liberum_veto
09.12.07, 22:31
na życzenie Szturmana, wystąpienie JK w Sejmie (9.07.2003 r.)
ks.sejm.gov.pl:8009/kad4/052/40522009.htm
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Ja wielokrotnie przemawiałem w tej
Izbie, ale jeszcze chyba nigdy nie przemawiałem tak zbulwersowany
jak dzisiaj. I nie zbulwersowało mnie przemówienie pana posła
Małachowskiego, no bo, powiedzmy sobie, tego się można było
spodziewać, ale nie ukrywam, że zbulwersowało mnie przemówienie pana
posła Komorowskiego.
W tej Izbie od wielu już lat powstała tradycja podejmowania,
mimo bardzo głębokich podziałów, różnic, jakie nas dzielą,
jednomyślnie, bywa że przez aklamację, różnych uchwał, przede
wszystkim dotyczących historii, a czasem nawet dotyczących spraw
aktualnych.
Po raz pierwszy mamy uczcić pamięć zbrodni. Pamięć zbrodni
wyjątkowej. Pamięć zbrodni popełnionej ze szczególnym okrucieństwem
na około 100 tys. Polaków. Zbrodni, która nawet jak na wydarzenia II
wojny światowej była wyjątkowo wręcz okrutna.
I jest rzeczą zaskakującą, dziwną i, trzeba powiedzieć, smutną,
bardzo smutną, że w tej sprawie zgody nie ma, że ta uchwała nie
będzie podjęta przez aklamację, że mój klub, ale sądzę także, że i
inne kluby i koła, nie będą w stanie poprzeć projektu prezydialnego.
Trzeba wobec tego postawić pytanie: dlaczego tak jest? O co chodzi?
Może zacznę od tego, o co z całą pewnością nie chodzi. Otóż nie
chodzi o sens pojednania polsko-ukraińskiego. Pojednanie polsko-
ukraińskie, współpraca polsko-ukraińska, strategiczny wymiar tej
współpracy, jest czymś, co popieramy, co uważamy za niezwykle ważne
wyzwanie dla współczesnej Polski. Załatwienie tej sprawy to jedna z
wielkich kwestii, jedno z wielkich zagadnień, ale jeszcze raz użyję
tego samego słowa - także wielkich wyzwań dla naszego pokolenia,
tego pokolenia, które dzisiaj o Polsce decyduje. I powinniśmy temu
wyzwaniu sprostać. Ale z tego przekonania nie wysnuwamy przekonania
innego, tego, które było tutaj już trzykrotnie, w trakcie tej
krótkiej na razie dyskusji, prezentowane na tej sali. Przekonania,
że dla wykonania tego wielkiego zadania, dla budowy trwałych podstaw
stosunków polsko-ukraińskich, trzeba zrezygnować z dwóch
podstawowych wartości. Trzeba zrezygnować z tego wszystkiego, co
jest tych wartości, ich wcielania w życie, konsekwencją. Mianowicie
że trzeba zrezygnować z prawdy i przyzwoitości. (Oklaski)
Przyzwoitości ludzkiej i, można powiedzieć, także przyzwoitości, bo
i taka istnieje, narodowej. Otóż nie można.
To, co się stało przed 60 laty na Wołyniu, a później w innych
częściach Galicji Wschodniej, to było ludobójstwo. To było
ludobójstwo w najczystszym tego słowa znaczeniu. To było ludobójstwo
na wielką skalę. I każdy, kto nie chce tego powiedzieć, każdy, kto
tego po prostu nie mówi, kapituluje przed zbrodnią, zapewnia triumf
zbrodniarzom, wykazuje słabość, która zawsze w takich sytuacjach,
dziś, jutro albo pojutrze, jest wykorzystywana. I to, o czym w tej
chwili mówię, nie jest żadną abstrakcją, nie jest rozważaniem o
ewentualnościach przyszłości. To są rozważania odnoszące się w
sposób zupełnie bezpośredni do tego, co dziś dzieje się na Ukrainie.
Ja nie chcę w imię polsko-ukraińskiego pojednania tego wątku tutaj
rozszerzać, ale wszyscy, którzy się stosunkami na Ukrainie czy
Ukrainą interesują z tych czy innych względów, doskonale wiedzą, o
czym tutaj mówię.
Każdy, kto się cofa, kto wykazuje nieśmiałość choćby poprzez
używanie nieadekwatnego języka, nie tylko kapituluje przed zbrodnią,
nie tylko dokonuje wielkiego moralnego nadużycia, nie tylko
zachowuje się tak, jak przyzwoity człowiek i przyzwoity Polak
zachowywać się w żadnym wypadku nie powinien. Godzi także w polskie
interesy polityczne.
Naród, Wysoka Izbo, to jest ciąg pokoleń. Jeżeli w jakikolwiek
sposób relatywizujemy, zmniejszamy wagę, nie określamy w sposób
adekwatny właśnie, czyli jako ludobójstwo, masowego zabijania
Polaków, to stwarzamy podstawę do powtórzenia się tego rodzaju
wydarzeń. I tylko ludzie bardzo naiwni, nieznający historii i
nieznający, jeszcze raz powtarzam, dzisiejszych stosunków w naszej
części Europy, mogą temu przeczyć. To jest kwestia podstawowa. To
jest kwestia, o której zawsze musimy pamiętać. Musimy o niej
pamiętać w naszej realnej polityce, ale także wtedy, kiedy opisujemy
historię. Już wielokrotnie mówiono, że ten dzisiejszy akt -
właściwie jutrzejszy, bo jutro go mamy uchwalać - to jest także akt
polityczny. Tak, powinien on służyć polsko-ukraińskiemu pojednaniu,
ale nie kosztem naszych wartości, nie kosztem podstawowych interesów
naszego narodu.
Musimy pamiętać, że cała rzecz ma także jeszcze inny kontekst,
kontekst sposobu uprawiania polityki przez Polskę, w szczególności
wobec sąsiadów. Mam na myśli akceptowanie stosunków
niesymetrycznych, na przykład jeśli chodzi o mniejszości narodowe,
różnego rodzaju wręcz farsowe zabiegi typu weryfikacji tradycji
literackiej, jak to było w stosunkach polsko-ukraińskich. Narzędziem
tej weryfikacji były słynne i w każdym jako tako wykształconym, jako
tako osadzonym w polskiej tradycji człowieku wywołujące młodości
dzieła filmowe. Tą metodą niczego się nie uzyska, a raczej prowokuje
się partnerów do lekceważenia. W ten sposób doprowadza się tylko do
różnego rodzaju podwójnych i potrójnych gier, o których zresztą już
była mowa, bo wspominał o nich - oczywiście nie używając tego
określenia - pan poseł Komorowski.
Polska powinna wykazywać w stosunkach ze swoimi sąsiadami,
szczególnie tymi, którzy mieli państwo w swojej historii krótko,
bardzo wiele dobrej woli i cierpliwości. To prawda, ale dobre
stosunki z Polską muszą mieć swoją cenę. Kto chce uznać, że takiej
ceny nie ma, że wszystko jest za darmo, że można godzić w polskie
interesy narodowe i polską godność, ten ani polskim interesom, ani
na dłuższą metę interesom ukraińskim nie służy. (Oklaski) Jestem
głęboko przekonany, że ci Ukraińcy, którzy rzeczywiście chcą polsko-
ukraińskiego - czy z ich punktu widzenia ukraińsko-polskiego; tych
rzeczy tłumaczyć nie trzeba - pojednania, dobrze wiedzą, że prawda
musi być podstawą owego pojednania, tak oczekiwanego i potrzebnego.
Ale to, co dziś się dzieje w Sejmie, wpisuje się także w inne
konteksty, o których też warto wspomnieć. Otóż w Polsce od 10-12
lat, a w świecie od dziesięcioleci mamy do czynienia z potężnym i
wciąż potężniejącym nurtem historiografii i publicystyki - co
oczywiście przekłada się także na świadomość społeczną - który ma tę
cechę, iż odmawia naszemu narodowi roli ofiary, w szczególności w
czasie II wojny światowej. Radykalna odmiana tego nurtu - radykalna,
co wcale nie oznacza, że rzadko spotykana - ustawia nas wręcz w
pozycji nie tyle opresanta i kata, co może jeszcze gorszej, bo
pomocnika opresantów i katów. Jak sądzę, wszyscy wiemy, o co chodzi.
Towarzyszy temu inny nurt, bardzo potężny, istniejący przede
wszystkim poza naszymi granicami, choć dzisiaj można go spotkać
także w Polsce, i to w potężnych publikatorach. Jest to nurt, który
dokonuje dyferencjacji masowych zbrodni. Okazuje się, że ludobójstwo
czy też w wielu wypadkach, jak twierdzą przedstawiciele tego nurtu,
masowe zabijanie, które ludobójstwem nie jest, ma różną wagę: co
innego zgładzenie kilku milionów Ukraińców w latach 30., a co innego
Oświęcim. Otóż ten pogląd, choć oczywiście nigdy nie jest
formułowany wprost przez swoich przedstawicieli - i tych
przekonanych, i tych przymuszonych, bo tutaj siła przymusu, swego
rodzaju terror intelektualny jest bardzo potężny - jest w istocie
tezą rasistowską.
Wysoka Izbo, śmierć jest zawsze indywidualna. Nie ma śmierci
zbiorowej, umiera jednostka. Jeżeli ktoś twierdzi, że masowe mordy w
stosunku do różnych narodów mają różną wagę, to znaczy, że zabicie
przedstawiciela