Dodaj do ulubionych

Śląskie Legendy, również te z Janowa:)

27.08.11, 11:48
Obserwuj wątek
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.08.11, 11:49
      *Miało być jako dziecko
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 10.09.11, 19:01
        Boronów [bɔˈrɔnuf] ( listen) is a village in Lubliniec County, Silesian Voivodeship, in southern Poland. It is (since 1993) the seat of the gmina (administrative district) called Gmina Boronów.[1] It lies approximately 16 kilometres (10 mi) east of Lubliniec and 47 km (29 mi) north of the regional capital Katowice. it is on the Liswarta river. The village has a population of 2,793. Between 1975 and 1998 it was in the former Częstochowa Voivodeship.
        The name Boronów originates from the coniferous forests (pl bory) in the area or from the surname Boronowski, who was one of owners of this village. In old chronicles the names Borunow and Bornów are found. But on the herb of Boronów there is a harrow, because it was a sign on the old village's stamp.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 10.09.11, 19:11
        Po 1989 r. w wyniku prywatyzacji większość pracowników Spółdzielni Produkcyjnej "Jedność" straciła pracę. W 1993 r. Boronów odzyskał status siedziby gminy wiejskiej. Zagospodarowane zostały obiekty, będące niegdyś częścią folwarku. W tym czasie w zachodniej części Boronowa w okolicy pól określanych jako Królicza Górka odkryte zostały znaczne obszary zasypane złomem pochodzącym ze składowiska w Herbach. Okazało się, że na terenie miejscowości znajdują się obszary w znacznym stopniu zdegradowane ekologicznie.
        W latach 90. XX w. w Boronowie oddano do użytku sieć telefoniczną oraz rozpoczęto budowę kanalizacji. Od 1999 r. działa oczyszczalnia ścieków. W roku 1998 Boronów włączony został w obszar nowego Parku Krajobrazowego Lasy nad Górną Liswartą. W 2003 r. Boronów zajął drugie miejsce w konkursie Złota Miejscowość Radia Katowice.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 10.09.11, 19:19
        Na terenie miejscowości znajduje się 19 obiektów zabytkowych:

        Zespół kościoła parafialnego MB Różańcowej w Boronowie:
        Kościół MB Różańcowej położony na szlaku architektury drewnianej województwa śląskiego – zabytek klasy "0";
        kapliczka św. Jana Nepomucena z II połowy XIX w.;
        brama na plac przykościelny z XVII w.;
        altana na obszarze ogrodu plebanii;
        organistówka od XVIII do połowy XX w. pełniąca także rolę szkoły;
        Kaplice:
        kapliczka św. Barbary w dzielnicy Piasek z 1740 roku (wcześniej obiekt ten znajdował się w Zumpach);
        kapliczka Serca Jezusowego w dzielnicy Siodłoki, ul. 3 maja;
        zabudowania dawnej szkoły i przedszkola przy ul. Szkolnej z poczatku XX w.;
        budynek stacji kolejowej z magazynem;
        budynek dawnej komory celnej w dzielnicy Piasek, ul. Boczna;
        budynek dawnej karczmy, obecnie sklep "Lewiatan";
        budynki dawnego folwarku przy ul. Wojska Polskiego (dzielnica Dwór) – obora, czworak i dwie stodoły;
        budynek dawnego młyna z 1920.

        Poza tym do zabytków należy jeszcze 9 innych domów z XIX i XX wieku oraz pozostałości po dawnej zaporze wodnej przy stawie zbudowanym na potrzeby tartaku. Część zabytków, zwłaszcza stare domostwa, uległa na początku XXI wieku pożarom lub została rozebrana. Do obiektów nie ujętych w rejestrze zabytków, ale związanych z ważnymi dla miejscowości postaciami zaliczyć można kapliczkę Trójcy Św. w dzielnicy Zamoście, stworzoną przez Jana Kulisza.
        Poza tym w miejscowości znajduje się szereg zabytków przyrodniczych, m.in. pomniki przyrody w centrum miejscowości. Należy do nich kilkusetletni dąb, który według podania zasadzić miał król Jan III Sobieski podczas wyprawy pod Wiedeń.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 05.10.12, 20:51
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/L4CJvnHHfiQ7AxbZUA.jpg
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 04.10.17, 13:42
        Legenda o "Złotej Kaczce" jest jedną z moich ulubionych legend.

        Jedna z nich mówi, że biedny chłopak kręcił się w okolicach Toszeckiego zamku. Nagle podpłynęła do niego Złota Kaczka dała mu woreczek z pieniędzmi i przykazała, że ma te wszystkie pieniądze wydać podczas jednej nocy a wówczas stanie się bardzo bogaty. Kaczka stawia mu tylko jeden, prosty warunek - musi te wszystkie pieniądze wydać tylko na siebie i na swoje potrzeby. Niestety, chłopak - nie przyzwyczajony do bogatego życia - mimo starań nie wydał tych pieniędzy i tak cały skarb przepadł.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 15.11.17, 22:53
        O WIERZN10WICACH I ŚWIYNTYM JANIE
        Mój starzik dycki powiadali, że sie ty Wierzniowice nie nazywały Wierzniowice. Że sie nazywały Wierzbowice. A że były całe za mostym. Tam za mostym była karczma, tam był kościół. Tam był zamek w Dymbinie. A że tam był kościół, to je we skutku, bo mómy pamióntke przi Kaplicy Świyntego Jana. Tam go wyorol niejaki Giecek. Wyoroł go, wykopoł go, drudzy mu pomogli i postawił se go na swoji zegrodzie. A jak go postawił na swoji
        zegrodzie, tak se też roz wypiół. Ale za swoji. A potym go przedoł gmi­nie, bo go chcieli obywatele kupić, że go postawióm ku kaplicy. Jak go postawili ku te kaplicy, tak mu też coś za to dali, bo sie chłop też przi
        tym urobiół. A tak jak se szeł popiyty, to stanół na przeciw tego Jana Świyntego a powiado: „Ty, Jan, jo cie wykopoł, jo cie prziniós, a tyś mi teraz ku kaplicy uciyk“. Yny że go sprzedoł, to nie powiedzioł. I tam sie nazywała ta dziedzina Wierzbowice. Do kościoła że sie chodziyło do Gorzic. Tam był kościół. To eszcze musiało być przed Maryjom Terezyjóm. A potym jeszcze ta wojna była. Bo óni to tak powiadali. No a że sie zamek zapod w Dymbinie. To idzie wytłumaczyć, że uż kiedyś kanony musiały być i strzylali, prowda, i rozstrzylali i zamek. Ni? Tam była wojna ogromno, bo potym sie tam skończyła za tóm wodóm. A ta dziedzina sie odbudowała po drugi stronie, ale uż sie nic nazy­wała Wierzbowice, że była miyndzy samymi wiyrzbami. Nó i tak sie to tu potym nazywało Wierzniowice.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 17.09.20, 19:56
        Niedaleko zamku na Wawelu, niemal na stokach Wisły stoi w Krakowie Kościół OO Paulinów zwany "Kościołem na Skałce" pw.Świętego Michała i Stanisława. Prawdopodobnie znajdowała się tam początkowo pogańska świątynia. Później wystawiono na jej miejscu niewielki, kamienny kościółek. Z czasem zabudowania kościoła rozszerzono a w XV wieku na jego miejscu wybudowano gotycki kościół w którym osiedlili się OO Paulini. Zabudowania kościoła były ufortyfikowane, gdyż kościół ten odgrywał istotną rolę w obronie Krakowa. W XVIII wieku kościół całkowicie przebudowano nadając mu styl barokowy. U podstawy fasady znajdują się szerokie schody pośrodku których mieści się wejście do krypty zwanej "Grobem Zasłużonych" kryjący grobowce sławnych postaci zasłużonych w dziedzinie literatury, poezji, histroii i malarstwa.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.03.22, 20:40
        Babia Góra leży w Paśmie Babiogórskim, które należy do Beskidu Żywieckiego. Jest to jedno z najchętniej odwiedzanych miejsc w Beskidach Zachodnich. Nic dziwnego, że od wielu lat wokół tego masywu górskiego urosło wiele magicznych opowieści. Oto najbardziej znane legendy związane z Babią Górą.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 21.06.22, 15:20
        Boruta pilnuje podziemi zamku

        Pod zamkiem w Łęczycy miały
        być podziemia, tunele, których
        Boruta pilnował. Mówili, że z
        tumskiego kościoła był tunel
        do Łęczycy, bo do kościoła
        tamtędy Jeździli. W razie wojny
        ludzie chowali się do tego tunelu i tam skarby gdzieś
        wszystkie pod zamkiem umieścili, i teraz ludzie mówią,
        że tam trudno się dostać. Bo przecież każdy musiał
        coś robić, żeby się zabezpieczyć. Diabła tam posta-
        wili, bo kto pieniądze zakopuje, to diabłu oddaje.
        Jakby kto wiedział te ich zaklęcia, to może by i znalazł, a tak to nie
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 07.11.22, 18:36
        Legenda głosi, że początki wsi sięgają panowania króla Kazimierza Wielkiego (1333–1370). Wędrując po górach, zmęczony długą drogą, król usiadł w cieniu drzew. Odpoczynek był tak przyjemny, że król nazwał to miejsce Cieniawa. Również w naukowych opracowaniach, np. Eugeniusza Pawłowskiego – wybitnego znawcy nazw miejscowych Sądecczyzny i Zdzisława Stiebera – pochodzenie nazwy Cieniawa wyprowadzane jest od ukształtowania terenu i szaty roślinnej. Może więc znaczyć tyle co cienista – prawdopodobnie w chwili zakładania Cieniawy było dużo drzew rzucających cień. Natomiast według Jana Długosza – pisze o tym w swojej Historii Polski – nazwa pochodzi od ściętego lasu. Na dowód Długosz przytacza nazwę śląskiej miejscowości Ścinawa – którą po polsku tłumaczy się właśnie Cieniawa.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 04.05.23, 17:55
        Graal (także Święty Graal) – tajemniczy przedmiot (najczęściej kielich lub misa) występujący w legendach arturiańskich. W niektórych ich wersjach jest to kielich, którym posłużył się Jezus Chrystus w czasie Ostatniej Wieczerzy, a później użyty przez Józefa z Arymatei do zebrania krwi Jezusa po ukrzyżowaniu.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 01.06.23, 18:14
        Moja babka spôminała, że Świtu Deptu wachowało, coby żodyn larmok niy psuł ciszy ftoro mo być w nocka. Besto niyjedyn ros sie trefiyło, że jak fto chcioł na polu dugsi robić, to Świtu Deptu go straszyło. Ros jedna baba kopackôm uobsypywała kartofle. Ale roboty niy skôńcyła, kyj był cos na wiecorny Janioł Pański. I zamias rzykać, dali robiła kopackôm. Tak richtig to rzykała, ale bele jak. Nô, wiycie: Zdrowaś Marijo... Buch buch kopackôm miyndzy cyle z kartoflami... Łaskiś pełno... Pras, pras kopackôm... Bogosławiônaś ty miyndzy niywiastami... Gich gich kopackôm... I tak durś. Jak była w połowie, to z dala sie pokozoł uognik. Jeszcze jasno było, to jak go baba uobocyła, to myślała, że sie ji przewidziało. Ale uoros uognik przilecioł bliżyj. I wtyncos baba dojrzała, że to Świtu Deptu. Niy skôńcyła pociyrza ino drapko ciepła kopacka miyndzy cyle, a chyciyła za kecka i zopaska, coby sie niy uobalić skuli nich i drapko uciykła.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 01.06.23, 19:40
        I tak było co nocka. Synek nerwowoł sie, jak szeł wiecôr, bo wiedzioł, co bydzie, jak pudzie spać. Wiedzioł, że zaś przidzie w nocy ku niymu tym pierziński dymôn i bydzie go tak cis, coby niy poradził ani dychać ani uo pômoc wołać. Ciekow był co to za dziadostwo go tropi. Ale gańba mu było godać uo tym ze swojôm familijôm, bo myśloł, że bydôm sie ś`niego śmioć!
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.08.24, 19:08
        Rycerze śpiący pod Wawelem.

        [...] Górale, co z wysokich hal swoich odwiedzali często Kraków, uderzeni wspaniałością zamku [wawelskiego], w podaniu odwiecznym zachowali, że w głębokościach góry Wawelu jest drugi taki sam zamek, tylko nie taki cichy, smutny, nie taki głuchy i grobowy, na który

        ludzkie oczy patrzą, jeno piękny, jasny, wspaniały, od złota błyszczący, z koralowym dachem, oświetlony zawsze jasnym słonkiem, a tak miło nań patrzeć, jak dawniej ludzie patrzali na stojący na Wawelu zamek dziś opustoszały.

        W tym podziemnym gmachu jest ogromna sala, jakoby kościół jaki, po ścianach wisi wiele zbroi: to tarcze, szable i chorągwie. Na środku stoi stół, a wokoło siedzą wszyscy królowie polscy w szatach koronacyjnych. Raz w rok słyszą ludzie huk i rżenie koni, odgłos trąb i wrzawę wojenną, wtedy powstaje od stołu król Bolesław Chrobry, miecz, co dostał od anioła, świeci mu dziwną jasnością na ramieniu, wychodzi z podziemnego grodu o samej północy, wolnym krokiem przebywa zamkowe podwórza, a chrzęszczy i brzęczy żelazna na nim zbroja. Jeżeli kto z ludzi śmiertelnych z nim się spotka, a jest to dobry człowiek, to zobaczy króla w całej wspaniałej postaci i zrobi się w sercu lekko, radośno, lecz gdy jaki zły, nie ujrzy go wcale, ale uczuje trwogę, żal straszny zakręci mu w mózgu i bezprzytomny upadnie.

        Wnijście do tego podziemnego zamku wyobraźnia górali wskazywała przez smoczą jamę, znajdującą się u stóp Wawelu. Wnijście to ciemne, tajemnicze, długo było osnute poetycznym urokiem, teraz niemiecka ręka, przerabiając zamek królewski na cytadelę, przejrzała te pieczary ręką natury w skale wykute i starła z nich urok starożytny.

        Lud krakowski dotąd utrzymuje, że gdy jakie wielkie nieszczęście ma kraj cały dotknąć, słychać w podziemiach zamku i katedry jakby nabożne pienia pełne rzewności, a człowiek, który je usłyszy, od płaczu nie może się wstrzymać.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.08.24, 20:06
        Pośrednim potwierdzeniem tych podań o królu mogą być słowa Jana Długosza, pochodzące z drugiej połowy XV w., że Kazimierz Wielki o to szczególnie troskał [...], by kmiecie i wieśniacy nie cierpieli krzywdy ze strony szlachty i rycerstwa[...]. On wstawał sie za nimi oraz skutecznie i surowo zabraniał ich krzywdzenie[...]. Król każdemu za jego występny czyn i przewinienie wymierzał odpowiednią karę. Z powodu tych zasad[...] szlachta i rycerze nazywali go \"królem chłopów\" . Ze słów J. Długosza wynika, że w ustach szlachty i rycerzy określenie to było wyrazem pogardy, w rezultacie stało się ono dla królem zaszczytnym.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.04.25, 18:38
        Bolesław Chrobry, chcąc z tej strony zabezpieczyć granice państwa od
        napadów Rusi, w miejscu, gdzie San do Wisły domierza, wybudował
        obronny drewniany gród i kościół Panny Marii, dzisiaj będący katedrą
        fundował, a zwabiwszy w to miejsce rzemieślników z sąsiednich Czech
        i Niemiec, utworzył osadę od rzeki San domierzającej do rzeki Wisły –
        Sandomierzem potem zwaną.
        Wedle zaś ustnego podania, odkrywanymi w zmieni odwiecznymi
        fundamentami i piwnicami potwierdzonego, miasto nie w tym miejscu
        jak dzisiaj, lecz nieco dalej ku zachodowi, gdzie samotne kościoły św.
        Jakuba i św. Pawła, exystowało. Miało być przed napadami Tatarów piękne,
        bogate i rozległe. Gdy zaś Tatarzy spalili dawny gród sandomierski,
        mieszkańcy bliżej obronnego zamku budować się zaczęli i teraźniejsze
        sformowali miasto".
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.04.25, 18:38
        Święty Jacek Odrowąż za namową swojego wuja, biskupa krakowskiego
        Iwona Odrowąża, miał wybudować kościół pod wezwaniem św. Jakuba
        i klasztor dominikanów. Teren, na którym miała powstać budowla należał
        do największego skąpca i niedowiarka o imieniu Konrad. Założył się on z
        Jackiem, że jeśli ten dokona cudu, odda mu plac za darmo. Życzeniem
        właściciela było obsadzenie placu lipami wsadzonymi korzeniami do góry.
        Po upływie roku okazało się, że lipy zakwitły. Dzięki temu Odrowąż mógł
        przystąpić do budowy świątyni.
        Podczas II wojny światowej Sandomierz ostrzeliwany był z działa kolejowego.
        Jeden z pocisków uderzył w lipę, która swymi konarami osłoniła i
        ochroniła przed zniszczeniem starożytne mury kościoła. Na jej miejsce posadzono
        młode lipy, które rosną przy kościele do dnia dzisiejszego.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.04.25, 18:40
        Sandomierz po raz kolejny został zaatakowany przez Tatarów. Podczas
        bitwy zginął ukochany mąż Haliny. W 1287 roku miasto ponownie oblegali
        Tatarzy. Szanse na ocalenie Sandomierza z każdym dniem malały. Wówczas
        kasztelanka postanowiła zemścić się na hordzie Tatarów, knując spisek przeciw
        odwiecznym wrogom. Wieczorem udała się do obozu tatarskiego  i zaproponowała
        pomoc w zdobyciu Sandomierza. Obiecała wprowadzić wojska tatarskie
        tajemniczym, podziemnym przejściem aż do samego centrum miasta. Swoją
        decyzję tłumaczyła chęcią zemsty na mieszkańcach Sandomierza, którzy
        wyrządzili jej krzywdę w okresie dzieciństwa. Chan Tatarów zgodził się na
        propozycję Haliny. Zachęceni Tatarzy jeszcze tej samej nocy wysłali niewielki
        oddział, który prowadzony przez Halinę dotarł podziemnym labiryntem do miejsca,
        skąd widać było sandomierski rynek. Po powrocie dowódca zwiadu opowiedział
        dokładnie chanowi wszystko co zobaczył. Następnego dnia całe wojsko tatarskie
        zostało wprowadzone przez Halinę do sandomierskich podziemi.  Kobieta schodząc
        do lochów wzięła ze sobą białego gołębia, który miał być oznaką, iż Tatarzy
        znajdują się w sandomierskich lochach.
        W momencie, gdy gołąb pojawił
        się na sandomierskim niebie wejście do podziemi zostało zasypane.
        Tym sposobem Halina
        i Tatarzy stracili szansę wyjścia z podziemi. Chan - po zorientowaniu się, że padł
        ofiarą podstępu - wpadł w straszny gniew
        Rozgoryczony poganin przebił dziewczynę oszczepem,
        wybawiając ją tym samym od śmierci głodowej
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.04.25, 18:40
        Wąwóz Piszczele wywodzi swoją nazwę od kości zamordowanych tu
        Tatarów. Ludność sandomierska, broniąc się przed najazdem napastników,
        urządziła w wąwozie zasadzkę, gdzie poległa liczna grupa Tatarów. Ginących
        było tak wielu, że cała pobliska okolica została pokryta ciałami wroga. Niepochowane
        zwłoki rozwłóczyły psy a zbielałe kości jeszcze długo zalegały w wąwozie.           
        Inna wersja legendy mówi, że są to kości Tatarów, którzy zginęli zasypani w
        podziemiach miasta. Po upływie czasu woda wymywała spod ziemi zbielałe
        piszczele.  
        Miejscowe podanie głosi, że po każdej klęsce tatarskiej, jakie w XIII wieku
        spadały na Sandomierz, pozostali przy życiu mieszkańcy zbierali
        tysiące ciał obezgłowionych sandomierzan pomordowanych przez Tatarów i
        wrzucali je w głęboki parów za miastem, przysypując potem ogromną warstwą
        ziemi tak, aby zgłodniałe psy i dzikie zwierzęta nie pożerały zwłok męczenników
        oraz aby nie powstał z tego powodu mór powietrza. W ciągu pięćdziesięciu lat takie
        zbiorowe pogrzeby powtarzały się kilkakrotnie, więc parów wypełnił się prawie
        całkowicie warstwami ciał ludzkich. Z czasem jednak, gdy woda wdzierała się
        coraz głębiej, wymywała z piasku kości ludzkie. Po większych ulewach zapadały
        się brzegi. Wówczas ukazywały się szczątki osób, które były pochowane w zbiorowej
        mogile. Te wydarzenia przyczyniły się do tego, iż wąwóz otrzymał nazwę „Piszczele”.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.04.25, 18:41
        Kopiec ten został usypany podczas drugiego najazdu tatarskiego w 1260 r
        . Wół, hodowany przez zakonników z kościoła św. Jakuba, przerażony
        widokiem wymordowanych, uciekł z zagrody, kierując się w stronę Krakowa
        . Chcąc zemścić się za krzywdę wyrządzoną swoim opiekunom próbował
        dogonić wojska tatarskie ale jednak nie udało mu się do nich dotrzeć. Stanął
        rozwścieczony i kopytami usypał wielki kopiec, po czym wypisał rogami napis
        „Salve Regina”, co znaczy „Witaj Królowo”. Były to pierwsze słowa pieśni,
        śpiewanej przez dominikanów podczas zadawanego im męczeństwa. 
        Inna wersja legendy głosi, iż napis - do niedawna jeszcze znajdujący się na
        zboczu pagórka - wypalili prochem konfederaci barscy. Kopiec zachował
        się do czasów dzisiejszych
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.04.25, 18:41
        Królowa Jadwiga była córką Ludwika Węgierskiego. Ze wszystkich miast
        najbardziej lubiła przyjeżdżać do Sandomierza. Umiłowała sobie stary gród
        sandomierski, opiekując się przy tym zarówno tutejszymi kościołami jak
        i klasztorami.
        Pewnego wieczoru, gdy wracała z Sandomierza do Krakowa, zaskoczyła ją
        ogromna śnieżyca. Towarzyszący jej woźnica oraz hajduczek pogubili się i
        zboczyli z drogi, zjeżdżając w szczere pola. Ponieważ nie mogli wydostać sań,
        postanowili poszukać drogi lub kogoś, kto mógłby im pomóc. Natrafili na małą
        wioskę zwaną Świątniki. Dowiedziawszy się jaki to wielki gość ugrzązł w
        śniegach, cała gromada wyruszyła na pomoc. Kiedy wreszcie wydobyto sanie
        królowej, na dworze było już ciemno. Królowa chciała wracać z powrotem do
        Sandomierza, aby tam przeczekać śnieżyce. Wówczas najstarszy z wioski
        zaproponował, aby goście pozostali na noc. Po tak miłym zaproszeniu Jadwiga
        skorzystała z uprzejmości mieszkańców. Nazajutrz postanowiła wyruszyć
        niezwłocznie do Krakowa. Przed odjazdem wszyscy żegnali królową ze łzami
        w oczach. Z wdzięczności za pomoc zapytała mieszkańców czy nie mają jakiejś
        prośby, gdyż zauważyła, że cierpią z nieznanego jej powodu. Wówczas sołtys padł
        do stóp królowej i zaczął żalić się na swojego pana. Opowiadał o tym, w jaki to
        okrutny sposób właściciel traktuje wszystkich mieszkańców. Młodsza córka
        Ludwika Węgierskiego obiecała, że wykupi wieś. Na potwierdzenie swojego
        czynu zdjęła z rąk śliczne białe rękawiczki i podarowała je sołtysowi.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 31.08.25, 11:49
        https://media.tenor.com/PFVIxY3nDS0AAAAM/devil-coy.gif
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 31.08.25, 11:55
          Strachy na zamku w Kochcicach
          Nocą w sali lustrzanej słychać śmiechy, tańce, muzykę, innym razem głośną grę na fortepianie. Nad stawem również nocą można spotkać ducha hrabiego Ballestrema, odzianego w czarny płaszcz z kapturem zakrywającym mu twarz. Siedział przy nim jego wierny pies.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 11:31
        Kapliczka św. Floriana w Lubszy
        W centrum Lubszy, przy skrzyżowaniu z Wyngrodziem, pradawną
        drogą prowadzącą w stronę Ligoty, Skrzesówki, Goroli, Czarnego Lasu
        i dalej w stronę Koziegłów, stoi stara murowana kapliczka pierwotnie
        dedykowana św. Florianowi. Podanie głosi, że postawiono ją przed
        stuleciami na pamiątkę drugiego pożaru Lubszy, który niemal doszczętnie
        strawił wioskę. Kiedy to się dokładnie działo, nikt dzisiaj nie potrafi tego
        powiedzieć.
        Obraz Matki Boskiej, nietknięty, pozostał po dzień dzisiejszy,
        w pochylonej od starości kapliczce, do której przytulone stoją dwa wiekowe kasztany.
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.08.11, 11:49
      Dzisiaj już śląski folklor zanika i odkładany jest między bajki ale przecież jeszcze nie tak dawno wierzyliśmy w pewne rzeczy, które są w nich zawarte. Pamiętam, że z jakiegoś powody na Planty mogłam chodzić tylko z bratem - może z uwagi na wypadki utonięć jakie miały tam miejsce. Możecie się śmiać ale jako mała dziewczynka i nie tylko ja wierzyłam w zmory, dzisiaj uważam historię jaka przytrafiła się w związku z tym wierzeniem, mojej koleżance za świetną anegdotkę ale wtedy...(na końcu pozwolę sobie ją opisać)
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.01.20, 22:59
        Legenda wiąże powstanie Kielc z Mieszkiem, synem Bolesława Szczodrego. Przed ponad 900 laty w miejscu, gdzie dziś leży stolica województwa świętokrzyskiego, były nieprzebyte, pełne zwierzyny lasy, które przyciągały myśliwych. Polował tu także Mieszko. Kiedy w pogoni za zwierzyną zgubił swoich kompanów, wyjechał na nieznaną polanę i strudzony zasnął w trawie. Przyśniło mu się, że został napadnięty przez zbójców, a ci usiłują wlać mu do ust truciznę. Gdy zaczął już tracić siły, nagle objawił mu się św. Wojciech, uniósł pastorał i na ziemi nakreślił kręty szlak, który przemienił się w strumień wody. Mieszko obudził się, nieopodal ujrzał źródło. Woda w nim była smaczna, przejrzysta, taka jak we śnie. Poczuł przypływ nowych sił i szybko odnalazł swój orszak. Odjeżdżając z polany Mieszko zauważył ogromne, białe kły nieznanego zwierzęcia, być może dzika. Zapowiedział, że wybuduje tu gród z kościołem. Niedługo potem zbudowano w sercu puszczy osadę. Na polanie postawiono kościół pw. św. Wojciecha, a strumień, z którego woda przywróciła księciu siły, mianowano Silnicą. Osadę nazwano zaś Kiełce – na pamiątkę znalezionych tajemniczych kłów. Nazwa z biegiem czasu przekształciła się w Kielce.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 11.10.23, 13:01
        Lato 1678 roku w Muszynie było upalne i suche. Kiedy przez kolejne tygodnie nie spadła ani kropla deszczu uznano, że sam diabłem musiał maczać w tym palce. Panika zaczęła ogarniać mieszczan, którzy obawiali się klęski głodu i nieurodzaju. Anna Dudzicha zajmująca się ziołolecznictwem i białą magią już nie raz pomogła mieszkańcom w chorobie i nieszczęściu. Teraz jednak nie mogła nic wskórać. W rozmowie z mieszczkami przyznała sama, że któraś z czarownic musiała powiesić zasuszonego noworodka u powały domu i porusza nim, a chmury widząc to uciekają.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.04.25, 18:45
        Henryk był synem Bolesława Krzywoustego. Otrzymał we władanie Ziemię
        Sandomierską a jego rezydencja mieściła się w nadwiślańskim zamku.
        Książe jako pierwszy wyruszył na wyprawę krzyżową do Ziemi Świętej.
         Wracając do swojego ojczystego kraju przywiózł ze sobą kobietę, którą obdarzył
        głębokim uczuciem. Piękna Judyta była prostą Żydówką. Nie była ani księżniczką
        ani też nie pochodziła z królewskiego dworu.
        Książe wybudował jej w
        zamku piękne komnaty, dzieląc się przy tym całym swoim majątkiem.
        Judyta miała ogromny wpływ na Henryka. Nie podobało się to rycerstwu i
        duchownym. Zmusili księcia, aby usunął kobietę z zamku. Książe dostosował się
        do tego ale wcześniej kazał wybudować podziemny pałac w okolicach wzgórza
        Salve Regina. Żydówka opuściła miasto, udając, że wyjeżdża. W drodze zawróciła
        jednak do podziemnego pałacu. Tam zajęła się czarami. Henryk odwiedzał swoją
        ukochaną spędzając z nią bardzo dużo czasu. 
        Pewnego dnia ogłosił, że udaje się na wyprawę przeciw Prusom. W drodze jednak
        zostawił rycerzy i udał się do swojej ukochanej. Dzięki jej czarom otrzymał wieczną
        młodość i do dzisiaj przebywa razem z piękną Judytą w podziemnym pałacu
    • madohora Jak Wójtową Wieś dwukrotnie zakładano 27.08.11, 12:02
      Jak Wójtową Wieś dwukrotnie zakładano - dzisiaj dzielnica Gliwic

      Na pagórkowatym terenie ciągnęła się od Żernicy w kierunku Gliwic schodkowa dolina porośnięta olchami a przez środek płynął strumyk. Gdy przybyli tutaj osadnicy znaleźli piękną polanę i zaczęli urządzać wioskę z pięknymi domami otoczoną urodzajnymi polami. Zdarzyło się jednak nieszczęście, zaczęły padać obfite deszcze i w końcu powódź porywała i burzył domy. Tylko nieliczni zdołali się uratować uciekając na Gliwickie wzgórza. Po pewnym czasie ludzie wrócili do swojej wsi lecz prawie jej nie poznali. Tam, gdzie wcześniej płynął spokojny strumyk rozciągała się szeroka i głęboka dolina na dnie której płynęła bystra rzeka. Chłopi postanowili wybudować nową wieś od strony północnej. Gdy wioska była wybudowana mieszkańcy podzielili między siebie pola i tak powstała Wójtowa Wieś.

      Na podstawie: "Legendy Górnego Śląska" - tłumaczenie z niemieckiego Krystian Ciper
      • madohora Re: Jak Wójtową Wieś dwukrotnie zakładano 29.08.11, 12:26
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/eoaCYdBgFE54rad3iB.jpg
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.08.11, 12:05
      Wójtowa Wieś (niem. Richtersdorf) - dzielnica miasta Gliwice od 19 stycznia 1927 roku.
      Dzielnica jest przez niektórych Gliwiczan zwana Wojtulą, natomiast w gwarze funkcjonuje wyłącznie jako Wojtowo Wieś. W dzielnicy mieszka około 6000 mieszkańców.
      Przez dzielnicę przepływa niewielki strumień Ostropka wpadający do rzeki Kłodnicy oraz niewielki, okresowo wysychający strumyk Wójtowianka wpadający do Ostropki.Dzielnica powstała na przełomie XVI i XVII wieku.

      Źródło :Wikipedia.pl

      pl.wikipedia.org/wiki/W%C3%B3jtowa_Wie%C5%9B_%28Gliwice%29
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.08.11, 12:15
      Wikipedia podaje, że Wójtowa Wieś pochodzi z XVII wieku ale zarówno legenda oraz sama nazwa wskazuje na wcześniejsze istnienie wsi. W średniowieczu założycielami miast jak i wsi na prawie magdeburskim (większość śląskich osad) zarządzał wójt, którym zazwyczaj był zasadźca.
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.08.11, 12:16
      Początki Wójtowej Wsi (nazwa niemiecka Richtersdorf) sięgają końca XIII wieku. Znane są dwie wersje pochodzenia nazwy. Pierwsza z nich mówi, że w roku 1296 wieś należała do wójta Berttolda Klejczera i nazwa pochodzi od sprawowanej przez niego funkcji wójta, natomiast druga mówi o istnieniu we wsi dworu należącego do wójta Richtera, który część swego majątku rozparcelował wśród ośmiu uboższych gospodarzy, a oni dali początek nowej wsi.

      www.gliwiczanie.pl/Reportaz/dzielnice_Wojtowa_Wies/Wojtula.htm
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.08.11, 12:26
      https://mi42.zyxist.com/gallery/fotowyprawa5/light/P6050080.JPG
    • madohora Tatarski grób w Górze 27.08.11, 12:32
      Tatarski grób w Górze

      Blisko ogrodnictwa w Górze stała jeszcze przed stu laty kamienna kolumna. Na niej znajdował się obrazek przypominający czasy tatarskie. Gdy miejsce to miało zostać zabudowane w czasie robót koło kolumny znaleziono mnóstwo kości oraz części metalowych z hełmów i mieczy. Opowiada się jakoby w okolicy Góry zostali pogrzebani Tatarzy, którzy zginęli w czasie powrotu do Azji. Resztki kości pozbierano i pogrzebano pod krzyżem, który stoi w Górze.

      Na podstawie: Legend Górnego Śląska - tłumaczenie z niemieckiego Krystian Cipcer
    • madohora Śpiące wojsko- legenda związana z Bytomiem 27.08.11, 12:48
      Śpiące wojsko- legenda związana z Bytomiem

      Bitwa na Legnickim Polu z 1241 roku zakończyła się i wielu śląskich rycerzy oddało tam życie. Tatarzy pociągnęli z powrotem w stepy. Księżna Jadwiga zebrała resztę swojego wojska i podążyła na wchód ku granicy by tu straż pełnić. Doszła do Bytomia, gdzie jej wojsko ukryło się w olbrzymiej jaskini na wschód od miasta. Tam rycerze zasnęli i śpią po dzień dzisiejszy. Nie zdarzyło się jednak aby jakiś człowiek do jaskini trafił. Jednak pewnemu Bytomskiemu kowalowi się poszczęściło. A było to tak:
      Szedł kowal przez miasto smutny i zniechęcony ponieważ nie miał pracy i nie wiedział jak rodzinę wyżywić. Spotkał na swej drodze mężczyznę ubranego w dziwny sposób. Ów jegomość zapytał go czy nie wie gdzie jakiś kowal mieszka. Pełen radości powiedział, że właśnie on jest kowalem. Mężczyzna ostrzegł go, że będzie musiał podkuć wiele koni. Kowal zgodził się bez wahania. Podkowy, haceletongue_out i inne narzędzia były już przygotowane...Mężczyzna poprowadził go aż do granic miasta. Tam zawiązał kowalowi oczy i szli dalej. Gdy mu wreszcie opaskę zdjęto ujrzał wielką, podziemną salę. Wszędzie stali rycerze przy swoich koniach w pozach jakby za chwilę mieli wsiąść na konia. Nie jeden z nogą opartą o strzemię i z wodzami w dłoniach. Ale oczy mieli zamknięte. Spali...Kowal rozpoczął podkuwanie a że koni było dużo a kowal sam jeden trwało to bardzo długo. Uderzenia młotka obudziły jednego z rycerzy, który zapytał:
      - Czy nadszedł już czas?
      Gdy mężczyzna, który przyprowadził kowala potrząsnął przecząco głową rycerz znowu zasnął. Kowal ukończył swoją pracę, otrzymał sowite wynagrodzenie i po ponownym zawiązaniu mu oczy wyprowadzono go z jaskini. Opaskę zdjęto mu gdy doszedł do pierwszych domów w Bytomiu ale gdy się rozejrzał nikogo już nie było.

      Na podstawie: Legend Górnego Śląska

      *Legenda bardzo przypomina inną "O śpiącym rycerzu na Giewoncie" - a może jest to sama legenda tylko zaadoptowana do potrzeb Górnego Śląska
      • madohora Re: Śpiące wojsko- legenda związana z Bytomiem 29.08.11, 12:27
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/UEaLxovbr2zS5OywZX.jpg
    • madohora Założenie miasta Gliwic 27.08.11, 13:07
      Założenie Gliwic
      Wiadomo, że miasto Gliwice zostało założone około roku 1250. Jednak zgodnie z pewną legendą Gliwice zostały zbudowane w czasach najazdów husyckich. Kiedy husyci z czeskiego kraju ciągnęli przez Śląsk na częstochowski klasztor, by tam niszczyć i plądrować, po drodze natknęli się na miasteczko Far niedaleko Lublińca i doszczętnie je zniszczyli. Mieszkańcy rozproszyli się i uciekli aż do Kłodnicy. Prosili potem księcia by mogli wybudować miasto. Książę zezwolił i tak powstało miasto Gliwice. Gdy się wojny husyckie skończyły wielu husytów nie miało odwagi wrócić do kraju - do Czech. Zostali tutaj i osiedlili się w powstających Gliwicach.

      Legendy Górnego Śąska
      • madohora Re: Założenie miasta Gliwic 29.08.11, 12:20
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/WWT5e46bp3SWH6BohX.jpg
    • madohora Zamurowana panna na zamku w Zabrzu 27.08.11, 15:13
      Zamurowana panna na zamku w Zabrzu

      Setki lat minęły od czasów gdy wydarzyła się ta historia. Dzisiaj Zabrze jest wielkim miastem, ale wtedy były małą wioską. Obok drewnianych chatek wznosił się piękny zamek w którym mieszkał pewien odważny rycerz. Jego żona zmarła zostawiając mu ukochaną córeczkę. Wyrosła ona ku radości ojca na piękną pannę. Rycerz ożenił się po raz drugi. Macocha była niedobra dla dziewczyny. Potrafiła to jednak skrzętnie ukrywać przed mężem więc nie wiedział co się dzieje. Wybuchła wojna i rycerz musiał ruszać do boju. Gdy nadszedł czas pożegnał się z żoną i córką. Myślał, że wojna będzie trwała długo polecił córkę miłości i opiece macochy. Jego żona obiecała o nią dbać. Po jakimś czasie macocha przyszła do dziewczyny i powiedziała:
      "Jesteś fałszywą żmiją i rozbijasz miłość mojego męża do mnie. Dlatego musisz umrzeć" Nieszczęśliwa dziewczyna rzuciła się macosze do stóp i prosiła o darowanie jej życia. Wszystko na darmo. Żona rycerza zawołała dwóch zaufanych służących, kazała zabrać pannie wszystkie klejnoty i odziać ją w żebraczą sukmanę. Słudzy poprowadzili dziewczynę do najciemniejszych lochów. Wepchnęli ją do wąskiej i mokrej niszy i zamurowali wejście a także malutkie okienko. Jeden ze służących, który był wierny swojemu panu zlitował się nad nieszczęsną i mimo zakazu złej pani zostawił w murze maleńki otwór przez który podawał pannie jedzenie i picie by nie umarła z głodu. Wydawało jej się, że minęła już wieczność jak nie oglądała światła słonecznego i przebywała w tym więzieniu. Pewnego dnia usłyszała tupot kopyt i poznała głosy. Zaczęła głośno śpiewać piosenkę, którą jej ojciec bardzo lubił. Rycerz usłyszał śpiew ale nie wiedział skąd dochodzi. Wreszcie wszedł do zamku, ucałował żonę i zapytał o córkę, ponieważ zdziwił się że nie córka nie przybywa na jego powitanie. Macocha z udawanym żalem powiedziała mu, że córeczka w krótkim czasie po jego odjeździe umarła. Rycerz bardzo się zdenerwował ponieważ wyraźnie słyszał śpiew córki i oskarżył żonę o kłamstwo. Zrozpaczony rycerz przeszukał cały zamek aż wreszcie dotarł do lochów i oswobodził swoją córkę. Ojciec i córka padli sobie z płaczem w ramiona a zła macocha musiała opuścić zamek.

      Na podstawie "Legend Górnego Śląska"
    • madohora Dzielne kobiety z Gliwic 27.08.11, 15:33
      Dzielne kobiety z Gliwic

      W roku 1626 szwedzkie wojsKa ciągnęły przez Śląsk i chciały zająć Gliwice. Mieszkańcy miasta jednak pozamykali bramy, zaparli je belkami i obłożyli obornikiem by kule nie mogły się przedostać. Gdy wreszcie Szwedzi posłali do miasta posłańca zauważył on po drodze do ratusza, że w każdej obszernej sieni stoi po kilka pojemników prosa. Gliwickie kobiety użyły następującego postępu; puste beczki kapuściane odwróciły do góry nogami i nasypały kaszy jaglanej by wyglądało tak jakby były pełne. Natomiast na rynku stali uzbrojeni mieszkańcy z odwagą wypisaną na twarzach i w obecności szwedzkiego posła przysięgali burmistrzowi, że się nie poddadzą. Głośno zapewniali, że się nie poddadzą a Święta Maria Panna swą prośbą u Boga ochroni miasto a ich w walce wspomoże. Rozpoczął się atak, Szwedzi przyłożyli do murów drabiny ale niż wspięli się na jakąkolwiek zostali oblani gorącą kaszą jaglaną. Przodowały w tym dzielne, gliwickie kobiety. Szwedzi po trzech dniach odstąpili od ataku. Opowiadali później, że nad miastem widzieli w jasnej chmurze Najświętszą Pannę, która rozpostarła swój płaszcz nad miastem. I w ten sposób Gliwice zostały uratowane. Na pamiątkę tego wydarzenia w Gliwicach w Kościele Wszystkich Świętych oraz w Muzeum Gliwickim (kopia) wisi obraz upamiętniający to wydarzenie.

      Legendy Górnego Śląska, Muzeum w Gliwicach
    • madohora1 Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.08.11, 16:25
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/wa/qa/uuil/Jv0BynhsZqavpg4uKB.jpg

      OBRAZ UPAMIĘTNIAJĄCY OBRONĘ GLIWIC
    • madohora Dąb z Trach 27.08.11, 17:19
      Dąb z Trach

      Gdybyśmy chcieli przejść pieszo z Tworogu do Trach po drodze mijamy niewielką dolinkę nad potoczkiem przy której stoją trzy wiekowe dęby. Jeden z nich stoi na niewielkim wzniesieniu. Legenda opowiada, że przed wieloma laty kiedy na Śląsku trwała wojna książę bojąc się utracić swoje skarby. Polecił więc swoje złoto i inne cenne rzeczy zakopać w lesie koło Trach. Wykonać to zadanie mieli szwedzcy jeńcy, którzy zaraz po zakończeniu zadania zostali zabici i pochowani w tym samym miejscu gdzie został ukryty skarb. Książę postąpił w tak okrutny sposób by nikt nie mógł ujawnić jego tajemnicy. Nad zabitymi jeńcami powstał kopiec a na nim posadzono dąb. Drzewo to stoi do dzisiaj ale wyrósł na olbrzyma. Każdy kto chciałby posiąść skarb musiałby najpierw ściąć dąb.
    • madohora Trachy 27.08.11, 17:24
      Trachy – wieś sołecka w Polsce położona w województwie śląskim, w powiecie gliwickim, w gminie Sośnicowice.
    • madohora Szwedzkie groby w Bojkowie 27.08.11, 17:40
      Szwedzkie groby w Bojkowie

      W pobliżu Gliwic w środku lasu osiedlili się Niemcy. Tam gdzie wcześniej istniał nieprzebyty gąszcz stały teraz ładne, zadbane domy z dobrze utrzymanymi ogrodami. Osadnicy nazywali wioskę Piękny Las - dzisiaj jest to dzielnica Gliwic Bojków. W czasie wojny trzydziestoletniej przeszedł tędy szwedzki oddział lecz nie zauważył wioski. Gdy wojska nie było widać chłopi przeszukali drogę i znaleźli trzech zabitych żołnierzy oraz jednego rannego oficera. Żołnierzy bardzo szybko pochowano a oficera zabrano do wioski by go leczyć, jednak rana była bardzo głęboka i po kilku dniach oficer również zmarł. Przed śmiercią podarował swoje pieniądze i kosztowności chłopu, który się nim opiekował. Nie chciał jedynie rozstać się z pasem nabijanym złotym bo jak twierdził była to pamiątka po matce. Chciał być w nim pochowany. Chłopi spełnili jego prośbę i pochowali go w złotym pasie obok towarzyszy. Jednak jeden ze służących, któremu pas bardzo się podobał poszedł nocą do lasu, odkopał grób i wyjął pas. Przez kolejne trzy noce pokazywał mu się zmarły oficer i żądał oddania swojego pasa. Nieszczęśnik aby zaznać spokoju ponownie odkopał grób i oddał pas. Jednak tak bardzo przejął się swoim czynem i całą historią, że niebawem zmarł. Legenda mówi, że groby szwedzkich żołnierzy przetrwały do roku 1850
    • madohora Bojków 27.08.11, 17:42
      Bojków (dawniej Szywałd, śl. Szywołd, Šywoud, niem. Schönwald, wcześniej Scuenevalde, gwara szynwaldzka Schewaud) - dzielnica miasta Gliwice od 1975. W latach 1945-1954 siedziba gminy Bojków. Dzielnica jest położona w południowej części miasta i dzieli się na: Bojków Dolny, Bojków Środkowy i Bojków Górny. Pierwsza nazwa dzielnicy to Szywałd (niem. Schönwald). Oznaczała: piękny las i była używana do 1946 roku. Obecna nazwa prawdopodobnie pochodzi od położenia ówczesnej wsi Szywałd na terenach leśnych Boycou (Bojkowo).
      Pierwsze wzmianki o wsi Scuenevalde (Schönwald / Szywałd / Bojków) pochodzą z 1263 roku. Wieś była kolonią niemieckich osadników oraz ich potomków, którzy zachowali zachowali odrębność kulturową. W początkowym okresie należała do klasztoru cysterskiego w Rudach. Podczas plebiscytu ponad 99% ludności Szywałdu opowiedziało się za pozostaniem wsi w Niemczech, do czego zresztą doszło. W styczniu 1945 wchodząca do wsi Armia Czerwona przeprowadziła w kilka godzin akcję wysiedlenia całej niemieckiej ludności wsi, podczas której zamordowano ponad 120 jej mieszkańców w tym kobiety i dzieci. Istnieje wiele teorii na temat masakry w Bojkowie. Jedna z nich mówi że była to zemsta za zabicie sowieckiego oficera, zastrzelonego przez jednego z członków Volkssturmu. Druga popularna wersja mówi że była to zaplanowana czystka etniczna potomków niemieckich osadników, stanowiących zamkniętą niemiecką społeczność. Być może obie teorie są prawdziwe - temat jest obszarem badań historyków z IPN.
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.08.11, 17:43
      https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/0/05/Szywo%C5%82d_ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82.JPG/240px-Szywo%C5%82d_ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82.JPG
    • madohora Odkrycie rudy cynku przez szwedzkiego żołnierza 27.08.11, 18:35
      Odkrycie rudy cynku przez szwedzkiego żołnierza

      W czasie wojny trzydziestoletniej Miechowice koło Bytomia zostały zajęte przez wojska szwedzkie. Ich wódz zamieszkał w zamku należącym do wsi. Oficer ten doskonale znający się na rudach penetrował tereny wokół Miechowic i odkrył koło Szarleju rudę cynku. Założono tam kopalnię a dzięki wydobywanej tam rudzie rozpoczęto produkcję mosiądzu
      • madohora Re: Odkrycie rudy cynku przez szwedzkiego żołnier 29.08.11, 12:22
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/aOVKW61tIhPQeL3I3X.jpg
    • madohora Karol Godula 28.08.11, 11:13
      Karol Godula wywodził się z biednej rodziny. Mimo tego udało mu się w krótkim czasie zdobyć olbrzymi majątek. Wielu podejrzewało go że doszedł do tego w nieuczciwy sposób a wręcz o paktowanie z diabłem. Ludzie bardzo bali się tego mrocznego, zamkniętego w sobie i unikającego ich milionera. Podobno po śmierci Godula żył dalej w postaci straszydła. W Orzegowie ludzie opowiadali, że we wietrzne, jesienne noce mężczyzna bez głowy goni po ulicach i każdemu kogo spotka głowę ukręca. Ta zjawa musi być duchem Goduli.

      Legendy Górnego Śląska
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.08.11, 11:15
      Gdy byłam w Orzegowie w wietrzny, deszczowy jesienny poranek zaczepił mnie jakiś mężczyzna o niezbyt "zachęcającym wyglądzie" ii na skróty poprowadził do przystanku przy miejscowym cmentarzu (byłam umówiona w takim dziwnym miejscu). To na pewno musiał być ów duch. Zresztą nie zawsze to co wydaje nam się zewnętrznie brzydkie musi budzić w nas odrazę, czasem gdzieś tam w środku kryje się dobre serce.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 29.08.11, 12:28
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/CvfI2gA9412gDHfYGX.jpg
    • madohora Srebrny bruk Goduli 28.08.11, 11:30
      Srebrny bruk Goduli

      Dla Karola Goduli jedyną wartością w życiu było skupianie i pomnażanie niezmiernego majątku. W głębi duszy marzył też o otrzymaniu tytułu szlacheckiego.
      Gdy król Fryderyk Wilhelm IV miał jechać koleją przez Rudę na polowanie do Pszczyny, Godula polecił udekorować budynek dworca. Sam zaś stawił się z załogami swych hut i kopalń oraz orkiestrą na powitanie króla. By zwrócić na siebie uwagę monarchy sprawił mu również drogocenny prezent. Król jednak nie zważając na przygotowania przejechał przez Rudę nie zważając na Godulę. Godula zawiedziony niepowodzeniem planu postanowił się zemścić. Polecił podłogi swego domu wyłożyć królewskimi talarami i to wizerunkiem króla do góry, tak aby po podobiźnie stąpał. Gdy doszło to do dworu monarcha zagroził Goduli więzieniem, nie pozostało mu nic jak tylko posłuchać. Ale miał satysfakcję, że zniewaga poskutkowała.

      Legendy Górnego Śląska
      • madohora Re: Srebrny bruk Goduli 29.08.11, 12:28
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/by6QmM177SxH3R0GoB.jpg
    • madohora Godula w Szombierkach 28.08.11, 11:38
      W Szombierkach o północy pojawia się Godula i pędzi bezszelestnie w kierunku huty Godula. Jego wóz jest ciągniony przez dwa kare konie, którym z nozdrzy i pyska bucha ogień. Niekiedy na wozie widać też trumnę. Kto tę zjawę przypadkowo spotka ten jeszcze tego samego roku musi umrzeć. Ci natomiast, którzy specjalnie na ten wóz czekają zostaną na długo oślepieni i będą chorowali na oczy.
      • madohora Próba Goduli 28.08.11, 11:49
        Karol Godula był miłośnikiem zegarów, których posiadał bardzo dużą ilość. Pieczę nad nimi przekazał sekretarzowi prowadzącemu także księgowość. Człowiek ten przez lata pracy zżył się ze swoim panem i doskonale się z nim rozumiał. Jednak Godula nie do końca wierzył swojemu sekretarzowi. Postanowił wystawić go na próbę. Zaplanował podróż do Wrocławia zostawiając mu wszystkie klucze od drzwi i szaf do użytku według potrzeb. Tylko jednego miedzianego, małego kluczyka miał użyć tylko wówczas, gdyby przyszła wiadomość o śmieci Goduli. Księgowy został sam i otwierał wszystkie szafy by do woli pobawić się zegarami. Tylko zabronioną szafę mijał z daleka choć oczywiście ciekawość go męczyła. W końcu na trzeci dzień nie mógł już wytrzymać i otworzył drzwiczki. W tym samym momencie z szafy wychyliła się ręka i mocno uderzyła go w twarz. Był to sam Godula, który udając że wyjechał ukrył się w szafie by sprawdzić wierność swojego sługi.

        Legendy Górnego Śląska
    • madohora Karol Godula- życiorys 28.08.11, 11:54
      Karol Godula (polska pisownia), Karl Godulla (niemiecka pisownia), Carolus Godulla (ur. 8 listopada 1781, zm. 6 lipca 1848 we Wrocławiu) – górnośląski przedsiębiorca. Godula położył znaczne zasługi dla Rudy Śląskiej i dla rozwoju gospodarczego Górnego Śląska.
      Został ochrzczony w drewnianym kościele w Przyszowicach (obecnie, przeniesiony, znajduje się w Borowej Wsi). Początkowo chodził do ludowej szkoły w Przyszowicach, później w 1793 r. ze względu na wybitne uzdolnienie dziecka rodzice przenieśli go do gimnazjum cystersów w Rudach Wielkich. Następnie uczył się od 1798 r. w liceum w Opawie.
      W 1801 r. Karol Godula rozpoczął pracę u hrabiego Ballestrema. Dzięki swojej inteligencji szybko awansował na zarządcę majątku hrabiego. W 1809 r. Ballestrem nadał mu tytuł "Amtmanna" (ekonoma), a 5 lat później mianował go głównym ekonomem swoich dóbr.

      W 1812 r. rozpoczęto budowę huty cynku "Karlhütte". Hutą zarządzał Godula, a w 1815 r. dostał od swojego pracodawcy 28 kuksów (udziałów) w hucie. W 1828 r. otrzymał drugie tyle kuksów w hucie. Karol Godula zaczął pracę na własny rachunek.

      Pierwszą kopalnię "Maria" zbudował Karol Godula w roku 1823. Kopalnia zajmowała się wydobyciem galmanu, a działała do 1895 r. Dzięki zarobionym pieniądzom Godula kupił dobra ziemskie: Orzegów, Szombierki, Bobrek, Bujaków. Zakupił także kopalnie "Stein" i "Rosalie" oraz huty "Morgenroth" i "Gute Hoffnung". W latach 20. XIX wieku kryzys przeżywały huty cynku. Wielu przedsiębiorców zbankrutowało, jednak Karolowi Goduli udało się wtedy zwiększyć swój majątek.
      W dniu śmierci Karola Goduli jego majątek szacowano na 2 miliony talarów. Na majątek składało się: 19 kopalń galmanu, 40 kopalń węgla kamiennego, 3 huty cynku, 28 kuksów w hucie "Karol", do tego dochodzą tereny: Orzegów, Szombierki, Bujaków, Bobrek, Paniowy. Dla porównania średnia pensja nauczycielki (bardzo dobrze płatna) rocznie wynosiła około 300 talarów.
      Karol Godula zmarł 6 lipca 1848 roku.

      Źródło: Wikipedia
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.02.16, 23:40
        Floryan Szary

        Rumiane słońce nad Polską wstało
        Wielki pamiętny nastąpił dzień
        Miecz bohatera zajaśniał chwałą
        Roty krzyżackie pierzchły jak cień

        Pomszczone krzywdy i łzy sieroty
        I gwałt ołtarzów i ojców krew
        Wróg uciekł z pola z klątwą sromoty
        A za nim gonił zwycięzców śpiew

        W polu gdzie wrzała przed chwilą bitwa
        Gdzie grały strzały i broni szczęk
        Dziękczynna w niebo płynie modlitwa
        Z nią konających błagalny jęk

        Skończone modły, powstał król dzielny
        Młodzieniec z ducha choć starzec z lat
        Bo kto w dniu jednym jest nieśmiertelny
        Ten wiecznie młody jak Boży świat

        I król przebiegał skrwawione pole
        I bohaterską nachylał skroń
        Tkliwy na braci nędzę i bóle
        Wyciągał ku nim ojcowską dłoń

        Tam rycerz ducha nim odda Bogu
        Wspomina miły rodzinny dom
        I widzi młodą żonę na progu
        Więc srogi mu jest wyroków grom

        Pierś co przed chwilą nadzieją brzmiała
        Gdzie żywo serca uderzał dzwon
        Jak potrzaskana lutnia zmartwiała
        Żaden już w niej się nie ozwie ton

        Tam leżał we krwi wojownik stary
        Przeszyty srodze od pięciu strzał
        Imieniem Floryna tak zwany szary
        A wielką w boju sławę on miał

        Król nań spojrzawszy zżalił się srodze
        I rzecze: Bracie widzę twój ból
        Mów czego żądasz ja cię nagrodzę
        Jeżeli żyć będziesz bom ja twój król

        A on mu na to to mniej mię boli
        Niżli zły sąsiad, niżli mój wróg
        co niecnie szydzi z mojej niedoli
        Co domu mego najechał próg

        Nie dość że wydarł mi ojcowiznę
        Wiele mi innych przyczynił strat
        Zasiał niezgody straszną truciznę
        Odkąd zamieszkał wśród naszych chat

        W nasz ogród wśliznął się jak gadzina
        I rzucił zdrady na serca cień
        Brat nie poznaje brata, przeklina I ściąga gniewu Bożego dzień

        On zburzył szczęście cichego sioła
        W krwi naszych dzieci zaszczepił jad
        On wstyd poczciwy starł z niewiast czoła
        Wszędzie stóp jego czarny jest ślad

        Wyrwij mnie królu z mocy sąsiada
        Co wiarołomstwa i zbrodni znan
        Bo biada starej głowie mej biada
        Jeżeli żywot ocalę z ran

        Więc król mu na to Floryanie szary
        Za krew przelaną nagrodzi Bóg
        Bo kto Ojczyźnie dochowa wiary
        Przed tym drży piekło i pierzcha wróg

        Bądź dobrej myśli w potomne wieku
        Pamiętny będzie podjęty trud
        Bóg cię osłoni tarczą opieki
        I on podniesie zacny twój ród
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.02.16, 14:16
        -3-
        Te słowa biednemu sercu sieroty
        Wyryte odtąd złotemi zgłoski
        Nadały hart jej naddziałów cnoty
        I marą były mi życia troski

        Nie miałam matki, ojca ni brata
        Dawno pod trumny oni śpią wiekiem
        Ale znośniejszą była mi strata
        Bo miłość ziemi wyssałam z mlekiem

        Płochej rozkoszy czarów nie znałam
        Nie dla mnie złotych motylów kwiatki
        Bo jak samotny krzew wyrastałam
        W serca i z serca ziemi mej matki

        Ona mem była szczęściem i światem
        A moją chwilą wspomnień jej chwała
        I ten był moim kochankiem bratem
        Kogo swym stróżem ona uznała

        Z pośród rycerzy znanych mi wielu
        Wybór na ciebie padł Samuelu
        Bo byłeś mężem sercem i głową
        A w twarzy twojej czytałam blizny
        I na najświętsze przysiągłeś słowo
        Że będziesz wiernym mężem ojczyzny

        Jesteś mym mężem, więc porzuć żale
        Nie czas dziś myśleć o losie żony
        Ja sama z synem stanę na wale
        Słyszysz? Kraj wzywa nas do obrony!

        Rzekła i ręką na wał wskazała
        Krasą jej słońca jaśniały lica
        A kiedy zbroję lśniącą przywdziała
        Wybiegła groźna gniewem jak lwica

        Ona najpierwsza stanęła w dziele
        Za nią Samuel Chrzanowski bieży
        A widząc panią zamku na czele
        Garnie się zewsząd zastęp rycerzy

        Wiec przez dzień cały z chorągwią w dłoni
        Jak Anioł mściciel z mieczem i w zbroi
        Z aureolą świata na skroni
        Niewiasta - rycerz na wałach stoi

        I przez dzień długi do późnej nocy
        Piorunnym hukiem ziemia jęczala
        A serca mężnych szydzą z przemocy
        nie ustają bić z wałów działa

        Legendy Polskie - 1862
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.02.16, 15:39
        -9-
        Znowu rok mija i ranek dnieje
        Hukiem dział ziemia zadrżała święta
        Z dymem uchodzą wrogów nadzieje
        Bo twierdzę broni moc niepojęta

        I znów jak wczoraj tam u wyłomu
        Śnieżną chorągwią suknia powiewa
        Jak groźna wieszczba pogan pogromu
        Co serce Baszy trwogą przeszywa

        Nigdy rad polską pono dzielnicą
        W cudnejszej krasie słońce nie wstało
        Miecz w każdym ręku lśnił błyskawicą
        A czoła zorzy świtały chwałą

        Nagle rycerze z Trembwoli szczytów
        Widzą z podziwem w obozie wroga
        Jakby grom wypadł z czystych błękitów
        Powstaje wrzawa i rośnie trwoga

        Toczą się działa, chorągwie lecą
        Jako śnieg w słońcu znikły namioty
        Jeszcze księżyce nad niemi świecą
        Ale w tumanie giną już roty

        W tem z dala ziemia jęknęła gromem
        Jakby świat cały z posad się walił
        Niewiasta stojąc ponad wyłomem
        Woła - o bracie Bóg nas ocalił

        Słyszę głos jego to mściciel Boży
        To nasz Jan III przybył na sławę
        Nim słońce głowę do snu położy
        On skosi mieczem wrogów jak trawę
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 30.04.16, 18:43
        Dawne roczniki wspominają często o straszliwych wypadkach zamieniania dzieci przez boginki i podają zbawienną radę dla strapionych matek. Otóż należy dziecko przemienione głodzić, bić i wogóle okrutnie się doń odnosić, a wówczas matka takowego dziecka, nocnicą zwana, ulituje się nad pastwionem maleństwem, nie wytrzyma i weźmie je sobie z powrotem, zwracając równocześnie prawowite niemowlę prawowitym rodzicom.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 18.09.17, 17:17
        Jacek, zabrawszy z kościoła Najświętszy Sakrament i posąg Matki Bożej, przeprawił się suchą nogą przez Dniepr w czasie napadu Tatarów w 1240 roku. Z tej legendy wywodzi się tradycja Matki Bożej Jackowej, której najstarsza rzeźba jest przechowywana dzisiaj w Krakowie
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 18.09.17, 17:24
        Na prośbę Prandoty z Kościelca (być może członka rodu Odrowążów), Jacek, wezwawszy imienia Chrystusa, uzdrowił z niemoty jego matkę, Juttę
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 04.10.17, 14:19
        I jeszcze jedna legenda, taka jakich wiele w zamkach a więc Legenda o Białej Damie. Ponoć dawno, dawno temu strażnik zamkowy miał piękną córkę, która bardzo podobała się właścicielowi zamku toszeckiego. Zapragnął pojąć ją za żonę, ale ojciec
        nie chciał się na to zgodzić. Rozzłoszczony tym właściciel zamku rozkazał pobić ojca dziewczyny i ledwo żywego wypędził z Toszka. Jego piękną córkę uwięził w zamkowej wieży, gdzie zmarła z tęsknoty i głodu. Kiedy nieszczęśliwy ojciec po latach wrócił na zamek, dowiedział się o tragicznym losie swojej córki. W odwecie rzucił na zamek klątwę, która miała obrócić budowlę w ruinę. I tak rzeczywiście się stało. Na zamku wybuchł pożar, który całkowicie strawił jego wnętrze. Od tej pory raz w roku duch dziewczyny przechadza się po dziedzińcu zamkowym, bo wciąż nie zaznał spokoju.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 15.11.17, 22:59
        0 MORACH
        Był jedyn szewiec a ón szył, a wiecznie go ta drzymka brała. A tak sie zniżoł, zniżoł. Nie wiedziol, co mu to je. Aż roz prziszoł jedyn gospodorz se dać bóty uszyć a tyn sic mu użaloł, że jako wieczór na chwile
        robi, a za chwile że go drzymka weźnie, a nie idzie sie obudzić. I że stanie taki unawióny, że aż hruza. A prawi: „Podziwej sie, jaki móm eucfleki po siebie“. Miol taki zagryzki. A ón mu powiado: „Wiysz, co ci
        powiym. To cie mora dusi“. — „Nale loboga, jakóż to z tóm moróm zrobić, aby mie nie dusiyła?“ Nó mówi: „Nagotuj se nożyce a óna sie, ta mora, to je duch, zamiyni w cokolwiek. I przelezie i przez malóm szparkę. Jak cie chce podusić, to cie podusi“. No i tyn szewiec se też nagotowoł, a ta mora prziszła. A eszcze była za dwiyrzami. A tyn szewiec sie tak bróniół tymu spaniu, a nie chcioł usnyć. A ta mora za tymi dwiyrzami: „Szsz, szszewiec, szszewiec, je, jeszszcze szszszszszyje“. A óna uż chciała iść na niego, ni, bo uż było ku północy. A szewiec eszcze szył, tak ni miała prawa, bo nie społ. Ni? A óna go naprzód dycki unawiyła, a potym tóm krew cyckała. Nó. I zaś na drugi dziyń se nagotowo»! nożyce. A teraz uż zaś czuje, że mu coś za dwiyrzami szybrzikuje. A jak przez tóm szparę sie cisła,była zamiynióno w reżne ściebło, ón wzión nożyce a ustrzignół trochę tych fusów z tego reżnego ściebła. A to była baba. Prziszła rano do niego, prawi: „Podziwej sie, Francek, coś mi zrobiół. Obie rynceś mi ustrzignół“. A że sie to podobno taki dziecio narodziyło, co miało zymby. A że jak
        mu dali kołek, to chodziyło drzewa cyckać, a jak mu matka dała pierś, tak tych ludzi
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 23.04.19, 19:54
        SM. O czterech głupich kobietach. (Jedna miała się za ptaka, druga nie umiała szyć, trzecia nie wiedziała zkąd brać światła, czwarta chciała nieboszczykowi do nieba posłać bieliznę.) Mąż z żoną, mieli na wsi nie wielkie gospodarstwo. Mąż posłał żonę na jarmark z krową i kurą do sprzedania. Tu zbliżył się do niśj rzeżnik i pyta: „Wiele chcecie za krowę?*—Ona odpo wiada mu: „Krowę sprzedaję razem z kurą; krowę za 2 złote, a kurę za 25 złotych*.—Kzeźnik pomyślał: jedno przy drugióm nie jest tak drogie; więc zapłaciwszy ile żądała, spojił ją według zwy czaju wódką. Pijanej i bezprzytomnćj zabrał następnie pieniądze, poczśm wsadził ją najprzód do beczki smoły, a potem utarzał w pierzu, że baba wyglądała jak straszydło. Na drugi dzień, baba przespawszy się, nie może rozpoznać samej siebie i mówi: „Czy ja zwierz czy nie zwierz? pójdę do domu, jeżeli psy nie będą na mnie szczekać, a cielęta ryczeć, to będę człowiek; jakby psy szczekały, cielęta ryczały, to będę ptak.* — Przychodzi do domu, nie zastaje męża, tylko psy szczekają i cielęta ryczą 1 ). „Więc jestem ptakiem* mówi i wyszła na drzewo; tu ręce wznosi i chce latać. Mąż tymczasem nadbiegłszy, widzi, że coś się tłucze dziwnego na drzewie; bierze kija i chce ją bić. — „Nie bij mnie mężu, bom twoja żona*, wołała baba.—„Jak-eś moja żona*, odpowiada chłop, „to zchodź z drzewa, żebym ci się przypatrzył*. — Dopieroż ona zeszła i wyznaje, za ile krowę i kurę sprzedała, ale ją rzeźnik spojii obrał z pieniędzy, poczem taką z niój zrobił maszkarę.„Trudno”, rzekł chłop, „byłaś głupia i będziesz głupia; więc żebym mógł żyć dalej z tobą, muszę iść w świat, i wyszukać trzy podobnie tobie głupie baby”. Wybierając się w drogę, wziął chłop z sobą siekierę, młotek, i dłutko. Długi czas wędrując, przychodzi on do jednój baby, która mężowi sz) r ła koszulę, ale w tej koszuli nie było wyciętych dziur ani na szyję ani na ręce. Mając mężowi swemu wdziać uszytą już koszulę, baba ta chciała przekłuć dziurę patykiem, i mówi po dróżnemu: „Mój przyjacielu, żebyście wy co poradzili na włożenie koszuli, zapłaciłabym wam ile byście chcieli.”—Ów podróżny wziął siekierę i na pniaku wyciął w koszuli dziury na szyję i ręce, ale sobie za tę sztukę kazał dać 300 złotych. Zabrawszy. dane przez głupią babę pieniądze, poszedł dalej. Po niejakim czasie dostał się znowu do jednej wsi, w której inna baba, że w jej chałupie bez okien widoku nie było, wnosiła słońce wiadrem wody do chałupy (że się woda we wiadrze od słońca lśniła). Zdziwiony chłop pytał się baby: „po co ona się męczy, próżna to robota”.—Odpowiedziała mu: „że skoro pomimo wnosze nia słońca wiadrem, i tak widoku w izbie niema, przeto niechby jej co doradził, a za radę hojnie mu ona zapłaci”. — Chłop wyrąbał w ścianie okna i zaraz był widok, ale za tę sztukę kazał zapłacić sobie 300 złotych. Niemądra baba dała żądane pieniądze, z któremi podróżny poszedł w dalszą drogę. Gdy przybył znowu do innej wsi, wyszła z jednej chałupy baba, pytając go: „Zkąd jest rodem i gdzie idzie?” — Chłop odpo wiedział, że przychodzi z królestwa Judzkiego”. — Baba sądziła, że mówił: z Niebieskiego, a więc niecierpliwie zapytuje: „Kiedy idziecie z Królestwa Niebieskiego, to powiedzcie: czyście nie widzieli tam albo nie poznali mego pierwszego męża Piotrusia, zmarłego przed kilku laty”.— „A cobym nie znał”, odpowie chłop, „nie dobrze mu się powodzi, Chodzi bez butów i w jednej koszuli, co mu się już zdarła, żebyście-no co posłali przezemnie, tobym wracając zaniósł”. „Mój dziadku”, rzekła baba, „dam wam dla niego skrzynkę z bie lizną i przyodziewą”. — „Ho, ho, ho, gosposiu”, mówi chłop, „na plećach nie uniosę tego w tak daleką drogę, dajcież wózek i konia, co się pasie na łące”. — Baba dała skrzynkę z rzeczami, konia i wózek podróżnemu, który zabrał to i odjechał do swego Judzkiego kraWkrótce nadszedł mąż tej kobiety i zdziwił się, że nie ma w domu konia, wózka ani skrzynki. Gdy mu całą rzecz opowie działa, rozgniewał się srogo i rzecze: „Dałaś się okpić oszustowi, szukajże teraz głupia konia, wozu i skrzynki". Wziął drugiego konia ze stajenki i pojechał za podróżnym. Ten zaś jadąc a widząc że go mąż baby goni, ukrył konia z wózkiem w krzakach, i siadłszy nad wąwozem przy drzewie na którego gałęzi zaczepił kawałek końskiego ogona, patrzy się do góry. Nadjechał goniący konno i pyta podróżnego: „Kumoterku, nie widzieliście drugiego siwego konia jak ten na któiym jadę?" — „Oj widziałem", odpowie podróżny, „bo jeżdżą na nim po niebie; patrzcie, oto włósie, jak wjeżdżał w niebo, kawałek mu się ogona o drzewo zaczepił; jeżeli się chcecie o tern przekonaó, to połóżcie się na ziemi i patrzcie z boku do góry, a z pewnością zobaczycie waszego konia w niebie". — Chłop goniący zsiadł z konia, położył się na ziemi i wlepił oczy w niebo; ale że tego konia na którym przyjechał uwiązał u płotu, więc podróżny duchem go odwiązał, wskoczył nań i w nogi. Zamiast jednego, miał tedy podróżny już dwa konie z wózkiem i temi szczęśliwie zajechał do domu. Stanąwszy przed chałupą, zastał swoją głupią żonę niezmiernie zatrudnioną. „Co ty robisz?" pyta jej się.— Ona odpowiada: „Pod czas twej niebytności nie próżnowałam wcale, i zasiałam całą beczkę soli; jak będzie rok suchy, to ona pewnie zejdzie; a jak mokry, to chyba przepadnie".—„Oj ty głupcze!" rzecze mąż, „chcąc dosiedzióć z tobą resztę żywota, musiałem wyszukaó przynajmniej trzy jeszcze baby równie jak ty głupie, bo mądry człowiek nie wyżyłby na świecie, gdyby się nie starał otoczyć towarzystwem głupców, z któ rych korzyści ciągnąć dla siebie może.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 01.07.19, 12:54
        Praktykowano też wiązanie zwłok, przybijanie ich gwoździem lub wkładanie do ust kawałka żelaza.

        Charakterystycznym zabiegiem było też nadpalanie kości, najczęściej nóg, by uniemożliwić wampirowi chodzenie po śmierci. Albo chowanie zmarłego bez butów. Za najskuteczniejszy sposób uznawano jednak przebicie osikowym kołkiem. Ten typ pochówku jest jednak rzadko znajdowany, jako że drewno z biegiem czasu się rozkłada. W Polsce znany jest tylko jeden taki przypadek. Jeżeli archeolodzy ostatecznie potwierdzą, że gliwickie groby to pochówki antywampiryczne, będzie to największe takie znalezisko w Europie. Dzięki „wampirom" Gliwice stały się sławne w całym świecie, pisano o nich nawet w prasie afrykańskiej.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 07.10.19, 00:03
        O młynarzu.
        Był tćz to jeden menarz (młynarz), a ten menarz to nigdy niemógł posnia(u)dać, poka kogo nie osydził (oszukał); przed śnia daniem. I jeden dzień chodzi po inónicy (młynicy) i nimoze żadnego osydzić; byli menacy (młynarczycy) ale się nie dali juz osydzić. I przysed do izby i powiada: Zono moja, jak mi się tez chce jeść, juz niedaleko połednie, a ja jesce nie śniadał. A ona mu powiada: > Mógbyś tych figli poniechać, a móg byś tez bez tego pośnia(u)dać. A on: Nie mogę, poka kogo nie osydzę. I otworzył sobie okno i dziwał się na dwór. Ujźrzał tam owcarza pod borem owce paść, powiada: Moja zono. pasie owcarz pod borem, to ja pójdę i jego osydzę. On zased do niego, powiada mu: Jakoż bracie [ 173 ] GÓRNY SZLĄSK 35 owea(u)rzu, nie widziałeś tu mego kamienia, wysed mi ze mćnice i nie wiem, (g)dzie mi posed. A owcarz mu powiada: Bracie mena- rzycku, widział, przed małą godzinką tu ten kamień, płynął po — rzóce i pies na nim siedział i mąkę ś niego lizał. A ón mu po wiada: Bracie owcarzu, toś ty jesce więksy wickłac, jak ja; jako by to móg kamień po wodzie płynąć i pies jesce na nim siedzieć; weź ty te owce a zazeń do dom i oddej panu, i my pójdziemy we świat i będziemy osydzać i dobrze się będziemy mieć, i zarobiemy sobie wielkie piniądze. I owcarza namówił, i owcarz owce pognał do domu i panu owce oddał. A pan mu powiedział: Cyli mas mało zasługi, aby ornaryje? To ja ci dołożę, jak mas za mało. A on: Nie mam mało, ale juz tu żyć nie będę. I pan mu zapłacił wsyśtko co do grosa i ón się zaraz wyniós na wieś. Jak się wyniós na wieś i posed do tego mćnarza, powiada mu: Bracie mynarzu, juz-eh jes(t) terazki casowy. mozem iść pospołu do światu. I zabrali się i pośli. I przyśli pod jedno miasto; powiada mćnarz owcarzowi: Idź terazki do tego miasta sydzić. A ten owcarz: Idź ty bracie, boś ty jes(t) mądrzejsy, jak ja, a ja tu zostanę przed miasty a ja twoję prawdę ci oświacę (oświadczę). I ten mćnarz posed do miasta, C a w ten dzień prawie był targ. I przywióz tam jeden chłop ptaka I na sprzedaj w klatce i ludzie się do niego schodzili i na tego ptaka się dziwowali, ize taki wielki jes(t). I ón mćnarz powiada do tych ludzi: Moi ludzie, co wy się tak dziwacie na tego ptaka. A óni mu powiedzieli: C(ł)owieku, jak ino żyjemy na świecie, tak my takiego ptaka wielkiego nie widzieli. A on: Ludzie, w moim kraju, z kąd-ech ja jes(t), to są takie ptaki wielkie, ze jak panu śniesie jajko na łące, a ten pan nie chce mieć tego ptaka, zeby mu tam wyląg(ł), to musi naijmać dwadzieścia ótery chłopów a każdy musi mieć zielazny drąg. co te jajko skulają z łąki temi drągami. Ci ludzie mu powiedzieli: A prawda to c(ł)owieku, to my pójdziemy oglądać tego ptaka s wami. co to może być za ptak wielki, co takie ma jajko wielkie. Tak się zebrała bardzo wielka kompanija luda, i idą, az za miasto przyśli. I ten owcarz powiada: Ludzie (g)dzie to idziecie, tćle was idzie? — Oni: A idziemy z tćm c(łjowiekiem obejźrzćć takiego wielkiego ptaka. A ten owcarz po wiada: Prawda jes(t), bo ja jes(t) tam ztąd. możecie mi wierzyć. I tak powiadali ci ludzie: Poskładamy wam się po paru grosach, a my juz tam nie pódziemy s wami. Jak przydzieiny do domu, to tćz będziemy wiedzieć, co w doma powiedzieć, ize w tej ziemi takie ptaki wielkie są. I tak się naskładadali po paru grosach, i tych piniędzy było sto talarów. I ten mćnarz te pieniądze odebrał i pośli do drugiego miasta. I zaśli pod te drugie miasto i powiada ten mćnarz: I ty bracie owcarzu idź do tego miasta, a sydź tak. co nasydzis sto talarów, tak jak-ech ja nasydził, a ja tu zostanę osed do tego miasta a mćnarz został pod miastem. I w ten dzień prawie był targ. I w tern mieście murowali murarze kamienice bardzo wysoką; ludzie się schodzili, jak to na dziwy wielkie, jak to ci murarze poradzą postawić ze ziemie taką kamienicę. A ten owcarz posed do tych ludzi i powiada: Moi ludzie, cóz wy się tak dziwacie na tę kamienicę?—A oni: C(ł)owieku, eózby my się nie mieli dziwać. kiedy my, jak żyjemy na świecie, nie widzieli takiej wysokiej kamienice ze ziemie postawić. A on rozśmiał się i po wiada: Ha, ha. ha! to jes(t) mała kamienica do nasój; u nas są takie kamienice, jak se kokot wleci na dach, to sobie biega po dachu a dzióbie sobie po gwia(u)zdach. Tak oni mu powiedzieli: 0(ł)owieku, to my pódziemy s wami obejźrzyć te kamienice, co by to były za wielkie takie. Tak się zebrała wielka kompanija luda. i pośli z tym owcarzem, i zaśli az za miasto, gdzie mćnarz stał i ten się ożywa: Ludkowie. gdzie wy idziecie, taka wielka kompa nija was? — A oni mu odpowiedzieli: Idziemy z tym c(ł)owiekiem do jego ziemie, zeby zobacyć te wysokie kamienice, co kokot biega po dachu, i dziubie se po gwiazdach. A ten menarz powiada: Mo żecie mu wierzyć, bo ja tam jes(t) ztąd. Tak oni się znów po paru grosach poskładali i nazad się do dom powra(u)cali. Mćnarz po wiada: Widzis bracie owcarzu, juz mamy dwieście talarów, lepsej po świecie sydzić i piniądze letko zarobić i dobrze się mieć, niz rnie na monie (młynie) ciężko pracować, a tobie się za owcami na słońcu palić; pódź, teraz się powróciemy nazad do dóm. Przyśli do jednej karćmy na nocleg, i dali sobie przynieść dobrego jadła i dobrego picia na kolacyją, i za to nic nie zapłacili. I dali se przynieść pościel dobrą cło spania. I temu karcmarzowi powiedzieli: Jak nazajutrz wstaniemy, to za wsyśko zapłaciemy. I ten owcarz usnąn. a menarz nie spał. I ten menarz zebrał wsyśkie piniądze do siebie, i w nocy od tego owcarza uciek z tćj pościeli. I ten owcarz przecucił, patrzy wele siebie, mónarza ni ma. I sobie powiada: Miły Boże jedziny, jako tu se mną bćdzie, my tyle przejedli na kolacyi i przejedli, i w pościeli my się przespali, i cćm ja teraz zapłacę, kiej ja ani grosa przy sobie nimarn; i ten menarz pewno uciók z pićniądzami i mnie tu teraz do więzienia wsadzą. I ón sobie jescc pomyślał: Kiejs ty menarzu uciek, to ja tćz za tobą będę patrzeć uciec. I ten owcarz z ty karćmy za tćm mćnarzem znów uciek(ł). i leci drogą, a r-zał tak, jak kóń. I przy tej drodze była pastwa (pastwisko), i na tej paustwie były talde krzaki; i ten mćnarz do- s(ł)vchnąn ize leci kóń i r-zał, i stanąn przy drodze za jednym krzakiem i myślał sobie: Z pewnością tutaj który koń pozostał na pa(u)sy (paszy); kieby ja jego móg złapać to-bych na niego siad, co by-ch móg temu owcarzowi uciec- I przyleciał owcarz az cło krzaka i za-rzał głośno, i mćnarz wystąpił na drogę, temu koniowi A owcarz: A ha bracie, tutaj-ś jes(t)? Siadaj na ziemię a dawaj piniądze, będziema się dzielić; widzis bracie, tam w tej karcmie my tela przejedli i przepili i w pościeli my się wyspali, a tyś z pi- niądzami ucićk; jakby mnie byli złapali, toby mnie do więzienia byli dali, bo ja nimiał piniędzy ani grosa przy sobie. A rnćnarz powiada: Nie gorz się (nie gniewaj się), boć-ech tak chciał zrobić, bo my się dobrze najedli i napili a nic-emy nie zapłacili, i to zaś piniędzy więey będziemy mieli, a pódź do domu, w domu się pi- niądzami dzielić będziemy. Jak przyśli do dom, tak się piniądzami rozdzielili, a jesce przypadło dać temu owcarzowi (ten menarz) seśó grosv. I ten menarz powiada: Ni mam tych seści grosy zgod nych. przyńdź na niedzielę, to ci je dam. I owcarz powiada: Dobrze bracie, przyńdę. Przysło w niedzielę rano, powiada ten mćnarz swoji zonie: Przyńdzie owcarz po seść grosy, ale mu ich nie damy; ja przyniesę związkę słomy do komory i układę się na nię i tv mię przykryj białą płachtą i jak on przyńdzie. to ty płac i powiedz mu, izech ja juz umar, tak my mu tych seściu grosy juz nie damy. I ón owcarz w niedzielę po połedniu przysed i wlaz do izby, po wiedział: Dobre połednie. a menarka płace. A ón: Cóz płacecie? Ona: Cózbyrn nimiała płakać, kiedy juz mój mąz umar. A owcarz powiada: A skoda-ć, toć ja juz swoich seści grosy nie dostanę. A ona: Toć nie dostaniecie, boć ja ich nimom, a on ich nie da bo umar. I spytał się: A (g)dziez lezy ten was mąz? — A ona: A to sam w komorze lezy. I on komorę otworzył i zobacył go i powiada: A prawda, skoda-ć go, kiej-ć juz umar; dajc
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 07.10.19, 00:23
        O chłopaku, co służył w piekle
        Był jeden pan i nimóg żadnego lokaja przy sobie utrzymać. Co który przysed do nigo na s(ł)uzbę, tak przebył parę dni i pan go wybił i wygnał. I przysed taki niewielki chłopacek do niego i było mu na miano: Matysek. I za parę dni pan go wybił, i ten Matysek od niego u ciek. I ten Matysek sobie idzie drogą, a ku niemu jedzie pan ćtyrma końmi bardzo pieknemi. I jak się spotkali, tak ten pan wyjźdrzał z tój kolasy a powiedział: Chopacku, (g)dzie ty idzies?— A ckopacek odpowiedział: Ja idę do światu, bo mię pan wybił i ja od niego uciek. I ten pan: Chopacku, a nieprzy- jonbyś ty służby do mnie? —A ón: A cemu nie, przyjon bych. I ten cbopacek jesce pyta się pana, co będzie za robotę u niego robi(u)ł? — A pan: Nie będzies nic robił, ino będzies pod kotłem palił, ale musis u mnie służyć trzy lata, a jak trzy lata przesłuzys, to ci zasługę dam; ale musis się nie meć (myć), ani pacićrza nie mówić, ani paznotów u palców nie obcinać, ani się golić, ani głowy nie ostrzydz; będzies miał dobrze jeść i dobrze pić dostanies. I ten cbopacek powiedział: Panie, to się ugodzę. Pan odpowie: Dobrze, pódź teraz do kolasy se mną; pojedziemy do dom. A ten cbopacek: Jakoż ja pojadę panie z tobą, kiedy ty jedzies ku tej wsi, zkądech ja ucićk od tego pana, bo ja się tego pana boję, zeby mię zaś wybił. A ten pan mu odpowiedział: Siednij do kolasy, bo my tam nie pojedziemy. I on siad i pojechał ś nim. A ten pan, co cbopacka namówił, to był diabeł i te konie były diabły, i po tego samego pana lecieli, co ten cliopak u niego był. Tak. jak przywióz ten pan tego chopacka do piekła, tak go zawied do kotła, i pokazał mu, jak ma palić i jak ma w jednej mierze ogień w kotle trzy mać; a ten kocioł był nakryty, i co by chopak nie weźrzał do tego kotła, co tam jes(t). I pan diabeł mu powiedział: Terazki pal, bo ja do ciebie nie przyjdę, az za pół roku. I posed od niego (chopca) prec. I on cbopak pod ten kocioł drzewo przykładał i pali. I przysło półroku; i przysed diabeł do niego, zobacyć jak ón robi. Ale on bardzo dobrze robi(u)ł, jak nakazał ten diabeł. I powiedział mu ten pan (diabeł): Dobrze wsćsko jes(t), udało mi się, dobrze robis, tak rób, jak robis, to będzie dobrze, bo ja terazki juz do ciebie nie przyńdę, az twoje trzy lata przejńdą. I trzy lata przesły i pan (diabeł) przyseł, i bardzo mu się podobała ta jego robota. I tak mu powie: Mój Matyjusu, ugódź się u mnie jesce na śtyry lata. to będzie do kupy siedem lat; ja ci zasługi poprawię, i wicbtu i trunku. A on ckopiec: Panie, jesce zostanę u ciebie, bo mi tu dobrze. Jak ten pan (diabeł) odchodził, to mu jesce przykazał, aby meńsego ognia, ani więksego nie palił pod ten kocioł. I posed od nieI on przepalił znów półscwarta roku, a w tym kotle to ino coś tak sobie usiłowało: au-u-u, au-u-u, a-u-u! I on sam powiada do siebie: Juzech tu jes(t) półsiodma roku, a jescech do tego kotła nie wejźrzał; mam od pana zakazane, ale ja wejźrzę do niego, bo ja musę wiedzieć, co sobie tam tak usiłuje w onym kotle. I on odetkał troskę tego dekla, a tam siedzi ten pan jego, co go tak wybił, jak był na s(ł)uzbie u niego. I on Mateus mu powiada: Aha, panie, toś tu jes(t) w tym kotle? — A ten pan: Smiłuj się Matensu a nie kładź takiego ognia wielkiego pod ten kocioł. A on wzion, kocioł zawar(ł), i jesce więksego ognia poprawił i powiada mu: Jakeś mię ty panie wybił, tak ja ci teraz z-godzę dobrze. I on wielki ogień kładł, a ten pan bardzo se w tym kotle usiło wał. I jesce nie wyseł siódmy rok i ten jego pan (diabeł) przyseł do niego. I tak mu powiada: Mateusu, jakech od ciebie odchodził, przykazał ci. żebyś więksego ognia nie robił, ani do tego kotła zaglądał, a tyś tam wejźdrzał. A Mateus: Panie, ja słysał, co tak usiłuje w tym kotle, ja chciał wiedzieć, co tam jes(t), i ja-ch tam widział pana swego, co mnie na ty służbie wybił, i za to jesce mu lepsego ognia pod kotły poprawił. Ten pan (diabeł): Ujmij jedno drewko meny, a mensy ogień kładź, bo ja tu do ciebie nie przyjdę, az twój rok przejńdzie, i będzie siedm lat. I on go posłuchał i ujon jedno drewko menij, jak miał kłaśdź. I siódmy rok przysed, i ten pan (diabeł) do niego przysed i powiada mu: Słuchaj Mateusu, juz twój rok doseł; terazki sobie mozes iść na świat i sukaj sobie zony. i mozes się żenić, a jak sobie zonę (g)dzie wysukas, to przydź tu do mnie po zasługę; ja pojadę z tobą na twoje wesele. I ón Ma teus posed na świat. Idzie sobie drogą; kto go napotkał bardzo go się bał; w(ł)osy miał na głowie d(ł)ugie az na ramiona, broda d(ł)uga az po pępek, pazury u rąk d(ł)uzse jak palce, i carny tak, jak diabeł, bo bez całe siedem lat się nie mćł. (G)dzie zaseł do wsi, każdy powiedział: Diabeł idzie. (G)dzie zased do ka(r)cmy, wsyscy z ka(r)cmy ludzie pouciekali przed nim. I ón se wzion wódki, bułków, napił się, pojad i posed. Przychodzi ku drugi wsi i po wiada sobie: Miły Boże, cóz mnie się tez ci ludzie boją, kiedy ja sobie nie mogę dać głowy ustrzydz ani u rąk paznotów poobrzy- nać, ani się umyć, bo mi ten pan zakazał, abych się nieochłudził, az sobie zonę wynajdę. I przysed do tój wsi i wlaz do tej ka(r)cmy i tam trze panowie w karty grają. I ci dwa panowie ograli tego jednego pana ze wsćskich piniędzy, i ten pan przegrał jesce konia, kolasę i stangryta, i na ostatku jesce swoje dobra sadził, i te dobra przegrał. I ci dwa panowie powiedzieli temu, co przegrał: Teraz sobie mozes iść i do diabła. A tego Mateusa przy drzwiach, jak wlaz, nie widzieli. I ten pan co przegrał dobra, wstaje i dziękuje im za to, co go tak ograli ze wsystkiego; i zabiera się od nich odchodzić, a ten Mateus powiada: Panie, nie chodź! mas tu parę 1191 ] GÓRNY SZLĄSK 53 talarów odemnie, graj jesce ś nimi a niebój mię się, bo-ch ja jes(t) taki c(ł)owiek, jak ty, ale-cb był bez siedem lat na puscy. i tak-ech zarós i ocerniał. Ale óni wsescy trzech go się bali, bo myśleli prawie, ize to diabeł jes(t). I óni się znów dali do tych kart, i grali. I ten pan. co pozycył sobie tych parę talarów, tak tych dwóch panów znów ograł ze wsyskich piniędzy. Piniądze i dobra swoje poprzegrawali, on wygrał wsśsko od nich, i powiada: Terazki idź cie sobie obadwa do diabła. I oni pośli prec. I ten pan, co został, zapytał się Matyusa: A cóześ ty jes(t) za jeden? — On: Panie, nie bój mnie, bo ja nie jes(t) diabeł, bo ja-ch jes(t) taki c(ł)owiek, jak ty, ale był-ech bez siedem lat na puscy, tak-ech ocyrniał i zarós(ł), i teraz bych się rad ożenił, kiebych se móg zonę kędy wynajść. A ón mu powiedział: Mój kochany Mateusie. ja mam trzy córki, to ja tobie dam jedną, która cię będzie chciała, za to coś mnie ty pozycył tę parę talarów, co ja te dobra wygrał, i tak terazki po- jedzies do moich dobrów se mną. Pan wsiad do kolasy, i ón za nim; wsiedli i pojechali do domu. I jak przyjechali do domu, tak ten pan zawołał swoich trzech córków na dwór. bo onego nie chciał wziąść do pałacu, zeby się te panienki jego nie wylękały, ize taki carny był. I jak te panienki na dwór wylazły, tak im ten ojciec powiedział: Teraz moje córki powiedzcie mi, która będzie chciała tego c(ł)owieka, bo jedna s was trzech go wziąść musicie, bo ón mnie tak dobrze ucynił, co ja swoje wygrał nazad i drugich jesce dobra wygrał jeich. Tak, która go weźnie-cie, to ja jemu dobra jedne oddam i będzie panem. Ta najstarsa powiedziała: Choćby mnie zaraz diabeł wzion, tobych go nie chciała. Ta druga powie działa: Choćbych się zaraz utopić miała, to bych go nie chciała. Ta najmłoda powiedziała: Choćby mi inny we złocie stanon, to go nie chcę, ino tego. I diabeł przyseł, i wzion tę najstarsą córkę; i ta druga do studnie weskocyła i utopiła się. Tak on powiedział temu panu (ojcu córki): Pójdę do tego pana (diabła), co-ch u niego służył, po zasługę. I ón zaseł do piekła do tego pana po zasługę i powiada: Juz-ech sobie zonę wynalaz, teraz mi daj moją zasługę. A ten pan (diabeł) mu odpowie: Dobrze jes(t), Matejusku, idź sobie do domu, a idź do kościoła i weź ślub, a ja ta za tobą przyjadę na twoje wesele. Jak tam przyjadę, to tobie twoją zasługę odclam. I ten pan tej
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 13.10.19, 21:44
        Po krótkim zgiełku, zamek drzemie w ciszy, Z znamion odarte smutne sterczą wieże,W długich krużgankach nieliczni żołnierze Gwarzą o krwawych dziejach towarzyszy.Córka hetmanów w kwiecistśj swój celi, Wsparta na miękkiśm siedzeniu z makaty, W zadumie z listków obrywała kwiaty, Wonny kobierzec siejąc z róż i bieli.U nóg jśj także biała i różana0 jasnym włosie klęczała dzieweczka,Coś bardzo smutna i łzami zalana,Lecz także miała rumiane usteczka1 takie oczy z lazuru i słońca,Iż snać z jej twarzy łezkę przeźroczystą Śmiech łatwo spędzał i wnet w promienistą Zamieniał iskrę tęczy lub miesiąca.

        95Nad ogniem stoją dwie ciemne postacie: Starzec na kiju oparty o ziemię I piękny młodzian w jeńca wschodniej szacie. Na licach obu znać Kirgizów plemię —Na licach obu żal swe ślady ryje,Lecz dość raz spojrzeć na młodziana skronie, liaz widzieć wielkość co mu z oczu bije,B y poznać duszę, co mu gore w łonie;I by odgadnąć, że pojman za młodu,Miał być przewódzcą dzielnego narodu.Starzec doń ze czcią przemawia głęboką,I w twarz schyloną lepiąc bystre oko Zda się pocieszać, to znów napomina Z czułością ojca i pokorą syna.Młodzian stał milcząc nieruchomy, blady, Oblany ognia czerwonym połyskiem;Nagle się ocknął i dłoni uściskiem Wiernemu słudze dziękując za rady:„Starcze, zawołał, w żadnej ludzkićj mowie Niema wyrazu, co mój żal w ypow ie!W zbolałćj głowie w-ije się powoli j Myśl — ta nić czarna wysnuta z całuna; Chwilami zadrży jak pęknięta struna!W tedy się budzę... i jak serce boli! Namiętność życia targa śmierci szałem,Dusza się miota i spocząć nie m oże!
        86Długo pomocy Allaha błagałem —Dzisiaj zapóżno — mnie piekło wspomoże! Dzisiaj zapóżno! W y duchy podziemne Lejcie żar piekła, duszę spalcie — strujcie — A serce z piersi stłumionej w yzujcie,Bo jeszcze kocha to serce nikczemne!Kocha — choć ogniem nienawiści gore;Wre żądzę zemsty — to znów słabe, drżące, Za jeden uśmiech, jeden uścisk, skore Pod stopy lubćj rzucić serc tysiące\ ...Gdybym jak ojciec był księciem narodu,I na bój wodził wojowników krocie,Dawnoby gwiazda Koniecpolskich grodu Jaśniała w białym Kirgiza namiocie!Lecz jam niewolnik — spętany, zgnębiony, Mnie wić się podle — i gniewać się skrycie,I żuć wędzidło — i rwać się szalony,A jam tak młody i tak długie ży c ie !...O gdzieżeś! gdzieżeś mój koniu bułany,Me jasne niebo, mój stepie bez końca,Mnie duszą mury, krępują kajdany,Mnie brak powietrza, przestrzeni i słońca!“Umilknął. Rękę przycisnął do czoła, Chcąc siłą stłumić uczucia wezbranie; Lecz wpośród ciszy drzemiącej dokoła Tak dzikie z piersi dobyło się łkanie,
        9?Iż skrzydłem wiatru niesione przez wody Trąciło groźnie w okno Wojewody,I coraz słabsze płynęło pow oli,Jak cicha skarga miłosnćj niedoli,A ż przez okienko, sunąc między kwiaty, Wbiegło do jasnćj dziewiczej komnaty.A starzec dumał — i śledząc u góry Jasne gwiazd roje, na ziemi z pośpiechem Kreślił dziwaczne cyfry i figury.Wreszcie się podniósł z proroczym uśmiechem, A rzadko, uśmiech sine krasił u sta,Spojrzał dokoła, czy kto nie podsłucha?Lecz nie — noc ciemna, wszędzie cichość głucha, Drzemią namioty i równina pusta__„Synu, rzekł zwolna, nie rozpaczać tobie!Łzom nie przystało na twarzy Selima.Nam trzeba działać; bo spoczynek w grobie Temu należy — kto końca dotrzyma.Czy widzisz synu ten obłoczek biały Wśród niebios wielkiej zgubiony przestrzeni? Chmury go czarne długo zakrywały,Mdlał, księżycowych pozbawion promieni.A teraz — patrzaj! znikły chmur zasłony, Księżyc go blaski srebrzystemi pieści!13
        98I ty mój synu, bez chwały, bez części Wpośród chmur czarnych nieszczęścia rzucony, Niedługo ujrzysz twą smutną niewolę Zmienioną w hołdy pokornego ludu,I w stepie skrzydła rozwiniesz sokole: Czytałem w gwiazdach — spodziewaj się cudu ! Nim błyśnie zorza, wodze chrześcian pilni Zbiorą swe wojska w odzieźach ze stali,I Wojewoda z grodu się oddali,A my zostaniem przebiegli i silni.Broni nie braknie — gdy zapłacim w złocie, Dziewczyna lekka — a koń bystry w locie! Kozumiesz synu?"Śniada twarz młodziana Błysnęła, żywym rumieńcem oblana.Chciał coś przemówić, lecz wargi blednące Silne wzruszenia zawierało drżenie;A starzec Pana szanując milczenie,Patrzał ja k w słońca w oczy pałające,I snać w nich dobrą odpowiedź w yczytał,Gdyż dłoń Selima biorąc w obie dłonie,W iódł go jak dziecię i więcćj nie pytał,Aż znikli razem w namiotu zasłonie,A gorejące ogniska ostatkiI fale, wiatru toczone oddechem,Dzikićj rozmowy pozostałe świadki Szeptały długiem i przeciągłóm echem__-s * 8 - i -g s=-
        IV.Przed świtem w zamku pełno zgiełk u , w rzaw y: Tam zbroją ludzi, tu konie kulbaczą,Tam słychać śmiechy, tu kobiety płaczą, Wszędzie wre żądza do boju i sławyI wszędzie ręce do pracy gotowe,Tak, że gdy pierwszy promy czek złocony Przez mgliste ranku przedarł się zasłony, Oświecił zbroje i hełmy stalowe;Bo już stał w rzędzie jasny, okazały Kwiat polskićj młodzi z piersiami wrzącemi, Zelaznćm skrzydłem rwąc się na szczyt chwały, Sercem przykuty do ojczystej ziemi!Już w bramie czeka rumak niecierpliwy,Już ziemię grzebią polotne kopyta,Rwie się z rąk giermka i wstrząśnieniem grzywy Z radosnćm rżeniem swego pana wita.
        100Już przed wielkiemi kamiennemi schody,W srebrzysty pancerz i hełm złoty zbrojna, Stoi poważna postać W ojewody,Przy nim Nawojka smutna lecz spokojna.Już pożegnania pocałunek długi Żałośnie zawisł na perłowej skroni,I z oczu starca zpod żelaznćj dłoni Dwie łez gorących stoczyły się strugi.Już dosiadł konia — prawicy skinieniem Powitał wojsko stojące wokoło,I tysiąc piersi jednogłośnćm brzmieniem Okrzykiem wodza przyjęło wesoło.Na okrzyk wojska odpowiedział echem ,Jakiś śmiech dziki, szyderczy, przerwany, Gkłzieś z głębi ziemi — takim chyba śmiechem Uwiódłszy duszę śmieją się szatany.Zdziwieni wszyscy dokoła spojrzeli,Zkąd się odezwał ten głos niespodzianie;Lecz nikt się nie śmiał — i tylko widzieli,Jak się cień lekki przesunął po ścianie. Nawojka — czy ją przejął strach proroczy,Lub treść zagadki niemiłćj odgadła?0 mur się wsparła i nagle pobladła1 drżącą ręką zasłoniła oczy.
        101Lecz nikt nie zważał na dziewczęcia trwogę, Bo już czas naglił, już trąbki zagrały,Już biały orzeł pokazywał drogę,A za nim jasne proporce powiały.Biedna Nawojka na szerokie schody Wstąpiła smutnym i powolnym krokiem,I w ową stronę podążyła okiem ,Gdzie zniknął,w cieniu rumak Wojewody:I tak widziała, jako w rzędzie długim Szeregi wojska ciągnęły w przestrzeni,I jako jeden proporzec za drugim K rył się i niknął pośród drzew zieleni.Tam promień słońca, jak Boga spojrzenie, Światłem i ciepłem oblewał rycerzy I blask chorągwi, szyszaków, pancerzy Stokroć słoneczne odbijał promienie;A kiedy święta pieśń „Boga Rodzica11 Ostatniem echem wzleciała do góry,Do komnat zamku wróciła dziewica I promień słońca schował się za chmury. —-S3S--8--8SE&-
        102V .Po krótkim zgiełku, zamek drzemie w ciszy, Z znamion odarte smutne sterczą wieże,W długich krużgankach nieliczni żołnierze Gwarzą o krwawych dziejach towarzyszy.Córka hetmanów w kwiecistśj swój celi, Wsparta na miękkiśm siedzeniu z makaty, W zadumie z listków obrywała kwiaty, Wonny kobierzec siejąc z róż i bieli.U n
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 16.09.20, 00:21
        Kszysztofory

        Według innej legendy duchem "Białej Damy" ma być duch żony Sebastiana Lubomirskiego - Anny z domu Branickiej. Podobno po przedwczesnej śmierci swego męża miała zapisać duszę diabłu by go chociaż jeszcze raz móc ujrzeć. Żałując swego czynu pod koniec życia zaczęła oddawać się modłom i umartwianiu. Jednak to się nie udało i duch jej pokutuje po dziś dzień w pałacu. Widmo Anny Lubomirskiej miało się niejednokrotnie ukazywać pod postacią "białej damy" przepowiadając bliską śmierć lub choroby osobom które je widziały.
        W dawnych rocznikach Krakowa odnotowano opisy zdarzeń związanych z "Białą Damą" i tak w 1769 roku pałac pod Krzysztoforami nabył biskup Kajetan Sołtyk, który właśnie powrócił z rosyjskiej niewoli. Osiedlił się ze swoim sekretarzem Ossowskim i siostrami pozostającymi na jego utrzymaniu. Biskup żył w całkowitym odosobnieniu od reszty świata a czas spędzał na modlitwach i rozmyślaniach.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 17.09.20, 23:12
        http://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/V2xuELaZjzOECjqEX.jpg

        KRAKÓW KOŚCIÓŁ I KLASZTOR NA SKAŁCE
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 17.09.20, 23:54
        Krakowskie Krzemionki

        Na jednym ze wzgórz w Krakowie znajduje się Kopiec Kraka według legendy ma on być mogiłą założyciela Krakowa. Naprzeciw stoi niewielki kościółek pod wezwaniem Świętego Benedykta. Kościółek prawdopodobnie pochodzi z XIII wieku ale prawdopodobnie jest starszy. Wokół kościółka krąży legenda, że miał tutaj mieć swój warsztat legendarny mistrz Twardowski, w którym odprawiał czarnoksięskie praktyki, studiował magię i spotykał się z czartami.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 03.06.21, 19:20
        W przyściółku Podpolichno, położonym nad rzeczka Hutką opodal historycznej Miedzianki, znajduje się cmentarz wojenny z 1915 r. leży on przy rozwidleniu drogi wiejskiej, tuż na zapleczu domu nr 10 w sosnowym lasku.
        Cmentarz założono na planie prostokąta o wymiarach 18 na 12 m teren jest piaszczysty. Miejsce grzebalne zawiera 20 czworobocznych kwater różnej wielkości, w siedmiu rzędach. Są one porośnięte murawą.
        Urszula Oettingen /1988/: "Cmentarze I wojny światowej w województwie kieleckim", podaje, że dawniej na cmentarzu tym było 30 kwater, dwie posypane żwirem. Stał tam duży drewniany krzyż z tablicą, gdzie wyszczególniono nazwiska 121 żołnierzy rosyjskich z 184 Pułku Piechoty, którzy polegli tu w 1915 r. walcząc z Austriakami.
        Krzyż drewniany spróchniał i rozpadł się wraz z tablicą, która stanowiła jedyne epitafium. Cmentarz dawniej był ogrodzony żerdziami na drewnianych słupkach. Po zakończeniu drugiej wojny światowej, władze prosowieckie nakazały uporządkować go. Został ogrodzony metalowymi rurowymi pachołkami, spięty żelaznym łańcuchem. Postawione bez zafundamentowania, wykonany ze zbrojonego cementu pomniczek, który nie był dekoracyjny i wykonany tandetnie. Zjawiska mrozowe rozsypały go i części wyrzucono do lasu za cmentarzem. Leżą tam dotąd.
        W 2002 roku dokonano ponownie uporządkowania cmentarza. W miejscu krzyża drewnianego wkopano żelazny, spawany z rur i przy nim ustawiono kamienną tablicę informacyjna z napisem: "Cmentarz wojenny 1914 + 1915, 121 żołnierzy poległych w pierwszej wojnie światowej, prawem chroniony". Nowy krzyż jest w wersji katolickiej, nie prawosławnej.
        Tablica inskrypcyjna z białego marmuru stoi na podłużnym granitowym postumencie, zakotwiczonym w płycie poziomej z marmuru bolechowickiego. Ogrodzenie łańcuchem zachowało się. Od strony wejścia, pachołki rurowe zastąpiono ciosanymi z różowego piaskowca.
        Na uwagę zasługuje fakt, że mieszkańcy Podpolichna otaczają cmentarz wojenny szczególną opieką. Nie jest on dewastowany, jak inne podobne mu w Polsce. Przy tablicy układane są kwiaty i palone znicze. Jest to ze wszech miar godne pochwały i świadczy dobrze o mieszkańcach przyściółka Podpolichno
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 03.06.21, 19:26
        Po drugiej wojnie światowej, gdy szkoła podstawowa w Chęcinach mieściła się w budynku poklasztornym, nauczyciel fizyki przyniósł w ramach programu nauczania i sprezentował uczniom dawny radioodbiornik, w którym jako prostownik stosowany był półprzewodnik "kryształ galeny (kruszcu ołowiu)" pochodzący z rejonu Chęcin.
        Uczniowie podjęli konstrukcję takich prostych radioodbiorników słuchawkowych, zwanych detektorkami, i zorganizowano wycieczkę do góry Ołowianki po kryształki galeny.
        Wycieczka szła nie przez wieś Polichno, ale polnym traktem na skróty. Podobno tam prowadziła staropolska droga łącząca Miedziankę z Chęcinami. Nauczyciel wskazywał góry, gdzie były dawniej kopalnie galeny - siarczku ołowiu zwanego ołowianką.
        A więc od strony południowej: Góra Zamkowa, przełęcz między Beyliną i Rzepką, Panieńska Górka, Sosnówka, Zegzela, Zembrowica i koniec. Dlaczego? Bo w paleozoiczne pasmo chęcińskie zostały przy Polichnie wciśnięte skały triasowe nieokruszcowane.
        Wykład trwał dalej. Od północy kruszec kopano w Jerzmańcu zwanym dziś Czerwoną Górą, w Górze Miejskiej i Okrąglicy. W rejonie Piekła gałęzickiego i na Ołowiance.
        Wycieczka dotarła na miejsce. Podłużna wapienna góra leżała między Miedzianką i Ostrówką. Miała prawie kilometr długości. Uczniowie zaopatrzeni byli w świeczki, elektryczne latarki, młotki, dłuta i plecaki. Do wyrobisk górniczych prowadziła ścieżka wśród olszyn, brzegiem mokradła Trzciniec. Tam wypływo źródło będące cieplicą, gdzie zimą woda nie zamarzała i unosiła się w powietrzu para. Nocowały tam dzikie kaczki, żerując wśród wodorostów.
        Wyżej leżał kilkutonowy głaz wapienny oberwany ze zbocza góry i widniało wejście do sztolni. Miała w pionie prześwit ponad półtora metra i pozoslał ślad po torowisku kolejki kopalnianej o drewnianych szynach, gdzie wózki wywrotki, zwane kolebami, popychano ręcznie. Sztolnią wywożono kruszec ze środka góry. Długość wyrobiska wynosiła 150 m. W dwóch miejscach górnicy próbowali kuć boczne chodniki, bo natrafili tam drobne żyłki kruszcu. Sztolnia prowadziła do podszybia.
        Szyb wykonany w szczycie góry miał głębokość 30 m. Był bardzo nieregularną pustą komorą po wydobytym kruszcu. Miejscami szerokość pustki osiągała 10 m. Z góry dochodziło dzienne światło. Galenę widać było wszędzie. Tworzyła wraz z białym krystalicznym kalcytem naskorupienia skalne i żyły przecinające w różnych miejscach wapień. Były one ukierunkowane i biegły z północy na południe.
        Sztolnia prowadząca do szybu miała widoczną w swym stropie żyłę kruszcową, tę samą, którą wybrano, głębiąc szyb. Stąd wniosek, iż żyła przecinała całą górę Ołowiankę z północy na południe. Sztolnia służąca później do transportu, dawała podczas jej drążenia kruszec. W żyle prócz kalcytu i galeny występował krystaliczny, różowy siarczan baru zwany barytem, a dawniej szpatem ciężkim. Był on zmorą dla hutników, bo miał ciężar właściwy zbliżony do galeny i przy flotacyjnym wzbogaceniu urobku na płuczkach pozostawał w korytach z kruszcem.
        Obok omawianego wyrobiska po stronie zachodniej znajdował się nieczynny kamieniołom po inwestorach braciach Łaszczyńskich, którzy wydobywali tam bloki wapienne przeznaczone na marmur w kolorze ciemnym, prawie czarnym, z białymi żyłkami. W północnej ścianie kamieniołomu odsłoniło się drugie wystąpienie żyłowe galeny, które umknęło uwadze staropolskich górników i nie było eksploatowane.
        W 1950 r. Kieleckie Przedsiębiorstwo Budownictwa Przemysłowego podjęło wydobycie wapienia z Ołowianki i góra po kilku latach przestała istnieć, podobnie jak położony obok Kozi Grzbiet. Obecnie wydobycie wapienia odbywa się w tym terenie na górze Ostrówce.
        Nie jest znana historia eksploatacji galeny na Ołowiance. Wiadomo jedynie, że nie były to roboty gwareckie, lecz poważna inwestycja austriacka po trzecim rozbiorze Polski, albo roboty z funduszu rządowego w okresie staszicowskim.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 03.06.21, 19:34
        W Górach Świętokrzyskich są dwa miejsca, gdzie niegdyś eksploatowano kruszce i rudy miedzi. Jest to wieś Miedziana Góra, leżąca w pobliżu Kielc, przy drodze do Piotrkowa Trybunalskiego i wioska Miedzianka wraz z górą, znajdującą się w zachodniej części Pasma Chęcińskiego, opodal Wiernej Rzeki.
        Na początku XX wieku eksploatację na Miedziance wznowili dwaj chemicy, bracia Łaszczyńscy, posiadający doktoraty. W wymienionym miescu prowadzili oni prace górnicze za miedzią przez trzydzieści pięć lat. Dzięki temu weszli chlubnie w poczet entuzjastów wskrzeszenia górnictwa staropolskiego.
        Ród de Verbno Łaszczyńskich wywodził się z Wielkopolski. Wiadomo, że Władysław Józef, chemik izootechnik był szlachcicem, urodzonym w Łaszczynie koło Kościana. Kupił on Powązki, przeniósł się tam i miał czterech synów. Wybił się Jakub Ignacy. Przejął po ojcu majątek i został prezydentem Warszawy. Był również gubernatorem cywilnym warszawskim, członkiem Rady Stanu.
        Brat Jakuba - Stanisław, zawodowy wojskowy, został wywieziony na Sybir za działalność patriotyczną. Wrócił do Polski i nabył majątek Grabowo. Wychował trzech synów: Władysława, Bolesława i Ignacego. Ukończył chemię organiczną i doktoryzował się w 1862 roku. Syn jego - Bolesław studiował w Niemczech archeologię. Władysław został skoligacony z Potockimi do Łańcuta. Budował tam gorzelnię oraz cukrownie.
        W swych dobrach modernizował stare cukrownie i wprowadzał stacje meteorologiczne, prognozując pogodę dla prawidłowej hodowli buraka. Gdy w 1871 roku zmarł mu ojciec, Władysław wrócił z Galicji do Wielkopolski, sprzedał Grabowo i kupił majątek Stulisławice koło Kalisza. W Czernichowie pod Krakowem rozbudował i unowocześnił szkołę rolniczą. Sprowadzał bydło dojne z Moraw. W 1892 roku zapadł na gruźlicę. Po trzech latach choroby zrezygnował z Czernichowa nad Wisłą, zostawiając w szkole nauczyciela i kapelana. Wrócił do rozbudowanych wcześniej Sulisławic i przeziębiwszy się zmarł. Pochowano go we wsi Dobrzec, opodal Kalisza.
        Osierocił czworo dzieci: Stanisława, Bolesława, Ignacego oraz córkę Zofię. Syn zmarłego - Stanisław ukończył gimnazjum św. Anny w Krakowie. Wstępując na Uniwersytet Jagielloński złożył swój życiorys napisany po łacinie. Znał biegle grekę. Po czterech latach uznał, że poziom nauczania jest niski i przeniósł się do Berlina. Ukończył tam studia. Doktoryzował się w roku 1894. Tematem pracy była hydroelektroliza rud cynku z pozyskaniem gazów przemysłowych: tlenu i wodoru.
        Dwa lata młodszy Bolesław, po ukończeniu tego samego gimnazjum, studiował w Krakowie chemię. W Niemczech obronił doktorat z filozofii.
        Trzeci brat Ignacy ukończył szkołę rolniczą i został w Sulisławicach na gospodarstwie. Doktor Stanisław Łaszczyński, wróciwszy na teren ziem polskich, opatentował opracowany przez siebie sposób elektrolitycznej rafinacji miedzi, czyli otrzymywanie jej z rudy i kruszcu nie metodą hutniczą, ale chemiczną. Była ona tańsza i wydajniejsza.
        Ponieważ używa się dwojakiej nazwy na użytkowe związki kopalne miedzi: kruszce i rudy, wyjaśnić należy pokrótce, że kruszec jest wiązaniem beztlenowym powstałym przy wysokiej temperaturze w głębi ziemi, a ruda to produkt zwietrzenia kruszcu. Miedź rodzima metaliczna w zlożach jest kruszcem, ale miedziana blacha na dachu zieleniejąc daje rudę dwuwęglan, zwany malachitem.
        Stanisław Łaszczyński, chcąc zastosować praktycznie swój patent, rozglądał się za złożami miedzi. W 1900 roku przybył na Kielecczyznę. Dwa lata poźniej osiadł w Miedziance i sprowadził tam do pomocy brata Bolesława. Ignacy z Sulisławic wspierał materialnie braci. Potem zmuszeni byli założyć spółkę akcyjną dla zdobycia potrzebnych na rozruch zakładu pieniędzy.
        Pierwsza wojna światowa przerwała Łaszczyńskiemu roboty. Potem okazało się, że okupant austriacki w ciągu cztarech lat wyeksploatował im złoże miedzi, wobec czego spółka górnicza podjęła wydobycie i przerób innych kopalin mineralnych na tym terenie.
        Dnia 5 września 1939 roku rozjuszony żołdak niemiecki zastrzelił na ulicy w Kielcach doktora Stanisława, gdy ten wstawił się za kobietą, u której męża znaleziono broń. Był to dzień wkraczania do miasta hitlerowców. Trwały walki. Nie wiadomo, gdzie Łaszczyński został pochowany. Był on kawalerem.
        Boleslaw przetrwał w skrajnej nędzy II wojnę światową w Miedziance. Zmarł 17 kwietnia 1947 roku i został pochowany na cmentarzu w Bolminie. Pozostawił żonę i sześcioro dzieci. Synowie to: Władysław i Stanisław Roman. Ten zamieszkał w Gdyni i był wybitnym ekonomistą. Córkami były: Zofia - zmarła wcześnie w wieku 16 lat, pochowana w Bolminie, Stefania, Izabela (Iza), Olga (zwana Iną).
        Owdowiała Maria Łaszczyńska, zwana w rodzinie Marianną, żyla w Miedziance z czynszu za połowę swego domu mieszkalnego, którą oddała dla szkoły. Przenosząc się do córki Stefani - nauczycielki w Sierszy, pod koniec lat 50-tych sprzedała budynek Józefowi Walasowi z Zajączkowa za 40 tyś. zł. Zamieszkał on tam ze swą żoną nauczycielką, Rosjanką, która jako żołnierz przeszła w walkach frontowych od Lenino do Berlina. Bezpośrednio po wojnie uczyła dzieci w Miedziance, nosząc sowiecki mundur.
        Po śmierci nowego właściciela drewniana willa Łaszczyńskich popadła w ruinę. Walasowie mieli dwóch synów i dwie córki. Pani Maria, likwidujac rzeczy w Miedziance, wysprzedała duże, cenne, niepowtarzalne zbiory mineralogiczne z tamtejszej kopalni. Doktor Stanisław za życia wydał drukiem w „Chemiku Polskim” dwa artykuły o budowie złoża w Miedziance oraz o elektrolitycznym otrzymywaniu miedzi.
        Gdy w 1923 roku zmarła Łaszczyńskim szesnastoletnia córka Zofia, wybudowano na cmentarzu w Bolminie grobowiec z czerwonego piaskowca gałęzickiego. W 1928 roku pochowano tam 86-letnią matkę inwestorów Miedzianki, żonę Władysława Łaszczyńskiego - Marię. W grobowcu spoczął także Bolesław. Wtedy nie miał kto wykuć na kamieniu jego nazwiska. Sic transit gloria mundi. Tak przemija sława tego świata.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 03.06.21, 19:45
        Święty Florian, żołnierz i męczennik zabity 4 maja 304 roku jest patronem strażaków, hutników i przewodników. Według wersji najstarszego zachowanego życiorysu z ósmego wieku wiemy, że Florian był za panowania cesarza Dioklecjana oficerem w wojsku rzymskim, stacjunującym w Mantem koło Krems na terenie dzisiejszej północno - wschodniej Austrii.
        Aresztowanie za głoszenie wiary chrześcijańskiej i przewieziony do obozu rzymskiego w Lorech koło Wiednia, został na wniosek Akwiliana namiestnika prowincji, ubiczowany. Gdy pozostał przy swej wierze, szarpano jego ciało hakami żelaznymi i utopiono męczennika w rzece Enns. Ciało odnalazła kobieta Waleria i zostało z szacunkiem pochowane, a później nad grobem powstał kościół benedyktów, przemianowany z biegiem czasu na kanoników laterańskich.
        W 1407 roku mieszczanin chęciński Sebastian Smyk spowodował pożar miasta. Decyzją sądu najwyższego w Krakowie, podpalacz został wygnany. Kolejny pożar miasta miał miejsce w 1465 roku. Spłonęło wtedy archiwum i ucierpiał od ognia zamek. Kazimierz Jagiellończyk odnowił przywilej lokacyjny, nadał mieszkańcom prawo korzystania z kopalń, a Jan Olbracht zwolnił miasto z opłat i nadał kopalniom prawo olkuskie. W 1507 roku pożar zniszczył Chęciny i spłonęły akta, które odtworzył Zygmunt Stary. Później Zygmunt August odnowił górnicze prawo "Jura montana". Rokoszanie Zebrzydowskiego i księcia Janusza Radziwiłła spalili Chęciny w 1607 roku. Zniszczyli też zamek. Odbudował go w 1610 roku starosta Stanisław Branicki. W 1634 roku udało się opanować kolejny pożar, który nie wyrządził większych szkód. W Jędrzejowskim klasztorze cystersów zachował się fresk wyjaśniajacy, że pożar zgasł dzięki modlitwie błogosławionego Wincentego Kadłubka, który dostrzegł z klasztoru dym nad Chęcinami.
        W wielkanoc 1 kwietnia 1657 roku wojsko Jerzego II Rakoczego i Kozacy Bohdana Chmielnickiego spalili Chęciny wraz z zamkiem, który według relacji "Przeglądu Tygodniowego" (1875 roku) płonął 3 dni. Według lustracji z 1660 roku spośród 341 domów pozostało 48.
        W 1670 roku od pioruna wypaliło się wnętrzne szpitalnego kościółka św. Ducha przy obecnej ulicy Ogrodowej. Obiekt odbudował w 1673 roku starosta Stefan Bidziński. Kościół nie był użytkowany i spalił się ponownie, gdy nocujący tam włóczędzy zaprószyli ogień.
        Był rok 1701, gdy pożar objął w Chęcinach klasztor żeński. Sytuację częściowo opanowano, ale kolejny pożar miał miejsce w 1731 roku.
        Miasto ponownie płonęło po 14 latach... "teraz przez ogień w roku przeszłym 1745 ogniem przypadkowym spalone i zrujnowane, osobliwie rynek cały". Podczas "burzy zenitalnej" w 1771 roku piorun uderzył w kopułę kościoła franciszkanów, przedostał się do środka, obiegł z głośnym chukiem nawe, pozostawiając okopcony ślad i nadtopił srebrną ramę obrazu Matki Boskiej, która znalazła się na jego drodze. Wizerunku nie naruszył. Zakonnik dzwoniący tam na Anioł Pański, padł ogłuszonu ale nie doznał szwanku. Przypadek uznano jako prognostyk na przestrogę.
        W 1789 roku wybuchł pożar w browarze Żyda Abrama Pejsachowicza. Ogień ugasili mieszkańcy Chęcin, którym pomagali obaj burmistrzowie: Tomasz Nowicki i Bogusław Madejski. Do akt miejskich wpisano, że kuzyn właściciela browaru Abram Fajgiel, będąc w szoku używał plugawych słów i na skutek zbytniego rozmachu zakrwawił oblicze jednego z burmistrzów.
        Gdy Moskale w 1794 roku pustoszyli Kielecczyzne, tłumiąc powstanie kościuszkowskie, spalono szereg folwarków chęcińskich. Zgliszcza według stanu z 1796 roku opisał Stefan Żeromski w "Popiołach".
        W 1900 roku spłonęły na terenie miasta 4 stodoły. W kilka dni później spaliło się 6 domów.
        W kwietniu 1905 rpku pożar strawił dwie stodoły ze zbożem. Należały one do Karola Kruszczyńskiego i Stanisława Kołkiewicza. W maju 1905 roku wielki pożar zniszczył 100 domów, pozostawiając bez dachu nad głową kilkaset osób. Główny Naczelnik Kraju wydał pogorzelcom pięćset rubli zapomogi. Oddział Kieleckiego Banku Polskiego w Łodzi dołożył sto rubli. Gaszenie pożaru było uniemożliwione z powodu przechowywania w domach przez rewolucjonistów materiałów wybuchowych.
        W marcu 1909 roku na terenie sklepu Nocha Lipki, mieszczącego się w domu Mendla i Chai małżeństwa Ichowicz, dwunastoletnia służąca Gitla Posłuszna, rzuciła płonącą zapałkę w pobliżu naczynia z naftą. Wybuchł pożar. Sklepikarz Lipka gasząc ogień, został uduszony dymem. Straż pożarna opanowała ogień po trzech godzinach. W nocy z 14 na 15 czerwca 1909 roku spłonęło w Checinach 26 domów.
        Kolejny pożar 26 sierpnia 1935 roku zniszczył w mieście 14 domów mieszkalnych.

        Wszystkie nasze straży prawy
        Przyjm litośnie Boże sprawy;
        A gdy przyjdzie w ogniu brodzić
        Daj, aby nam nie mógł szkodzić.
        Władysław Tracz "Strażnik"
        Nr 9.I.1905
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 06.03.22, 20:11
        Trudno dziś jednoznacznie określić, kiedy człowiek stanął po raz pierwszy na wierzchołku Babiej Góry. Przypuszcza się, że było to przynajmniej 500 lat temu. Począwszy od XVIII wieku góra ta jest uczęszczana przez turystów i badaczy, ale jeszcze i dziś kryje wiele tajemnic i wyzwań.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 06.03.22, 20:39
        Świat między światami

        Czy wnętrze góry zamieszkują smoki? To pytanie pozostanie bez odpowiedzi. Pewne natomiast jest to, że do dziś krążą legendy o pojawiających się na drodze na Diablak tajemniczych postaciach. Czy to podróżujące dusze? Ktoś inny słyszał rżenie konia. Ktoś inny widział postacie we mgle, które rozpływały się w tak szybko, jak się pojawiły. Na Babiej Górze ma znajdować się przejście pomiędzy światami. Zielarze przypisują ziołom zebranym u podnóża Babiej Góry niezwykłą moc...
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 06.03.22, 20:50
        BABIA GÓRA GÓRA SKARBÓW, SMOKÓW I CZAROWNIC
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 13.04.22, 10:22
        W innym kościele również strachy ja kieś gospodarować zaczęły. Trzech śmiałków wybrało się raz, chcąc się o prawdzie prze konać, do owego kościoła. Z początku było cicho. Dopiero około godz. 12 w nocy stop nie ołtarza z trzaskiem się rozwarły, wstał z podziemia kościotrup i do trzech owych śmiałków szybkim podążał krokiem. Dwóch najodważniejszych uciekło, trzeci został na środku kościoła. Kościotrup pyta go: „Cze go żądasz?” „Niczego, odparł śmiałek”. „Idź, mówił dalej strach, pod ołtarz i wybierz sobie pieniądze, które są w trumnie”. Gdy jed nakże śmiałek wzbraniał się, strach sam po szedł do trumny, wydobył cztery kupki złota i wręczył je śmiałkowi mówiąc: „Dwie kupki złota ofiaruję tobie, a po jednej twoim towarzyszom, którzy cię opuścili.” To po wiedziawszy zniknął.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 13.04.22, 10:47
        Pewnego dnia chodził Pan Jezus w to warzystwie św. Piotra po ziemi, a źe długą mieli przed sobą drogę, zakupili siedm du żych serów i najęli żyda, któryby owe sery niósł za niemi. Żyd zarzucił worek z serami na ramię i puścił się za niemi w drogę. Uszli ziemi kawał; żyd głodny, coraz częściej wo rek z ramion zdejmuje, niby nie mogąc po dążyć. Atoli gdy już duży uszli kawał, Pan Jezus ogląda się na żyda i mówi: Pokaźno, żydzie, te sery i porachuj, czy jest ich siedm? Żyd dosyć niechętnie rachuje i oświadcza, źe ani mniej ani więcej serów w worku niema, jak siedm. Polecił Pan Jezus policzyć te sery św. Piotrowi, bo nie dowierzał żydowi i po kazało się, źe jednego sera brakuje. — Żydzie, gdzie ser? pyta Pan Jezus. —■ Nie wiem, panie, odparł żyd. A no przecie je niosłeś! moźeś zjadł jeden? — Ja nie! Jak Boga kocham. — A któż? — Nie wiem. Pan Jezus, widząc, źe żyd się nie chce przyznać, w dalszą puścił się drogę. Wypa dało teraz przechodzić im przez głęboką rze kę. Święci przeszli po powierzchni wody suchą nogą; żyd z początku szedł w bród, lecz na środku rzeki zaczął tonąć. — Panie jasny, ratuj! wołał. — A kto ser zjadł? pyta Pan Jezus. — Ja nie! odpowiada żyd. Pan Jezus odwrócił się, a żyd tonie, tylko jeszcze widać mu głowę. — Jasny panie, ratuj! woła znowu. — A kto ser zjadł? pyta Pan Jezus. — Ja nie, odpowiada żyd. Pan Jezus po raz drugi się odwrócił, a żyd tonie, ręką tylko daje znaki, aby go ratowano. Pan Jezus znowu pyta: „A kto, żydzie, ser zjadł, ty?” Żyd machnął ręką na znak, źe nie on. Pan Jezus, widząc, źe i ta próba nie zmusi żyda do wyznania prawdy, wyra tował tonącego żyda i w dalszą puścili się drogę. Uszli daleki ziemi kawał i napotkali na drodze wielki kamień. — Bierz, żydzie, kilof, mówi Pan Jezus i rozbijaj ten kamień. Żyd w nadziei zysku wziął kilof i kilkoma uderzeniami rozbił kamień, w którym wszyscy ujrzeli cztery kupki dukatów. Żydowi za świeciły się oczy, ale Pan Jezus rzekł: — Te cztery kupki złota podzielimy między sobą w ten sposób, źe ja, św. Piotr i ty, ży dzie, weźmiemy sobie po jednej kupce złota. — A ta pozostała kupka dla kogo będzie? podchwycił żyd. — Ta kupka, rzekł Pan Jezus, będzie dla tego, kto zjadł ser. Żyd pogłaskał brodę i rzekł: Panie jasny, jak Boga kocham, ja zjadłem ser. Uśmiechnął się Pan Jezus z politowaniem i rzekł: „Iżeś wolał tonąć, a nie przyznać się do winy, a dla marnego złota to uczyniłeś, będziesz do końca świata o ten grosz się sta rał i nigdy się nim nie nasycisz”. Tak się też do dnia dzisiejszego dzieje
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 13.04.22, 16:18
        Posłaniec wstąpił, ale czarnoksiężniczka do sypała mu znowu do herbaty jakichś leków, po których usnął snem twardym. W tym czasie owa czarownica odpieczętowała listy i odpowiedź królewską zmieniła w ten spo sób, źe napisała: „Noworodka wraz z matką spalić żywcem na stosie’*! Gdy marszałek dworu odpowiedź tę otrzymał, zafrasował się bardzo, bo królewnę wszyscy ogromnie kochali. Oświadczył odpowiedź tę królew nie, która poddała się już boskiej woli. Spra wę jednak w ten sposób załatwiono, źe na stosie spalono psa, a królewnę, z przy wiązc - nem na barkach dzieckiem, puszczono znow u w lasy. Jaką biedna królewna cierpiała tu nędzę, opowiedzieć trudno: pozbawiona rąk, ustami chwytała trawę, zboża, rośliny i owc- ce leśne. Spała zaś w kapliczce Matki Bos kiej, a z pod tej kapliczki tryskał zdrój czyste j wody. Gdy królewna siedziała pewnego ra zu przed kapliczką, spostrzegła bardzo zranio nego dzika, lecącego do owego zdroju. Dzik, wpadłszy do tego zdroju, natychmiast uzdro wionym został. Widząc to, królewna, z uf nością w sercu a modlitwą na ustach, zbliża się do owego zdroju, wkłada weń jeden ki kut — wyrosła ręka! wkłada drugi i już mą obie ręce jak dawniej!
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 13.04.22, 16:24
        II. 0 mądrym parobku. U jednego gospodarza żaden parobek nia mógł wysłużyć, bo gospodyni ogromną każ demu krzywdę robiła. Ale znalazł się jeden ochotnik, który, godząc się do onej służby, rzekł: „Pójdę do was w służbę, ale będzie-my razem jadać, razem robić i razem sy piać. Przystał na to gospodarz, bo już i w ca łej wsi parobka znaleźć nie mógł. Z począt ku odbywało się wszystko według umo wy: gdy gospodarz spał w łóżku, to i paro bek z nim, a baba musiała leżeć na ziemi, chociaż jej tam źle nie było, bo miała pie rzynę. Gdy gospodarz jadał, to parobek z nim. Gospodyni chciała jednak czasem i dla chłopa coś lepszego ugotować, więc raz gotowała mu mięso. Parobek przychodzi i pyta: — Co wy to tam w garnku gotujecie? A baba na to: — Et! cułcyska x ) brzydźkie były, trzeba żeby się przewarzyły. — A to i moje brzydźkie, rzekł umyślnie parobek, to i ja swoje prze warzę i włożył swoje cułki do garnka. Innym razem baba na noc uwiązała chło pu do palca długą nitkę i rzekła: — Jak parobek uśnie, to cię pociągnę, bom dla cię jajecznicy usmażyła, to sobie ją w nocy zjesAle nie słyszał tego gospodarz, bo już spał twardo, ale słyszał to parobek, odwią zał nitkę palca chłopu, a przywiązał sobie, udał potem, źe mocno chrapie. Słysząc to, baba pociągnęła za nitkę. Wstaje parobek po omacku; baba nic nie wiedząc, prowadzi go do pieca, gdzie była już przygotowana jajecznica. Parobek za zdrowie gospodarza zajadał smacznie. Po chwili pyta go z cicha baba: Dobra? — Dobra, tylko słona, tym samym głosem odrzekł zapytany. — A dać ci jeszcze? pyta znowu baba. — Uhu! Gdy już zjadł jajecznicę, baba ciągle myśląc, źe to jej mąż, mówi: — A no, kiedy to parobczysko tak twardo śpi, to chodź do mnie pod pierzynę, zagrzej się, boś pewno zmarzł. Nie opierał się temu parobek, a chociaż rano wyszła na wierzch prawda, nikt się o to gniewać nie mógł: wszak była umowa! Razu pewnego wyjeżdżał gospodarz na wesele, a parobka pozostawił w domu. — Cóż ja tu będę robił? pyta parobek. — To, co i ludzie, odparł gospodarz. Posłuszny temu parobek, widząc, źe na są siedniej chacie obdzierają ze strzechy zgniłe snopki, aby wszyć nowe, on również obdarł strzechę, pomimo, źe świeżo była poszyta. Innym razem kazano mu pilnować zasiewów w polu, a każdego, ktoby doń przyszedł, bić. Parobek tak wierny był poleceniom gospo darza, że tak go raz pobił, gdy poszedł rwać rzepę, że się aż rozchorował. Wreszcie mu siał go gospodarz oddalić, bo rady sobie z nim dać nie mógł.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 21.06.22, 14:52
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/BLTdRBc4cCkKZl4HtB.jpg
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 21.06.22, 15:19
        SPOSÓB NA DIABŁA

        Woźnice i stangreci, którzy dawniej we dworach i majątkach końmi imi po-
        wozili, zwani byli potocznie "foćmanami". Stanowili oni pewną, zamkniętą gru-
        pę ludzi, kierującą się własnymi normami i postępującą według własnych zwy-
        czajów, nie zawsze zrozumiałych dla innych.
        Któregoś dnia pewien szlachcic z Grabowa wczesnym rankiem jechał do
        Łęczycy. Wiózł go po raz pierwszy, młody, niedoświadczony jeszcze foćman.
        Kiedy powóz dojeżdżał pod kościół w Błoniu, konie nagie dęba stanęły, za-
        częły rzucać pyskami, parskać i niespokojnie walić kopytami w ziemię.
        - Co się stało? - pyta zniecierpliwiony szlachcic.
        - Nie wiem, ale konie nie chcą iść dalej - odpowiada foćman i schodzi z sie-
        dzenia. Ogląda powóz, wszystko w porządku, na drodze też nic nie leży. A ko-
        nie w dalszym ciągu niespokojne, nie chcą iść dalej.
        - Zrób coś - denerwuje się pan - musimy Jechać dalej.
        A był taki zwyczaj, że każdy foćman, kiedy wyjeżdżał pierwszy raz w dro-
        gę, przed podróżą miał obowiązek zrobić na ziemi, przed końmi znak krzyża.
        Młody woźnica nie dopełnił tego zwyczaju i został za to ukarany. Przy drodze,
        w krzakach siedział diabeł Boruta i tylko czekał na takich zapominalskich woź-
        niców, którzy przed wyjazdem nie dopełnili swoich foćmańskich obowiązków.
        Karał ich zatrzymywaniem pojazdów i uniemożliwiał dalszą jazdę.
        Lecz ten woźnica wiedział na szczęście co robić. Szybko zdjął but. wy-
        ciągnął owijkę, którą miał na nodze. Uderzył butem w dyszel, każdemu koniowi
        przejechał owijką po czole. Ledwo zdążył wskoczyć na wóz, bo konie już ruszyły do przodu.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 15.11.22, 01:01
        Legenda o zbożu opowiada o czasach wielkiego głodu. Mikołaj ukazał się we śnie kapitanowi statku, który płynął z Aleksandrii do Konstantynopola i skłonił go do zawinięcia do portu w Andriake. Tam wyładowano na ląd sto korców zboża, które rozdzielono między głodujących mieszkańców Miry. Gdy statek dopłynął do Konstantynopola okazało się, że w ładunku niczego nie brakuje
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 08.01.23, 20:03
        ,Otrząsa się, jak Piętrowa mać“. Matka św. „Pietra u była bardzo skąpą i nieuczynną. Przez całe życie żadnemu biedakowi nic nie dała. Raz tylko jednemu bieda kowi, który ją natrętnie prosił, dała „bączek cebuli “ (nać z ce buli). Po śmierci poszła do piekła, a syn jej tymczasem zasługiwał sobie na ziemi na niebo. Gdy umarł św. Piotr, prosił Pana Boga, widząc męki swej matki w piekle, ażeby też Pan Bóg wyprowa dził duszę matki z piekła do nieba. Poczęli święci szukać, co ona też dobrego zrobiła, żyjąc na ziemi i nic nie znaleźli. Św. Pietr kazał im drugi raz patrzyć do tych ksiąg, co ona dobrego zrobiła i znaleźli o tym bączku cebuli zapisane. Spuścili ten bączek do piekła, Piętrowa mać uchwyciła się bączka, inne dusze z lamentem pochwytały się jej, wołając „Weź mnie też z sobą u . Ale ona dumna, otrzęsła się, wołając „Nie we- zme! nie wezme! 11 Kiedy sie zaczęła otrzepować, bączek sie zerwał a ona wpadła do piekła i tam już na wieki została.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.01.23, 17:38
        Przed kilkoma wiekami mieszkał w Brani
        cach bardzo zły rycerz. Mieszkał w ogromnym
        zamku z dużą w ieżą. Zamek otoczony był wyso
        kim murem, porośniętym zaroślami, a przy bra
        mie wjazdowej czatowała straż. Zamek był tak
        tajemniczy w swojej budowie, że posiadał dłu
        gie na dziesiątki kilometrów podziemne koryta
        rze, które łączyły go z dwoma innymi zamkami,
        a one również, należały do rycerza. Korytarze tego
        zamku stanowiły schronienie i wspaniałą okazję
        do ucieczki z różnych opresji.
        Rycerz był złym człowiekiem i nie mieszkal sam w zamku. Razem z mm mieszkali jego
        wspólnicy. Razem napadali na przejazdy kupców
        t podróżnych. Nie liczyli się z tym czy są bogaci
        czy biedni, napadali na wszystkich. Bogatym
        odbierali wszystko, biednych wtrącali do “gło
        dowej wieży", w której trzymali ich tak długo,
        dopóki rodzina nie złożyła za nich okupu. Wów
        czas tacy ludzie, których krewni nie mieli gro
        sza, ginęli w tej wieży z głodu. Jęki konających
        słychać było w całej okolicy. Nikt jednak nie był
        w stanie pomóc ofiarom rabusia, ponieważ wie
        ża była bardzo wysoka i pilnowana w dzień i noc.
        Po wielu latach gdy wymarł ród rycerza-rabusia,
        a zamek uległ zniszczeniu, pod gruzami znale
        ziono mnóstwo szkieletów' ludzi, którzy zmarli
        śmiercią głodow ą. Zły rycerz zginął podczas na
        padu na królewski orszak, który zatrzymał się po
        to, aby napoić w Opie konie. Zabiła go strzała z
        łuku czeskiej królewny. Towarzysze rycerza
        widząc, że ich herszt skonał, wymordowali
        orszak, a królewnę uprowadzili do zamku.
        Czasami duchy królewny i podróżnych prze
        chodzą prze Opę, aby odejść z ziemi, która
        została przez nich przeklęta
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.01.23, 17:42
        Od glubczyckiego parku w pobliżu base
        nu. do źródła Psiny koło Gadzowic rozciągają się
        zielone łąki, dawniej zabagnione i obrzeżone ol
        chami. Na jednej z tych łąk, blisko Głubczyc,
        znajdowała się Krupowa Studnia. Właściwie było
        to źródełko z czystą wodą, w którym wg legendy
        utonął furman z wozem pełnym krup oraz dwój
        ką koni. Przez długi czas z wody wyskakiwały
        krupy, od których wzięło nazwę źródełko
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 04.05.23, 19:43
        Budynek pałacowy posiada dwie głębokie na 7 metrów kondygnacje piwnic, z których niższa jest pozostałością po starszej budowli. Natomiast legenda mówi o jeszcze jednej, 3. kondygnacji, która rzekomo istnieje i z której wychodzą dwa długie tunele. Jeden z nich, zachodni, miał łączyć pałac z jeziorem, które dawniej znajdowało się w okolicy. Drugi, idący w kierunku północnym, łączył podziemia z wiejskim kościołem, a według niektórych nawet niedaleką Górą Zamkową czy nawet odległymi Kętrzynem i Rynem
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 04.05.23, 20:02
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/4/44/2009-07_Nakomiady_3.jpg/320px-2009-07_Nakomiady_3.jpg
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 04.05.23, 23:51
        Legenda o „Diabelskim Kamieniu”

        Mieszkał kiedyś w Bisztynku ubogi szewc; los nie poskąpił mu tylko dzieci. Było ich tyle, że kiedy urodziło się ostatnie, nie miał już kogo prosić na kuma. Martwił się tym wielce szewczyna, praca mu nie szła, powędrował więc do miasta. A nuż się jakaś rada znajdzie ? Minę miał taką strapioną, że przechodzący właśnie nieznajomy młodzieniec spytał go, czym tak się frasuje. Chłop chętnie zwierzył się ze swojej troski. – No to ja ci będę kumem – rzekł na to młodzieniec. – Ale jak chłopak szkoły ukończy, to przyjadę po niego. Uradował się szewc – nie tylko znalazł kuma, ale jeszcze takiego, co mu chłopaka do szkół pośle.
        W następną niedzielę odbyły się chrzciny. Nieznajomy w dwa czarne konie zajechał przed chałupinę szewca i powiózł dziecko do kościoła. MICHAŁ na imię mu dano. Gdy wrócili do domu, kum wręczył ojcu trzosik na naukę chłopca.
        Chłopak był zdolny, kształcono go więc na księdza nie przypuszczając, że to za diabelskie pieniądze. Michał właśnie nauki skończył i miał swą pierwszą mszę odprawić, kiedy zjawił się diabeł. Ale miał on jeszcze pilną pracę wykonać, to tak się ugadali: zanim Michał mszę ukończy, diabeł wielki kamień z Afryki przyniesie i przyjdzie po niego.
        Poleciał diabeł co tchu, ale kamień olbrzymi był i ciężki okrutnie, droga powrotna zajęła mu więc więcej czasu niż przypuszczał. Kiedy był nad przedmieściem Bisztynka, usłyszał, że msza się już skończyła. Zatrząsł się diabeł ze złości, że się spóźnił i Michałową duszę stracił. Kamień wysunął mu się z rąk i z wielkim hukiem spadł tam, gdzie dotąd się znajduje.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 05.05.23, 00:12
        Ludzie we wsi mówią, że przed laty słychać tu było dziwne odgłosy. Ktokolwiek tędy szedł, uciekał przestraszony, a rybacy porzucali swoje sieci i odpływali, byle jak najdalej od tego tajemniczego miejsca. Ludzie bali się też samotnej sosny z powykręcanymi jak reumatyzmem konarami. Służyła jako miejsce kaźni dla rozbójników i złodziei. Podobno nie raz wisiał na niej sznur wisielczy…
        Nic więc dziwnego, że mieszkańcy Pozezdrza bali się tego miejsca wyjątkowo. Jak mówi tutejsza legenda, spisana przez znaną regionalistkę, żyjącą na tamtej ziemi, Jadwigę Tressenberg, któregoś dnia najsilniejsi i najdzielniejsi mężczyźni postanowili pójść pod Złotą Górę, by sprawdzić, dlaczego z jej wnętrza wydobywają się jęki i odgłosy kutego metalu. Kobiety już dawna mówiły o jakimś skarbie tam ukrytym i przestraszyły się tego, co chcieli uczynić mężczyźni. Pobiegły więc w stronę Kut (do dziś w tej miejscowości stoi dom Jadwigi Tressenberg), do siwobrodego starca, który znał tajniki puszczy, gwiazd i wszechświata i był kimś w rodzaju szamana. Chciały, by uczestniczył w poznawaniu tajemnicy Złotej Góry. Starzec udał się z nimi na miejsce, gdzie mężczyźni już kopali we wzniesieniu. Szpadle trafiły na opór. Nie były to jednak kamienie, a najprawdziwszy ceglany mur. Było już wiadomo, że Góra kryje w sobie lochy. Starzec zszedł do nich jako pierwszy, reszta pozostała na zewnątrz, pewna, że w lochach na pewno jest tajemniczy skarb.
        Po chwili starzec wyszedł na zewnątrz i oznajmił, że rzeczywiście, lochy kryją wielki skarb. W jednej ze skrzyń jest mały trzosik.
        – Ten jest przeznaczony dla mnie. – Zastrzegł i zezwolił mężczyznom na wyciągnięcie skarbu.
        Gdy już go wydobyli, chciwość zasłoniła im serca. Odmówili starcowi udziału w znalezisku i wygonili go precz, do pustelni. Ten rozgniewał się i rzucił na nich klątwę. Wielka skrzynia ze skarbem zaczęła się zsuwać w dół, do Sapiny. Nie mogli jej powstrzymać, bo w odmęty ciągnęła ją nieznana siła. I dopiero wtedy starzec wyznał, że skarb mógł być ich, a dla niego były tylko złote rękawiczki, mające moc uzdrawiania.
        – Długo będziecie uczyć się mądrości, przez całe pokolenia. – Grzmiał starzec.
        To właśnie wtedy wzgórze to nazwano Złotą Górą.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 05.05.23, 00:18
        Następnego dnia, tuż o świcie można było zobaczyć rybaka, jak biegł od jeziora do domu z długą trzciną. Odciął jej końcówkę i cała łodygę posmarował dziegciem własnej roboty, tak, że stała się ona wodoodporna. Taką rurkę ukrył na brzegu. Gdy około południa Mazur przyszedł nad jezioro, żeby zanurzyć się pod wodą, wodnik spoglądał już na niego siedząc w gęstwinie trzcinowiska. „Panie diable” – krzyknął do niego rybak – „Teraz wchodzę do jeziora i za godzinę wracam”. Mazur rozebrał się i rozejrzał się dookoła, żeby upewnić się, że nikt na niego nie patrzy. Wyjął cybuch swojej fajki i zanurkował. Jego jeden koniec wetknął do przygotowanej wcześniej trzcinowej rurki, a drugi wsadził do ust i zaczął spokojnie oddychać. Tak wytrzymał przez godzinę, po czym wynurzył się. Wtedy zobaczył zdumionego wodnika, który znad wody wypatrywał nurka. „W nocy przyjdę po twoje skarby!” – zawołał do niego Mazur, śmiejąc się od ucha do ucha.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 05.05.23, 00:28
        Ciekawostka: początek XIX wieku, w okolicach Pleśna osiada para nędzarzy – Barbara Zdunk (30 l.), matka czworga dzieci i Jakub Auster (22 l.). Oboje zaciągają się do pracy w miejscowej owczarni. Szczęście kobiety nie trwa długo. Kochanek porzuca ją i wędruje do miasta, pobliskiego Reszla. Zrozpaczona Barbara, nachodzi niewiernego kochanka i obiecuje zemstę. Odgraża się przy ludziach, że pochłoną go płomienie. Zostaje okrzyknięta „szaloną Barbarą”. Po krótkim czasie, nocą z 16 na 17 września 1807r. w Reszlu wybucha wielki pożar, który trawi pół miasta. W płomieniach giną ludzie. O wzniecenie pożaru od razu oskarżono Barbarę Zdunk. Zostaje ujęta i wtrącona do reszelskiego zamku. Zamknięto ją w cieszącej się złą sławą zachodniej baszcie. W lochach była bita i torturowana, gdzie spędziła cztery lata. Kiedy szalona Barbara siedzi w lochach, miasto trawi kolejny pożar. Ten fakt utwierdza wszystkich w przekonaniu, że kobieta jest czarownicą i ma wielką siłę nawet zza krat. Miejski sąd w Reszlu skazuje 22 czerwca 1808r. czarownicę na śmierć, przez spalenie na stosie. 21 sierpnia 1811r. wyrok wykonano. Skuta ciężkimi łańcuchami, została wozem drabiniastym w asyście tłumu ciekawskich gapiów przewieziona drogą z Reszla do Korsz, na słynne „Wzgórze Szubieniczne”, a wyrok wykonał kat z Lidzbarka Warmińskiego. Był to ostatni w Europie wyrok skazujący „czarownicę” na śmierć przez spalenie na stosie.
        Tak naprawdę to tylko legenda…
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.05.23, 14:43
        Według pisarza i regionalisty Władysława Zielińskiego, legenda narodziła się z połączenia dwóch elementów: ustnego podania o niesłusznie osądzonej przez Trybunał Koronny wdowie oraz plotki o przechowywanych w lubelskim archiwum „diabelskich dokumentach”. Taką właśnie jej genezę miały potwierdzać odnalezione przez niego w Archiwum Akt Dawnych Grodzkich i Ziemskich (obecnie Archiwum Państwowe w Lublinie) zapisy, opatrzone podpisem „Plutona, władcy i króla piekieł”. W rzeczywistości wpisy te, umieszczone w księdze lubelskiego sądu grodzkiego z 1637 roku (seria: Relacje, sygn. 66, k. 177v-179v) i zatytułowane odpowiednio Marcin Luter w imieniu Statoriusza przywilej oblatuje oraz Oblata tegoż [przywileju], nie dotyczą żadnego sporu o majątek ubogiej wdowy. Jest to pastisz skierowany przeciwko innowiercom (zwłaszcza arianom), którzy mieli jakoby dzielnie służyć siłom piekielnym i promować fałszywą doktrynę wiary
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.05.23, 19:50
        Informacje o diabłach sądzących w Piotrkowie pojawiają się również w książce Janusza Tazbira Arianie i katolicy z 1971. W rozdziale zatytułowanym Zagłada ariańskiej stolicy znaleźć można zdanie, jakie na sejmie w 1638 wygłosił podobno poseł rawski Stanisław Studziński. Miał on powiedzieć do zebranych Panowie, bójmy się, żeby tu diabli nie sądzili miasto nas, jak i w Piotrkowie sądzili. Również Bohdan Baranowski w swojej książce Kultura ludowa XVII i XVIII w. na ziemiach Polski Środkowej podawał, że do diabelskiego sądu doszło właśnie w Piotrkowie.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.05.23, 20:03
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/4/4b/Czarcia_%C5%81apa_%28Lublin%2C_2018%29.jpg/440px-Czarcia_%C5%81apa_%28Lublin%2C_2018%29.jpg
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.05.23, 20:24
        Żeby nadać ważności temu wyrokowi, diabeł go odczytujący uderzył dłonią o stół. Odbiła się ona wypalonym śladem na jego blacie. Stół ten do dzisiaj można oglądać w holu lubelskiego zamku.
        Podczas, gdy diabeł wygłaszał wyrok, Chrystus na krzyżu w sali rozpraw odwrócił głowę do ściany. Nie chciał widzieć tego, że diabli sprawiedliwszy wyrok niż ludzie wydali. Krzyż Trybunalski do dziś znajduje się w jednej z kaplic w Archikatedrze.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 28.05.23, 00:10
        W 1727 podczas posiedzenia Trybunału Koronnego, krzyż wiszący w sali obrad jakoby zapłakał łzami. Krucyfiks uroczyście przeniesiono do jednej z kaplic w farze św. Michała i odprawiono mszę. W związku z tym wydarzeniem powstała legenda mówiąca, że krzyż zapłakał podczas sądu diabelskiego, w wyniku którego pewna kobieta, która niesłusznie przegrała sprawę w Trybunale, została sprawiedliwie osądzona przez szatanów.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 28.05.23, 01:23
        Nowym właścicielem Kozic został syn zmarłego Paweł. Rozzuchwalona czeladna postanowiła swoimi sztuczkami przywiązać do siebie młodego pana. Zabiegi te okazały się jednak bezskuteczne. Służące doniosły panu o praktykach Zofii. Ponieważ młody Podlodowski nie był zbyt troskliwym gospodarzem w jego gospodarstwie źle się działo. Padały bydlęta, chmury gradowe niszczyły zasiewy. Młody pan zrozumiał, że przyczyną śmierci ojca i wszystkich pozostałych niepowodzeń jest przebiegła czeladna i okoliczne guślarki. Rozkazał przeto wyłapać czarownice i wraz z Zofią odstawić przed oblicze sądu wójtowskiego w Lublinie. Sprawa okazała się bardzo zawiła. Sąd postanowił poddać oskarżone trzykrotnej próbie tortur. Na szczęście pomysł ten spotkał się z oburzeniem duchownych i znamienitszych obywateli Lublina. W wyroku sądu miejskiego z 1640 roku możemy zatem przeczytać: "Filipowiczowa, jak i inne guślice, w pół wsi rózgami u słupa bite i sieczone być mają, a potem wygnane ze wsi na mil dziesięć, a jeśliby się pojawiły, to na gardle lub na stosie karane będą".
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 30.05.23, 19:01
        Na zgrabnym nosie były okulary, Jbadna czupryna, i muszki na twarzy. Cicho mi zaraz, rzecze matka daley, W różnym sposobie bytność jego znana, Nieraz go starzy ludzie widywali, W postaci kozła, żyda, lub cygana.— Ale tylko przeżegnanie I Anielskie zwiastowanie Cdyby cię spotykał; Wspomnisz moje słowy Jak on będzie zmykał Zw rzaskiem do dąbrowy. Gdyby dziewczyna wolna od złych chęci, Była posłuszną na matki rozkazy. I zachowała na baczney pamięci Zbawienną radę i święte wyrazy. Natenczas władza nieczystego ducha Przerwana mocą niezwalczoną niczem, Niemogąc znalesc wstępu do jey ucha, JNieaiazil aby mamieniem zwodniczem.— * Ale przeciwnie ona w kazdey dobie, Zanim nadciągnął drugi' tydzień nowy, Różne marzenia wystawiała sobie, I wszystko uszło zlekomyślney głowy
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 30.05.23, 21:38
        MARSZ GĘSI PRZEZ MYSŁOWICE - www.ctmmyslowice.pl
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 30.05.23, 21:41
        Oprócz handlu świniami, cielętami, wołami i owcami rozwinął się w Mysłowicach od lat 80. XIX w. handel drobiem. W latach 1880 - 1895 liczba gęsi i kaczek zakupionych w Rosji wynosiła sześć milionów sztuk. Drób sprowadzono do Mysłowic na dwa sposoby: koleją z Galicji lub pędzono pieszo drogami z terenów Królestwa Polskiego. W drugim wariancie gęsi i kaczki docierały do Modrzejowa, tam grupowano je w stada. Następnie przechodziły do Mysłowic przez drewniany most na Przemszy. Od tego miejsca przemieszczały się głównymi ulicami miasta, Krakowską i Oświęcimską w kierunku zbudowanych na początku XX w. w rejonie dworca osobowego zabudowań gospodarczych do kwarantanny, karmienia i załadunku.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 30.05.23, 21:46
        Nocnice to take duchy nocne, ftore wyglôndały jak małe uogniki. Lotały po polach a tańcowały i miały take piskliwe gosy. Wachowały, coby żodyn ciszy nocnyj niy psuł. Bo bes nocka na polach musiało być cichućko i fertig! A jakby fto chcioł se pośpiywać, abo dużyj porobić na polu, to musioł bocyć, że tako nocnica przileci i go pokoro! A wtyncos boznôw niy było! Bo tako nocnica robiła sie fes nerwowo a atakowała ludzi. Poradziła cowieka uobalić i narobić krziwdy aże narobić!
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 30.05.23, 22:14
        Jak sie narodził przemys, to sie wszysko pozmiyniało. W kożdyj wsi postawili gruby a huty. Nawet w Dzieckowicach take postawili. Nô i żywot niyjednyj familije sie uodmynił. Przeca, jak fto mioł mało polo, to taki gospodorz zamias przimiyrać godym, môg iś na gruba abo do huty robić. Toć, masa roboty spodało wtyncos na jego baba a bajtle, ale côs było robić, kyj była biyda. Ale wtyncos taki gospodorz dostowoł gelt kożdy tydziyń, to i łachy môg se lepsze kupić i chałpa uodremôntować. Abo nawet nowo postawić.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 30.05.23, 22:25
        Ale jo syszałach jeszcze jedna powiastka, po jakymu na Dziećkowiokôw zacli godać Gorcusie. W downiyjszych casach chned codziynnie jodali zur. Godali, że ze zuru chop z muru. I jak jusz wszyndy bajtle lotały do baby, ftoro kisiła zur z flaszkami, to jeszcze na Dzieckowicach matki posyłały po zur swoje bajtle z gorckami. I to niby uod tego ludzi na Dzieckowicach zacli przezywać Gorcusie.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 30.05.23, 22:36
        Ale na Wesołyj nojstarsi uosprowiali, że wszyndy po lasach szło fajnie wyposać gowiydź, ale był taki plac w lesie, kaj straszyło. I to niy żodyn duch, ino cosik blank inkszego!
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 30.05.23, 22:41
        I uod tego casu, bajtle jak miały w niydziela iś do lasa wele wasserturma, to zowdy niy śniodały. I wtyncos końsko noga niy lotała i jich niy gôniła. Môgli se spokojnie wyposać swoje krowy!
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 30.05.23, 22:50
        Ros grof wybroł sie na dugo rajza na kôniu. Wiedzioł, że bydzie wrocoł po cimoku do dwora, besto na karku kônia zawiesił tako lampka, ftoro miała mu świycić po cimoku, coby widzioł, kaj jechać. Ja, kôń drôga znoł przeca, ale tedy uowdy jechoł pod drzewami, i môg grof gowôm zahacyc uo jako asta i uojla se nabić. I jakby to wyglôndoł? Taki wywołany grof z uojlôm? Nô jeszcze by tego brakowało.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 30.05.23, 22:54
        Bes sôm postrzodek wsi płynie fajnisto struga. Godajôm na nia Prziwra. I na tyj Prziwrze stowiali zapory a sypali stowy. Po co jim to było? Niy! Niy skuli hicy na dworze bes lato. W tych stowach howali ryby a raki. Jak trza było pościć w kożdy piôntek, a bes Wiely Post i Jadwynt to niy dało sie jes miysa, trza było ryby jodać. Take stowy były fes przidatne. Niy trza było fes drogich ryb solônych kupować. Wszyjscy mieli swoje. Świyże i ławecke. To uoznoco, że nojlepsze.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 30.05.23, 22:59
        Ludzie zacli świyńcić niy ino pola. Pomyśleli tysz, coby świyńcić stowy. Przeca woda świyncôno poli skôra rogatego! Przi tymu świyncyniu na jakiś cos pogônili tysz pora utopkôw. Postawili tysz pora krziżôw wele gościńca. Postawili tysz tako wielo kolumna, a na nij figura Matki Boskij. Coby wachowała Ławcan przed wszyskim złym! A co było najważniyjsze, to ludzie zacli być dobrzi. Przestali sie wadzić, pić gorzoła a zacli chodzować do kościoła i wiyncyj rzykać. A na Ławkach zamias złego luftu uostudy i picio, prziszeł dobry luft rzykanio a dobroci. A tego diobeł szczimać niy poradził! I tak sie stracił a przestoł ludzi straszować uo pôłnocku. Noreście Ławcany mieli świynty spokôj.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 30.05.23, 23:19
        Jak sômsiadka doradziła, tak gospodyni zrobiła. Poszła do jednyj baby, ftoro poradziła uodcyniać uroki. I ta, za to, że dostała fajnistego kokota zrobiła, uo co gospodyni prosiła. Ale gospodyni była ciekawo, fto na jeji krowy ciepnył urok. Toż dała babie jeszcze jajec może z kopa. I ta ji doradziła, że dobrze by było mlyka uod tych ucynionych krowôw naloć na blacha i jak sie bydzie te mlyko tlić, to trza kôńcym siyrpa podziubać po tym mlyku. I ji pedziała jeszcze ta baba, że kyjsik przidzie do nij ta baba, ftoro ciepła urok, a ta jom zaros pozno.
        I richtig tak gospodyni zrobiła. Jak udojiła krowy, ftore zaś dowały dużo mlyka, to naloła trocha tego mlyka na rozgrzôno blacha. Jak sie mlyko zacło tlić, to kôńcym siyrpa podziubała te mlyko na blasze i gotowe!
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 31.05.23, 21:55
        Jak w końcu do Ymila sie dokopali, wziyni go na nosze i zaniyśli do dochtora. Tyn, jak go pouoglôndoł, to jeszcze barzij sie zdziwiył. Widzioł, że uratowanymu chopowi nic niy było, ino pora zadropań na skôrze a sinioki! Nojbarzij go zdziwiył tyn siniok na karku. Przeca uod takigo szlagu bergôm, to powinien mu kark sie złômać! A tu ino podropane i wiely bolok! A przeca to normalnie ni mioł prawa przeżyć! A jak jusz niy uod bergi, to powiniyn sie udusić abo zginôńć uod szlagu i naporu zawału.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 31.05.23, 22:02
        I musioł tyn mody fyśter pogodzić uobrobianie pola i robota przi doglôndaniu lasa. I tak. Do połednia szeł ze swojôm babom robić na pole, a po połedniu lotoł po lesie a zaglôdoł, cy wszysko je jak trza. Ale że żyli sam na tyj fyśtrôwce sami, to swojego bajtla uostowiali samego. Dowali mu tam jakeś lalki, klocki abo inksze gracki i śli wcas rano do swoji roboty na polu. Jak matka prziszła z roboty, to zowdy brała bajtla na klin, a chalała go, całowała i kilała! A bajtel śmioł sie wiela wlezie! A potym go pytała, w co sie bawił i cy cego niy napochoł. Ale bajtel codziyń, jak sie matka pytała, co robił, to padoł, że jod z kocikym i to takim wielym! Ino dziwne było to, że fyśter kota ni mioł! A bajtel durś godoł, kożdego dnia, że sie bawił z wielym kotkym, że ś`nim jodoł, że sie gônili, że skokali. Durś ino tyn kocik a kocik.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 31.05.23, 22:22
        Jak go fyśter zabił, to wejrzeli do jego gniozda. A w tym gnioździe znodli dziwo wielke. Pôł korôny ze złota i fes drogich kamyni. Prowdziwe cudo! Tak se fyśter pomyśloł, że to pewnikym mioł być geszynk do jejich synka za to, że codziynnie, bes cołki tydziyń, futrowoł tego wynża!
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 01.06.23, 17:10
        Smok podobnie jak wąż wiązał się z symboliką wody. W starożytnym Rzymie traktowany był niekiedy jako istota podziemna czuwająca nad urodzajem. Był symbolem autorytetu i potęgi, wiązanym ze słońcem i symboliką królewską, podobnie jak lew i orzeł. Stanowił alegorię wiedzy, mądrości, czujności i dobrej straży. Plujący ogniem mógł przedstawiać lato. W heraldyce był oznaką waleczności, a jego zawinięty w pętle ogon świadczył o sile i energii. Smoka ukazywano także gryzącego własny ogon, jak węża Uroborosa, wówczas był emblematem wiecznego ruchu, cykliczności i odnowy. W psychologii smok w jaskini mógł być symbolem aktu seksualnego. Wiązano go także z Wielką Matką.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 01.06.23, 18:13
        Tedy uowdy ludzie na polokowym polu widzieli take uogniki. Może ftosik świyckôm świyciył? Ale ros było wiynksze a ros myńsze. I ludzie widzieli jak to tańcuje po polu. Ale tak drapko, że to sie tego niy do uopisać! Niy starejcie sie, za dnia tego sie niy widziało. Ino bes nocka, a na pewno jak ftosik larmowoł. Ludzie godali, że to nocnica, skuli tego, że ino lotało po nocach. Ale tysz godali na to Świtu Deptu. Bo lotało uode cimoka aże do świtu, a jak se kogo upatrzyło, to jeszcze go uobaliło i podeptało!
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 01.06.23, 18:18
        Matka uod Zefla wcas pomarła. A po jakimsik casie uojciec poznoł tako fajno baba, z ftorôm sie uożyniył. Ta uojcowo baba nojprzôd do Zeflika była fes dobrôm macochôm, ale potym stowała sie coros barzi zmierzło i durś wszystkich przezywała. Uo bele co. A to ftosik postawił gornek niy tam kaj trza, abo gazyta po drugij strônie stoła. Durś sie ciepała uo pierdoły, tak idzie pedzieć! Ciynżki żywot mieli z tôm macochôm! Żebyście wiedzieli.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 01.06.23, 18:21
        Ale wtyncos jeszcze barzi go zniynawidziyła. I chned kożdego dnia go wyzywała, że z samym diobłym sie kumo i ś`niym trzimie a go fes przeklinała.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 01.06.23, 18:27
        Ros sie tak smykoł po pijoku po weselskich polach, aże trefił nad dônaj, co bes te pola płynył. A potym... sie stracił. Nô wciôngło chopa i fertig! Zowdy tak leko po dwanostyj chop trefioł do dôm. Ale jak pizło dwanoście, to sie baba zacła rychtować do jego przijścio. Tak uode przipodku naszykowała se nudelkula. Ale tysz zrychtowała mu wiecerzo i cekała. Ale przeszła jedna w nocy, potym drugo i trzecio, a chopa jak niy było tak ni ma. Jak sie zacło robić widno, a chopa jeszcze niy było dôma, to sie baba zacła fes starać uo swojigo chopecka. Ja. Nojprzôd sie fes nerwowała, a nawet na niego w myślach pomstowała, ale po poruch godzinach była jusz ino zestrachano, cy aby jeji chopu cosik złego sie niy trefiło,że szkoda godać!. Ale chop tego dnia do dôm niy prziszeł.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 01.06.23, 18:34
        Na Brzynskowicach, jak byście pośli za szkołôm w strôna Kolejowyj, to dôńdziecie nad fajny stow. To starodowny stow, bo nojstarsi pamiyntajôm, jak zowdy był. Nazywali go Polokowym Stowym, bo do tyj familije piyrwy noleżoł.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 01.06.23, 18:44
        Ciekow żech je, cy na Polokowym Stowie dalij tyn utopek żyje? Bo jakoś myni uo niym słychać bes uostatnie lata. Może ludzie myni jusz na tyn stow łażôm? I besto utoplec mo myni roboty z topiyniym?
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 01.06.23, 18:54
        Jak se Jônek spômnioł te godanie babki, to roz dwa poznoł, że go tyn gizd diobeł wodzi po lesie i niy do mu tak leko zôńś do dôm. Dopiyro po dugich godzinach Jônek trefił do swoji chałpy, cołki łobwolany marasym i zestrachany. A galoty mioł tak potargane, że potym matka ino rynce załômała i miała problym, coby to posztopować! Skiż tego strachu, jaki przeżył w lesie, Jônek tyż kcioł se zakurzyć fajka, ftoro zowdy nosił w kapsie, a tukej sie uokozało, że zamiast fajki mo tam kônsek korzynio. Nô tego jeszcze niy widzioł świat, że diobeł robił Jônkowi na bozny! I mu podmynił fajka na korzyń. Ani synek niy wiedzioł, kyj tyn gizd z piekła rodym to zrobił! Był tyn korzyń taki wiely, że niy szło go wyciôngnôńć z kapsy i trza było cołke galoty pruć! To sie matka naprzezywała, żebyście tego suchać niy kcieli!
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 01.06.23, 19:39
        Uod jakigoś casu synkowi po nocach cosik spować niy dowało. Tak wele dwanosty w nocy synek sie budził, bo dychać niy poradził! Normalnie cosik go prziciło tak fes, że dychać niy szło! Ale to jeszcze nic, bo jak synek dojrzoł, że go przicisko tako przeźrocysto baba, to go zacła gryź! A to jusz go bolało. A potym to jeszcze go cyckała. Synka przerażynie take wziyno, że chcioł wreszczeć uo pômoc, ale ani luftu niy dało sie chycić ani uo retunek wołać! A ta go gryzła a cyckała wiela wlazło. A jak sie uopiła krwiôm, to se poszła. I dopiero wtyncos modziok môg spać spokojnie.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 01.06.23, 20:13
        Dopiyro rano, jak babka dowiedziała sie uo tym, co sie trefiło w nocy, to pedziała familiji, że to była zmora, ftoro musiała kogoś nawiydzać. Dopiyro wtyncos modziok sie prziznoł, że go ta zmora po nocach tropiła, dusiła, gryzła a cyckała!
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 01.06.23, 21:47
        Ale uoros Ernest dojrzoł na rzyce pływać tako fajno lalka. Biyda była i bajtle chned żodnych zobowek ni mieli i tako lalka to niy było bele co. Fajnie uoblecôno, z porcelanowôm gowôm to była naprowda fajno rzec. I Ernest pomyśloł se, że trza ta lalka wyłowić. Pedzioł drapko Rudzikowi, coby wachowoł tych kozôw, seblyk sie i drapko pras do wody. Dobrze synek pływoł, to i gibko ku lalce dopłynył. Jusz wyciôngo do nij rynka, a lalka uoros poszła pod woda. To Ernest za niôm. Jusz mo jôm chycić, a tu uoros w cosik prasła rynka Ernestowo, abo cosik w nia prasło. Tego Ernest ni môg tak na jedno pedzieć. W kożdym razie pocuł jak go uokropnie rynka zabolała, aże ni môg niôm ruszać. Na szczyńście umioł dobrze pływać i bes tyj jednyj rynki jakoś do brzegu rzyki dopłynył i z wody wyloz. Ale tysz skôńcyło sie na dzisiej posanie kozôw. Chopcy zwołali swoje kozicki i pośli do dôm. Jak byli jusz niydaleko, trefiyli sie z uojcym. Tyn spytoł, co sie robi, to mu chopcy pouosprowiali. Uojciec sie zacôn starać, że ftosik co w rzyce utopił i sie wybroł z Rudzikym nad rzyka w te miyjsce, kaj Ernest mioł taki niyszczyńśliwy tref z cymsik twardym. Ale uojciec popływoł we rzyce, ponurkowoł i na nic niy trefiył. Dno rzyki było cyste i żodnego klamorstwa niy było w nij utopionego. Dziwne to było.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 02.06.23, 22:14
        Jednego wiecora cosik sie Dynkowsko źle pocuła. Zaros lygła se do łôżka i jak kożdyj nocy rzykała różaniec. A to za swojigo chopa a to za uojcôw, a to za swojego synka, co to go na grubie zatrzasło. Uoros zaglôndo, a wele dźwiyrzów stoji jakoś postać. Duch - pomyślała baba. Ale przeca duchy wyglôndajôm jakoś inacy. A tu wele tego ducha take modre światło. I te uocy, tysz modre. Nô i te kości, ftorych u duchôw widać niy było... przeca wiedziała, bo niyros duchy widziała! Ale znała, jak jeji matka i babka uosprowiały, jak wyglôndo śmiertka. Nô przeca - to pewnikym śmiertka. A ta stoła i zaglôndała na baba. Jak to Dynkowsko widziała, pojyna, że ta śmiertka dzisiej prziszła po nia! I zaros se spômniała, że niy chce umrić w łóżku, coby jeji familijo niy brzidziyła sie w niym spać! Besto trocha niypewnym gosym pedziała do śmiertki:

        - Dockejcie jeszcze trocha.

        I drapko wylazła ze swojich betôw prosto na delina. Jak se na tyj delinie lygła, to jeszcze pedziała:

        - Teros żech je fertig! A śmiertka zebrała jeji dusza z tego świata.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 02.06.23, 22:23
        Ros staro baba, ftoro miyszkała wele Borcka uosprowiała, jak to w lesie miyndzy Śklarniôm a Murckami je zakopany skarb. Prowdziwy, wiely skarb. Żyła na Wesołyj tako familijo, ftoro moc pijyndzy miała, ale jak po uokolicy zacli lotać rabsiki, a sychać było tedy uowdy, że kogo napodli a uobrabili, to się wylynkła, a swoje pijôndze wraziła do wielego bôncloka i zakopali w lesie.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 03.06.23, 18:38
        Według innej koncepcji legendy o kwiecie paproci (których pochodzenie mogło stać się inspiracją dla baśni Braci Grimm) wywodzą się z braku dostatecznie precyzyjnej aż do przełomu XVIII–XIX wieku systematyki i mianownictwa roślin. Ta sama roślina na różnych obszarach nosić mogła inne nazwy. Dodatkowo mianem paproć (albo paprotka) potocznie wówczas nie określano jednej tylko rośliny, lecz był to termin ogólny, oznaczający zbiorowo wiele rodzajów roślin występujących na terenach podmokłych (sam wyraz wywodzi się z pierwiastka indoeuropejskiego „pap-r”, oznaczającego sitowie), z których wiele kwitnie w czerwcu
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 05.06.23, 00:24
        Czarodziejskiej pieśni zdroje,
        Rozsypane w łzy perliste,
        Piyną rzewne, słodkie, czyste
        W roztęsknione serce moje.
        Czarodziejskie pieśni twoje.
        Wulkanicznej duszy falą
        Drżą płomienne pieśni twoje,
        To chychoczą, to się żalą...
        Czarów pieśni twych się boję.
        Czarodziejskie pieśni twoje
        * *
        Czarodziejskie cud dziewoi
        Z nurtem Wilji płyną pieśni;
        Faunowie mdleją leśni,
        Nimfa w bluszczów zwój się stroi.
        W noc Sobótek śnią syreny
        Swe misterja Böcklmowe ..
        W gajach scichly już echowe
        Czarów twoich kantyleny-
        EI...UZ.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 06.06.23, 00:24
        Kiedy władze rosyjskie zajęły klasztor na koszary, ujrzał zjawę w korytarzu wartujący żołnierz i uciekł przestraszony. Następny wartownik był odważniejszy. Po prostu zmierzył się i strzelił. Zjawa rozłożyła ręce i... znikła w ścianie. Wtedy żołnierz zaalarmował władze. I oto komisja śledcza w miejscu ściśle wskazanym przez wartownika rozkazała ścianę opukać, a wyłowiwszy uchem jakby próżnię, zarządziła - na pewnej przestrzeni - ścianę odmurować. Wtedy... ujrzano we wnęce szkielet ludzki, który po zbadaniu takich przedmiotów, jak szkaplerz i różaniec, okazał się... ojcem Ruszlem.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 06.06.23, 20:34
        Rychło potem kupiec gdański, Henryk, pokusił się o tą relikwię i skradł ją z kościoła, ale ujechał tylko do miejsca, gdzie obecnie stoi gmach KUL. Coś się koniom stało, nie poszły dalej. Niejednokrotnie to już wola wyższa przemawiała przez te najszlachetniejsze zwierzęta. Otóż skruszony kupiec, zawrócił do miasta, oddał Drzewo Św. w ręce przeora i na miejscu swego opamiętania wystawił kościółek drewniany pod wezwaniem Św. Krzyża.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 06.06.23, 23:28
        W roku 1719 wielki pożar Lublina odwrócił się i zagasł pod cudownym działaniem Ducha Św., obnoszonego procesjonalnie w promieniu szalejącego ognia. Zdarzenie to utrwalił ówczesny malarz na ścianie zakrystii w dominikańskim kościele, a za czasów obecnych została zrobiona kopia tego malowidła.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 06.06.23, 23:32
        Leszek i jego wojska gnają natychmiast za najeźdźcą. I klęska dotyka Litwinów, klęska dotyka Jadźwingów z ręki księcia. Z wdzięczności za zwycięstwo Leszek Czarny ścina dąb, pod którym śnił, a jego pień czyni podstawą ołtarza. Ołtarz zaś staje się częścią ufundowanej przez księcia świątyni, która przez sześć wieków służyć będzie mieszczanom Lublina.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 06.06.23, 23:37
        https://media.tenor.com/7Xj4HTP-W84AAAAM/blue-line.gif
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 06.06.23, 23:41
        Tereska! Tereska! Niosło się po Złotej. Tak wykrzykiwali psotni chłopcy ganiający się po uliczkach. Oni też chcieli choć na chwilę zobaczyć śliczną córkę złotnika. Ojciec miał na parterze sklep i jak większość rzemieślników mających tutaj swoje warsztaty, wyrabiał piękne złote pierścionki, zausznice i zapinki.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 06.06.23, 23:46
        Nieszczęsna Rusałka

        Budynek letniego teatru chętnie wynajmowano na cyrkowe przedstawienia. Zawsze były na nich komplety. Józio, bo chyba tak było paniczowi na imię, często tu z kolegami zaglądał. Na całe życie zapamiętał wieczór, kiedy w teatrze występowała przejezdna grupa akrobatów. Światło naftowych lamp odbijało się w wyszywanych cekinami kostiumach pięknych dziewcząt śmigających na trapezach pod kopułą teatru. I nagle Józio zobaczył coś bardziej migotliwego niż cekiny i gwiazdy.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 06.06.23, 23:50
        Jak Boczarski na młynie

        Kiedy noc jest bezksiężycowa a wietrzna, lepiej nie przechodzić ulicą Bernardyńską. A szczególnie dobrze jest omijać wtedy pałac Sobieskich. Bo nie dość, że z pobliskiego - pustego przecież o tej porze - browaru dochodzą w takie noce nabożne śpiewy i dźwięk kościelnych dzwonków, to jeszcze w samym pałacu dzieje się coś dziwnego, tajemniczego, przerażającego..
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 06.06.23, 23:53
        Nie wiemy panie - wydukał najodważniejszy. - A, to i wy też w podróży? - zainteresował się książę. - Nie panie, mieszkamy w grodzie, ale on nie ma nazwy - wyjaśnili rybacy, podziwiając bogaty strój gości i bogate końskie uprzęże.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 06.06.23, 23:58
        Czy Kraków był celem jej podróży? A może udawała się do wód, do jednego z modnych wówczas kurortów, może do Baden-Baden, a może do Krynicy ? Tego polska społeczność nie wiedziała. Zwłoki Tamary zostały sprowadzone do Lublina i złożone na cmentarzu przy ulicy Lipowej. Na jej grobie ustawiono wykutą w piaskowcu kolumnę wyobrażającą strzaskany pień drzewa. Na kolumnie umieszczono niewielkie, owalne zdjęcie kobiety o kształtnej głowie na wysmukłej, odsłoniętej szyi, okrągłej twarzy z wielkimi tajemniczymi oczami i dużym kokiem upiętym zgodnie z modą.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 07.06.23, 00:05
        Zębaty kościół w Osieku Jasielskim
        Uroczy drewniany kościół w Osieku Jasielskim skrywał coś, czego nikt się chyba nie spodziewał: zęby. Nie chodzi jednak o to, że kościół miał zęby i gryzł nimi przysypiających na kazaniach parafian. Chodzi o ludzkie zęby, znalezione między belkami pod dzwonnicą w 2004 r. Badacze nie zgadzają się co do tego, jak i po co zęby się tam znalazły. Być może ludzie składali wyrwane przez kowala zęby jako wota, by podziękować Bogu za uwolnienie od bólu lub wyprosić sobie ratunek przed próchnicą.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 07.06.23, 00:30
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/5/50/Por%C4%99by_Dymarskie%2C_ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_%281%29.jpg/480px-Por%C4%99by_Dymarskie%2C_ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_%281%29.jpg
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 07.06.23, 00:38
        Fatalny rykoszet w Biesiadce
        Śmieszno-straszna jest opowieść o duchu z Biesiadki, także z okolic Mielca.

        Widmo żołnierza radzieckiego zasiliło szeregi nieumarłych w dość oryginalny sposób. Żołnierz za życia jakoby zabawiał się, strzelając do stojącej w Biesiadce figury Matki Boskiej. Jeden z pocisków dziwnym trafem zrykoszetował, trafił żołnierza i w ten sposób wzbogacił Biesiadkę o lokalnego ducha, a na pewno o ciekawą opowieść.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 07.06.23, 00:46
        Błękitna Markiza i Biała Dama, czyli duchy Łańcuta
        Pozostałe zamkowe duchy są o wiele sympatyczniejsze.

        „Błękitna Markiza” to Izabela z Czartoryskich Lubomirska, którą widuje się czasem w galerii rzeźby w pokaźnej krynolinie i peruce. Markiza wzdycha czasem za późniejszym królem Stanisławem Augustem Poniatowskim, którego nie pozwolono jej poślubić.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 03.07.23, 13:49
        O smoku mieszkającym w stawie można przeczytać w opowiadaniu Kyōki Izumiego (1873–1939) Yasha-ga-ike ( Staw Demonów). Młody naukowiec nazywający się Akira Hagiwara wędruje po Japonii zbierając legendy, aż pewnego dnia spotyka starca o imieniu Yatabei, który twierdzi, iż jest strażnikiem Stawu Demonów i trzy razy dziennie o określonych godzinach musi uderzać w dzwon, aby smoczyca zamieszkująca staw nie zatopiła wiosek w dolinie. Wkrótce po tym spotkaniu staruszek umarł, a Akira postanowił zastąpić go i pilnować, aby władczyni stawu nie zatopiła doliny. Ożenił się z córką kapłana z wioski i zamieszkał nieopodal stawu. Po pewnym czasie w wiosce zaczęła panować susza, a mieszkańcy zdecydowali się wywabić smoka z jeziora, zaczęli zanieczyszczać staw, lecz nie przynosiło to żadnego skutku. Postanowili poświęcić najpiękniejszą dziewczynę z okolicy – żonę Akiry, która dobrze znała historię poprzedniej ofiary: ta ze wstydu utopiła się w stawie i według legendy stała się smoczycą. Akira próbował powstrzymać mieszkańców, lecz rzucili się na niego i chcieli go zabić. Przerażona kobieta przebiła się nożem, a pogrążony w żałobie mężczyzna przestał bić w dzwon i całą dolinę zalały wzburzone wody tryskające z dna Stawu Demonów
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 03.07.23, 14:04
        Tymczasem walka ze smokiem została wykorzystana przez jednego z braci. Zrzucił on winę za śmierć brata na potwora i pozbył się konkurenta do tronu: i zaraz potem młodszy napadł i zgładził brata, wspólnika zwycięstwa i królestwa, nie jako towarzysza, lecz jako rywala. Za zwłokami jego z krokodylowymi postępuje łzami. Łże, jakoby zabił go potwór, ojciec jednak radośnie przyjmuje go jako zwycięzcę. Często bowiem żałoba przezwyciężona zostaje radością ze zwycięstwa. Zbrodnię wykryto dopiero po pewnym czasie, a jej sprawca został skazany na wieczne wygnanie. Stąd po Grakchu na tron nie wstąpił żaden z jego synów, lecz córka Wanda.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 03.07.23, 14:10
        W dalszej części opowiadania Długosz oparł się na wersji zapisanej w Kronice książąt polskich. Smok został więc zabity przez samego Kraka, któremu wdzięczni mieszkańcy nadali tytuł „oswobodziciela ojczyzny”: lecz, gdy to stało się bardziej uciążliwe dla księcia niż dla mieszkańców, który obawiając się, by po jego śmierci całkiem nie opustoszało miasto, rozkazał ścierwa rzucane smokowi wypełniać siarką, próchnem, woskiem, żywicą i smołą, zażec ogniem i tak rzucić bestii, która ze zwykłą jej żarłocznością pochłonąwszy je, od żaru i płomieni trawiących jej wnętrze od razu padła i zginęła. Po zabiciu potwora i okropnego zwierza, który u pewnych pisarzy występuje pod mianem smoka, miasto Kraków, wybawione wbrew nadziei od ogromnego niebezpieczeństwa, zaczęło coraz bardziej rozwijać się i łatwo osiągnęło pierwszeństwo. Sam zaś książę Krak, który swą sztuką zgładził olbrzymiego potwora, nazwany ojcem i oswobodzicielem ojczyzny
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 03.07.23, 14:16
        W roku 1597 Joachim Bielski, syn Marcina, wydając w Krakowie własne opracowanie ojcowskiego dzieła, wprowadził postać szewca Skuba (nie Skuby) jako tego, który miał być twórcą pomysłu zgładzenia smoka: piszą nasi starzy kronikarze, iż pod tą górą Wawel był smok wielki, który troje dobytku razem zjadał, także i ludzi kradł i jadł, przeto musieli mu dawać obrok każdy dzień troje cieląt abo baranów. Kazał tedy Krak nadziać skórę cielca siarką, a przeciw jamie położyć rano; co uczynił za radą Skuba, szewca niejakiego, którego po tym dobrze udarował i opatrzył. On wyszedłszy z jamy, mnimał, by ciele, pożarł razem; gdy to w nim tlało, tak długo pił wodę, aż zdechł. Jest jeszcze jego jama pod zamkiem: zowią Smocza Jama
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 03.07.23, 14:23
        Twórcą tezy o tzw. legendzie uczonej zapisanej w Kronice Kadłubka był Oswald Balzer. Analizując środowisko krakowskie z okresu sprzed powstania uniwersytetu, doszedł on do wniosku, że w kręgu miejscowych intelektualistów wypracowano kształt uczonej, historycznej koncepcji początków narodu, dynastii i miasta. Koncepcja ta została ostatecznie sformułowana przez mistrza Wincentego[17]. Z bardzo ostrą krytyką historyków, którzy bronili poglądu o ludowej genezie podania o smoku wystąpił niemiecki uczony Alfred von Gutschmid w pracy Kritik der polnischen Urgeschichte des Vincentius Kadlubek. Stanisław Zakrzewski dowodził, że legenda była trawestacją opowieści o świętym Jerzym, powstałą na krakowskim dworze Piastów. Jego tezę poparła, analizując ją z punktu widzenia etnologii i rozszerzając o nowe wątki literackie Cezaria Baudouin de Courtenay Ehrenkreutz Jędrzejewiczowa
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 03.07.23, 15:51
        Ludowe podania zostawione przez Niemców – mieszkańców ziemi kłodzkiej sprzed 1945 r. – mówią o legendzie podobnej do krakowskiej legendy o Smoku Wawelskim, wyjaśniając skąd pochodzi łysy szczyt góry. Miejscowy smok mieszkał dawno, dawno temu na górującym nad okolicą wzniesieniu i w sposób typowy dla smoków, nękał okoliczne wsie, porywając bydło i dziewice. Młody sołtys pobliskiego Goszowa na smoka narychtował krowę nadziewaną siarką, smołą i podobnymi dodatkami. Ranny potwór zjadłszy podstawione bydlę, trawiony ogniem od środka spadł na szczyt góry, a miejscowa ludność podpaliła wokół niego las. Smoka pochłonęły płomienie, ale w miejscu jego kaźni do dzisiaj nie chcą rosnąć drzewa.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 23.09.23, 21:04
        Czarny pies pojawia się zawsze późnym wieczorem lub około północy. Spotkało go zbyt wiele osób, by mówić o zwykłej fantazji. W połowie lat 60. XX wieku dwóch miejscowych rolników opowiedziało nawet dziennikarzom o takim spotkaniu.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 23.09.23, 21:08
        Zasłynął też jako świetny gospodarz. W swoich majątkach zakładał stawy, kanały, rozwijał tkactwo, garncarstwo, budował cegielnie i popierał handel. Na zamku w Dankowie gościł m.in. króla Jana Kazimierza, królową Marię Ludwikę, Stefana Czarnieckiego i senatorów.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 23.09.23, 21:12
        Dlaczego akurat psa? W tamtych czasach na terenie Europy wierzono, że ludzie, którzy za życia słynęli z okrucieństwa, po śmierci przemieniali się w zwierzęta, najczęściej upiorne, nadnaturalnej wielkości psy. Być może echa tych legend dotarły też do Rzeczpospolitej i okrutny pan na Ogrodzieńcu i Dankowie w ten właśnie sposób przeszedł do miejscowej legendy.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 23.09.23, 21:16
        W kilku angielskich hrabstwach nawet pomagały ludziom. Zachowały się opowieści kobiet, którym stworzenia te towarzyszyły w drodze do domu raczej w roli obrońcy, raz nawet odstraszyły chuliganów. A w historii z Somerset tajemniczy pies pilnuje podobno dzieci i podróżnych. Natomiast według lokalnych kronik, w 1577 r. w Bungay (w Suffolk) tajemniczy czarny pies zabił dwie osoby modlące się w kościele. Na tamtejszym rynku zachował się nawet upamiętniający to wydarzenie wiatrowskaz w kształcie diabelskiego psa. Kościół nadal istnieje, a na jego drzwiach widnieją dziwne ślady. Niektórzy uważają, że pozostawił je piekielny pies.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 11.10.23, 12:27
        Wieść o procesie rozpala umysły mieszkańców małego miasteczka, a surowe prawo nie wróży czarownicy najlepiej. Mieszczanie wspominają historię Anny Dudzichy, spalonej na stosie za czary osiemdziesiąt pięć lat wcześniej.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 11.10.23, 15:54
        Oryna

        Działo się to w drugiej połowie osiemnastego wieku w miasteczku Tylicz. Opowieść ta będzie o młodej kobiecie imieniem Oryna, a nazwisko mało to ważne......, posądzonej o uprawianie czarów. Opowiadają do dziś dnia, że była piękna, czarnowłosa, oczy miała przedziwne, zapalały się ogniem to radością. Jej ręce były sprawne, jakiś dziwny dar od Boga pozwalał, aby szybciej i sprawniej wykonywała pracę. Kobiety w miasteczku nie lubiły Oryny, z zazdrością patrzyły, opowiadały, ona jest jakaś inna i taka dziwna, to pewno czarownica..........
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 11.10.23, 16:01
        Letnią porą w 1770 roku, główny dowódca wojsk konfederackich Kazimierz Pułaski, wraz z niewielkim oddziałem udał się na objazd terenów przyległych do obozu koronnego w Muszynce. Polami przez rynek miasta Tylicza, górą Szwarcowa dojechał na szczyt Czerteż. Pilnie obserwował okolicę, z dala widział pomniejsze obozy na górach wokół Tylicza. Niespodziewanie z lasu wyjechał oddział nieprzyjaciela pod wodzą Drewicza. Rozpoczęła się bitwa na śmierć i życie. Mieszkańcy sennego miasteczka wylegli z swoich domostw, pytając co się dzieje?. Słychać było bowiem odgłosy walki, szczęk broni, głosy ludzi, które unosiły się ku niebu. W pewnej chwili przez bruk rynku przeleciał jak wicher koń, aż z podków sypały się iskry, Pułaski z kilkoma rycerzami biegli do obozu koronnego w Muszynce, tam jeszcze są armaty, tam ratunek. Za plecami uciekających coraz bliżej oddział nieprzyjaciela, słychać głosy, -nie pozwólcie mu uciec!
        To wódz. Nagle koń wraz z jeźdźcem wpadają w przepaść w rwący potok, już nic nie widać, pewno nie żyje , odjechali .
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 31.10.23, 23:29
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/2/27/20180520125DR_H%C3%A4nichen_%28Bannewitz%29_Geberbach_alte_Weiden.jpg/440px-20180520125DR_H%C3%A4nichen_%28Bannewitz%29_Geberbach_alte_Weiden.jpg
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 31.10.23, 23:39
        Pierwsza pisana opowieść o diable Borucie pochodzi z XVIII wieku i pojawia się w pamiętnikach biskupa Jana Nepomucena Kossakowskiego. Do literatury wprowadza go jednak Kazimierz Władysław Wóycicki, który w swojej opublikowanej w 1837 r. książce pt. Klechdy opisuje najbardziej znane legendy o Borucie. Kolejne legendy wydrukował w drugiej połowie XIX wieku Tygodnik Ilustrowany. W 1890 r. Boruta staje się bohaterem pięcioaktowego dramatu autorstwa Bronisława Grabowskiego oraz baśni scenicznej Lucjana Rydla pt. Zaczarowane koło. Współcześnie rzadko który zbiór opowieści, legend lub baśni dla dzieci i młodzieży nie zawiera opowieści o łęczyckim diable. Boruta jest inspiracją dla wielu rzeźbiarzy ludowych z regionu łęczyckiego. Wiele rzeźb przedstawiających Borutę w różnych wcieleniach, zebrano w muzeum mieszczącym się w zamku w Łęczycy. Oprócz pojedynczych figur często spotyka się również rozbudowane, wielopoziomowe prace, przedstawiające całe legendy z udziałem diabła.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 16.01.24, 22:05
        Na drugi dzień około wieczora przyszedł do zamku z pobliskiej wsi pewien poddany, który przyniósł mię dzy ienemi i owoce; kazano mu je więc zanieść na górę, gdyż jeszcze nie były zupełnie dojrzałe Wie śniak będąc świadomy zamku, i ponieważ już nieraz owoce tam zanosił, udał się po schodach na przezna czone miejsce; lecz straszydło wskoczywszy z tyłu na jego w płachcie zawiązane jabłka, podobnie jak stró żowi twarz mu podrapało. Przerażony ty* nagłym na padem, upuścił wszystko, i z gwałtownym krzykiem pędzi na dół jak szalony i rozgłasza przed wszystkimi, źe żywy djabeł na górze się znajduje, który obszedł się z nim tak niemiłosiernie, dodając, iżby już więcej tam nie poszedł, choćby mu nawet cały zamek daro wano. Gdy nazajutrz odważyło się kilku pójść po ów owoc, nie znaleziono nic więcej, jak parę małych kwa śnych jabłek, które straszydło po schodach porozrzu cało, reszta razem z płachtą zniknęła. Osobliwszy ten przypadek wszystkich tem bardziej zadziwił. Gdy się więc tym sposobem postrach przed stra szydłem coraz bardziej rozszerzał, i gdy już nikt ani krokiem za drzwi wyjść się nie ważył, przemyśliwała hrabina nad sposobem zapobieżenia złemu; dla tego przyobiecała temu, ktoby ją od tego straszydła uwol nił, znaczną sumę pieniędzy. Propozycyą tę przyjął pewien kuglarz, o jakich w owych czasach nie było trudno, i za sto dukatów podjął się ze wy mi dwoma pomocnikami wypędzić straszydło. Udał się więc na górę, pomruczawszy coś tajemnego; jego towarzysze udali się za nim, czyniąc podobne kuglarstwa jak ich mistrz; tym sposobem przybyli, gdzie straszydło zwy kło miewać swą rezydencyą. Kuglarz wszedłszy naj przód, oglądał się na wszystkie strony, lecz nic nigdzie nie mógł zobaczyć, wszędzie panowała posępna cisza i ponurość. Zbliżywszy się nakoniec w róg dachu, spo strzegł coś białego, które podnosząc się coraz wyżej, zgrzytało zębami, i wreszcie raptem ku niemu sko czyło, wydawszy przeraźliwy łoskot swym łańcuchem. Przerażony kuglarz stracił całą ochotę do zaklinania straszydła, upuściwszy z ręku wszystkie swoje kuglar- skie narzędzia, zmykał czemprędzej do drzwi. Jego pomocnicy starali się jeszcze uprzedzić w ucieczce swego pryncypała, i wypadłszy z wielkim pędem na schody, razem się z nim na dół zwalili. Ta zbyt nagła podróż kosztowała ich nie mało, gdyż kuglarz rozbił sobie głowę, jeden jego pomocnik wytrącił sobie rękę, a drugi złamał nogę. Krzyk i narzekanie było tak wielkie, że nie wiedziano, komu wprzód dać pomoc. Hrabina posłała zaraz po chirurga dla poratowania tych nieszczęśliwych. Jak wielkim strachem nabawił ten straszny przypadek hrabinę i wszystkich zamku tego mieszkańców łatwo sobie wystawić można. Od te go momentu nikt się w zamku nie czuł bezpiecznym, dla tego przedsięwzięła hrabina wynieść się z niego zupełnie, dopóki strachy te nie ustaną. Gdy wieść o tem ostatniem zdarzeniu rozeszła się po całej okolicy, pewien w sąsiedztwie mieszkający szlachcic usłyszawszy także o tem, udał się do zam ku, a dowiedziawszy się dokładnie o wszystkich oko licznościach, jako to: o zgrzytaniu zębów, o łoskocie łańcucha, o owocach, poszedł do hrabiny przyrzekając uwolnić ją od owego straszydła. Ta lękając się o jego życie, odradzała mu od tak śmiałego czynu, mówiąc, że nie będzie jej wina, gdy mu się tak jak kuglarzo wi powiedzie. Szlachcic uśmiechnąwszy się na to, pro sił, aby mu pokazano miejsce pobytu straszydła. Gdy go na górę zaprowadzono, nie ważył się nikt dalej postąpić; on zaś mając tylko kij w ręce, otworzywszy drzwi wszedł na górę, wołając ustawicznie: Mignon, Mignon! i wkrótce potem powrócił prowadząc za łań cuch straszydło. Wszyscy, którzy czekali na niego na schodach, zaczęli uciekać, i opowiedzieli hrabinie, że ów szlachcic potężnym musi być djabłów eksorcystą, kiedy jednem słowem * Mignon* potrafił przymusić straszydło do pójścia za nim. Hrabina wybiega z swy mi ludźmi dla zobaczenia owego przez szlachcica po skromionego szatana, który mając łeb owinięty w bia łą ową od owoców płachtę, rozmaite wyrabiał skoki. Gdy się szlachcic zbliżył, przekonano się, że owo mniemane straszydło była wielka małpa, która już od niejakiego czasu urwawszy się temuż samemu szla chcicowi z łańcucha, gdzieś zniknęła, a znalazłszy w zamku na górze przed ludźmi bezpieczne schronie nie i w nocy pokarm w kuchni, to miejsce tak dogo dne na swoją obrała rezydencyą. Hrabina była bardzo kontenta, widząc się uwolnioną od tego okropnego straszydła, podziękowała szlachcicowi uprzejmie, uczę stowawszy go przytem hojnie, ponieważ nie chciał przyjąć żadnej pieniężnej nagrody.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 16.01.24, 22:13
        Nie powinni dorośli ludzie straszliwemi a jak pospolicie bywa, głupiemi baśniami lub straszydłami umysły młodych dzieci napawać, gdyż ta z młodu na brana a potem coraz bardziej wzmagająca się truci zna może ich na całe życie bojaźliwymi i nieszczęśli wymi uczynić
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 16.01.24, 22:35
        Wieleż to podobnych historyj i ,ba ; ek między za bobonnymi nasłuchać się m< żna! Strachy, są to złe myśli i złe czyny człowieka; rozpasaue jego namięt ności, wódka i nieporządne życie, to pokusy złego du cha, które wszystkie przed jasnem światłem wiary śmiesznemi i niedomczuemi się pokażą
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 26.05.24, 19:37
        »Żeby się jeno udało.« — »Co się nie ma udać? bo rozumiecie mój Mar ku, upcię go miodem, będzie spał jak zabity, lada dziecko podoła śpiącemu. Cicho o tero.... ludzie idą drogą.« Mijał tydzień, szlachcic nie przybywał; mijał dru gi, ani słychu o nim. W trzecim tygodniu po odjeździe szlachcica prze chodzący drogą wieśniak wstąpił do karczmy. Żyd, po znawszy, iż to góral gdzieś z górskiej okolicy, swoim zwyczajem jął go pytać i badać zkąd i dokąd idzie? a kiedy mu wieśniak odpowiedział, że jest wysłany z Lipinek, zadrżał żyd na całem ciele, zająkał się i nie wiedział o co dalej się pytać miał; ale nie cze kając zapytania góral, sam się z tern odezwał, źe jest wysłany z listem do proboszcza Bieckiego, by jechał na pogrzeb, bo pleban Lipinek umarł wczoraj, a suty pogrzeb sprawić mu mają. Po odejściu górala żyd chodził po izbie zadumany, a dopiero kiedy noc na deszła, zaczął się umawiać z Markiem i żoną o zbrod- niczem swojem przedsięwzięciu. Bo mówią ludzie, iż są rzeczy, o których we dnie rozmawiać nie miło, w nocy lepiej. Ale dnie przebiegały, a spodziewany ni« spokojnie wygiądany nie przybywał szlachcic. Żyd tracił już na dzielę i żałował, że przedwcześnie swój zamiar odkrył Markowi. Żydówka, która nie mając odwagi zwierzę cej (a takiej potrzeba do odbierania życia bliźni* mu), dawniej usiłowała odwieść męża od przedsięwziętego zamiaru zabójstwa, teraz gdy już niemal pewność by ła, że szlachcic nie powróci, zaczynała żałować straty tych pieniędzy, które zbogacić ją miały, i łajała męża, że nie wziąwszy od szlachcica pieniędzy za nocleg, i swoje stracił i nic nie zyskał przez to.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 26.05.24, 19:49
        Marek miał się do wyjścia, w progu stanął i słu chał śpiewającego, a potem bez wiedzy, mimowolnie może, zaczął śpiewać wraz ze szlachcicem, i rzecz dziwna, słowo po słowie powtarzał pieśń tę nabożną. Postrzegł to szlachcic i zdziwiony zawołał: _ »Co widzę, ty umiesz tę pieśń nabożną? — Czegóż do biesa nie odpowiadasz, kiedy się pytam, > mówże, kto ciebie nauczył ją śpiewać ?« Marek nie dawszy odpowiedzi, wyszedł z izby. Oburzyło to szlachcica, wołał na odchodzącego, ale daremnie; natomiast odchyliły się drzwiczki od alkie rza i wstąpił do izby karczmarz. Posłyszał ^ wołanie i ciekawością wiedziony, zbliżył się do szlachcica i za pytał czego żąda. . — »Powiedz mi żydku, jak dawno służy u ciebie ten Marek.« — »Bez mała rok będzie na gody.« — »Hm, hm... a dawniej co robił, gdzie był?« — »Służył, jak powiada, we dworze u państwa w Rzepieniku; a na co Wielmożnemu Panu potrzebno to wiedzieć?* — »Teraz pojmuję, jeżeli _ służył we dworze, tam bezwątpienia nauczył się tej pieśni.* — »A jakiej to pieśni?* zapytał żyd ciekawie. — >Nie dla was to żydów ta pifśń nabożna. Idź spać, a nie przeszkadzaj roi w śpiewaniu * Poszedł żyd do alkierza, a szlachcic śpiewał dalej
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 26.05.24, 20:51
        Widmo w zamku rydzyńskim. Podanie ludowe. W zamku rydzyńskim jest kaplica, przed kaplicą pokój, a w tym pokoju obraz kobiety z wyższego sta nu; kto jest ta kobieta, kto ją malował, zawiesił, zkąd się wzięła w tym zamku, nikt tego nigdy nie wiedział, nikt wiedzieć nie będzie. Jest przecież w każdym roku jedna noc straszli wa, okropna, której nikt w zamku przespać nie może; tych nawet co nic nie widzą i nic nie słyszą, o ni- ozem nie wiedzą, porywa jakaś gorączka i niespokoj- ność; zdaje się, że coś nadzwyczajnego przeczuwają w naturze. Przez całą tę noc, choć niebo wkoło jasne i pogodne, zawsze się waży nad zamkiem jakiś obłok czarny, a pobliżśze drzewa ogrodu, choć żadnym nie wzruszone wiatrem, dziwnie szeleszczą. Już od jedena stej godziny słychać jakiś szum sprzętów. Kryje się służba zamkowa, śmielsi tylko bliżej przystępują, słu chają, zgadują; twarze ich przecież bledną, wznoszą się włosy, całe powietrze zda się nasiąkłe jakąś okrop nością. Uderza północ. Roztwierają się same przez się drzwi kaplicy, zapalają się świece na ołtarzu, lecz ja- kiemś dziwnem, bladem, błękitnem światłem; widmo kobiety w białej i długiej szacie, z rozpuszczonemi włosami, wywiędlem boleścią obliczem, klęczy przed ołtarzem. Nagle zimno grobowe uderza w około; uka zuje się kapłan w ornacie ze mszą świętą idący. Okropny widok! kapłan ten jest kościotrupem... gło wa jego trupią, ręce kielich niosące kościami tylko; poprzedzają go dwa małe szkielety w komżach, jeden z nich niesie ampułki, drugi mszał ogromny. Zaczyna się msza święta, kapłan składa i rozkłada ręce, obra ca się, przyklęka, czyta w mszale, gorąco się modli; dwa małe szkielety zdają się modłom jego odpowia dać, żaden przecież głos, żadne westchnienie dosłyszeć się nie daje. W chwili tylko podniesienia Ciała i Krwi Pańskiej głuchy odgłos kościanego dzwonka głębokie przerywa milczenie. Kończy się obrzęd. Kapłan za siada w krześle, widmo przystępuje do spowiedzi św. 0 jakże gorąco modli się wprzódy! jakiż to ciężar piersi jego rozpiera! Spowiada się, kapłan słucha, 1 długo, długo słucha. Ileż to łez i westchnień prze rywa tę spowiedź! Wielki Boże! jakże straszliwem musi być wyznanie tego widma, jaka zbrodnia jego! Patrz! patrz! po trupiej czaszce kapłana zimny pot zlewa się strumieniem, wiszący obraz kobiety cały czernieje, jakiś grzmot daje się słyszeć nad zamkiem' Drobne dwa szkielety klęcząc i mod!ąc się, zdają się błagać za winną. Wyznała już wszystko i schyla gio wę i bije się w piersi na znak żalu i skruchy, Bije silnie, płacze i czeka. Czeka chwil kilka, wreszcie podnosi na kapłana wzrok błagalny i *ówi: »przeba- czenia!« a kapłan jej grobowym głosem odpowiada r »nie w tym roku jeszcze!*... I kiedyż? kiedyż?... odzywa się widmo; kapłan milczy. Wskazuje jej na dwa klęczące szkielety — znika — gasną świece, za mykają się, drzwi kaplicy — jęk tylko długi słychać za niemi, i na raz wszystjęp^cicho i ani śladu tego., co przed chwilą był
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 19.06.24, 00:21
        Dolina nawiedzana przez młyn
        Z Doliną Kościeliską wiąże się także opowieść o srebrnym młynie. Dawno temu – jeszcze w czasach króla Zygmunta Starego (XV/XVI w.) – w Dolinie miał swój młyn pewien młynarz. Na polecenie króla od czasu do czasu wypłukiwał on złoto i srebro z Kościeliskiego Potoku. Niestety, kiedy dowiedzieli się o tym zbójnicy, napadli młynarza i zabili, a cały urobek unieśli ze sobą.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 19.06.24, 11:40
        Jeden z takich ludzi, którym król pokazał grotę, opowiadał podobno, że jest ona ogromna, z wielkim ogniskiem pośrodku i całą armią rycerzy śpiących wokół ognia.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 19.06.24, 12:08
        kaczka z Jaskini Wodnej pod Pisaną Jedna z najdziwniejszych opowieści ludowych Podhala wiąże się z popularną wśród turystów Doliną Kościeliską. Dolina słynie z jaskiń. W jednej z nich – Jaskini Wodnej pod Pisaną – ma mieszkać złota kaczka, która raz w roku znosi bezcenne złote jajo.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 28.07.24, 22:54
        ZWIERCIADŁO TWARDOWSKIEGO - Onet
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.08.24, 19:18
        Legenda o krakowskiej czarownicy

        To legenda o tym, jak krakowskie gołębie stały się przyczyną nieszczęścia. Wszystko to stało się z powodu czarownicy zwanej Marcychą. Kiedy Tatarzy próbowali zdobyć miasto, schwytali czarownicę i postanowili poradzić się jej jak można zdobyć miasto.
        Ta poradziła im, aby schwytali tak wiele gołębi, jak tylko się da i nakarmili je grochem namoczonym w wódce, a następnie nasmarowali je smołą i podpalili... Tatarzy postanowili te zalecenia zrealizować. Kiedy więc płonące gołębie nadleciały nad Kraków, spowodowały pożogę i miasto stanęło w ogniu. Obrońcy murów rzucili się do gaszenia pożaru, a Tatarzy dostali wyśmienitą okazję na podbicie miasta.
        Wtedy jednak czarownica uciekła, a tatarski wódz wydał... rozkaz odwrotu. Miasta nie udało się podbić, bo tak przestraszył się wiedźmy, która mogła mieć konszachty z diabłem, że postanowił nie narażać się na jej zemstę.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.08.24, 19:29
        Legenda o Dwóch Wieżach

        Według legendy do budowy wież kościoła Mariackiego zatrudniono dwóch braci, którzy cieszyli się wielkim uznaniem jako jedni z najlepszych budowniczych Krakowa. Starszemu bratu polecono wzniesienie wieży południowej, a młodszemu północnej. Początkowo budowa przebiegała spokojnie, w podobnym tempie. Wkrótce jednak okazało się, że wieża południowa, nad którą pracował starszy brat, znacznie przewyższa północną. Trawiony nieposkromioną zazdrością młodszy brat zabił w ataku wściekłości starszego. Niedokończoną wieżę południową nakazał nakryć kopułą, a sam zgodnie z planem zakończył budowę swojej, teraz wyższej, wieży północnej. Wyrzuty sumienia nie dawały mu jednak żyć. W dniu uroczystego poświęcenia świątyni mariackiej stanął na samym szczycie swej wieży, trzymając w dłoni nóż, którym zamordował brata. Przyznał się publicznie do zabójstwa, po czym skoczył w dół.
        Do dziś w bramie Sukiennic na Rynku Głównym wisi nóż mordercy, który ma przypominać o tych tragicznych wydarzeniach.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.08.24, 19:58
        Jedyną osoba, która okazała serce uwięzionemu, była bardzo brzydka siostra Wisława. Ta, uzyskawszy wcześniej od Walgierza obietnicę małżeństwa potwierdzoną przysięgą, potajemnie dostarczyła mu klucze do kajdan i miecz. Gdy znowu kochankowie cieszyli się sobą, Walgierz zrzucił łańcuchy, wyszedł z klatki i pozbawił oboje życia
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.08.24, 20:05
        Jedno z podań głosi, że w Psarce, wschodnim przysiółku Woli zabierzowskiej, król wystawił nad Wisłą dębowy zameczek, przeznaczony dla hodowli psów myśliwskich pod okiem wytrawnych myśliwych i że do zameczku tego często zaglądał. Dotąd jednak ani tu, ani nigdzie w okolicy, nie odnaleziono śladów żadnej budowli, podobnej do dawnej psiarni. Zresztą, jak świadczy historia Woli Zabierzowskiej, wieś ta nigdy nie należała do królów, tylko do biskupów krakowskich. Ale od wschodu do Woli Zabierzowskiej przylega wieś Ispina, którą w XIX w. również nazywano Psarką. Wieś tak stanowiła dawniej przysiółek
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.08.24, 20:21
        W wydanych przez siebie statutach król starał się uregulować stosunki między kmieciem a panem, w tym będącą najczęstszym źródłem konfliktów kwestię prawa kmiecia do opuszczenia wsi. Postanowienia królewskie, godząc interesy ekonomiczne obu stron, zabezpieczały wspólnotę wiejską przed samowolą szlachty, pozwalając całej gromadzie przenieść się gdzie indziej, m.in. w wypadku, gdy któraś z wieśniaczek padłaby ofiarą dokonanego przez pana gwałtu lub gdyby z jego winy wieś została obłożona ekskomuniką.
        Z Roczników Długosza dowiadujemy się, że w latach nieurodzaju Kazimierz Wielki rozdawał wieśniakom zboże ze spichrzy królewskich oraz organizował roboty publiczne.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 12.09.24, 11:33
        Ledwo jednak zamknąłem oczy usłyszałem, że ktoś wchodzi do pokoju. Była to wysoka, czarnowłosa, młoda kobieta. W pierwszej chwili pomyślałem, że to córka portiera przynosi mu kolację, ale gdy przyjrzałem się jej bliżej zobaczyłem, że jest do niej zupełnie nie podobna. Była bardzo blada, a co zdziwiło mnie najbardziej - ubrana w czarny płaszcz, mimo że było to przecież lato. Postać ta była tak realna, że zupełnie nie poczułem strachu. Chciałemsię odezwać, ale w tym momencie postać znikła. Dopiero wtedy zacząłem się bać - zrozumiałem, że musiała to być owa Czarna Dama, o której czasami wspominali starzy pracownicy.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 12.09.24, 11:40
        Opowieść ta me jest bynajmniej jedynym źródłem informacji o tajemniczej zbrodni. Otóż człowiek znany w całej Polsce z licznych cnót i prawości charakteru, senator, wojewoda, prezes słynnego sądu sejmowego w 1827 roku - Piotr Bieliński - potwierdził opowiadanie staruszka.
        Był on bowiem, jako młody chłopiec, gościem w pałacu margrabiów, w tym właśnie czasie, gdy wypadki opisane powyżej miały miejsce. Potwierdziła rzecz całą także hrabina Wielopolska z Żywca, wyznając, iż od czasu owej zbrodni na rodzie Wielopolskich ciąży ponura klątwa. Losy słynnego margrabiego Aleksandra zdają się to potwierdzać.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 14.09.24, 13:43
        Czarna Dama z Grodziska Wielkopolskiego

        Podczas Wiosny Ludów, podczas kolejnego zrywu Wielkopolan, 28 kwietnia 1848 r. na przedpolach, a potem na ulicach Grodziska Wielkopolskiego stoczono walkę z wojskiem pruskim. Bój – krótki i zacięty – miał miejsce na grodziskim przedmieściu zwanym Doktorowo; zginęło wówczas 25 osób, w tym kilku cywilów. 18 z nich pogrzebano na cmentarzu przy kościele Św. Ducha jako bezimiennych. I z tą właśnie zbiorową mogiłą wiąże się opowieść, przekazana nie tak dawno przez znanego regionalistę, a zarazem kustosza Izby Tradycji Ziemi Grodziskiej, Dariusza Matuszewskiego: „Przez wiele lat po tragicznych wydarzeniach 1848 r. na cmentarz przy drewnianym kościele św. Ducha przyjeżdżała młoda kobieta w czerni. Mówiono o niej, że jest właścicielką niewielkiego majątku ziemskiego z okolic Buku. Powiadano również, że wśród poległych powstańców spoczywa jej ukochany. Miłość jej była tak wielka, że do końca swych dni pozostawała samotna, nie zapominając nigdy o miejscu spoczynku ukochanego. Nawet kiedy umarła, jak mówiono – z wielkiej tęsknoty – zamieszkujący przy moście nadal widywali czarny powóz znikający przy cmentarzu. Innym razem słychać było na moście turkot niewidzialnych kół i stukot kopyt. Tajemnicza czarna postać przemykała między grobami i zatrzymywała się nad mogiłą powstańców, pozostawiając białe kwiaty. Kiedy przy ulicy Rakoniewickiej wyrastały kolejne domy, zjawa pojawiała się coraz rzadziej. Nie widywano już czarnego powozu, jedynie czarną postać na cmentarzu. Starzy mieszkańcy grodziska mawiali dawniej, że tajemnicza postać w czerni pojawiała się zawsze w momentach tragicznych dla miasta, prawdopodobnie ostrzegając jego mieszkańców przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. Niektórzy twierdzą, że widziano ją w 1931 r. w przeddzień pożaru, który niemal doszczętnie strawił starą drewnianą zabudowę starego miasta. Po raz kolejny ukazała się ponoć w lipcu 1939 r., a zaraz po tym czerwona łuna rozświetliła niebo nad Grodziskiem. Owa łuna miała być zapowiedzią nadchodzącej wojny”.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 14.09.24, 13:48
        Z kolei ojciec wspomnianego historyka, Władysław Skowroński, spotkał się z fantomem Łucji w innych okolicznościach: w Kolbuszowej, w biały dzień, na łące zwanej Morze Czerwone. Mara siedziała na szczycie starej lipy i grała na skrzypcach. Opowiadał swojemu synowi, że obecny przy tym wydarzeniu przyjaciel wdrapał się na drzewo, chcąc zobaczyć z bliska tajemniczą postać. Był już blisko wierzchołka, gdy spadł w dół, łamiąc sobie nogi. Twierdził później, że zepchnęła go jakaś niewytłumaczalna siła...
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 14.09.24, 14:00
        Srebrnej trumny ze szczątkami Uminy ani legendarnego skarbu nie odnaleziono dotychczas, pomimo usilnych poszukiwań archeologicznych.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 16.09.24, 12:23
        Maczuga Kraka – w czasach panowania księcia Kraka jego kraj pustoszony był przez przerażającego smoka, który na obiad pożerał krowy, a o poranku dziewice. Księcia porwała złość tak wielka, że chwycił ogromną maczugę i uderzył nią w głowę smoka, zabijając go na miejscu. Następnie Krak umieścił swoją maczugę u wylotu doliny ojcowskiej ku przestrodze każdego, kto by do Krakowa chciał jechać w złych zamiarach
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 16.09.24, 12:28
        Opisany stan zanieczyszczenia ulic i posesji pozostawał w związku z bezceremonialnym gospodarstwem podwórzowym : na miejscu chowano nie tylko konie i drób, lecz także bydło rogate i nierogaciznę, która swobodnie grasowała po mieście. Mówi o tym dobitnie rozporządzenie marszałka Bielińskiego z 1766 r., zakazujące m. in. wyrzucania padliny na ulicę: „że zaś nad rozkaz dany ludzie tu, w Warszawie, świnie chowają (...), przeto takowe chowanie świń powtórnie pod wolnym od kogośkolwiek na ulicy samopas chodzących świń i błoto rozkopujących zabiciem i sobie zabraniem zakazuje się (...). Nadto ... zaleca się i rozkazuje, aby nikt takowych zdechlin psów, kotów i innych z kamienic i pałaców na ulicę wyrzucać się nie ważył pod karą....”.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 16.09.24, 12:35
        Daisy nie lubiła zamku w Książu, w którym czuła się jak intruz (wolała pszczyński) ; podobnie nie cierpiała pruskiej etykiety mężowskiego dworu, zbyt licznej służby i rozdętej do monstrualnych wymiarów obsługi przy stole i sypialni, dniem i nocą, oraz nieustannego marnotrawstwa. Kochała natomiast swoje perły i poleciła, aby pochowano ją wraz z nimi, gdy zmarła 29 czerwca 1943 r. Tak się też podobno stało. Po II wojnie światowej, mimo starannych poszukiwań, nie odnaleziono ani grobu księżnej, ani przepysznego naszyjnika, lecz jest więcej niż pewne, że spoczywa na terenie nieistniejącego dziś cmentarza ewangelickiego w Wałbrzychu (parafia Szczawienko).
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 22.09.24, 20:28
        Pod zamek „na Grójcu” wyruszyły królewskie oddziały. I choć jego właściciel był doskonale przygotowany do oblężenia (miał zapasy jedzenia, picia oraz amunicji), a sekretne przejścia z Grójca w góry gwarantowały ucieczkę, to tym razem hersztowi powinęła się noga. Ktoś go zdradził. Wojska królewskie, znając wszystkie zamkowe tajemnice, rozpoczęły regularne oblężenie i po paru tygodniach zmuszono rozbójnika do poddania się. Nie mógł on liczyć na żadną łaskę, skoro wyrok śmierci wydał sam monarcha – od takiej decyzji nie było odwołania. Narzędziem kaźni stała się wielka dębowa beczka, nabijana wewnątrz ostro zakończonymi gwoździami. Skrzyńskiego – po odczytaniu wyroku – wsadzono do tej beczki i spuszczono z zamkowej góry. Odtąd Żywiec mógł wreszcie odetchnąć, podobnie jak kupcy i podróżnicy.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 22.09.24, 22:56
        Według trzeciej wersji ową nieszczęsną ofiarą miała być małżonka któregoś z Szafrańców, zamknięta w wieży za rzekomy romans z nadwornym lutnistą i skazana na śmierć głodową. Leitmotiv legendy (kobieta zadręczona przez okrutnika) pozwala domniemywać, że opisane fakty zdarzyły się naprawdę w jakiejś odległej przeszłości.

        Oddział widmowych rycerzy może odnosić się do trzech wydarzeń, rozgrywających się w Pieskowej Skale w różnym czasie. Pierwsze – to przybycie wysłanników króla Kazimierza Jagiellończyka, którzy mieli schwytać grasującego w Małopolsce rycerza – rozbójnika Krzysztofa Szafrańca, ostatecznie ściętego na Rynku krakowskim jesienią 1484 r. Drugie zdarzenie miało miejsce w 1655 r., podczas szwedzkiego „potopu”, kiedy to Pieskowa Skała, dotąd nigdy przez nikogo nie zdobyta, po długotrwałym oblężeniu poddała się; tak więc nacierający wrogowie byliby tu upiorami. Trzecie zdarzenie dotyczy roku 1863, kiedy to w zamku znalazł się powstańczy oddział pod dowództwem Mariana Langiewicza. W trakcie walk Moskale ostrzelali mury z ciężkich dział, a wszystkie pomieszczenia obrabowali doszczętnie. Być może, że są to właśnie duchy poległych powstańców.

        Zaś tajemniczy, zakapturzony mężczyzna - widmo może być wspomnianym banitą i warchołem Krzysztofem Szafrańcem lub żyjącym w tym samym stuleciu Piotrem III Szafrańcem, zafascynowanym czarną magią, ale i zwyczajnym rozbojem. Okrutny z natury, zwabiał podobno kupców, podążających szlakiem z Krakowa, przyjmował ich po wielkopańsku, urządzał dla nicj wspaniałe uczty, poczym prowadził do komnat, w których podłogi wyposażone zostały w zapadnie. Gdy syci i napojeni goście zasnęli, pan zamku uruchamiał zapadnie, a nieszczęśnicy ginęli w czeluściach, rozbijając się o skały u podnóża rezydencji...
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 22.09.24, 23:03
        Skąd zatem wziął się złoty trzonowiec pośród zdrowych, naturalnych zębów Krzysztofa Muellera? Przez chwilę Horst podejrzewał, że ząb powstał wskutek zapatrzenia się matki podczas ciąży. Szybko jednak odrzucił ten pomysł, ponieważ trzonowiec pojawił się dopiero w siódmym roku życia chłopca. Następnie uczony rozważał, czy aby ząb nie był przypadkiem wynikiem nagminnego spożywania wody z górskich potoków na Śląsku – w tym czasie wierzono bowiem, że występuje w nich pewna ilość rozpuszczonego złotego kruszcu, który mógłby wytrącić się w ciele człowieka – zarówno dorosłego, jak i dziecka. Wreszcie Horst brał pod uwagę możliwość wpływu planet i nieba na to cudowne zdarzenie. W końcu jednak uznał, że ząb należy traktować po części jako zjawisko naturalne, a po części jako... prawdziwy cud boży.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 22.09.24, 23:07
        https://media.tenor.com/gteCQ06nahcAAAAM/dr-teeth-electric-mayhem.gif
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 23.09.24, 21:09
        Mieszkańcy wsi Mnichy twierdzili, że Unrugowie – kolejni właściciele dworu w XIX w. – często urządzali przyjęcia, podejmując gości. W trakcie jednego z takich towarzyskich spotkań zdarzyło się nieszczęście: „mały chłopczyk, syn goszczącego tu młodego małżeństwa, oddalił się od dworu i nie pilnowany przez nikogo, idąc przed siebie, dotarł do starego młyna wodnego na rzeczce Kamionce. Wiedziony ciekawością chciał zobaczyć, jak kręci się koło młyńskie. Nagle stracił równowagę i spadł w dół, ginąc pod łopatami koła młyńskiego. Jego ciała nie znaleziono, lecz po pewnym czasie w alejkach parkowych zaczęła pojawiać się sylwetka chłopca, który – jak mawiano – szuka swoich rodziców”.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 23.09.24, 21:47
        https://media.tenor.com/GvD0gVw7rjMAAAAM/horse-carriage.gif
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 14.05.25, 10:16
        Dyabeł‎ ‎i‎ ‎żak. Dawniej‎ ‎dyabeł‎ ‎miał‎ ‎władzę‎ ‎i‎ ‎moc‎ ‎zabierania‎ ‎pojedynczo‎ ‎za błąkanych,‎ ‎zwłaszcza‎ ‎w‎ ‎nocy‎ ‎i‎ ‎to‎ ‎pomiędzy‎ ‎12‎ ‎a‎ ‎1‎ ‎godziną.‎ ‎
        Wy darzyło‎ ‎się‎ ‎to‎ ‎także‎ ‎zabłąkanemu‎ ‎żakowi,‎ ‎którego‎ ‎dyabeł‎ ‎spotka- wszy,‎ ‎zagadywał,‎ ‎ażeby,‎ ‎gdy‎ ‎ten‎ ‎na‎ ‎jego‎ ‎pytanie‎ ‎nie‎ ‎odpowie, porwać‎ ‎go‎ ‎mógł‎ ‎do‎ ‎piekła.‎ ‎Żak‎ ‎poznawszy,‎ ‎że‎ ‎ma‎ ‎z‎ ‎dyabłem‎ ‎do czynienia,‎ ‎odpowiadał‎ ‎mu‎ ‎na‎ ‎zapytania‎ ‎powtarzając‎ ‎poprzednie,‎ ‎tak, że‎ ‎gdy‎ ‎dyabeł‎ ‎ostatnie‎ ‎pytanie‎ ‎zadał‎ ‎żakowi,‎ ‎stracił‎ ‎już‎ ‎swą‎ ‎moc, bo‎ ‎kur‎ ‎zapiał‎ ‎i‎ ‎godzina‎ ‎pierwsza‎ ‎wybiła.‎ ‎Oto‎ ‎pytania:
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 14.05.25, 11:00
        Położę‎ ‎cie‎ ‎na‎ ‎dębie, Roztoczą‎ ‎cie‎ ‎gołębie. A‎ ‎ty‎ ‎panie‎ ‎Jury Rozganiaj‎ ‎ze‎ ‎chmury Za‎ ‎tatarskie‎ ‎góry. Gdzie‎ ‎aniołki‎ ‎bywają, Kamyki‎ ‎se‎ ‎zbirają, Na‎ ‎kościółek‎ ‎rzucają. A‎ ‎z‎ ‎kościółka‎ ‎na‎ ‎wode, Dejże‎ ‎Boże‎ ‎pogodę. Burze‎ ‎i‎ ‎grady. Podczas‎ ‎burzy‎ ‎wynoszono‎ ‎na‎ ‎podwórze‎ ‎stół,‎ ‎„jeżeli‎ ‎P.‎ ‎Jezus był‎ ‎na‎ ‎nim“,‎ ‎t.‎ ‎j.‎ ‎jeżeli‎ ‎kiedykolwiek‎ ‎przybyły‎ ‎do‎ ‎chorego‎ ‎ksiądz, postawił‎ ‎na‎ ‎nim‎ ‎wijatyk.‎ ‎Na‎ ‎tym‎ ‎stole‎ ‎stawiano‎ ‎święconą‎ ‎wodę. W‎ ‎izbie‎ ‎zapalano‎ ‎gromnicę,‎ ‎a‎ ‎w‎ ‎oknach‎ ‎stawiano‎ ‎święconą‎ ‎palmę, przy‎ ‎każdym‎ ‎błyśnięciu‎ ‎pioruna‎ ‎żegnano‎ ‎się,‎ ‎kobiety‎ ‎zaś‎ ‎klęcząc, modliły‎ ‎się‎ ‎zwrócone‎ ‎do‎ ‎nieba.‎


        ‎Podczas‎ ‎burzy‎ ‎połączonej‎ ‎z‎ ‎gradem, wystawiano‎ ‎stare‎ ‎stolnice‎ ‎i‎ ‎wałki‎ ‎od‎ ‎ciasta.‎ ‎Przestrzegano‎ ‎wtedy starannie,‎ ‎ażeby‎ ‎drzwi,‎ ‎piec‎ ‎i‎ ‎okna‎ ‎były‎ ‎pozamykane,‎ ‎a‎ ‎nikt‎ ‎klu czami‎ ‎nie‎ ‎dzwonił. Mówiono,‎ ‎że‎ ‎ogień‎ ‎powstały‎ ‎z‎ ‎uderzenia‎ ‎piorunu,‎ ‎można‎ ‎zga sić‎ ‎tylko‎ ‎mlekiem‎ ‎koziem.
        Jak‎ ‎mróz,‎ ‎to‎ ‎trzeba‎ ‎„łysoniów“‎ ‎(łysycb)‎ ‎rachować,‎ ‎a‎ ‎mróz folguje.
        Pieśni. Na‎ ‎Niemców. Przyszli‎ ‎Niemcy‎ ‎do‎ ‎kraju Według‎ ‎swego‎ ‎zwyczaju, Z‎ ‎cielęcemi‎ ‎torbami, A‎ ‎dzisiaj‎ ‎są‎ ‎panami. Drogi‎ ‎tytoń,‎ ‎tabaka, Każdy‎ ‎Niemiec‎ ‎sobaka Na‎ ‎Polaków‎ ‎szimpfuje, A‎ ‎kieszenie‎ ‎ładuje. Bóg‎ ‎nam‎ ‎głowy‎ ‎darował, Niemiec‎ ‎je‎ ‎otaksował, Drogi‎ ‎tytoń,‎ ‎tabaka, Każdy‎ ‎Niemiec‎ ‎sobaka.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 14.05.25, 11:08
        2‎. Więszuje‎ ‎ci‎ ‎zdrowia, Szczęścia,‎ ‎fortuny, A‎ ‎po‎ ‎śmierci Niebieski‎ ‎koruny. 3‎. Więszuje,‎ ‎więszuje‎ ‎i‎ ‎więszowaó‎ ‎nie‎ ‎przestane, Dopóki‎ ‎co‎ ‎nie‎ ‎dostane. 4‎. Dziś‎ ‎twe‎ ‎imieniny, Dziś‎ ‎twego‎ ‎patrona, Siadaj‎ ‎więc‎ ‎na‎ ‎świni, Trzymaj‎ ‎sie‎ ‎ogona. 5‎. Siedzi‎ ‎wróbel‎ ‎na‎ ‎dachu, Skubie‎ ‎sobie‎ ‎mech‎ ‎— A‎ ‎kto‎ ‎cie‎ ‎nie‎ ‎kocha, Żeby‎ ‎jutro‎ ‎zdech. Żarty. Z‎ ‎sąsiadów. Kumotrze,‎ ‎weźcież‎ ‎tego‎ ‎piesa,‎ ‎położył‎ ‎ogon‎ ‎na‎ ‎moim‎ ‎zagonie, to‎ ‎mu‎ ‎go‎ ‎utne. Krajcie‎ ‎kumotrze‎ ‎ostro,‎ ‎do‎ ‎samego‎ ‎żółtka,‎ ‎na‎ ‎bok‎ ‎dzieci!‎ ‎ku moter‎ ‎nie‎ ‎pies,‎ ‎całego‎ ‎jajka‎ ‎nie‎ ‎zi. Z‎ ‎podstrzyźonego. Ogolona‎ ‎pałka! Po‎ ‎czemu‎ ‎gorzałka? Po‎ ‎cztery‎ ‎talary, Bo‎ ‎mój‎ ‎dziaduś‎ ‎stary. Z‎ ‎głuchego. „Jak‎ ‎sie‎ ‎macie.‎ ‎Łukaszu‎u‎. „Niese‎ ‎kure‎ ‎w‎ ‎koszu‎u‎. „Jak‎ ‎sie‎ ‎ta‎ ‎zona‎ ‎mają“. „Trzy‎ ‎złote‎ ‎mi‎ ‎dają‎.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 15.07.25, 10:29
        Z pomocą czarta Twardowski zyskał bogactwo i sławę, w końcu stając się dworzaninem króla Zygmunta Augusta. Król ów po śmierci swej małżonki otoczył się astrologami, alchemikami i magami. Jak głoszą legendy, Twardowskiemu udało się wywołać ducha zmarłej Barbary dzięki zastosowaniu magicznego Lustra Twardowskiego.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 15.07.25, 10:46
        Jako że Twardowski miał pochodzić z Krakowa lub jego okolic, w mieście tym można znaleźć szereg miejsc, o których uważa się, że tu znajdował się dom szlachcica (np. Kamienica Pod św. Janem Kapistranem).
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 15.07.25, 11:20
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/7/7d/Micha%C5%82_Kluczewski_Twardowski_%C5%9Bpiewaj%C4%85cy_Godzinki.jpg/500px-Micha%C5%82_Kluczewski_Twardowski_%C5%9Bpiewaj%C4%85cy_Godzinki.jpg
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 15.07.25, 11:29
        Legenda opowiadana przez miejscowych, mówi że ksiądz spojrzawszy w lustro zobaczył diabła i rzucił w nie kluczami, stąd pęknięcia.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 15.07.25, 14:26
        https://media.tenor.com/3IaY-_3w-1cAAAAM/wind-in-the-willows-animated-movie.gif
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 18.07.25, 19:32
        Na Wawelu jęczą dzwony,
        Głośno nasz się Zygmunt żali,
        A z wichrami smutne tony,
        Po Wiślanej płyną fali...

        Stary Zygmunt łka jak dziecię...
        Jęki niosą wiatry chyże...
        A z Zygmuntem wszystkich w świecie,
        Zajęczały dzwonów spiże...

        I po ziemi naszej całej,
        Huczą dzwony jak zaklęte...
        Nawet ów, z Loretu mały,
        Cicho roni łezki święte.

        Hej! kto płaci za podzwonne,
        Że tak kazał grzmieć sowicie?
        Hej! Litewskie i Koronne,
        Komu, komu wy dzwonicie?


        O! nie pytaj, dziatwo miła,
        Jeno słuchaj, słuchaj szczerzej!
        Oto jedna, patrz! mogiła,
        A w mogile Polska leży!

        Rozbujane serce w dzwonie,
        Wstrząsa duszę dziwną mocą;
        A tam drugie — w ludu łonie,
        O pierś bije, o sierocą...

        Dzwon w niebieskie grzmi podwoje,
        Głośniej ludu serce szlocha!
        I tak serc się ściera dwoje,
        Które silniej Polskę kocha?

        Na przemiany: ciszej, śpiewniej,
        Dzwoni żałość ich pobożna,
        Że niewiedzieć, czy już rzewniej,
        Nad ojczyzną płakać można?

        Jęczą dzwony... Dzwonom śmiechem
        Odkrzykują wtór morderce;
        Aż z ostatniem dzwonów echem,
        Zygmuntowi pękło serce.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 18.07.25, 19:41
        Zdala, coraz to boleśniej,
        Coraz tęskniej, coraz smutniej,
        Dźwięk dolata cichej pieśni,
        Czarnoleskiej dźwięcznej lutni...

        Idzie w wieńcu ze siwizny,
        Wieszcz nasz, łkając piersią całą,
        Bo na „Treny“ dla Ojczyzny,
        Strun na harfie mu nie stało...

        Więc spuściznę swą grobową,
        Na nic zdatną już w tej dobie,
        Pieśń i lutnię bojanową,
        Na Ojczyzny składa grobie.

        Jak za natchnień swych rodzicem,
        Sunie dziatwy ciżba wierna:

        Naprzód idzie z bladem licem,
        Ascetyczny cień Acerna;

        Idzie, gniewnie szarpie wąsa,
        Groźnym wzrokiem tłum przestrasza,
        I wychudłą ręką wstrząsa
        I podzwania w trzos Judasza...

        I w grób zdrajców pięścią wali,
        Zardzewiałą łamie kratę:
        „Tym, co Polskę zaprzedali,
        „Niosę — woła — ich zapłatę!“

        Za nim stąpa ów syn kmiecy,
        A najsłodszy wieszcz lechicki,
        Pierwszy z chłopów, który plecy
        Od ksiąg zgarbił, — nasz Janicki.

        Tam Miaskowski w lutnię złotą
        Grzmi i woła: „Szatę wroną
        „Włóż o Safo! i bij oto,
        „W płacz serdeczny nad Koroną!“
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 20.07.25, 19:31
        https://img20.dmty.pl//uploads/202205/1653325073_dxjgub_600.jpg
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 20.07.25, 19:42
        https://img2.dmty.pl//uploads/201801/1516113249_4jvjt1_600.jpg
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 20.07.25, 19:54
        Łagów - ten malowniczy zamek, to dziś ekskluzywny hotel, który wciąż skrywa mroczne sekrety z przeszłości. Duch siostry rycerza, nieszczęśliwie zakochanej w wrogim księciu, błąka się po korytarzach i nad jeziorem. W wieży i pokoju tortur pojawia się także zjawa dowódcy Andreasa von Schliebena, którego tragiczny los wciąż odbija się echem;
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 04.08.25, 17:10
        Słynny pasterz praktykował też w Jemielnicy, wsi w powiecie Strzelce Opolskie, znanej z klasztoru cystersów. Stosował również metodę rozpoznawania chorób z moczu, jednak sam nie przygotowywał leków, lecz wystawiał recepty i wysyłał pacjentów do apteki.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 04.08.25, 17:17
        Na pierwszym miejscu należy wspomnieć o glinie, która była używana do różnych okładów (przy oparzeniach, użądleniach przez pszczoły i osy). Jako uniwersalny lek na ból stawów, dnę moczanową i reumatyzm stosowano maść z żywicy, smoły i wosku. Taka maść była rozsmarowywana na żółtym papierze słomianym, którym owijano bolące miejsca. W przypadku bólu gardła i zapalenia migdałków stosowano okład z gniazd jaskółczych, które były duszone w garnku z tłuszczem.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 04.08.25, 17:26
        Rozgniecione liście babki szerokolistnej z niezmiennym powodzeniem stosuje się na trudno gojące się rany i wrzody. Do tego samego celu stosuje się świeże, lepkie liście czarnej olszy.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 04.08.25, 19:00
        Wizyta u zielarek na targu w Zabrzu lub Zaborzu jest dla botanika całkowicie opłacalna i interesująca. Może on łatwo i bez trudu studiować florę różnych obszarów naszej górnośląskiej ojczyzny, mając często okazję do ciekawych i rzadkich znalezisk. Wokół dużej latarni na środku targu siedzą zielarki "á la turca” na bruku, przed sobą, na dywanach z trawy i papierze, w stosach i pęczkach posortowane są różnorodne zioła i kwiaty zebrane na polach i w lasach i oferowane na sprzedaż. Przekonując o cudownych właściwościach leczniczych różnych herbat ziołowych, udaje im się sprzedać swoje produkty "dobre na wszystkie choroby u ludzi i zwierząt” kupującym je głównie gospodyniom domowym.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 04.08.25, 20:42
        https://media.tenor.com/dukRYOnsuqUAAAAM/ra5571-w-ra575.gif
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 30.08.25, 11:14
        Istnieje podanie o tym, że pracujący w kopalni górnicy zostali zasypani i od tego czasu kopalnia nie jest eksploatowana.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 30.08.25, 23:44
        Ksiądz Jeziorski – proboszcz z Sadowa spisał w języku niemieckim „Historię od początku urzą­dzenia pierwszego kościoła Najświętszej Trójcy stojącej na koszencińskich dobrach". Pierwotny kościółek zbudowany prawdopodobnie w 1568 roku – w miejscu wcześniejszego – uległ zniszczeniu w 1720 roku przez szaleją­cą nad Koszęcinem burzę. Wszystkie późniejsze informacje zawarte w protokołach kanonicznych i innych archiwaliach dotyczą już współczesnego kościoła. Jednak bardzo często wspominane są przez kronikarzy i odnotowane w zapisach protokołów kanonicznych, bogate tradycje związane z kultem Trójcy Świętej w Koszęcinie.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 31.08.25, 11:18
        Utopce w lisowickich studniach

        Przypominam sobie, że dziadkowie opowiadali nam o utopkach i zabraniali patrzeć w studnię. Uważali, że może nas porwać utopek.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 31.08.25, 11:48
        Diabeł zabiera dziewczynę do piekła
        Pewnego wieczoru jedna dziewczyna wybierała się na tańce. Jej matka nie chciała na to zezwolić. Spytała się dziewczyny, z kim tam będzie tańczyć. A ona powiedziała:
        – Choćby z samym diabłem.
        Gdy wyszła, zajechała przed dom kolasa z czarnymi końmi i wyszedł pan w cylindrze. Ona siadła do powozu, a następnie pojechała z nieznajomym na zabawę.
        Tańczyła z tym panem cały czas, gdyż był bardzo przystojny. Aż krótko przed dwunastą poprosił ją, by z nim wyszła. Dziewczyna na zabawę już nie wróciła. Ludzie zauważyli, że ten pan miał na nogach kopyta, a spod kapelusza wychodziły rożki. Dziewczyna była tak podekscytowana, że tego nie zauważyła.
        Potem ludzie mówili, że to był diabeł i zabrał ją do piekła.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 31.08.25, 14:16
        https://media.tenor.com/wGZXl2DqAV4AAAAM/cray-claw.gif
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 31.08.25, 14:30
        https://media.tenor.com/G5MvTnsxNHEAAAAM/mallar-duck-gif.gif
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 31.08.25, 14:43
        Legenda o Wilczy

        Nazwa naszej miejscowości ma charakter topograficzny – wywodzi się od wilka.
        Wieś była położona wśród lasów ciągnących się na południe po Pszczynę (własność książąt pszczyńskich), od zachodu – po Rudy Raciborskie. Tylko od północy i wschodu otaczały ją mniejsze lasy mieszane, a i wśród pól znajdowały się, do dziś są, lasy o charakterze gajów. Jeden z nich zwany Remizą był przed 1945 rokiem własnością właściciela ziemskiego Jerzego Kowacza. Za remizą jest zespół pól zwanych Winiarnią. Na tych polach, międzylesianych, jak powiadali nasi jeszcze ojcowie, kopano doły, do których wpadały wilki. Stanowiły one plagę, więc w ten sposób ówcześni mieszkańcy musieli je tępić.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 31.08.25, 14:59
        Utopki z Leboszowic i Nieborowic

        Do młynarza w Leboszowicach często przychodził utopek. Był to mężczyzna niskiego wzrostu, miał czerwone buty i czapkę. Młynarz dawał utopkowi coś do zjedzenia, czasem porozmawiali. Jednak, jeżeli młynarz był zajęty i nic mu nie dał, to utopek z zemsty robił różne psikusy: blokował koło młyńskie, podnosił lub opuszczał śluzę i na koło młyńskie szło za dużo lub za mało wody.
        Pewnego razu utopek nie zastał młynarza, a młynarzowa zamiast go ugościć, pogoniła szmatą. Utopek uciekł. Kiedy młynarz wrócił do domu, młynarzowa powiedziała, że przegoniła utopka na cztery wiatry. Młynarz złapał się za głowę, powiedział, że czeka ich nieszczęście, bo utopek na pewno się zemści. Nie czekali długo – w Bierawce utopiła się im córka.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 31.08.25, 15:10
        Pies z czerwonymi oczami

        W lasach sierakowickich biegał pies z czerwonymi jarzącymi oczyma. Ludzie się go bali. Szedł on przy nich tak długo, póki nie wyszli z lasu. Potem ludzie mówili:
        – Dziękuję ci psie, że wyprowadziłeś mnie z lasu... Bóg zapłać!
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 31.08.25, 15:25
        Figle i psoty wiedźmy

        W Kozłowie żyła niegdyś starucha, od niepamiętnych czasów zbierająca zioła lecznicze dla gliwickiej apteki. Niektórzy z tego powodu zwali ją „aptekarką”, zwłaszcza że potrafiła – jak mówiono – odczyniać wiele chorób ludzi i zwierząt. Natomiast inni, biorąc pod uwagę jej liczne psoty i figle, w których dopatrywało się niekiedy udziału sił nieczystych, uważali ją za wiedźmę. Dla pewności omijali też z daleka jej chałupę.
        Pewnego dnia we wsi rozeszła się wieść, że starucha zmarła. Wielu ludzi z ciekawości przyszło na jej pogrzeb. Gdy kondukt przekroczył
        bramę cmentarza, jego uczestnikom ścierpła skóra na grzbietach. Nie wierzyli własnym oczom – na murze cmentarnym siedziała jakby nagle zmartwychwstała wiedźma, śpiewając donośnym głosem jakąś pieśń żałobną. Tak była tym przejęta, że w ogóle nie zwracała uwagi na to, co się wokół niej dzieje. Wiele osób nie wytrzymało napięcia i czym prędzej pierzchło z cmentarza. Przerażeni tragarze porzucili trumnę, a gdy ktoś odważniejszy otworzył ją, okazało się, że w jej wnętrzu znajduje się tylko wiecheć słomy. Ludzie znaczyli sobie na piersi znak krzyża i nie wiedzieli, co począć.
        Późną jesienią, gdy kobiety i dziewczęta koło północy wracały do domów ze wspólnego darcia pierza lub przędzenia nici u jednej z sąsiadek, z przerażeniem spostrzegły pod oknami chałupy „aptekarki” karawan z asystą żałobników pozbawionych głów. Na trumnie okrakiem siedziała wiedźma i spokojnie przędła nić na kołowrotku. Był to taki straszny widok, że półprzytomne z przerażenia niewiasty błądziły potem po wsi i nie mogły trafić do swoich domów.
        Innym razem przechodzący późną nocą parobek spostrzegł staruchę, piorącą swoją bieliznę w zamarzniętej rzece.
        – Co mnie podglądasz? – Warknęła, wymierzając młodzieńcowi tak silny policzek, że biedak już do końca życia chodził ze śmiesznym grymasem na ustach.
        „Aptekarka” czasami też rozśmieszała ludzi, a szczególnie dzieci, doskonale naśladując głosy zwierząt i ptaków. Raz, ni stąd, ni zowąd, piała jak kogut lub wyła jak pies, to znów beczała jak koza czy baran.
        Pewnego dnia do wsi przybył jakiś trochę podejrzanie wyglądający jegomość. Zamieszkał w miejscowej gospodzie i każdego napotkanego człowieka wypytywał o staruchę. Dzieciom dawał nawet po kilka fenigów, aby mu o niej jak najwięcej opowiedziały. W końcu prosił, by go zaprowadzono do domu wiedźmy, gdyż chciałby ją w końcu odwiedzić. Idąc tam, zacierał ręce z uciechy. Był jednak zawiedziony, gdy okazało się, że drzwi zamknięte są na kłódkę.
        – Znów mi się ta baba wymknęła z rąk – stwierdził i zaraz dodał – Nie ciesz się wiedźmo. To już twój koniec.
        Odtąd we wsi nie widziano już staruchy. Nigdy tu nie wróciła.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 22.09.25, 19:35
        Inne nie mniej stare podanie nazwę Drogobyczy wywodzi od słów
        żydowskich kupców przeprawiających się przez granicę polsko-śląską
        którzy mieli mawiać, że w przygranicznej karczmie w Zimnej Wodzie są
        bardzo „słone ceny", czyli: „w Zimnej Wodzie drogo bycz”.
        Z biegiem czasu, w celu odróżnienia śląskiej Zimnej Wody od tej,
        leżącej po polskiej stronie granicy, tę śląską osadę zaczęto nazywać Drogobyczą.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 22.09.25, 19:43
        Według tegoż samego źródła, nazwę przypisuje się gruntom
        w Kamienicy, gdzie pod cienką warstwą uprawnej ziemi znajduje się
        kamienne podłoże. To samo określenie występuje w językoznawstwie:
        Kamienica - teren kamienisty, Kamieniczka - rzeka o kamienistym
        podłożu.
        Przymiotnik „Śląska” w nazwie Kamienicy, odnajdujemy w zapisach
        metrykalnych kościoła parafialnego w Lubszy już w początkach XVIII
        wieku. Celem jego wprowadzenia było odróżnienie tej nazwy
        miejscowości, od innej, tak zwanej Polskiej Kamienicy, miejscowości
        położonej na północny wschód od granic parafii lubszeckiej, w byłym
        biskupim księstwie siewierskim.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 22.09.25, 20:13
        W powiecie lublinieckim, niedaleko Lubszy, wznosi się dość wysokie
        wzgórze. To Grójec. Przed wielu wiekami stał tam zamek zamożnego
        rycerza. Miał on prześliczną córkę. Na próżno jednak pragnął rycerz, by
        córka wyszła za mąż, za potężnego magnata, ona kochała biednego
        wieśniaka i jemu pragnęła być wierną.
        Obawiając się gniewu ojca widywali się młodzi jedynie w niedzielę i to
        w czasie, gdy rodzice dziewczyny i wszyscy domownicy byli na sumie
        w pobliskim kościele. Kiedy więc w pewną niedzielę córka znowu chciała
        się wymówić od pójścia do kościoła na mszę św., ojciec po bezskutecznych
        namowach wpadł w straszny gniew i w uniesi eniu rzucił klątwę:
        Jeśli nie pójdziesz do kościoła, niech cię ziemia pochłonie!
        A rozzłoszczona matka dorzuciła:
        - Mijasz kościół, do którego nigdy z nami jechać nie chcesz, bo
        z diabłem trzymasz. A jeśli tak, to lepiej żebyś z całym zamkiem się
        zapadła, żeby cię już moje oczy oglądać nie musiały.
        Dziewczyna, przestraszona tym przekleństwem, z miejsca ruszyć się nie
        mogła, a gdy rodzice jej do kościoła odjechali, stała się rzecz okropna:
        zamek wraz z dziewczyną zapadł się pod ziemię.
        Spełniły się słowa klątwy rodzicielskiej dosłownie. Duża jama na
        wzgórzu świadczyła jedynie o tym, że istniał w tym miejscy zamek. Odtąd
        rycerz unikał tego miejsca. Osiedlił się na innym wzgórzu, widocznym
        z Grójca. A gdy wybudował sobie nowy dwór powiedział takie słowa:
        - Ta góra jest mi Lubsza!
        Od tego momentu mamy wieś i parafię, która zwie się Lubsza.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 23.09.25, 10:54
        O założeniu Woźnik
        “Woischnik, Woźniki: rejencja opolska, powiat lubliniecki. Podług
        wieści gminnej, nazwa ma pochodzić od tego, iż gdy Tatarzy gród na
        Grójcu opanowali, mieszkańcy się na to miejsce przenieśli.”.
        Dawno, dawno temu, tam gdzie dzisiaj tylko rozpadliska krzewami
        i lasem porosłe, na wyniosłym wzgórzu Grójec, stał potężny zamek,
        otoczony obronnymi murami i wieżami. U podnóża góry zaś przycupnęły
        liczne osady służebne, a tam gdzie dzisiaj wioska Psary jest położona,
        znajdowała się duża osada targowa, ludna niczym miasto.
        Gdy w 1241 roku wpadły na Górny Śląsk hordy Tatarów, ludność
        okolicznych wiosek znalazła schronienie w gościnnych murach
        lubszeckiego Grójca. Z zamku bowiem prowadziły liczne tajemne wyjścia
        i podziemne chodniki, bądź to w wapiennej skale wydrążone, bądź to
        drewnem i wierzchem darnią pokryte. Służyły one różnym celom: a to, aby
        przez nie zaopatrzenie zgromadzonej ludności dostarczyć, niespodziewane
        z nich ataki na wroga urządzić, Kurierowi wolna drogę uczynić,
        a w ostateczności ewakuację obrońcom umożliwić.
        Tak też było pamiętnego roku 1241, kiedy to na Grójcu, jako i na jego
        podgrodziach, kamień na kamieniu nie pozostał. Z zamku ewakuowano
        najpierw kobiety i dzieci na mokradła, tam gdzie dzisiaj kościółek
        drewniany św. Walentego pod Woźnikami stoi. Później schronili się tam
        chłopi z podgrodzia. Na koniec ocalali obrońcy, którzy po przejściu
        podziemnym gankiem znaleźli schronienie w zamku „Sworzec”,
        wybudowanym na wschodnim stoku Lubszeckiej Góry. Wieść bowiem
        0 gromadzącym się w pospiechu rycerstwie śląskim pod sztandarami
        księcia Henryka Pobożnego, spowodowała, że Tatarzy zmuszeni zostali
        odejść spod Grójca na Dolny Śląsk.
        Ocaleni uchodźcy założyli na skrawkach suchego gruntu, otoczonego
        mokradłami, wioskę, którą z uwagi na główne zajęcie osadników nazwano
        Woźnikami. Przebiegający w pobliżu szlak handlowy dawał Woźniczanom
        możliwość łatwego zarobku. Dostrzegł to także i książę opolski, któremu
        przynależały te ziemie. Założył on najpierw stację celną, a później przeniósł
        osadę w inne miejsce, tam gdzie dzisiaj woźnicki Rynek się znajduje, oraz
        nadał Woźnikom prawo miejskie. W ten sposób Wożniki stały się osada
        miejską, najbardziej oddaloną od stolicy księstwa, którą wtedy było Opole
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 23.09.25, 11:02
        Pierwotne położenie Lubszy
        Stare podanie głosi, że pierwotnie Lubsza, jak i jej pierwszy kościółek
        zbudowana była zupełnie w innym miejscu. Kościółek miał stać w miejscu
        w miejscu wybudowanej później kapliczki św. Krzyża na Ślęzkowym.
        Dawna wieś Lubsza położona miała być przy drodze prowadzącej od
        Bytomia, na północ w kierunku Częstochowy, po zachodniej stronie Grójca.
        Liczne wojny, jakie miały miejsce w przeszłości na śląsko - małopolskim
        pograniczu, spowodowały zniszczenie osady w tym stopniu, że mieszkańcy
        wybrali nowe miejsce w pobliżu obronnego zamku na wschodnim stoku
        Lubszeckiej Góry, tam gdzie dzisiaj wieś Lubsza się znajduje, a nowy
        drewniany kościółek zbudowano na drugiej górce, gdzie dzisiaj stoi kościół
        św. Jakuba Starszego Apostoła.
        Natomiast na miejscu starego kościółka, na terenie powstałego później
        Ślęzkowego, powstała murowana z kamienia kaplica pod wezwaniem św.
        Krzyża, która w XIX wieku oceniana była, że liczy sobie aż 600 lat.
        W okresie panowania protestantów w Lubszy, w tej to kaplicy odbywały się
        nabożeństwa dla mieszkańców Psar i katolików innych wiosek.
        W przeszłości, wokół kaplicy grzebano zmarłych na cholerę mieszkańców
        okolicznych miejscowości. Kilkadziesiąt lat temu, stara, kamienna kaplica uległa zburzeniu, zaś na jej miejscu wzniesiono nową, ceglaną, lecz
        niewielkich rozmiarów kapliczkę.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 23.09.25, 11:13
        Groble w parafii lubszeckiej
        „Starzy ludzie powiadają, ze mnóstwo grobli w okolicach naszych stąd
        pochodzi, ze w dawnych czasach pewien król bydła na mięso zabijać
        zakazał. Ludzie zakładali stawy i osadzali je rybami. Może to było po
        trzydziestoletniej wojnie
        Spoglądając na lubszeckie wzgórza wydaje się, że jest to teren suchy,
        całkowicie pozbawiony wody. Nic bardziej mylącego, skoro w okolicy
        istnieje wiele śladów po stawach i groblach, budowanych w przeszłości na
        rozlicznych strumieniach spływających ze wzgórz otaczających Lubszę
        i okoliczne miejscowości. Do tradycji naszych przodków powraca się
        i dzisiaj, skoro w ostatnich latach powstało wiele nowych grobli i stawów
        rybnych (Babienica, Kamienica, Piasek).
        Powiadano dawniej, że zbiorniki wodne w naszej parafii, podobnie jak
        to miało miejsce w wielu innych miejscowościach Śląska, Czech i Moraw,
        zaczęto budować szczególnie po wojnie trzydziestoletniej, kiedy to król
        czeski zabronił zabijania bydląt dla mięsa. Obawiał się król, że gdy
        przetrzebione przez wojnę do granic możliwości pogłowie bydła, zostanie
        całkowicie zjedzone, nie będzie mleka, masła, serów a później i mięsa to
        państwu jego zagrozi głód. Nie mogąc się dostatecznie wyżywić, zaczęto
        budować stawy i hodować ryby. Tak stało się też i u nas, gdzie z biegiem
        czasu zasmakowano w rybim mięsie.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 23.09.25, 11:34
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/axbVMitkZfzAKkCSX.jpg
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 23.09.25, 11:43
        https://media.tenor.com/Dp00aejRu3UAAAAM/whiskey-drink.gif
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 23.09.25, 11:51
        https://media.tenor.com/aQu3uDnytcMAAAAM/horse-horse-running.gif
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 23.09.25, 12:17
        Góra Grojecka

        Po prawej stronie szosy Piasek - Lubsza w powiecie lublinieckim,
        przygodny wędrowiec zauważy wyniosły pagórek, cały porosły gęstym
        lasem. Pagórek ten odchyla się od przyległej równiny, obramowanej od
        zachodu i południa wspaniałym borem koszęcińskim. Z drugiej strony
        wznosi się potężne wzgórze lubszeckie, panujące nieomal nad połową ziemi
        górnośląskiej. Stąd bowiem - w czasie pogody - bardzo dobrze widać
        z jednej strony oddalone o 36 kilometrów Piekary Śląskie i drugiej strony -
        Jasną Górę.
        Na wierzchołku „Góry Grójeckiej” znajduje się głębokie wklęśnięcie,
        niby jama, o którego pochodzeniu okoliczna ludność opowiada sobie
        najrozmaitsze baśnie i legendy. Podobno o północnej godzinie słychać tam
        głuche jęki, pochodzące jakoby z wnętrza pagórka. To też przechodzący
        tędy w porze wieczornej wieśniak, czy wieśniaczka pobożnie się żegnają
        skwapliwie przyspieszając kroku.
        Najstarszą zapewne i najbardziej jasną co do treści jest następująca
        legenda zachowana po dziś dzień wśród tamtejszej ludności.
        Przed dawnymi laty, kiedy to całą okolicę nieprzebyty pokrywał bór,
        pełen zwierzyny i ptactwa leśnego, na grójeckiej górze stał potężny zamek
        rycerski, obronną palisadą szerokim a głębokim rowem i mostem
        zwodzonym, broniącym przystępu nieproszonym gościom, o których
        w owych czasach nie bardzo trudno było.
        Panem zamku, okolicznych lasów i włości był możny, dumny magnat,
        rycerz z rycerzy, niejednokrotnie zwycięska kruszący kopię o piersi swych
        przeciwników. Cudnej piękności małżonka, świetny orszak licznego
        podwładnego mu rycerstwa i bogactwa niezmierne stanowiły treść jego życia
        które na pewno było by szczęśliwe, gdyby Bóg nie był mu odmówił
        upragnionego potomstwa. Nie pomogły przekleństwa pana na Grójcu, który
        widząc przepadający w obce ręce olbrzymi majątek, w bezsilnym wił się
        bólu. Nie pomogły gorące modły szlachetnej pani, godzinami i dniami
        krzyżem leżącej w kaplicy zamkowej.
        Pewnego razu pod bramą zamku stanął ubogi wędrowny limik, prosząc
        o nocleg i łyżkę strawy. A kiedy dostatnio go nakarmiono, lirę starą zdjął
        z ramienia i tak zaczął śpiewać:
        Bóg jeden, co w niebie
        Królestwo swe ma.
        On w każdej potrzebie\
        Łaskę ci da.
        Dlatego rycerzu
        Tam prośby swe wznoś
        I módl się, i proś!
        Dumny pan usłuchał rady wędrownego limika. Zaprzestał kląć swej małżonki niebo i Boga i szatana. Pobożne zaczął życie. I oto Bóg
        miłosierny wysłuchał usilnych jego błagań. Szlachetna pani po roku
        urodziła córeczkę śliczną jak aniołek. I rosło dzieciątko dumnego pana, ku
        jego i całego otoczenia radości, aż na dziewicę wyrosło tak cudnie piękną,
        że z dalekich, nieznanych krain, co najbogatsi, najwaleczniejsi rycerze
        zjeżdżali na Górę Grójecką, nadobną dzieweczkę za żonę mieć pragnąc.
        Ona jednak uciekała od nich, żadnego ni widzieć, ni znać nie chciała. Jej
        podobał się młody pastuch, panu na Grójcu konie pasący, na niedalekiej
        łące i w jednych portkach chodzący na beztydzień, w święta i niedziele.
        Całym sercem, całą duszą tego jedynie kochała. Milsza z jego rąk była jej
        garść ostrężyn, aniżeli złotych pierścieni i drogich kamieni kosze od
        cudzoziemskich grafów, milsza wiązanka kwiatów polnych na łące, gdzie
        konie pasał urwanych, aniżeli szaty drogie, z dalekiego wschodu
        przywiezione i książęce mitry.
        Pan na Grójcu znowu szalał, klął siebie i Boga i szatana. Słudzy donieśli
        mu o córki jedynej kochanku.
        Raz, na polowanie się wybrawszy, ulubionego sokoła zapomniał spuścić
        z obręczy. Wrócił na zamek, tam w zacisznym kąciku córkę jedyną na
        miłosnych przysięgach zastał z pastuchem. Wtedy strasznym uniesiony
        gniewem koniucha oszczepem życia pozbawił, a córce swej rzucił
        przekleństwo, obyż z zamkiem całym się zapadła na dno piekielne. Potem
        z powrotem ruszył do oczekującego go orszaku na polowanie. Ale kiedy z obfitym łupem po trzech dniach wrócił na Grójec, sam zamku więcej nie oglądał ani dziecka swego.
        Zamek się zapadł, a z zamkiem córka jedyna dumnego pana z Góry Grójeckiej.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 23.09.25, 12:27
        GÓRA GROJEC NA MAPIE
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 23.09.25, 12:41
        °°°
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/e5e4uTkMTLjCsG7OX.jpg
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 23.09.25, 12:47
        Było to bardzo dawno temu. Pod wieczór letnią porą, Tatarzy chmarą
        i z nagła obskoczyli koziegłowski zamek. Zawrzał pod murami zacięty bój,
        który jednak nie dał zwycięstwa hordzie. Nie mogąc zamku zdobyć,
        postanowili Tatarzy dotąd trzymać go w oblężeniu, aż załoga jego z głodu,
        sama otworzy bramy. I tak się stało! Otworzyły się bramy grodziska. Horda
        runęła do wnętrza, mordując część załogi, resztę zabierając w jasyr.
        Dziedzica zamku jednak nie pojmali, gdyż ten pod osłoną nocy opuścił się
        na linie z murów i wraz z żoną schronił się w lasach pod Wylągami,
        a potem uszedł do krewnych, co siedzieli na zamku w Grójcu pod Lubszą.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 24.09.25, 00:10
        Nieodnaleziony skarb złotych monet
        Działo to się w końcu dziewiętnastego stulecia. Stary Błażej mieszkał
        w wiekowej drewnianej chacie, która przycupnięta od starości stała w
        środku wioski. Jak to było w zwyczaju w ówczesnych czasach, posiadał on
        liczną rodzinę, Kilku synów i trzy córki wspólnie i zgodnie postanowili
        pomóc ojcu i wystawić, nowy, murowany już dom. Niemal wszyscy
        pracowali w hutach i fabrykach Czarnego Śląska. Zgodnie
        z postanowieniem, część zarobionego grosza odkładali w postaci 10 i 20
        markowych monet wykonanych ze złota. Z przekazów wynika, że uzbierana
        została niemal pełna złotych monet słomianka do wypieku chleba.
        Pech chciał, że ojciec zachorował a obawiając się kradzieży, pewnego
        dnia, późnym wieczorem wziął, wsypał monety do worka i wyszedł z domu,
        zabierając z sobą łopatę. Sprawa wyszła na jaw dopiero po kilku dniach,
        gdy rodzina razem spotkała się na obiedzie przy niedzielnym stole. Okazało
        się, że nie tylko brak było złota, lecz także sterany wiekiem ojciec, nie mógł
        sobie przypomnieć miejsca jego ukrycia. Na nic zdały się poszukiwania.
        Złoty skarb nie został odnaleziony i do dnia dzisiejszego spokojnie
        spoczywa sobie gdzieś w Lubszy.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 24.09.25, 09:19
        Ofiarnik pogański na Lubszeckiej Górze Ponad tysiąc lat minęło, jak runęły zabudowania chramu, pogańskiej
        świątyni stojącej na Lubszeckiej Górze. Stało się to na wiele lat przed
        przybyciem tutaj świętego Wojciecha, który przybył tutaj z Opola w drodze
        do Krakowa, w jego wyprawie do Prusów, gdzie poniósł śmierć męczeńską.
        Niektórzy mówili, że to było wtedy, kiedy na te ziemie przybyli dwaj
        słowiańscy apostołowie, święci Cyryl i Metody. Lecz dokładnie tego nie
        wiadomo.
        Nasi praprzodkowie uważali Lubszecką Górę, i sąsiedni Grójec, za
        siedzibę bogów, ponieważ w dni dżdżyste, chmury okrywały ich porosłe
        lasem szczyty a chmury burzowe nadciągające od zachodu, tutaj wylewały
        obfite strugi deszczu. Grozę potęgowały pioruny bijące w wierzchołki
        wzniesień, tak, że przodkowie nasi nie mogąc wyjaśnić tych zjawisk
        przyrodniczych składali bogate ofiary bóstwom, w które wierzyli.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 24.09.25, 09:35
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/USTKkabwuKbe0SIaX.jpg
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 24.09.25, 09:44
        Jak hrabia Gaszyn w Woźnikach chciał klasztor zbudować
        Józef Lompa w swojej zaginionej w czasie drugiej wojny światowej kronice z przeszłości Woźnik napisał, że hrabia Gaszyn chciał zbudować klasztor w Woźnikach, tam gdzie dawniej stało wójtostwo a później
        znajdował się rozebrany w 1859 roku zamek. Hrabia jednak rozmyślił się,
        i zbudował tenże klasztor na Górze św. Anny.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 24.09.25, 09:53
        https://media.tenor.com/wn22V4UMowYAAAAM/flying-bee.gif
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 24.09.25, 10:09
        🐦🐦🐦
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/HNCBqlENGebu4xk1X.jpg
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 24.09.25, 10:24
        Pastorałki w Lubszy
        W przeszłości budynek kościelny dodatkowo pełnił także inne funkcje
        w społeczności, szczególnie wiejskiej: początkowo w średniowieczu było to
        miejsce nauczania, czyli odpowiednik szkoły, miejsce zebrań a często także
        i swoistego rodzaju „sali widowiskowej”.
        Według Józefa Lompy, „Przed 50 laty był w Lubszy podczas jutrzni na
        Boże Narodzenie takowy obyczaj.
        Gdy chłopcy po Gloria swoje na chórze wypiskali, wyszedł z kruchty
        (zakrystii) jeden kościelny w potarganym kożuchu, podskoczył kilka razy
        przed wielkim ołtarzem i tąpał kosturem, przy czym mówił:
        We złym jestem kozusyskn,
        Łażą mi wsy po brzusysku.
        Odszedł, wystąpił drugi rzekł:
        Kto ma kołace, to je będzie dusi[ć]
        A kto nie ma, to głód cierpieć musi
        Trzeci odezwał się:
        Ja mała dziecina
        Śpiewam jak ptaszyna;
        Będę Boga prosiła
        Coby się kasza rodziła.
        Hujt, hujt, poskakał sobie i zaś do zakrystii poszedł.”
        b.13S
        Skoro ksiądz na jutrzni gloria odśpiewał piskali chłopcy na rozmaitych
        piszczałkach, co radość ptactwa z narodzenia Zbawiciela znaczyło.
        W Lubszy (pow. lubliniecki) był bowiem obyczaj. Po skończonej jutrzni
        wychodził jeden ministrant w komży przed wielki ołtarz, mówiąc:
        A ja mu dam plaster miodu,
        Niech to dziecię nie umrze z głodu
        Uczynił potem żak kilka wesołych skoków, wracał do zakrystii.
        Wychodzi zaś drugi i mówił:
        A ja mu dam faskę masła.
        Coby mu się gęba spasła
        Wyszedł trzeci pastuszek w kożuchu z wełną do góry, mówiąc:
        Kto ma kołacze, to niech je dusi
        Bo kto ich nie ma, to głód, umrzeć musi.
        Czwarty zaś w te słowa przemawiał:
        A bo ja ci Żaczek,
        Wielki Zaczek
        Ale w tym moim kożuszysku,
        Łażą mi wszy po brzuszysku!
        Teraz zaśpiewał kościelny za ołtarzem:
        Gloria! Gloria! Pastuszkowie,
        Śpiewają nam Aniołowie,
        Gloria ! Gloria ! Na wysokości,
        A ludziom pokój na niskości.
        Na tabemaklu stała mała drewniana kolebka, w której Dzieciątko
        z drzewa wyrżnięto i krepą nakryte leżała. Kościelny pociągał za ołtarzem
        ukryty powrózek i tak w pierwsze święto gód, podczas trzech mszy
        kołysano [Dzieciątko], co ludowi wielką radość sprawiało.
        Józef Lompa przytoczył również przykłady z innych miejscowości
        Górnego Śląska:
        - Na górach Tarnowskich (Tarnowskie Góry) ustawiano obok kolebki
        i figurę św. Józefa, który dziecię kołysał, za czym kościelny za niego
        mówił: „Hu! Hu! Hu! Hu!”.
        - W Niemodliniu (!) także stary św. Józef przez naprawy kołysać musiał,
        przy czym i głos słyszano: ”Jak ja mam dziecię kołysać, Kiej nie mogę
        palcami ruszać”.
        - W innych kościołach stał Józef przy kolebce z dużą brodą a lud
        śpiewał: „Stary Józef kołysze dzieciąteczko, Nynejże, nynej,
        pacholąteczko ”.
        - W Boronowie (pow. lubliniecki) wystawiono mu na jutrznię wpośród
        kościoła młodą jedlicę i zawieszono na niej orzechy, jabłka, pierniki etc.
        Odśpiewawszy Gloria zatrząsnął ksiądz gałęzią i dzieci zbierały spadające
        cacka i pierniki
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 24.09.25, 10:34
        Miotek (niem. Miottek) – część miasta Kalet w województwie śląskim, w powiecie tarnogórskim
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 24.09.25, 10:56
        Kapliczka św. Antoniego w Ligocie
        W 1948 roku w Ligocie postawiono kapliczkę, przy skrzyżowaniu ulicy
        Karola Miarki z polną drogą prowadzącą w kierunku Lubszy, poświęconą
        patronowi wsi, świętemu Antoniemu. Starsi wiekiem mieszkańcy Ligoty
        często wspominają trudne i jakże niebezpieczne lata po ostatniej wojnie
        światowej, kiedy to bandy pogranicznych złodziei i szabrowników napadały
        i rabowały dobytek mieszkańców tej miejscowości. Dopiero oddanie się
        pod opiekę św. Antoniemu miało spowodować, że w Ligocie zapanował
        spokój
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 24.09.25, 11:28
        Kapliczka św. Jana Nepomucena w Woźnikach
        Na Rynku w Woźnikach, niemal wtłoczona w kościelny mur, stoi niewielkich rozmiarów kapliczka, wewnątrz której umieszczona jest
        barokowa figura św. Jana Nepomucena, patrona chroniącego ludność między innymi przed żywiołem powodzi. Kiedy powstała, dokładnie nie wiadomo? Przyjmuje się jednak, że zbudowana została w początku XVIII wieku. Gdy kilkadziesiąt lat później feralnego sierpniowego dnia 1798 roku
        tragedia spadła na miasto, z pożogi ocalała tylko kapliczka, z drewniana figurą świętego.
        Powiadano, że to stało się za sprawą św. Jana, który płacząc nad tragicznym losem miasta, rzęsistymi łzami ugasił lizające już kapliczkę.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 24.09.25, 11:56
        Bardzo popularne demony na terenie całej słowiańszczyzny, przede wszystkim na terenach, gdzie występowało dużo zbiorników wodnych (np. Warmia i Mazury, dorzecza), mające genezę w silnym tabu dotyczącym wody, szczególnie w porach jesienno-wiosennych, kiedy stanowiła ona realne zagrożenie dla życia człowieka.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 24.09.25, 12:06
        „Encyklopedia” Gutenberga notuje: „Topielec (wodnik) w wierzeniach
        ludu duch utopionego, z zemsty zatapiający żywych. Odpowiednikiem
        żeńskim jest topielica zwana też wodnicą". Na Górnym Śląsku trudno
        byłoby wskazać staw, groblę, potok czy rzekę, z którymi to nie wiązano by
        obecności Topielca, zwanego też utoplcem, utopkiem, topiełkiem czy
        norkiem.
        Józef Lompa w „Dzienniku Górnośląskim”, w 1848 roku, pisał
        o Rosochacu, będącym w państwie woźnickim głębokim dole, znajdującym
        się obok rzeki Przyrwa, wpadającej do rzeki Mała Panew. Dół ten - jak
        utrzymywano - jest bez dna, a nim roi się od żyjących tam przeróżnych
        potworów.
        Pomiędzy tymi stworami jest i topiełek, który jak powiada lud: Małą
        Panew i wszystkie stawy aż do Bruśka odwiedza. Często w okolicznych,
        nadrzecznych wioskach, gdzie go, jako chłopczyka w czerwonym ubiorze
        po rzece chodzić, jak i spać na brzegu widziano.
        Ludność opisywała go tak:
        „Utoplec jest mały, ma pomarszczony, złowrogi, wręcz groźny
        wyraz twarzy. Jego oczy są zielone, a włosy wzburzone,
        poprzeplatane są wodorostami. Palce u jego rąk jak i nóg, podobnie
        jak to żaby mają, połączone są błoną. Najczęściej nosi on czerwoną
        czapkę i czerwone pończochy. Najłatwiej go rozpoznać po tym, że
        z lewego rękawa jego kubraka lub palta, spływają grube krople
        wody”.
        Utopiec jest wielkim złośnikiem i bardzo cieszy się z cudzego
        nieszczęścia. Bardzo też nie lubi dzieci, które zakłócają mu spokój
        rzucaniem kamieni do wody. Od czasu do czasu zdarza się, że jest
        przyjaźnie nastawiony do ludzi i udziela im pomocy.
        Znawcy zwyczajów utopca powiadają że jako władca podwodnych
        głębin, co roku, w okresie do nocy świętojańskiej, żąda trzech ofiar. Jest to
        powód, że do owej nocy w rzekach, stawach i jeziorach kapać się nie
        wolno, podobnie jak na nieogrzmianych wiosennymi burzami brzegach nie
        należy siadać, by nie być wciągniętym w wodne głębiny.
        Jeżeli utopiec przyczyni się do nieszczęścia, można bardzo często
        zaobserwować jak z radości wzburza wody jezior i stawów aż woda
        pluszcze o brzegi, a od czasu do czasu, ponad taflą wód, unosi się
        diaboliczny śmiech i radosne chichoty.
        Powiadają ludzie, że utopiec ma zdolności przeobrażania się w różne
        postacie. Raz może być koniem, innym razem psem, czy rybą. Niektórzy
        twierdzą że jest żonaty, w każdym bądź razie w Boronowie, e Rokitnicy
        i w innych górnośląskich miejscowościach widziano przecudnej urody jego
        córki. Kto je widywał twierdził, że lubią tańczyć, śpiewać i bardzo łatwo
        nawiązują kontakty towarzyskie z ludźmi.
        • madohora Re: Karol Godula- życiorys 24.09.25, 12:09
          https://media.tenor.com/rXqJm7XQ-qsAAAAM/water-fish.gif
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 24.09.25, 12:25
        Córki utopca
        W Boronowie w przeszłości znajdowało się wiele stawów, strumieni
        i innych otwartych zbiorników wodnych. Były one dodatkowym źródłem
        bogacenia się miejscowej ludności, pozyskującej z głębin wód niezliczone
        ilości ryb, raków, a z przybrzeżnych płycin, spore ilości sitowia
        wykorzystywanego w budownictwie.
        Po całotygodniowej, ciężkiej pracy, kiedy starsi wiekiem mieszkańcy
        wypoczywali, młodzież spotykała się w boronowskiej gospodzie. Doba
        muzyka i ładne dziewczyny ściągały nie tylko miejscowych. Na
        coniedzielnych zabawach spotykali się młodzi z Boronowa i okolicznych
        wiosek hen aż od Koszęcina i Lubszy.
        Wśród wielu gości, od pewnego czasu, stałymi bywalczyniami były
        dwie bardzo urodziwe, około dwudziestoletnie dziewczyny. Nikt nie
        wiedział, kim były, skąd przybywały, a nawet jak się nazywały. Jedynie
        znany powszechnie był fakt, że krótko przed północą znikały z Sali
        tanecznej. Intrygowało to wszystkich tym bardziej, ze niejednemu
        kawalerowi serce biło żywiej na widok nieznajomych.
        Przez kilka kolejnych niedziel grupa chłopaków obserwowała każdy
        krok dziewczyn, chcąc się czegoś bliżej o nich dowiedzieć. Pewnej
        niedzieli, kiedy to jak zwykle krótko przed północą panny niepostrzeżenie
        opuściły gospodę, zostały na podwórzu pochwycone przez czatujących
        w krzakach chłopców.
        Chwila nieuwagi wystarczyła, by starsza wymknęła się i przepadła
        w ciemnościach. Młodszej, mimo wysiłków, nie udała się ta sztuka. Ta, po
        długich naleganiach i wielu prośbach zrezygnowana rzekła: „Jestem córką
        utopca od lat mieszkającego ze mną i moją starszą siostrą w głębinach
        największego z boronowskich stawów. Ojciec jest strasznym tyranem
        i jeżeli nie pojawię się w domu przed północą, na pewno mnie zabije. To
        był powód, że zawsze z siostrą musiałyśmy opuszczać zabawę, kiedy się
        ona na dobre rozkręcała i wracać w głębię boronowskiego stawu. Jeżeli
        choć trochę mnie lubicie, dajcie mi odejść. Zwróćcie jednak uwagę na
        barwę piany, która pokryje staw po moim skoku. Gdy biała będzie, wrócę
        znowu do was, bo żyć będę. Gdy czerwień staw pokryje, los mój się
        dokona”.
        Po tych słowach dziewczyna skoczyła do stawu, którego powierzchnia
        szkarłatu barwę przybrała. A chłopcy mimo jej słów czekali. Czekali jedną,
        drugą i wiele kolejnych niedziel, lecz nigdy już śliczne córki Boronowskiego utopca nie pojawiły się więcej.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 24.09.25, 12:36
        https://media.tenor.com/rXqJm7XQ-qsAAAAM/water-fish.gif.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 24.09.25, 19:05
        Demon był zawsze częstym motywem folkloru i sztuki, a we współczesnej Japonii zyskał nawet na popularności. Stał się bardziej sympatyczny, bardziej infantylny i życzliwy. Odmianę sushi, nadziewaną ogórkiem, nazwano na cześć kappy – kappamaki.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 24.09.25, 19:11
        W grach Touhou występuje także kappa o imieniu Nitori Kawashiro. Wygląda ona jak zwyczajna dziewczynka, żyjąca w rzece pod górą Youkai.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 24.09.25, 19:17
        Wodniki zamieszkiwały wszelkie jeziora, rzeki, stawy, a często także studnie i przydrożne rowy. Na Kaszubach wodniki (mumacze) zamieszkiwały też w studniach. Uważano, że demony mieszkały w podwodnych pałacach z kryształu, lodu lub szkła. Więziły w nich dusze utopionych ludzi, ale też najmowały ludzi na służbę na umówiony czas.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 24.09.25, 19:23
        Aby zabezpieczyć się przed wciągnięciem na dno przez wodnika, składano mu ofiarę, topiąc zwierzę (np. kozła, konia lub krowę). Na Mazurach popularnym było topienie w jeziorze raz do roku kury. Do wody wrzucano też poświęcone monety jako zapłatę dla wodnika
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 24.09.25, 19:31
        Latem Wassermann, przywódca praskich wodników, wydał wyrok śmierci na pracownika miejskiej administracji mieszkaniowej, Jindřicha Mráczka, ponieważ ten zarządził eksmisję rodziny zamieszkującej zawilgoconą willę nad rzeką Wełtawą. Nowe mieszkanie wyznaczono w ogrzewanych grzejnikami wieżowcach. Dr Mraczek nie wie jednak, że tą decyzją mógł pozbawić wodników ich naturalnego środowiska i spowodować ich zagładę przez wysuszenie. Na miejsce wykonania wyroku na Mraczku wybrano miejskie kąpielisko, gdzie postanowiono go utopić. Przypadkowo przebywa tam również licealistka z koleżankami, Jana Vodičková, córka wodników, których miała objąć eksmisja. Dziewczyna nie zna planów szefa wodników i ratuje Mraczka przed utonięciem, czym ściąga na siebie gniew wszystkich wodników. Film zdradza m.in. co się dzieje z duszami ofiar utonięć: są one gromadzone przez wodników we flakonikach w zalanej piwnicy. Matka dr Mraczka, docent Mraczkowa, prowadzi eksperyment biomedyczny, którego celem jest przekształcenie człowieka w rybę. Jej preparat, podany synowi przez przypadek, sprawia, że podczas wizyty u wodników zamienia się on w rybę. Ponieważ transformacja człowieka w rybę jest znakiem rozpoznawczym wodników, od tej chwili Mraczek brany jest przez wodników za... wodnika. Powoduje to zamieszanie i ciąg nieoczekiwanych w skutkach zdarzeń.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 24.09.25, 19:41
        Określenia czart, bies itd. wskazują na to, że anczutce przypisywano w folklorze te same właściwości, co innym przedstawicielom siły nieczystej. Znaczenia odnoszące się do osoby (typu flejtuch, psotnik) natomiast określają stosunek do człowieka, który do którego się zwraca per anczutka. Zazwyczaj jest to stosunek negatywny, familiarny lub ubliżający. Wyraz „anczutka” może być używany jako nazwa własna, w znaczeniach, które określają człowieka i stosunek do niego oraz w liczbie mnogiej jako grupa albo rodzaj złych duchów (np. anczutki się wożą). W języku białoruskim powyższych pięciu znaczeń określenia anczutka (lub anciotka) używano w odniesienia do upartego, krnąbrnego dziecka
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 24.09.25, 19:50
        W ludowych podaniach symbirskich anczutki straszyły w łaźniach. Wyobrażano je jako stękające włochate diabliki z łysymi głowami, które potrafią opętać myjących się ludzi. Przezywane były kikimorami, a adaptacji tych bajek autorstwa Aleksieja Riemizowa z początku XX wieku – anczutkami łaziebnymi (bannyje anczutki) i dziećmi bannika (mimo że w mitologiach bannik nie posiadał potomstwa). Ponadto w wierzeniach anczutka jako polny zły duch – nazywany w zależności od upraw rolnych konopielnikiem, owsiannikiem itd. – mógł przybierać postać mężczyzn lub kobiet o małym wzroście.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 24.09.25, 20:40
        Według mitologii rzymskiej opiekuńcza siła, coś, co sprawia, że dana przestrzeń jest jedyna w swoim rodzaju (tam też często przedstawiana w postaci węża). Duchy opiekuńcze miejsc lub poszczególnych osób powszechnie występują także w innych wierzeniach (również słowiańskich czy chrześcijańskich).
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 24.09.25, 23:35
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/8/82/Domovoi.jpg/500px-Domovoi.jpg
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 24.09.25, 23:44
        Kikimora, sziszimora – w wierzeniach słowiańskich szkodliwy duch domowy.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 24.09.25, 23:50
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/b/bc/Kikimora.jpg/400px-Kikimora.jpg
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.09.25, 10:14
        Dziewczyna wychodzi za diabla
        Córka bogatego młynarza gardziła konkurentami wiejskimi, aż wreszcie
        oświadczyła gotowość poślubienia diabła. Niedługo przybył on na dwór we
        wspaniałej kolasie w postaci kawalera i został przyjęty. Po racicach
        końskich dziewczyna poznała w nim diabła.
        Pewnego dnia podczas burzy uprowadził on żonę karetą, ciągnioną
        przez cztery karę konie. Za radą dobrego woźnicy dziewczyna uratowała się
        ucieczką w krzak bzu. Po pianiu kura poznała, że znajduje się kilka mil od
        swego domu.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.09.25, 10:28
        Jak bies w lipcu 1861 roku stare drzewa połamał
        Dnia 16 lipca 1861 roku wieczorem o godzinie 11 -tej byliśmy tu niemało
        przestraszeni. Po całodziennym skwarze powstała nagła burza, którą by
        właściwie oberwaniem się chmury nazwać można. Gwałtowna nawałnica
        szumiąca coraz rzęsistszym deszczem, trwała blisko godzinę. Cała atmosfera
        wśród okropnej ciemności, w ogniu elektryczne drganie, lecz nie błyskawice,
        bez grzmotu przedstawiała. Huk w powietrzu przytłumiony trwał
        nieprzestanie. Mieszkańcy wybiegali na ulice z latarniami. Obok mego domu,
        gdzie się cztery ulice krzyżują powstał ryczący strumień, którego fale do
        domów się garnęły. Strumień ten do 30 stóp wysoki i w pośrodku do 6 stóp
        głęboki toczył ze sobą drzewa budulcowe i zatarasował mój dom. Było to
        niebezpieczeństwo, że nurt poboczny chlew i przejazd mego domu z drzewa,
        ze sobą do pobliskiej rzeki, tu się poczynającej Małej Panwie, ze sobą
        zabierze. Następnego poranku widzieliśmy okropne spustoszenia.
        W pobliskim młynie zerwała woda grobel stawu i zabrała wszystkie ryby,
        obaliła część murowanego gmachu i uniosła ze sobą na kilkadziesiąt stajen wał
        dębowy, do którego by cztery konie w zaprzęg potrzeba. Wicher poobalał
        najwyższe topole. Gwałtowne fale pozbierały mosty. Poniżej rzeki, niedaleko
        mego mieszkania tamą po naszemu upusta, w okamgnieniu została
        przerwana. Na naszym smętarzu złamał wiatr krzyż i grubą lipę, która według
        tradycji pięć wieków przetrwała. Na polach wielkie szkody. Zboża leżąjak na
        pokosach, łąki zamulone, siana spławione. Po dwóch ogniowych pożarach,
        ciężka nowa klęską którą się na długo da odczuwać, a razem i mnie dokuczać
        będzie. W lesie miejskim i dominialnym leży kilkaset najgrubszych dębów
        i budulcowego drzewa złamanego i z korzeniami powalonego.
        O milę dalej ku zachodowi w wsi Zielona, obalił wicher przy drodze nad
        stawem dwadzieścia wysokich lombardzkich topoli i zrzucił z dwóch domów
        dachy, obalił też doszczętnie jeden nowy dom.
        Najstarsi ludzie nie pamiętają podobnej burzy w tutejszej okolicy. Szła ona
        na pół mili szeroko, a dotknęła w Polsce i Koziegłowy. Tam połamała wiele
        drzewa owocowego. W wsi Gniazdów złamała ozdobę całej okolice, wysoką
        przeszło 500 lat baczącą lipę, na pniu 3 łokcie w przecięciu, a 10 łokci
        w objęciu mającą
        W Miasteczku (Georgenberg) o dwie mile stąd połamał wiatr przy
        kościółku drewnianym trzystuletnie lipy. Wiek ich liczono od założenia tu
        grodu i nadania miejscu przywileju miejskiego roku 1561.
        Lipy, co u dawnych Słowian, szczególnie w Polsce, jako drzewa
        uświęcone, wielce poważane były, zwłaszcza, że diabeł w powrozy święcone
        z łyka lipowego skręcone, spętane, takich potargać nie zdołał, lipy musiał
        mściwy bies w tej burzy łamać, tak lud nasz uważa.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.09.25, 10:38
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/2/28/Humenn%C3%A9_skansen_utopek_19.08.08_p.jpg/500px-Humenn%C3%A9_skansen_utopek_19.08.08_p.jpg
        • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.09.25, 12:45
          Krasnoludek, krasnal, gnom, skrzat – przyjazna ludziom istota pojawiająca się często w literaturze polskiej i zagranicznej, szczególnie w baśniach. Krasnoludki wyglądem przypominają małych ludzi. Przeważnie są przedstawiane w szpiczastych czerwonych czapeczkach, od koloru których pochodzi ich polska nazwa. Występują zarówno w baśniowej tradycji polskiej, jak i innych narodów europejskich.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.09.25, 12:53
        Krasnoludki My jesteśmy krasnoludki, hopsa sa, hopsa sa, pod grzybkami nasze budki, hopsa sa, hopsa sa, jemy mrówki, żabki łapki, oj tak tak, oj tak tak, a na głowach krasne czapki, to nasz, to nasz znak. Gdy ktoś zbłądzi, to trąbimy, trutu tu, trutu tu, gdy ktoś senny, to uśpimy, lulu lulu lu, gdy ktoś skrzywdzi krasnoludka, ajajaj, ajajaj, to zapłacze niezabudka, uuuuu. My jesteśmy krasnoludki, hopsa sa, hopsa sa, pod grzybkami nasze budki, hopsa sa, hopsa sa, jemy mrówki, żabki łapki, oj tak tak, oj tak tak, a na głowach krasne czapki, to nasz, to nasz znak. gdy ktoś zbłądzi, to trąbimy, trutu tu, trutu tu, gdy ktoś senny, to uśpimy, lulu lulu lu, gdy ktoś skrzywdzi krasnoludka, ajajaj, ajajaj, to zapłacze niezabudka, uuuuu.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.09.25, 19:09
        Wampir – istota demoniczna, zazwyczaj pijąca krew ludzi, obecna w wierzeniach ludowych w wielu kulturach oraz współcześnie w kulturze popularnej.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.09.25, 19:19
        Potworny (Nosferatu, Buffy: Postrach wampirów, Od zmierzchu do świtu),
        Przeciętny – niezbyt albo w ogóle nie różniący się od ludzi (Blade, Kaznodzieja, Czysta krew, Dracula, Wiedźmin),
        Przystojny (Kroniki wampirów, Dracula 2000, BloodRayne, Pamiętniki wampirów, Świat nocy, Zmierzch).
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.09.25, 19:25
        Podobnie jak w niektórych innych utworach o wampirach (np. Wywiad z wampirem) osoba stająca się wampirem od momentu inicjacji przestaje się starzeć. Jeśli wampirem staje się dziecko lub nastolatek, zachowuje ono niedojrzały wygląd (Kroniki wampirze, Co robimy w ukryciu). W cyklu „Nekroskop” wampiry przybyły z wszechświata równoległego. W serialu „Pamiętniki Wampirów”, pierwsze wampiry powstały poprzez zaklęcie czarownicy, pragnącej chronić swoje dzieci przed śmiercią.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.09.25, 19:33
        Nadwrażliwość na światło jest cechą wspólną wszystkich legend o wampirach, jednak w różnych dziełach jest ona w różnym stopniu nasilona, np.:
        strach przed każdym jaśniejszym oświetleniem (Lestat w Wywiadzie z Wampirem boi się światła elektrycznego),
        śmierć/oparzenia od bezpośredniego kontaktu ze światłem słonecznym (Kroniki wampirze, Buffy: Postrach wampirów, Wampir: Maskarada, Black Blood Brothers, Mroczne Cienie, Kaznodzieja),
        osłabienie przez światło słoneczne (Wiedźmin, Pod osłoną nocy, Drakula),
        zwiększona wrażliwość na słońce (Wampirzyca Karin),
        zupełna niewrażliwość na słońce (Księżniczka, Legacy of Kain)
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.09.25, 19:54
        W różnych dziełach wampiry mają różny stosunek do wilkołaków, chociaż najczęściej przyjmuje się, że te dwa gatunki są do siebie wrogo nastawione. Czasami jednak współpracują z nimi lub nawet przyjaźnią się (Vlana, Co robimy w ukryciu). Wampiry w „Pamiętnikach wampirów” giną przez ugryzienie wilkołaka.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.09.25, 20:01
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/a/a2/Edvard_Munch_-_Vampire_%281895%29_-_Google_Art_Project.jpg/500px-Edvard_Munch_-_Vampire_%281895%29_-_Google_Art_Project.jpg
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.09.25, 20:08
        Rano Hutter przeszukuje zamek. Ku swojemu przerażeniu znajduje grobowiec, w którym spoczywa hrabia. Sparaliżowany strachem ucieka do swojego pokoju. W nocy jest świadkiem, jak Orlok układa na wozie kilka trumien, a do ostatniej wchodzi. Wóz odjeżdża a Hutter stara się wydostać z zamku przez okno. Upada na kamienie i traci przytomność. Gdy odzyskuje świadomość w szpitalu, postanawia jak najszybciej wrócić do swojego miasta. Wie, że hrabia już tam zmierza.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.09.25, 20:15
        Postać Draculi stała się jednym z bardziej znanych symboli w kulturze popularnej. Wizerunek Draculi stworzony przez Stokera i spopularyzowany następnie przez film stał się utrwalonym typowym wizerunkiem wampira. Oprócz kilkunastu filmów i seriali ekranizujących powieść do Draculi nawiązywano w wielu innych dziełach, w tym filmach animowanych (np. Hotel Transylwania) i grach komputerowych. Do najbardziej znanych odtwórców roli Draculi należą Niemcy Max Schreck i Klaus Kinski, Węgier Bela Lugosi oraz Anglicy Christopher Lee i Gary Oldman.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.09.25, 21:09
        Szczególnie narażone na przemianę w upiorzyce były zmarłe w połogu kobiety. Obawiano się, że jako upiory będą wracać do osieroconego dziecka, by je karmić nocami. Dlatego na przykład na Śląsku zmarłe położnice chowano z brzegu cmentarza, pod murem.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.09.25, 21:15
        Z kolei winę za pomór bydła, zarazy itp. zrzucano często na czarownice lub właśnie na upiory, następnie szukając winnych – stąd relacje o samosądach itp. na niewinnych ludziach.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.09.25, 21:23
        Głos upiora też potrafił zabijać – w Wielkopolsce upiór wychodził na wieżę kościelną i wymieniał imiona ludzi, którzy, jeśli je usłyszeli, umierali. W innych częściach Polski wierzono natomiast, że upiór uderzał w kościelne dzwony i dopiero usłyszenie ich dźwięku powodowało śmierć.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.09.25, 21:33
        Zmarłych, by nie stali się upiorami, należało z domu wynosić innym, specjalnym wyjściem/otworem
        Nieboszczykowi uznanemu za upiora wciskano w usta główkę czosnku, kawałek żelaza lub cegłę i dopiero chowano do grobu. Można też było włożyć do trumny pędy dzikiej róży, głogu czy tarniny. Trumnę obsypywano makiem albo wysypywano na krzyż makiem kąty w domu.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.09.25, 21:40
        W okolicach Słupi uznano za upiora zmarłego śmiercią samobójczą młodego mężczyznę. Była to śmierć z powodu nieszczęśliwej miłości. Gdy wreszcie pochowano ciało w odosobnionym dole, nie na cmentarzu, upiór pojawiał się i napadał na ludzi oraz bydło. Znikał, gdy kogut zapiał o świcie.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.09.25, 21:46
        Na Wołyniu po wyjęciu upieczonego chleba, gospodyni zakrywała piec, by nie umrzeć z otwartymi ustami i nie stać się pożerającym wszystkich upiorem
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.09.25, 22:05
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/f/f6/Execution_of_the_Vampire_by_Ren%C3%A9_de_Moraine.png/500px-Execution_of_the_Vampire_by_Ren%C3%A9_de_Moraine.png
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.09.25, 22:24
        Oto cesarz Maksymilian I, który jakoby cierpiał na depresję. Ale dziwna to depresja! Jeden z jej objawów polegał na tym, że Habsburg nie rozstawał się z trumną, którą zabierał ze sobą w każda podróż. Oto jego następca, cesarz Karol V: blada cera, wyłupiaste oczy i (tak to określono) wada zgryzu. Przypatrzmy się dobrze... Oto krew z habsburskiej krwi (hihihihihi) na polskim tronie, Elżbieta Rakuszanka, Matką Królów zwana (o zgrozo, Jagiellonów) córka Albrechta II Habsburga i żona Kazimierza Jagiellończyka.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.09.25, 22:30
        Z kolei w XIX wieku pokrewnym Cuntiusowi, krezusem o sercu tak niemiłosiernie twardym, że bez osikowego kołka przebić nie próbuj, był na Śląsku Karol Godula. Za życia plotkowano o nim, że zaprzedał duszę diabłu. Po śmierci - że odwiedza nocami Śląsk w piekielnej karecie, by nękać współziomków, ze szczególnym wyróżnieniem spadkobierców. "Moja krev!" - syczał zapewne przez zęby przy okazji tych wizyt. Godula nie był jedynym śląskim przemysłowcem, który kumał się z Piekłem. Hubert von Thiele-Winckler, zapytany przez zdumionego cesarza Wilhelma II o to, jakim cudem tak prędko zbudował swój wspaniały pałac w Mosznej, odpowiedział, że pomógł mu w tym diabeł. I czarta uhonorował pomnikiem przed pałacową kaplicą.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.09.25, 23:50
        WAMPIRY I POCHÓWKI WAMPIRÓW - www.histotykon.pl
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 26.09.25, 00:11
        NIEWYJAŚNIONE TAJEMNICE. WAMPIRY
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 26.09.25, 07:23
        Wampirze cmentarze to historyczne, archeologiczne i kulturowe zjawisko, gdzie odnaleziono groby z praktykami antywampirycznymi, takimi jak odcięcie głowy lub przebicie serca osinowym kołkiem. Największe skupiska takich pochówków odkryto w Gliwicach i Jaworniku na Podkarpaciu. W przypadku Gliwic, odkrycie z 2013 roku jest jednym z największych w Europie, podczas gdy na Podkarpaciu wierzenia w wampiry utrzymywały się znacznie dłużej.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 26.09.25, 07:29
        Do 1956 roku stał tu drewniany kościół św. Wacława.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 26.09.25, 18:46
        GROBY WAMPIRÓW - Onet
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 26.09.25, 18:51
        Wiara w wampiry jest bardzo stara. Zajmują one poczesne miejsce w wierzeniach ludowych. Od zawsze obawiano się wracających zmarłych, którzy polować mieli na żywych. Czy strach ten był bezpodstawny? Niezupełnie.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 26.09.25, 19:04
        Wierzono, że atakujące ludzi wampiry są źródłem epidemii cholery, dlatego też rytuał zatrzymania wykonywano często i zazwyczaj profilaktycznie. W niektórych wsiach kołkowanie było stałym elementem pogrzebu.W znalezionych w Radomiu grobach ciała były dodatkowo wypchane słomą. Czasem też palono zwłoki, a trumnę obwiązywano dodatkowo łańcuchami.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 26.09.25, 19:14
        https://media.tenor.com/oa06PIXr4BYAAAAM/nosferatu-horror.gif
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 26.09.25, 19:21
        Współczesne wierzenia o wampirach często odzwierciedlają ich nieśmiertelność, budowanie fortun przez wieki oraz ich nieodłączne cechy, takie jak brak odbicia w lustrze czy nieliczenie się z czynnikiem czasu.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 26.09.25, 19:31
        Ty, co tak weszłaś w serce moje, Jak sztylet w głąb wrażego łona, Ty silna jak demonów roje, Co przeszłaś próżna i szalona, Ażeby włości mieć i łoże Z podeptanego mego ducha, Z którą się zrosłem, podły tworze, Jak rab przyrasta do łańcucha, Jak wściekły gracz o grze pamięta, Jak pijak, co ust nie oderwie Od flaszki, jak tkwi robak w ścierwie - Przeklęta bądź! Przeklęta! Myślałem: Niechże ostrze szpady Gwałtownym pchnięciem mnie wyzwoli! Lub zaklinałem ciche jady, By dopomogły mi w złej doli. Niestety, cóż? Trucizny, miecze Odpowiedziały mi z pogardą: "Nie jesteś godzien, nędzny człecze By twą niewolę skruszyć twardą; Zaprawdę, o stworzenie głupie, Gdy panowanie jej upadnie, Twe pocałunki zbudzą snadnie Życie w wampira twego trupie."
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 26.09.25, 19:45
        Zęby Krew czerwona z ust mu spływa, przyszedł się pożywić chyba. Wszyscy ludzie się chowają, bo stracha wielkiego mają. On wystawia swe zębiska, straszny odór jedzie z pyska. Teraz to już miasto całe, do swych domów biegnie cwałem. Bo wampiry nie są zbyte, i mają zęby niemyte.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 26.09.25, 20:04
        🧛🧛🧛🧛🧛🧛🧛🧛🧛🧛🧛🧛🧛🧛
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 26.09.25, 20:17
        Gdy zmarły puka w okno
        Jeżeli ktoś umrze, puka w noc po swym pogrzebie w okno. Wtedy nie
        można otwierać okna, bo pewnym jest, że na zewnątrz będzie stał zmarły.
        Jeżeli się okno otworzy, wtedy zmarły zabierze innego z członków rodziny
        za sobą do grobu
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 26.09.25, 21:05
        Podobnie jak inne stwory tego typu, strzygę już napotkaną należało trwale unieruchomić lub powstrzymać przed działaniem poprzezː
        spalenie lub powbijanie gwoździ albo pali, kołka osikowego itp. w różne części ciała zmarłej osoby
        włożenie krzemienia do ust po ekshumacj
        zabicie w kościelny dzwon (strzygoń zamieniał się w smołę)
        wymierzenie policzka strzygoniowi lewą ręką
        pochowanie poza wsią, nocą, przywalając wielkim kamieniem
        rozsypanie na krzyż maku w każdym kącie domu
        ekshumację w obecności księdza i ponowne pogrzebanie po odbyciu dodatkowych rytuałów (np. włożenie pod język kartki z napisem Jezus
        włożenie do trumny drobnych przedmiotów, by strzygoń zajął się ich liczeniem
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 26.09.25, 21:11
        Z kolei strzygi jako męskie strzygonie są rzadziej spotykane w literaturze. Przykładami sąː jednoaktowy dramat Stefana Grabińskiego z 1921 r., pt. Strzygoń. Klechda zaduszna, Konopielka Edwarda Redlińskiego z 1973 r. (motyw powracającego po śmierci męża), opis pochówku gospodyni z Doliny Issy Czesława Miłosza (1955)
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 26.09.25, 21:31
        Wieszano gałązki głogu w oknach, a próg oblewano wodą.
        Bogini Carna mogła przegonić strzygę za pomocą magicznych zaklęć.
        Strzygę można było pokonać srebrnym sztyletem wbitym w serce, a także ją spalić
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 26.09.25, 23:38
        Wieszczy był niebezpieczny dla żyjących ludzi, a jego wyjątkowa szkodliwość przejawiała się w bardzo charakterystyczny sposób. Wierzono, że będąc pogrzebanym nie tracił swej żywotności, wstawał nocą z grobu, wchodził na najwyższą budowlę wiejską (najczęściej była to wieża kościelna lub dzwonnica) i donośnie krzyczał lub dzwonił. Sprawiać to miało, że chorowali i umierali jego bliscy i dalsi krewni, znajomi, a czasem nawet i obcy ludzie mieszkający na obszarze, na którym słychać było ów krzyk albo dźwięk dzwonu - zdarzać się to miało także podczas różnego rodzaju klęsk żywiołowych. Stąd najprawdopodobniej wzięło się imię demona – wieszczego, czyli tego, który zapowiadał albo przewidywał jakieś zdarzenie, w tym przypadku śmierć. U Dr Nadmorskiego czytamy: "(...) gdy go (...) pochowają, potym w trumnie usiądzie i zacznie żreć na sobie ubranie, wtenczas najprzód wszyscy najbliżsi krewni się rozchorują i po kolei umierają, a gdy już niema bliższych krewnych, to zabiera dalszych, a jak już wszyscy krewni wymrą, to potym wstanie z grobu i idzie do dzwonów i zacznie dzwonić, a kto dzwonienie posłyszy, ten musi umrzeć. Takich to nazywają niełap albo połap". Skoro więc po jednym zgonie następowały kolejne, i to w gronie rodziny zmarłego, to dochodzono do wniosku, że był wieszczym. W wydaniu wielkopolskim miał on działać w nieco inny sposób – wchodził na wieżę kościoła nocą i wrzeszczał na całą okolicę, a tym głosem przyciągał do siebie wszystkich swoich żyjących rówieśników, a tym samym powodował ich śmierć. Tego rodzaju czynności przypisywano także powszechnie upiorom.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 26.09.25, 23:48
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/8/83/Leshiy_by_Vasnetsov.jpg
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 26.09.25, 23:57
        https://media.tenor.com/LsIwcjlE1PMAAAAM/kstr-kochstrasse.gif
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.09.25, 00:25
        Wiara w kłobuki żywa była głównie w południowych (polskojęzycznych) rejonach dawnych Prus Wschodnich, przede wszystkim wśród Warmiaków (z południowej Warmii), w mniejszym zakresie wśród Mazurów.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.09.25, 09:32
        Mara „demon śmierci” – poświadczone w folklorze ukraińskim, bułgarskim, czeskim i polskim. Ukraińskie Мара/Mára, bułgarskie Мара/Mará, polskie Marzanna, czeskie Mařena itd., staroindyjskie mara (rodzaj męski) „śmierć, zaraza”, Mara – uosobienie śmierci, demon ciemności; diabeł, „zły, wspólny ario-słowiański derywat” z vṛddhi od *moro- „śmierć”. Czasami zmorę nazywano strzygoniem lub strzygą. W etnograficznych zapisach spotyka się też w odniesieniu do mary/zmory nazwę kikimora lub kukumora, a także nocnica, dusiołek, gnieciuch, macek, siodełko.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.09.25, 09:41
        W wielu podaniach zmora pojawia się jako znana we wsi osoba, na przykład czyjaś żona, która skutecznie latami ukrywa swoją prawdziwą naturę[4]. W jej wyglądzie uderzała wtedy siność ust, obwisła dolna warga oraz podpuchnięte lub zapadłe oczy. Zmora-mieszkanka wsi może być zarówno zmorą duszącą ludzi lub zwierzęta, jak i taka duszącą rośliny (np. poprzez conocne wypijanie soku z osiki)
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.09.25, 09:48
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/d/de/Zmora_dusz%C4%85ca_drzewa.jpg/250px-Zmora_dusz%C4%85ca_drzewa.jpg
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.09.25, 09:59
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/2/22/Zmora.jpg/500px-Zmora.jpg
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.09.25, 11:33
        Gdy byłyśmy małe - a był to czas, gdy wierzyło się w różne rzeczy - koleżanka miała nocne epizody jakby ktoś siedział jej na piersi. Nic tylko Zmora przychodziła ją dusić. Ktoś jej powiedział że jak to się powtórzy ma powiedzieć:
        - Przyjdź rano dam ci chleba z masłem.
        Rano przyszła do nich na kawę ciocia, siostra jej mamy a więc najbliższa rodzina. Zaparzyły tę kawę a jako że nic słodkiego nie miały w domu ciocia odezwała się:
        - A może byś chociaż ukoiła chleba z masłem.
        Wierzcie lub nie ale koleżanka przez pół roku bała się własnej ciotki.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.09.25, 11:43
        Pójdźmy Jasiu oba Nie bójmy się boba Bo bobo malutkie Zbijemy go oba
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.09.25, 11:57
        Południca (przypołudnica, żytnia, rżana baba, baba o żelaznych zębach) – według wierzeń słowiańskich złośliwy i morderczy demon polujący latem na tych, którzy niebacznie w samo południe przebywali w polu
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.09.25, 12:03
        Południca to tytuł powieści niemieckiej pisarki Julii Franck, której bohaterka pochodzi z Budziszyna na Łużycach. Książka została wydana w 2007 roku i zdobyła prestiżową Niemiecką Nagrodę Literacką.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.09.25, 12:20
        "Meluzyna" to wieloznaczne pojęcie, które odnosi się do postaci legendarnych (wodne rusałki, czarodziejki), odmiany ziemniaka nadającej się do placków i frytek, nazwy polskiego samochodu elektrycznego Syrena Meluzyna, a także utworu muzycznego i filmowego z trylogii o Panu Kleksie.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.09.25, 18:41
        W sztuce terminem meluzyna określa się element zdobniczy przedmiotów użytkowych (najczęściej świeczników), w postaci figurki przedstawiającej postać kobiecą z ogonem ryby lub węża
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.09.25, 18:49
        Piękna pani Meluzyna pokochała Pustoraka, Tak opowieść się zaczyna. Jaka? Taka Jaka? Taka To, co dzieje się na lądzie, To pod wodą też się zdarza. Oto refren tej piosenki, Który często się powtarza. Meluzyno, Meluzyno, Porzuć płonne swe nadzieje. Odpłyń własną limuzyną, Świat się śmieje, świat się śmieje. To co dzieje się na lądzie, To pod wodą też się zdarza. Oto morał tej piosenki, Który często się powtarza. Mój kochany Pustoraku, Uwierz w miłość, przyjmij dary. Coś dla duszy, coś dla smaku, Czary mary, czary mary! Ale pan Pustorak stary, Co po dnie skalistym kroczy. Nie dał nabrać się na czary, Nie te oczy, nie te oczy! Meluzyno, Meluzyno, Porzuć płonne swe nadzieje. Odpłyń własną limuzyną, Świat się śmieje, świat się śmieje. To co dzieje się na lądzie, To pod wodą też się zdarza. Oto morał tej piosenki, Który często się powtarza. Meluzyno, Meluzyno, Porzuć płonne swe nadzieje. Odpłyń własną limuzyną, Świat się śmieje, świat się śmieje. Ale miłość moi mili, Jest nieczuła na mądrości. I dla jednej wspólnej chwili, Zapomina o śmieszności
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.09.25, 18:59
        Marzanna to również nazwa kukły przedstawiającej boginię, którą w rytualny sposób palono bądź topiono w czasie wiosennego Jarego Święta, aby przywołać wiosnę. Zwyczaj ten, zakorzeniony w obrzędach ofiarnych, miał zapewnić urodzaj w nadchodzącym roku. Zgodnie z opisanymi przez Jamesa Frazera zasadami magii sympatycznej wierzono, że zabicie postaci przedstawiającej boginię śmierci spowoduje jednocześnie usunięcie efektów przez nią wywołanych (zimy) i nadejście wiosny.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.09.25, 19:06
        „Chodzenie z maikiem/gaikiem” (na Śląsku: „z goikiem”) to obrzęd polegający na obnoszeniu po domach gałęzi sosnowej lub całej choinki ozdobionej wstążkami, własnoręcznie wykonanymi ozdobami, skorupkami jajek czy kwiatami. W niektórych odmianach tego obrzędu do szczytu przywiązuje się lalkę lub obchodowi towarzyszy oprowadzanie żywej dziewczyny (stąd „chodzenie z królewną”). Gaik przeważnie obnoszony jest przez dziewczęta, które w odwiedzanych domach składają życzenia, śpiewają i tańczą. Według przekazów, dawniej gaikowi towarzyszyło również zbieranie datków.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.09.25, 19:12
        Powracano zwykle z gaikiem (goikiem), czyli przystrojoną jajkami i wstążkami choinką. Symbolizujące wiosnę i rozkwit przyrody „latko” wprowadzano do wsi przy wtórze pieśni i życzeń pomyślności.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.09.25, 19:21
        Do tego tu domu wstympujymy,/ szczęścio, zdrowio winszujymy/ na tyn nowy roczek co nom doł Pon Bócek,/nasz Goik zielony piyknie ustrojony. 2. Na naszym Goiku malowane jajka,/ co je malowała Brynicko kaczmarka,/ cało noc nie spala ino malowała,/ nasz Goik zielony piyknie ustrojony. 3. Na tym placu jest tu gnotek/ jest tu Maryjka, jak różowy kwiotek./ Nasz Goik zielony piyknie ustrojony, nasz Goik zielony piyknie ustrojony. 4. Nsz gospodarzyk mo wysoko copka, doł se swoi Pani wybudować klotka, coby w ni siedziała, z ludźmi nie godała,/ nasz Goik zielony piyknie ustrojony. 5. Ale łona na to nic nie zważała,/ z kim zeszła to se pogadała./ nasz Goik zielony piyknie ustrojony, nasz Goik zielony piyknie ustrojony. 6. Na tym placu jest tu piosek,/ jest tu Francik taki łobejscosek./ nasz Goik zielony piyknie ustrojony, nasz Goik zielony piyknie ustrojony./ Z Panym Bogiem już idymy już tu wiency nie przydymy, aż na drugi roczek jeśli dożyjymy, aż na drugi roczek jeśli dożyjymy
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.09.25, 19:31
        https://media.tenor.com/RM48gMQN5EoAAAAM/marzanna-mara.gif
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.09.25, 19:41
        Dawano obchodzącym zboże, słoninę, jaja, masło i słoninę.”
        Obecnie po lubszeckich jasełkach ślad zaginął. Jedyne przekazy o ich
        istnieniu w przeszłości możemy odnaleźć wyłącznie w bogatej spuściźnie
        pozostałej po Józefie Lompie
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.09.25, 19:50
        Bo przecie jej wioseczka na główce się wiją
        Jakoby na figurze ze świętą Maryją;
        Co przecie jej członeczki przeźrocze przenika,
        Jako bieżącą wodę z czystego strumyka;
        Bo przecie jej usteczka żywą krewką żyją
        Niby listeczki z drzewa, co roseczkę piją;
        Bo przecie jej serduszko, tak się dzieci trzyma,
        Jakoby słońce wiecznie światłości się ima.
        Poczekajcie, synowie, trzeba w tej przygodzie
        Poratować matulę, żywić ją w swobodzie.
        Poszli więc wszyscy bracia na radę do wioski,
        Gdzie o śmierci matuli chodziły pogłoski,
        I rzekli im sąsiadzi, druhowie i drużki,
        Aby się we wsi jednej poradzili wróżki.
        A wróżka tak im radzi: ”Niech jeden z was idzie
        Tam po wodę żywota i niech z nią tu przyjdzie,
        I niech pokropi matkę tą żywota wodą
        A powstanie matula swobodną i młodą.
        A po wodę żywota trzeba przejść trzy bory,
        W których żyją zwierzęta, gady i upiory.
        I trzeba przejść tam jeszcze trzy wielkie przepaście,
        Na których dnie czyhają przeróżne napaście.
        A po wodę żywota trza iść przez ułudy,
        Przez strach, przez poniewierkę i przez wstrętne brudy;
        Za tym wszystkim dopiero na górze migota
        Źródło wody żywota pod drzewem żywota.”
        Pomyśleli ze słów tych trzej bracia rodzeni
        Który z nich trzech najwięcej ma dzielności rdzeni.
        I powiedział z nich pierwszy: „Byłem ja już w boju,
        Przeto pójdę po wodę; nie zginę w przeboju. ”
        Zatem przypasał sobie ostry miecz do buku,
        Bowiem przeszkody zwalczyć zamierzał w przeskoku.
        A dwaj bracia mu rzekli: ,ył bywajże, bracie!
        Bywajże nam szczęśliwy, my czekamy na cię.
        A trzymaj nam się mocno, wytrwaj do ostatka,
        Bo przez wodę żywota zmartwychwstanie matka. ”
        I poszedł ci wojownik po wodę żywota,
        I bracia za nim wyszli za domowe wrota
        I cała wieś wyległa i słała modlitwy
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.09.25, 20:24
        A śmiech mu się odbijał w sto tysięcznym echu! ...
        Ale, gdy poszedł dalej, trafił na zarosłe,
        A tu się głos odezwał: ,JDokąd śpieszysz pośle?
        I dlaczego to dążysz przez taką gęstwiną,
        Kiedy tuż obok widzisz prześliczną drożynę?
        Odpocznij sobie trochę, bo stracisz czas, zdrowie
        I nie dojdziesz do kresu i zginiesz w połowie!
        Lecz jeśli obok pójdziesz torem innych ludzi
        Wtedy się twoja siła nie tyle utrudzi
        Ścieżka jest nieco dalsza, bo idzie zygzakiem,
        Lecz lepiej być roztropnym nie jakimś junakiem!”
        Ale głupi potrząsnął pokutniczym worem,
        I zaraz głos ułudny umilkł za jaworem;
        Ani echa nie wydał i już się nie zbudził
        I już nigdy na świecie nikogo nie łudził.
        A głupi poszedł dalej, choć zmęczony srodze,
        Szedł prosto bez spoczynku po nieznanej drodze.
        Chociaż mu głód dokuczał, paliło pragnienie
        On szedł tak, jak go wiodło skruszone sumienie.
        Jeszcze go spotkały szkaradne upiory,
        Obrzydłe czarownice i duszące zmory;
        Lecz wszystko swoim worem rozpędził po trochu,
        Aż się dziwem zatrzymał przy okropnym lochu.
        U tego lochu leżał smok z kilkoma łbami,
        I ziewnął na głupiego kilkoma paszczami,
        Ze ślepiów iskry sypał aż się rozświecało,
        Głupiemu zaś w oczach aż się zaciemniało.
        Lecz głupi znowu wstrząsnął pokutniczym worem
        I już się też przenigdy nie spotkał z potworem.
        Teraz szedł głupi przez straszną zimnicę
        I przez okropne lochy i zimną ciemnicę,
        Kędy nic nie mieszkało oprócz jednej trwogi
        Co włosy mu jeżyła i plątała nogi...
        Ani promyka światła nie było ni nieba
        Głupi szedł po omacku, bo iść było trzeba.
        Nie wiedział czy nogami wpadnie do przepaści,
        Albo też gdzie o skałę głowę sobie zmaści:
        Szedł zatem tylko prosto jakby na stracenie,
        A wiodło go jedynie skruszone sumienie,
        Niosła go cześć żarliwa, jaką miał dla Boga,
        I miłość dla swej matki i o śmierć jej trwoga.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.09.25, 22:59
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/7/76/Funeral_of_Kostroma.jpg/250px-Funeral_of_Kostroma.jpg
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.09.25, 23:06
        Jest demonem narodzonym z duszy grzesznika lub osoby mocno skrzywdzonej za życia. Człowiek mógł stać się także zmorą za życia, np. przez wpływ silnych, negatywnych emocji. Według niektórych podań człowiek mógł zmienić się w północnicę, jeśli przy chrzcie lub na łożu śmierci przez przypadek w trakcie modlitwy wypowiedział zmoraś Mario
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.09.25, 23:15
        Przekonania dotyczące nocnic uległy silnemu zatarciu, dlatego nie można już dzisiaj określić dokładnie, jaki był ich rodowód. W niektórych częściach Śląska Cieszyńskiego „pod nazwę nocnic podciągano wierzenia w demony, które były duszami dziewczyn zmarłych w czasie ogłoszenia (po zapowiedziach, a przed ślubem)”. Nie wiadomo też, jak w mniemaniu ludu wyglądały, czasem opisywano je jako długonogie istoty zamieszkałe w lesie, tańczące w szale albo czeszące się szyszkami. Folklorysta Jan Broda opisywał je jako złośliwe demony płci żeńskiej ubrane w białe płachty i czarne suknie, pojawiające się nocami, głównie na bezdrożach (zwłaszcza w okresie adwentu) i wychodzące ze swych kryjówek na dźwięk kościelnych dzwonów, a także po przywołaniu gwizdem.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.09.25, 23:23
        Nazwa mamuna jest często stosowana wymiennie z dziwożoną i boginką, a te pojęcia są w zależności od regionu i źródeł związane z wierzeniami – w trakcie ewolucji pojęcia – w rusałki.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.09.25, 23:28
        Dość często mamuny przebywały stale przy domu położnicy, aby w odpowiedniej chwili dokonać zamiany. W tym celu starały się pod jakimś zmyślonym powodem wywołać z izby matkę nowo narodzonego dziecka. Niekiedy znów kusiły ją śpiewem i muzyką, czy też fałszywymi odgłosami zabawy i tańca dochodzącymi jakoby z karczmy, aby wstała z łóżka i wyszła choć przed sień popatrzeć na bawiących się. Niekiedy jednak mamuny nawet siłą próbowały zamienić niemowlę; mamuna bijąc i drapiąc próbowała porwać dziecko. Tak podmienione dziecko to tzw. odmieniec, zwany też odmienkiem, podrzucem lub płonkiem, bobakiem, bobem (te ostatnie nazwy miały jednak przeważnie inne znaczenie), nie ruszał się zupełnie z kołyski, mało mówił i prawie nic nie jadł. Śmierć niedorozwiniętego dziecka tłumaczono tym, że potomstwo mamuny nigdy nie chowa się dobrze wśród ludzi i szybko umiera. Dziecko boginki było uosobieniem chytrości i złośliwości
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.09.25, 23:49
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/a/a9/Dziwozona_-_Jan_Styfi_%281864%29.jpg/500px-Dziwozona_-_Jan_Styfi_%281864%29.jpg
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.09.25, 23:56
        Odmieniec (takżeː podrzut, odmienek, podrzuc, podciep) – dziecko podrzucone przez demony; demon z wierzeń słowiańskich.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 28.09.25, 00:04
        Podobnie w okolicach Wrocławia znana była opowieść o wieśniaczce, której przypołudnica podmieniła dziecko w polu – po obiciu odmieńca rózgą, demon zjawił się z ludzkim noworodkiem
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 28.09.25, 00:25
        Wierzono, że dziwożony porywały młode dziewczęta i młode mężatki. Poza tym porywały dzieci z kołysek, podmieniając je na własne: brzydkie odmieńce, z widocznymi ułomnościami lub niepełnosprawnością umysłową/rozwojową. Sposobem na odzyskanie dziecka miało być wyniesienie odmieńca na pole/granicę lub śmietnik, tam obicie dziecka rózgą, dodatkowo oblewając je lub pojąc wodą ze skorupki jajka i wypowiadając słowa: Odbierz swoje, oddaj moje. Wtedy dziwożona, poruszona płaczem własnego dziecka, wracała po nie, oddając porwanego noworodka
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 28.09.25, 00:33
        Boginka (także: dziwożona, mamuna, rusałka) – w przedchrześcijańskich wierzeniach Słowian demon żeński, będący personifikacją sił przyrody, wrogi wobec ludzi
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 28.09.25, 10:51
        boginki pojawiają się w parach wraz z towarzyszącym im mężczyzną w rogatej czapce: grupa ta wchodzi i uderza matkę w twarz albo bije się z nimi, po czym zabiera zdrowe (nieochrzczone) dziecko i zostawia dziecko chude, krzykliwe.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 28.09.25, 11:02
        ▪️według Krakowiaków i Hucułów, podmienione dziecko należało zanieść na granicę (wsi/pola/dróg itp.), następnie obić je, by głośno płakało i odwrócić się. Wierzono, że boginki litując się nad losem swojego dziecka, zabiorą je i zostawią na miejscu ukradzione wcześniej dziecko ludzkie
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 28.09.25, 11:09
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/7/7b/Malczewski_Jacek_Rusalki.jpg/960px-Malczewski_Jacek_Rusalki.jpg
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 28.09.25, 11:39
        Popularne było wierzenie, że rusałkami stawały się panny, które zmarły przed zamążpójściem. Na Rusi Litewskiej uważano, że rusałki to poronione dzieci Białorusinek lub dzieci, które umarły nieochrzczone. Głównie jednak na tych terenach za rusałki uważano dusze zmarłych dziewcząt. Rosyjskie rusałki pozostawiały na brzegu ślady podobne do śladów gęsi.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 28.09.25, 11:49
        Stado – święto słowiańskie, wywodzące się z czasów przedchrześcijańskich, najprawdopodobniej związane z kultem płodności. Jego pozostałością w kulturze ludowej są Zielone Świątki. Współcześnie obchodzone w Polsce przez rodzimowierców słowiańskich.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 28.09.25, 11:58
        Do roku 2018 obchody odbywały się we współpracy z Grodziskiem Owidz, mając charakter publicznego festiwalu obejmującego oprócz obrzędów także wykłady, warsztaty i inne formy rozrywki. Kluczowym elementem święta jest wstąpienie pary bóstw Łado i Leli w ciała dwóch dziewcząt, pod których postacią wędrują one w orszaku pomiędzy ludźmi, otrzymując od nich różne dary w ofierze. Ów zwyczaj został zrekonstruowany przez rodzimowierców w oparciu o zachowany w Chorwacji rytualny pochód dziewcząt z mieczami lub szablami, noszący nazwę ljelje/kraljice i wpisany w 2009 roku na listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 28.09.25, 12:09
        Znana jest historia o dziewczynce, która zabłądziła na polu i zaplątała się w zaroślach kolczastych jeżyn. Chabernica, reagując na płacz dziewczynki, uwolniła ją rozgarniając jeżyny i zaprowadziła ją pod jej dom
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 28.09.25, 12:39
        Na Śląsku zależności od konkretnej miejscowości, demon polny nosi różne nazwy: południca, przyponza (Tarnowskie Góry), przypolnica, kleklimontka lub kleklimonka, przypołudnica (w powiecie opolskim), chabernica (w okolicach Prudnika), szatanka, połednia (w Strzelcach Opolskich), klynkanica ( na wschód od Raciborza), czasem czarna pani, biała pani, żytnia baba, zaś na południe od Raciborza: opolda. Przebywa ona na polach i jest figurą ze słomy o wielkich oczach, a niekiedy krzykliwym ptakiem. Południca pojawia się z reguły na polu, najczęściej w okresie żniw. Dusi ludzi, skręca im karki, łamie ręce i nogi, porywa dzieci depczące zboże, zabiera niemowlęta położone na trawie, powoduje ostry ból głowy u osób niemających nakrycia głowy. Czas jej pojawiania się to południe, stąd pochodzi nazwa tego demona – Południca.”
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 28.09.25, 13:25
        By‎ ‎spojrzeć‎ ‎w‎ ‎modre‎ ‎wód‎ ‎kryształy. Lub‎ ‎w‎ ‎chłodnej‎ ‎fali‎ ‎kąpać‎ ‎się!
        Cicho‎ ‎płynęło‎ ‎w‎ ‎zamku‎ ‎życie, Spokojnie‎ ‎schodził‎ ‎dzień‎ ‎za‎ ‎dniem. Szumiały‎ ‎gaje‎ ‎na‎ ‎gór‎ ‎szczycie, I‎ ‎szemrał‎ ‎strumyk‎ ‎w‎ ‎łożu‎ ‎swem! Czemuż‎ ‎więc‎ ‎dzisiaj‎ ‎gęśle‎ ‎grają? Zkąd‎ ‎ta‎ ‎zabawa,‎ ‎gwar‎ ‎i‎ ‎śmiech? Czemu‎ ‎dziś‎ ‎tańczą‎ ‎i‎ ‎śpiewają? A‎ ‎Gudal‎ ‎pije‎ ‎sam‎ ‎za‎ ‎trzech? O,‎ ‎bo‎ ‎dziś‎ ‎święto‎ ‎jest‎ ‎nielada,‎ ‎— Książe‎ ‎oddaje‎ ‎dziecię‎ ‎swe, Tamara‎ ‎szczęściu‎ ‎temu‎ ‎rada, Słodkiej‎ ‎radości‎ ‎kryje‎ ‎łzę! W‎ ‎rówieśnic‎ ‎kole,‎ ‎na‎ ‎tarasie Zamkowym‎ ‎siedzi,‎ ‎dziś‎ ‎jej‎ ‎dzień‎ ‎— Ostatni‎ ‎zabaw,‎ ‎i‎ ‎wolności. Już‎ ‎od‎ ‎zachodu‎ ‎pada‎ ‎cień. Tamara‎ ‎chwyta‎ ‎tamburino, I‎ ‎bijąc‎ ‎dłonią‎ ‎nuci‎ ‎śpiew,‎ ‎— Zefir‎ ‎go‎ ‎niesie‎ ‎nad‎ ‎doliną, Jak‎ ‎trel‎ ‎słowika‎ ‎pośród‎ ‎drzew! Przebrzmiały‎ ‎dźwięki.‎ ‎Niby‎ ‎kotka A‎ ‎nieuchwytna‎ ‎jako‎ ‎cień, Tańczy‎ ‎Tamara,‎ ‎—‎ ‎kibić‎ ‎wiotka‎ ‎— Nie‎ ‎zdradza‎ ‎serca‎ ‎nagłych‎ ‎drżeń!
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 28.09.25, 13:44
        Wtem‎ ‎koń‎ ‎sie‎ ‎szarpnął‎ ‎—‎ ‎drży‎ ‎cały, —‎ ‎Na‎ ‎bok‎ ‎tam!‎ ‎z‎ ‎drogi!‎ ‎do‎ ‎biesa! Z‎ ‎załamu‎ ‎przydrożnej‎ ‎skały‎ ‎— Błysła‎ ‎gwintówka‎ ‎Czerkiesa! Świsnęła‎ ‎kula‎ ‎zdradziecka, Ścianą‎ ‎wąwozu‎ ‎odbita.‎ ‎— Do‎ ‎walki‎ ‎skory‎ ‎od‎ ‎dziecka Rycerz,‎ ‎za‎ ‎szablę‎ ‎swą‎ ‎chwyta, Do‎ ‎skoku‎ ‎rumak‎ ‎się‎ ‎wspina... Wtem‎ ‎błysło‎ ‎—‎ ‎wystrzał‎ ‎górala Życia‎ ‎nić‎ ‎jasną‎ ‎przecina‎ ‎— Trupa‎ ‎w‎ ‎Aragwę‎ ‎obala. Niedługo‎ ‎walka‎ ‎ustała, Plac‎ ‎boju‎ ‎posiadł‎ ‎morderca, Pierzchli‎ ‎w‎ ‎popłochu‎ ‎szalonym, Gruzini‎ ‎słabego‎ ‎serca! XII. Rozgrabione‎ ‎ślubne‎ ‎dary I‎ ‎poległych‎ ‎piękna‎ ‎broń, Damasceński‎ ‎oręż‎ ‎stary. Krwią‎ ‎spłynęła‎ ‎rzeki‎ ‎toń! Objuczony‎ ‎wielbłąd‎ ‎niesie Czeczeńskiego‎ ‎zbója‎ ‎w‎ ‎bór. Szumi‎ ‎tylko‎ ‎wiatr‎ ‎po‎ ‎lesie, W‎ ‎śród‎ ‎potężnych‎ ‎Gruzyi‎ ‎gór! Nie‎ ‎pokropią‎ ‎świętą‎ ‎wodą, Nie‎ ‎położą‎ ‎w‎ ‎ojców‎ ‎grób!
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 28.09.25, 13:52
        https://media.tenor.com/gh7QkQ6tacsAAAAM/mari945-ghost-girl.gif
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 28.09.25, 18:22
        To‎ ‎ona‎ ‎śpiewa‎ ‎—‎ ‎Demon‎ ‎słyszy Pytanie:‎ ‎—‎ ‎kiedyż‎ ‎przyjdzie‎ ‎on?‎ ‎— I‎ ‎płyną‎ ‎dźwięki‎ ‎jak‎ ‎kaskada, Jak‎ ‎szmer‎ ‎strumyka‎ ‎czystych‎ ‎fal, W‎ ‎Demona‎ ‎piersi‎ ‎—‎ ‎ból‎ ‎osiada‎ ‎— W‎ ‎umyśle‎ ‎błyska‎ ‎cóś,‎ ‎jak‎ ‎żal, Czy‎ ‎to‎ ‎Anioła‎ ‎śpiew?‎ ‎Pieśń‎ ‎owa Brzmiała‎ ‎wśród‎ ‎cichej‎ ‎nocnej‎ ‎mgły, Gdy‎ ‎Wszechpotężny‎ ‎Pan‎ ‎—Jehowa‎ ‎— Rzekł‎ ‎mu:‎ ‎«‎ ‎Przeklęty‎ ‎będziesz‎ ‎ty‎ ‎»! I‎ ‎po‎ ‎raz‎ ‎pierwszy,‎ ‎wróg‎ ‎stworzenia Całą‎ ‎potęgą‎ ‎swoich‎ ‎sił, Miłości‎ ‎władzę‎ ‎dziś‎ ‎ocenia, Widzi,‎ ‎jak‎ ‎małym‎ ‎dotąd‎ ‎był! Tak‎ ‎go‎ ‎upaja‎ ‎czar‎ ‎miłości, Że‎ ‎chce‎ ‎ztąd‎ ‎uciec‎ ‎—‎ ‎zbyć‎ ‎się‎ ‎go,‎ ‎— Ale‎ ‎o‎ ‎cudo‎ ‎•‎ ‎zamiast‎ ‎złości‎ ‎-— Oko‎ ‎mu‎ ‎gorzką‎ ‎spływa‎ ‎łzą!‎ ‎— Pomarło‎ ‎ludzi‎ ‎już‎ ‎miljony, A‎ ‎łzy‎ ‎tej‎ ‎śladu‎ ‎nie‎ ‎starł‎ ‎czas. W‎ ‎skaże‎ ‎wam‎ ‎Gruzin‎ ‎—‎ ‎przepalony Demona‎ ‎łzami,‎ ‎zimny‎ ‎głaz! VIII. I‎ ‎nagle‎ ‎zjawia‎ ‎się‎ ‎z‎ ‎ukrycia, Celi‎ ‎Tamary‎ ‎mija‎ ‎próg, Myśląc,‎ ‎że‎ ‎nową‎ ‎erę‎ ‎życia, Miłości‎ ‎pełną‎ ‎—‎ ‎szle‎ ‎mu‎ ‎Bóg!
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 28.09.25, 18:29
        I‎ ‎niemieć‎ ‎prawa‎ ‎do‎ ‎miłości, I‎ ‎o‎ ‎współczuciu‎ ‎nie‎ ‎módz‎ ‎śnić? Wszystko‎ ‎rozumieć,‎ ‎wszystko‎ ‎widzieć, Żałować‎ ‎—‎ ‎pragnąć‎ ‎—‎ ‎słyszeć‎ ‎—‎ ‎czuć. Wbrew‎ ‎swojej‎ ‎woli‎ ‎nienawidzieć, I‎ ‎wiecznie‎ ‎plany‎ ‎zemsty‎ ‎snuć? Jak‎ ‎tylko‎ ‎klątwa‎ ‎Wszechmocnego Spełniła‎ ‎się‎ ‎—‎ ‎od‎ ‎chwili‎ ‎tej‎ ‎— Niebyło‎ ‎ducha‎ ‎przychylnego, Dla‎ ‎buntowniczej‎ ‎myśli‎ ‎mej! Płynęły‎ ‎cicho‎ ‎w‎ ‎dal‎ ‎bez‎ ‎granic, Miljony‎ ‎światów,‎ ‎komet‎ ‎rój‎ ‎— Lecz‎ ‎jam‎ ‎potęgę‎ ‎ich‎ ‎miał‎ ‎za‎ ‎nic‎ ‎— Tak‎ ‎mnie‎ ‎czarował‎ ‎obraz‎ ‎twój, Wzywałem‎ ‎buntu‎ ‎towarzyszy, Lecz‎ ‎każdy‎ ‎wstrętną‎ ‎postać‎ ‎miał. Bluźniłem‎ ‎Bogu,‎ ‎co‎ ‎nas‎ ‎słyszy, Ze‎ ‎mi‎ ‎pojęcie‎ ‎piękna‎ ‎dał! Ze‎ ‎sfer‎ ‎niebiańskich‎ ‎biegły‎ ‎ku‎ ‎mnie Słowa‎ ‎przekleństwa‎ ‎Bożych‎ ‎sług! A‎ ‎ja‎ ‎swe‎ ‎czoło‎ ‎wzniósłszy‎ ‎dumnie, Hardy‎ ‎rzuciłem‎ ‎Nieba‎ ‎próg! Jak‎ ‎łódź‎ ‎bez‎ ‎żagli‎ ‎i‎ ‎bez‎ ‎wiosła, Płynie,‎ ‎na‎ ‎wolę‎ ‎zdana‎ ‎wód‎ ‎— Tak‎ ‎mnie‎ ‎nienawiść‎ ‎ma‎ ‎uniosła‎ ‎— Do‎ ‎tego,‎ ‎co‎ ‎wielbiłem‎ ‎wprzód!‎ ‎—
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 28.09.25, 18:37
        Tu‎ ‎same‎ ‎błędy,‎ ‎same‎ ‎zbrodnie Syn‎ ‎Ojcu‎ ‎nóż‎ ‎by‎ ‎w‎ ‎serce‎ ‎wbił. Ludzie‎ ‎nie‎ ‎umią‎ ‎kochać‎ ‎godnie, Ni‎ ‎nienawidzieć‎ ‎z‎ ‎całych‎ ‎sił. Czyliż‎ ‎ty‎ ‎nie‎ ‎wiesz,‎ ‎jak‎ ‎zwodnicza Miłość‎ ‎w‎ ‎śmiertelnem‎ ‎sercu‎ ‎tkwi? Czy‎ ‎ci‎ ‎nie‎ ‎szepcze‎ ‎krew‎ ‎dziewicza, Jak‎ ‎krótkotrwałe‎ ‎ziemskie‎ ‎sny? Czas‎ ‎się‎ ‎w‎ ‎swym‎ ‎biegu‎ ‎nie‎ ‎powstrzyma I‎ ‎nie‎ ‎powróci‎ ‎przeszły‎ ‎dzień, Dziś‎ ‎była‎ ‎młodość—już‎ ‎jej‎ ‎niema. Na‎ ‎czoło,‎ ‎smutku‎ ‎padnie‎ ‎cień. Lecz‎ ‎nie‎ ‎sądzono‎ ‎tobie,‎ ‎droga, O‎ ‎lepszem‎ ‎szczęściu‎ ‎tylko‎ ‎śnić.... Najdoskonalszy‎ ‎tworze‎ ‎Boga, Zemną‎ ‎królować‎ ‎masz‎ ‎i‎ ‎żyć! Klasztoru‎ ‎cela‎ ‎nie‎ ‎ustrzeże Przed‎ ‎siłą‎ ‎pokus‎ ‎serce‎ ‎twe. Choć‎ ‎modły‎ ‎będziesz‎ ‎słać‎ ‎w‎ ‎ofierze, A‎ ‎nieraz‎ ‎tęskną‎ ‎zronisz‎ ‎łzę, Nie‎ ‎zaznasz‎ ‎trudu,‎ ‎ni‎ ‎cierpienia, Cierń‎ ‎nie‎ ‎skaleczy‎ ‎twoich‎ ‎nóg, Unikniesz‎ ‎bólu‎ ‎i‎ ‎zwątpienia, Bo‎ ‎Ciebie‎ ‎—‎ ‎dla‎ ‎mnie‎ ‎stworzył‎ ‎Bóg! Więc‎ ‎rzuć‎ ‎poziomych‎ ‎marzeń‎ ‎roje, Niech‎ ‎świat‎ ‎w‎ ‎przestworza‎ ‎płynie‎ ‎sam, Ja‎ ‎ci‎ ‎otworzę‎ ‎serce‎ ‎moje, Ja‎ ‎wieczne‎ ‎szczęście‎ ‎tobie‎ ‎dam!‎ ‎—
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 28.09.25, 18:45
        Jak‎ ‎by‎ ‎tu,‎ ‎w‎ ‎śmierci‎ ‎co‎ ‎nas‎ ‎czeka, Gdy‎ ‎już‎ ‎do‎ ‎życia‎ ‎zbraknie‎ ‎sił: Do‎ ‎końca‎ ‎czasów‎ ‎—‎ ‎sen‎ ‎człowieka Niezamącony‎ ‎niczem‎ ‎był. Tu,‎ ‎między‎ ‎krzyże‎ ‎i‎ ‎pamiątki, U‎ ‎Zbawiciela‎ ‎świętych‎ ‎stóp, Pięknej‎ ‎Tamary‎ ‎martwe‎ ‎szczątki, Złożył‎ ‎Gudala‎ ‎w‎ ‎zimny‎ ‎grób. XVI. W‎ ‎przestrzeni‎ ‎świata‎ ‎niezmierzonej, Pośród‎ ‎eteru‎ ‎czystych‎ ‎fal, Anioł‎ ‎Stróż‎ ‎święty‎ ‎—‎ ‎zamodlony Na‎ ‎złotych‎ ‎skrzydłach‎ ‎leciał‎ ‎w‎ ‎dal. Nad‎ ‎czołem‎ ‎nimbu,‎ ‎lśni‎ ‎korona, Oko‎ ‎litości‎ ‎błyszczy‎ ‎łzą, Do‎ ‎przeczystego‎ ‎tuli‎ ‎łona Duszę‎ ‎Tamary‎ ‎—‎ ‎cieszy‎ ‎ją. I‎ ‎o‎ ‎miłości‎ ‎mówi‎ ‎Boga, O‎ ‎darowaniu‎ ‎błędów,‎ ‎kar I‎ ‎szepcze:‎ ‎«próżna‎ ‎twoja‎ ‎trwoga, Bo‎ ‎miłosierdzie‎ ‎niema‎ ‎miar.» Świętemi‎ ‎łzami‎ ‎on‎ ‎z‎ ‎jej‎ ‎czoła Grzechu‎ ‎i‎ ‎błędu‎ ‎zmywa‎ ‎ślad. Czar‎ ‎swój‎ ‎roztacza‎ ‎już‎ ‎dokoła, Pozagrobowy‎ ‎cudny‎ ‎świat. Już‎ ‎Serafinów‎ ‎wzniosłe‎ ‎pienia Rozkoszą‎ ‎dziwną‎ ‎pieszczą‎ ‎słuch...
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 28.09.25, 18:57
        Wiły wywodziły się z dusz zmarłych młodo dziewczyn. Zamieszkiwały lasy (samowiły), góry (zagorkinie), rzeki i jeziora (brodarice) oraz obłoki (oblakinie). Potrafiły dosiadać obłoków i przesuwać je spojrzeniem. Zazwyczaj zjawiały się w gromadach, mogły przybrać postać pięknych skrzydlatych dziewcząt o lekkich i niemal przezroczystych ciałach, nagich lub kuso odzianych, ale także koni, łabędzi, sokołów lub wilków. Czasami zmieniały się też w wiry powietrzne. Według niektórych naukowców te wiry powietrzne przyjmowały kształty węży.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 28.09.25, 19:20
        Oblakinia, obłoczyca – serbsko-chorwacki demon słowiański; rodzaj wił.
        Demon drobnej budowy, wzrostu połowy dorosłego człowieka. Proporcje ciała nie odbiegały od proporcji dorosłej kobiety. Cechowała ją spora smukłość, a poruszała się lekko, płynąc w powietrzu. Twarz miała szczupłą, głowę z wysokim czołem, włosy proste, długie, koloru błękitnego. Oczy duże, z błękitnym spojrzeniem. Skórę miała niebieską. Na kostce nogi nosiła srebrną spiralę z niebieskim kamykiem.
        Głównym jej zajęciem było szycie sukien. Czyniła je z płatków śniegu, kropel rosy, strzępów obłoków, mgieł, nici pająków i ozdabiała je różnymi przedmiotami.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 28.09.25, 19:31
        W południe i o zachodzie słońca polewik wychodził na miedzę. Napotkanych ludzi wodził na manowce, zaś śpiących w tym czasie na miedzy podduszał i deptał. Był szczególnie agresywny wobec napotkanych pijanych ludzi, których potrafił nawet zabić.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 28.09.25, 19:40
        Ludki (łuż. ludki lub lutki, niem. Luttchen) – w wierzeniach Łużyczan utożsamiane z duszami przodków demony ziemne lub domowe, pokrewne krasnoludkom.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 28.09.25, 19:48
        Wirowe prądy powietrza mogą powstawać lokalnie w słoneczny i bezwietrzny dzień (częstokroć w czasie takiej pogody wykonywane są prace polowe), wskutek konwekcyjnych ruchów powietrza. Warstwy nagrzanego powietrza przy gruncie podnosząc się ruchem wirowym podrywają pył, a czasem nawet źdźbła, formując niewielką trąbę powietrzną. Zjawisko to występuje najczęściej po południu, gdy ziemia jest nagrzana, a atmosfera się ochładza – w takich warunkach występują względnie duże różnice temperatur
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 28.09.25, 19:57
        https://media.tenor.com/dse9WmafVOIAAAAM/rats-queen-rat.gif
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 28.09.25, 20:06
        Według niektórych teorii nazwa Nawia była również używana na określenie zaświatów, nad którymi sprawa władzę miał Weles, odgrodzonych od świata żywych morzem lub rzeką, według niektórych tez położonych głęboko pod ziemią. Według hipotezy opartej na wątkach folkloru ruskiego Weles mieszkał w bagnie położonym w centrum Nawii, gdzie zasiadał na złotym tronie u stóp Drzewa Kosmicznego, dzierżąc miecz. Symbolicznie Nawia miała być wielką zieloną równiną – pastwisko, na które Weles wyprowadza dusze. Wejścia do Nawii miał strzec Żmij.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 28.09.25, 20:17
        U Słowian zachodnich Żmij był postrzegany w większości przypadków jako postać pozytywna, co wyrażało się w jego walce ze smokiem, który wywoływał np. suszę, huragany i inne klęski żywiołowe.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka