Dodaj do ulubionych

Po co jest szkoła i co właściwie oceniają testy?

14.02.09, 22:17
Zainspirowana wątkiem pt. "6-latek nie umie czytać" (i kilkoma
innymi) zastanawiam się, po co właściwie jest szkoła? Jak wynika z
licznych postów od szkoły nie należy oczekiwać, że nauczy dziecko
czytać. Nie należy też chyba oczekiwać, że nauczyciele wychwycą
ucznia z problemami typu dysleksja. Nie należy też pewnie oczekiwać,
że dziecko nauczy się języka obcego, matematyki i paru jeszcze
innych rzeczy. W związku z tym czy jest wogóle sens wysyłać dziecko
do szkoły? A jeśli szkoła ma dobre/złe wyniki testów to czy to
oznacza, że nauczyciele są dobrzy lub źli? A może po prostu szkoła
jest w tzw. gorszej dzielnicy i rodzice nie radzą sobie z uczeniem
dzieci (albo im na tym nie zależy)? Zaczynam dochodzić do wniosku,
że ta cała nauka w szkole to pewnie jedna wielka ściema...
Obserwuj wątek
    • bomba001 Re: Po co jest szkoła i co właściwie oceniają tes 14.02.09, 22:52
      szkloly sa rozne, nauczyciele tez. moj syn chodzi do I kl i jestem przyjemnie
      zaskoczona, ze w zasadzie uczy sie w szkole. zadania ma, nie wymagaja mojej
      ingerencji, choc w zasadzie oczywiscie moglabym. ale nieoceniony jest, ogolnie
      rzecz ujmujac, wspoludzial rodzicow w edukacji. nie wiem, dlaczego uwazasz, ze
      nauczyciel nie wychwyci problemow dziecka. w przedszkolnej zerowce dzieci byly
      regularnie wysylane na diagnoze do poradni, podobnie jest w szkole: po pierwszym
      msc pani wysylala.
      czy jezeli szkola ma kiepskie wyniki to oznacza, ze zle uczy? nie do konca.
      znaczy, ze moze otrzymala gorszy "material", z ktorym sobie bardzo dobrze, wbrew
      wynikom poradzila. wynik szkoly to tez srednia, jezeli jest w roczniku 2 dzieci,
      ktore maja np obnizone wymagania, ale pisza testy, ktore, jak rozumiem, sa
      wliczane do sredniej, to ta srednia moze byc znacznie nizsza. podobnie np szkola
      prywatna, ktora przepwowadza selekcje na wstepie. doskonale wyniki moga oznaczac
      nie ze tak doskonale uczy, tylko ze pracowala na bardzo dobrym "materiale".
      fajny wskaznik uczenia, ktory powinien zostac spopularyzowany to wskaznik dodany
      edukacji. przprowadza sie testy na poczatek i na koniec edukacji w danej szkole
      i porownuje indywidualne osiagniecia. ten wskaznik jest na pewno do zasosowania
      w gimnazjum. pzrychodza dzieci po tescie kompetencji (test) i koncza testem
      gimnazalistow. i mozna ocenic, jak zostali "nauczeni". jest to ta wartosc dodana.
      a jak sobie wyobrazasz edukacje swoich dzieci? homeschooling? mozna, ale ja znam
      potwory, bedace produktami takiej metody. nie w polsce, i moze to nie jest
      regula. ale nawet w naszym kraju prekursor edukacji domowej, prof. jakis tam,
      opowiadal o niej z duma, ale jak przyszlo pytanie o jego dzieci, ktore wbrew
      systemowi tak szkolil to sie okazalo, ze skonczyly edukacje gdzies na 6 klasie.
      teraz uczeszcaja na studia jako wolni sluchacze, bo zadnego egzaminu nie moga
      zdac. czy to jest ok? czy to oznacza szczescie dla tych dzieci?
      wikeszosc moich znajomych, a temat edukacji sie pojawia, bo dzieci na jej
      poczatku, ocenia szkoly, ktore wybrali dobrze i bardzo dobrze. ale powtarzam,
      ktorzy, szkoly wybrali. ci, ktorym wszystko jedno bylo przy wyborze, tak sobie
      czesto.
      wiec mozze trzeba swiadomie wybierac? i nie zdawac sie na slepy lut szczescia?
      i moze nie trzeba na wszystko i zawsze narzekac?
