Dodaj do ulubionych

lato w mieście - refleksje

21.08.08, 22:23
Postanowiłam zapisać moje dziecko na lato w mieście, chociaż jeszcze mały jest
(dopiero idzie do zerówki). Jednego dnia jak przyszliśmy to już był komplet,
on był 33 i musiałam z całą grupą iść jako opieka tam gdzie dzieci miały
spędzać czas na zajęcia plastyczne. Co mi się bardzo nie podobało, to to, że
były one organizowane może i w ciekawym miejscu, ale do którego trzeba było
dotrzeć tramwajem po najbardziej zatłoczonych przez samochody ulicach. W sumie
ta wyprawa zajęła większość dnia. Patrzeć nie mogłam, jak z nieba lał się żar,
a te dzieciaki stoją na przystanku w słońcu, pewnie ze 40 st. dookoła jeżdżą
autobusy, ciężarówki, pełen ruch, a co za świeże powietrze. Na żaden obóz go
nie posłałam, bo uważam, że jeszcze za mały, zresztą posłałabym go, gdybym
wiedziała z kim jedzie i wiedziałabym, że organizator jest w porządku.
Opiekunka dzień w dzień kosztuje majątek, zresztą myślałam, że fajniej mu
będzie z dziećmi. On się nie skarżył i był zadowolony, chociaż w drodze
powrotnej to już mówił, że chce ze mną do domu, a nie na obiad- widać był
zmęczony. Ale tych wypraw w sam środek miasta to przeboleć nie mogę. To jest
naprawdę lato w mieście - dosłownie i w przenośni. Czy dzieci mieszkające w
dużym mieście jakim jest Warszawa, naprawdę muszą spędzać czas w taki sposób?
Nie ma innego sposobu zorganizowania im czasu?
Każdy, średnio inteligenty człowiek, wie (albo i nie wie), jak szkodliwe są
spaliny, można sobie poczytać, że w pobliżu głównych szlaków komunikacyjnych
normy zanieczyszczeń są kilkakrotnie poprzekraczane, powietrze zatrute
spalinami wpływa na obniżenie inteligencji między innymi. Przypomina mi to
sytuację sprzed ponad stu lat, kiedy Pasteur postanowił zrobić pierwsze
szczepionki przeciw gruźlicy ze strupków zdrapywanych z krowich wymion.
Wszyscy się z niego serdecznie śmiali, a dziś nikt nie neguje jego odkryć.
Teraz też prowadzi się dzieci, które i tak żyją w mieście, w najgorsze smrody,
niech sobie nawdychają jeszcze więcej.

No nie wiem, czy ktoś podziela mój punkt widzenia. Z jednej strony chciałabym,
żeby mój syn spędzał czas w towarzystwie dzieci, ale czy za cenę gotowania się
na przystanku w środku miasta w temperaturze 40 stopni.
Obserwuj wątek
    • madameblanka Re: lato w mieście - refleksje 23.08.08, 11:47
      no to fajnie że ktoś napisał jak to wygląda, bo chciałam zapisać córke, to teraz
      sie dwa razy zastanowie. Może ktoś jeszcze chętne podzieli sie opiniami na temat
      tego lata w mieście?
    • kkokos Re: lato w mieście - refleksje 23.08.08, 11:53
      ale to był jednostkowy przypadek czy dzień w dzień te dzieci jeździły na zajęcia
      plastyczne na drugi koniec warszawy kisząc się na przystanku godzinami? czy może
      w inne dni akurat było fajnie, tylko ty miałaś pecha, ze kiedy uczestniczyłaś
      osobiście w tych zajęciach, to było nie halo? czy też po tym jednym dniu dałaś
      sobie spokój?
      bo jak na razie z twojej wypowiedzi wynika, że raz było niefajnie i współczujesz
      wszystkim maluszkom, więc już są pierwsze głosy "dobrze, że mnie odstraszyłaś".
      a mój syn na przykład chodził na lato w mieście przez parę lat i to uwielbiał i
      uważam, że dużo by stracił, gdyby miał zamiast tego spędzać czas z babcią...
    • dobrakobieta3 Re: lato w mieście - refleksje 23.08.08, 17:04
      1. Trzeba było znaleźć zajęcia w placówce blisko miejsca
      zamieszkania - i sprawdzić wcześniej, co w ogóle dzieciom proponują.
      2. Ale mi mecyje - codziennie każdy z nas przedziera się przez
      miasto. Mieszkając w stolicy raczej powinnaś mieć pojęcie, co
      dziecku fundujesz.
      3. Już sobie wyobrażam, jak szukasz obozu dla syna w przyszłości -
      co to znaczy "z kim jedzie" i "czy organizator jest w porządku"? To
      wszystko jest oczywiste i nikt tego za Ciebie nie zrobi, raczej.
      Bylebyś nie przesadziła z oczekiwaniami, bo na miejscu tegoż
      organizatora mogłabym też nie chcieć zabrać Twojego dziecka, gdybyś
      była zbyt marudna... to działa w 2 stronysmile
      Aczkolwiek, dziecko jeszcze faktycznie jest za małe. Proponuję
      zacząć najlepiej w 2 klasie, to dobry czas. A wcześniej znajdź mu
      nie za częste (raz w tygodniu) zajęcia w stałej grupie (muzyka,
      plastyka, sport), na bazie których później będzie miał organizowany
      wakacyjny lub feriowy wypoczyneksmile
      • jogo2 Re: lato w mieście - refleksje 23.08.08, 19:43
        dobrakobieto czytaj ze zrozumieniem. Zajęcia były w placówce blisko. Niestety,
        mimo twojej uszczypliwości nie byłam w stanie codziennie dowozić dziecka na
        zajęcia na lato w mieście w Zakopanem. To wszystko na tym polegało wiesz? Że nie
        mogę go wywieźć z Warszawy, bo sama nie mogę wyjechać, więc chodziłby na zajęcia
        lata w mieście.
        Dziękuję, że dałaś mi odczuć dokładnie jaka to ze mnie szurnięta nadopiekuńcza
        mamuśka, byłabym także wdzięczna za parę rzeczowych uwag, zamiast
        bezprzedmiotowego wymądrzania się.
        • ratyzbona Re: lato w mieście - refleksje 23.08.08, 21:26
          Moim zdaniem przesadzasz. Zorganizowanie dla dzieci atrakcji w
          mieście jest dość trudne - biorąc pod uwagę jak ograniczone są
          budżety ,, szkół w mieście" - tak więc przemieszczanie się jest
          konieczne. Jeśli twojemu dziecku się podobało to znaczy że zajęcia
          były dobrze zorganizowane. Szkoła w mieście przede wszystkim jest po
          to by dzieciaki się nie nudzily - problem zanieczyszczeń jest tu
          drugorzędny. nie można mieć wszystkiego - spędzając lato w miescie
          trzeba się liczyć ze spalniami i brakiem świeżego powietrza.
          • igge Re: lato w mieście - refleksje 23.08.08, 23:32
            ja dziecko na lato w mieście posłałam raz na kilka lat i to było raz
            za dużo. Jednego dnia obiecali papiernię i robienie własnoręczne
            papieru jutro. Dzieciak wniebowzięty. Następnego dnia podzielili
            grupę na pół czy jakoś tak i część pojechała (pojechali jego jedyni
            tam koledzy zresztą) a część, w tym on, zaprowadzono na pobliski
            nędzny placyk zabaw, który zresztą mieści się blisko naszego domu a
            nie szkoły, do której dziecko specjalnie dowoziłam 3 przystanki. Ja
            spędziłam dzień w przekonaniu, że mały ma frajdę na wycieczce - a on
            popłakując w rękaw nieszczęśliwy. Pies z kulawą nogą nie uprzedził,
            że do papierni pojedzie tylko część dzieci. Miałam po tym taki uraz
            do lata w mieście i wolę dotrzymania słowa danemu dziecku, że
            papiernię zobaczy, że w zeszłym roku kiedy młodsza córka jechała do
            tej samej papierni z klasą - wepchnęłam na wycieczkę starszaka,
            opłaciłam, przekonałam panie niechętne pomysłowi i olałam oburzenie
            i zdumienie wychowawczyni syna, że z powodu wycieczki siostry nie
            było go w szkole na chyba jakiejś klasówce czy co. Moja znajoma
            przez całą praktycznie podstawówkę wysyłała swoją dwójkę na lato w
            mieście (mimo, że obie mieszkamy w lesie, w pięknej okolicy i malcy
            mogli zostać w ogrodzie pod opieką rodzica) motywując to darmowymi
            posiłkami i mocą kosztownych atrakcji typu kino, basen, sale zabaw
            np Hulakula, papiernie ( smile)) i tym podobne. Plus miała ich po
            prostu z głowy i mogła coś w domu sama zrobić spokojnie. Ja tam nie
            cierpię lata w mieście i musiałabym być już ostatecznie
            zdesperowana, żeby dzieciom coś takiego zafundować. Ale moje zamiast
            zwiedzać i rozwijać się na różnych edukacyjnych zajęciach, w wakacje
            i inne wolne dni często zwyczajnie leniuchują, czytają, bawią się i
            piżamy zdejmują późnym popołudniem zdarza się. Nawet psy
            wyprowadzane są w dresie narzuconym na piżamę. Z przykrością we
            wrześniu wracamy do reżimu codziennego odwożenia i przywożenia ze
            szkoły. A swoją drogą smród w Warszawie latem jest nie do
            wytrzymania i nie dziwię się autorce wątku, że wolałaby aby dzieci w
            upalne dni robiły coś innego zamiast stać godzinami na przystankach.
            Chyba, że szkoła tak jest położona, że blisko wiele atrakcji nie ma.
            Od starej szkoły syna w Białołęce Dworskiej do Hulakula w Bibliotece
            Uniwersyteckiej też jechało się długo.
            • jogo2 Re: lato w mieście - refleksje 24.08.08, 13:15
              Dzięki za trochę zrozumienia. Widocznie nie jestem wyłącznie nadopiekuńcza w
              zwariowany sposób, a troszeczkę racji w moich spostrzeżeniach też jest.
              Lato i tak się kończy, a z nim lato w mieście. Syn był na nim 2 razy, w
              poniedziałek idzie 3 raz i może jeszcze pochodzi. Problem jest taki, że on tam
              bardzo lubi być, chociaż wracając w ten morderczy upał z tego przystanku był
              bardzo zmęczony, a ja powinnam się cieszyć, że on lubi to, zamiast nie chcieć
              tam chodzić, tylko serce mnie boli na myśl o tym, że to jest prowadzenie
              dzieciaków w najgorsze smrody W-wy, właśnie wychodząc z takiego założenia, że i
              tak żyjemy w tym syfie. Do tej starej fabryki spokojnie dzieciaki mogły pojechać
              pociągiem 1 przystanek i nie tłukłyby się przez najgorsze zasmogowane arterie,
              ale kogo to obchodzi?
              Ja też nie chciałabym się wywyższać jakoś, ale te dzieci w tej grupie , to też
              niektóre tak wyglądały, jakby całe życie wyrastały przy Targowej: cera szara,
              oczy podkrążone, zero opalenizny jakiejkolwiek.
              Oczywiście dzieci nie mają na to wpływu, jak wyglądają, odpowiedzialni są za to
              rodzice, ale tak jakoś dopełniało to akurat tamtego dnia jakiegoś takiego
              przygnębiającego wizerunku tego wszystkiego.

              No i ostatnia trzecia refleksja: nie jestem majętna, ale nie rozumiem, czemu
              lato w mieście jest kompletnie za darmo? Rozumiem, że mamy w spadku po PRL-u
              wpisaną w konstytucję darmową edukację i darmową opiekę medyczną, więc i lato w
              mieście będące zastępczą formą sprawowania opieki nad nieletnimi w czasie gdy
              ich rodzice pracują też na tej zasadzie ma być kompletnie za friko, w tym obiad
              także.

              Moim zdaniem darmocha korumpuje, albo przyciąga patologię. Ja wolałabym zapłacić
              choćby 10 albo 20 PLN dziennie (czy też inną symboliczną kwotę) a wiedzieć, że
              dziecku mieszkającemu na codzień w mieście zostanie zorganizowany czas wśród
              względnej zieleni (nie wymagam cudów) a nie na podróżach po najbardziej
              zasmogowanych rejonach miasta. Dla mnie ta darmowość jest dodatkowo o tyle nie
              zrozumiała, że w przypadku gdy dziecko jest młodsze i proszę bardzo, idzie do
              przedszkola dyżurującego (robiłam takie przymiarki też), to stawka tam dzienna
              za opiekę jest znacznie znacznie wyższa, niż zwykła przedszkolna stawka (46 PLN
              + 6 za obiad). Więc o co chodzi w tym wszystkim?
              • ib_k Re: lato w mieście - refleksje 24.08.08, 13:46
                Jogo, chyba nie rozumiesz idei lata w mieście! Te zajęcia nie są dla
                ciebie i twojego dziecka skoro stać cię na zapłacenie symbolicznych
                10 czy 20 zl dziennie, dla ciebie są półkolonie płatne organizowane
                przez różne firmy i instytucje (we wrocku np kluby tenisowe, wyścigi
                konne, żeglarzy itp).
                TE ZAJĘCIA SĄ WŁAŚNIE DLA TAKIEJ PATOLOGI JAK ICH NAZYWASZ, dla
                dzieci z blokowisk dla których alternatywą byłby trzepak i śmietnik,
                im rodzice nie dadzą nawet 5 zł dziennie na atrakcje wakacyjne, bo
                albo ich nie stać albo im się nie chce.
                Następnym razem dowiedz sprawdź dokładnie kolegów swojego dziecka,
                żeby biedaczysko nie trafił na patologię...
                Nie pozdrawiam
                • jogo2 Re: lato w mieście - refleksje 24.08.08, 14:13
                  droga ib_k, sądząc po emocjonalnym tonie twojej odpowiedzi na mój post, uderz w
                  stół, a nożyce się odezwą. Czyżbyś i ty należała do takiego grona. Niestety, kto
                  się szybko gorączkuje, ten wolno myśli i twój post jest właśnie tego przykładem.
                  A już zupełnie nie rozumiem, czym zasłużyłam sobie, żeby mnie nie pozdrawiać.
                  Czy byłabyś tak uprzejma mi to wyjaśnić bardziej szczegółowo?
                  Skoro, jak rozumiem, sama jesteś matką, nie rozumiem ja z kolei, dlaczego
                  polecasz mi dla mojego sześciolatka np. zajęcia w klubie tenisowym, na wyścigach
                  konnych lub w klubie żeglarskim.
                  Chciałam Ci delikatnie zwrócić uwagę, że wyżej określonych umiejętności nie
                  nabył on jeszcze lub też nie zdążył w nich zasmakować.
                  Pozwalam sobie także przypuszczać, iż takowe półkolonie kosztują - pozwolę sobie
                  zgadnąć - między 50 a 100 zł dziennie, co z kolei nie jest kwotą, z którą
                  rozstałabym się łatwo, mimo iż kocham moje dziecko.

                  Sądząc po jakże gorącej obronie przez ciebie idei lata w mieście dla patologii a
                  następnie rekomendowaniu mi sposobu spędzania czasu przez moje dziecko latem w
                  długofalowym terminie, na jaki mnie nie stać, twoim zdaniem powinni istnieć
                  tylko ludzie bardzo zamożni, potem długo, długo nic i patologia - ją właśnie
                  należy wspierać i ją chronić dobitnie ukazując jej (tej patologii), że słusznie
                  darmo bierze bez skrupułow bo i tak jest albo darmo albo od 1000 PLN wzwyż.

                  Pozdrawiam serdecznie matkę młodego milionera, który właśnie wrócił z regat,
                  żeby wskoczyć w bryczesy i hajda .. na Ascot. Aha, a potem w perspektywie
                  wyprawa na Annapurnę (to już w ramach zielonej szkoły oczywiście)
                  • ib_k Re: lato w mieście - refleksje 24.08.08, 14:24
                    No to się zdecyduj, albo jestem biedną patologią, którą
                    ? patologia - ją właśnie
                    > należy wspierać i ją chronić dobitnie ukazując jej (tej
                    patologii), że słusznie
                    > darmo bierze bez skrupułow

                    albo
                    ?matkę młodego milionera, który właśnie wrócił z regat,
                    > żeby wskoczyć w bryczesy i hajda .. na Ascot. Aha, a potem w
                    perspektywie
                    > wyprawa na Annapurnę (to już w ramach zielonej szkoły oczywiście)


                  • dobrakobieta3 Re: lato w mieście - refleksje 24.08.08, 14:28
                    jogo, to może teraz jakiśm konstruktwny pomysł, co w takim razie ma
                    społeczeństwo począć z tą, przez Ciebie niniejszym wywołaną do
                    tablicy CAŁĄ PATOLOGIĄ - się znaczy z dziećmi, których całe
                    nieszczęście polega na tym, że urodziły się tam, gdzie się urodziły.
                    Lato w mieście, jak napisała ib_k, właśnie zostało wymyślone (jako
                    część edukacji tzw. publicznej i nieodpłatnej) dla tych, którzy
                    zwyczajnie nie stać na nic innego albo rodziny sobie nie radzą
                    itd. . Fajnie, że widzisz chociaż kawałek świata poza własnym
                    podwórkiem (nie gratuluję braku wyobraźni).
                    Nic nie zrozumiałaś z naszych sugestii - to niby jak Twój syn ma w
                    przyszłości jechać na obóz np. żeglarski, skoro nie chcesz go
                    wcześniej zapisać na takie zajęcia? Albo odwrotnie - można dziecko
                    wysłać na obóz a potem kontynuować pasję po szkole. Tu nie ma żadnej
                    nie-logiki.
                    A tak w ogóle, tego rodzaju problemiki to wymyślają tylko
                    sfrustrowani rodzice - dla tych dzieciaczków i tak liczy się fajna
                    zabawa, towarzystwo, dużo połamanych kredek, możliwość poganiania
                    się w koło bez sensu itd. . Więc może i my dajmy spokójsmile
                    • jogo2 Re: lato w mieście - refleksje 24.08.08, 15:10
                      dobrakobieto,
                      Nielogiczna to jesteś Ty i to Ty nic nie rozumiesz. Edukacja publiczna nie
                      została wymyślona dla patologii tylko dla szerokiego ogółu dzieci podatników,
                      które powinny się tam czuć dobrze i u siebie, a nie jako coś gorszego od patologii.

                      Dziękuję za kompletnie nieczytelną aluzyjkę o sfrustrowanych rodzicach,
                      odwdzięczę się podobną, że tylko sfrustrowane kobiecinki w niedzielę po południu
                      zaglądają na forum internetowe, zamiast zająć się dzieckiem. Jeszcze raz
                      powtórzę, że były czasy, kiedy wyzywano od wariatów, a nawet palono, i
                      Galileusza, który plótł jakieś nikogo nie obchodzące bzdury co się kręci wokół
                      czego, a potem śmiano się z Pasteura więc oczywiście dowodzisz swojej wysokiej
                      inteligencji nazywając frustracjami chęć podzielenia się przeze mnie na forum
                      publicznym poglądem, że można by dzieciom zorganizować czas lepiej niż
                      prowadzając je na najbardziej zasmrodzone ulice. Przypomnisz sobie naszą
                      dyskusję, kiedy będziesz babcią (chociaż nie, wówczas możesz już mieć zaniki
                      pamięci), bo wtedy to co teraz pojawia się napisane gdzieś z boczku malutkimi
                      literkami w gazetach innych niż Fakt, będzie truizmem takim jak dzisiaj to, że
                      dziecko należy szczepić, a ziemia jest okrągła.

                      Zastanawiające jest dla mnie to, że przy całej waszej zagadkowej miłości do
                      patologii (której przedstawicielkami chyba nie jesteście jeszcze, co?), żadna z
                      was w ogóle nie odniosła się do zadziwiającej sprzeczności pomiędzy istnieniem
                      całkiem wysokich opłat za opiekę w przedszkolach dyżurujących a kompletną
                      bezpłatnością lata w mieście.

                      Generalnie poziom argumentacji na poziomie intelektualnym i twój i tej
                      tajemniczej pani ip_k oceniam niziutko. Za to rozumiem, że widmo komunizmu krąży
                      po Europie (to taki cytat z........??), ze szczególnym uwzględnieniem Polski, i
                      dalej ma się świetnie.

                      Nie wiem co mają zrobić dzieci patologii bo nią nie jestem. A ja się zapytuję
                      Ciebie, co mają zrobić dzieci uczciwie pracujących ciężko ludzi, których nie
                      stać na posyłanie dzieciaka z jednego obozu za 120 PLN dziennie na drugi przez
                      ok. 42 dni kalendarzowe. I nie rozumiem typowo kobiecej NAPAśCI za sugestię, że
                      mogłoby istnieć coś w rodzaju za 20 PLN dziennie za to zorganizowane fajniej i
                      lepiej DLA DZIECKA ZWYKłEGO SZAREGO CZłOWIEKA, KTORY MA NIESZCZESCIE NIE BYć
                      PATOLOGIą. BO NIE ISTNIEJE, rozumie Pani?

                      A propos cytowanego przez ciebie poganiania się, to było w dawce aptekarskiej w
                      odwrotnej proporcji do marszu w parach i parowania na przystanku komunikacji
                      miejskiej.

                      Ah, jakamże ja sfrustrowana.
                      • kkokos Re: lato w mieście - refleksje 24.08.08, 18:01
                        jogo, jakże miło, że zgodnie z własnymi słowami się nie wywyższasz... cóż, to co
                        nazywasz patologią, to rzeczywistość, większość dzieci w szkole, do której
                        chodzi twój syn wygląda właśnie tak - nie wiedziałaś???? to są właśnie szarzy
                        ludzie, nie ty - bo ty drzesz nosa.
                        zdarzają się na tym forum księżniczki żyjące w wieżach z kości słoniowej i nie
                        widzące rzeczywistości poza światkiem szkoły społecznej ich dzieci - ale jeszcze
                        nikt nie zadał tak bezmyślnego pytania "po co w ogóle są zajęcia niedpłatne".
                        gratuluję pobicia rekordu egocentryzmu.
                        mój syn zaliczył papiernię. w pierwszym albo drugim podejściu, już nie pamiętam.
                        w szkole, do której chodził na lato w mieście ZAWSZE były dwa zajęcia do wyboru
                        poza szkołą oraz boisko/świetlica dla tych, którym się iść wychodzić na tamte
                        zajęcia nie chciało lub się nie zmieścili na liście. na listę na zajęcia na
                        następny dzień zapisywało się po południu poprzedniego dnia. owszem, jak
                        dzieciak gapowaty, to się nie zdążył zapisać.
                        poza papiernią był basen (kryty, ze dwa-trzy razy w tygodniu), zajęcia
                        plastyczne w mdk bodaj na muranowie (ale miejsca pewna nie jestem; poza
                        malowaniem mój syn pamięta jakieś ozdoby lub zwierzątka z drutów i koralików),
                        kino, place zabaw w parkach, kręgielnia w powsinie. więcej nie pamiętam, ale
                        moje dziecko te zajęcia uwielbiało. przychodziły tam dzieci z różnych szkół,
                        spotkał jakichś dawno nie widzianych kolegów z przedszkola, niektóre z tych
                        dzieci były fajne, inne nie - na koloniach (chyba że za ciężkie pieniądze)
                        byłoby dokładnie tak samo. były dzieci, których rodziców rzeczywiście nie stać
                        na jakiekolwiek wakacje i takie jak mój syn, które chodziły np. przez dwa
                        tygodnie między jednym wyjazdem a drugim, i dzięki temu przez te dwa tygodnie
                        miały zapewnioną opiekę i rozrywkę. a powiedzmy sobie szczerze - sama do
                        papierni dziecka nie zabierzesz, bo to zajęcia dla grup zorganizowanych, mnie by
                        też raczej samej do głowy nie przyszło tłuc się na kręgle do powsina.
                        być może na twoim lecie w mieście panie dzieliły grupę odgórnie. u nas pilnowały
                        przy zapisach po południu, by na najbardziej oblegane - ta papiernia właśnie,
                        kino czy basen - nie chodziły te same dzieci dwa razy pod rząd, jeśli mieliby
                        zająć miejsca innych chętnym, "debiutującym".
                        moje doświadczenia są jak najlepsze i nie zgadzam się z tobą absolutnie, że lato
                        w mieście jest do chrzanu, bo bezpłatne. zarzucasz innym komunizm i niecenienie
                        tego, co za darmo, ale sama dokładnie tak rozumujesz. mnie się podoba zarówno
                        idea bezpłatnego lata w mieści, jak i jej realizacja w śródmieściu (z
                        zastrzeżeniem, że opieram się na czterech latach doświadczeń, ale sprzed dwóch
                        lat, bo w tym i ubiegłym roku mój syn już nie chodził, wolał internet, a ja
                        uznałam, ze jest na tyle odpowiedzialny, że mogę go zostawić samego na cały dzień)

                      • echna Re: lato w mieście - refleksje 26.08.08, 10:10
                        Re: lato w mieście - refleksje
                        jogo2 24.08.08, 15:10 Odpowiedz dobrakobieto,
                        .

                        Dziękuję za kompletnie nieczytelną aluzyjkę o sfrustrowanych
                        rodzicach,
                        odwdzięczę się podobną, że tylko sfrustrowane kobiecinki w niedzielę
                        po południu
                        zaglądają na forum internetowe, zamiast zająć się dzieckiem


                        A przepraszam, kiedy ty to pisałaś? Czy nnie czasem w niedzielę po
                        południu? Co wtedy Twoje biedne dziecię robiło?
                        A tak szczerze mówiąc, ta "patologia" potrafi być o niebo lepiej
                        wychowana od dzieciaczków z dobrych domów (są wyjątki). Takie dzieci
                        potrafią widzieć człowieka w drugim człowieku.
                  • elkas3 Re: lato w mieście - refleksje 26.08.08, 11:11
                    Wszystkie te pretensje wynikają z lenistwa. Skoro kogoś stać na wydanie 20 zł
                    dziennie na letni wypoczynek dziecka, to takich zajęć szuka. Mieszkam we
                    Wrocławiu i wiem, że zajęcia żeglarskie, konne, niektóre półkolonie tematyczne
                    organizowane przez MDK tyle właśnie kosztują.
                    Ponadto organizowane są całkowicie darmowe półkolonie oraz zajęcia w różnych
                    placówkach oświatowych i kulturalnych, które przeznaczone są przede wszystkim
                    dla dzieci, dla których jedyną alternatywą jest trzepak na podwórku, lub placyk
                    pod śmietnikiem. Organizują to różni zapaleńcy w ramach różnych stowarzyszeń i
                    szczerze ich wszystkich za to podziwiam.
                    Dzieci mogą też chodzić do biblioteki na darmowe zajęcia, do muzeum na również
                    darmowe zajęcia tematyczne, do mediateki itp.
                    Jeżeli ktoś w tak dużym mieście jak Warszawa nie potrafi znaleźć odpowiednich
                    zajęć dla swojego dziecka i idzie po najmniejszej linii oporu, to wylewa później
                    gorzkie żale i pretensje do całego świata.
    • lola211 Re: lato w mieście - refleksje 24.08.08, 17:20
      Moja córka od 3 lat przez tydzien - dwa uczestniczy w
      polkoloniach.Organizuje je jakas szkola lub MDK.Koszt tygodniowy to
      70 zl., cena wroclawska.
      Codziennie sa jakies atrakcje- wycieczki, basen, aquapark, zoo,
      przejazd zabytkowym tramwajem i takie tam.
      Czy to nie jest dobra alternatywa dla kogos, kogo nie zadowala
      bezplatna oferta?
      • igge Re: lato w mieście - refleksje 26.08.08, 04:34
        ależ mnie np zadowala bezpłatna oferta i te same atrakcje co na tych
        półkoloniach były w szkole syna latem zupełnie bezpłatnie tylko u
        nas akurat szwankowała organizacja (dziecko nie jest i nie było
        nigdy gapowate, nie było wcześniejszych zapisów na papiernię etc smile)
        i dlatego zraziłam się, mimo, że byłam pełna najlepszych chęci.
        Dzieci różne, niekoniecznie patologia, zresztą tej ostatniej
        specjalnie się nie boję smile)Wolałam świeże powietrze we własnym
        ogródku w lesie (gdybyśmy mieszkali nadal w centrum byłby to park,
        lub babcia z dziadkiem w opcji hmmm..telewizyjno-komputerowej) plus
        tyle z wymienionych powyżej atrakcji w mieście (samodzielnie
        zorganizowanych) na ile było mnie stać. Obiady tak czy inaczej
        gotuję, śniadania dzieci jedzą od razu po przebudzeniu więc darmowe
        wyżywienie/mniej obowiązków dla rodziców mnie nie kusiło.
        Najważniejsze - moje dziecko nie polubiło specjalnie lata w mieście,
        po niefortunnej papierni bardzo płakał, ma raczej dość atrakcyjnie
        zorganizowane wakacje w domu, a dla nas wystarczy owe wspomniane
        nieszczęśliwie przez jogo 20 zł dziennie, żeby opłacić np nocleg pod
        namiotem na Litwie nad jeziorem całej 4 osobowej rodzinie i spędzać
        ciekawie i przyjemnie czas pływając (mamy kajak). Jedzenie można
        zabrać ze sobą, zresztą kosztuje tyle samo (i mniej) co w domu a
        benzyna na dojazd to 200zł. I super wakacje, pełne przygód (spływ)
        za niewielkie pieniądze gotowe. Wysyłaliśmy kilka razy syna (bo
        bardzo chciał) na obozy sportowe (1300zł 10 dni plus kieszonkowe
        plus sprzęt sportowy np narty), czas wypełniony na maksa zajęciami
        od rana do wieczora, ja nieszczęśliwa trochę bo uwielbiam spędzać
        urlop ze swoimi dziećmi, i nie lubię wydawać na kilkudniowy wyjazd
        sumy na jedno dziecko równej lub niewiele mniejszej od pieniędzy za
        jakie udaje nam się zorganizować fajne wakacje dla całej rodziny. Po
        ostrym wycisku trenera zapał dziecka do kolejnych obowiązkowych
        obozów nieco osłabł, w końcu chociaż w wakacje mozna nie spędzać 5
        godzin dziennie w basenie i to bynajmniej nie na zabawie ale na
        pracy. Na więcej niż 2 tygodnie wyjazdu nie było nas stać. Lato w
        mieście połączone ze zwiedzaniem swojego miasta, na które wiecznie
        brakuje w ciągu roku czasu wydawało mi się super pomysłem. Ale
        zabrakło tego elementu wow, frajdy dla dziecka bo wychowawcy nie
        bardzo moim zdaniem umieli wykorzystać cały potencjał tego rodzaju
        formy wypoczynku i przyznanych funduszy. Gdyby syn świetnie się
        bawił, przymknęłabym oko na smród w mieście i cieszyłabym sę razem z
        nim z wakacji. Jemu raczej nie wystarcza bazgranie kredkami po
        kartce papieru, byle z innymi, obcymi dziećmi, towarzystwo do zabawy
        ma i w domu. Ale może ja jestem dziwna bo kolonie/półkolonie w
        Helenowie pod Warszawą też mi się nie podobały, gro czasu spędzane
        przed głównym budynkiem, na podwórzu, co z tego, że otoczonym
        zielenią. I dwa razy koń po pół godziny na całe 2 tygodnie pobytu.
        Córeczka marzyła o tym koniu i stąd cały pomysł. Taka przechowalnia
        dla dzieci trochę przypominająca świetlicę, której to instytucji
        szczerze nie lubię choć korzystam. I dlatego młodsze dziecię nie
        będzie nawet raz próbować lata w mieście a z formami zorganizowanego
        wypoczynku typu obozy kolonie poczekam aż osiągną wiek nastoletni
        kiedy będą mieli rodzinki i mamusi po dziurki w nosie.
    • lolinka2 Re: lato w mieście - refleksje 26.08.08, 11:35
      skup się, kobieto i przeanalizuj nazwę:
      LATO = czyli wysokie temperatury m.in.
      W MIEŚCIE = a więc tu, gdzie tramwaje, autobusy, samochody, spaliny,
      budynki szare...

      i z pewnością nie była to "indywidualna opieka wakacyjna w wyłącznie
      atrakcyjnych miejscach dla zupełnie niepatologicznego i nie mającego
      nic wspólnego z patologią korzystającą z bezpłatnej opieki, syna
      forumowiczki jogo2"

      Po prostu: nie pasuje ci, to nie. Zabierasz zabawki i idziesz na
      swoje podwórko. A ja ci podziękuję, bo za rok moje dziecko zapewne
      się załapie na tę formę wypoczynku.

      P.S. Mamy za sobą "zimę w mieście" w ostatnie ferie. Bomba. Duża
      wspomina z rozrzewnieniem i nie może doczekać się ferii.
    • agniesia331 do jogo2 27.08.08, 13:39
      odnośnie podatków:
      jogo, a może ja podatnik z b.wysokimi podatkami właśnie życzę sobie,
      by z mojego podatku pieniadze szły na tą jak to
      zapewniasz 'patologię", na to by te wymizerowane dzieci z szarymi
      twarzyczkami zaznały trochę radości z wakacji?
      może czytając twój post krew się we mnie burzy, że moje podatki
      sponsorują lato w mieście dla twojego dziecka? Sorry, ale dla mnie
      twoje myślenie jest patologią, nie chcesz, nie korzystaj i dobrze,
      bo zostanie tych pieniedzy dla innych umiejacych docenić "to za
      darmo"
      kurcze,powiem Ci, że mój syn, którego rodziców stać na 2 x 2 tyg w
      Grecji i Turcji, 1 obóz treningowy i 4 tyg. we własnym wakacyjnym
      domu na Mazurach - które to wakacje spedzał z dzieckiem z naszej
      dalekiej rodziny, dla ciebie patologicznej (bo tata alkoholik)
      bardzo, ale to bardzo zyskał na tym wspólnym pobycie: zaczął czytać
      książki wieczorem do poduszki, nawet do ręki nie wziął Gameboya,
      chodził na spacery, jagody , ryby i łódkę, docenił proste radości.
      widział jak brat cioteczny cieszy się z tych wakacji.
      Ja podatnik bardzo się cieszę, że moje podatki są przeznaczane na
      layto w mieście dla biednych dzieci.
      Powinnaś się wstydzić.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka