bucefal_macedonski
09.10.12, 14:42
No dobra, tak w zupełności stronić od wirtualnych pogaduch nie potrafię, zatem w ramach interesującego przerywnika od arcyniepoważnej ogólnonarodowej debaty nad prześladowaniem wyznawców ateizmu w Ojczyźnie podrzucę Wam ułamek konceptu, w którym sobie w wolnych chwilkach dłubię.
(Swoją drogą to zadziwiające, jak się to wszystko do dołu głową poprzewracało, panie dzieju: pamiętam jeszcze katechetyczne salki ze stołami pinpągowymi robiące za siedliska kontrkulturowego oporu, a tera jak chcesz być kolo niepokorny i panna wyemancypowana to zaznacz ptaszkiem "nie wierzę", zaraz obok "nie kradnę". A co jeśli nie uwierzę, że nie kradniesz?)
Bawię się obecnie obmyślaniem kulinarnych formuł, na początek wypiekowych, które po zebraniu i pogrupowaniu w odpowiednie kategorie opublikuję w postaci darmowej (!) podręcznej ściągawki, w sam raz dla tych pasjonatów pichcenia, którzy wolą w kuchni działać z marszu, zamiast trzy dni ślęczeć nad pięcioma książeczkami z przepisami i utytłanym ciastem paluchem wodzić linijka po linijce tekstu. Zatem poniżej wzór na ciacho na proszku, na bazie którego wykonać można najprzeróżniejsze przeróżności.
Na początek przypomnę zaproponowany kiedyś przeze mnie rozbiór - choć daleki jestem od uzurpowania sobie tytułu twórcy tego rozgraniczenia - wypieku na cztery podstwawowe grupy składników:
- mączywo, czyli przemiał, najczęściej pszenny, wraz z ewentualnym dodatkiem środka spulchniającego;
- spoiwo, czyli bogaty w wodę składnik, który po połączeniu z mączywem doprowadza do wytworzenia się glutenowej masy, czyli substancji ciasta;
- tłuszczywo, wysokotłuszczowy dodatek wzbogacający ciasto poprzez opóźnianie procesów czerstwienia gotowego wypieku, a także przerywanie struktury glutenowych wiązań, co sprzyja kruchości miąższu;
- słodziwo, nośnik głównego smaku w słodkich wypiekach, w wielu wypadkach jedyny powód, dla którego zdołowana gospodyni domowa zakasuje rękawy i rozgrzeje piekarnik, przekonana, że nic poza niezdrową dawką węglowodanów nie jest w stanie przywrócić jej światu.
To teraz prosta formuła wyrażająca platynowe proporcje tych czterech składników:
1 część mączywa na 1 część spoiwa na 1 część tluszczywa na 1 część słodziwa
Złota formuła dla spuchniaczy chemicznych brzmi natomiast tak:
Na każdą szklankę mąki (ok. 110-120g) przypadać winna 1/4 łyżeczki sody oczyszczonej, lub 1 łyżeczka proszku do pieczenia, lub mieszanka 1/4 łyżeczki sody oczyszczonej i 1/2 łyżeczki kamienia winowego
Zatem:
Po podstawieniu rzeczywistych składników, uwzględnieniu dodatku spucniaczy i wyliczeniu ilości akuratnych na blaszkę rynienkową o rozmiarach ok. 13 na 24 cm otrzymujemy:
- 2 szklanki (240g) mąki,
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia, lub 1/2 łyżeczki sody i 1 łyżeczkę kamienia winowego;
- 1 szklankę (220g) cukru;
- niecałą kontynentalną kostkę masła lub szklankę oleju;
- 4 duże jaja.
I voila! Jeśli się teraz masło ubije na puszysto z cukrem, wkręci w to jaja, po jednym naraz dla zachowania gładkości, a na koniec doda przesianą mąkę ze spulchniaczem to wyjdzie puszysty funciakowiec (a raczej półfunciakowec). Jeśli dodatkowo gorącego jeszcze półfunciakowca podlać gorącym syropem z 80g cukru i soku z 2-3 cytryn, to będzie lemon drizzle cake jak ta lala. A jeżeli masło z cukrem wpierw się rozpuści, doda do tego 4 do 5 łyżek ciemnego kakao a zamiast proszku do pieczenia da się sodę oczyszczoną kontrując ją kwasem z dwóch łyżek dżemu z leśnych owoców, to murzynkowi nie odmówią nawet dzieci uczulone na czekoladę. Zastąpienie części jaj i tłuszczu odpowiednią ilością kremowej śmietanki, połączonej z cukrem obróconym w karmel zaskutkuje toffiakiem, że palce lizać. Possibilities are endless.