Dodaj do ulubionych

Niania dla Igusia

IP: informatyka:* / 192.168.117.* 21.08.03, 10:17

Niania dla Igusia

Mój powrót do pracy po urlopie macierzyńskim był chyba pierwszym poważnym
problemem, z jakim zetknęliśmy się jako młodzi rodzice. Chociaż
nieoczekiwanie dla samej siebie zapragnęłam porzucić moją ukochaną pracę na
kilka pierwszych lat życia Igusia, tak zwane warunki zewnętrzne były
nieubłagane. Nasz domowy budżet nie wytrzymałby takiej decyzji, a na dodatek
znam lepsze sposoby na definitywne pozbycie się pracy, niż powiadomienie
szefa o urlopie wychowawczym. Został więc

jeden dylemat

– co zrobić z Igusiem. Babcie odpadły - Jedna z Babć pracuje, Druga z Babć
co prawda jest na emeryturze, ale stan zdrowia nie pozwala jej na zajęcie
się maluchem. Nie jesteśmy szczęśliwcami, którzy przychodzą do pracy o
siódmej i zamykają za sobą drzwi o piętnastej – odpadł wiec też żłobek
czynny w godzinach zgoła odmiennych od godzin naszej pracy. Została tylko
Niania.
Na Panią Genię trafiliśmy niemal w pierwszych dniach poszukiwania Niani dla
Igusia. Poleciła nam ją osiedlowa fryzjerka – i to okazało się być
najlepszym źródłem informacji. Fryzjerka znała doskonale większość pań
mieszkających w naszej okolicy – wiedziała więc, kto zajmuje się dziećmi i
aktualnie nie ma podopiecznego, ale znała także mamy, które korzystały już z
pomocy Pani Geni.
Pani Genia okazała się być przemiłą, energiczną panią po pięćdziesiątce,
która sama wychowała pięcioro swoich dzieci i opiekowała się pięciorgiem
maluchów z naszego osiedla. Referencjami mogła pochwalić się nienajgorszymi –
opiekowała się między innymi bliźniakami. Jeżeli więc dała radę „podwójnemu
szczęściu” – da i naszemu Igusiowi przedstawiającemu już w wieku ośmiu
miesięcy wulkan energii – kombinowaliśmy z Tatą Igusia.
Muszę przyznać, że gdy poznałam panią Genię, byłam już w czarnej rozpaczy –
z powodu konieczności powrotu do pracy (tak nam było dobrze z Igusiem przez
lato – te wspóne spacerki na słoneczku), najbardziej byłam jednak przerażona
opowieściami bliższych i dalszych znajomych na temat opiekunek, które
podstępem zjednywały sobie zaufanie matek a później – to już zależnie od
opowiadającego – biły dziecko, pozwalały mu wrzeszczeć godzinami lub wręcz
przeciwnie – usypały dodając do bobofruta relanium, okradały pracodawczynie
z precjozów a w najlepszym przypadku pozostawiały codziennie kostkę masła
poza lodówką, doprowadzając do jego zjełczenia i narażając rodzinę na koszty
zakupu nabiału.
I tu
Miło się rozczarowałam.

Pani Genia już po pierwszych, próbnych godzinach opieki nad Igusiem nauczyła
go pokazywać „taki duży”, po dwóch dniach wiedziała, jakie są jego ulubione
zabawki, a teraz, po kilku miesiącach są ze sobą tak zaprzyjaźnieni, że mogę
tylko cieszyć się z tego, że w życiu mojego dziecka pojawiła się kolejna
osoba, którą on pokochał.

Mama Igusia





Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka