madohora Re: Koszęcin 03.09.25, 00:05 Stary Park” w Koszęcinie, który przez lata stracił część swojego blasku, może zyskać drugie życie. 17 października odbyła się wizja lokalna z udziałem przedstawicieli władz gminy i Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Katowicach, którzy przyjrzeli się obecnemu stanowi tego wyjątkowego miejsca. Celem jest długofalowy plan rewitalizacji. Odpowiedz Link
madohora Re: Koszęcin 03.09.25, 00:08 Jak podkreślają władze gminy, celem jest stworzenie przestrzeni przyjaznej zarówno dla mieszkańców, jak i dla turystów. Park ma stać się jednym z kluczowych punktów na mapie rekreacyjnej gminy. Odpowiedz Link
madohora Re: Koszęcin 03.09.25, 00:11 Dziękujemy wszystkim, którzy zaangażowali się w to zadanie. To przykład, jak wspólnymi siłami można tworzyć coś dobrego dla całej społeczności – podkreśla sołtys Izabela Jonczyk, zachęcając jednocześnie do odkrywania wszystkich lokalizacji tablic podczas spacerów po miejscowości. Odpowiedz Link
madohora Re: Koszęcin 03.09.25, 00:15 Koszęcin na dwa dni zamieni się w stolicę tradycyjnego powożenia. Już w sobotę i niedzielę, 23 i 24 sierpnia, odbędzie się tu VII Międzynarodowy Konkurs Tradycyjnego Powożenia CIAT Koszęcin 2025. To wydarzenie wyjątkowe nie tylko w skali regionu, ale i całego kraju. Na ulice wyjadą zaprzęgi konne z Polski i zagranicy, które zaprezentują się zarówno podczas efektownego korso, jak i w konkurencjach sprawnościowych. Odpowiedz Link
madohora Re: Koszęcin 03.09.25, 00:20 W niedzielę, w godz. od 9.00 do 12.00, zaprzęgi będzie można podziwiać podczas próby terenowej. Pojedyncze powozy pojawią się choćby na ulicach Sobieskiego i Powstańców Śląskich. Odpowiedz Link
madohora Re: Koszęcin 03.09.25, 00:25 Międzynarodowy Konkurs Tradycyjnego Powożenia w Koszęcinie to wielkie widowisko i turystyczna atrakcja. To niepowtarzalna okazja, by zobaczyć zaprzęgi w pełnej krasie i przenieść się w klimat dawnych lat. Poza konkursem na uczestników imprezy czekać będzie jeszcze całe mnóstwo innych atrakcji rozrywkowych, gastronomicznych i artystycznych. Odpowiedz Link
madohora Re: Koszęcin 03.09.25, 12:22 W damskich siodłach - zawsze chciałam się nauczyć Odpowiedz Link
madohora Re: Koszęcin 03.09.25, 12:41 Och serduszko dziś mnie ściska Piękny konik i to z bliska Odpowiedz Link
madohora Re: Koszęcin 22.09.25, 19:41 „Pierwotny Pawontów to syn Pawonty. Później powstały Pawonków na jedno wychodzi, gdyż tłumaczy się, jako syn Pawonki. Sadów to syn Sada. Pierwotna nazwa brzmi Sadowe; to oczywiście syny Sada. Kochanowice to syny Kochana, Kochanów zaś to syn Kochana. Koszęcin to syn ojca nazywającego się Koszę, Koszę to mały Koch. Lubsza to bardziej Luba. Jędrysek to pieszczotliwie nazwany Jędra, czyli Andrzej. Żyglin to syn matki Żygel. Odpowiedz Link
madohora Re: Koszęcin 22.09.25, 19:46 LUBSZA Ta góra jest mi lubsza, czyli jak powstała Lubsza Po lewej stronie szosy prowadzącej z Piasku do Lubszy w powiecie lublinieckim, widać dość wyniosły pagórek, prawie zupełnie pokryty wysokim i bardzo starym, przeważ nie liściastym lasem. Pagórek ten, przez okoliczną ludność pospolicie zwany jest Grójcem lub Górą Grójecką z daleka na przechodzącego tędy wędrowca ponure czyni wrażenie. Nazwa pagórka prawdopodobnie wywodzi się od „grodu - grodzice”, co w narzeczu okolicznej ludności z czasem przekształcone zostało na Grójec. Na wierzchołku Grójca znajduje się głęboki na 20 metrów parów - jama, którego długość wynosi mniej więcej 100 a szerokości 50 metrów. Na dnie i po bokach jamy widać ogromne głazy granitowe. Głazy mchem obrosłe i zupełnie sczerniałe dowodzą ze przed bardzo dawnymi laty musiało tam istnieć jakieś stare zamczysko, które później z niewytłumaczonych i niestwierdzonych w żadnych dokumentach powodów zniknęło z powierzchni, pozostawiając po sobie jedynie gruzy. Ową wyżej opisana jamę oraz bardzo piękne podanie ludowe, po dziś dzień zachowane wśród ludności całego powiatu lublinieckiego, mówiące nam o nader smutnej tragedii miłosnej, która rozegrać sie miała kiedyś na Grójcu. Podanie to podajemy poniżej według autentycznych opowiadań starych ludzi z Lubszy, Kamieńskich Młynów i położonej tuż koło Grójca Babienicy. W niepamiętnych czasach znajdowała się na Grójcu wspaniały zamek obronny, którego pan i dziedzic zaliczał się do najbogatszych a zarazem najwaleczniejszych rycerzy Ziemi Śląskiej. Bogactw swych i licznych folwarków dorobił się orężem na służbie u obcych monarchów. Niestety jego małżonka, przecudnej urody kobieta, dopiero po dwudziestoletnim pożyciu małżeńskim porodziła mu jedyną córkę, która po dojściu do odpowiednich lat, jak jej matka, na daleka okolicę zasłynęła urodą, wdziękami i wszelkimi cnotami. To też nie dziwi, że o każdej porze roku z dalekich stron na zamek zjeżdżały się mnogie i świetne orszaki rycerskie, aby podczas urządzanych turniejów oddać pokłon przez wszystkich uwielbianej młodej dziedziczce. Ona jednak na wszystkie starania szlachetnych rycerzy odpowiadała smutnym uśmiechem i jeszcze smutniejszym spojrzeniem pięknych a często załzawionych oczu. Nie pomogły groźby, ni namowy i prośby rodziców, aby wieniec i serce oddała jednemu z rycerzy - bohaterów. Dziedziczka pozostawała twardo przy swoim, tylko skryte łzy zdradzały, ze gryzie ją jakiś serdeczny ból. Pewnego dnia przydybała ją matka w odległej altance ogrodu zamkowego w objęciach młodego koniucha - dziedzica. Parobczaka psami wyszczuto z zamku; córkę zamknąć kazał ojciec do turmy. Jednak przy pomocy starej powiernicy schadzki odbywały się nadal. Aż pewnego razu, kiedy rycerz z całym dworem i małżonką wyjeżdżał do pobliskiego Koszęcina, na jakąś uroczystość kościelną, niespodziewanie wróciwszy na zamek, po raz drugi przydybał oboje kochanków. W niemej wściekłości przebił koniucha mieczem, na córkę zaś rzucił straszne przekleństwo, aby z zamkiem zapadła się na dno piekieł, poczym w dzikim galopie puścił się za oddalającym się orszakiem. Wróciwszy po kilku dniach ujrzał już tylko głazy i otchłanną przepaść. I wówczas to pełen rozpaczy, zwracając się w stronę dzisiejszej Góry Luboszyckiej miał wyrzec słowa: - Ta góra jest mi lubsza! Tak ziściło się przekleństwo ojcowskie i stąd miała powstać na początku niniejszego opowiadania wymieniona wioska Lubsza. Odpowiedz Link
madohora Re: Koszęcin 23.09.25, 11:54 Józefa Lompy opisy Grójca i okolicy „Z dolin zielonych powolnie się unosząca góra w formie przewróconej misy, ozdoba całej okolicy, o pół ćwierci mili od wsi Lubszy oddalona, w pobliżu wysokim pagórkiem się wydająca, pod nazwą Grójec, zasługuje słusznie na nazwę góry, albowiem z niej można mieć widnokrąg przeszło sto mil wynoszący. Widzieć z niej bowiem bez szkieł oko uzbrajających na północ nieprzejrzane lasy szląskie i polskie, wyżyny ku Kłobucku się ciągnące, wspaniały klasztor jasnogórski ku Częstochowie; ku wschodowi - ruiny Olsztyna, pagórki obok Żarek, góry pilickie, miasteczko Woźniki; ku południu, nad lasami, kilka wsi polskich, Tatry, dymy fabryk żelaznych w Siemianowicach i na Królewskiej Hucie, las bytomski, sztucznie naśladowane ruiny zamkowe w Najdku*74, kościoły w Żyglinie i Niemieckich Piekarach, wieżę na Górach Tarnowskich; na zachód słońca - kościół w Lubi u, niedaleko Pyskowic, zamek Błaziejowice w pobliżu Toszka, za ogromnymi lasami Górę Świętej Anny, dawniej Chełm zwaną, wieś Kosęcin, kościół wsi Lubecko, a u samego podnóża wioski Piasek, Psary i Babienice. Wart więc jest Grójec, aby go w lecie odwiedzać. Cała prawie ta góra składa się z wapiennej skały i lubo jest tylko cienką warstwą czarnej ziemi pokryta, tak, że miejscami nagie kamienie z niej sterczą, wszakże jest gęstymi drzewami i krzewinami odziana, zaczem ją rozliczne zioła i kwiaty zdobią, a przy tym proste i kręte chodniki przeszywają i do wierzchołka prowadzą, gdzie sobie na ławkach darniowych spokojnie odetchnąć i o troskach i kłopotach ziemskich na chwilę zapomnieć można. Zaczem historia o tej górze nic nie wspomina, utrzymuje się o niej od niepamiętnych czasów następujące gminne podanie, że tu słynął gród warowny. Odwiedzający to powabne miejsce daremnie szukałby tu śladów byłego grodu. Na wierzchu góry znajduje się bowiem tylko dół, gruzami skał i kaliną otoczony, gdzie się mnogo bluszczu rozpina. W głębi miała być głęboka studnia, ale i ta już jest zawalona. Podając tu wysokość Grójca ponad zwierciadłem morza w roku 1827 przez P. de Kamall mierzoną, przytacza się i inne tejże okolicy: Wierzchołek Grójca -1186 stóp paryskich Wierzchołek góry wapiennej lubszyckiej -1187 stóp paryskich Najwyżej stojące domy w Psarach -1018 stóp paryskich Kosęcin - 1054 stopy paryskie Rynek w Lubieńcu - 852 stóp paryskich Rynek w Woźnikach - 1043 stopy paryskie Coglowa Góra w Woźnikach - 1173 stopy paryskie Góra zamkowa w Toszku - 856 stóp paryskich Wielkie Strzelce - 856 stóp paryskich Góry Tarnowskie - 1005 stóp paryskich Podwoje klasztoru Św. Anny - 1296 stóp paryskich Gdyby się nasz Grójec w bliskości miasta ludnością lub handlem albo siedliskiem nauk słynącego znajdował, dawno by już był za małą pomocą rąk ludzkich w najprzystojniejszy park przeistoczony. Piękniejszym byłby niezawodnie, gdyby u podnóża jego zdroik do kąpieli służący sączył i imię góry w odległych stronach rozsławiał. Mimo tego zostaje Grójec miłym tak, że właśnie z Wężykiem, opiewającym czarowne okolice Krakowa, zawołać muszę: Niechaj inny, nielubiący swej codziennej ziemi, Indian złote szaty chwali, niech Alpy wychwala itd., mnie się rodzinne miejsca podobają gdyż i nam przyroda macochą nie była. I tu można podziwiać twórcę w dziełach jego. Dawniej, kiedy granice Polski z tamtej strony ściśle zawarte nie były, przechodziły przez całe lato obok Grójca liczne kompanije pielgrzymujących na Jasną Górę, gromadzące się na dole około kaplicy, otoczonej wysokimi lipami, a głosy ich pobożnych pieśni rozlegały się z wdziękiem muzyki. Odpowiedz Link
madohora Re: Koszęcin 23.09.25, 11:57 Do roku 2004 funkcjonowała w pismach urzędowych i w szczególności na mapach nazwa Grójec, mimo iż nazwa lokalna tego typu formy nigdy nie posiadała Odpowiedz Link
madohora Re: Koszęcin 23.09.25, 12:11 Podanie o górze Grójec77 U stóp góry Grójca, w cieniu lip rozłożystych, stoi murowana kapliczka Świętego Krzyża, podanie o przeszłości i dziejach tych miejsc, tkwi w ustach ludu, jako wspomnienie minionej świetności ojczyzny naszej. Kiedy około 1241 roku Tatarzy jak gdyby brzemienna nieszczęściem chmura spadli na ziemię naszą, pożogą i mordem naznaczyli miejsca swego przechodu, wtedy stał na Grójcu okazały gród warowny, a gdzie dziś wieś Psary, znaczne wznosiło się miasteczko. Gdyby palcem kary bożej dotknięte, upadły przed przybyciem Tatar mury tych grodów - a gdyby w drugiej Jerozolimie kamień na kamieniu nie został. Mieszkańcy, którym życie uratować się udało, podziemnym chodnikiem, czyli gankiem, uszli do miejsca, gdzie dziś przed miasteczkiem Woźnikiem stoi świątyńka św. Walentego. Już w tym miejscu obronne miasteczko budować poczęli, ale im się położenie bagnistym wydało, więc się dalej przewieźli i stąd się miasteczko Woźnikiem zwie. Więcej też z grojskiego zamku było takich podziemnych przechodów, z których jeden prowadził do wsi Psar, drugi do zamku w Lubszy, który dopiero przed 40 laty rozburzono. Do dziś jeszcze można oglądać zawalone szczątki tych ganków podziemnych. Lud mówi tak o rodzinie rycerza, co posiadał grójecki zamek: Rycerz ten miał córkę nadzwyczajnej piękności. Była pieścidełkiem swych rodziców, którzy ją nader kochali; to tylko rodzicom nie było do smaku i gniew ich na nią ściągało, iż nigdy namówić jej nie mogli, aby z nimi do kościoła udać się chciała. Pewnego razu, gdy ją tak matka do kościoła iść namawiała i prosiła, a ona jej woli powolną być nie chciała, rozgniewana matka wyrzekła straszne słowa przeklęctwa i oddaliła się sama do kościoła. I tą więc rażą po odejściu rodziców na tę tajemną schadzkę wybierać się poczęła. Aliści, o okropności! Gdy wrócili rodzice, zamiast zamku znaleźli gruzy zapadłe w głębiny góry. Nie chcieli więc stroskani rodzice budować się nowo na grobie swej córki, ale na drugiej górze zbudowali zamek, który na pamiątkę nieszczęsnych lubowników Lubszą się zwać począł. Podanie jeszcze dodaje, że w miejscu zapadłego zamku duch dziewicy unosi się o północy, a kto by górę Grójec od 11 do 1 godziny w nocy obszedł na kolanach, ten ową duszę z czyśćca wybawi. Odpowiedz Link
madohora Re: Koszęcin 24.09.25, 09:49 „Koci stok” - niezamarzające źródło Nigdy niezamarzające źródło, „Kocim stokiem ” zwane, znajduje się w parafii lubszeckiej, w powiecie lublinieckim, w bliskości osady Pakuły nad granicą polską, nader smaczną wodę wydawające. Powiada lud, gdy chory tej wody zażąda, już nie ozdrowieje. Odpowiedz Link
madohora Re: Koszęcin 24.09.25, 10:34 Miotek (niem. Miottek) – część miasta Kalet w województwie śląskim, w powiecie tarnogórskim Odpowiedz Link
madohora Re: Koszęcin 24.09.25, 11:00 Jak cielę wyznaczyło drogę pożaru Jednym z nowszych podań, jest opowieść o pożarze znacznej części Lubszy, który zdarzył się w 1917 roku, w końcowym okresie pierwszej wojny światowej a niemającym nic wspólnego z wypadkami wojennymi. Późną wiosną, 30 maja 1917 roku, krótko przed południem, w zabudowaniach gospodarstwa Bogackich, położonego w Lubszy w tak zwanej Uliczce, wybuchł pożar. W pewnym momencie z ogarniętej płomieniami obory wybiegło przerażone cielę, które w szaleńczym pędzie przedostało się z podwórza na Uliczkę i dalej na drogę główna. Tą też drogą pędziło w stronę kościoła, lecz gdy dobiegło do kapliczki św. Floriana, zatrzymało się, zawróciło i biegiem powróciło do palących się zabudowań. Jak powiadali starsi mieszkańcy Lubszy, biegnące cielę dokładnie wyznaczyło szlak ognia, ponieważ pożar dotarł tylko do zabudowań gospodarczych karczmarza Lindla, znajdujących się z tyłu kapliczki św. Floriana. Stało się to ponoć tak, dlatego, że święty patron nie dostrzegł ognia z tyłu kapliczki. Stojące naprzeciwko kapliczki zabudowania Opiełki (rodzina opuściła Lubszę po plebiscycie) i nowy dom mojego dziadka Aleksandra, pozostały nietknięte. W wierzeniu Lubszan, tak to święty Florian zatrzymując oszalałe cielę, uchronił Lubszę przed spaleniem. Po 1922 roku, w miejscu drewnianej rzeźby św. Floriana umieszczono przywieziony z Częstochowy oszklony obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Odpowiedz Link
madohora Re: Koszęcin 24.09.25, 11:28 Kapliczka św. Jana Nepomucena w Woźnikach Na Rynku w Woźnikach, niemal wtłoczona w kościelny mur, stoi niewielkich rozmiarów kapliczka, wewnątrz której umieszczona jest barokowa figura św. Jana Nepomucena, patrona chroniącego ludność między innymi przed żywiołem powodzi. Kiedy powstała, dokładnie nie wiadomo? Przyjmuje się jednak, że zbudowana została w początku XVIII wieku. Gdy kilkadziesiąt lat później feralnego sierpniowego dnia 1798 roku tragedia spadła na miasto, z pożogi ocalała tylko kapliczka, z drewniana figurą świętego. Powiadano, że to stało się za sprawą św. Jana, który płacząc nad tragicznym losem miasta, rzęsistymi łzami ugasił lizające już kapliczkę. Odpowiedz Link
madohora Re: Koszęcin 24.09.25, 12:39 Młyn zwany Utopielec w Sapocie W lesie pomiędzy Woźnikami a Dyrdami nad Potokiem Ligockim przed laty była Sapota, niewielki przysiółek Woźnik. Nad wspomnianym potokiem znajdował się dużych rozmiarów staw a także pobudowany młyn.wodny, wzmiankowany w źródłach już w XVII wieku. W jego to pobliżu, z biegiem czasu wzniesiono kilka domów. Okoliczna ludność korzystająca z usług młynarza, zabudowania młyńskie zwała Utopielcem. Krążyła bowiem wieść, że staw, jak i młyn, odwiedzany był przez utoplca, którego często widywano w stawach nieodległej Zielonej. Niesamowitości dopełniał pobliski, leżący poniżej młyna las, zwany „Diabliną ”. Obecnie po Utopielcu jak i przysiółku Sapota nie ma już śladu. Odpowiedz Link
madohora Re: Koszęcin 01.02.26, 20:29 KONCERT KOLĘD W WYKONANIU ZESPOŁU ŚLĄSK - www.katowice24.info - 01.02.2026 Odpowiedz Link