Wczoraj wyswietlono na Channel4 ostatni odcinek "Gordon's Great Escape". Musze przyznac, ze po tej serii jeszcze bardziej mnie sciska w dolku na mysl o pojechaniu do Indii. Ale nie o tym mialo byc, a o Gordonie.
Cenie go jako szefa kuchni, choc czasem mnie mierzi, ze musi cos brytyjskiego wszedzie wcisnac. Mam jego ksiazke kucharska, korzystalam z przepisow z powodzeniem. Nigdy nie palalam do niego wielkim uczuciem, bo denerwowalo mnie, jak traktuje ludzi, ktorzy z nim pracuja. Nawet jesli w kuchni dyscyplina musi byc i przeklenstwa padaja z ust czesto, to nie powinny byc personalne - ja tak uwazam. Denerwuje mnie jego egocentryzm, chec bycia showmanem i to uczucie poglebilo sie we mnie po obejrzeniu tej serii.
Niby mowil, ze sie cieszy, ze nauczyl sie gotowac od mieszkancow Indii - od slumsow, po posh hotele. Mowil, jakie to ekscytujace znowu czerpac wiedze po tylu latach. Ale z drugiej strony zachowywal sie jak totalny balwan. Zaproszony do miejca kultu wyznawcow Hindu smial sie z nich, ze sa czubkami, bo nie jedza miesa. Gdy ich przywodca duchowy zaprowadzil go do specjalnego podziemnego basenu, gdzie sie medytuje, to ten duren wskoczyl tam i zaczal plywac, halasowac i rozpraszac wiernych. To wszystko jeszcze bardziej poglebilo moj niesmak do tego faceta.
Choc przyznaje bylo kilka momentow, kiedy sie usmialam, bo to nie jest glupi facet i jego komentarze bywaja zabawne, jak ten, ze zgodzil sie pojsc do wege klasztoru na dwa dni, bo bal sie, ze jego rozmowczyni, ktora mu to zorganizowala bedzie go chlostac zielona fasolka.
Ktos ogladal? Ma inne spostrzezenia?
Czuje, ze Krysia ogladala.