kryzolia
21.09.07, 20:25
Czarny kot przebiegł mi drogę, a dokładnie wepchał się przede mną
na chodniku choc wyraźnie było widać , że się okrutnie spieszę.
Sądziłam , że będzie bardziej uprzejmy,potraktował mnie z
wyższością - to chyba była ona.
Chwilę potem, już na przystanku, zauważyłam człowieka, starszego, na
oko ok. 80 letniego, leżącego koło ławki na ziemi. Jeden but spadł
mu z nogi i tak leżał. Nikogo to zupełnie nie obchodziło. Spytałam
się czy nie wolałby usiąść na ławce, i coś tam usłyszałam , nie
mogłam zrozumieć co mówi, w końcu jak mi sie wydaje było to słowo:
pogotowie.
Nie miałam wątpliwości co mam robić i wezwałam pogotowie.
W międzyczasie gościu juz wyraźniej upominał się co chwilkę właśnie
o pogotowie.
Mój autobus odjechał. Podeszła do mnie jakaś krzykliwa baba
wyśmiewając się z mojej naiwnosci i mówiąc , że ten facet jest
pijany, w koszu jest pusta butelka, że jest z domu opieki.
Dostałam furii, babę przegoniłam.
Dyskretnie zerknęłam do kosza, rzeczywiscie była jakaś flaszka.
Pogotowie zabrało gościa, najwyraźniejngo go znali nazywając po
nazwisku.