tawnyroberts
06.12.07, 09:43
Tablica upamiętniająca śmierć Ukraińców - rozmowa z Piotrem Tymą,
przewodniczącym Związku Ukraińców w Polsce.
Rozmawiała Anna Gorczyca
Na budynku szkoły w Piskorowicach odsłonięto tablicę upamiętniającą
śmierć blisko 160 Ukraińców, mieszkańców wsi zamordowanych przez
oddziały polskiej partyzantki.
Anna Gorczyca: Po wielu latach wreszcie głośno mówi się o tragedii w
Piskorowicach. W tamtejszej szkole zamordowano blisko 160 osób. W
niedzielę odsłonięto tam pamiątkową tablicę.
Piotr Tyma: To był bardzo ważny moment z kilku względów. Była to
typowa oddolna inicjatywa społeczna, nieinspirowana przez żadną
instytucję. O umieszczenie tablicy upamiętniającej zamordowanych
wystąpili mieszkańcy wsi i rodziny tych, którzy tam zginęli. Ze
względu na bardzo dużą liczbę ofiar i przebieg mordu bardzo trudno
było mówić o tym, co się wydarzyło, ale w Piskorowicach była
zupełnie inna atmosfera. Inna niż w Pawłokomie czy Birczy.
AG: W Piskorowicach za odsłonięciem tablicy opowiedziała się niemal
cała wieś. W Pawłokomie to mieszkańcy sprzeciwiali się upamiętnieniu
zamordowanych Ukraińców.
PT: W Pawłokomie nie tylko mieszkańcy odegrali niewłaściwą rolę.
Lokalny samorząd nie sprostał zadaniu. Ważną rolę odegrał również
miejscowy ksiądz z parafii rzymskokatolickiej, który trzymał się na
dystans do całej sprawy.
W przypadku Piskorowic mieliśmy do czynienia z otwartością postaw.
Tamtejszy ksiądz nie unikał zajmowania się tym problemem. Msza
greckokatolicka odbyła się w kościele, a nie na polu. Uczestniczyli
w niej miejscowy ksiądz i parafianie. W Piskorowicach nie było
ucieczki przed złą pamięcią, nie wypierano się wydarzeń.
W szkole jest tablica informacyjna o historii tego miejsca. Są na
niej również informacje o tym, co wydarzyło się w 1947 roku. Tablica
nie jest wstydliwie ukryta. Z podobną otwartością zetknąłem się w
kontaktach z przedstawicielami samorządu. W rozmowie wspomniałem o
cerkwi, która była w Piskorowicach. Wójt odpowiedział, że trzeba się
będzie zająć tym problemem. W Pawłokomie pozostały ruiny dzwonnicy,
jedyny ślad po cerkwi. Zwróciliśmy się do władz gminy o to, żeby
ratować tę dzwonnicę. Dostaliśmy odpowiedź - nie ma pieniędzy. Nikt
nie spróbował szukać jakichś rozwiązań, tylko nie, bo nie. Pawłokoma
i Piskorowice to dwie bardzo różne postawy.
AG: Nadal nie ma rzetelnej oceny tego, co się wydarzyło w 1947 roku
w Piskorowicach. Czy teraz można spodziewać się, że historycy zajmą
się tym problemem?
PT: Obawiam się, że jeszcze nie. Nawet w ostatnich publikacjach
rzeszowskiego IPN-u o Piskorowicach pisze się bardzo oględnie. Nadal
o takich akcjach jak akcja "Wołyniaka" w Piskorowicach mówi się, że
to były działania obronne ludności polskiej.
Tymczasem ich ofiarami byli ukraińscy cywile, wysiedlani do Związku
Radzieckiego i narażeni na ataki ze strony polskiej
nacjonalistycznej partyzantki. Jak sygnalizuje Bogdan Huk
[dziennikarz ukraińskiego tygodnika "Nasze Słowo" - przyp. red.]
miejscowości, w których dochodziło do takich zbrodni, tylko na
mniejszą skalę, było bardzo wiele. Wierzę, że ten problem doczeka
się rzetelnych badań.
Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów
miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,4729843.html