jogo2
21.08.08, 22:23
Postanowiłam zapisać moje dziecko na lato w mieście, chociaż jeszcze mały jest
(dopiero idzie do zerówki). Jednego dnia jak przyszliśmy to już był komplet,
on był 33 i musiałam z całą grupą iść jako opieka tam gdzie dzieci miały
spędzać czas na zajęcia plastyczne. Co mi się bardzo nie podobało, to to, że
były one organizowane może i w ciekawym miejscu, ale do którego trzeba było
dotrzeć tramwajem po najbardziej zatłoczonych przez samochody ulicach. W sumie
ta wyprawa zajęła większość dnia. Patrzeć nie mogłam, jak z nieba lał się żar,
a te dzieciaki stoją na przystanku w słońcu, pewnie ze 40 st. dookoła jeżdżą
autobusy, ciężarówki, pełen ruch, a co za świeże powietrze. Na żaden obóz go
nie posłałam, bo uważam, że jeszcze za mały, zresztą posłałabym go, gdybym
wiedziała z kim jedzie i wiedziałabym, że organizator jest w porządku.
Opiekunka dzień w dzień kosztuje majątek, zresztą myślałam, że fajniej mu
będzie z dziećmi. On się nie skarżył i był zadowolony, chociaż w drodze
powrotnej to już mówił, że chce ze mną do domu, a nie na obiad- widać był
zmęczony. Ale tych wypraw w sam środek miasta to przeboleć nie mogę. To jest
naprawdę lato w mieście - dosłownie i w przenośni. Czy dzieci mieszkające w
dużym mieście jakim jest Warszawa, naprawdę muszą spędzać czas w taki sposób?
Nie ma innego sposobu zorganizowania im czasu?
Każdy, średnio inteligenty człowiek, wie (albo i nie wie), jak szkodliwe są
spaliny, można sobie poczytać, że w pobliżu głównych szlaków komunikacyjnych
normy zanieczyszczeń są kilkakrotnie poprzekraczane, powietrze zatrute
spalinami wpływa na obniżenie inteligencji między innymi. Przypomina mi to
sytuację sprzed ponad stu lat, kiedy Pasteur postanowił zrobić pierwsze
szczepionki przeciw gruźlicy ze strupków zdrapywanych z krowich wymion.
Wszyscy się z niego serdecznie śmiali, a dziś nikt nie neguje jego odkryć.
Teraz też prowadzi się dzieci, które i tak żyją w mieście, w najgorsze smrody,
niech sobie nawdychają jeszcze więcej.
No nie wiem, czy ktoś podziela mój punkt widzenia. Z jednej strony chciałabym,
żeby mój syn spędzał czas w towarzystwie dzieci, ale czy za cenę gotowania się
na przystanku w środku miasta w temperaturze 40 stopni.