo - bo to nie byla jego wina, ze ja akurat chcialam wtedy
              spac, a on czegos-tam sie domagal... Nigdy wiecej!
              Antonina
      • tempus Re: Nie bij 02.05.03, 20:04
        Gość portalu: Anna napisał(a):

        > Absolutnie nic nie usprawiedliwia bicia. Przeciez nie zbijesz meza ani on
        > ciebie bo cos wam nie odpowiada. Dziecko nie obchodzi ze sie spieszymy, ono
        > sie nie spieszy i chyba nie bardzo jeszcze rozumie idee przyjscia na
        dokladna
        > godzine itp. Jedyna metoda to wstanie rano duzo wczesniej, przygotowanie
        > wszystkiego co sie da wieczorem poprzedniego dnia, rozmowa z dzieckiem i
        > zacheta w postaci na przyklad wspolnej zabawy, czy spaceru po przyjsciu z
        > pracy, no i pochwala za dobra kooperacje itd. Co do ulicy to nalezy z
        > dzieckiem rozmawiac w domu na temat zasad bezpieczenstwa, jesli dziecko zle
        > sie zachowuje zastosowac kare( nie bicie)w postaci odebrania pewnych
        > przyjemnosci np. zakaz ogladania ulubionej bajeczki, siedzenie w jednym
        > miejscu przez jakis czas, eliminacja ulubionego deseru itd. Na samej ulicy
        > oczywiscie nalezy dziecko trzymac za reke, badz za kolnierz jesli samo nie
        > chce dac reki.Ale mysle, ze po zastosowaniu powyzszych wskazowek nie bedzie
        > potrzeby uzywac sily do przytrzymania dziecka. W miejscu bezpiecznym, na
        > chodniku, bez potrzeby nie trzymac dziecka za reke jesli tego nie chce.
        > Pozdrawiam

        Jestem przeciwnikiem bicia dzieci. Ale w przypadku mojej 3-letniej córki
        wstanie godzinę wcześniej może nic nie dać, gdy nie będzie chciała jeść i
        ubierać się. Nieraz nie wytrzymałem i dałem klapsa (gryzło mnie później
        sumienie). Może po prostu nie potrafiłem inaczej? Natomiast trzymanie za
        kołnierz gdy dziecko chce iść samodzielnie jest też formą przemocy!
        • Gość: Anna Re: Nie bij IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 02.05.03, 20:22
          Zgadza sie dlatego napisalam ze nalezy je puscic swobodnie jak jest na
          chodniku, w bezpiecznym miejscu ale nie w momencie jak przechodzisz wlasnie
          przez ulice i jest duzy ruch samochodow. W takim momencie to jest tylko
          protekcja przed wypadkiem.
      • Gość: Doki zaczepny Re: Nie bij IP: *.208-200-80.adsl.skynet.be 02.05.03, 23:28
        Gość portalu: Anna napisał(a):

        Dziecko nie obchodzi ze sie spieszymy, ono
        > sie nie spieszy i chyba nie bardzo jeszcze rozumie idee
        przyjscia na dokladna
        > godzine itp.

        I za to wlasnie mozna oberwac.

        Jedyna metoda to wstanie rano duzo wczesniej, przygotowanie
        > wszystkiego co sie da wieczorem poprzedniego dnia,
        rozmowa z dzieckiem i
        > zacheta w postaci na przyklad wspolnej zabawy, czy
        spaceru po przyjsciu z
        > pracy, no i pochwala za dobra kooperacje itd.

        Ja wstaje wystarczajaca wczesnie, zeby bez pospiechu
        wszystko sprawnie zrobic. nie ma w tym miejsca na "nie
        chce mi sie". Tego wymagam od siebie, tego wymagam takze
        od dziecka; O tym nie ma dyskusji, a proby stawiania
        oporu beda bezlitosnie "korygowane".

        jesli dziecko zle
        > sie zachowuje zastosowac kare( nie bicie)w postaci
        odebrania pewnych
        > przyjemnosci np. zakaz ogladania ulubionej bajeczki

        Bez sensu. Poniewaz odstep czasowy jest duzy, dziecko
        nigdy nie skojarzy kary z przewinieniem. Kara jest tym
        skuteczniejsza, im szybciej po przewinieniu nastepuje. U
        doroslych tez.

        Na samej ulicy
        > oczywiscie nalezy dziecko trzymac za reke, badz za
        kolnierz jesli samo nie
        > chce dac reki

        To moze skonczyc sie zmiazdzeniem raczki dziecka.

        Nadal nie wiem co zlego w klapsie. Jakos dziala od pokolen.
    • Gość: bella Re: Nie bij IP: *.75-201-80.adsl.skynet.be 02.05.03, 23:06
      Gość portalu: lidka napisał(a):

      > Tak, ale co zrobić, gdy 4 letnie dziecko wyrywa mi się na
      ulicy
      > i na zasadzie przekory nie chce dać ręki by bezpiecznie
      przejść
      > przez ulicę tylko mi ucieka? Nie biję córki, bo dobrze
      pamiętam
      > jak nienawidziłam własnej matki, stosującej nagminnie takie
      > represje, ale w tej sytuacji dałam małej klapsa, bo
      tłumaczenie
      > pozostało bez echa. Albo co zrobić gdy muszę biec do pracy, a
      > ona nie chce się ubierać, chowa się po kątach, bo akurat chce
      > się bawić. Tłumaczenie, że się spieszymy nie daje zadnego
      > skutku, muszę krzyknąć, nie biję, choć czasem nie wiem po
      > prostu co robić. Jestem przeciwniczką kar cielesnych, bo sama
      > ich doświadczyłam i do dziś mam do matki żal.
      Radze Ci szczerze -przeczytaj, razem ze zrozuminiem tekst i nie
      krzycz na bezradne dziecko, uwierz, wszystko mozna lagodnie i
      daje lepszy skutek
      • Gość: mami Re: Nie bij IP: *.dialup.mindspring.com 03.05.03, 07:02
        A jak, przepraszam, lagodnie i przy uzyciu perswazji chcesz wytlumaczyc 18-
        miesiecznemu dzieciakowi, ze nie jest dobrym pomyslem wsadzanie palcow do
        kontaktu? (w domu sa zaslepki, ale co kiedy odwiedzamy kogos u kogo ich nie ma?
        Albo ze parapet okna to nie jest najlepsze miejsce na zabawe? (a dzidzius w tym
        wieku swietnie potrafi sobie zorganizowac do niego dostep) Ja zagadnienie
        smierci zrozumialam jak mialam jakies 5 lat, wiec mysle ze argument typu
        "spadniesz i sie zabijesz" nie trafi do dziecka w tym wieku, przy zalozeniu, ze
        w ogole zrozumie sens tej wypowiedzi. A co, kiedy dzieciak przechodzi akurat
        etap "wszystko na nie", czyli bada granice do ktorych sie moze posunac? Jesli
        ciagnie mnie za wlosy albo szczypie, no sorry, ale dopoki ja mu nie pokaze, ze
        to boli, to zadna rozmowa nie pomoze bo nie bedzie wiedzial o czym mowie.
        Ktoras mama twierdzi ze nie bije dzieci tylko karze inaczej - ale sama
        przyznala, ze przez etap klapsow przeszla, nie?
        • Gość: Anna Re: Nie bij IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 03.05.03, 08:31
          Kazdy popelnia bledy. To nie byl jednak zaden etap, lecz kilka okazjonalnych
          klapsow dawno temu za ktore sie wstydze i dlatego ich nie ukrywam. Przemoc to
          przemoc, jakkolwiek bysmy tego nie nazwali. Nie wszyscy jednak potrafia sie do
          tego przyznac . Przemoc na dziecku sluzy jedynie odreagowaniu wlasnych stresow
          i brakow w umiejetnosci rozwiazywania problemow inna droga. Mysle, ze 18
          miesieczne dziecko mozna zabezpieczyc przed nieszczesliwym wypadkiem nie bijac
          go. Mozna go po prostu wziasz na rece jak wchodzi na parapet czy wklada rece
          do kontaktu. Podobnie jak mozna trzymac dziecko za kolnierz jesli akurat w tym
          momencie znajdujemy sie na ruchliwym skrzyzowaniu. No i raczki sie wowczas
          napewno nie zmiazdzy jak to ktos sugerowal powyzej.
          • Gość: Doki zaczepny Re: Nie bij IP: *.208-200-80.adsl.skynet.be 03.05.03, 09:20
            Gość portalu: Anna napisał(a):

            Mysle, ze 18
            > miesieczne dziecko mozna zabezpieczyc przed
            nieszczesliwym wypadkiem nie bijac
            > go.
            Mozna go po prostu wziasz na rece jak wchodzi na parapet
            czy wklada rece
            > do kontaktu.

            Tak, ale branie na rece nie wchodzi juz w rachube na
            ulicy, gdy masz zajete rece, chociazby siatka z zakupami.

            Podobnie jak mozna trzymac dziecko za kolnierz jesli
            akurat w tym
            > momencie znajdujemy sie na ruchliwym skrzyzowaniu.

            Nie probuj brac mojego dziecka za kolnierz, chyba ze
            chcesz byc swiadkiem furii. Ona tego nie lubi.

            No i raczki sie wowczas
            > napewno nie zmiazdzy jak to ktos sugerowal powyzej.

            Nie od dzis wiadomo, ze bol to bardzo dobry nauczyciel.

            Doki (granat) zaczepny
            • Gość: Aditi Re: Nie bij IP: *.torun.dialup.inetia.pl 03.06.03, 11:20


              > Tak, ale branie na rece nie wchodzi juz w rachube na
              > ulicy, gdy masz zajete rece, chociazby siatka z zakupami.

              nalezy wtedy walnac dziecko w glowke cala siata. Domyslam sie ze
              nie masz nic przeciwko temu zeby tesciowa prala cie po buzi za
              to ze zle trzymasz widelec, lub gdy upuscisz ziemniaczka na
              dywan?
              Bicie, krzyk, klapsy, to mowienie 'jestem kiepskim rodzicem, nie
              radze sobie z toba, nie umiem cie wychowac. Musze wykorzystac do
              tego to ze jestem wiekszy, silniejszy i to ja dysponuje twoim
              jedzeniem.'

              Tak klapsy dzialaly przez wieki, moze dlatego ciagle jestesmy
              pokreceni zakompleksieni i agresywni?

              ps tez mam dziecko
          • Gość: mami Re: Nie bij IP: *.dialup.mindspring.com 03.05.03, 19:56
            ale braniem go na rece nie nauczysz go ze to jest niebezpieczne i ma sie
            trzymac z daleka, branie na rece moze byc ok tylko jesli wiesz ze zawsze ktos w
            poblizu bedzie. Ja w wieku 4 lat wskoczylam pod samochod, mama mnie wyciagnela
            w ostatniej chwili, dostalam po tylku, oczywiscie wytlumaczono mi od razu ze
            klaps nie jest po to zeby mnie skrzywdzic tylko zeby mi uswiadomic ze zdarzaja
            sie rzeczy ktore bola, i to duzo bardziej niz ten klaps. I ani przez chwile nie
            czulam ze ktos stosuje na mnie przemoc itd. Nie nauczysz go tez perswazja czym
            jest bol, rowniez taki ktory on potrafi sprawic kiedy w ramach eksperymentow
            ciagnie za wlosy czy wali Cie czyms twardym po glowie. chyba ze masz jakis
            sposob?
            • Gość: Anna Re: Nie bij Mami IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 04.05.03, 05:38
              18 miesiecy to naprawde male jeszcze dziecko i to potwornie trudny okres dla
              rodzicow. Ono nie zrozumie za bardzo ani perswazji, ani bicia. Dlatego uwazam
              ze w tym wieku trzeba po prostu ciagle dziecko pilnowac i brac na rece i
              zabezpieczac przed niebezpieczenstwem doslownie na kazdym kroku.Po to miedzy
              innymi sa te zaslepki na kontakty i zamkniecia na szafki i kratki przed
              schodami aby dziecko nie zlecialo( jesli mieszkamy w swoim domu). Chociaz
              musze ci powiedziec ze moj syn te kratki umial otwierac jak tylko zaczal sie
              poruszac na dwoch nogach i dlatego nauczylam go zsuwac sie ze schodow na
              brzuchu nogami w dol.I nigdy nie spadl mi ze schodow. 4 lata to juz inna
              sprawa. Takie dziecko potrafi juz zrozumiec jak mu tlumaczysz. Tyle tylko ze
              nie zawsze mozemy przewidziec co taki czlowiek wymysli. Kto moglby na przyklad
              wymyslec ze wskoczysz pod samochod, albo ze dziecko przelozy nogi za okno na
              czwartym pietrze ( mialam 4 lata). Nigdy potem tego wiecej nie zrobilam, bo
              mama mi wytlumaczyla jak by mnie to bolalo gdybym spadla.
              • Gość: aaa Re: Nie bij Mami IP: *.mofnet.gov.pl 10.05.03, 13:07
                prawda jest taka, ze nawet małe dziecko rozumie to co chce zrozumiec, mój syn
                gdy jeszcze nie umiał chodzic chciał zejśc z wersalki głową do przodu, ja to
                zauważyłam i powiedziałm, że tak się tego nie robi, trzeba nogi puścić przodem,
                nawet sie długo nie zastanwiał co mówie, od razu sie okręcił i już zawsze
                dobrze schodził z wysokich mebli, natomiast kilka miesięcy temu na każdą moją
                uwagę czy zakaz odpowiadał ze wolałby zebym umarła, wierzcie mi tłumaczenia nic
                nie dawały, chociaż jestem przekonana ze dobrze mnie rozumiał, w końcu go
                ostrzegłam ze go zleję jeśli jescze raz mi tak powie, no i doszło do tego, ale
                od tej pory juz nie mówi o mojej śmierci, owszem mówi czasem różne rzeczy,
                typu: nie kocham cie, jesteś złą mamą itd
                • Gość: aaa Re: Nie bij Mami IP: *.mofnet.gov.pl 10.05.03, 13:10
                  zapomniałam dodać ze teraz ma 6 lat...
        • Gość: aleksandrynka Re: Nie bij IP: 212.160.130.* 04.05.03, 22:08

          Z osiemnastomiesięcznym dzieciakiem się nie dyskutuje, tylko odciąga od
          kontaktu i tyle. Nie oczekujesz chyba, że ze zrozumieniem pokiwa głową i
          następnym razem zachowa się bardziej odpowiedzialnie... I to chyba nie dobrze,
          jeśli dzidziuś bez problemu zorganizuje sobie dostęp do parapetu? To Twoja
          odpowiedzialność, Twoja sprawa, żeby mogło się bezpiecznie poruszać po domu!
          Kiedy sprawia Ci ból - chwytasz za ręce, przytrzymujesz i nie pozwalasz na to,
          żeby robiło Ci krzywdę. Byle stanowczo. Jeśli w odwecie hukniesz brzdąca, to
          jaki to ma sens? "Co Kuba Bogu to Bóg Kubie?" No to on mocniej, no to Ty 2
          razy, to on z kopa, a Ty... No własnie, jak daleko się posuniesz? I ile masz
          siły? Bo Twoje dziecko wbrew pozorom nie tak dużo...
        • Gość: kz Re: Nie bij IP: *.radom.sdi.tpnet.pl 05.05.03, 12:53
          całkowicie się z tobą zgadzam w kwestii pokazywania, że
          ciągnięcie za włosy , gryzienie itp boli. Natomiast jeśli chodzi
          o pośpiech poranny mam taki sposób: "Bardzo dobrze rozumiem
          twoją niechęć do ubierania się i wychodzenia z domu, ale ja
          muszę wyjść, ty razem ze mną, jesteśmy zobligowani terminami w
          związku z czym ubioirę cię pomimo twej niechęci." I robię swoje
          BEZ ZŁOŚCI> Dziecięce krzyki rozbijają się o mur mojego
          milczenia i powinności. A potem Maluch zapomina, że nie chciał.
      • Gość: lidka Re: Nie bij IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.05.03, 09:27
        Niestety, nie zawsze można załatwić z dzieckiem sprawę łagodnym
        tonem.Upór dziecka w pewnych kwestiach jest tak duży że żadne
        argumenty nie trafiają.Nie bo nie i już.Oczywiście z dzieckiem
        staram się polubownie załatwić sprawę, ale przecież 4 latek
        wielu rzeczy nie rozumie, on chce teraz o 8 rano oglądać bajkę
        (zrozumiałe, bo dzieci to lubią)a nie iść do niani.Jak mam to
        załatwić tłumaczeniem dziecku, dla którego praca mamy to czysta
        abstrakcja, no jak? Do pewnego momentu tłumaczę, stosuję także
        niezalecaną metodę przekupstwa w postaci cukierka (co
        najczęściej skutkuje), ale kiedy to nie pomaga, to co
        pozostaje? Podnoszę głos, dziecko płacze, niestety musiałam tak
        zrobić. Metod siłowych w postaci bicia nie stosuję, ale co do
        skuteczności ujarzmienia rozbrykanego dziecka siłą rzeczowych
        argumentów wykładanych spokojnym tonem mam wątpliwości.
        • Gość: Doki przewrotny Re: Nie bij IP: *.208-200-80.adsl.skynet.be 03.05.03, 09:46
          Gość portalu: lidka napisał(a):

          > ale co do
          > skuteczności ujarzmienia rozbrykanego dziecka siłą
          rzeczowych
          > argumentów wykładanych spokojnym tonem mam wątpliwości.

          Ja tez. No, moze gdyby moj dzien skladal sie z 30 godzin,
          a ja nie musialbym chodzic do pracy, to jeszcze.

          EUREKA! toz to argument przeciwko pracy zawodowej obojga
          partnerow. Jesli jedno nie pracuje, tylko caly czas
          zajmuje sie dzieckiem, to moze sobie pozwolic na spokojne
          tlumaczenie bez forsowania swojego zdania wrzaskiem lub
          przemoca.

          Cale to gadanie o niestosowaniu przemocy wyglada mi na
          jeszcze jeden sposob psychologow na poprawianie swiata.
        • Gość: kz Re: Nie bij IP: *.radom.sdi.tpnet.pl 05.05.03, 12:58
          nie chodzi orzeczowe argumenty wypowiadane spokijnym tonem tylko
          o to, że skoro wiem na pewno że muszę je ubrać i wyjść to muszę.
          Nie reagować złością na jego złość tylko zrobić to , co muszę.
          • Gość: lidka Re: Nie bij IP: *.ip.WRO.Korbank.PL 08.05.03, 11:32
            Gość portalu: kz napisał(a):

            > nie chodzi orzeczowe argumenty wypowiadane spokijnym tonem tylko
            > o to, że skoro wiem na pewno że muszę je ubrać i wyjść to muszę.
            > Nie reagować złością na jego złość tylko zrobić to , co muszę.

            Czyli skoro mi ucieka to MUSZĘ je złapać, siłą przytrzymać bo się wyrywa i
            szamocząc się ubrać? Jak inaczej to sobie wyobrażasz praktycznie, nie w
            teorii???
            • Gość: kz Re: Nie bij IP: *.radom.sdi.tpnet.pl 09.05.03, 13:11
              dokladnie tak, musisz złapać i ubrac chyba ze zrezygnujesz z wyjscia
    • Gość: Doki zaczepny Re: Nie bij IP: *.208-200-80.adsl.skynet.be 02.05.03, 23:33
      Z artykulu:

      "Bicie dzieci uczy je, że "silniejszy ma zawsze rację"."

      No jezeli to nie jest cenna nauka na dorosle zycie, to ja
      juz nie wiem.
      Drazni mnie troche wychowywanie pieknoduchow. A swiat,
      jaki jest, kazdy widzi. Silniejszy ma racje, bezpieczniej
      jest kopnac lezacego niz stojacego. Wole, zeby moje
      dzieci to wiedzialy.

      PS: silniejszy nie zawsze ma racje. Ale, niestety,
      zwyciezcy nie pyta sie o racje.
      • Gość: melmire Re: Nie bij IP: *.abo.wanadoo.fr 03.05.03, 10:08
        wiesz, moj ojciec kiedys mnie spoliczkowal bez powodu a ja do
        tej pory czekam na moment zeby sie zemscic......przeciez jezeli
        on bedzie staruszkiem na wozku a ja kobieta w pelni sil, to
        bede silniejsza i bede miala prawo mu przylozyc? Chociazby za
        to ze pali, a tyle razy mowilam mu zeby przestal!
      • Gość: aleksandrynka Re: Nie bij IP: 212.160.130.* 04.05.03, 22:16
        Gość portalu: Doki zaczepny napisał(a):

        > Z artykulu:
        >
        > "Bicie dzieci uczy je, że "silniejszy ma zawsze rację"."
        >
        > No jezeli to nie jest cenna nauka na dorosle zycie, to ja
        > juz nie wiem.
        > Drazni mnie troche wychowywanie pieknoduchow. A swiat,
        > jaki jest, kazdy widzi. Silniejszy ma racje, bezpieczniej
        > jest kopnac lezacego niz stojacego. Wole, zeby moje
        > dzieci to wiedzialy.
        >
        > PS: silniejszy nie zawsze ma racje. Ale, niestety,
        > zwyciezcy nie pyta sie o racje.

        Wspłczuję Twoim dzieciom... Na prawdę...
        • Gość: Doki zmeczony JEST! IP: *.223-200-80.adsl.skynet.be 05.05.03, 20:26
          Gość portalu: aleksandrynka napisał(a):

          > Wspłczuję Twoim dzieciom... Na prawdę...

          No nareszcie, a juz myslalem, ze zaden z niebijacych nie wyjedzie z chybionym wspolczuciem. To takie przewidywalne...

          Aleksandrynko, swoja role jako ojciec widze m.in. w przygotowaniu moich dzieci do zycia w otaczajacym nas swiecie. Wolno Ci, oczywiscie sadzic, ze ten swiat jest wspanialy, a ludzie na nim dobrzy. Ja jednak wole, zeby moje dzieci z gory wiedzialy, ze sa na nim takze ludzie, ktorzy beda rywalizowac, oszukiwac, grac nieczysto, stosowac przemoc, i chce takze, zeby potraktowane przemoca, zdrada czy innym zlem, nie wpadaly w depresje ani nie plakaly, ale zeby byly na to przygotowane, a NAWET potrafily zmontowac kontruderzenie, bo najlepsza obrona jest atak.
          To tak jak rycerz- nawet gdy wzdycha do damy serca, dlon trzyma na rekojesci miecza. Byc dobrym czlowiekiem nie znaczy byc bezbronnym. Nie ma sensu trzymac dziecka pod kloszem, bo predzej czy pozniej musi wyjsc do swiata i zobaczyc, ze zycie to nie bajka, gdzie na koncu wszyscy zyja dlugo i szczesliwie.

          Ale to nie ma juz wiele wspolnego z biciem, po prostu argument, ze "silniejszy nie ma racji" wydal mi sie glupi.

          PZDR

          Doki, po dyzurze, na ktorym przespal 4 godziny w 3 ratach i dlatego moze radykalniejszy cokolwiek.
          • Gość: aleksandrynka Re: JEST! IP: 212.160.130.* 05.05.03, 22:39

            WITAM!
            Checheche, wiedziałam, że będzie odzew! wink
            To było zaczepne, wyszło jak wyjść miało, i fajnie. Mam nadzieję, że nie
            uraziłam, oczywiście nie mówiłam tego na serio. Nie mam prawa osądzać Twojego
            ojcostwa na podstawie jakiejś wypowiedzi na forum, to dla mnie jasne i
            bezdyskusyjne... Tyle formalności!smile

            A co do reszty... Coż, nie zaskoczę Cię - nie zgadzam się! Cha, moje prawo, jak
            niejeden zechce stwierdzić. Już klaruję, w czym rzecz:
            Piszesz:
            "wolę, zeby moje dzieci z gory
            > wiedzialy, ze sa na nim (świecie) takze ludzie, ktorzy beda rywalizowac,
            oszukiwac, grac
            > nieczysto, stosowac przemoc, i chce takze, zeby potraktowane przemoca, zdrada
            c
            > zy innym zlem, nie wpadaly w depresje ani nie plakaly, ale zeby byly na to
            przy
            > gotowane, a NAWET potrafily zmontowac kontruderzenie, bo najlepsza obrona
            jest
            > atak."
            Wiesz co? Twoje dzieci dowiedzą się, że tacy ludzie istnieją prędzej, niż Ci
            się wydaje - spotkają ich w rodzinnym domu. Nie przyszło Ci to do głowy? Czy
            dalej podtrzymujesz dalszą część? Chcesz ich kontruderzenia? Ja sądzę, że
            wychowywanie to nie walka, ale mądra współpraca, czujność, wyrozumiałość ze
            strony rodziców... I pewnie mnóstwo innych rzeczy.
            Nie sądzę, że ten świat jest wspaniały, dawo już wyzbyłam się takich
            młodzieńczych złudzeń. Ale wiesz co? Nie uważam też, że jest taki do końca zły,
            stracony, beznadziejny... Ja sama staram się nie dokładać do tego kotła swoich
            pięciu groszy, wręcz przeciwnie, postępuję w życiu tak żeby nie mieć do siebie
            żalu, na przykład o to, że wyrzadziłam komuś krzywdę. Między innymi dzięki
            mnie, Tobie, moim i Twoim dzieciom ten świat może stać się troszeczkę
            piękniejszy, w to jeszcze wierzę. Wiem, że kosztuje to bardzo dużo wysiłku,
            trzeba wszak wyjść z pancernej skorupy, rozprostować skrzydełka i jednocześnie
            uważać, żeby nie odsłonić najczulszych miejsc... To nie lada sztuka, ale powoli
            uczę się, żeby nie odpowiadać jadem na jad, nienawiścią na nienawiść,
            chamstwem, obłudą, obojętnością na to samo... Po prostu mam tego dosyć,
            postępując tak nic nie zyskam, zasklepię się jeszcze bardziej w tym bagienku.
            Racja, być dobrym człowiekiem nie znaczy bezbronnym, ale trzeba wiedzieć,
            jakiej broni używać. Dla mnie gwałt, siła nie dają skutecznej obrony, mówimy
            oczywiście o poziomie mentalnym potyczek, nie o prawdziwych huligańskich
            bijatykach... Ranienie małego dziecka nie daje mu skutecznego narzędzia do
            radzenia sobie w późniejszych trudnych sytuacjach. W takich momentach
            najważniejsza jest świadomość, że jest się silnym i ma się wsparcie
            najbliższych. Bijąc dziecko łamiesz jego siłę, pokazujesz mu nic innego, jak
            jego własną bezbronność, bezradność. Ono się tylko dowie, że przed silniejszym
            nie ma ucieczki, najlepiej więc samemu skrzywdzić, być "górą"... To nie jest
            rzecz, którą chciałabym nauczyć moje dzieci. A co do oparcia w rodzinie - nie
            można nabyć takiego przeświadczenia jeśli od małego wychowuje się w strachu
            przed najbliższymi. Nie będę czuła oparcia w kimś, kto mnie rani, będę się go
            bała, nie zaufam, niechętnie podzielę się zmartwieniem... Jeśli natomiast
            wychowam moje dzieci w miłości, poczuciu sprawczości, mocy, ale też w
            poszanowaniu dla drugiego człowieka i pokorze wobec życia (sic!), wyposażę je w
            bezcenne umiejętności radzenia sobie z przeciwnościami losu czychającymi w tym
            okrutnym świecie na każdym kroku - moje dzieci będą wiedziały, że byle osiłek
            nie jest w stanie złamać ich poczucia godności, bo tylko od nich zależy, czy
            będą ją w sobie pielęgnować. Moje dzieci będą bardziej pewne siebie, bo nie
            odbiorę im ich mocy, nie będą chciały przemocą zdobywać sobie względów bo będą
            wiedziały, że zasłużą na uznanie i aceptację przede wszystkim postępując
            uczciwie, wkładając w swoje działania pracę i zaangażowanie, a nie cwaniactwo i
            kombinowanie. A pokora pomoże im (paradoksalnie?) lepiej znieść porażki. I tak
            dalej... Piekny to obraz, aż się rozmarzyłam., Weryfikować będę za 20 lat,
            teraz biorę się do dzieła pełna wiary, że to ma sens...
            Ja tak to rozumiem, zdaję sobie sprawę, że nie mam monopolu na wiedzę o
            wychowaniu dziecka, nie ma jej nikt. Ale usilnie staram się pojąć przyczyny i
            skutki pewnych zjawisk, powiązać je ze sobą, przewidzieć, "dodać ułamki", i oto
            co mi z tego między innymi wychodzi. Być może dzięki temu wpisowi w kimś coś
            drgnie, ktoś się zastanowi, przemyśli swoje klapsy jeszcze raz... I to będzie
            moja następna uśmiechnięta cegielka dla tego - nie straconego jeszcze - swiata.
            Pozdrawiam cieplutko
            Ola i fasola smile
            • Gość: jf Re: JEST! IP: *.stnet.pl 05.05.03, 22:59
              do państwa całkiem interesującej wymiany zdań chciałbym dorzucić
              swoje 3 grosiki. padło wiele pięknych ale i gorzkich słów na
              temat otaczającego nas świata. jeśli można wyrazić swą opinię,
              to nie istnieje coś takiego jak ów wspomniany przez państwa
              świat. wypowiedzi w stylu "świat jest taki a taki" nie ma wg
              mnie sensu, bo to oznaczałoby, że jesteśmy na innej planecie i
              obserwujemy z tej perspektywy wszystkich poza nami. świat tak
              pojmowany nie istnieje - nie ma więc na kogo zwalać winy. każdy
              do niego należy, każdy go tworzy. dla swojego dobra radzę panu i
              pani powiedzieć sobie "świat to ja" - może się wydać
              pyszałkowate, ale zapewniam, że jest bardziej prawdziwe,
              niż "taki jest ten świat".
              • Gość: Doki le monde, c'est moi IP: *.223-200-80.adsl.skynet.be 05.05.03, 23:04
                Gość portalu: jf napisał(a):

                dla swojego dobra radzę panu i
                > pani powiedzieć sobie "świat to ja" - może się wydać
                > pyszałkowate, ale zapewniam, że jest bardziej prawdziwe,
                > niż "taki jest ten świat".

                Alez jak najbardziej! Jestem nieodrodnym dzieckiem tego swiata. Bywam zly, bywam okrutny, bywam zlosliwy. I co z tego? Chyba warto to wiedziec, nie?
              • Gość: aleksandrynka Re: JEST! IP: 212.160.130.* 05.05.03, 23:31
                Zapachniało mi konstrukcjonizmem... smile
                Racja! ŚWIAT TO JA! Przepieknie powiedziane! Tyle tylko, że świat, to jeszcze i
                inni, i o to nam tu chodziło.
                Pozdrawiam!
          • Gość: Drunk Re: JEST! IP: 217.97.128.* 07.05.03, 21:33
            Gość portalu: Doki zmeczony napisał(a):


            >
            >
            > No nareszcie, a juz myslalem, ze zaden z niebijacych nie wyjedzie z chybionym
            w
            > spolczuciem. To takie przewidywalne...
            >
            > Aleksandrynko, swoja role jako ojciec widze m.in. w przygotowaniu moich
            dzieci
            > do zycia w otaczajacym nas swiecie. Wolno Ci, oczywiscie sadzic, ze ten swiat
            j
            > est wspanialy, a ludzie na nim dobrzy. Ja jednak wole, zeby moje dzieci z
            gory
            > wiedzialy, ze sa na nim takze ludzie, ktorzy beda rywalizowac, oszukiwac,
            grac
            > nieczysto, stosowac przemoc, i chce takze, zeby potraktowane przemoca, zdrada
            c
            > zy innym zlem, nie wpadaly w depresje ani nie plakaly, ale zeby byly na to
            przy
            > gotowane, a NAWET potrafily zmontowac kontruderzenie, bo najlepsza obrona
            jest
            > atak.
            > To tak jak rycerz- nawet gdy wzdycha do damy serca, dlon trzyma na rekojesci
            mi
            > ecza. Byc dobrym czlowiekiem nie znaczy byc bezbronnym. Nie ma sensu trzymac
            dz
            > iecka pod kloszem, bo predzej czy pozniej musi wyjsc do swiata i zobaczyc, ze
            z
            > ycie to nie bajka, gdzie na koncu wszyscy zyja dlugo i szczesliwie.
            >
            > Ale to nie ma juz wiele wspolnego z biciem, po prostu argument,
            ze "silniejszy
            > nie ma racji" wydal mi sie glupi.
            >
            > PZDR
            >
            > Doki, po dyzurze, na ktorym przespal 4 godziny w 3 ratach i dlatego moze
            radyka
            > lniejszy cokolwiek.


            Wiesz co Doki? W książce Alice Miller - Zniewolone dziciństwo (którą nawiasem
            polecam wszytskim co nie umieją zrozumieć że to ze skoro 'klaspy od wieków
            pomagają' to jak mogą być złe) podali tez taki przykład 'przygotowania dfo
            zycia. Pt. własciwie to od razu przygotuj swoje dzici do śmierci, zabij je,
            przeciez w końcu i tak umrą. Albo zgwałć swoją córke, bo niech lepiej wie co to
            znaczy, mozę jej się to przydarzyć.
            PO tych wszytskich tekstach typu 'parę klapsów w słusznej sprawie nie
            zaszkodzi' widac jak dojrzali są polscy rodzice. I co tu się dziwić ze potem
            mafia wyrasta itp. ludzie? Nie zabierajcie się za wychowanie dzieci jak umiecie
            korzystać tylko z mocnej ręki. Już lepiej wydać parę złtych na prezerwatywę i
            oszczędzić conajmniej jedenj osobie koszmarów za zycia.
    • Gość: JF Re: Nie bij IP: *.stnet.pl 03.05.03, 19:34
      stanowczo protestuję przeciwko takiemu stawianiu sprawy, jakie
      miało miejsce w artykule . jako nauczyciel stwierdzam z całą
      stanowczością, że najwięcej problemów sprawiają dzieci, które
      nigdy nie były przez rodziców uderzone czy nawet upomniane
      krzykiem. rodzice podchodzą do kwestii wychowania dokładnie tak
      jak jest to powiedziane w wywiadzie , a kiedy to nie daje - co
      oczywiste w niektórych przypadkach - rezultatów, zwyczajnie
      rezygnują stwierdzając, że widocznie trzeba to jakoś
      przetrzymać, że samą miłością (czytaj: bezradnością) uda im się
      wychować dziecko. a dziecko uczy się -uwaga! - władzy, właśnie
      tak! odwrotnie niż pisze pani psycholog . władzę dziecko zdobywa
      nad rodzicami, później tego samgo oczekuje od nauczycieli i
      rówieśników. oczywiście: nauczyciele nie mają prawa zrobić nic
      poza rozmową z rodzicami, podczas której padają
      stwierdzenia "moje dziecko jest grzeczne, nigdy nie
      powiedziałoby czy nie zrobiłoby czegoś takiego, to nieprawda" .
      efekt? 10latek mówiący do nauczycielki "ty stara k..." (nie był
      bity), słynny w naszym mieście chłopaczek, który nie przebywa w
      żadnej szkole dłużej niż miesiąc (ze względu na protesty
      rodziców pozostałych dzieci - "mamo, nie pójdę do szkoły, boję
      się kolegi"). oczywiście stereotyp psychologiczny: z pewnością
      chłopiec ów jest bity , poniżany, zakrzyczany. nic bardziej
      błędnego!! zdobył władzę nad rodzicami, którzy nigdy go nie
      bili! żadnej chorobliwej nadpobudliwości nie stwierdzono.
      żadnych krzyków, czy nerwowej atmosfery - sama miłość! czy aby
      dobrze pojęta? różnica jest taka, że bije kolegów z uśmiechem, a
      nie z widoczną agresją - też mi postęp! zaczynam się zastanawiać
      co warta jest współczesna psychologia? czy wraca moda na
      bezstresowe wychowanie (metoda stworzona przez pewnego
      profesorka, który odwołał wszystko co napisał w swojej dobrze
      sprzedającej się książce, gdyż sam nie potrafił wychować swych
      dzieci w ten sposób. ale o tym cicho, sza, bo książka nadal
      dobrze się sprzedaje!). "nie kocha syna, kto rózni żałuje, lecz
      ten, kto go w porę upomina" - mówi biblia (wbrew jednemu z "10
      powodów..." przytaczanych przez gazetę). i jeszcze jedno: niech
      żaden psycholog , niezależnie od tego ile pieniędzy za to
      dostanie, nie wmawia mi, że każdy klaps jest spowodowany agresją
      i utratą panowania nad sobą - to kłamstwo, bezczelność itd. a
      jeśli prawnie zakażecie mi dać klapsa mojemu synowi - albo
      emigruję, albo z dumą pójdę siedzieć - w imię tego, aby kiedyś
      inne dzieci się go nie bały w piaskownicy...
      • antonina_74 Re: Nie bij 03.05.03, 19:48
        Ja tez jestem nauczycielka w technikum/liceum zawodowym i stwierdzam ze
        najwiecej problemow sprawiaja te dzieci dla ktorych rodzice nie maja czasu. Nie
        rozmawiaja, daja pieniadze i wymagaja wynikow, za brak wynikow bija. Dzieci
        ktore w domu dostaja albo lanie albo kase, w zaleznosci od tego co na
        swiadectwie, koniec kontaktu z rodzicami.
        Sa to dzieci naszych czasow, wychowywane przez zabieganych, ciezko pracujacych
        ludzi, ktorzy moze i chcieliby ale nie maja sily/czasu usiasc i z dzieckiem
        porozmawiac. Stad ich komentarze w rodzaju "Moja Ola pali marihuane? To
        niemozliwe, ona by tego nie zrobila!".
        Naprawde, potworna jest ta atmosfera ogolnego przyzwolenia - nie klapsy, ale
        ogolne przeswiadczenie ze to rownoprawna, pelnowartosciowa i konieczna metoda
        wychowawcza.
        Pozdrawiam,
        A.
        • Gość: jf Re: Nie bij IP: *.stnet.pl 03.05.03, 20:14

          > Naprawde, potworna jest ta atmosfera ogolnego przyzwolenia -
          nie klapsy, ale
          > ogolne przeswiadczenie ze to rownoprawna, pelnowartosciowa i
          konieczna metoda
          > wychowawcza.

          tak, potworna jest atmosfera ogólnego przyzwolenia na
          wychowywanie małych terrorystów wink. a tak na serio: skoro uważa
          pani, że metoda jest zła i niekonieczna proszę zaproponować
          inną. tylko nie dla młodych wyrostków z technikum, ale dla
          dzieci - chyba, że nie widzi pani różnicy. jeśli faktycznie tak
          jest, to proszę pouczyć rodziców przedszkolaków, aby
          przeprowadzali ze swoimi pociechami takie rozmowy, jakie
          powinni - faktycznie, tu ma pani rację - prowadzić rodzice z
          dziećmi dorastającymi. i koniecznie niech zabronią palenia
          marii, zwłaszcza na terenie przedszkola. też pozdrawiam.
          • antonina_74 Re: Nie bij 03.05.03, 21:15
            Gość portalu: jf napisał(a):

            proszę zaproponować
            > inną. tylko nie dla młodych wyrostków z technikum, ale dla
            > dzieci - chyba, że nie widzi pani różnicy.

            Nie widze roznicy - rodzice tych wyrostkow przeciez nie zaczeli ich nagle bic
            po ukonczeniu podstawowki. Metoda jest jedna, rozmawiac! A przynajmniej
            rozmawiac ZANIM da sie pierwszego klapsa. Najpierw wytlumaczyc, zadac sobie
            choc odrobine trudu, zapytac, przytulic, zrozumiec - dopiero kiedy sie naprawde
            nic nie wskora myslec o biciu. Od przedszkola do matury.

            jeśli faktycznie tak
            > jest, to proszę pouczyć rodziców przedszkolaków, aby
            > przeprowadzali ze swoimi pociechami takie rozmowy, jakie
            > powinni - faktycznie, tu ma pani rację - prowadzić rodzice z
            > dziećmi dorastającymi.

            Ironia nie na miejscu - ja z moim przedszkolakiem rozmawiam przez wiekszosc
            czasu i nie zamierzam przestawac. Tak, z trzylatkiem tez mozna porozmawiac
            jesli znajdzie sie odrobine checi, wtedy moze nie wyrosnie z niego potworny 10-
            czy 16-latek.

            i koniecznie niech zabronią palenia
            > marii, zwłaszcza na terenie przedszkola.

            Ironia znowu nie na miejscu - Skoro ja wyczulam od Oli smrod marihuany, to
            matka tym bardziej powinna, ale skoro matka nie ma czasu ani checi to kto ma
            zauwazyc, nauczyciel.

            pozdrawiam.
            A.
            • Gość: jf Re: Nie bij IP: *.stnet.pl 03.05.03, 21:40
              > Nie widze roznicy - rodzice tych wyrostkow przeciez nie
              zaczeli ich nagle bic
              > po ukonczeniu podstawowki.

              owszem, mogło właśnie tak być!! dlaczego nie? tylko trochę za
              późno. po drugie: bić w jakim sensie? katować czy dawać klapsy?
              proszę zawsze uściślić!

              Metoda jest jedna, rozmawiac! A przynajmniej
              > rozmawiac ZANIM da sie pierwszego klapsa.

              rybki czy akwarium? proszę się zdecydować. nigdy nie zaczynam
              rozmowy o krzyku , tym bardziej nie zaczynam od klapsa.

              > Ironia nie na miejscu - ja z moim przedszkolakiem rozmawiam
              przez wiekszosc
              > czasu i nie zamierzam przestawac. Tak, z trzylatkiem tez mozna
              porozmawiac
              > jesli znajdzie sie odrobine checi, wtedy moze nie wyrosnie z
              niego potworny 10-
              > czy 16-latek.

              patrz - wyżej. z dodatkiem: rozmowa dla samej rozmowy nie ma
              sensu - musi być jakiś efekt. a co jeśli efektu nie ma?

              > i koniecznie niech zabronią palenia
              > > marii, zwłaszcza na terenie przedszkola.
              >
              > Ironia znowu nie na miejscu - Skoro ja wyczulam od Oli smrod
              marihuany, to
              > matka tym bardziej powinna, ale skoro matka nie ma czasu ani
              checi to kto ma
              > zauwazyc, nauczyciel.

              ironia na miejscu, chyba, że ola nie ma jeszcze 7 ukończonych
              lat - jeśli tak, przepraszam, nie spodziewałęm się.
            • Gość: aaa Re: Nie bij IP: *.mofnet.gov.pl 10.05.03, 14:58
              ironia nie na miejscu:
              a jak śmierdzi marihuana, bo nie znam nikogo kto pali...
      • Gość: Anna Re: Skad wiesz ktore dzieci nie sa bite w domu?JF IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 04.05.03, 06:14
        • Gość: jf Re: zatrudniam jasnowidza. tak jest najprościej. IP: *.stnet.pl 04.05.03, 15:11
          • Gość: Anna Re: zatrudniam jasnowidza. tak jest najprościej. IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.05.03, 21:45
            Bardzo smutne, ze ty jako pedagog opierasz sie tylko na swoich mglistych
            domniemaniach.
            • Gość: jf jakie pytanie taka odpowiedź IP: *.stnet.pl 07.05.03, 23:46
              jeśli nie wie pani jak nauczyciel dowiaduje się (lub na początku
              jedynie domyśla) co się dzieje w rodzinie dziecka - to mam
              nadzieję, że sama panie nie jest wychowawcą. test na uważność:
              zadałem w grupie "zerówki" pytanie czym lubi się w domu zajmować
              mama lub tato. jeden z chłopców odpowiedział, że jego tato
              zajmuje się biciem paskiem. czy na podstawie mojego pierwszego
              wystąpienia na tym forum jest pani w stanie określić mój
              stosunek do zachowania ojca tego chłopczyka? i którą możliwość
              bierze pani pod uwagę: 1) jestem zadowolony, bo chłopczyk jest
              grzeczny dlatego, że ojciec go w domu leje 2) myślę sobie "tak
              myślałem, leje go, i dla tego chłopczyk zachowuje się tak źle" 3)
              myślę sobie : "dziwne, ojciec go leje, a mimo to chłopczyk jest
              niegrzeczny" 4)jestem zadowolony, bo chłopczyk jest niegrzeczny
              a ja mu wlać nie mogę: niech go ojciec leje, na zdrowie!".
              ciężko będzie ocenić która myśl jest naprawdę moja, zwłaszcza
              komuś, kto ocenia mnie z góry negatywnie nie więdząc nic o moim
              doświadczeniu. życzę powodzenia.
              • Gość: Anna Oby wasze dzieci nie uczyl JF lub jemu podobni. IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 09.05.03, 12:56
                Testy moze pan robic dzieciom w szkole a nie ludziom na forum. Jestem nie
                tylko nauczycielem ale mam rowniez z racji zawodowej do czynienia z ofiarami
                przemocy. Nie kazde dziecko ktore jest bite w domu powie o tym nauczycielowi,
                szczegolnie takiemu ktory bicie slabszych popiera. W liscie z 3 maja pisze pan
                ze klopoty wychowawcze sprawiaja przede wszystkim dzieci ktore nie sa bite w
                domu. W liscie z 5 maja daje pan recepte na wychowanie: dziecko nalezy
                najpierw zbic a potem mocno przytulic(?????). Za to powinno sie pana pozbawic
                prawa do wykonywania zawodu. Wracajac jednak do pana testu to zdecydowanie
                wobec powyzszego wybieram wariant numer 4 z pana testu.
                • Gość: jf Re: Oby wasze dzieci nie uczyl JF lub jemu podobn IP: *.stnet.pl 12.05.03, 22:06
                  Gość portalu: Anna napisał(a):

                  > Testy moze pan robic dzieciom w szkole a nie ludziom na forum.

                  proponuję zabronić mi tego prawnie.

                  Jestem nie
                  > tylko nauczycielem ale mam rowniez z racji zawodowej do
                  czynienia z ofiarami
                  > przemocy.

                  podziwiam. sam nie potrafiłbym się tym zajmować, zbyt wrażliwy
                  jestem. czy przychodzą do pani "ofiary" , które parę razy w
                  życiu dostały klapsa, czy ofiary posiniaczone, poobijane,
                  zastraszone itd?

                  Nie kazde dziecko ktore jest bite w domu powie o tym
                  nauczycielowi,
                  > szczegolnie takiemu ktory bicie slabszych popiera.

                  a pani popiera? to pewnie dlatego pani nie mówią!

                  W liscie z 3 maja pisze pan
                  > ze klopoty wychowawcze sprawiaja przede wszystkim dzieci ktore
                  nie sa bite w
                  > domu. W liscie z 5 maja daje pan recepte na wychowanie:
                  dziecko nalezy
                  > najpierw zbic a potem mocno przytulic(?????).

                  to jest kłamstwo, ale w pani ustach wcale mnie nie dziwi.

                  Za to powinno sie pana pozbawic
                  > prawa do wykonywania zawodu.

                  jak na razie mam więcej propozycji pracy niż czasu na ich
                  realizację. a dzieci lgną do mnie i to dosłownie. panią
                  oczywiście szlag z tego powodu trafia, ale cóż ja na to
                  poradzę...

                  Wracajac jednak do pana testu to zdecydowanie
                  > wobec powyzszego wybieram wariant numer 4 z pana testu.

                  a to oznacza, że zdecydowanie powinien się panią zająć psycholog.
                  ja się na tym nie znam, ale podobno jest nawet jakaś nazwa na
                  zjawisko przylepiania innym cech własnych, co być może pani
                  czyni wobec mnie.
      • Gość: aleksandrynka Re: Nie bij IP: 212.160.130.* 04.05.03, 22:18
        Miłość nie równa się bezradność. Nigdy w zyciu. Jeśli tak to pojmujesz, to
        dojrzałością nie wyszedłeś poza poziom rozwoju emocjonalnego swoich uczniów...
        • Gość: jf Re: Nie bij IP: *.stnet.pl 04.05.03, 22:47
          faktycznie, nigdy w życiu. proszę to powiedzieć wspomnianym
          przeze mnie rodzicom, bo to oni tak uważają. wystarczy rozumiec
          co się czyta i komentuje.
      • Gość: aleksandrynka Re: Nie bij IP: 212.160.130.* 04.05.03, 22:21
        Aha, jeszcze jedno. Jako kontra do Twojego kociołka z jadem, wylewanego na
        psychologów: nadopiekuńczość to też forma przemocy... Lepiej?
        • Gość: jf Re: Nie bij IP: *.stnet.pl 04.05.03, 22:51
          wspaniale. a kociołek z jadem to pani wymysł. chyba, że każdy,
          kto ma nieco inne doświadczenia i ma czelność o tym napisać jest
          według pani jadowity. jeśli tak - gratuluję. a wielu psychologów
          zgodzi się ze mną , nie z panią, o czym świadczą wypowiedzi
          moich znajomych - właśnie psychologów.
      • Gość: po-prostu mama Re: Nie bij IP: 217.153.35.* 05.05.03, 11:58
        Broń Boże moje dziecko przed takimi nauczycielami jak JF !!!
        • Gość: jf Re: Nie bij IP: *.stnet.pl 05.05.03, 22:21
          wypowiedź bez sensu. żadnych argumentów, jedynie inwokacja. mnie
          tam obojętne, bo dzieciaki mnie i tak lubią, ale przydałaby się
          jakaś polemika. do rzeczy więc czym prędzej, a jak nie to szkoda
          mojego czasu.
      • Gość: Drunk Re: Nie bij IP: 217.97.128.* 07.05.03, 21:41
        Gość portalu: JF napisał(a):

        i jeszcze jedno: niech
        > żaden psycholog , niezależnie od tego ile pieniędzy za to
        > dostanie, nie wmawia mi, że każdy klaps jest spowodowany agresją
        > i utratą panowania nad sobą - to kłamstwo, bezczelność itd. a
        > jeśli prawnie zakażecie mi dać klapsa mojemu synowi - albo
        > emigruję, albo z dumą pójdę siedzieć - w imię tego, aby kiedyś
        > inne dzieci się go nie bały w piaskownicy...

        Tyle że to włąśnie tego bitego dzicka będa się bały. Bo to ono się nauczylo ze
        jak ktoś słabyszy zrobi źle to trzeba przyłożyć. Np. dla takiego dzicka będzie
        złe jak inne dziecko pozyczy foremke bez pytania. I myślisz ze podejdzie i
        poprosi? Szczególnie takie uczine w odmu ze w wypadkach tego typu trzeba
        przyłożyć? Nawet jak tego nie zrobi to z obawy zę znów dostanie klapsa od
        rodzica, będzie się bało ale nie rozumiało, czyli na nic się nie zda takie
        wychowanie. To tak jakby sie dziecka wyuczyło tekstu na pamięć, ale w obcym
        języku. Nie rozumie,a le wie że jak się pomyli to ob erwie. A jak odejdzie z
        domu? Nie będzie miało od kogo oberwać to zacznie wreszcei robić to co chce.
        I nie wiem dlaczego tak się oburzacie na psychologów. To chyba oni lepiej znają
        mechanizmy ludzkiego nauczania niż zwykli rodzice którzy mają dzici po raz
        pierwsi a jako wzór mają swoich jedynych rodziców?
        • Gość: jf Re: Nie bij IP: *.stnet.pl 07.05.03, 23:34
          > Tyle że to włąśnie tego bitego dzicka będa się bały. Bo to ono
          się nauczylo ze
          > jak ktoś słabyszy zrobi źle to trzeba przyłożyć.

          na jakiej podstawie dziecko nabierze takiego przekonania?

          Np. dla takiego dzicka będzie
          > złe jak inne dziecko pozyczy foremke bez pytania. I myślisz ze
          podejdzie i
          > poprosi?

          tak, jeśli tego zostanie nauczone. ale najpewniej się rozbeczy.
          natomiast dziecko, które zabiera foremkę jest nauczone że
          wszystko mu wolno i nie spotkają go za to żadne konsekwencje.

          Szczególnie takie uczine w odmu ze w wypadkach tego typu trzeba
          > przyłożyć? Nawet jak tego nie zrobi to z obawy zę znów
          dostanie klapsa od
          > rodzica, będzie się bało ale nie rozumiało, czyli na nic się
          nie zda takie
          > wychowanie.

          brednia, ale pijanemu wybaczam. otóż nie jest uczone w domu, że
          trzeba przyłożyć. uczone jest, że w razie braku reakcji na
          prośbę rodzica może go spotkać przykra konsekwencja.

          To tak jakby sie dziecka wyuczyło tekstu na pamięć, ale w obcym
          > języku. Nie rozumie,a le wie że jak się pomyli to ob erwie. A
          jak odejdzie z
          > domu? Nie będzie miało od kogo oberwać to zacznie wreszcei
          robić to co chce.

          brednia do kwadratu. odszedłem z domu i wcale nie robię tego, co
          chcę. a klapsa nie raz dostałem. miliony taki jak ja chodzą po
          tym świecie.

          > I nie wiem dlaczego tak się oburzacie na psychologów. To chyba
          oni lepiej znają
          >
          > mechanizmy ludzkiego nauczania niż zwykli rodzice którzy mają
          dzici po raz
          > pierwsi a jako wzór mają swoich jedynych rodziców?

          oburzam się na niektórych psychologów, albowiem trzeba
          wiedzieć , że nie mówią oni jednym głosem. oburzam się, bo mają
          absolutną władzę nad niektórymi ludźmi - w imię uznania
          autorytetu przestaja oni mówić własnym językiem i zaczynają -
          jak wyżej - powtarzać cudze myśli zaczerpnięte np. z
          wywiadu "wysokich obcasów" z kimkolwiek, nawet zupełnie obcym
          człowiekiem, wystarczy , że będzie on psychologiem.
    • Gość: JF tak? IP: *.stnet.pl 03.05.03, 19:46
      stanowczo protestuję przeciwko takiemu stawianiu sprawy, jakie
      miało miejsce w artykule . jako nauczyciel stwierdzam z całą
      stanowczością, że najwięcej problemów sprawiają dzieci, które
      nigdy nie były przez rodziców uderzone czy nawet upomniane
      krzykiem. rodzice podchodzą do kwestii wychowania dokładnie tak
      jak jest to powiedziane w wywiadzie , a kiedy to nie daje - co
      oczywiste w niektórych przypadkach - rezultatów, zwyczajnie
      rezygnują stwierdzając, że widocznie trzeba to jakoś
      przetrzymać, że samą miłością (czytaj: bezradnością) uda im się
      wychować dziecko. a dziecko uczy się -uwaga! - władzy, właśnie
      tak! odwrotnie niż pisze pani psycholog . władzę dziecko zdobywa
      nad rodzicami, później tego samgo oczekuje od nauczycieli i
      rówieśników. oczywiście: nauczyciele nie mają prawa zrobić nic
      poza rozmową z rodzicami, podczas której padają
      stwierdzenia "moje dziecko jest grzeczne, nigdy nie
      powiedziałoby czy nie zrobiłoby czegoś takiego, to nieprawda" .
      efekt? 10latek mówiący do nauczycielki "ty stara k..." (nie był
      bity), słynny w naszym mieście chłopaczek, który nie przebywa w
      żadnej szkole dłużej niż miesiąc (ze względu na protesty
      rodziców pozostałych dzieci - "mamo, nie pójdę do szkoły, boję
      się kolegi"). oczywiście stereotyp psychologiczny: z pewnością
      chłopiec ów jest bity , poniżany, zakrzyczany. nic bardziej
      błędnego!! zdobył władzę nad rodzicami, którzy nigdy go nie
      bili! żadnej chorobliwej nadpobudliwości nie stwierdzono.
      żadnych krzyków, czy nerwowej atmosfery - sama miłość! czy aby
      dobrze pojęta? różnica jest taka, że bije kolegów z uśmiechem, a
      nie z widoczną agresją - też mi postęp! zaczynam się zastanawiać
      co warta jest współczesna psychologia? czy wraca moda na
      bezstresowe wychowanie (metoda stworzona przez pewnego
      profesorka, który odwołał wszystko co napisał w swojej dobrze
      sprzedającej się książce, gdyż sam nie potrafił wychować swych
      dzieci w ten sposób. ale o tym cicho, sza, bo książka nadal
      dobrze się sprzedaje!). "nie kocha syna, kto rózgi żałuje, lecz
      ten, kto go w porę upomina" - mówi biblia (wbrew jednemu z "10
      powodów..." przytaczanych przez gazetę). i jeszcze jedno: niech
      żaden psycholog , niezależnie od tego ile pieniędzy za to
      dostanie, nie wmawia mi, że każdy klaps jest spowodowany agresją
      i utratą panowania nad sobą - to kłamstwo, bezczelność itd. a
      jeśli prawnie zakażecie mi dać klapsa mojemu synowi - albo
      emigruję, albo z dumą pójdę siedzieć - w imię tego, aby kiedyś
      inne dzieci się go nie bały w piaskownicy...
      • Gość: mami prawa dzieci w USA IP: *.dialup.mindspring.com 03.05.03, 20:24
        Patrze sobie na to z perspektywy USA, gdzie bicie dzieci jest przestepstwem,
        mozna za to siedziec. I opowiem o dwoch paniach. Jedna pracuje w supermarkecie.
        Nie lubi czarnych, jak wielu ludzi tutaj. Ale mimo to twierdzi, ze jest bardzo
        duza roznica miedzy zachowaniem w sklepie bialych i czarnych dzieci - na
        korzysc tych czarnych. Bo czarni sie tym prawem nie przejmuja i stosuja klapsy
        jako srodek wychowawczy (nie kazdy klaps to upokarzajacy policzek) wiedzac, ze
        z powodu poprawnosci politycznej nikt sie nie osmieli zwrocic im uwagi czy
        zadzwonic po policje - bo byloby, ze dyskryminuje czarnych... lekka paranoja,
        swoja droga. Biali, no, nie uderza dziecka w sklepie chocby nie wiem co robilo,
        bo albo dziecko, albo dowolny swiadek moze zadzwonic po policje i rodzice beda
        miec powazne klopoty...
        Druga pani to matka chyba czworki wlasnych i trojki adoptowanych dzieci, w tym
        czarnej dzeiwczynki z wirusem HIV, swieta kobieta i kochajaca dzieci. Na
        osiedlu wszyscy nazywaja ja "Mama". Mama swego czasu tworzyla rowniez rodzine
        zastepcza dla SIEDMIORGA niemowlat (chyba takie przedsiewziecie to sie juz
        rodzinny dom dziecka nazywa, nieistotne zreszta), pochodzacych z patologicznych
        rodzin, np. 5-miesieczna dziewczynka gwalcona przez ojca itd. Caly jej dom
        przystosowany jest pod katem potrzeb dzieci. No i kiedys ktorys brzdac,
        wyjatkowo uzdolniony, wyspindral sie na jakas barierke czy cos takiego i upadl
        na zabawke podstawiona przez innego malucha czy jakos tak, no nieszczesliwy
        wypadek, znaczy dziecku nic powaznego sie nie stalo, ale obtarlo sie troche,
        potluklo i w ogule nie wygladalo dobrze. Natychmiast pojechalo do lekarza, a
        lekarz - taka jest procedura tutaj - musial zlozyc na policji odpowiednie
        zawiadomienie, zeby sprawdzono, czy nie miala miejsca przemoc wobec dzidziusia.
        Policja przyjechala, stwierdzila, ze domek jest super mama jest super i oni
        przemocy nie widza - ale Mamie i tak odebrano wszystkie "zastepcze" dzieci...
        • Gość: jf Re: prawa dzieci w USA IP: *.stnet.pl 03.05.03, 20:33
          przerażenie mnie ogarnia kiedy czytam takie rzeczy. i mam
          nadzieję, że to tylko stanowe prawo. jeśli nie - ostatni bastion
          wolności chwieje się i to mocno... pozdrawiam serdecznie.
          • antonina_74 Re: prawa dzieci w USA 04.05.03, 20:01
            No wiec mnie tez przerazenie ogarnia - tym bardziej ze mamy na koncie wypadek,
            kiedy to moj syn, dwuletni wowczas, spadl z kanapy (pol metra ode mnie) na
            dywan i zlamal reke. Rozumiem ze w USA odebranoby mi dziecko, a ja go po prostu
            nie zdazylam zlapac...
            Wydaje mi sie to delikatnie mowiac przesadzone zeby dziecko dzwonilo na policje
            i donosilo na rodzicow, no ale rozumiem ze jest to pewne przegiecie w dobrych
            intencjach.
            Pozdrawiam,
            A.
            • Gość: jf Re: prawa dzieci w USA IP: *.stnet.pl 04.05.03, 23:00
              owszem, uważam, że wahadełko wychyliło się nieco za mocno w
              drugą stronę. bo słyszałem, że bywało tak: dziecko było
              absolutną własnością rodziców, mogli z nim robić co im się
              podoba. do dziś niektórzy tak uważają. efekt: zakatowane,
              wymęczone dzieci, które nie moga nic zrobić. właściwie nic złego
              w tym, że dziecko może zadzwonić na policję, jeśli jest bite;
              mało tego: powinno mieć takie prawo. ale trzeba rozróżnić
              dających klapsa od katujących, podobnie jak podchmielonych od
              pijanych jak bela. i tylko tych drugich zabierać do izby
              wytrzeźwień.
              • Gość: jf Re: prawa dzieci w USA IP: *.stnet.pl 04.05.03, 23:10
                i jeszcze jedno: osobiście wezwę policję jeśli zobaczę
                maltretowanie dziecko przez rodziców, lub choćby usłyszę przez
                ścianę coś takiego u sąsiadów - choćby mi mieli przebić opony w
                samochodzie, powybijać szyby, grozić itd. i jeszcze: niech mi
                tylko ktoś napisze, że nie wie jak rozróżnić klapsa od
                porządnego bicia. to prymitywne nastawienie do życia: nie ma
                prostych rozróżnień, ale to nie znaczy, że mamy rezygnować z
                wysiłku dokonywania ocen i w imię tego na wszelki wypadek
                zakazywać wszystkiego, nawet klapsa. dojdzie do tego, że
                prawnicy będą rozstrzygać czy swojego synka uderzyłem czy np.
                pogłaskałem!!
                • Gość: Gab Glupota a political correctness IP: *.server.ntl.com 09.05.03, 06:17
                  Przy tym stopniu oglupienia czy - moze lepiej - umyslu
                  zniewolenia za poglaskanie synka mozesz siedziec za...pedofilie!
              • Gość: aleksandrynka Re: prawa dzieci w USA IP: 212.160.130.* 04.05.03, 23:24
                A którzy mogą prowadzić, ci podchmieleni, czy pijani jak bela?
                • Gość: jf Re: prawa dzieci w USA IP: *.stnet.pl 04.05.03, 23:36
                  ani jedni ani drudzy. osobiście porównywałbym raczej wychowanie
                  dziecka do chodzenia niż do prowadzenia samochodu. na to drugie
                  trzeba mieć prawo jazdy. mroczna to wizja: zrób kurs, zdaj
                  egzamin, a potem możesz mieć dzieci: i miej zawsze przy sobie
                  pozwolenie i dowód rejestracyjny, inaczej odbierze ci dziecko
                  każdy napotkany policjant. a zwłaszcza policjant z "dzieciówki".
                  • Gość: jf Re: prawa dzieci w USA IP: *.stnet.pl 05.05.03, 00:02
                    hop hoooop! koniec fajnej zabawy w analogie? szkoda... nie to
                    nie, idę spać!
    • Gość: Darek Re: Nie bij IP: 217.98.103.* 05.05.03, 09:54
      Jak zwykle wybucha jałowa dyskusja na banalny temat wywołana
      przez ludzi, którzy prawdopodobnie nie maja dzieci. Przecież w
      niewinnym klapsie nie chodzi o sprawienie dziecku bólu, czy Boże
      broń, wyrządzenie mu krzywdy. Chodzi o sprawienie, żeby dziecko
      uświadomiło sobie, że narusza normę, zasady bezpieczeństwa czy
      współżycia.
      Jak wytłumaczyć upartemu dziecku żeby nie wbiegało na ruchliwą
      ulicę. Przecież w tym przypadku nie możemy sobie pozwolić na
      powtarzanie aż do skutku, a najbardziej uważny rodzic może
      dzieciaka nie upilnować.

      Weźcie się lepiej do roboty.
      • Gość: Dorota Re: Nie bij IP: 195.245.213.* 05.05.03, 11:09
        Wydaje mi się, że dyskusja nie jest banalna, bo sama jestem
        matką i wiem jak trudno jest mi się powstrzymać, aby nie uderzyć
        syna. Nie biję swojego dziecka, bo uważam, że nie można kochać i
        krzywdzić, zadawać ból. Mój syn jest dzieckiem wymagającym
        wielkiej cierpliwości, zachowuje sie często agresywnie do nas
        rodziców. Gdybyśmy zaczęli go bić, to odpowiedzielibyśmy agresją
        na agresję i do czego by to doprowadziło? Zawsze uważałam, że
        dzieci mają widzieć w rodzicach przyjaciół, a nie bać się ich.
        Rozumiem też w pełni rodziców, których dziecko wybiega na ulicę,
        a oni natychmiast wymierzają mu klapsa, robią to pod wpływem
        emocji, nerwów, strachu. Mój 4latek wie, że przez ulicę można
        przechodzić tylko z dorosłym za rękę, bo przeczytaliśmy na ten
        temat wiele bajek i dużo o tym rozmawialiśmy.
      • Gość: po-prostu mama Re: Nie bij IP: 217.153.35.* 05.05.03, 12:08
        Gość portalu: Darek napisał(a):

        > Jak zwykle wybucha jałowa dyskusja na banalny temat wywołana
        > przez ludzi, którzy prawdopodobnie nie maja dzieci.

        I jak zwykle wypowiada się rodzic, który ma juz na koncie własne błedy
        wychowacze których nawet nie dostrzega i nie ma zamiaru dostrzec. Żaden klaps
        nie jest metodą wychowaczą. Zgadzam sięw pełni z Anną, która tutaj często
        zabierała głos. Wychowanie dzieci nie zaczyna się od 4 czy 10 lat, ale od 1 mca
        życia dziecka - poświęcenie maksymalnej uwagi i czasu w pierwszych 3 latach
        życia dziecka jest najważniejsze, mimo, że efektów naszej pracy nie widać od
        razu, ale one ujawniają się w życiu i zachowaniu naszego dziecka w wieku 4, 10
        i 18 lat. Z przerażeniem obserwuję na ulicy, w sklepie, gdzie-kolwiek jak
        rodzice zupełnie nie zwracają uwagi na to jak się zachowują i co i jak mówią do
        swoich dzieci, tych rocznych i tych 3, 6, 10 letnich. Nerwy rzeczywiście czasem
        puszczają - o tym była tez mowa w tym artykule, co wtedy warto zrobić, zeby nie
        zrobić coś dużo bardziej głupszego i szkodliwego - ale najczęsciej to brak
        czasu, cierpliwości i nasze zdenerwowanie powodują, że rodzice wymierzają
        klapsa lub krzycza na swoje dzieci, ale co dzieci są temu winne ???!!!
        • Gość: kz Re: Nie bij IP: *.radom.sdi.tpnet.pl 05.05.03, 13:26
          właśnie, pamietajmy, że wychowanie zaczyna się od samego
          początku. I poznawanie wzajemne też. Dzieci są doskonałym
          barometrem tego, co się dzieje w nas i z nami. Trzeba to
          zauważyć, żeby potem nie płakać nad własnymi błędami. I
          najważniejsze: trzeba je szanować. Ich złości, lęki, niechęci.
          Zapomnieć o swoich złościach. Albo nie, nie zapomnieć. Pokazać,
          że mamy takie samo prawo do różnych zachowań, co nie znaczy,że
          trzeba sobie nawzajem utrudniać życie. ja mam więcej dzieci.
          Moje żadne nie wybiegało na ulicę, ale nauczyć je teraz
          wzajemnego poszanowania bez bicia to bardzo trudne. Chociaż ja
          zaliczam się do tych niebijących. Stosuję raczej inne
          rozwiązania. Chociaz w przeszłości parę razy mi się zdarzyło ale
          ponieważ każdy raz poważnie odchorowywałam wolałam zrezynować.
          acha i skutkowało. Były przypadki, że zawiodły wszystkie
          argumenty a ten pozostał i poskutkował.
          Dlatego wiem, bicie dzieci jest straszne samo w sobie, ale
          też i straszne jest "wytrząsanie się" nad maluchem kiedy coś
          zbroi.
          chyba tak naprawde nie wiemy o tym, że my tez jestesmy
          winni swoim dzieciom szacunek i stąd biorą się nasze problemy na
          początku, które rzutują na całą przyszłość.
        • Gość: jf Re: Nie bij IP: *.stnet.pl 05.05.03, 22:24
          Gość portalu: po-prostu mama napisał(a):

          > Gość portalu: Darek napisał(a):
          >
          > > Jak zwykle wybucha jałowa dyskusja na banalny temat wywołana
          > > przez ludzi, którzy prawdopodobnie nie maja dzieci.
          >
          > I jak zwykle wypowiada się rodzic, który ma juz na koncie
          własne błedy
          > wychowacze których nawet nie dostrzega i nie ma zamiaru
          dostrzec.

          o sobie pani mówi? podziwiam samokrytykę.
        • Gość: jf Re: Nie bij IP: *.stnet.pl 05.05.03, 22:35
          Zgadzam sięw pełni z Anną, która tutaj często
          > zabierała głos.

          rewelacja! nie zauważyłem tego wcześniej. czy to znaczy, że nie
          popiera pani "klapsa" (nie bicia, katowania itd>), ale popiera
          pani karę w postaci "siedzenia w jednym miejscu przez jakiś
          czas" ?? właśnie ta wypowiedź anny wywołała gromki śmiech moich
          znajomych pedagogów. pogratulować wiedzy (najczęściej
          symulowanej) , doświadczenia i uważności w czytaniu tego, co
          napisali inni. przy okazji: zastanawia mnie ten zarzut,
          osądzanie innych jako ludzi mających za sobą błędy wychowawcze -
          to z pani wypowiedzi. skąd tyle agresji w przeciwnikach bicia
          dzieci??
    • Gość: robson Re: Nie bij, więc jak KARAĆ? IP: *.cavern.pl / 192.168.2.* 05.05.03, 19:07
      Artykuł starannie omija kwestię *karania*. Cały czas mówi się o
      biciu jako o metodzie na kształtowanie pożądanych zachowań
      • Gość: Ania Re: Nie bij, więc jak KARAĆ? IP: *.tpsgc.gc.ca 05.05.03, 20:11
        Moim zdaniem nalezy rozroznic dwa pojecia - bicie i klaps.
        Bicie kojarzy mi sie z waleniem pasem/kalbem po pupie, albo
        uderzenie w twarz, albo uderzenie po glowie, szarpanie - jednym
        slowem powazna kara cielesna.
        Natomiast klaps wcale nie musi byc zadany z cala sila - mozna dac
        klapsa 4-latkowi za przebieganie ulicy, niegrzeczne zachowanie na
        ulicy lub w sklepie i jest to dla niego bardziej opamietanie niz
        bol fizyczny. Moim zdaniem klaps nie zaszkodzi natomiast bicie - tak.
        Male dzieci wykorzystyja swoich rodzicow i ucza sie jak daleko
        moga pojsc - jezeli wczesniej im sie pokaze ze nie tedy droga -
        opamietanie szybko nadejdzie.
        Osobiscie obrywalam od mamy - byly i klapsy i bicie (pasem) i
        wyroslam na ludzi, skonczylam szkole, mam dobra prace, meza... I
        nie mam o to do niej zalu.
        Sami tez rozmawialismy o "karaniu" dzieci i stwiedzilismy ze
        klaps bedzie "ostatnia deska ratunku" jezeli nic innego nie
        poskutkuje...
        • Gość: jf Re: Nie bij, więc jak KARAĆ? IP: *.stnet.pl 05.05.03, 22:44
          pełne poparcie!! dodam jeszcze, że bardzo ważne jest aby dziecko
          wiedziało dokładnie za co zostało ukarane - czy to upomniane,
          czy nawet lekko uderzone. ktoś napisał wcześniej, że każdego
          klapsa zadanego własnemu dziecku musi później "odchorować" - w
          tym rzecz! rodzice często bardziej dbają o swój komfort
          psychiczny i właśnie dlatego , a nie z żalu nad dziećmi,
          rezygnują z kary cielesnej. po (a jak można, to nawet przed)
          zastosowaniu klapsa należy z dzieckiem rozmawiać, wyjaśniać mu
          co się stało w takim stopniu, w jakim jest to w stanie ono
          zrozumieć. a najlepiej na sam koniec mocno przytulić... wink
          • Gość: kz Re: Nie bij, więc jak KARAĆ? IP: *.radom.sdi.tpnet.pl 06.05.03, 08:19
            to ja pisałam o odchorowywaniu, ale był to żart. chodziło mi o to,że czułam się
            podle uświadamiając sobie, że wykorzystuję i siłę i pozycję. Napisałam też, że
            kary cielesne skutkowały. Odwołalam się do nich wtedy, gdy zawiodły mnie
            pozostałe środki, i wierzcie lub nie nie było w tym ani bezsilności, ani złości
            Po prostu zimna kalkulaja i wybór odpowiedniego środka.
            a wracając do tego niekarania to myślę, że ci przeciwni biciu sami nie
            wiedza jak karac dzieci dlatego tak starannie omijaja ten temat skupiając się
            na szkodliwości. Mówią o nieużywaniu siły tak jakby karanie w jakikolwiek inny
            sposób nie było jej przejawem. ja sama tez nie wiem jak karac, dlatego staram
            się tak egzekwować posłuszeństwo, żebym nie musiała. I jakoś odpukac mi się
            udaje.
            Kiedy byłam w ciąży z pierwszym dzieckiem wyczytałam w jakiejś "mądrej"
            książce, że skoro pojawi się dziecko to trzeba będzie przewartościować cały
            świat i dostosować go do potrezb tegoż. Przemyślałam to i doszłam do wniosku,
            że absolutnie. Jeśli już miało to szczęście (albo pecha) urodzić się w mojej
            rodzinie, to Ono tez musi się dostosować do reguł, jakie u nas panują. W końcu
            myżyliśmuy ileś tam dłużej iJemu łatwiej nabrac nawyków niż nam je zmienić. Na
            szczęście moje dzieci okazały się inteligentne w związku z czym miały duże
            zdolności asymilacyjne i jakoś dostosowywujemy sie nawzajem do siebie. z
            niektórymijuż nawet 14 lat. Oczywiście cały czas staram się pilnowac i myślę,
            czy gdzieś nie popełniam błędów, ale jak to powiedziała moja Mama tylko te się
            nie myli, kto nic nie robi.
            pozdrawiam
        • Gość: robson Re: Nie bij, więc jak KARAĆ? IP: *.cavern.pl / 192.168.2.* 06.05.03, 17:27
          Gość portalu: Ania napisał(a):

          > Moim zdaniem nalezy rozroznic dwa pojecia - bicie i klaps.
          > Bicie kojarzy mi sie z waleniem pasem/kalbem po pupie, albo
          > uderzenie w twarz, albo uderzenie po glowie, szarpanie
          - jednym
          > slowem powazna kara cielesna.

          Z tym się nie zgodzę: bicie po głowie, jakieś szarpanie
          czy popychanie w ogóle nie nadaje się na karę. Kara
          powinna moim zdaniem przede wszystkim zachować pewną
          formę: klaps, czy uderzenie pasem to spełnia, co chroni
          i przed przesadą w używaniu przemocy i nie pozostawia
          dziecku wątpliwości, że naprawdę zostało ukarane, a nie
          że tata lub mama z jakiegoś dziwnego powodu są na nie
          źli. Ktoś napisał poniżej, że dziecko powinno wiedzieć,
          za co jest ukarane: nie pisałem o tym, bo uważałem to
          za oczywistość
          • Gość: aleksandrynka Re: Nie bij, więc jak KARAĆ? IP: 212.160.130.* 06.05.03, 21:09
            Hmm, napaść na słabszego nie jest przemocą? To co nią jest? Baaardzo ciekawy
            punkt widzenia, tyle że wprost ze średniowiecza, niestety. Przynajmniej moim
            skromnym zdaniem, które dla nikogo nie musi być znaczące, ale którego nie
            mogłam sobie tutaj odmówić... Na prawdę, poraża mnie zaślepienie ludzi i ich
            brak krytyki wobec tak oczywistej przemocy, jaką jest bicie dziecka. Bicie
            kogoś dla jego dobra? Metodyczne wymierzanie razów, na zimno, dyktowanych
            czystą miłością? Matko, no nie mieści mi się to w głowie! I że też do nikogo
            nie trafiają analogie z mężem i żoną, czy z kierowcami - jak mi bysio zajedzie
            drogę to tez mu z miłością przywalę, żeby się biedak opamietał i nie zabił (i
            co tam, że jest 2 razy wyższy i szerszy, musi zrozumieć bo to dla jego
            dobra)... Ludzie, obudźcie się wreszcie!
            • Gość: kz Re: Nie bij, więc jak KARAĆ? IP: *.radom.sdi.tpnet.pl 07.05.03, 08:31
              napaść na słabszego, nie jest przemocą???? A czymże jest wobec tego napaść
              rozwrzesczanego dzieciaka w sklepie na biednego, umęczonego rodzica? I wrzask,
              że cgce to, czy tamto, bo jak nie to dopiero odstawi cyrk?
              I nic nie można zrobić, bo od razu mądre babcie dookoła stwierdzą o jaki podły
              ojciec, czy matka bije dxziecko a ono tylko chciało cukiereczka? Kto tu jest
              silniejszy?????
              • Gość: aleksandrynka Re: Nie bij, więc jak KARAĆ? IP: 212.160.130.* 07.05.03, 11:40

                No własnie, a jak myślisz? Sadzisz, że dziecko jest silniejsze? Fizycznie?
                Psychicznie? A może ma więcej kasy? I skąd ten strach przed babciami, czyżby
                jednak wstyd, że się podnosi rękę na dziecko? I słuszny! A tak swoją drogą, to
                takie babcie mają różne "doskonałe" poglądy, pomysły, nie trzeba się tym aż tak
                przejmować... A że dziecko czegoś chce? To chyba normalne! Ty jak wchodzisz do
                sklepu to nie chcesz kupic różnych rzeczy? Maluch też ma na to ochotę, tylko że
                to Ty (na szczęście) trzymasz kasę. Skoro wspólne wyjścia sa takie dramatyczne,
                to darujcie sobie takie zakupy. Albo wczesniej się umawiajcie, ustalajcie
                jakieś reguły... Ale nie, najwygodniej strzelić przez łeb, tak? Nikt nie mówił,
                ze wychowanie dzieci to prosta sprawa, że jak się naciśnie dany guziczek, to
                wyskoczy konkretna szufladka. To nie robocik i nie bedzie się zawsze zachowywać
                tak, jak tego oczekujemy. Tak jak my nie postępujemy zawsze zgodnie z
                oczekiwaniami innych.
                • Gość: Gab Ile ty masz dzieci, Aleksandrynko? IP: *.server.ntl.com 09.05.03, 06:26
                  W jakim wieku? Ile mialas rodzenstwa? Starszego czy mlodszego?
                  Wydaje mi sie, ze jestes ciekawym przypadkiem.
                • Gość: kz Re: Nie bij, więc jak KARAĆ? IP: *.radom.sdi.tpnet.pl 09.05.03, 13:17
                  oczywiście wrzesczącz w sklepie występuje z pozycji siły. Zawsze wspólczuję tym
                  umęczonym matkom z wrzesczączymi maluchami, ale z drugiej strony same są sobie
                  winne. gdyby byly bardziej konsekwentne nie przezywałyby czegos takiego.
                  nawiasem mowiąc masz rację, że najprościej jest strzelić przez łeb. Ale kto
                  powiedział, że najprostsze rozwiązania są najlepsze?? Tobie po takim strzale
                  nie tłumaczono, że po pierwsze to dla twojego dobra a po drugie to
                  sprowokowalaś, a po trzecie to żebyś była inna....
                • Gość: KO Re: Nie bij, więc jak KARAĆ? IP: 195.117.218.* 09.05.03, 22:43
                  Rozumiem, że jak nie mam z kim zostawić dziecka nie powinnam
                  robić zakupów ?? Bo dzieciak odstawi swój cyrk ?? Może jednak za
                  takie zachowanie kupię mu cukiereczka ? Oczywiście ! A może
                  jeżeli nie mam z kim go zostawić przywiążę go do płotu ?? Skąd
                  się biorą takie mądre ? Nie mają dzieci ?
                  • Gość: kz Re: Nie bij, więc jak KARAĆ? IP: *.radom.sdi.tpnet.pl 15.05.03, 13:19
                    mają dzieci. te takie mądre. przynajmniej niektóre. Jak nie masz
                    z kim zostawić, to bierz. Ale bądź przygotowana na wiele i
                    wiedz, jak sie przed tym bronić. Ja wiedzialam, totez moje nie
                    odstawiały cyrków. Teraz już są duże i częściej i konkretniej
                    grymaszą, ale tez sobie radzę. Jak chcesz przywiązywac to lepiej
                    do kaloryfera niz do płotu, bo kaloryfer stabilniejszy.
                    pozdrawiam.
            • Gość: robson Re: Nie bij, więc jak KARAĆ? IP: *.cavern.pl / 192.168.2.* 07.05.03, 13:39
              Gość portalu: aleksandrynka napisał(a):

              > Hmm, napaść na słabszego nie jest przemocą? To co nią jest?
              Baaardzo ciekawy
              > punkt widzenia, tyle że wprost ze średniowiecza, niestety.

              Ja tego nie napisałem: proszę nie przesadzać z dialektyką jak ci,
              którzy stawiają znak równości między klapsem za złe zachowanie
              a fizycznym maltretowaniem. W obu przypadkach występuje przemoc:
              ale trzymając się hasła "każda przemoc jest zła" musielibyśmy
              np. przestać również karać przestępców. Do zastanowienia.
              • Gość: aleksandrynka Re: Nie bij, więc jak KARAĆ? IP: 212.160.130.* 07.05.03, 14:33
                proszę nie przesadzać z dialektyką jak ci,
                > którzy stawiają znak równości między klapsem za złe zachowanie
                > a fizycznym maltretowaniem. W obu przypadkach występuje przemoc:
                > ale trzymając się hasła "każda przemoc jest zła" musielibyśmy
                > np. przestać również karać przestępców. Do zastanowienia.

                Ja się nad tym zastanawiam cały czas. Zdaję sobie sprawę, że kara dla
                przestępcy to po prostu rodzaj zemsty, to też jest przemoc. Niestety, póki co
                ludzkość nie wymyśliła niczego skuteczniejszego wobec takich osób. Natomiast
                wiem jedno - nie będę traktować własnego dziecka jak przestępcę tylko dlatego,
                że nie zdaje sobie sprawy (w odróżnieniu od bandyty) ze swojego postępowania,
                że nie ma takiej wiedzy o świecie jaką mam ja. Nie ukarzę go za to, że się
                rozwija i - co za tym idzie - włazi na szafki, szpera po szufladach, buntuje
                się (tak! bunt też jest rozwojowy!), naturalny rozwój mojego dziecka nie jest
                dla mnie po prostu powodem, żeby je za to KARAĆ. Na pewno postawię mu wiele
                ograniczeń, chcę się jasno wyrazić, ponieważ wiele osób niebicie kojarzy z
                totalną samowolą. Nie stawiając granic również bardzo skrzywdziłabym moje
                dziecko - nie wiedziałoby gdzie się kończą jego wpływy, nie miałoby we mnie
                oparcia (przecież o wszystkim decyduje samo!), nie czułoby się bezpiecznie. Nie
                pozwolę wejść sobie na głowę, powiem co czuję, gdy zacznie przeginać, blabla, i
                tak dalej. Ale jeszcze raz powtarzam: to nie jest przestępstwo, to po prostu
                bardzo trudna nauka.
                • Gość: robson Re: Nie bij, więc jak KARAĆ? IP: *.cavern.pl / 192.168.2.* 07.05.03, 15:18
                  Gość portalu: aleksandrynka napisał(a):

                  > wiem jedno - nie będę traktować własnego dziecka jak przestępcę
                  tylko dlatego,
                  > że nie zdaje sobie sprawy (w odróżnieniu od bandyty) ze swojego
                  postępowania,
                  > że nie ma takiej wiedzy o świecie jaką mam ja. Nie ukarzę go za
                  to, że się
                  > rozwija i - co za tym idzie - włazi na szafki, szpera po
                  szufladach, buntuje

                  Dałem przykład za co należy się kara: jest krańcowo odległy od
                  tego, co tu napisałaś. Nie wiem właściwie z kim dyskutujesz,
                  bo z moimi poglądami wyraźnie nie. Najwyraźniej automatycznie
                  zakładasz, że jeśli ktoś bije, to bije za najdrobniejsze uchy-
                  bienia i tylko tak sobie wyobraża wychowanie. Udawadnianie, że
                  się nie jest wielbłądem jest naprawdę nużące.
                  • Gość: aleksandrynka Re: Nie bij, więc jak KARAĆ? IP: 212.160.130.* 07.05.03, 22:13
                    Robson, to taka ogólna dyskusja, dyskutuję ze wszystkim, co wyczytałam tu i w
                    wątku "my, bite dzieci". Przepraszam, że nie potraktowałam Cię bardziej
                    indywidualnie, po prostu jestem już troszkę zmęczona... Wybaczysz? smile
                    Nie wrzucam wszystkich do jednego wora, i całe szczęście! Trzeźwy człowiek za
                    jakiego się uważam nie popełnia takiego błędu. Po prostu mocno się zagrzałam w
                    swojej koncepcji na wychowanie, może rzeczywiście dość ortodoksyjnie to
                    wygląda. Ale tak nie jest, mimo mojego stanowczego "nie" wobec przemocy zgodzę
                    się z tym, że poszczególne przypadki różnią się od siebie, tak jak nie ma dwóch
                    identycznych osób. Mimo wszystko Biciu - nie, choćby nie wiem jak dobre,
                    słuszne intencje za tym stały... I tyle na razie, musze się dziś zrelaksować,
                    straszny miałam dzień i dzidzia w brzuszku się obrazi za tyle nerwów smilesmilesmile
                    Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie a Ciebie jeszcze raz przepraszam za
                    ignorancję i niedokładność wink
                • Gość: kz Re: Nie bij, więc jak KARAĆ? IP: *.radom.sdi.tpnet.pl 09.05.03, 13:08
                  moja droga nikt nie mówi o karaniu za rozwój. popadłaś w jakąś paranoję.
                  Zweryfikujesz się, jak już będziesz mieć dzieci. Po drugie gdybyś miała dzieci,
                  to wiedziałabyś, że one nie krowy i doskonale wiedzą, na co mogą sobie
                  pozwolić. I nieprawdą jest jakoby nie zdawały sobie sprawy z tego, co robią
                  • Gość: aleksandrynka Re: Nie bij, więc jak KARAĆ? IP: 212.160.130.* 09.05.03, 13:40
                    Gość portalu: kz napisał(a):

                    "> moja droga nikt nie mówi o karaniu za rozwój. popadłaś w jakąś paranoję."
                    >

                    Moja/mój drogi!

                    Jesli ktoś mówi, że nie każe za rozwój, to nie wie, o czym mówi, ponieważ
                    baaardzo wiele z tego, co robimy jest rozwojowe, choć na pierwszy rzut oka może
                    nie widać. A na pewno to, co robimy wbrew jakimś/czyimś oczekiwaniom... Jest
                    taka zależność: bezpieczeństwo albo rozwój. ALBO. To znaczy np: chcę o coś
                    spytać na wykładzie. I tak - nie spytam - nie dowiem się, ale też nie narażę na
                    komentarze (bezpieczeństwo)- spytam - zdobędę informację, ale ktoś może mnie
                    ocenić (ale bzdury gada- rozwój)... I tak właśnie jest z dzieckiem. Jesli więc
                    ono naciska, i jeszcze, i więcej, i aż przegina, to to właśnie jest rozwojowe,
                    ono uczy się, do którego momentu może działać, na ile sobie pozwolić. I nie
                    mówię, że trzeba pozwalać na totalną samowolkę, wręcz przeciwnie - postawić
                    granicę. Może to będzie dla malca przykre (jak to, nie dasz mi setnego
                    cukierka?!), ale ROZWOJOWE - nauczy się, na ile można sobie w zyciu pozwolić. I
                    nie będę bić za te próby, bo nie wynikają one z perfidii, złośliwości, ale
                    właśnie z ciekawości świata i reguł nim rządzących. Poza tym, chcę, żeby
                    dziecko nauczyło się doe mnie czegoś mądrego, a nie lania jak się skończą
                    argumenty. To żaden wysiłek...

                    "I nieprawdą jest jakoby nie zdawały sobie sprawy z tego, co robią, one nie
                    krowy i doskonale wiedzą, na co mogą sobie
                    > pozwolić"

                    Dzieci mogą sobie pozwolić jedynie na to, na co my im pozwolimy. To my
                    pokazujemy te reguły, weźmy więc odpowiedzialność za ich jakość.

                    "Zweryfikujesz się (???), jak już będziesz mieć dzieci. Po drugie gdybyś miała
                    dzieci,
                    >
                    > to wiedziałabyś, że..."

                    Nie będę specjalnie komentować czy mam dzieci, czy nie. Taki argument to brak
                    argumentu.
                    • funkyman Re: Nie bij, więc jak KARAĆ? 19.05.03, 14:46
                      Aleksandrynko,

                      bardzo mnie dziwią poglądy takie, jak twoje.
                      Pomijam fakt, że jesteś bardzo oporna na argument, że kara cielesna nie musi
                      być maltretowaniem dziecka. Nie rozumiem, dlaczego klapsa porównujesz
                      do "zlania dziecka pasem". Oczywiście granica w pewnym momencie staje się
                      bardzo cieniutka,ale to nie może być argumentem.
                      Chciałbym jednak zwrócić twoją uwagę na inne fakty związane z wychowywaniem
                      dzieci.
                      Jeśli wychowanie, to kary. No i nagrody. Wychowanie to kształtowanie dziecka,
                      jego charakteru i osobowości. Do tej pory ludzie nie wymyślili innych metod
                      kształtowania dzieci. Tak naprawdę motywowanie dorosłych nie wiele się różni.
                      Jedynie zmieniają się instrumenty.Ale wróćmy do dzieci. Twerdisz, że nie chcesz
                      karać swoich dzieci za to, że się rozwijają. Owszem, wszystkie dzieci
                      przechodzą przez kolejne etapy rozwoju. Ale ich rozwój nie może być
                      pozostawiony samemu sobie. Chciałbym zobaczyć twoją reakcję, kiedy twoje
                      dziecko po raz 10 wkłada rączkę do szuflady z nożami,widelcami i otwieraczami
                      do konserw. Dalej będziesz mu perswadować, że nie wolno? I jaka będzie twoja
                      reakcja, kiedy się "zagapisz", a ono rozetnie sobie rękę (nie chcę przytaczać
                      drastycznych przykładów).
                      Kara cielesna jest jedyną możliwą do przyjęcia dla dziecka do 6 roku życia.
                      Wiem, że to co napisałem, brzmi dla ciebie absurdalnie, ale pozwól mi skończyć.
                      Kary w stylu: "nie dostaniesz czekoladki", "nie bedziesz oglądać telewizji",
                      nie mówiąc o idiotycznym "mamusia cie nie kocha", są po prostu dla dziecka za
                      dużym ciężarem. Dziecko nie potrafi samo połączyć swojego przewinienia z karą i
                      czuje bardzo nieszczęśliwe. Symboliczny klaps i tak u dziecka wywołuje płacz,
                      bo się kojarzy z karą. Choć tak na prawdę cieleśnie go tak bardzo nie odczuwa.
                      A kojarzy się z karą nierozerwalnie. Wiadomo, że teraz zrobiłem coś złego,
                      teraz otrzymuję karę. Stosowanie "kar zastępczych" zbyt wcześnie powoduje u
                      dziecka emocjonalny zamęt, z którym nie może sobie poradzić. Nie zastosowałbym
                      takich kar z tego samego powodu, dla którego nie poszedłbym z trzyletnim
                      dzieckiem do cyrku lub kina. Nie jest jeszcze na to emocjonalnie gotowe.
                      Po skończonym 6 roku życia nie należy od razu rezygnować z kar cielesnych, ale
                      je stopniowo zastępować karami psychicznymi. Te z kolei powinny być odpowiednio
                      do dziecka dobrane. Do jego charakteru i wieku oczywiście.
                      Trochę przydługa ta moja wypowiedź, ale mam nadzieję, że twoje zaangażowanie w
                      sprawę pozwoliło ci dobrnąć do końca.
              • Gość: Drunk Re: Nie bij, więc jak KARAĆ? IP: 217.97.128.* 07.05.03, 21:52
                Gość portalu: robson napisał(a):

                ...W obu przypadkach występuje przemoc:
                > ale trzymając się hasła "każda przemoc jest zła" musielibyśmy
                > np. przestać również karać przestępców. Do zastanowienia.
                Tak, tyle ze przestępca jest w pełni świadomy swojego czynu (wykluczając
                umyslowo chorych) i nie jest bezbronny i uzależniony od wielkiego rodzica
                którego kocha a który zadaje mu ból. Przecież to jest psychiczne rozdarcie.
                • Gość: robson Re: Nie bij, więc jak KARAĆ? IP: *.cavern.pl / 192.168.2.* 08.05.03, 14:32
                  Gość portalu: Drunk napisał(a):

                  > Tak, tyle ze przestępca jest w pełni świadomy swojego czynu

                  Uwaga: jeśli uważasz, że dziecko mimo rodzicielskich nauk
                  i upomnień pozostaje nieświadome swoich czynów, to
                  tym samym podważasz sens tłumaczenia, i dajesz argument
                  tym, kórzy twierdzą że dziecku można przetłumaczyć tylko
                  "ręcznie"... Przypominam, że cały czas mówię o karaniu za
                  przekroczenie zakazów i norm, które dziecko już poznało.
      • Gość: Koza Re: Nie bij, więc jak KARAĆ? IP: 195.117.218.* 09.05.03, 22:32
        Łatwo się wymądrzać kiedy nie ma się takiego ! dziecka.
        Psycholodzy zawsze są tacy mądrzy, wszystko wiedzą i na wszystko
        mają odpowiedź. Tyle tylko, że życie nie jest czarno - białe. A
        dzieci nie są aniołami. Niestety dziecko to nie biała kartka
        czekająca na wychowawczy zapis ale książka, która ma luki i
        czeka na zapis uzupełniający.
    • Gość: Anna Re: Nie bij Jf IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.05.03, 21:54
      Najpierw uderzyc a potem mocno przytulic. Oto recepta Jf na wychowanie.
      Jeszcze nic bardziej absurdalnego nie slyszalam. Totalna chorobliwa
      hipokryzja. Ile ty masz swoich dzieci czlowieku i jesli je masz w co watpie
      to czy wlasnie tak je " wychowywales"?
      • Gość: jf Re: Nie bij Jf IP: *.stnet.pl 12.05.03, 21:51
        Gość portalu: Anna napisał(a):

        > Najpierw uderzyc a potem mocno przytulic.

        nie. najpierw się nie uderza. uderza się w ostateczności. a i
        to, oczywiście, niekoniecznie.

        Oto recepta Jf na wychowanie.

        nie istnieje recepta na wychowanie.

        > Jeszcze nic bardziej absurdalnego nie slyszalam.

        proszę w takim razie poczytać swoje wypowiedzi, tam są dopiero
        absurdy.

        Totalna chorobliwa > hipokryzja.

        nie. to nie ja jestem hipokrytą. hipokryci to ci, co uważają, że
        dziecko które nigdy nie dostało klapsa będzie idealnym
        człowiekiem, wzorem do naśladowania. mało tego - to są nie tyle
        hipokryci co zwykli kłamcy. a jeśli pani , w razie dania dziecku
        klapsa, nie przytuli go, jeśli ono zapłacze, to nie zazdroszcze
        mu dzieciństwa. nie musi to dotyczyć koniecznie bicia - z
        pewnością dziecko płacze z powodu tego, że nie wszystko mu
        wolno, nawet jeśli nie dostało za to klapsa. czy pani je wtedy
        przytula? czy jeśli odmówi mu pani cukierka, a ono zacznie
        płakać, to przytula je pani? jeśli tak, to czy jest to
        hipokryzja?

        Ile ty masz swoich dzieci czlowieku i jesli je masz w co watpie
        > to czy wlasnie tak je " wychowywales"?

        ile - moja sprawa. cudzysłów przy słowie <wychowywałeś> jest
        niestosowny. zwątpienie jest rzeczą ludzką.
    • Gość: Drunk Re: Nie bij IP: 217.97.128.* 07.05.03, 21:55
      Jak tak patrzę na tych zwolleników bicia,
      klapsów, 'wychowania'.. Poprostu się boję. Jestem przerażona, zę
      moje dzicko będzie zyć wśród waszych, takich które bija
      bo 'inaczej się czasami nie da'. Dobrze ze chociaż część
      rodziców jest bardziej dojrzała w swoich metodach wychowawczych.
      • Gość: aaa Re: Nie bij IP: *.mofnet.gov.pl 10.05.03, 13:13
        będą żyły wsród takich samych ludzi wsród jakich Ty żyjesz... aż tak Ci źle?
    • Gość: Drunk Re: Nie bij IP: 217.97.128.* 07.05.03, 21:59
      I polecam książkę Alice Miller - Zniewolone dzieciństwo. Tam
      jest opisany cały mechanizm 'czarnej pedagogiki'. Może wtedy
      niektórzy zrozumieją co serwują swoim bezbronnym dzieciom.
    • Gość: idif Re: Nie bij IP: 195.117.218.* 09.05.03, 22:25
      barany !
    • Gość: tempus Re: Nie bij IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 16.05.03, 02:30
      Klaps oprócz ogromnych wad ma m.in. taką zaletę że gdy moja córcia ucieka na
      spacerze (oddala się bardzo np. do obcych psów i pijaków w parku smile) i
      rozsądne argumenty nie działają mówię: "zaraz dostaniesz klapsa!" i wtedy mały
      mózg zaczyna inaczej myśleć - zazwyczaj idzie z tatą. Niekiedy dostała klapsa
      i wie czym to "pachnie". Wiem, wiem, klapsy są przejawem bezsilności, ale
      niekiedy inaczej nie potrafię - na szczęście rzadko to się zdarza.
    • Gość: tereska Re: Nie bij IP: *.acn.waw.pl 07.06.03, 20:22
      Nigdy w życiu nie byłam bita przez moich rodziców, tak samo z reszta, jak mój
      starszy ( dziś 20 letni) brat.Nigdy nikt wobec nas nie stosował
      przemocy.Krzyczeli, owszem, ale nie bili.Kiedy mama na mnie krzyczała od razu
      czułam się bardzo głupio, że doprowadziłam do tego, że się wściekała i od razu
      ją przepraszałam.
      W jednym z listów (drukowanym w "Wysokich Obcasach") bylo napisane, że
      większość dzieci, które nie były bite siedzi teraz w więzieniu.Chyba się ktoś
      pomylił:nikogo z moich i mojego brata znajomych rodzice nie bili i nikt "nie
      skończył w kryminale".Dzieciaki, które nie były nigdy bite nie używają siły
      wobec innych ludzi, są uczciwe, kiedy są zdenerwowane-mówią to, ale nie biją
      innych i nie krzyczą.W przeciwieństwie do dziecików bitych- nie latają po
      mieście z kijami baseballowymi ani z nożami(do obrony-jasne).I nie mówię tu o
      wychowaniu bezstresowym-niebicie dzieci nie równa się z wychowywaniem ich
      bezstresowao, ale z traktowaniem dzieci jak takich samych ludzi, jak
      przyjaciół, jak normalnych, a nie niedokończonych.
      dziecko nabiera szacunku do starszego wtedy, gdy ten traktuje go poważnie, jak
      równego sobie.
      Bijąc dziecko nie pomożemy mu odnaleźć w społeczeństwie(brutalnym i tak
      strasznym przecież wink),ani nie "wbijemy" mu do głowy żadnych dobrych
      rzeczy.Jedyne co osiągniemy to wzrost zarobków psychoanalityków, którzy i tak
      już chyba wystarczająco zarabiają.
      • antonina_74 Re: Nie bij/dzisiejsze "Obcasy" 08.06.03, 00:17
        Uważam że to totalna pomyłka wyciągać kilka oderwanych głosów z takiej dyskusji
        (skądinąd ciekawej) i drukować, w dodatku zredagowane i przekręcone, bez
        kontekstu, do tego bez naszej zgody... taka typowa gazetowa polityka, proszę,
        podyskutuj na darmowym forum a my twoje teksty przedrukujemy w nakładzie 300
        tys.
        Pozdrawiam,
        Antonina
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka