Część z Was może pamięta jak założyłem wątek o kościele i tarocie a raczej Waszej wierze a tarocie. Pisałem tam o moim spojrzeniu. Jestem wyznania rzymskokatolickiego (niestety do kościoła nie chodzę...albo studiowałem w weekendy,albo zapominałem lub z czystego lenistwa, jednak jak mogłem to chodziłem) co wieczór za to się modlę. Ja po mimo mojego wyznania zajmowałem się tarotem. Może to wydawać "grzeszeniem" z premedytacją, lecz w sprawie tarota jestem na to uczulony. Sam nie wiem dlaczego. To jest ten mój problem, który powraca i nie pozwala mi zajmować się tarotem swobodnie. Doszedłem też do innego wniosku. Tarot - który wg Kościoła jest zły-można czynić dobro lub pomagać. Paradoks, złem czynimy dobro...
To jest oczywiście moje spojrzenie, moje zdanie. Kwestia religii i Kościoła, zdań na jego temat i opinii jest tak wiele ile pewnie mam włosów na głowie

Chciałem się podzielić z Wami moim "problemem". Wielkim nie jest, małym też. Potrafi jednak skutecznie paraliżować.
Inna sprawa jest taka (ciekawi mnie i nie chcę tutaj nikogo piętnować), przynajmniej ja mam takie odczucie, że tarociści to Ci, którzy od Kościoła są daleko. To znaczy, że mają swoje wyznanie w jakim zostali wychowani, ale go w jakiś sposób nie uznają bądź nie praktykują. Ja sam pewnie jestem przykładem, że mogę być wierzący i tarotujący
Powracając do głównego wątku to nadal szukam lekarstwa na mój problem...liczę, że je znajdę.
--
Czasem najłatwiejsze rzeczy, najtrudniej jest pojąć...