    • mama-maxa Re: Po co jest szkoła i co właściwie oceniają tes 14.02.09, 22:53
      a ja uważam, że wszystko ma sens, ale w tej kwestii musi być pełna
      współpraca szkoły i rodziców.
      • azile.oli Re: Po co jest szkoła i co właściwie oceniają tes 15.02.09, 14:18
        Cały problem polega na tym, że różne są szkoły, nauczyciele, dzieci
        i rodzice. Generalnie, dziecko idąc do pierwszej klasy nie musi
        umieć czytać i z reguły się tego tam nauczy, choć może będzie
        musiało trochę gonić bardziej zaawansowanych rówieśników. Są jednak
        dzieci , które mają jakieś problemy i zdecydowanie lepiej, jeśli się
        zacznie pracować z nimi wcześniej. Zazwyczaj już nauczyciel w
        zerówce sygnalizuje rodzicowi, że dziecko sobie z czymś nie radzi. I
        albo rodzic nie zrobi z tym nic, stwierdzając, że dziecko ma czas,
        albo spróbuje z nim pracować i zobaczy, w czym tkwi problem.
        Nauczyciel w szkole wychwyci natychmiast dziecko z trudnościami i z
        pewnością skieruje rodzica do poradni, bo sam nie jest specjalistą
        od diagnozowania. Może coś podejrzewać, ale nie zawsze musi mieć
        racje, niekoniecznie kłopoty z nauką muszą być związane z dysleksją.
        Takie dziecko z trudnościami , wymaga , niestety, także pracy w
        domu. Nauczyciel na lekcji ma prócz niego innych uczniów i nie może
        koncentrować się na tym jednym. Oczywiście, są zajęcia wyrównawcze,
        ale to często zbyt mało, aby wyrównać braki.
        Dlatego, jeśli dziecko 6-letnie wyraźnie sobie nie radzi, warto
        sprawdzić, z czego to wynika.
        Co do roli szkoły : nie jestem może wielką entuzjastką takiego
        systemu, jaki istnieje, ale po prostu edukacja domowa nie zawsze się
        sprawdza i nie na każdym poziomie.
        Co do testów : testom po 6-tej klasie nie przypisywałabym jakiegoś
        znaczenia opiniotwórczego na temat szkoły. Tak naprawdę mogą w niej
        uczyć świetni nauczyciele, ale po prostu dzieci są różne i nie każde
        osiąga określony poziom, czasem nawet z lenistwa (bo do gimnazjum
        rejonowego musi być przyjęte, rodzice też często wychodzi z takiego
        założenia). Poza tym te testy nie są absolutnie miarodajne, ponieważ
        połowa punktów pochodzi z tzw testu wyboru. Na dobrą sprawę, dziecko
        które potrafi wyszukać informacje, zawarte w tekście, ma już 20 pkt.
        Tak naprawdę, to nawet nie jest czytanie ze zrozumieniem, bo wtedy
        dziecko musiałoby pomyśleć, wyszukać wiadomości zakamuflowane.
        Tak naprawdę, to rzeczywiście trudno ocenić szkołę na podstawie
        wyników testów. Trudno też ocenić nauczycieli. Zresztą, nie ma
        szkoły gdzie wszyscy pracownicy byli świetni. Mało tego, znam np
        znakomitą anglistkę z absolutną nieumiejętnością przekazywania
        wiedzy.
        A wracając do nauki języków obcych :właśnie dlatego konieczne jest
        prywatne douczanie, że dzieci prezentują bardzo różny poziom.
        I tu, niestety, nauczyciel nie może nagle przyspieszyć, bo przyjdzie
        moment, że będzie w stanie rozmawiać tylko z jedną osobą. Część
        dzieci jest dwujęzycznych, uczy się języka obcego już od
        przedszkola, część dopiero zaczyna, z czego część się uczy, a część
        nie. W przypadku np matematyki rzadkie są przypadki, kiedy dziecko
        uczy się tego przedmiotu prywatnie, jeśli nie ma problemów, lub
        jednostkowo nie jest wybitnie uzdolnione (choć wtedy zazwyczaj radzi
        sobie samo).
        Szkoła jest generalnie po to, aby przekazać uczniowi wiedzę i go
        ukierunkować. Nie zwalnia go to jednak z pracy indywidualnej,
        szczególnie zaś wtedy, gdy sobie nie radzi. Niestety, dziecko z
        problemami powinno otrzymać wszelką pomoc, ale nauczyciel, to nie
        cudotwórca. Jeśli coś można wyćwiczyć, to dziecko niestety musi też
        pracować w domu i potrzebuje pomocy rodzica. jeśli problemy dziecka
        wynikają z braku zaangażowania, to też , niestety rola rodziców, aby
        potomka zdyscyplinować.
        Wyniki testu świadczą o uczniu - niekoniecznie o szkole i
        nauczycielach. Bardzo zdolny poradzi sobie dzięki swoim zdolnościom,
        słaby czy leniwy nawet w dobrej szkole napisze przeciętnie, bo nikt
        mu wiedzy do głowy nie wsadzi na siłę. Nie lekceważę także tego, że
        wynik testu może być też przypadkowy, bo świetny uczeń ma gorszy
        dzień lub zje go trema , a słaby będzie celnie ''strzelał'' w części
        zamkniętej.
    • smerfeta7 Re: Po co jest szkoła i co właściwie oceniają tes 15.02.09, 15:32
      jakw zapomnialaś jeszcze dodać, że zdolnych uczni równa w dól i to
      wszelkimi sposobami, aby nie robić sobie dodatkowego trudu pracy ze
      zdolnym uczniem. Bo jak sie okazuje, to także trudne dziecko dla
      nauczyciela.
      Dziesiejsze hslo w szkole odnośnie wszystkich dzieci, to trudna
      klasa, ja pracuję 20 lat i wiem lepiej niż rodzic, psycholog czy
      poradnie PPP. I na tym kończy sie rozmowa.
      Może w tym jest problem polskiej szkoły.
      A rzeczywiście dziecko w szkole nie uczy sie niczego, poza stresem,
      lękiem, uczy sie jak mozna być nie slusznie ponizonym, co to jest
      niesprawiedliwośc itd.. Może tego uczy szkola male dzieci.
      Co pozniej punktuje w gimnazjum, że mlodzież "wyrzucić" z siebie
      ogromny stres po 6 letniej edukacji w podstawowce.
      Obecna szkola caly proces nauczania zrzucila na rodzicow, nikomu już
      nie zależy na pracy z uczniem, robią tylko to co muszą, bez względu
      na to czy dziecko rozumie, zrobił swoje i tyle.
      Poziom nauczania dziecka w szkole, to dla mnie podsumowanie pracy
      nauczyciela i jego wkladu w proces nauczania dzieci.
      Rodzic powinien pomóc dziecku, ale nie powinien byc jego
      nauczycielem. Obecnie to rodzic jest nauczycielem, a szkola tylko
      sprawdza, co potrafi uczeń.
      • jakw Re: Po co jest szkoła i co właściwie oceniają tes 15.02.09, 20:28
        No właśnie - z wielu postów wynika, że dzieci tak naprawdę są uczone
        w domu przez rodziców (najczęściej wieczorami, jak rodzic wróci z
        pracy). Co gorsza, wielu rodziców uważa to za normę i się nie
        buntuje. Pomijając przypadki totalnych leserów wydaje mi się jednak,
        że przeciętny uczeń, nie jakiś specjalnie zdolny, ale też nie
        kwalifikujący się do szkoły specjalnej, powinien być w stanie
        opanować materiał tylko z pomocą nauczyciela, bez mieszania w to
        rodziców czy korepetytorów. Co do zdolniejszych uczniów - często są
        z nimi kłopoty, a przyczyną większości jest pewnie to, że taki uczeń
        się po prostu nudzi. Ale co w sumie ma zrobić nauczyciel w 25- czy
        30-osobowej klasie? O nauce języków obcych to nawet szkoda mówić. W
        klasie mojej starszej to chyba wszyscy chodzą na jakieś dodatkowe
        zajęcia z angielskiego. Tak naprawdę jakby angielskiego w szkole nie
        było to chyba dużej straty by nie było. I nie jest to kwestia tylko
        i wyłącznie nauczyciela. Po prostu w 20-osobowej grupie przez 2
        godziny w tygodniu, uczeń ma niewiele okazji do mówienia w języku
        obcym.
        • smerfeta7 Re: Po co jest szkoła i co właściwie oceniają tes 15.02.09, 21:07
          jakw masz rację zdolny uczeń się kompletnie nudzi, robi material w
          pare minut i przesiaduje lekcę nudząc się. Rzeby się nie nudzić robi
          sobie inne zadania, aby sie nie nudzić i nie przeszkadzac, czyli
          wyprzedza materiał. Za to jest także karany i zastraszany czyli musi
          sie nudzić i czekać na wszystkich, a wystarczylo by, aby pani
          pozwolila takiemu uczniowi robić dalej, aby się nie nudzil, skoro i
          tak ma opanowany materiał do końca roku i wyżej. lepiej karać i
          rownac w dół niz pomyslec.
          Co do angielskiego, to wielka pomylka. Piszesz o mowieniu w języku
          angielskim, to chyba zart. lekcje mojej corki w szkole panstwowej
          polegaja na tym, że pan puszcza kompakty, prosi dzieci o zrobienie 1
          ćwiczenia, mówiąc jak zrobicie możecie robic co chcecie. A sam pisze
          sobie i rozmawia przez komorke, zamiast wykorzystać ten czas na
          cwiczenie mowy, prawidlowe wypowaiadanie słowek itd...
          Poziom nauczania kompletnie zerowy.
          od początku roku z angielskiego w szkole zrobili około 6 stron razem
          z ćwiczen i książki, wszystko jest zadawane do domu. W domu rodzic o
          ile zna język musi dziecku wytlumaczyć, nauczyć wymowy,
          przetlumaczyć tekst.
          W książce jest wiele wierszykow i piosenek, jak do tej pory, ani
          jednej się nie uczyli, zadnego wierszyka. poprostu nic, poziom
          zerowy.
          Ciekawe po co ten angielski w szkole mojej córki poziom 1-3, skoro
          to tylko fikcja.
          Nawet w 20 osobowej grupie idzie nauczyć dzieci. W szkole corki,
          mojej znajomej dzieci w 1 klasie wiedza wiecej niż w szkole mojej
          corki w drugiej klasie.
          Bardzo dużo zalezy od nauczyciela, jego umijętności nauki malych
          dzieci, podejścia do nich i wlasnego zaangazowania.
          Jezeli szkoly zatrudniają swiezo "upieczonych" studentow, bez
          jakiegokolwiek przygotowania do pracy z dziecmi to i efekty marne.
          Ale taniej dla szkoly, oplacac studenta niz osobę z kwalifikacjami.
          Tu nie chodzi o to jak naucza, ważne że jest angielski i jest czym
          się pochwalić.
          Czasami jak czytam na witrynach te wielkie mozliwości jakie oferuje
          szkola, to smiac mi się chce.
    • inguszetia_2006 Re: Po co jest szkoła i co właściwie oceniają tes 15.02.09, 18:47
      Witam,
      Szkoła jest po to, by uczyć. Rodzice po to, by wychować i umilać
      życie;-D Rodzice powinni się wreszcie zbuntować, bo po pracy mają
      też prawo odpocząć i powylegiwać się,a nie sprawdzać zeszyty.
      Pzdr.
      Inguszetia
      • nika_j Re: Po co jest szkoła i co właściwie oceniają tes 15.02.09, 21:23
        Cóż, gdybym miała polegać na tym, czego nauczyciel nauczy dziecko w szkole, to
        moje dziecko skończyłoby szkołę na bardzo miernym poziomie. Skoro nawet
        polonista po studiach robi błędy ortograficzne? Nie mówię, że każdy nauczyciel
        to ignorant, jest wielu porządnych fachowców, ale parę lat doświadczeń nauczyło
        mnie czujności. Pan od przyrody wciskający kit dzieciakom, które czasem więcej
        wiedzą od niego (te, które przedmiotem się interesują i dużo czytają) itp.
        kwiatki. Poza tym to, czego szkoła uczy, ten zakres wiedzy, wystarczy może dla
        naprawdę przeciętnego dziecka, które niczym poza tym się nie interesuje, nie
        jest zainteresowane żadną dziedziną nauki, jest bierne. Dzieciak powyżej
        przeciętnej (nie mówię już o bardzo zdolnych dzieciach) do szkoły w zasadzie
        tylko chodzi, w domu odrabia lekcje, które rzadko sprawiają mu trudność, zatem
        nie rozwijają. Szkoła jest w stanie wyuczyć przeciętnego ucznia. Czasem bardzo
        przeciętnego. Wszystkie dzieciaki, które startują do jakichkolwiek konkursów
        szkolnych, międzyszkolnych itp., uczą się same, w domu, pod kierunkiem rodziców.
        Śmieszy mnie takie wyszczególnianie nauczycieli, wymienianych tuż obok nazwisk
        dzieci-laureatów konkursów, tak jakby rzeczywiście ktokolwiek z nich pracował z
        uczniem (wyjątki są potwierdzeniem reguły). Mój syn zawsze uważał szkołę za
        startę czasu i coś w tym jest. Jeśli chodzi o wiedzę, znacznie więcej nauczyłby
        się, czytając w domu podręczniki i inne źródłą. Szkoła to bardziej miejsce
        spotkań dzieci, niż miejsce, gdzie zdobywają wiedzę. Gdyby szkoła czymś się
        wyróżniała, np. prowadzeniem doświadczeń, dyskusji, wyposażeniem pracowni, to
        ok, ale jeśli nauka polega na odpytywaniu z tego, co dziecko przeczytało PO
        lekcjach w domu i z ćwiczeń, które odrobiło PO lekcjach w domu?
        • smerfeta7 Re: Po co jest szkoła i co właściwie oceniają tes 15.02.09, 22:07
          nika_j zgadzam się z toba w calosci.
          Moja corka także chodzi do szkoly, tylko po to aby sie spotkac z
          kolezankamismile i tylko to ja motywuje do pujścia do niej.
          • jotka001 Do smerfeta7 18.02.09, 19:45
            Masz chyba jakieś koszmarne doświadczenia związane ze szkołą (pewnie
            też chodziłeś/aś tam tylko po to, żeby się spotkać z kolegami i
            skutki widać) i chyba przerzucasz je na własne dzieci. Trudno.
            Biedne dzieci. Pewnie już z tego nie wyrośniesz. Ale przynajmniej
            nie uogólniaj, bo są różne szkoły, tak samo jak są różni rodzice i
            różne dzieci. Douczaj więc swoje dzieci w domu, ale najpierw
            popracuj nad swoim wykształceniem. I na pewno nie ucz swoich dzieci
            polskiego - weź fachowca, który nie robi błędów, albo umie korzystać
            ze słownika. Swoją drogą, kto doucza te wszystkie biedne dzieci,
            które w szkole niczego się nie uczą - rodzice (oczywiście genialni w
            każdej dziedzinie)? nauczyciele (przecież oni nie umieją niczego
            nauczyć)? koledzy z innej szkoły (ale skąd oni posiadają swoją
            wiedzę)? studenci (ale oni też przecież jeszcze niedokształceni)?
            PS. W razie czego nie trudź się usprawiedliwianiem błędów modną
            obecnie dysleksją - porządny, pracujący nad sobą dyslektyk,
            zwłaszcza w twoim wieku, potrafi pisać bez błędów albo przynajmniej
            potrafi skorzystać ze słownika.
            PS2. Wytrzyj tę pianę z ust i zmień dzieciom szkoły, jeśli są takie
            fatalne. Naprawdę jest mnóstwo szkół, które uczą, i to dobrze.
            Przypadki takich nauczycieli jak opisywany anglista, należy tępić
            nie bluzganiem na forum, tylko rozmową w szkole. Tam zgłoś to, że
            nauczyciel nie wykonuje swoich obowiązków.
            • smerfeta7 Re: Do jotka001 18.02.09, 21:51
              jotka001 napisała:

              > Masz chyba jakieś koszmarne doświadczenia związane ze szkołą
              (pewnie
              > też chodziłeś/aś tam tylko po to, żeby się spotkać z kolegami i
              > skutki widać) i chyba przerzucasz je na własne dzieci.

              Nie!! mialam więcej szczęścia nie ksztalcąc się w tym kraju. Więc
              edukację przeszlam spokojnie ze wspanialymi nauczycielami, kolegami
              i kolezankami, ktorych milo wspominam.

              >Trudno. Biedne dzieci.

              Biedne dzieci i rodzice, to sa w polskich szkolach.


              >Pewnie już z tego nie wyrośniesz.

              Nie mam z czego wyrastaćsmile

              >Ale >przynajmniej nie uogólniaj, bo są różne szkoły, tak samo jak
              są >różni rodzice i różne dzieci.

              Tu nie chodzi o szkoly a o nauczycieli w niej uczących. Oczywiście
              bez uogolnien. Ale ci ktorzy lubia swoja pracę, giną w tłumie.

              >Douczaj więc swoje dzieci w domu,

              Moja corka uczy sie samodzielnie lub uczą ja wspaniali lektorzy.
              Bo na szkołę nie mogę liczyć.
              Poziom np. języka obcego to kompletne zero. Wszystkie dzieci w
              klasie, nie korzystające z kursow poza szkolą, po 3 latach nauki
              znają kilka slówek, czyli mniej niż 5 latek.
              Jak widzisz efekty nauczania są powalające z nóg.
              Dzieci w drugiej klasie nie wiedzą jak sie pisze duże F.
              Wiele by pisac.
              Stąd moja corka kompletnie się nudzi. Podobają jej sie tylko
              przerwy, bo się wtedy nie nudzi.


              >ale najpierw
              > popracuj nad swoim wykształceniem.

              Całe zycie czlowiek sie uczy i ......
              A o moje wyksztalcenie nie musisz sie martwić, o to zadbali moi
              rodzice. A ja nie narzekam.
              Co do jezyka polskiego, potrzebny mi jest tylko do porozumiewania
              się i to jeszcze przez kilka lat. Nie lubie tego języka i nigdy nie
              polubię.



              >I na pewno nie ucz swoich dzieci polskiego - weź fachowca, który
              nie robi błędów, albo umie korzystać
              > ze słownika.

              Dzieki za radę, masz rację!!!!!!


              >Swoją drogą, kto doucza te wszystkie biedne dzieci,
              > które w szkole niczego się nie uczą

              Rodzice, korepetytorzy, lektorzy itd... Rodzice placą za wszystko,
              aby dzieci mogly osągnąc odpowiedni poziom wiedzy, dający im szansę
              na dalszą naukę.

              > - rodzice (oczywiście genialni

              Tak, rodzice w Polsce sa genialni, skoro musza sami nauczac swoje
              dzieci i placic za korepetycje tego, czego powinien nauczyć
              nauczyciel w szkole.
              nawet podziwiam ich. Bo do konkursow także rodzice przygotowuja
              swoje dzieci, a nauczyciel zbiera tylko zniwo chwaląc się, tym czego
              nie uczył.

              > PS. W razie czego nie trudź się usprawiedliwianiem błędów modną
              > obecnie dysleksją - porządny, pracujący nad sobą dyslektyk,
              > zwłaszcza w twoim wieku, potrafi pisać bez błędów albo
              przynajmniej
              > potrafi skorzystać ze słownika.

              Nie musze się tlumaczyc, a szczegolnie przed toba w interneciesmile

              > PS2. Wytrzyj tę pianę z ust

              Bardzo prosze cię o to.

              >i zmień dzieciom szkoły, jeśli są takie
              > fatalne. Naprawdę jest mnóstwo szkół, które uczą, i to dobrze.

              Przymierzam się do tego od wrzesnia, ale w gre wchodzi tylko
              prywatna szkola.

              > Przypadki takich nauczycieli jak opisywany anglista, należy tępić
              > nie bluzganiem na forum, tylko rozmową w szkole. Tam zgłoś to, że
              > nauczyciel nie wykonuje swoich obowiązków.

              Zgłosiłam i co? nic.
              Wytłumaczono mi, że nauczyciel jest świeżo po studiach i nie ma
              podejścia do dzieci.
              Tyle, że ja znam tego nauczyciela, pracował w dwoch miejscach i
              musiał odejśc, ze względu na kiepskie nauczanie, a nawet zerowe
              dzieci i mlodziezy języka angielskiego.
              Nie tylko ja zglaszalam zglaszali rodzice z innych klas i co i
              wielkie nic.
              Po drugie ja nie bluzgam, a wyrazilam swoja opinię, a to jest duża
              róznica. Chyba, że inaczej rozumiemy slowo bluzganie.
              Obecna polska szkola, to jedna wielka pomylka.












              O moje dziecko nie musisz sie martwic, dobrze sobie radzi.
              Poprawia codziennie na kazdej lekcji błędy ortograficzne
              nauczycielki kiedy pisze na tablicy, co panią bardzo ja denerwuje.
              Wiesz kto doucza dzieci, wspaniali lektorzy poza szkolą.

    • aluc Re: Po co jest szkoła i co właściwie oceniają tes 18.02.09, 20:56
      po to, żeby dostać świadectwo ukończenia szkoły

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka