annakate
12.12.07, 23:36
Kwestia zwalniania z wf pojawiła się ostatnio w kilku wątkach. Ja tez nie
cierpiałam wf (nigdy nie byłam przesadnie sprawna ruchowo), w liceum
podupadłam na zdrowiu i dostałam zwolnienie, nawet nie bardzo naciągane,
cieszyłam się strasznie. 15 lat zajęło mi dojście do tego, że ruch jest
potrzebny i sprawia radochę, teraz przez nikogo nie przymuszana chodzę na zajęcia.
Zastanawia mnie od jakiegoś czasu, dlaczego z wf-u nauczyciele robią ponurą
celebrę, z groźna miną i gwizdkiem w garści egzekwują te wszystkie fikołki i
inne sprawdziany, z uporem godnym lepszej sprawy wystawiając mniej sprawne
dzieciaki na upokarzające uwagi bardziej sprawnych kolegów. Powoduje to błędne
koło, bo mniej sprawne dzieci są zwalniane z wf i imo wcale to im nie służy.
Dlaczego nie pokazuje się dzieciakom, że może być wesoło, że ruch to radocha,
relaks, że fajnie jest się zwyczajnie zmęczyć? Dlaczego wuefiści nie potrafią
odpuścić troszkę temu, kto ma gorszy dzień? Czy ja i moje dziecko na samych
niefajnych nauczycieli trafiałyśmy?