Dodaj do ulubionych

Michalkiewicz - symetrysta

11.06.20, 11:33
To jeden z tych dla których PIS i PO - jedno zło... To największe stało się w październiku 2009 r., gdy prezydent Lech Kaczyński podpisał Traktat Lizboński, ustanawiający ściślejsze więzi w UE, którą on i jemu podobni nazywają "Eurokołchozem"... O katastrofie smoleńskiej pisze, tak... też symetrystycznie, i w tym opisie, właściwie się z nim zgadzam:
9 kwietnia z Warszawy wyruszył specjalny pociąg z uczestnikami, rekrutującymi się głównie ze środowiska Rodzin Katyńskich i grupą parlamentarzystów, m.in. posłem Antonim Macierewiczem. Prezydent miał dotrzeć samolotem następnego ranka. I rzeczywiście – prezydencki samolot z delegacją parlamentarzystów, ministrów Kancelarii, generalicją, duchownymi reprezentującymi najwyższe duszpasterstwo wojskowe i działaczami Rodzin Katyńskich, wyleciał z Warszawy, kierując się na wojskowy port lotniczy Siewiernoje pod Smoleńskiem, położony w odległości około 20 km od cmentarza katyńskiego. Jednak nad lotniskiem Siewiernoje pojawiła się mgła. Wprawdzie kilkadziesiąt minut wcześniej lądował tam samolot z dziennikarzami, którzy mieli relacjonować przebieg uroczystości, ale kiedy około godziny 9 rano nadleciała prezydencka maszyna, wieża kontrolna zasugerowała lądowanie na jakimś innym lotnisku – albo w odległym o około 300 km w linii prostej Mińsku, albo w odległej o 400 km Moskwie. W takiej sytuacji jednak, zanim prezydencki samolot wylądowałby na którymś z tych lotnisk, zanim zorganizowany zostałby transport dla tak licznej delegacji – o ile w ogóle udałoby się szybko znaleźć jakieś autokary – zanim delegacja dojechałaby na miejsce – w Katyniu mógłby już zapaść wieczór i w ten sposób uroczystość przekształciłaby się w groteskowy pokaz pecha, nieudolności i bałaganu – zwłaszcza na tle niezwykle sprawnego przebiegu uroczystości zorganizowanej 7 kwietnia przez rząd rosyjski. Czy taki scenariusz był zakładany – tego z góry wykluczyć nie można, zwłaszcza, że wychodziłby naprzeciw celom rosyjskiej polityki historycznej, której ważnym elementem był 7 kwietnia, no i niewątpliwie rozradowałby serce premiera Tuska i jego politycznych przyjaciół, dostarczając zarazem nieprzebranego materiału do różnych dowcipów posłu Palikotu i do złośliwych komentarzy funkcjonariuszom i tajnym współpracownikom, poprzebieranym za niezależnych dziennikarzy stacji telewizyjnych i rozgłośni radiowych kontrolowanych przez razwiedkę, której, jak wiadomo, „nie ma”. Tymczasem pilot prezydenckiego samolotu, mimo sugestii wieży kontrolnej lotniska Siewiernoje, podszedł do lądowania. Zakończyło się ono tragicznie; samolot runął na ziemię, rozpadając się na kawałki na przestrzeni co najmniej 800 metrów. Katastrofy nie przeżył nikt.

Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka