uda mi sie wygrzebac, z zawalonych polek Blockbustera lub miejskiej biblioteki, FILM. znaczy zaprzeszlosc jakas, ktora mi umknela w czasie, a jest ciagle warta obejrzenia.
i tak lezal sobie na polce wczoraj The Town (2010). bardzo Affleckowy, bo go wydyrektorowal i zagral glowna role. i w klimacie i we wszystkim. no lubie Bena. ma przewaznie ostatnie slowo, przy robieniu przeciwnika w tzw ciula, ze stoickim spokojem i przyjemnym usmiechem na twarzy. no ale on wie, ze ta prawdziwa prawda jest po jego stronie.a tym ciulem, tym razem jest nasz Mad Men, czyli Jon Hamm, czyli detective. wiecej nie powiem. ogladac.
druga moja zdobycza jest 360 (2011). moja ulubiona formula, od bodajze Crash'u, interweaving oodrebne zycia bohaterow w jedna materie i konkluzje na koncu. film z europejskimi klimatami, nowa unijna rzeczywistosc, z Wiedniem, Paryzem, Londynem i Bratyslawa. jest Jude Law, Rachel Weisz i w amerykanskim tropie, swietny Anthony Hopkins. on to wlasnie wypowiada moja ulubiona kwestie tego filmu: "fuck it"

) jako najlepsza modlitwe. ogladac.