Dodaj do ulubionych

Wypadek w szkole mego syna

23.10.08, 23:21
Proszę o ocenę tej sytuacji bo mam różne wątpliowości jak odnieść się do tego
wydarzenia.
Mój syn został popchnięty przez kolegę z klasy, tak mocno że upadł na podłogę,
uderzył o nią głową z całych sił. Mówił że widział gwiazdy i granatową drogę i
że nie wiedział gdzie jest i co się dzieje wokół. Bardzo płakał, był
roztrzęsiony i blady. Nauczycielka zadzwoniła do mnie, przyjechałam po syna,
pojechaliśmy do szpitala sprawdzić czy nie stało się coś poważnego. Ma
odpoczywać, leżeć i nie oglądać telewizji.
Syn jest dzieckiem nadpobudliwym, nie umiejącym nawiązywać zbyt dobrze
kontaktów społecznych w większej grupie osób. Wiem że nawiązuje kontakt w
sposób "zaczepiający" ale nigdy nie zdarzyło się żeby kogoś uderzył czy
popchnął. Pracujemy nad nim by rozumiał że nawet gdy ponosi go złość nie ma
prawa nikomu wyrządzać krzywdy.
Podobno ten chłopiec popchnął go ponieważ moj syn zabrał mu papierowy samolot
które dzieci robiły w czasie przerwy.
Czy byście drążyły tą sprawę, żądały wyjaśnień i poniesienia konsekwencji
przez to dziecko (nie jestem pewna czy nauczycielka zareagowała w jakikolwiek
sposób do tego chłopca bo zajęła się moim synem). Spodziewam się takich
argumentów ze strony rodziców tego chłopca że to wina mojego syna, że
zaczepiał ich dziecko.
Obserwuj wątek
    • roksanaa22 Re: Wypadek w szkole mego syna 23.10.08, 23:27
      Trudna sprawa...
      Sama piszesz,że syn ma trudności w grupie.Jasne,że tamten chłopiec
      nie powinien bł go popychać ale...ja tez bym sie "stawiała" jak by
      mi ktoś wyrywał z rąk moje dzielowink
      Powinnaś porozmawiać z wychowawcą,żeby "bardziej" pilnowała Twojego
      syna.Może pedagog szkolny coś doradzi lub wizyta w poradni
      psychologiczno-pedagogicznej?
    • muszka31 Re: Wypadek w szkole mego syna 23.10.08, 23:32
      Syn jest w klasie integracyjnej, jednak obecnie pedagog wspierająca jest na
      zwolnieniu. Ona rzeczywiście wiem że pilnuje mojego syna i wspiera go w
      kontaktach z innymi dziećmi. Jednak całej reszcie w tej szkole mam wrażenie że
      nie zależy na tym by nie tylko uczyć ale i wychowywać i wspierać dzieci w
      rozwoju. Do poradni uczęszczamy regularnie na zajęcia.
    • fajka7 Re: Wypadek w szkole mego syna 23.10.08, 23:55
      Warto chyba najpierw dolozyc staran, zeby ustalic co naprawde zaszlo.
      Ewentualny argument tamtych rodzicow, ze wine ponosi Twoj syn, bo
      zaczepial jest sluszny. Tamtemu dziecku mozna jedynie zwrocic uwage,
      zeby nie reagowalo stosujac sile fizyczna najogolniej mowiac, ale
      nie udowadniac wine.
      O ile to tak wygladalo jak Ci sie wydaje.
      Moze pogadaj najpierw z nauczycielka.
    • izzo Re: Wypadek w szkole mego syna 24.10.08, 08:59
      Tak trochę abstrahując od tej konkretnej sytuacji: wychowawczyni w klasie mojego
      syna w klasach I-III zawsze w piątek organizowała na ostatnich 1-2 godzinach
      podsumowanie w klasie, gdzie uczniowie omawiali, co się przydarzyło
      złego/dobrego, wylewali swoje żale i wspólnie próbowali sobie wyjaśnić, dlaczego
      tak ktoś zareagował, co mu się nie podobało, nawet czasem odgrywali scenki, jak
      by można taką sytuację rozwiązać bez używania siły/obelg itp. Nauczyciel
      występował tu tylko jako mediator i do ew. pomocy w rozwiązywaniu konfliktów. To
      naprawdę pomagało, ta klasa potem, już w starszych klasach rzeczywiście
      potrafiła w swoim gronie rozmawiać i rozwiązywać konflikty w swoim gronie. Jeśli
      wychowawca ma dobry kontakt z dziećmi i jest wobec nich uczciwy, warto coś
      takiego robić. To świetnie rozładowuje atmosferę w klasie. Zasada była tylko
      jedna: nie rozmawiamy o nieobecnych.
