mat120
20.12.08, 18:45
Znany skandalista, poseł PO, syn ukraińskiego upowca M. Sycz, używając
prawdopodobnie wsparcia G. Schechtyny, zastraszył wojewodę
mazursko-warmińskiego. Wojewoda zmuszony został do cofnięcia swego patronatu
nad obchodami 65 rocznicy Rzezi Wołyńskiej.
www.niezalezna.pl/article/show/id/12164
W wyniku nacisków posła Platformy Obywatelskiej Mirona Sycza - przedstawiciela
mniejszości ukraińskiej - wojewoda warmińsko-mazurski Marian Podziewski (PSL)
musiał wycofać swój patronat nad uroczystościami związanymi z 65. rocznicą
rzezi na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.
Zakazano także pracownikom Urzędu Wojewódzkiego wzięcia udziału (nawet
prywatnie) w konferencji organizowanej przez Towarzystwo Miłośników Wołynia i
Polesia, odbywającej się w sali Urzędu. Prawdopodobnie poseł PO Miron Sycz w
rozmowach z wojewodą Podziewskim użył wsparcia wicepremiera i ministra spraw
wewnętrznych i administracji Grzegorza Schetyny.
Na konferencję, która odbyła się w sobotę, 29 listopada, nie przybył ani jeden
z zaproszonych lokalnych parlamentarzystów, polityków, radnych. Kościół
rzymskokatolicki reprezentował ks. infułat Julian Żołnierkiewicz.
Licznie przybyli za to na konferencję świadkowie tamtych tragicznych wydarzeń
sprzed 65 lat, byli mieszkańcy wschodnich Kresów II Rzeczypospolitej, ich
rodziny, studenci Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, harcerze z ZHP i ZHR.
W kuluarach imprezy dało się słyszeć wyrazy zażenowania postawą olsztyńskich
polityków: – Może jak my umrzemy, to problem sam się rozwiąże? – pytała
siwowłosa staruszka, której najbliżsi – matka i dwaj starsi bracia zginęli z
rąk ukraińskich nacjonalistów w pamiętną noc św. Piotra i Pawła, w czerwcu
1943 roku.
Sobotnie sympozjum – mówi Jan Rutkowski, prezes olsztyńskiego oddziału
Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia – miało być zwieńczeniem całorocznych
obchodów 65 rocznicy rzezi na Wołyniu. Dobrze, że jest człowiek, który
otwarcie mówi o tym, co nas boli. To jest ksiądz Isakowicz-Zaleski. On mówi
to, co my myślimy. Jesteśmy mu za to bardzo wdzięczni. To bardzo przykre, że
zawiedli politycy.
Sycz z Ukraińcami wkracza do akcji
W czerwcu br. ukonstytuował się w Olsztynie Komitet Honorowy Obchodów 65
rocznicy rzezi na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Na czele Komitetu stanęli
ks. arcybiskup Wojciech Ziemba, metropolita warmiński i Marian Podziewski,
wojewoda warmińsko–mazurski. Został przyjęty harmonogram obchodów, m.in. na 13
lipca zaplanowano uroczystości przy Symbolicznej Mogile Pamięci Kresowej.
Kurator Oświaty ogłosił konkurs dla uczniów szkół gimnazjalnych i
ponadgimnazjalnych województwa warmińsko-mazurskiego, związany z
„upowszechnieniem wiedzy o straszliwej zbrodni na Polakach, Żydach, Czechach
oraz Ukraińcach dokonanej przez OUN-UPA na bezbronnych mieszkańcach
województwa wołyńskiego, lwowskiego, tarnopolskiego i stanisławowskiego w
latach 1943-44”.
Na 29 listopada zaplanowano sympozjum z udziałem historyków, świadków zbrodni.
Jeszcze w środę, 26 listopada, nic nie wskazywało na jakiekolwiek kłopoty. W
czwartek odwiedził wojewodę poseł Miron Sycz z grupą kilku osób ze Związku
Ukraińców w Polsce. W godzinach popołudniowych do dyrektor gabinetu wojewody,
Marii Wrzesińskiej, został wezwany Władysław Walec, pełnomocnik wojewody ds.
kombatantów i osób represjonowanych. To on reprezentował wojewodę
Podziewskiego w Komitecie Organizacyjnym, przygotowywał sympozjum, miał je też
osobiście poprowadzić. Od dyrektor Wrzesińskiej dowiedział się, że zostaje mu
cofnięte pełnomocnictwo i ma niezwłocznie przekazać pismo wojewody panu Janowi
Rutkowskiemu, prezesowi Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia, informujące
że wojewoda wycofuje swój patronat nad sympozjum. Otrzymał też zakaz
uczestniczenia w imprezie.
Ks. Isakowicz-Zaleski: "Zła nie nazwano po imieniu"
Całe szczęście, że sympozjum odbyło się bez zakłóceń, choć organizatorzy mieli
tzw. mieszane uczucia przystępując do jego otwarcia. Prelekcje wygłosili dr
Leon Popek, z lubelskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, który mówił o
tragicznych losach Polaków Wołynia oraz ksiądz Tadeusz Isakowicz–Zaleski o
ludobójstwie na kresach południowo-wschodnich II RP.
Ks. Tadeusz od wielu lat zabiega o godne i należyte uczczenie ofiar
ludobójstwa ukraińskich nacjonalistów z organizacji OUN, UPA dokonanych na
Kresach na Polakach, Żydach, Ormianach, a także na Ukraińcach.
„Tak się składa w naszym życiu społecznym – mówił m.in. ks. Tadeusz – że
historia, która nie jest opisana wraca jak bumerang do nas po latach. Tak jest
za sprawą czasów peerelu, kiedy z powodu tzw. grubej kreski nie pociągnięto do
odpowiedzialności funkcjonariuszy zła i tego zła nie nazwano po imieniu. Dziś
jesteśmy świadkami, że co chwilę ta historia wraca. Sprawa Kresów Wschodnich,
ludobójstwa tam dokonanego, też nie została należycie opowiedziana i opisana,
i dlatego w tym roku, nieraz w trudnych warunkach, przypominamy tę prawdę”.
Ks. Tadeusz nie szczędził słów krytyki pod adresem marszałka Sejmu, Bronisława
Komorowskiego i prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, którzy w imię „jakiejś
wyższej racji stanu” uciekają od wypowiedzenia słów prawdy o tym, co się stało
65 lat temu. Kapelan Solidarności przypomniał też motto z pomnika wzniesionego
na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie ku czci Polaków pomordowanych przez
faszystów z OUN i UPA: „Nie o zemstę, ale o pamięć wołają ofiary”.
Jan Rutkowski, prezes Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia, z dużym
wzruszeniem mówił m.in.: „Prawda i pamięć nie znaczy rozdrapywanie ran i
nienawiść. To już 65 lat. Rany się zabliźniły, gdzieś tam jeszcze w głębi
jakiś czasem odezwie się ból. Ale to już jest przeszłość. Chcemy tylko, aby
nie zapomnieć o tych, którzy mogli żyć, a zostali w bestialski sposób
zamordowani, pochylić się nad ich cierpieniem. Przecież to nie była zwykła
śmierć, to było barbarzyństwo. Chcemy dążyć do tego, żeby i druga strona – ci
którzy zadali nam tyle cierpień, żeby może w ramach jakiejś refleksji
wypowiedziała słowa, chociaż ze strony tych, którzy mordowali, nielicznych
żyjących przywódców UPA, nigdy takie słowa nie padły”.
W wystąpieniach podkreślano, że członkowie OUN, UPA stanowili 1 procent
ludności ukraińskiej, że nie cały przecież naród ukraiński owładnięty był
obłędną ideologią nacjonalistyczną. Również Ukraińcy ginęli z rąk nacjonalistów.
Świadectwa zbrodni przedstawiali Małgorzata Siergiej, Tadeusz Bagiński i Maria
Gugała.
W czasie konferencji panował nastrój zadumy i refleksji. Nie padło ani jedno
słowo odwetu, rewanżyzmu. Żałować należy, że politycy, osoby deklarujące
służbę publiczną, zawiedli. Żałować też należy, że poseł Miron Sycz, miast
wykorzystać uroczystości 65 rocznicy rzezi na Wołyniu, do rzeczywistego
pojednania między narodem polskim i ukraińskim, nie tylko nie skorzystał z
zaproszenia Kresowian, ale próbował zakłócić ważne dla nich uroczystości.