e_w_a_g_5
22.08.07, 10:07
ledwie zamknęłam oczy, przyszła baba-jaga
włosy miała siwe i była całkiem naga
miotłę wielką trzymała w swej sękatej ręce
zamiast sukni, odziana w poszarpane fredzle
Patrzyłam sie na nia, spocona ze strachu
bo dobrze się znałam, na jej niecnym fachu
przyleciała mnie straszyć, dobre sny odpedzac
wredna, zła, podstepna, brzydka stara jedza
Ale ona o dziwo, łapsko wyciagnęła
i serdecznie, bezzebnie do mnie usmiechnęła
pokazała na miotłę, co w ręce trzymala
do wspólnego lotu, miło zapraszała
ufać jedzy? że dobra, że z wysoka nie strąci?
tysiąc obaw, sto wahań, kłębi sie i mąci
Skoro inni nabrali, a mówili szczerze
to może tej jedzy, spróbuję, uwierzę
Jak się bliżej przyjrzec, nie taka paskudna
decyzja niełatwa, decyzja zbyt trudna
Niby wiem, że to mara, że na prawde jest snem
że odleci o brzasku, beze mnie wraz z dniem
Jeszcze pora wybierac z okazji skorzystać
siąść na miotłę,bez żalu zostawic swa przystan
I nie wrócić, już nigdy tańcząc na sabacie
bez żalu, bez bólu, nie myśleć o stracie
Lecz cholera, zbyt długo sie widać wahałam
Odleciała, zostałam, nie wiedząc co chciałam
Czy teraz żałuję,nie łapiąc okazji?
budząc i trwając w trzeźwej życia jaźni
I na to pytanie, nie znam odpowiedzi
wypada, tylko czekac, aż znowu przyleci
Jej obraz, pozostał ukryty głęboko
lecz kiedyś polece, polece wysoko...!