Toskania – a właściwie południowa Toskania z Grosseto. A właściwie centrum południowej Toskanii z Cinigiano, czyli dzikie i puste wzgórza Maremmy. To był cel.
Mieliśmy obejrzec cała, ale krętość dróg makaronowo-wstążkowych przerosła nas, więc sprawnie po kilku dniach zweryfikowaliśmy plany wiedząc, że musimy tu przyjechać jeszcze minimum 3 razy. Tzn nie tu, ale do Toskanii – dzieląc ja na 3 lub 4 części: południe etruskie, Maremma właśnie od dołu do Sieny i Arezzo na wschodzie z morzem na wschodzie, centralną część z Chianti oczywiście specjalnie, północną część – wszystko powyżej Lukki, no i specjalne sekcje – jak Florencja.
Zrobiliśmy Południe.
ZAPISKI NA KOLANIE
Sobota - dojechalismy po g. 14 do siebie, czyli do Cinigiano. Szukanie po miasteczku właścicieli. Kawa u Angeli, rozpakowanie. Wino od gospodarzy i oliwa – degustacja pierwsza z serri niezliczonych smaków… Wino Poula przednie, zapowiada się nieźle.
Niedziela - Odpoczynek, miasteczko, restauracja u Fabia, ryba slynna... tak się daliśmy nabrac, jak dzieci
Poniedzialek - Montalcino i San Angelo... namiary na knajpki mamy ale w domu grill jednak pyszny - verdura i kielbaski. Kotek. Przylazł jak do swoich, nie zjedliśmy. Nakupowaliśmy troszke wina w Montalcino, uroczym oczywiście. SA – jak z bajki za to – miniaturka prawdziwa.
Wtorek – targ nasz pierwszy lokalny miejscowy. Zakupy spiżarniane, fajnie.
Dluuuuga wyprawa do Pitigliano - super masteczko! Ale zamkniete i umarle z glodu

Bar nas ratuje na chwile, zbyt dlugi powrot do domku. Musimy nauczyc sie planowac podroze pamietajac o drogach w stylu pinci/pici. Dowieźliśmy za to oprócz butelkowych win jednego potwora z Pitigliano, który potem będzie się Mścic pod nazwa 5za7, czyli 5 litrów czerwonego za 7 euro…. Brrrr. Stoi i straszy.
Wieczorem - osteryjka w naszym miasteczku, potwornie duze porcjei i taglaina - jako makaron zamowiona a okazala sie ... wielkim miesem.
Środa - Punto Ala, dluga droga nad morze, Marcinek przeciaga nozke moja o 3 km i jestem out na resztę dnia, jemy pizze różne różniaste w porcie, w marinie, robimy fotki... po auto i na plazy przeohydnej siedzimy i sie kapiemy. Morska kapiel dobra dla zdrowia.
Port straszny - same motormrowy prawie ale pusto po sezonie i spokojnie, ladnie. Po drodze plaze super, ale ... ta nasza – brr. Wrocimy w okolice z pewnością.
W powrotnej drodze - Castiliagna depiszcina czy jakos tak (Della Pescaia) - ja na murku z moja nogą poznaje zycie okolicznych motorowodniakow, a reszta poznaje przeurocze, ale wysoko połozone stare miasto.
Dluuugi powrot do domu (znów!) i wlasne super makaroni z resztek - pasta con pomodore, con vino rosso con porcini con aglio con cipolla con taglatele con mista resta... i potwór z Pitigliano…. Brr.