corkaswejmamy
08.10.07, 16:06
Dzisiaj jeden z moich sześciolatków przywalił z piąchy w nos innemu
sześciolatkowi. Pytam chłopaczka dlaczego to zrobił, to mi odpowiada:
-Bo mu się należało.
Wcześniej, w ubiegłym tygodniu przerwał mi prowadzenie zajęć(najpierw mi,
potem logopedzie) stwierdzając:
-Ty już swoje zrobiłaś, to ja już idę się bawić. Nie muszę się uczyć. I tak
jestem mądry. -I polazł.
Sęk w tym, że chłopiec naprawdę jest zdolny. To jego pierwszy rok pobytu w
przedszkolu(jest to grupa "minimum"), a potrafi więcej niż rasowy przedszkolak
z kilkuletnim stażem. Liczy, dodaje i odejmuje wspaniale(jako jedyny w
grupie). Czyta biegle, pamięc ma bardzo dobrą. Manualnie stoi raczej kiepsko,
ale nadrobi zapewne. Tylko to jego zachowanie, ta wyuczona pewnośc siebie.
Przeszkadza w prowadzeniu zajęć(nie tylko mi naturalnie, ja jestem z nim przez
cały dzień, wiem jak sobie z nim radzić. Są jednak inne
panie-angielski,rytmika, logopedia, korekta, religia), rozprasza pozostałe
dzieci, które niestety umieją zaledwie procent może tego, co on.
Lubię go, mimo wszystko bo jakoś odnosze wrażenie, że u niego w domu taki
trochę wojskowe metody wychowawcze stosują. Jego gesty, odzywki...nie wiem czy
sześciolatek jest w stanie sobie sam je wymyśleć.