jakw
14.02.09, 22:17
Zainspirowana wątkiem pt. "6-latek nie umie czytać" (i kilkoma
innymi) zastanawiam się, po co właściwie jest szkoła? Jak wynika z
licznych postów od szkoły nie należy oczekiwać, że nauczy dziecko
czytać. Nie należy też chyba oczekiwać, że nauczyciele wychwycą
ucznia z problemami typu dysleksja. Nie należy też pewnie oczekiwać,
że dziecko nauczy się języka obcego, matematyki i paru jeszcze
innych rzeczy. W związku z tym czy jest wogóle sens wysyłać dziecko
do szkoły? A jeśli szkoła ma dobre/złe wyniki testów to czy to
oznacza, że nauczyciele są dobrzy lub źli? A może po prostu szkoła
jest w tzw. gorszej dzielnicy i rodzice nie radzą sobie z uczeniem
dzieci (albo im na tym nie zależy)? Zaczynam dochodzić do wniosku,
że ta cała nauka w szkole to pewnie jedna wielka ściema...