Dziwny "test" w 4 klasie

22.12.07, 09:55
Zaczynam temat w okresie swiiatecznm ale nie spieszy sie z
odpowiedzia. Dawno nie pisalam o Emilce smile. Jestem jej
wolontariuszką, uczę ją, jest w 4 klasie, ma opoznienie w rozwoju,
nie radzi sobie z programem na tyle ze w stczniu ma juz wyznaczoy
początek badan psychologicznych w celu okreslenia czy jest w stanie
realizowac tylko podstawe programowa czy moze w ogole program
specjalny. Jest dziecinna na swoj wiek, ubogie slownictwo, nic ją
nie interesuje itd. Ma 6 rodzenstwa, mieszkaja w 1 pokoju z kuchnią.

Emila ma problemy z nauką, ale w nauczaniu zintegrowaym miala
mnostwo kolezanek, była lubiana zarowno przez doroslych jak i
dzieci.

Pare dni temu przszla ze szkoly z placzem. Zwierzyla sie ze w
klasie był test, kazdy dostal kartke z pytaniami typu "kogo
najabrdziej lubisz w klasie" "kogo nie lubisz" "o jakiej klasie
marzysz" itd. Dzieci pisaly z imienia i nazwiska o antpatiach i
sympatiac. Wychowawczyni jak przeczytala testy powiedziala dzieciom
ze chce byc z nimi "szczera" i ni mniej ni wiecej tylko oglosila
wyniki publicznie. Emilka zostala "najgorszą dziewczynką w klasie".
Dziewcznka od wrzesnia nie pryznala mi sie ze juz nie ma kolezanek,
ze podobno chlopcy ją wyzywają, że ciagle jej dokuczają. Jestem w
szoku podwojnym bo raz że nie wyczulam w ogóle problemu, że mnie
uspilo to że miala kolezanki jeszcze w 3 klasie, a poza tym jak
wychowawczyni mogla zrobić cos takiego?!
NIe wiem jaki jest powod przesladowania Emilki, bo na pewno nie
gorsze ciuchy czy plecak, brak przyborow szkolnych gdyz wszystko to
dziecko ma na poziomie rowiesnikow. Fakt ze coraz wiecej odstaje od
nich intelektualnie, że ona czasem ma jakies cechy "autyzmu" tzn.
przez to ze malo rozumie nie wypowiada sie, blokuje, nie zwierza,
nie moze tez rowiesnikow zaprosic do domu.
Czy ktos z was spotkal sie z takim "testem"?
    • scher Re: Dziwny "test" w 4 klasie 22.12.07, 12:33
      Napisałbym skargę na nauczycielkę! Istnieje coś takiego jak badanie
      socjometryczne, ale na miłość Boską, nie przeprowadza się go w ten
      sposób!
      • andaba Re: Dziwny "test" w 4 klasie 22.12.07, 12:46
        Skandal.
        Samo badanie przeprowadzone w ten sposób mi sie nie podoba, ale już ogłoszenie jego wyników w klasie jest karygodne.


        Co do przyczyn nielubienia Emilki - niestety, takie jest życie, ten schemat że nielubiani sa najsłabsi uczniowie, jest częsty, zwłaszcza, że dziewczynka nie może zaimponować ani dobrami materialnymi, ani talentem sportowym, ani przebojowym charakterem.
        Zauważ, że gdy sa wybory do samorządu klasowego, to nawet bez sugestii nauczyciela zawsze wybiera sie uczniów co najmniej dobrych. Czy to znaczy, że sa sympatyczniejsi? Niekoniecznie.

        • nangaparbat3 Re: Dziwny "test" w 4 klasie 23.12.07, 00:06
          andaba napisała:
          >
          > Co do przyczyn nielubienia Emilki - niestety, takie jest życie, ten schemat że
          > nielubiani sa najsłabsi uczniowie, jest częsty, zwłaszcza, że dziewczynka nie
          może zaimponować ani dobrami materialnymi, ani talentem sportowym, ani
          przebojowym charakterem.

          To ja pierwsze słyszę, zeby tylko zdolni, bogaci i przebojowi byli lubiani. Od
          kilkunastu lat pracuje w szkole i wiem, ze życie na szczęście takie nie jest. No
          chyba ze dorośli sie o to postarają.

          > Zauważ, że gdy sa wybory do samorządu klasowego, to nawet bez sugestii nauczyci
          > ela zawsze wybiera sie uczniów co najmniej dobrych.

          Naprawdę? Moi uczniowie w podstawówce wybieralli tych o największych
          zdolnościach społecznych - i byli to chłopcy "trójkowi".
          >
      • nangaparbat3 Re: Dziwny "test" w 4 klasie 22.12.07, 23:55
        ++++++++Też tak uważam, nauczycielka powinna ponieść jakąś odpowiedzialność za
        źle przeprowadzone badanie i tym bardziej za upublicznienie wyników.
        Ale skarga oparta na opowiadaniu jednej czwartoklasistki - juz widze, jak sie
        szkoła broni.
        Trzeba by chyba porozmawiac z rodzicami innych dzieci, zwłaszcza tych ktore
        zostały "źle" ocenione.
        I ta skarga - do kogo? Do dyrektora? Do kuratorium?
        Scher, doradź jak to przeprowadzic, przyznam się, ze nie mam pojecia, jak się
        takie skargi pisze, a trzeba napisać tak, zeby była skuteczna i żeby nie dbilo
        sie to wszystko na dziecku, tylko mu pomogło.
    • mika_007 Re: Dziwny "test" w 4 klasie 22.12.07, 21:27
      zrobiłabym awanturę za upublicznienie czegoś takiego
      dwa-złożyłabym u dyrektorki skargę na nauczycielkę
      nie rozumiem jak tak można się zachować,co nauczycielka miała na
      celu?
      toż to pedagog i powinna znać konsekwencje i testu i ogłoszenia
      jego "wyników"
      nie puściłabym płazem takiego publicznego upokorzenia

      dodatkowo postarałabym się np. po zebraniu porozmawiać z rodzicami -
      opowiedzieć o tej dziewczynce -mądrzy wytłumaczą dzieciom na czym
      polega inność koleżanki,może wtedy zmieniłby się ich stosunek?

      osobiście jestem w szoku i nie dopuściłabym do takiej sytuacji
      nawet gdyby to nie było moje dziecko a dotyczyło któregokolwiek z
      dzieci z naszej klasy
      mamy w klasie chłopca z problemami ,"kiblował" w zerówce rok czy
      dwa,ma kłopoty z nauką ale nigdy nie było sytuacji żeby dzieci źle
      go potraktowały

      niestety tolerancję wynosi się z domu,uczy od nauczycieli i
      równieśników -tam gdzie jej nie ma są właśnie takie historie o
      jakich piszesz
      smutne to sad
      • verdana Re: Dziwny "test" w 4 klasie 23.12.07, 00:03
        A ja właśnie rozmawiałam na zebraniu (sytuacja analogiczna, choć moja córka nie
        była akurat ta "nielubianą", podesłałam na kolejne zebranie zaprzyjaźnionego
        psychologa - i co?
        Nauczycielka, wychowawczyni córki została dyrektorem gimnazjum. Bo takie ma
        "dobre podejście do uczniów". Natomiast córka nie została przyjęta do liceum,
        choć innej osobie, z analogicznymi wynikami zaproponowano miejsce.
        • nangaparbat3 Re: Dziwny "test" w 4 klasie 23.12.07, 00:07
          No i własnie tego sie obawiam w przypadku jawnej skargi. Szkoła to jednak
          straszne miejsce.
    • nangaparbat3 Re: Dziwny "test" w 4 klasie 23.12.07, 00:02
      Sion, radzimy Ci skargę na nauczycielkę, bo tak by było po prostu sprawiedliwie.
      Jednak z drugiej strony nie jestem pewna, czy to pomoże Emilce.
      Wyglada na to, że jej nowa nauczycielka po prostu chce sie jej pozbyć. Na pewno
      Emilki nie lubi, do tego jest złym czlowiekiem i pedagogiczna idiotką - dziecko
      to oczywiscie wyczuwa i prawdopodobnie jest to jeden z powodow, dla ktorych
      Emilka uczy sie teraz jeszcze slabiej niż dotąd. A może jedyny powód.
      Przy takim nastawieniu nauczycielki nie ma co sie dziwić, że dzieci tez Emilki
      nie lubią, nie moze byc inaczej.
      Teraz przyszlo mi do glowy, zeby pogadać z poprzednią nauczycielką Emilki, jej
      sie poradzić, co robić. Może przenieść dziewczynkę do rownoleglej klasy? Przy
      wrogo nastawionej nauczycielce jej szanse na jakikolwiek rozwój są zerowe.
    • mrowka75 Re: Dziwny "test" w 4 klasie 25.12.07, 00:59
      Robiłam test socjometryczny w 7 klasie podstawóki, porzebny był mi
      do pracy mgr. Był przygotowany bardzo odpowiedzialnie i ugruntowany
      merytorycznie, wyniki wyszły bardzo ciekawe. Ale do głowy nie
      przyszłoby mi żeby przekazywac klasie wyniki testu, przekazałam
      pewne informacje wychowawcy klasy, zeby wiedział jak ma postępować z
      uczniami i na czym się skupić. Jak również gdzie może tkwić
      przyczyna małej atrakcyjności niektórych uczniów. Poza tym na taki
      test musiałam uzyskać zgodę: dyrektora szkoły, wychowawcy klasy oraz
      rodziców i samych badanych uczniów.

      Skandalicznie niedouczona ta "szczera" nauczycielka.
      • nangaparbat3 Nawiasem mówiąc 25.12.07, 22:02
        uważny, spostrzegawczy i wrażliwy nauczyciel nie potrzebuje testów
        socjometrycznych by wiedzieć, co sie w klasie dzieje - w rękach
        nieuważnego i tępego test to - jak widać - zagrożenie dla uczniów.
    • rycerzowa Re: Dziwny "test" w 4 klasie 26.12.07, 01:39


      O kogo tu chodzi? O Emilkę, czy jej wychowawczynię?
      Co z tego, że Sion napisze skargę na nauczycielkę, spowoduje, że ktoś tę panią
      zruga, da jej naganę, a nawet ze szkoły wyrzuci?
      Czy z tego powody Emilka stanie się bardziej popularna, lubiana przez dzieci?
      Przecież to nie z powodu tej niefortunnej ankiety dziewczynka jest nielubiana.
      Ale czy naprawdę jest nielubiana?

      Sprawę znamy tylko z relacji czwartoklasistki.
      Czy w ankiecie były naprawdę pytania "kogo lubisz"?
      Jeśli tak, to te ankiety można wyrzucić do kosza.
      Mówię, jako statystyk. Jeśli chcemy się naprawdę dowiedzieć "kogo lubisz",
      zadajemy inne pytania, nie napiszę, że podchwytliwe, bo to się źle kojarzy.

      Teza pierwsza:
      Być może pani źle zinterpretowała odpowiedzi dzieci. Może dzieci po prostu
      ustaliły swoją hierarchię ważności w klasie, która nijak ma się do lubienia.
      Aby zorientować się we właściwych sympatiach i antypatiach dzieci, należało
      zadać inne pytania.

      Teza druga:
      Może dzieci naprawdę nie lubią Emilki.
      Dlaczego?
      I to jest najważniejszy problem.

      To są przecież te same dzieci, które dziewczynkę niedawno lubiły.
      Owszem, z biegiem lat coraz bardziej cenimy ludzi za walory intelektu, ale bez
      przesady - niezbyt rozgarnięte poczciwiny zawsze darzy się sympatią.
      Co się stało?
      Może to Emilka się zmieniła? Może stała się złośliwa, dokucza dzieciom? Może im
      zazdrości?

      W klasie mojej córki w szkole muzycznej była dziewczynka zupełnie niemuzykalna,
      umieszczona tam przypuszczalnie "po znajomości".
      W dodatku była najmniejsza w klasie. I to maleństwo było utrapieniem kolegów, po
      prostu gryzła dzieci znienacka, pewnie z powodu frustracji, że dzieci sobie
      radzą, a ona nie. Przeniesiono ją do zwykłej podstawówki i kłopoty się skończyły.

      Zanim się panią zwymyśla, należałoby z nią porozmawiać, dowiedzieć się
      dokładnie, o co chodzi, i jak ona zamierza uporać się z sytuacją w klasie, pomóc
      dziecku, bo to jest przede wszystkim jej obowiązek.
    • sion2 Re: Dziwny "test" w 4 klasie 27.12.07, 13:26
      dziekuje za wypowiedzi
      wiem ze Emilka moze nieco dramatyzowac wiec oczywisscie wypytam
      zarowno pedagog szkolna jak i wychowawczynie jak to bylo z tym
      testem ale samych wynikow raczej dziewczynka nie wymyslila

      dlaczego Emilka przestala byc lubiana tego nie wiemy i to odrebny
      problem, nie wiem w ogole co z nia bedzie dalej, czy testy
      psychologiczne nie wykaza uposledzenia lekkiego bo w 2 klasie byla
      na granicysad

      bardzo mi jej szkoda, wydaje mi sie jakbym coraz mniej mogla jej
      pomoc, ale ona ma tez pomoc prawdziwych fahcowcow....
    • sir.vimes Nie spotkałam się - okrutny pomysł 27.12.07, 14:29
      Wiadomo, że zawsze jest dziecko najmniej lubiane... I przykro jest muusłyszeć to
      "ogłoszone" nawet jeśli wie, że towarzystwo za nim nie przepada.

      Gdyby chociaż wychowawczyni zachowała wyniki testu dla siebie... I cos zrobiła ,
      wywnioskowała z tekstu... A tak - bezsensowne okrucieństwo.
    • rycerzowa Re: Dziwny "test" w 4 klasie 27.12.07, 22:48
      Po przemyśleniu postawię trzecią tezę :
      najprawdopodobniej to Emilka źle, przesadnie zinterpretowała wyniki ankiety.
      Może było wobec niej najwięcej uwag krytycznych, najwięcej ocen negatywnych, a
      ona, jak to dziecko, wyciągnęła jeden wniosek - nie lubią mnie, jestem najgorsza.

      Przecież my też gdy ktoś jest krytyczny wobec niektórych aspektów naszego
      postępowania, często myślimy : "Nikt mnie nie kocha, jestem do niczego".

      Emilka nie ma zbyt wysokiej samooceny, czyż nie?

      Druga sprawa, to sens pomagania tej dziewczynce.
      Sion - to ma sens.
      Na razie niby nie widzisz efektów, ale wiedz że:
      - sprawy wyglądałyby o wiele gorzej, gdyby nie twoja pomoc,
      - owoce widać czasem po latach.

    • rycerzowa Re: Dziwny "test" w 4 klasie 27.12.07, 22:55
      Jeszcze jedno: dzieci czasem przychodzą ze szkoły z płaczem.
      Z różnych powodów - ze strony i nauczycieli, i kolegów.
      Takie już jest życie (szkolne i w ogóle).
      A ty cierpisz, czyś matka, czyś wolontariuszka...

      Powiadają jednak, że "płacz panny i deszcz poranny krótko trwa",
      zatem szybko doczekasz się uśmiechu na buzi Emilki.
      Czego i tobie życzę.smile
      • nangaparbat3 Rycerzowo! 28.12.07, 17:46
        Bardzo Cie szanuje i zawsze niemal sie zgadzam z tym co piszesz, ale tym razem
        stanowcze veto.
        Pewnie przesadzilismy ze zloscia na nauczycielkę - OK.
        Ale Twój pomysł, ze to Emilka przesadza z interpretacja wynikow testu - no
        zmiluj sie.
        Emilka wie o tescie tyle, ile zrozumiala z wypowiedzi pani. A pani od tego jest
        nauczycielką, by zadne dziecko nie zrozumiało, że jest najgorszym, najmniej
        lubianym dzieckiem w klasie.
        Nauczyciel tez czlowiek, to prawda. Moze sie pomylić, moze popelnic bład - i
        popełnia. Ale jesli popełni, musi spróbować naprawić. Zainteresować się, co sie
        dzieje z nielubianą, upośledzoną Emilką. Właśnie tak - jesli w ogole robic tego
        typu badanie to po to, żeby mniej lubianym, pozostajacym na marginesie klasy
        dzieciom jakos ułatwic adaptację, spowodować, by były bardziej akceptowane.
        Jeśli testy wypadły dla Emilki niekorzystnie, moze by sie tak pani spotkała z
        wolontariuszką, która ma z dziewczynką innego rodzaju kontakt? Moze
        wolontariuszka cos by podpowiedziała? Moze we dwie - a najlepiej jeszcze z
        pomoca tych osób, ktore "pomagaja Emilce fachowo" - cos by wymyśliły, zeby
        dziewczynce pomóc?
        W czwartej klasie podstawowki uczyłam i wiem, ze wychowawca naprawdę wiele moze.
        To, co robisz, to zamiatanie pod dywan. Naprawdę sie dziwię.
        • rycerzowa Re: Rycerzowo! 29.12.07, 15:25
          Hej, gdybym miała nadzieję, że lincz na wychowawczyni rozwiąże problem Emilki,
          pierwsza rzuciłabym kamieniem. wink

          A tak w ogóle, nangaparbat, to przecież ostatecznie zgodziłaś się ze mną, że
          NAJPIERW należy porozmawiać z nauczycielką, sprawę wyjaśnić, spytać, jak ONA
          zamierza rozwiązać problem, pomóc dzieciom, - bo to JEJ obowiązek?

          A tak w ogóle, to przecież Sion nie pyta, jak dokopać babie.
          Sion martwi się o dziecko.

          Korzystając ze swego doświadczenia, próbuję zasugerować,że najprawdopodobniej
          sprawy nie wyglądają aż tak beznadziejnie.
          - Wiedzę o "ankiecie" Sion zdobyła na zasadzie głuchego telefonu.
          - Reakcja Emilki jest reakcja emocjonalną, a te często bywają przesadne, nie
          tylko u 10-letnich dzieci.
          - Sion nie zauważyła niczego, co mogłoby wskazywać na tak diametralną zmianę
          spostrzegania dziewczynki przez grupę.
          Emilka przecież nie zmieniła klasy. Jednym z argumentów za niepozostawianiem
          Emilki na drugi rok w trzeciej klasie był fakt,
          że te dzieci ją znają i lubią.
          Czyli coś tu nie gra. Jakieś nieporozumienie. Głuchy telefon?
          • nangaparbat3 Re: Rycerzowo! 29.12.07, 16:14
            Slońce,
            własnie w tym rzecz, ze tylko jeden element od zeszlego roku sie zmienil -
            wychowawczyni.

            Widzisz, ja sie naogladalam dzieci - a nawet pełnoletnich nastolatków - ktorzy w
            obecnosci konkretnego nauczyciela nie są w stanie zrobic zadania, ktore w innych
            warunkach jest dla nich zupełnie łatwe.
            Lekarze maja taka zasadę - po pierwsze nie szkodzic.
            Przydałaby sie i nauczycielom.
            • sion2 Re: Rycerzowo! 29.12.07, 18:47
              Dziewczny to nie tak.
              Emilka dokładnie znała liczbę dzieci które na nią głosowały i
              wyniosła ona 21. Czyli 21 dzieci z bodajże 25 osobowej klasy
              głosowało ze najbardzej nie lubi Emilki. Wczoraj mała była u mnie i
              w wannie zanurzona w pianie wyznała "jestem odtrącona". Bardzo się
              wstydziła tej sytuacji i nie chciała za bardzo o tym rozmawiać, ale
              coś tam bąkneła że dziewczynki przestały jej lubić jak do klasy
              doszły jakies "nowe". Mowiła ze nie ma kolezanek, ze tylko jedna
              dziewczynka troche ją lubi. Ponadto sie dowiedziałam ze pod koniec
              roku szkolnego Emi miala miec wyprawione urodziny przez mamę ale
              nie przyszła ani jedna z zaproszonych dziewczynek. Nie wiedziałam o
              tym, traktowane jest to jak wstydliwa sprawa.
              Emilce na niekorzsc zmienia sie charakter. Jest wiecznie
              nabzdyczona, obrazona, stroi fochy, nie sposób jej w domu namówić
              do jakiejkolwiek aktywności, wszystkie obowiązki ma starsza
              siostra. Oczywiscie matka dzieci potrafi tylko bezradnie rozkladac
              ręce ze "ona taka jest" oraz mowic o niej wszystko co najorsze, nie
              ma mowy zeby usiadla, porozmawiala z dzieckiem, albo do
              czegokolwiek Emilke "zmusila" na zasadzie że jeszcze jakies
              posluszenstwo 10-latke obowiazuje. Na przyklad sprawa odprowadzania
              dwoch braci: 4- i 5-latka do przedszkola. Oni maja sponsorowane
              przedszkole specjalnie aby unikneli klopotow szkolnych bo wszystkie
              dzieci z tej rodziny za wyjatkiem najstarszej, są opoznione w
              rozwoju. Matka ma pod opieką dziecko 15 mczne i 3 mczne wiec rano
              do przedszkola chlopcow odprowadza Milena, ma 11 lat. NIestety
              przez to odproadzanie Milenka ma juz 70 spoznien do szkoly. Ona ma
              tylo 11 lar i sie nie wyrabia zeby dwoch malcow oporzadzic i samej
              zdążyc do szkoly nawet biorąc pod uwage ze szkola jest na tej samej
              ulic co przedszkole w odleglosci 300 m. Ale to jest tylko 11-latka.
              Emilka ma do szkoly na popoludnie i moglaby odprowadzac malcow ale
              nie chce. Dlaczego? "bo nie". I taka wlasnie jest z nia rozmowa na
              wiekszosc tematow.
              Emilke nic nie interesuje, nic nie kojarzy, nic nie pamieta. Nie
              jest w stanie zrozumiec aluzji i dowcipu wierszyka "Stefan
              Burczymucha". Wczoraj dlugo rozmawialysmy zeby cokolwiek zrozumiala
              z basni Andersena "Nowe szaty cesarza". Bo sama nie zrozumiala nic.
              • nangaparbat3 Re: Rycerzowo! 29.12.07, 21:18
                Sion, dobrze ze tak szczegołowo teraz napisałaś - troche to zmienia postac
                rzeczy (poza tym, że co do sposobu przeprowadzenia badania i przekazania
                wyników tylko się nie tylko nie zmieniam zdania, ale na odwrot).
                Z tego co piszesz mozna sądzić, że Emilka rzeczywiscie jest uposledzona, ale
                nieznacznie, w najokrutniejszy moze sposób - bo ma tego swiadomość. Pewnie na
                wszystkich sprawdzianach wypada najgorzej z calej klasy, pewnie zapytana nie
                umie odpowiedzieć i pewnie nierzadko dzieci sie z niej smieją. I dlatego moze
                sie okazać, ze dla dziewczynki lepiej bedzie chodzic do szkoły dla dzieci z
                lekkim uposledzeniem, bo tam nie bedzie co chwile przeżywała frustracji, nie
                bedzie zawsze i we wszystkim najgorsza. Moze czasem okaze sie dobra, a nawet
                najlepsza - moze z czasem zmieni sie jej stosunek do matki i rodzeństwa.
                Poza tym "nowe" dzieci w klasie często wyznaczane sa na kozła ofiarnego, mozna
                przypuszczać, ze nowe dziewczynki wskazały na Emilkę, zeby chronic siebie.
                Sytuacja wyjatkowo nieciekawa.
                Ale pisałaś, ze Emilka oprócz Twojej ma takze fachową pomoc - ja bym
                porozmawiala z tym, kto tej fachowej pomocy udziela. Niech Ci doradzi, jak masz
                z Emilka pracować. Poza tym jako wolontariuszka tez powinnaś mieć jakichś
                doradców, opiekunow. Czy nie mozesz zwrocic sie do nich?
                Prawdziwa rozmowa, kiedy mozna sie dopytać, uściślić, jest naprawdę lepsza niż
                internet. Ale oczywiscie tutaj pisz zawsze, nie chcialabym byc źle zrozumiana.
                • sion2 Hm... 30.12.07, 09:48
                  Dziewczyny dzieki za rady troske ale w jednej kwestii nie macie
                  racji.
                  Zaczne jednak od tego ze cala pomoc, ta fachowa i ta moja jest
                  udzielana Emilce... dzieki mnie, mojej walce o nia i uporowi. To ja
                  jej zalatwilam Poradnie Reedukacyjną, to ja z nia jezdzilam caly rok
                  na kazde zajecia wlasnie po to aby uczyc sie w jaki sposob pracowac
                  z takim dzieckiem. Ja takze teraz wywalczylam kolejne badania
                  Emilki. Uwierzcie mi ze takimi dziecmi sama szkola nie zajmie sie,
                  nikomu sie nie chce jesli rodzic lub ktos inny nie stara sie o
                  dziecko.
                  Moja praca z Emilka trwa 3 rok, i nazwalalbym ja takze fachową. Nie
                  w znaczeniu ze jestem po studiach o specjalizacji reedukacja ale w
                  takim ze bylam wychowawczynia przedszkolna (zanim zachorowalam i
                  stalam sie niepelnosprawna), posiadam potrzeba wiedze, pomoce
                  dydaktyczne, pracuje na okreslonych metodach. Dziwią mnie rozne
                  praktyki szkolne, niezmiennie od 3 lat, dlatego piszę na forum.
                  Oczywiscie ze jestem w stalym kontakcie z pedagog szkolna, z
                  wychowawczynia i z reedukatorka! A takze z MOPSsem, gdzie pracuje
                  takie glupie paniusie ze tylko iść i wystrzelać sad.

                  Nie wiem po co gdy piszę o problemie Emilki zawsze musi byc dyskusja
                  o antykoncepcji. Na forum piszę o tej rodzinie od 3 lat, duzo takze
                  wego czasu na pomocne emamy. O antykoncepcji zdarlam sobie juz palce
                  na klawiaturze i nie zamierzam podnosic znowu tego tematu. Mozecie
                  sobie odszukac na tamtym forum. Niezmiennie spotykam sie z jakze
                  naiwnym przeswiadczeniem ze wystarczy aby znalazl sie sponsor aby
                  matka dzieci z łzami wdziecznosci i wzruszeniem oraz okrzykiem
                  radosci zaczela stosowac antykoncepcje i ze na pewno MOPS nic nie
                  robi ani nikt inny aby namowic te pania na zaprzestanie rodzenia
                  dzieci. Oj naiwne kobiety...
                  Wolontariuszki nie sa odpowiedzialne za rozmnazanie sie swoich
                  podopiecznych. Sugerowanie ze nie namawiam matki dzieci do
                  zaprzestania rodzenia kolejnych jest dla mnie obrazliwe.
                  • nangaparbat3 Re: Hm... 30.12.07, 17:50
                    Bardzo Cie przepraszam, na co dzień mam do czynienia z nastoletnimi
                    wolontariuszkami i tak też sobie Ciebie wyobrażałam.
                    U nas w Polsce wolontariat osób dorosłych to prawdziwa rzadkość - i tym bardziej
                    cenny.
                    ale w kontekscie tego co napisalas teraz cała historia jest jeszcze smutniejsza.
                    Teraz juz zupełnie nie potrafie Ci doradzić - ale może cos przyjdzie z czasem.
              • triss_merigold6 Re: Rycerzowo! 29.12.07, 21:27
                Z całym szacunkiem dla Twojej pomocy dziewczynce to czy ktokolwiek
                rozważał zasponsorowanie przez opiekę społeczną spirali matce
                Emilki? Rodzina jest patologiczna, rodzice upośledzeni umysłowo,
                dzieci jak piszesz również opóźnione, mieszkają w jakichś potwornych
                warunkach a tu kolejny niemowlak. Jakkolwiek niefajnie by to nie
                brzmiało spadek genetyczny + środowiskowe warunki do rozwoju skazują
                te dzieci na społeczny margines. Może czas na rodzinę zastępczą?
                Ograniczenie praw dla kompletnie niewydolnych rodziców?
                • nangaparbat3 Re: Rycerzowo! 29.12.07, 21:39
                  No co Ty, Triss, przeciez spirala to najgorsza zbrodnia - zabijanie dzieci, w
                  dodatku nienarodzonych.
                  a tak serio, to jeden wielki pat - dopóki brakuje rodzin zastępczych, zabieranie
                  dzieci z domu zawsze moze sie okazać przepędzaniem diabła Belzebubem, Emilka ma
                  niewydolną matkę, ale ją ma.
                  • triss_merigold6 Re: Rycerzowo! 29.12.07, 21:47
                    Na razie to matka i ojciec mają bezrefleksyjnie kolejne dzieci i
                    pewnie będą mieli następne i następne aż do menopauzy baby.
                    Niekoniecznie dom dziecka instytucja - są (wiem, że ZA MAŁO)
                    rodzinne domy dziecka, rodziny zastępcze + kontrakty z rodzicami
                    biologicznymi, zespołowa praca nad rodziną etc. Pewnie utopia.

                    Brutalnie napiszę, że kazde kolejne dziecko w tej rodzinie obniża
                    szanse starszych dzieci - i tak niemal zerowe - na cokolwiek. Na
                    jakąkolwiek edukację, skończenie przynajmniej podstawówki, na
                    nabycie elementarnych umiejętności społecznych. Absolutnie nie
                    wierzę, że radosnie płodząca para jest zdolna do samodzielnej
                    kontroli rozrodu tj. regularnego stosowania zabezpieczeń, bo
                    przypuszczalnie są zbyt niedorozwinięci by kojarzyć przyczynę ze
                    skutkiem. Stąd spirala. Albo podwiązanie jajowodów pani. Czemu jej
                    tego nie zrobili po ostatnim porodzie?
                    • ese77 Re: Rycerzowo! 30.12.07, 01:33
                      No i właśnie. Triss wie więcej w tym względzie, ale starsze dziexci
                      mają większe szanse,to podobno naukowo
                      udowodnione
                      • sir.vimes Jasne, szczególnie gdy same muszą 30.12.07, 21:56
                        opiekować się młodszym rodzeństem.

                        Może rozejrzyj się wokół zamiast uznawać artykuły w jakims newsweeku za prawdy
                        objawione...

    • rycerzowa Re: Dziwny "test" w 4 klasie 30.12.07, 11:56
      Tris, to wzruszające, że tak się rozczulasz sprawą rozwoju intelektualnego tej
      gromadki z wielodzietnej rodziny niewąpliwie patologicznej, ale nie zapominaj o
      jednym - w życiu jakoś tak jest, że te dzieciaki potrafią naszych "zadbańców"
      sprzedać i to tak, że ci nawet nie wiedzą za ile.
      Już teraz w przedszkolu to one ustawiają twojego jedynaka.
      A ty skarżysz się na forum.

      Wracając do Emilki, jednak prawdziwa okazała się teza druga, tzn. dzieci
      rzeczywiście nie przepadają za Emilką.
      Jasne, można wzmóc działania wychowawcze, aby "przepadały".
      Można się pocieszać, że przyczyna nielubienia jest fakt pochodzenia z biednej
      rodziny i braki intelektualne dziecka.
      Ale to tylko pocieszanie się.

      Przecież nie można wykluczyć,że na to nielubienie przez klasę dziewczynka sobie
      zasłużyła. Może jest niekoleżeńska, nieuczynna, nieżyczliwa? Nie zapominajmy, że
      dziecko od lat otrzymuje pomoc osób spoza domu, co często skutkuje tzw. postawą
      roszczeniową.

      Emilka otrzymała informację, że jej zachowanie jest krytycznie oceniane, i jest
      to informacja cenna.
      Starczy jej intelektu, by wyciągnąć wnioski. Nie jest tak całkiem źle z jej
      poziomem umysłowym. Emilka potrafi wszak kłamać, a to świadczy że jest życiowo
      zaradna.
      (Wiersze i bajki są czasem bardziej pisane dla dorosłych, niż dla dzieci.
      Zrozumienie dowcipu, przesłania, morału, przekracza czasem możliwości dorosłych,
      niby sprawnych intelektualnie.
      Nowe szaty cesarza prezentują dowcip z dziedziny absurdu, nieprzemawiający do
      większości ludzi, niestety.
      Nie wymagaj za wiele od dziecka).

      Jest i taka możliwość, że Emilka stała się ofiarą nagonki. I to trzeba
      wyjaśnić w rozmowie z wychowawczynią.

      Dzieci sprawiają różne kłopoty, bywają niedobre i nieznośne, ale trzeba przy
      nich być i uczyć je. Z nadzieja,że nasze działanie kiedyś (kiedy?) przyniesie
      owoce.

      Acha, tematu nie warto w kółko wałkować, To przykre dla dziecka.
      • nangaparbat3 A gdzieś Ty to wyczytała? 30.12.07, 17:45
        Starczy jej intelektu, by wyciągnąć wnioski. Nie jest tak całkiem źle z jej
        poziomem umysłowym. Emilka potrafi wszak kłamać, a to świadczy że jest życiowo
        zaradna.

        I dziwi mnie, kiedy piszesz, ze dziesiecioletnia dziewczynka moze wykazywac
        postawe roszczeniową i ZASLUGIWAC na nielubienie przez calą klasę.
        Moze tez zasługuje na zycie w ośmioosobowej rodzinie w jednym pokoju i matke,
        ktora poza tym, ze kompletnie niezaradna, mowi o niej tylko co najgorsze.
        I na niekompetentna wychowawczynie, ktora w ankiecie zadaje niedopuszczalne w
        tej sytuacji pytanie, a potem o wynikach informuje dzieci.
        Zapewniam Cie, ze informacja "nikt cie nie lubi, zrob cos z sobą, bo to twoja
        wina" nikomu jeszcze nie pomogła. Pomysł, ze moze pozytywnie wpłynac na małą,
        odrzucona przez rówiesnikow dziewczynkę z rodziny, w ktorej nie ma zadnego
        oparcia, po prostu powala.
        • rycerzowa Re: A gdzieś Ty to wyczytała? 30.12.07, 21:28
          Nangaparbat, doceniam twoją szlachetność i dobre serce, ale powiedz, masz
          doświadczenie w pomocy dzieciom z rodzin patologicznych?
          Sion ma.
          I ja mam; dłuższe, niż Sion.
          Wydaje ci się, że takie dziecko oczekuje współczucia, serca, a za pomoc okaże
          nam wdzięczność? Że nasze starania przyniosą szybkie owoce?

          Wiesz, ich świat to jest inny świat. Nawiasem mówiąc, rodzina Emilki to nie jest
          bród, smród, nędza i tak dalej. W domu Emilki jest czysto, dzieci są nakarmione
          i zadbane. "I to wszystko", niestety, jak pisała onegdaj Sion. Znaczy to, że nie
          są dzieciom przekazywane wartości, NASZE wartości, wartości z naszego świata.
          Za to są przekazywane "wartości" knajackie - jak się nie napracować, jak miło
          spędzić czas na plotkach lub przy alkoholu, jak zdobyć "od ludzi" pieniądze i
          inną pomoc, i jak mieć przy tym dobre samopoczucie.

          Według naszych kryteriów możemy tych ludzi oceniać jako ograniczonych umysłowo,
          ale czasem przewyższają nas cwaniactwem. W każdym razie wielokrotnie dajemy się
          nabierać.

          Pomoc takim dzieciom to ukazanie im innego, "naszego" świata, gdzie ludzie
          pracują, polegają na sobie, są odpowiedzialni, korzystają z dóbr kultury.

          Emilka jest niejako w dwóch światach, i jak widać, obydwa kuszą ją swoją
          atrakcyjnością. Z każdego na razie wybiera co przyjemne.

          Małemu dziecka trzeba dać wszystko bezwarunkowo, okazać na kredyt serce, być
          tolerancyjnym.
          Ale Emilka ma już jedenasty rok. Wchodzi w wiek dojrzewania. Zmieniła się. Teraz
          będzie świadomie wybierać.

          I co, trzeba pozbawić ją informacji, że za niekoleżeńskość jest się nielubianym?
          Że jeśli się kłamie, to ludzie nam nie ufają? Że jeśli nikomu nie pomożemy, to
          ludzie nas nie będą szanować?
          Toż to zwykła metoda naturalnych konsekwencji.

          Zauważ, że ja pisałam w trybie przypuszczającym. A ty od razu zakładasz, że cała
          klasa uwzięła się na Emilkę.
          Może się i uwzięła, nie wykluczam tego.

          A jeśli się nie uwzięła?
          A jeśli wychowawczyni, przeczytawszy, że prawie wszyscy odnoszą się do
          dziewczynki z niechęcią, po prostu spytała O CO CHODZI? Co do niej macie? Co
          ona takiego robi?

          Możesz to wykluczyć?

          Skoro jest dyskusja na forum, to chyba po to, by Emilce pomóc. Nie tylko poprzez
          pogłaskanie po głowie (to też), ale również przez odpowiednią informację,
          nauczenie jej pewnych zachowań. Ot, na przykład, że należy jednak odprowadzać
          braciszków do przedszkola.
          • triss_merigold6 Re: A gdzieś Ty to wyczytała? 30.12.07, 22:36
            Braciszków do przedszkola powinna odprowadzać mamusia albo ten pan
            co jej dzieci narobił, chyba, że znów siedzi w więzieniu.
            Jedenastolatka może pomagać ale nie powinien być to jej stały
            obowiązek - wiesz dlaczego, prawda?
            Co do cwaniactwa... tak, działa w pewnych kręgach i jest
            interpretowane jako zaradność życiowa polegająca na skubaniu
            frajerów. Niemniej dziewczynka, która w trzeciej klasie podstawówki
            nie rozumie prostego tekstu, nie odróżnia rzeki od morza, nie
            kojarzy pojęć abstrakcyjnych jest upośledzona umysłowo i zapewne
            skończy jak matka, która - z opisów Sion sądząc - nie potrafi bez
            cudzej pomocy załatwić najprostszej sprawy, napisać podania, szukac
            informacji etc.
            Takie zaniedbane dzieci mogą próbować agresją wymuszać na
            rówieśnikach pożądane zachowania ale to zabawa na krótką metę. Z
            czasem poza agresją nie zostaje im nic a zadbane wychowawczo i
            bystrzejsze dzieci albo cwaniaków zwalczają albo unikają. BTW mój
            jedynak nauczył się reagować na agresję, robię mu proste szkolenia
            jak sobie radzić zwyczajnie siłowo, bo do niektórych inny przekaz
            nie trafia.wink
          • sir.vimes Wszystko to nie zmienia faktu 30.12.07, 23:17
            że nie jest przyjemnie usłyszeć wypowiedziane na głos i przy świadkach, ze jest
            się "klasową ofiarą". Moim zdaniem tego pani nauczycielka już nie wyrówna i tyle.

            Ogłaszanie takich informacji w klasie nie ma sensu.
          • nangaparbat3 Re: A gdzieś Ty to wyczytała? 31.12.07, 00:54
            ycerzowa napisała:

            > Nangaparbat, doceniam twoją szlachetność i dobre serce, ale powiedz, masz
            > doświadczenie w pomocy dzieciom z rodzin patologicznych?
            > Sion ma.
            > I ja mam; dłuższe, niż Sion.
            > Wydaje ci się, że takie dziecko oczekuje współczucia, serca, a za pomoc okaże
            > nam wdzięczność? Że nasze starania przyniosą szybkie owoce?
            No nie wiem jak sie wywdzięczę, ze doceniasz moją szlachetność - choć nie wiem,
            co masz na myśli.
            Przedstawiasz sie jako statystyk, więc nie wiem, skąd Twoje doswiadczenie w
            pracy z dziećmi.
            Ja mam doswiadczenie w pracy z takimi dziećmi - moja pierwsz 3 klasy (uczyłam
            polskiego) - w kazdej po 35 dziesieciolatkow z blokowiska.
            I jak sie ppewnie domyslasz, w kazdej kilkoro dzieci z rodzin niewydolnych, i
            tez dzieci odrzucane przez resztę.

            >
            > Wiesz, ich świat to jest inny świat. Nawiasem mówiąc, rodzina Emilki to nie jes
            > t
            > bród, smród, nędza i tak dalej. W domu Emilki jest czysto, dzieci są nakarmione
            > i zadbane. "I to wszystko", niestety, jak pisała onegdaj Sion. Znaczy to, że ni
            > e
            > są dzieciom przekazywane wartości, NASZE wartości, wartości z naszego świata.
            a mnie się zawsze zdawało, ze zyjemy na jednym swiecie, choc ludzie są rożni.




            > Za to są przekazywane "wartości" knajackie - jak się nie napracować, jak miło
            > spędzić czas na plotkach lub przy alkoholu, jak zdobyć "od ludzi" pieniądze i
            > inną pomoc, i jak mieć przy tym dobre samopoczucie.
            >
            > Według naszych kryteriów możemy tych ludzi oceniać jako ograniczonych umysłowo,
            > ale czasem przewyższają nas cwaniactwem. W każdym razie wielokrotnie dajemy się
            > nabierać.
            > Pomoc takim dzieciom to ukazanie im innego, "naszego" świata, gdzie ludzie
            > pracują, polegają na sobie, są odpowiedzialni, korzystają z dóbr kultury.
            > Emilka jest niejako w dwóch światach, i jak widać, obydwa kuszą ją swoją
            > atrakcyjnością. Z każdego na razie wybiera co przyjemne.

            A cóz takiego przyjemnego wyciąga Emilka z tych dwoch światów? Bo w tym, co
            pisze Sion, nieczego przyjemnego dla Emilki dopatrzeć się nie mogę.



            > Małemu dziecka trzeba dać wszystko bezwarunkowo, okazać na kredyt serce, być
            > tolerancyjnym.
            > Ale Emilka ma już jedenasty rok. Wchodzi w wiek dojrzewania. Zmieniła się.
            Teraz będzie świadomie wybierać.

            > I co, trzeba pozbawić ją informacji, że za niekoleżeńskość jest się nielubianym ?
            > Że jeśli się kłamie, to ludzie nam nie ufają? Że jeśli nikomu nie pomożemy, to
            ludzie nas nie będą szanować?
            > Toż to zwykła metoda naturalnych konsekwencji.

            Nie, nie trzeba jej pozbawiać tych informacji, ale trzeba przekazywać je w taki
            sposób, by do niej dotarły i by zechciała je przyjąć.

            > Zauważ, że ja pisałam w trybie przypuszczającym.

            Jakos nie zauwazyłam - tryb jest najoczywiściej oznajmujacy, przynajmniej w
            sensie gramatycznym, natomiast mimo uzywania przez Ciebie określeni typu
            "mozliwe" cały wywod robi wrazenie, jakbys osobiscie znała Emilke i jej sytuacje
            i wiedziała o niej duzo wiecej, niz czytelnicy watku (ze kłamie, ze wybiera to
            co przyjemne).



            A ty od razu zakładasz, że cał
            > a
            > klasa uwzięła się na Emilkę.

            > Może się i uwzięła, nie wykluczam tego.
            >
            > A jeśli się nie uwzięła?
            > A jeśli wychowawczyni, przeczytawszy, że prawie wszyscy odnoszą się do
            > dziewczynki z niechęcią, po prostu spytała O CO CHODZI? Co do niej macie? Co
            ona takiego robi?
            Wychowawczyni nie miała prawa zadać pytania: kogo nie lubisz?
            Takie są zasady prowadzenia badań socjometrycznych w szkole. Nie miala prawa w
            sposób, jaki to zrobiła, informować o wynikach. Zadanie klasie pytania: a
            dlaczego, kochane dzieci, tak nie lubicie Basi/Kasi/Stasia czy Rysia po prostu
            urąga zasadom pedagogiki.
            >



            > Skoro jest dyskusja na forum, to chyba po to, by Emilce pomóc. Nie tylko poprze
            > z
            > pogłaskanie po głowie (to też), ale również przez odpowiednią informację,
            > nauczenie jej pewnych zachowań. Ot, na przykład, że należy jednak odprowadzać
            > braciszków do przedszkola.

            Jasne. Powiedzenie jej, ze nikt jej nie lubi na pewno przyczyni sie do
            zwiekszenia jej checi pomagania w domu.
            • rycerzowa Re: A gdzieś Ty to wyczytała? 31.12.07, 01:13
              Wiesz co, niedługo okaże się, że ty i ja wiemy lepiej, co jest z Emilką, niż
              Sion, a nawet niż sama Emilka.
              Rozsądniej będzie oddać głos Sion.
              • paszczakowna1 Re: A gdzieś Ty to wyczytała? 31.12.07, 11:15
                Kilka już razy zabierałam się do napisania w tym wątku. Trudny to temat.
                Przepraszam za pisanie w punktach, ale łatwiej mi się tak myśli.

                1. Nauczycielka, bez wątpienia, postąpiła głupio ujawniając wyniki 'testu' (n.t.
                samego testu się nie wypowiadam, może też był do kitu). Pytanie, czy i w jaki
                sposób jej o tym powiedzieć. Uważam, że powinno się jej (bez komentarzy
                wartościujących nt jej postępowania - wnioski pozostawić do wyciągnięcia) opisać
                reakcję Emilki. Jeśli nie zacznie sama proponować jakiejś metody poprawy
                sytuacji (nic specjalnie mądrego raczej się spodziewać nie należy), zapytać
                wprost, co zamierza z tym zrobić.

                2. To, że Emilka ma bardzo niską pozycję w klasie, było, obawiam się,
                praktycznie nieuniknione. O ile siedmiolatki mogą jeszcze nie wartościować,
                dziesięciolatki widzą i oceniają, że rodzina Emilki jest niewydolna społecznie,
                a ona sama mało inteligetna. Przyjście nowych koleżanek czy zmiana wychowawczyni
                mogło to katalizować, ale nie tu tkwi przyczyna. Zachowanie samej Emilki może
                sprawę pogarszać (przypominam sobie dziewczynkę z Domu Dziecka w mojej klasie
                podstawówki, i to była podobna sytuacja, choć ona, nie była, o ile moge ocenić,
                w żaden sposób upośledzona), ale naprawdę musiałaby być osobą o zupełnie
                wyjątkowych, fantastycznych umiejętnościach społecznych, żeby sama sobie z takim
                podwójnym handicapem poradzić. I to nie jest żadne "pocieszanie się".
                Przypomnijcie sobie swoje własne dzieciństwo, i hierarchię w własnych klasach
                szkolnych.

                3. Czy da się jakoś "wykorzystać" te dziewczynkę, która Emilkę 'trochę lubi'?
                Jeśli sama ma wysoką pozycję w klasie, może potrafiłaby pomóc Emilce? Czy
                wychowawczyni mogłaby z nią porozmawiać?

                4. Czy da się znaleźć coś, w czym Emilka jest naprawdę dobra, i byłoby to
                widoczne dla jej klasy? Co z WF? Z tego, co pamiętam, Emilka dobrze biega. Jest
                jakiś kontakt z nauczycielką WF? Może by ona potrafiła coś zadziałać.

                5. Jest jakaś szansa, żeby Emilkę włączyć do jakiejś grupy
                dziecięco-młodzieżowej, może przykościelnej? Chóru, grupy zuchowskiej, bo ja
                wiem, czego...? Miałaby alternatywne do szkoły środowisko rówieśnicze, gdzie
                miałaby jakieś szanse na sukcesy (i prawdopodobnie, średnio rzecz biorąc,
                prawdopodobnie dobry wpływ). Nie ma co udawać, w tym wieku to nie dorośli
                najbardziej się liczą, a inne dzieci. No a poza tym, nawet z czysto
                agnostycznego punktu widzenia, Kościół to bodaj jedyne miejsce, gdzie podstawą
                ideologii jest stwiedzenie, że nie trzeba być ani mądrym, ani wykształconym, ani
                bogatym, żeby być coś wartym.

                6. Zgoła inny problem - czy naprawdę nie ma sposobu, by chłopców do przedszkola
                odprowadzał ich ojciec? Zgadzam się, że mogłaby to robić Emilka, ale na to,
                Sion, chyba nie masz wpływu, a naprawdę nie powinna robić tego, kosztem spóźnień
                do szkoły, Milena.
                • sion2 Re: A gdzieś Ty to wyczytała? 31.12.07, 13:33

                  Z nauczycielka Emilki porozmawiam sobie juz w srode. To jest kobieta
                  narodowosci ukrainskiej ale mieszkajaca w Polsce ok 15 lat, dlugo
                  uczy w tej szkole. Ona ma pozytywne nastawienie do tego dziecka - w
                  przeciwienstwie do okropnego babsztyla z klasy 1-3 który uczyl
                  Emilke, o wyczynach tej poprzedniej pani pisalam na forum wiele razy.

                  Rodzina Emilki jest niewydolna wychowawczo. Ale ja juz ktos napisal
                  w domu jest porządnie, czysto, dzieci maja ubrania i dostaja jesc,
                  nikt ich nie bije. Jest tzw przemoc emocjonalna, brak uczuc, brak
                  zainteresowania dziecmi w sensie ich spraw i rozwoju, nie maja
                  ksiazek, nie czyta im nikt, nie pokazuje swiata, nie zabiera w
                  wartosciowe miejsca, wszystkie dzieci zaczynaja mowic ok 4 urodzin i
                  ich mowa rozwija sie bardzo powoli, pozostaje ubogie slownictwo,
                  brak wiedzy o swiecie itd.
                  Matka nie pije alkoholu w ogóle, znam ją 3,5 roku i zarowno ja jak i
                  inni pomagajacy bywaja tam znienacka 3-4 razy w tyg i nigdy nikt jej
                  nie widzial pijącej czy nietrzezwej. Ojciec popija ale na spokojnie
                  tzn nie robi awantur. problem w tym ze sie kłóca co kilka tygodni i
                  on niby od niej odchodzi do matki ale godza sie szybko, w kazdym
                  razie czesto go nie ma. On pracuje w zawodzie murarza ale nie uznaje
                  zeby musial specjalnie dawac jej na dzieci bo przeciez ona zasilki
                  dostaje...
                  Nikt nikogo nie naciaga na pieniadze ani nie wyłudza, a ja nie
                  jestem frajerką. Z naszej pomocy rodzice nie korzystaja w ogóle, nie
                  dajemy im ani pieniedzy ani niczego nie kupujemy dla nich. A oni
                  sami wydaja dosc rozsadnie np. z ostatniego becikowego kupili sobie
                  nowa kuchenke i uzywana pralke Franie (nie ma kanalizacji w domu)
                  oraz uzywana kanape z fotelami bo stara sie rozpadla. To nie jest
                  wyrzucanie pieniedzy i marnotrawienie.

                  Emilka owszem uslyszy ode mnie ogolnie na czym polega kolezenskosc i
                  niekolezenskosc i slyszala wiele razy. nie jestem "ciocia"
                  glaszcząca po glowie i wmawiajaca wszystkim ze "ona taka jest bo ma
                  zle warunki domowe, usprawiedliwmy ją". Moim zdaniem powodem
                  odrzucenia Emilki stala sie zarowno jej pozycja spoleczna jak i
                  braki intelektualne bardzo juz widoczne.

                  Chcielismy aby Emi chodzila na rozne zajecia ale ona nie chce, ją
                  nic nie interesuje. Milena wrecz przeciwnie chodzila na zuchy, do
                  harcerzy, SKS, kólko teatralne i do grupy dzieciecej koscielnej.
                  teraz ma wiecej nauki ale ciagle chodzi na tzw oaze dzieci bozych i
                  ma tam duzo kolezanek z normalnych domow. emilka nie chce chodzic bo
                  w ogole nie rozumie o co tam chodzi, ona nie rozumie polecen, co
                  czyta, nie chwyta dowcipow i puenty. Nie mysli abstrakcyjnie, nie
                  umie w ogole nauczyc sie jakiejkolwiek klasyfikacji dlatego na
                  pytanie jak sie nazywa polskie morze odpowiada "rzeka" (oczywiscie
                  juz po przerobieniu odpowiedniego materialu), na pytania o jedna z
                  form czasownika daaaaawno juz w szkole przerobiona
                  odpowiada "rzeczownik", nie umie okreslic czy dana czynnosc w zdaniu
                  dzieje sie w terazniejszosci, przeszlosci czy przyszlosci itd itd
                  dlatego bedzie miala badania psychologiczne

                  rodzicom dzieci nie zalezy na ich nauce, nie zalezy zeby nie mialy
                  problemow w szkole, owszem odbieraja przedszkolakow po poludniu ale
                  zeby rano wstac z łózka i ich zaprowadzic? mowy nie ma, przestaliby
                  chdozic do przedszkola, a chodza tam po to aby uniknac problemow
                  choc ich części takich jakie ma Emilka i jej brat 2-klasista Paweł
                  (choc on inteklekt ma w normie i 3 lata wolonatriatu ogromnie mu
                  pomogly, radzi sobie z programem). Piotrus poszedl do przedszkola
                  rok temu jak mial 3 latka i 1 dzien, mowil jak dziecko 1,5-roczne.
                  po 3 miesiacach mowil calymi zdaniami, spiewal piosenki i mowil
                  wiersze.
          • titta Re: A gdzieś Ty to wyczytała? 31.12.07, 15:27
            Droga rycerzowa, jak sie ciesze, ze jesli mailas jakies
            doswiadczenie z rozdzinami "patologicznymui" to juz tego nie robisz.
            Bo zeby pomoc tzreba posiadac minimum empati, a nie byc nastawionym
            na "wdziecznosc i szybkie owoce" na ktore przeciez tak zasluguje
            dobra pancia ktora wyciagnela reke zeby rzucic jakies ochlapy do
            swiata "ich". Zeby pomoc trzeba czasem rozumiec, ze rzeczy wcale nie
            sa czarnobiale i nie ma swiata "naszego" i "ich". Bo uposledzenie
            spoleczne moze przydarzyc w najlepszej rodzinie, a niekolezenskosc
            wlasnie moze byc skutkiem tego uposledzenia lub zwyklego kompleksu
            nizszosci. I nie leczy sie go kopiac. Przy takich pogladach nawet
            psa bym ci nie powierzyla. (Zastosowalam twoja metode. Milo ci?)
    • sion2 jak sie sprawa skonczyla 02.01.08, 13:07
      No wiec dzis zadzwonilam do pedagog, oczywiscie nie wiedziala ze
      wyniki testu byly ogloszone dzieciom. Caly test byl za zgoda
      kuratorium. Obiecala porozmawiac z wychowawczynia.
      Zupelnie niezaleznie ode mnie, dzis do dyrektorki z tą sama sprawa
      poszla druga wolontariuszka ktora sie zajmuje Emi i tez czasem
      Milena. Dyrektorka przetrzymala ją godzine w gabinecie, ja znam te
      dyrektor jest sumienna i przejmuje sie dziecmi. Tak tez bardzo
      dziekowala ze ktos sie zajmuje tymi dziecmi, ze maja wsparcie poza
      domem. Obiecala nakazac wychowawczyni wieksza troske o Emi i
      osobiscie dopilnowac zeby specjalny program do nauki Emilki byl
      wdrozony w zycie, pewnie od 2 semestru.
      Zobaczymy...
      • nangaparbat3 Re: jak sie sprawa skonczyla 02.01.08, 18:07
        Caly test byl za zgoda
        > kuratorium.

        No i to jest dopiero news! Ręce opadają.

        Ale dobrze , ze dyrektorka powaznie podeszła do całej sprawy.
        Sama miałam podobne do Emilki dziecko w klasie, jak sie dyrekcja dowiedziała, ze
        jestem w ciazy i ide na wychowawczy, szybciutko go przerzucili do osrodka
        szkolno-wychowawczego.
    • rycerzowa Re: Dziwny "test" w 4 klasie 03.01.08, 00:03
      Sprawa się skończyła???!!!
      A co było "sprawą"?
      Nielegalne ogłoszenie wyników ankiety?
      Jeśli tak, to rzeczywiście jest po sprawie.
      Tylko że stłuczenie termometru nie rozwiąże sprawy gorączki.

      Gdyby to o moje dziecko chodziło, gdyby przyszło ze szkoły z taką rewelacją,
      gdybym wiedziała, że nauczyciel jest mu życzliwy , to naprawdę rozpoczęłabym od
      rozmowy z tym nauczycielem, od wyjaśnienia sprawy.

      Przecież w dalszym ciągu nie wiadomo, o co chodzi.
      Nie wiadomo, dlaczego postawa klasy wobec dziewczynki jest negatywna. Nie
      wiadomo również, czy naprawdę jest negatywna, gdyż nie wiadomo, jakie były
      pytania w teście.
      Skoro test był nieamatorski ale "kuratoryjny", to nie powinno być tam pytań
      "kogo lubisz", a raczej "z kim chciałbyś siedzieć w ławce".

      W całej sprawie byłoby mi obojętne, czy nauczyciel dostanie reprymendę, na którą
      zresztą niewątpliwie zasłużył.
      Najważniejsze byłoby znalezienie przyczyny obecnych wzajemnych relacji w
      klasie, nie w celu poszukiwania winnego (winnych), bo to nic nie da, ale pomocy
      dziecku (dzieciom).

      • verdana Re: Dziwny "test" w 4 klasie 03.01.08, 15:06
        Rycerzowo...
        Rzadko mi się zdarza az tak z Toba nie zgadzać. Miałabys 100% racji,
        gdyby Emilka byla w normie intelektualnej. Ale nie jest.
        I nie ma najprawdopodobniej po co dociekać dlaczego dzieci Emilki
        nie lubią. Uczyłam dziewczynę upośledzoną w stopniu lekkim, w klasie
        mojego syna tez jest taki chłopiec.
        I w tym wypadku nie ma co doszukiwac się winy w dziecku, ani nawet w
        innych dzieciach. Ono jest inne, reaguje często w sposob odmienny
        niż koledzy, nie umie sie dostosować do coraz trudniejszych norm i
        obyczajów, czesto nie rozumie żartów, zwyklych rozmów. To dzieci
        denerwuje - zazwyczaj w tym wieku są zbyt niedojrzałe, aby do konca
        zrozumieć, ze dziecko nie jest winne temu, ze jest dziecinne, często
        niegrzeczne itd.
        A nawet jesli zrozumieją... to i tak nie będą takiego dziecka
        akceptowaly jako kolegi. Mogą być grzeczne i uprzejme, mogą, o ile
        są wrażliwe i dobrze wychowane, nie robić przykrości, nie wysmiewać -
        ale w tym wieku przyjaźnić się już raczej nie będą (wczesniej, gdy
        przyjaźnie opieraly się bardziej na zabawach niż rozmowach - tak).
        Po prostu dlatego, ze przyjaźń to nie dobroczynność, z kolegą chce
        się pogadac i pożartowac na rownym poziomie, chce się, aby rozumiał
        to co my. Ilu z nas, dorosłych, przyjaźni się z osobami
        upośledzonymi, albo po prostu bardzo nieinteligentnymi? I czy ktos
        nas pyta, dlaczego tego nie robimy, albo mówi, ze te osoby powinny
        zmienić coś w swoim postępowaniu?
        Tu "nie lubienie" Emilko może oznaczać co innego - odrzucenie
        możliwości przyjaźni, blizego kontaktu, , a nie proste "nie
        lubienie" jak w przypadku niesympatycznej Marysi czy Oli.
        Warto przeczytać "Celę", gdzie dziewczynka z zespołem Downa w klasie
        integracyjnej, w dobrej szkole, tez jest izolowana. Jej mama później
        pisała, ze gdy posłala córke do gimnazjum specjalnego, pierwszy raz
        spotkała sie ona tam z jawną agresją i odrzuceniem, ale i pierwszy
        raz znalazła kolegów. W sumie wyszła na plus.
        I wydaje mi się, ze szkoła specjalna bylaby dla Emilki zupełnie
        dobrym rozwiązaniem.
        • sion2 Re: Dziwny "test" w 4 klasie 03.01.08, 15:50
          Rycerzowo sprawa nie zakonczyla sie w sensie zostawienia jej przeze
          mnie ani konca pomocy Emilce, zglosilam do szkoly co sie stalo a
          szkola zareagowala wg mnie prawidlowo. W ogole mi nie chodzi o
          karanie jakiegokolwiek nauczyciela, nie napisalam o tym ani nie
          mowilam nikomu ani slowa. Chodzi o podjecie obowiazkow wychowawcy w
          przypadku dziecka odrzuconego, o udzielenie mu wiekszego wsparcia.

          Wczoraj tez dowiedzialam sie rzeczy strasznych jakie to dziecko
          przechodzilo w domu od wlasnego ojca. matka mi powiedziala przez
          telefon bo 1 stycznia spakowala konkubina w worki i wystawila na
          dwor, wywalila go z domu. Bo ją nie szanowal i nie szanowal dzieci.
          Emile wyzywal od kurew, trzepal po glowe, wymyslal od idiotek i
          zabranial starszej siostrze pomagac w lekcjach "zeby sie sama
          nauczyla". Mnie juz ręce opadają. Ja nie moge nic wiecej zrobic ile
          robie, MOPS tu nic nie pomoze bo w dodatku przed socjalnymi matka
          dzieci udaje ze wszystko jest ok a MOPS mnie po prostu nie chce
          wierzyc bo jakby wierzyli w to co im relacjonuje to by mieli wiecej
          pracy przeciez z tą rodzina. Emila ma niskie poczucie wartosci
          siebie ale na razie na poziom podstawowki mysle ze szkola specjalna
          bylaby zlym rozwiazaniem bo lekkie uposledzenie to ludzie sobie
          zdaja sprawe ze sa nienormalni, ze odstaja i ze chodza do "szkoly
          dla glupich". Moim zdaniem wystarczy okrojenie programu na razie.

          Przyklad z nauki Emilki. Przerabiamy z historii temat o Biskupinie.
          W ksiazce ma czytanke, czytamy wspolnie, sprawdzam co rozumie,
          tlumaczymy sobie slowa. Na koncu sa 3 zdania na temat co to byl
          Szlak Bursztynowy, ze wędrowali nim kupcy niosą materialy,
          narzednia, ozdoby na handel nad Morze Bałtyckie gdzie wzamian
          otrzymywali bursztyn. Jest mapka baaaaaaardzo ogolna gdzie
          narysowano ten Szlak przez Europe, bez szczegółów za wyjatkiem
          punktu wyjscia Rzym, oznaczenia Morza Adriatyckiego i Bałtyckiego.
          Pytam Emile "kto wędrowal Szlakiem Bursztynowym?" "Morze
          Adriatyckie!" na moj zdziwiony wzrok "nie, nie! Rzym wędrował". O
          taka jest wlasnie rozmowa z Emi. Oczywiscie to bylo juz po tym jak
          dokladnie wszystko jej wytlumaczylam a same nazwy nie byly jej obce.
          • verdana Czy Emilka ma dysleksję? 03.01.08, 18:11
            Sion, to BARDZO wazne pytanie.
            Tak mi sie nasunęło, bo dzieci z dysleksją (albo nawet tylko z
            częścia dyslektycznych objawów) zachowuja sie dokładnie tak jak
            Emilka. Tzn. udzielają "z marszu" na pytanie absurdalnych
            odpowiedzi, pierwszych , jakie im się nawiną. Dokładnie tak jak
            Emilka odpowiadał na pytania z czytanek moj syn, o ile nie miał dużo
            czasu do namysłu i nie był zupełnie spokojny. A ma IQ 145.
            W tym wypadku nie ma to nic wspolnego ze zrozumieniem tekstu, jest
            objawem dysfunkcji.
            • sion2 Re: Czy Emilka ma dysleksję? 04.01.08, 11:05
              Nie, Emilka nie ma dyslekcji. W 2 klasie miala IQ na granicy
              lekkiego uposledzenia umyslowego, nie znam wartosci bo jest to
              poufne, pani powiedziala mi tylko ze w tajemnicy mi mowi ze na
              granicy uposledzenia. Zwlaszcza w czesci dotyczacej myslenia
              abstrakcyjnego, rozumienia tresci, myslenia logicznego.
              Sama zreszta widze ze np. jej ortografia i charakter pisma w ciagu 3
              lat bardzo, bardzo sie poprawily. Nie wiem jak sie to stalo ale na
              pewno w ortografii ona sie miesci w jakiejs normie, choc 3 lata temu
              nie przyswajala w tym temacie NIC.

              Verdano nie wiem czy swoja rade o szkole specjalnej dajesz na
              podstawie ucznia ktory nie mial mozliwosci intelektualnych
              funkcjonowac w normalnej szkole ale byl zmuszany wiec sadzisz ze w
              szkole specjalnej byloby mu lepiej, czy tez na podstawie tego ze
              wiesz jak wyglada zycie dzieci a zwlaszcza mlodziezy chodzacej do
              szkoly specjalnej. Bo ja znam dwie nauczycielki uczace w szkole dla
              lekko uposledzonych. Mowia ze najwiekszy poziom agresji, chamstwa,
              przemocy jest wlasnie w tych szkolach dlatego ze osoby tam sie
              uczace sa na tyle malo uposledzone ze wiedza iz są "głupsze" od
              reszty spoleczenstwa wobec czego są potwornie sfrustrowane i
              zlosliwe, mszczą sie na wszystkim co zyje za swoj los. nie dosc ze
              Emi w domu jest wyzywana od idiotek, głabów, głupów itd to jeszcze
              mialoby to zostac "przypieczetowane" poslaniem jej do szkoly dla
              uposledzonych? jej rodzice ją wyzywają, jak myslisz jakie zycie
              mialaby w domu gdyby jeszcze szydzili z niej z "do szkoly dla
              glupich chodzi". Poza tym Emila stracilaby cale swoje srodowisko,
              wszystkie kolezanki bo przeciez ze 2 ma, z nikim nie mialaby
              konatktu z klasy bo takiej szkoly w okolicy nie ma, musialby
              dojezdzac nie wiem gdzie, pewnie do Warszawy. Wedlug mnie z
              programem okrojonym powinna zostac w normalnej podstawowce.
        • rycerzowa Re: Dziwny "test" w 4 klasie 03.01.08, 16:45
          Verdano, sądziłam, że może chociaż ty jedna umiesz czytać ze zrozumieniem (
          chociaż na naszej maturze tego nie sprawdzano).

          Czy zaprzeczysz, że jak dotychczas, niczego nie wyjaśniono?

          Zaprzeczysz,że dziecko m o g ł o błędnie zinterpretować wyniki ankiety?
          ( Kuroń dostał niewiele głosów w wyborach prezydenckich. To co, był
          "nielubiany"? Wszak nieodmiennie przodował w rankingach polityków obdarzonych
          zaufaniem).

          Zaprzeczysz, że jeśli ktoś jest niepopularny, to niekoniecznie jest ofiarą? Że
          b y w a, że sobie na to zasłużył? Że prymus niekoniecznie jest nielubiany z
          powodu zazdrości (powszechny pogląd rodziców), ale własnego zarozumialstwa? Że
          to prymusa trzeba naprostować, niekoniecznie klasę?

          Zaprzeczysz, że postawa Emilki z domu ( nie pomogę w niczym, bo nie)
          m o g ł a przenieść się na jej stosunek do koleżanek?
          Zaprzeczysz,że jest mnóstwo osób na pograniczu normy umysłowej, które są
          akceptowane i na swój sposób lubiane(tolerowane?) przez otoczenie?
          Zaprzeczysz, że agresja (opryskliwość, niegrzeczność)nie budzą niczyjego zachwytu?
          Zaprzeczysz,że jeśli dziecko nie jest upośledzone w stopniu znacznym, tak, że
          całkiem nie rozumie przekazu, to trzeba z dzieckiem pracować, tłumaczyć, uczyć
          prospołecznych zachowań?

          Jesteś pewna, że to dziecko jest niepełnosprawne umysłowo w stopniu znacznym, że
          tylko szkoła specjalna jest rozwiązaniem?
          Ja nie jestem pewna, rozważam więc i inne ewentualności.

          Jeśli ktoś pisze o sprawie na forum, to (zakładam), po to, by zrobić burzę
          mózgów, by zobaczyć problem z różnych punktów widzenia.
          Cel powinien być jeden - pomoc dziecku.

          Jeśli zaś celem było ogłoszenie, jacy to nauczyciele b y w a j ą głupi, to ja
          pasuję, bo to nie jest dla mnie żaden news.
          • verdana Re: Dziwny "test" w 4 klasie 03.01.08, 18:08
            Emilka nie jest ofiarą. Emilka wypadła najnizej w rankingu lubianych
            dzieci w klasie - to ogromna różnica. I wiesz, choc to bardzo
            niesprawiedliwe, tak na ogół bywa, gdy dziecko bardzo odstaje od
            reszty klasy. W zwiazku z tym nie ma co dociekać "dlaczego" jest
            najniżej, bo na 95% wiadomo. Większość dzieci nie toleruje dzieci na
            pograniczu normy, szczególnie z rodzin takich jak Emilka. Rodzice
            wyksztalceni, dbajacy o dziecko staraja się , aby ich dziecko, nawet
            o niższym IQ jakos dostosowac do zwyklej klasy - a tu nawet tego nie
            zrobiono. Nawet najwieksza pomoc z zewnatrz tego nie zmieni. A
            zamienić Emilke w aniola - to sprawic, ze wykorzystaja ją wszyscy w
            domu, ona tam też musi jakos przetrwać.
            I masz racje - osoby na pograniczu normy sa tolerowane - Emilka
            tez jest tolerowana. Tylko. Wcale nie musi być "nielubiana" - jest
            po prostu najmniej lubiana.
            Uwazam, ze dla dziecka, z którym nie pracują rodzice, ktore nie ma
            szans i tak na przyzwoite wykształcenie, ktore męczy się w szkole i
            ma kłopoty z kolegami najlepszym wyjsciem jest szkola specjalna.
            Wiele takich szkół potrafi pracować z dzieckiem ponizej normy -
            wbrew pozorom, w takiej szkole dziecko może sie nauczyć znacznie
            wiecej niż tam, gdzie wyklad i wymagania sa dostosowane do znacznie
            bystrzejszych rówiesników.
            Niestety, w wielu wypadkach uwaza sie , ze "pomoc dziecku" to
            głównie pomoc w tym, by utrzymało się w szkole o zbyt wysokim
            poziomie, rujnujac mu starannie zycie. Widziałam na wlasne oczy taki
            wypadek i co z niego wynikło.
            Dlaczego szkoly, dostosowane do takich uczniow, maja być klęska i
            tragedią?
    • olusia19 Re: Nie dziwny, tylko typowo polski. 04.01.08, 09:30
      Niestety szkoła w wiekszości przypadków, to Parszywe Miejsce. Nie
      wiadomo kto zaleca takie testy i właściwie w jakim celu.
      Efektem jest szczucie dzieci wzajemnie na siebie, podkręcanie złej
      atmosfery, kłótnie, zawiści itd. Nauczyciel powinien być od ocen, od
      wydawania opinii, a uzewnętrznianie dziecięcych sympati czy
      antypatii czasem "anonimowo", przeważnie źle się kończy. Dzieci jak
      to dzieci, są zmienne. Test przede wszystkim miesza w klasie,
      powoduje złe emocje i złe nastroje. Ktoś jednak zleca tego typu
      testy, a spotkałam się nawet z "wyjściem przed orkiestrę" - próbą
      zeszyciku inwigilacyjnego. Kazde dziecko miało tam wpisywać opinie o
      kolegach. Rodzice ucięli te donosy - na szczęście!. Jedni twierdzą,
      że dzieci uczą się opiniowania, ja jestem zawsze przeciwna.:

      Przede wszystkim dzieci pochodzą z polskich rodzin i po polsku
      patrzą na innych - przeważnie z bezinteresowną zawiścią i
      zazdrością.
      - Nie cierpią lepszych i nie pragną ich naśladować, a poniżyć i
      zgnoić, albo choćby walnąć na przerwie z zaskoczenia i udawać Greka.
      - Jak mają okazję zaopiniować lepszego od siebie, to chociaż go
      zrównają, albo wręcz poniżą (nagminne). Pace od gry w karty na
      lekcji wystawią celujące z zachowania, a pilniejszym najwyżej tróje.
      - Bajka opowiadana przez panią o anonimowości testu jest kłamliwa i
      zakręcona, bo pierwszą rzeczą jaką pani robi, to po zebraniu testu
      ustala kto i co napisał, np. po charakterze pisma.
      - Bajka też dotyczy opinii o nauczycielach, bo tylko naiwni
      krytykują kogoś, od kogo zależy ich los i kto w rezultacie ma władzę
      nieograniczoną i znakomicie o tym wie. Krytyka głupiej wychowawczyni
      dla jednej osoby zakończyła się zmianą szkoły, bo zaniżyła wszystkie
      stopnie dobrej z przedmiotów dziewczynie, a koleżanki nauczycielki
      też dały jej popalić, za "własne zdanie".
      - Testy uczą w rezultacie krętactwa, bo w końcu każdy średnio
      myślący się połapie, że prawda kompletnie się nie opłaca, a nawet
      jest szkodliwa.

      - Testy nie są "dziwne", tylko typowo polskie. Szkoła jest miejscem,
      które trzeba przejść, jak ząbkowanie.
Pełna wersja