      • yuka66 Re: Wypadek w szkole mego syna 24.10.08, 09:26
        Jeżeli było tak jak piszesz, to nie zgadzam się z przedmówczyniami,
        że Twój syn jest winny. Zabranie papierowego samolotu nie może być
        przyczyną i usprawiedliwieniem przemocy fizycznej. Taki upadek na
        głowę mógł się skończyć tragicznie, a szkoła winna zapewnić naszym
        dzieciom bezpieczeństwo i uczyć, że konfliktów nie rozwiązujemy przy
        użyciu siły. Ja bym rozmawiała z nauczycielką, dyrektorem i
        rodzicami tamtego chłopca, żeby przede wszystkim uniknąć takich
        sytuacji w przyszłości.
        • andaba Re: Wypadek w szkole mego syna 24.10.08, 12:44
          yuka66 napisała:

          > Jeżeli było tak jak piszesz, to nie zgadzam się z przedmówczyniami,
          > że Twój syn jest winny. Zabranie papierowego samolotu nie może być
          > przyczyną i usprawiedliwieniem przemocy fizycznej.


          Nie może, ale wypadku osmiolatków (nie wiem ile lat ma syn autorki wątku, ale mi to na 1-2 klasę wyglada) trzeba trochę inna miarę przykładać niz do dorosych czy młodzieży, która swoje zachowania powinna lepiej kontrolować. A może trafił na drugiego nadpobudliwego, który w dodatku został zaczepiony?
          Zdarzenie mogło sie skończyć źle, ale jakby nie patrzył, takie zdarzenia w szkole to norma, nie tylko teraz, ale zawsze. Ja bym sobie dała spokój, chyba że będzie się to peowtarzać. Nauczycielka na pewno ma wyrzuty sumienia i tak, ż coś takiego zdarzyło sie w czasie zajęć szkolnych, a niektórych rzeczy uniknąć się nie da.
          Robienie z tego afery z udziałem dyrektora i rodziców uważam za przesadę.
    • azile.oli Re: Wypadek w szkole mego syna 24.10.08, 11:21
      Skoncentruj się na synu.Wyjaśnianie sprawy z tamtym chłopcem
      pozostaw nauczycielce, a już absolutnie nie wdawaj się w dyskusje z
      rodzicami tamtego dziecka.Bo nie napisałaś nigdzie, że prześladuje
      on Twojego syna. była po prostu akcja i reakcja, fakt , że
      nieprawidłowa,ale dzieci czasem po prostu nie kontrolują swojej
      siły.Syn został popchnięty, a nie uderzony.U mego syna w klasie był
      chłopczyk z takimi problemami jak Twój, a na dodatek był najmniejszy
      i najsłabszy w klasie, co nie przeszkadzało mu zaczepiać innych
      dzieci i to w naprawdę denerwujący sposób, słowne perswazje nie
      pomagały. Mój syn niejednokrotnie żalił się na niego , prawie
      płakał,bo miał dość,sam był dzieckiem bardzo spokojnym. Ja uczuliłam
      go jednak, żeby nigdy, pod żadnym pozorem nie używał siły wobec tego
      Tomcia, bo syn gabarytów pokaźnych i siłę miał, a nie chciałam,żeby
      zrobił tamtemu dziecku krzywdę.Ale od innych dzieci Tomcio często
      obrywał, za co owe dzieci ponosiły kary.Żadne skargi na tego
      chłopczyka nie skutkowały,był pod parasolem ochronnym nauczycieli,
      więc dzieci radziły sobie same. Współczuję i Tobie i dziecku, ale
      niestety, jeszcze nie raz możesz mieć podobny kłopot, bo niestety,
      dzieci często w konfliktowej sytuacji reagują emocjonalnie.Jeśli
      mówisz synowi, że nie wolno nikogo bić to tłumacz mu także, aby nie
      zaczepiał innych, bo takie zachowanie jest uciążliwe dla kolegów.
      • yuka66 Re: Wypadek w szkole mego syna 24.10.08, 12:50
        Wiecie, to nie było takie sobie popchnięcie - musiał być popchnięty
        bardzo mocno, skoro upadł i uderzył się z całej siły w głowę. Jak
        można tłumaczyć swojemu dziecku, że nie wolno bić i jednocześnie nie
        reagować, gdy inni robią jemu krzywdę.
        • azile.oli Re: Wypadek w szkole mego syna 24.10.08, 13:56
          Dziecko nie zawsze zdaje sobie sprawę z siły, jaka
          dysponuje.Oczywiście nie bronię chłopca, który popchnął,ale dlatego
          dałam wcześniej przykład swego syna:gdyby on kogoś odepchnął, to
          tamten mógłby wylądować w szpitalu.A mojemu dziecku wydawało się, że
          to nie mocno.Po drugie reakcją matki pokrzywdzonego powinna być
          rozmowa z nauczycielką, do której należało podjęcie odpowiednich
          kroków w celu ukarania tamtego chłopca,wytłumaczenia mu itd.Nie znam
          dokładnie przebiegu zajścia, więc nie mogę wyrokowć.A mogło się
          zdarzyć, że trafił na dziecko również nadpobudliwe.Dzieci nie zawsze
          rozumieją,że muszą przymknąć oko na zaczepki kolegi,bo ma on pewne
          problemy.Dla niego to rówieśnik,który w danej sytuacji wchodzi z nim
          w konflikt. Mój syn miał poczucie krzywdy, bo koledze było więcej
          wolno,a on praktycznie nie mógł się obronić(dodam,że
          wszelkie ''niesiłowe''próby rozwiązywania konfliktów były
          nieskuteczne)a chłopczyk też zabierał innym rzeczy bez pozwolenia,
          kopał plecaki itd.Wiem, że to nie to samo, co bicie,ale dla
          ośmiolatka to bezprawne naruszenie jego terytorium ,czasem
          wielokrotne.Ja tłumaczyłam synowi z czego to wynika,ale dla niego
          ten kolega był po prostu niegrzeczny i w dodatku nietykalny.
    • majenkir Re: 24.10.08, 14:27
      muszka31 napisała:
      > Czy byście drążyły tą sprawę, żądały wyjaśnień i poniesienia
      konsekwencji przez to dziecko

      Nie. W sumie zostal tylko popchniety, a nie dzgniety nozem....
      Poza tym, sprowokowal...
      To oczywiscie moja subiektywna opinia, z ktora mozecie sie nie
      zgodzic wink.
      • arioso1 Re: 24.10.08, 16:57
        Zapomnij.To woje dzieckojest nadpobudliwe i to twoje dziecko jest
        winne i najlepiej trzymaj go w domu po kluczem bo cokolwiek sie nie
        stani i tak bedzie jego wina.
        Tez mam syna z ADHD i on tez ma problemy z adaptcją w grupie tez mu
        sie zdarzalo zaczepiacaby nawiązac kontakt ,tez wyrywal zabawki bo
        myslal ze to smieszne- rodzice innych uczniów na wiesc ze ma ADHD
        nastawili swoje dzieci przeciwko niemu na zaadzie jak tylko i tknie
        to wal smialo -i tak sie dzialo moje dziecko nie moglo do nikogo
        podejsc bo araz była afera a jak lezał w domu z zapaleniem uch
        dostalam telefon ze szkoly ze zlapano go za reke jak rzucał
        kamieniem w szybę!!!
        Takze zastanów sie jak bylo w przypadku twojego syna .
        Nie powinien ani on wyrwa tego samolotu ani nikt nie powinien go był
        uderzyc-był tutaj taki watek terrorysta w klasie -poczytaj -tam jest
        jawna nagonka na nadpobudliwe dzieci i sa one uwazan jako zło
        konieczne a ich matki jako osoby niewydolne spolecznie-i tym
        dzieciom nie wolno sie bronic tylko dlatego ze sa nadpobudliwe i
        maja łatkę niegrzecznego. Natomiast dzieci ladne gzeczne uczesane
        moga bic bezkarnie-bo przeciez w swojej obronie....
        Sugeruję rozmowe z chlopcem i konfontacje przy rodzicach
        • azile.oli Re: 24.10.08, 17:44
          Ale widzisz,nie wiesz,czy w tej klasie rodzice robili nagonkę na
          dzieci z ADHD.Ja podałam przykład,w jaki sposób tłumaczyłam synowi,
          że kolegę trzeba traktować nieco łagodniej.Bo ja to rozumiem. Ale 8-
          latek już nie musi.Mój syn przyjął do wiadomości,ale nadal miał
          poczucie krzywdy.Bo dziecko z ADHD przeszkadzało, zaczepiało,
          wyrywało.Jednym słowem zatruwało życie w szkole, zwłaszcza dzieciom
          spokojnym, które nie rozrabiały, nie przeszkadzały.Wierz mi ,są
          takie. Ja, jako matka uczyłam syna tolerancji,nigdy nie obraził ani
          nie uderzył takiego dziecka,ale sam był wtedy tylko 8-latkiem i
          chciał mieć spokój.Więc nie pisz,że wszyscy rodzice,którzy mają
          jakieś uwagi na temat dzieci z ADHD robią nagonkę.Ja nie robiłam,ale
          wiesz co,czasami było mi mojego dziecka naprawdę żal.Bo tak naprawdę
          pewne dysfunkcje innych dzieci nie są moją sprawą.A dziecko chciało
          mieć spokój w szkole i miało do tego prawo.
          • kalinka711 Re: 24.10.08, 20:15
            Rozumiem Cię doskonale sama miałam bardzo podobną sytuację kiedy moja córka była
            w I klasie.Popchnął ją kolega,uderzyła głową w ścianę,efektem były 3 dni w
            szpitalu i lekki wstrząs mózgu.Moja córka jest dzieckiem nadpobudliwym i wiem że
            na głowie można stanąć od tłumaczenia i nic to nie daje.Dzisiaj jest w szóstej
            klasie i trochę z tego wyrosła więcej rzeczy już rozumie ale swoje już
            przeszłam.Mamy zamknąć te dzieci pod kluczem i wychować na dziwaków?U mnie
            sytuacja była taka że popchnął ją kolega który sam ma problemy z zachowaniem i
            był agresywny.Poruszyłam sprawę w szkole,efektem była wizyta chłopca u
            psychologa.Z tego co wiem to sprawa była dość poważna i chłopiec musi brać
            leki.Faktem jest że po jakimś czasie bardzo się wyciszył.Najpierw kontaktowałam
            się z rodzicami ale wszczęło to tylko kłótnię,wiadomo każdy swojego broni.Myślę
            że powinnaś porozmawiać z wychowawcą a ona z rodzicami tego drugiego chłopca i
            załatwić to w jak najmniejszym gronie.U mnie sprawa wyszła na zebraniu klasowym
            i było to bardzo niekorzystne dla córki.Każdy doprawi sobie swoją ideologię,bo
            sprowokowała,bo też popycha itd.U mnie jeszcze dodatkowo było to,że po całym
            zajściu nikt mnie nie poinformował,że córka żle się czuje,siedziała w szkole
            jeszcze dwie lekcje,blada,dopiero jak zaczęła wymiotywać to zadzwonili po
            mnie.Moja rada więc taka,porozmawiać tylko z wychowawcą i wspólnie ustalcie
            jakieś rozwiązanie.
        • smerfeta7 Re: 24.10.08, 20:21
          arioso1 i tu sie z tobą zgadzam.
          W klasie mojej corki był chłopiec z ADHD, wiecznie przesladowany.
          Rodzice bardzo dbali o tego chłopca, nie pomijając łącznie leczenia.
          Z opowiadań córki, dzieci same go zaczepiały, aby była awantura w
          klasie, to ich bawiło. Na lekcjach potrafili, resztki jedzenia
          wrzucać mu do plecaka, wlewać sok itd.
          Chłopiec nie skarżył pani, ale odrazu się denerwował i awntura
          gotowa. Nastawiali go jako "dobrzy" koledzy, aby bił dziewczynki.
          Wiele by pisac.
          Ale zawsze był winny ten chłopiec.
          Kiedyś mnie to zdenerwowało i powiedziałam pani, jak faktycznie jest
          i co mówiła mi córka.
          Nie mogłam patrzeć, jak rodzice się staraja, nauczyciel robił co
          mogl, a grupa dzieci zrobiła sobie zabawę z niego i zawsze
          twierdzili, że to on jest winien. A tak nie było.
          Ja tłumaczyłam córce na co chłopiec jest chory i jak ma się zachować.
          Ten chłopiec był zawsze bardzo miły dla niej, nigdy jej nie
          skrzywdził, a nawet dbał o nią w klasie.
          Zdrowe dzieci lubią prowokować i się nabijać z chorych dzieci,
          rodzice tak jak piszesz zawsze jest winne dziecko z ADHD.
          Na zebraniu rodziców wymieniłam wszystkie dzieci, które były okrutne
          dla chłopca i problem sie skończyl.
          Rodzice zrozumieli, że prowokatorami są ich dzieci, a nie chłopiec.

          Może i miałam przechlapane wśrod rodziców, ale nie mogłam dalej na
          to patrzeć i milczeć. Mi było bardzo żal tego chłopca, który
          naprawdę się starał być miły dla dzieci i robił wszystko, aby tylko
          jego lubieli.
          Dzieci potrafia być czasami okrutne, szczególnie wtedy jak rodzic
          daje przyzwolenie.

          Ja na miejscu autorki watku, poprosiła bym pania o wyjasnienie całej
          sytuacji jaka powstała miedzy dziećmi.
          Jeżeli pani jest obiektywna to napewno to wyjaśni i winnego ukara.

          • kalinka711 Re: 24.10.08, 22:26
            Podpisuję się obiema rękoma pod tym co napisała poprzedniczka,dokładnie tak
            jest.Może w tej klasie na szczęście byli tacy rodzice którzy zrozumieli że to
            ich dzieci też prowokują,ja takiego szczęścia nie miałam.Dziś takie czasy że
            każdy chucha i dmucha na swoje dziecko nie zważając na to jaka jest prawda.Nie
            dziwmy się potem,że sporo dzieci jest niegrzecznych i czuje się bezkarna skoro
            mamusia jeszcze przyjdzie do szkoły napyskować nauczycielce.
    • muszka31 Re: Wypadek w szkole mego syna 25.10.08, 15:02
      Dziękuje za wszystkie odpowiedzi.
      Sprawa powoli "wyjaśnia się".
      Nauczycielka niestety okłamała mnie. Zadzwoniła 2 dni po całym zdarzeniu i
      powiedziała że wyszła na przerwie do ubikacji, pilnowała klasę inna
      nauczycielka. A mój syn rzekomo rzucił się z pięściami na tamtego chłopca i że
      tamten się bronił. Po czym wysłuchałam się jaki tamten chłopiec jest dojrzały i
      absolutnie nieagresywny.
      Z relacji dzieci z tej klasy wiem że była to lekcja i dzieci pilnowała woźna, że
      mój syn nie zaatakował nikogo, przejął samolot który rzucił jeden chłopiec do
      drugiego.
      Poprzedniego dnia była ta zabawa z samolotami i był prowokowany tekstami typu:
      "B. zabierz mi ten samolot".
      Tak, mój syn jest prowokowany. Ale teraz gdy sytuacja w 3 klasie uległa poprawie
      po przyjściu nowej pedagog wspierającej (jest obecnie na zwolnieniu)do takich
      sytuacji nie dochodzi myślę tak często. Ta druga pani zna się na rzeczy, umie
      pracować z takimi dziećmi jak mój syn.
      Natomiast nauczycielka która jest obecnie w szkole nie sądzę że obiektywnie
      podchodzi do tej sytuacji, przecież okłamała mnie mówiąc o przebiegu tej sytuacji.
      Powiedziała także dzieciom że mój syn jest zły na tamtego, że jak przyjdzie do
      szkoły będzie chciał go bić i ona teraz sobie nie poradzi, będą problemy, itp.
      Pomijam fakt że nie wezwała pielęgniarki.
      Co o tym myślicie?
      Nagonka na syna była w 1 klasie, w 2 też na początku ale najczęściej wtedy gdy
      wychodziła nieudolność nauczycielek w pracy z moim dzieckiem.

      • arioso1 Re: Wypadek w szkole mego syna 25.10.08, 20:15
        U nas niestety sytuacja nie wyjasniła sie- nauczycielka mimo iz na
        zebraniu wymieniała dzieciktóre celowo prowokuja mojego syna oraz
        poiedziała ze moje dziecko jako jedno z niewielu nie przeklina -
        niczego to nie zmieniło- bo inne dzieci przeklinaja gdyz zdaniem
        rodziców nauczyły sie tego od mojego dziecka-a ja wiem ze moje
        dziecko potrafi wojowac to nie przeklina.Pomimo wielu rozmów w
        klasie bylo coraz gorzej, rodzice co innego mowili do mnie na
        korytarzu co innego do pani a jeszcze co innego robili.
        Zaczepiano mnie z uwagami typu-to pani syn taki niedobry>?
        niemozliwe! niech sie pani nie przejmuje , bedzie dobre, do
        nauczycielki skargi, nastawiali dzieci przeciwko mojemu synowi.Tez
        miał w plecaku zbiór resztek klasowych, zeszyty popisane, potargane-
        nie skarzył czasemsie bronił- a kiedy chciał podejśc do kogos był
        odpychany i si bronił popychaniem,Też chodził po klasie i zaczepiał
        dzieci ale nie byly to zaczepki typu szarpania anibicie-tylko
        ruszanie komus piornika itp.Nie ziszczył nic nikomu a sam miał
        lamane kredki linijkę -rodzice na zebraniu przyznali ze tak naprawde
        moj syn nikomu krzywdy nie zrobił ale...
        ale nie dali mu szansy....
        pod koniec wzesnia ja juz nie wytrzymałam i napomknełam
        wycowawczyni ,że chyba zaczne szukac innej szkoly.Na drugi dzień syn
        przyniósł ze szkoly pozegnalną kartkę i maskotkę.Płakał.
        Poprostu go pozegnali,skreslili.Przeciez nie powiedziałam ze go
        zabieram a ze pomysle o przeniesieniu do innej szkoly....
        mOJ syn bardzo przezył ta sytuacje, dwa tygodnie siedział w domu- bo
        szukałam dla niego placówki-innej szkoły.
        Nigdy się nie pham tam gdzie mnie nie chca i mojego dziecka.
        Rozwiazanie nadeszlo nieoczekiwanie.Poszłam do psychiatry po
        zaswiadczenie i zwolnienie do szkoły a on mi zaproponował naukę w
        szpitalu na dziennym oddziale.
        Mojedziecko jest oddelegowane do oddziału szkolnego jest uczniem
        starej szkoly ale na lekcje chodzi gdzie indziej .
        I juz nie jest nieudacznikiem, jakos nie zaczepia, jakos inne mamy
        tam nie skarżą sie-w jego klasie jest tylko 4 uczniów.
        na świetlicy terapeutycznej jest ponad 30 dzieci z bardzo róznymi
        dolegliwosciami- od autyzmu po zespół dauna,sa dzici z bardzo
        widocznymi wadami, z niewykształconymi konczynami-załoze sięze
        koledzymojego syna z poprzedniej klasy mieli by z kogo sie smiac na
        takim oddziale -a jakos mój niedobry,wulgarny chamski syn,który
        dokucza wszystkim-on sie nie smieje- ma tam kolegów, akceptuje i
        jest akceptowany,kiedy go zawozimy tam co rano -jak wchodzi na
        oddział i jak widze te dzieci ,jak oni sie witaa ,jak si lubią jak
        umieją poprostu ze sobą zyc -to żałuje ze moje dziecko trafiło
        tam tak pozno.Aw domu jest tez zupełnie innym dzieckiem.
        Kiedy zaniosłam opinie nauczycielce z oddziału i podsumowanie z
        ocenami wczoraj to jej normalnie szczęka opadła,a najbardziej za
        wyróznienie za pomoc w ubieraniu sie chłopca na wozku,i za pomoc w
        pisaniu literek,nie mogła uwierzyc że moj syn naprawdę umie sie
        zachowac tylko trzeba było trochę wiary w niego i pokazanie mu ze
        jest wazny a tym czasem dostał pozegnalna kartkę.....
        • smerfeta7 Re: Wypadek w szkole mego syna 25.10.08, 21:09
          arioso1 to co zrobiono, twojemu synowi, było przykre i okrutne.
          Nawet nie bedę komentować, brakuje mi słow.

    • kagrami Re: Wypadek w szkole mego syna 30.10.08, 12:55
      Ja uważam że sprawca wypadku, ten chłopiec który go popchnął - nie powinien
      pozostać bezkarny. Agresja w szkole powinna byc jednoznacznie ZAKAZANA. Nie jest
      ważny powód bicia. Zawsze są inne sposoby niż przemoc fizyczna.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka