Dodaj do ulubionych

Opowiadanie wedrowca

05.10.07, 23:26
Wedrowiec mial juz dosc wszystkiego od niemal wieku, a mimo to podrozowal niestrudzenie,jakby chcial wypelnic swe niespelnienie na papierze, taka pieczec; 'nie udalo sie choc probowalem'.
Co do uczyc, one slably,a te stare wietrzaly w pamieci,ale dziwnym trafem rosla ich sila przy wspominaniu, doszedl wiec do wniosku, ze te mlodziencze przezycia z braku porownan wdrapaly sie na szczyt emocjonalny nazbyt latwo i tam pozostaly wypierajac pozniejsze, nawet i dojrzalsze obiektywnie emocjonalne sytuacje.
Mialo to takie plusy, ze wszystko co spotykal na bierzaco stawalo w jego oczach jasno,prosto i bez zamglen wywolywanych podnieceniem. Kobieta miala rece i nogi jak na rysunku dziecka przedszkolnego...i jedyna rzecza pelna szczegolow byl jego znajomy,rownie zestarzaly zyciem,ale znacznie bardziej pozytywnie nastawiony do tego co natura rozkazala...Zadawal on pytanie co mozna zrobic naszej istocie umyslowej, czy sa jakies granice bombardowania nas emocjami, na zasadzie ; wlasnie osiagnalem granice smutku i radosci, czy mozna takowe soiagnac ? Jesli mozna, jako ze nie ma rzeczy nieskonczonych wobec czlowieka, to pytanie jest kiedy w naszym zyciu smialismy sie najradosniej i czy to byl szczyt naszych mozliwosci,a jesli nie byl to dlaczego go nie osiagnelismy...Co by sie stalo gdybysmy przezyli wszystko co tylko jest mozliwe w sekunde, to co potem moglo by nas czekac ? Czy z Bogiem Biblijnym mozna rozmawiac Waszym zdaniem, a jesli tak, to czy Bog ma poczucie chumoru ? Pytanie kolejne,dlaczego ludzie maja poczucie chumoru ? Gdyby nie istnial wszechswiat, to co by istnialo ?
Wedrowiec przechodzil juz przez te mysli tysiace razy,ale po raz pierwszy na jego drodze zobaczyl drzewo ktore nie mialo korzeni, nie mialo tez pnia,ani galezi, w zasadzie to nie roslo i bylo pod postacia wielu ludzi, woda to woda pomyslal, i juz mial im przekazac znak znudzenia kiedy drzwi sie otwarly i wjechal do pomieszczenia zwanego balkonem. Widok byl bardzo okazyjny, zobaczyl wowczas po raz pierwszy siebie samego z poczatku swego istnienia,jak znikal na horyzoncie,tak sie czas zagial w tym miejscu, najsciekawsze ze mogl do siebie mowic, do swej postaci z poczatku narodzin,bycia na swiecie, ta postac widziala go ale wialo z niej pystka mimo gotowosci zrozumienia wielkiej, doszedl do wniosku, ze drzewo lepiej go zrozumie,choc nie mialo korzeni,pnia i lodyg,ale bylo rownie stare....


ps. mialem nie kasowac swych wpisow, to je publikuje :"))
Obserwuj wątek
    • kryskaedka Re: Opowiadanie wedrowca 05.10.07, 23:38
      jeszczcze!!! prosim ciem panockusmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka