teripolo
16.11.04, 11:51
Jestem u rodziny w odwiedzinach na wsi. Tuż przy ich posiadłości widzę mały
drewniany domek. Myślę sobie, że to dobre miejsce na domek letniskowy.
Malutki ale przyjemny. Przy bliższym przyjrzeniu się dostrzegam, ze ma on
przybudówkę , co sprawia, że wcale nie jest taki mały i mógłby byc całkiem
wygodny. Nie wiem dlaczego myślę,że mógłby być wygodny dla mojej siostry
także. Dziele się swoimi spostrzeżeniami z wujkiem, który informuje mnie, że
mówił mojej siostrze i szwagrowi, że domek jest do sprzedania. Zaprasza mnie
do domu na posiłek. A tam do jedzenia wąż. Myślę sobie - no cóż. Wąż się
wywija. Jest dość gruby, ale krótki - ok. 1-1,5m)Łuskę ma brązową (kawa z
mlekiem). Rezygnuję z niego i nagle pojawia się piękny wąż o granatowo
niebieskiej łusce. Jest wyjątkowej urody a jednocześnie jakiś bliski. Tak
jakbym go już kiedyś widziała. Mam z niego ukroić sobie plastry do jedzenia.
Początkowo trochę się boję. Wąż wypada mi z rąk, ale nie gryzie. Udaje mi się
w końcu ukroić kilka białych plasterków. Wąż dalej żyje.
Chyba domyśłam się co by o tym powiedział Freud, ale ciekawa jestem co na to
znawcy snów z tego forum.