madohora Re: Pszów 13.07.22, 16:47 Rada Gminna: Kowol Konstanty, Krzyżak Wincenty, Glenc Emanuel, Reś Kon stanty, Glenc Franciszek, Wodniczak Marcin, Glenc Karol, Czaj ka Wiktor, Nowak Paweł, Horaczek Józef, Gojny Wiktor, Je- locha Paweł, Kowol Karol, Ferdyan Karol i Tytko Wojciech. Pracownicy Gminni w roku 1938: 1. Rzodeczko Henryk, naczelnik gimny. 2. Sławek Marian, st. sekretarz gminy. 3. Michałek Karol, asystent biurowy. 4. Tront Joachim, funkcjonariusz gminny. 5. Gupok Alojzy, funkcjonariusz gminny. 6. Błaszczok Ryszard, funkcjonariusz gminny. 7. Tront Wilhelm, funkcjonariusz gminny. 8. Sowa Józef, funkcjonariusz gminny. 9. Reś Władysław, uczeń biurowy. 10. Kłosok Stanisław, sekretarz Okręgu Urzędowego. 11. Michałek Alojzy, funkcjonariusz Okręgu Urzędowego. 12. Tytko Franciszek, długoletni kasjer gminny. 13. Baron Wilhelm, egzekutor gminny. 14. Baron Franciszek, elektrykarz gminny. 15. Baron Joanna, pochrońiarka gminna, oraz robotnicy gminni. *■ 16. Polnik Teodor. 17. Szoenfeld Jan. Odpowiedz Link
madohora Re: Pszów 13.07.22, 16:50 Jak już wspomniano, że 1 sierpnia wybuchła wojna euro pejska, był to dzień straszliwy dla wszystkich, szczególnie dla tych, którzy musieli się stawić pod broń, tym więcej przenikało serce każdego, gdy słyszano dzwonienie po kościołach, na ko palniach i fabrykach rozlegały się tony piszczałek do wojny. Smutne było rozłączenie się na dworcach żon z mężami, ojco wie z matkami i synami, dziatki z ojcami, smutne było przy gnębienie podczas całej wojny. Ile ucisku, ile zmartwień, co raz większa drogość, w kościołach coraz mniej mężczyzn, po wsiach musiały się kobiety chwycić pługa i uprawy roli, coraz więcej kobiet i dziewczyn, piastujących różne urzędy, na pocz tach, kolejach i składach. W okolicach przemysłowych było uwzględnienie z powodu dostarczenia węgla musiały kopalnie reklamować tych górników, którzy należeli pod broń. Z parafii pszowskiej padli na polu walki: 1. Antończyk Michał 2. Baron Karol 3. Baron Emanuel 4. Blacha Ignacy 5. Ferdyan Ferdynand 6. Fojcik Emil 7. Fojcik Franciszek 8. Glenc Wincenty 9. Glenc Emil 10. Glenc Karol 11. Grzegorzek Józef 12. Grabacz Albin 13. Gomolec Konstanty 14. Gaida Ludwik 15. Grabacz Jan 16. Gonsior Ludwik 17. Gomolec Jan 18. Hawel Henryk 19. Half ar Józef 56. Tytko Augustyn 20. Hoheisel Hubert 57. Winkler Paweł 21. Jenczmionka Teofil 58. Wycisk Edmund 22. Koczy Augustyn 59. Trefoil Albert 23. Kurzydem Franciszek 60. Pytlik Wilhelm 24. Kucza Franciszek 25. Kopczyk Józef Pszowskie Doły: 26. Koszela Józef 61. Anderski Michał 27. Kabut Karol 62. Bórger Herman 28. Kabut Józef 63. Bloksz Franciszek 29. Kurzydem Karol 64. Cichy Karol 30. Krzyżak Emanuel 65. Czogała Michał 31. Krzyżak Jan 66. Dembowy Jan 32. Kudla Maksymilian 67. Dembowy Paweł 33. Łatka Jan 68. Dornia Karol 34. Mathias Konrad 69. Fojcik Franciszek 35. Machecki Wincenty 70. Fojcik Izydor 36. Menźyk Franciszek 71. Heisig Konrad 37. Majwald Adolf 72. Hiipszer Antoni 38. Molitor Szymon 73. Kowacz Antoni 39. Piontek Franciszek 74. Prause Gustaw 40. Patalonk Jan 75. Knapik Edmund 41. Podeszwa Franciszek 76. Kindla Paweł 42. Pawlenda Karol 77. Mielańczyk Antoni 43. Posamonik Maksymilian 78. Mosler Fryderyk 44. Rosner Brunon 79. Nowak Wincenty 45. Sowa Paweł 80. Nowak Szczepan 46. Sowa Karol 81. Olesz Robert 47. Sobański Augustyn 82. Porwoł Józef 48. Solinga Wiktor 83. Porwoł Antoni 49. Sobeczko Jan 84. Prause Franciszek 50. Szczecina Franciszek 85. Glenc Maksymilian 51. Szolc Józef 86. Stukator Paweł 52. Szolc Karol 87. Szymiczek Józef 53. Szolc Wilhelm 88. Tytko Ignacy 54. Szolc Augustyn 89. Tytko Paweł 55. Szmidt Otto 90. Wartzok Jan Był 1o wielki smutek najżałośniejszy i serca jakoby mie~ czem przeszywający. Tyle ojców i synów padło na polu walki, ile wdów, ilu synów, ile sierot opłakuje zgon tak wielce ukocha nych swych najmilszych. A w kraju niedostatek i drogość nie - słychana, wszelka żywność na kartki. Roku 1918, 18-go listo pada został koniec wojny ogłoszony, więc wojna trwała 5 lat 3 miesiące i 18 dni. Była to straszna i niesłychana wojna o jakiej świat nie słyszał. Od 18 listopada 1918 r. aż do 1921 r. różne zaburzenia i niepokoje. Roku 1921, 20-go marca odbyło się głosowanie pod bezpieczeństwem wojsk okupacyjnych: Francuzów, Anglików i Włochów. Przez cały czas aż do marca 1922 były 3 powstania, z parafii pszowskiej padli ofiarą za wolność i ojczyznę. Odpowiedz Link
madohora Re: Pszów 13.07.22, 16:51 Doły były 78 lat samodzielną gminą, przez cały okres- czasu urzędowało 9 naczelników: 1. Stebel Franciszek, młynarz 2. Otawa Szczepan, zagrodnik 3. Fojcik Wawrzyn, rolnik 4. Walczok Paweł, rolnik 5. Tytko Franciszek, rolnik 6. Tytko Jan (syn), kupiec 7. Szymiczek Jan, rolnik 8. Grzegorzek Antoni, zagr 9. Pluta Karol, rolnik. Odpowiedz Link
madohora Re: Pszów 13.07.22, 16:54 Na terenie Pszowa są różne nazwy, pochodzące z dawnych czasów, na przykład: „Srebrna kępa“, „Ołtarzyki 44 i t. d. Nie można znaleźć prawdziwych dokumentów, które by wyświetliły pochodzenie tych nazw, jednakowoż na podstawie opowiadań przodków naszych, nazwa Srebrna kępa pochodzi prawdopo dobnie stąd, że na miejscu tym znajduje się gips czyli świecące kamienie gipsowe różnego koloru, podobnie jak na terenie Do łów pod Przymiarkami, gdzie znajduje się kamień wapienny. W roku 1883 zakupili Srebrną kępę jacyś panowie z Berlina z zamiarem wybudowania na niej fabryki Sterenicialwerke, która miała produkować srebro. Opowiadają, że panowie ci mówili, iż kamień rzucony przez pasterza za krową ma większą wartość, aniżeli ona cała. Prawdopodobnie jednak nie udała im się ta próba, gdyż zaniechali poszukiwań i powrócili do Berlina, później kopalnia Anna zakupiła owe grunta na wysyp węgla. Co ,do nazwy „Ołtarziki“, ito pochodzi ona z czasów pogańskich, gdzie poganie mieli swe ołtarze, na co już sam widok wska zuje. Można to jeszcze dziś stwierdzić na podstawie wykopa lisk na rolach Glenców i otworów murowanych za czasów po gańskich. W lesie lubomskim, położonym między Lubomią a Krzyźkowicami są przedhistoryczne wały i szańce, które do tychczas nie zostały należycie zbadane przez czynniki naukowe. Przed wojną robił książę Lichnowski, właściciel lasu, na tych miejscach poszukiwania za zabytkami archeologicznymi. Przy tej okazji znaleziono rzekomo kilka cennych przedmiotów sztu ki przedhistorycznej i wywieziono je do zamku w Kuchelnej. Także osoby prywatne znalazły w tych miejscach różne przed mioty, pochodzące z dawnych czasów. Obecnie zainteresowały się powyższymi wałami i szańcami nasze władze i koła nauko we. Pod kierownictwem sił fachowych mają być te miejsca gruntownie zbadane, a w razie potrzeby będą przeprowadzone poszukiwania ziemne. Nadmienić wypada, że wały i szańce lubomskie tworzą część fortyfikacji nadodrzańskich przedhisto rycznych, ciągnących się od Raciborza do Bogumina, z których utrzymały się jedynie jeszcze szańce w Pszowie i Strzybnej, jak „Złota Kempa“ i „Ołtarzyki 44 . Zaginęły ślady szańców w Po- grzebieniu i Rogowach. Ślady wykazują, że chodzi tu o przed historyczne słowiańskie fortyfikacje, nazwane przez Niemców dla zatarcia śladów słowiańskich szańcami szwedzkimi. Nie wątpliwie badania polskie wykażą nam prawdziwe ich pochodzenie. Odpowiedz Link
madohora Re: Pszów 13.05.24, 12:01 Pszów - Tak, tak proszę pana Kopalnia Anna - zlikwidowana Ale popatrz przy tym tłumie Kościół dalej stoi dumnie Odpowiedz Link
madohora Re: Pszów 13.07.22, 17:03 Pierwsza inkwizycja Święta Inkwizycyą poczęła się dnia 9 czerwca 1729 z asy stencją Mandatariuszów, Doktora i Chirurga, każdego dnia od prawiano uroczyste nabożeństwo, a pod niem szli wszyscy, któ rzy mieli być przesłuchiwani do spowiedzi i do komunii świę tej, potem każdy przysięgał i każdego osobno przesłuchano i do milczenia o tym obowiązano. Protokóły inkwizycyjne spisano w pytaniach i odpowie dziach, lecz tu tylko treść z nich do wiadomości dajemy: 1) Wawrzyniec Zabrzeski, 34-letni kapelan z Pszczyny, wy powiedział po przysiędze o 11 godzinie przed południem w języ ku łacińskim: Ja przed 10 latami na kapłana w Krakowie przez Biskupa Krakowskiego, Kubickiego, wyświęcony ogłaszam, żem przez 15 tygodni najokrutniejsze boleści w lewej nodze cierpiał, a cho- ciażem wiele leków od doktorów z Pszczyny i z Bielska potrze bował i chociaż mi chirurg dwa razy krew z obuch nóg pusz- udał, tedym zupełnie ozdrowiał, bo miałem mocną wiarę, że gdy się ku cudownemu obrazu do Pszowa udam, że zaś z łaski Bożej za przyczyną Najśw. Maryi Panny zdrowia dostąpię, co się też, jak to już przedtem ludziom głosiłem, wprawdzie stało. Wtedy bowiem jechałem do Pszowa na wozie 4 mile, a w podróży opu ściły mnie naraz wszystkie boleści, tak iż ostatnią milę pieszo doszedłem bez wszelkiej trudności. I z tegoć się doskonale do znałem, że osobliwym cudem Bożym za przyczyną niebieskiej lekarki Najśw. Maryi Panny zdrowiem jestem pocieszony, gdy mi ani laksa, ani poty, ani kąpiele, ani bańki, ani puszczanie krwi, ani żadne maści nie pomagały, i gdy od tego czasu tak zdrowy jestem, że wczoraj trzy mile tutaj pieszo wędrowałem. 2) Antoni Gajdaczek, 80 lat stary doktór z Kranówie, rodem z Beneszowa wypowiedział po przyjęciu św. Sakramentów i po przysiędze po polsku: ,,Prawie teraz dwie lata, co mnie buchaj pański w Beneszowie na polu w pszenicy napadł i mnie bardzo pobódł rogami i podeptał nogami i czołem, jakoch już leżał na ziemi, także mi kości połupał w ramionach i na miejscu tajem- nem, gdyż ale mnie ludzie do domu przykludzili, tom leżał przez pół drugiego roku, a nie mogłem się obrócić, jeno gdym się powroza chwycił. Potrzebowałech wszelakich leków, które- goch sobie kupił u lekarza w Opawie, ale to wszystko mi nic nie pomogło, boleści mnie ani źdiebełko nie opuściły. Naj- pierwejch się polecił do św. Anny ku Holomucu do Starej wody, kandych przez 40 lat na pąć chodził, ale przecię mnie zawsze bardzo bolało, ażem się do Panny Maryi Pszowskiej przyobie cał, tedy zaraz mi się polepszyło i już nie tak bardzo bolało, a w jednym tygodniu jużech mógł iść do Pszowa i Beneszowa trzy mile dobre. Prawie teraz na świętą Trójcę rok będzie, jakoch tu w Pszowie zaraz po spowiedzi wielebną Swatość przy jął, zaraz mnie boleści opuściły i zdrowie mi tu było przyna* wrócone i mam dobrą wiarę, że mnie tu w Pszowie Pan Bóg przez przeimłuwę Panny Maryi uzdrowił, i tak też to jest i wie było i miałem wielką radość i dziękowałech Panu Bogu i Naj świętszej Pannie Maryi. 3) Maryna Filipka z Ocic przy Opawie, 40 lat stara, wypo wiedziała po przyjęciu św. Sakramentów i po przysiędze po mo- rawsku: Jasem ja sama była nemoczna na nohi i mielą jasem welike trhani po kostiech, i take moy synek Jura byl nemoczni w ten czas, czo było kole swatecho Jana Krzitietiela przedessle- ho roku 1728, to jasem se sam do Pszowa ze synkiem około 14 let wczil starym obietowala. Jak jasem se do Pssowa zasli- bila, chnet mne lepey było i także synkowi. Mój synek miał hluzy aneb apostemata cztery, na lewey rucze trzj a na prwej jednu weliku, w którey na persy chrobaczj se bylj rozmnozilj tak ze jch jak mrawenczuw było, a ty chrobaczj weliczj bylj, a czerwone chlawy mielj a tak do rany se wiedlj, ze dzirj swoje mieli, a tam do dzir se ukrywalj. Hlapecz spati nie mohl, jenom wzdiczki od bohi płakał, była jasem snim u Felczera w Oppa- wie u Pawła Szmurkowicza, dal mu wutki i flaster, ktery jasem potrzebowała tak jak mi rozkazał, a ta wutka a flaster nicz mu ne pomohla, jenom jesscze horzssy było, proczte jinszych Dok- toruw a Felczera jasem ne potrzebowała, bo było wtedy draho a hudobna jasem była zena, ne mielą czim platit. Kdyz jasem sam do Pssowa ssla z moim synkiem wiru dobru i nadieju ja sem mielą, ze Pan Buch wssechmuchuczy skrz przimłuwu Ma* ticzkj Bozji mi dospomuze, a kdy jasem sam do Pssowa przysla hlapecz chned — ozdrowiel i chned se chrobaczj stradzilj i do brze spal potem czo prwej ne mohl, a potem od teho czasu wie ce ten bul ne przissal ani mne, ani hojemu hlapczu, ani ziadna jinsza nemocz a hlapecz muj, czem dalej tern zdrawssy jest, ja kom jasem se pewnie domiewsla, i take peine duffani mjela. A kdyz jasem ozdrowila i hlapecz, mielą jasem i muj chlapecz serdecznu radost i az posawadz Pannie Maryi diekujemy. Mam wiczej o tym Obrazie Pssowskem powidetę to kdyz jasem se sam do Pssowa sstroila krziz jasem nad małym dzietietem uczi- nila, tak mi se przed oczima jak jassna hwiezda przedbliskla i jasem weliku radost a zadost do Pssowa jisczj mielą. 4) Maria Gołąb z Pszowa, 40-letnia żona Marcina Gołąb, sąsiada farnego, wypowiedziała po przejęciu św. Sakramentów i po przysiędze po polsku: „Ja jestem prawdziwej katolicki wia ry i tutecznoch z Pszowa rodem i tukej w Pszowie pozustawom. a niechcem tu stąd odejść z tego miejsca świętego, ponieważ mi Pan Bóg tu skarb dał, o którego prosiłach więcej, niż przez 20 lat w domu i w kościele przy mszy świętej, co by był ku czci i chwale Panu Bogu wszechmogącemu i nom wszystkim żyją cym ku dusznemu spuseniu i wszystkim duszyczkom zmarłych ku wyswobodzeniu, żeby im Bóg grzechy raczył odpuścić, — a uprosiłach, bo prosiłach Pana Jezusa, żeby taki Obros Ma _ ciczki Boży pątnicy Pszowscy kupili w Częstochowach, żebych tu tak mogła się wielbić, jak bych była w Częstochowach. — Najświętsza Panna Marya ku mnie przyszła trzy razy porząd r. 1728 w piątek po św. Agacie, na drugi piątek i w środę zaraz po tym piątku drugim, jak już było nad ranem, a juźech nie leżała, alech na łóżku siedziała, a piersich mojemu małemu dzie~ ciątku dawała, a godzinki śpiewała a prawiech te słowa była mówiła: „Przybądź miłościwa Panno ku pomocy, Aby nie miał nieprzyjaciel potężnej mocy!“ Widziałach Panienkę w jasności i w kształcie Obrazu tego, co stoi w kościele farnym tu w Pszowie, ubożuchniutki, nie było nic na nim, jeny korole czerwione około szyje, a joch położyła dziecię na łóżko, a upadłach na ziemię krzyżem przed niom, a tym ich ja k Paniencze Maryi słowami mówiła, kiedybyś Ty była prawdziwo Matka Bosko? a ona Panienka Marya do mnie mówiła te słowa: nie frasuj się, czamu byś nie była godna, kie dyś ty godzinki do mnie śpiewała! a mówiła: idź do Duchowień stwa a oznajmi, żeby mój obros dali do wielkiego ołtarza, że tu ona Matka Boża będzie mieszkać z nami, że ludzie ku ni pento - wać będą a koronki odprawiać, a mówiła: że, aby mi wierzyli, trzy krać po oknach w Dziedzinie Pszowski będzie pisano, wi dział mój mąż i stolorz Matys Duda i nasz sąsiod i mnocho in nych ludzi widziało — i były róźne znaki wszędy tu po wsi w Pszowie pisane a porządkom, bo u stolarza i kolorza i u mnie, a jest u każdego inaczy pisano, a Maciczka Boża mi powiedziała, że to Anieli pisali, lecz ja nie rozumiem tego, bo nie umiem ani czytać, ani pisać“. 5) Jan Leopold Iwanowski, Fararz Pszowski wypowie dział po przysiędze w języku łacińskim: „W czwartek dnia 15 kwietnia 1728 szedłem po mszy świę tej na pole do Langu ku siewu owsa, a tam widziałem około 10 godziny rano prosto z farą nad tutajszym kościołem miesiąc jak czwartego albo piątego dnia po nowie i nad tym bardzo się zadziwiłem, ponieważ było wcale zamroczono, a oraz nie miał miesiąc o tym czasie świecić, bo był nów. W tern zadziwieniu pytałem się mojego stryja Pawła Chudzika 60-lefniego siedlaka przy mnie na polu stojącego: Świeci też to miesiąc o tym czasie? A on na to: Cóż sobie to myślą?! — o tym czasie przecie miesiąc nigdy nie świeci! A ja jemu miesiąc pokazując mówiłem: Patrz cie, a to co? A on z wielkim zatrwożeniem: do prawdy miesiąc! — i wołał na wielu ludzi, na młyna Odpowiedz Link
madohora Re: Pszów 13.07.22, 17:45 Dnia 5 maja 1 7 3 0. Gabriel Bogusław Osiecky de Osieckowo z Grabowy przy Toszku, 45 lat stary, wypowiedział po przyjęciu św. Sakramen tów i po przysiędze po polsku temi słowy: Dnia 7 sierpnia 1728 w czasie żniwa przydało się, że mój 3 lata stary synaczek Hen ryk do studnie albo do kadłuba wpadł na głowę, który kadłub około 300 kroków od domu mojego odbyły był, tak córka moja obaczywszy, że tenże synaczek w studni głową na dół, nogami do góry sie machazuje, tedy do domu córeczka k matce bieża ła i to nieszczęście opowiedziała, matka tedy z boleścią a pła czem k tejże studni bieżała, przyszedłszy tam k studni tak sy- naczka w studni głową na dół padniętego za nóżki wyjąwszy wyciągła i mając go już za martwego, dopiero po mnie na polu będącego dziewkę swoją Jadwigę posłała, kdzie ja wtedy od tej studni trzy gony należyte dobre polne albo staina oddalony był, kdym tedy od dziewki usłyszał, co się z synaczkiem moim sta ło, tedych z boleścią na to miejsce, gdzie leżał ku studni pospie- chał, i widząc synaczka mojego całego zimnego już stwardnia łego. podłem krzyżem na ziemię i tak leżąc o pomoc do Boga i o ratunek do Panny Przenajświętszej głosem bolesnymech wo łał. teda małżonka moja Anna Małgorzata rzekła ku mnie: kan- dyż go albo do którego obrazu Panny Maryi go ofiarujesz, że by ch ja też wiedziała, ażebyśmy jednaką ofiarę Pannie Maryi uczynili, takem ja ji odpowiedział, że ku obrazu Panny Maryi do Pszowa. Na tochmy dzieciątko obwinione w pierzynkach dzierżeli a Pannę Maryą serdecznie o ratunek żądali. A w krót kim czasie, jak w jednej czwierci godzinie w modlitwach na szych dzieciątko znak żywota dało i słabym głosem jąkło i wy- ciągło wszystkie członki swoje aże w kosteczkach trzasło, w temech my rozumieli, że duch z ciała w ten czas ze synaczka wyszedł, i niewiasty trzy co ktemu przybiegły też to widziały i tym że sposobem, że wtedy duszyczka z ciała była wyszła się dómiewały i ustnie też to powiadały, że teraz duszyczka z niego wyszła, my ale potem jeszcze gorliwi do Boga i do Matki Boży 0 pomoc wołali i tern barzi jeszcze tego synaczka ku obrazu Panny Maryi do Pszowa go ofiarowali, wtedy w krótkim czasie, zaś, jakoby był mógł pięć pacierzy wyrzykać, to dzieciątko znak życia dało i roz zwróciło zkwartę jedną wody z jagodami, co pierwej było jagód jadło. Tedychmy synaczka do domu zanieść kazali, do pierzynek położyli, który tak w pierzynach cichutko leźoł, mychmy ale piorko k nosku przydzierżow ali a znak ży cia przez parę, którą puszczał, znaku się doznawali, i tak od po łudnia aż do wieczora cichutko leżał a nic się nie ruszał, aż w tern wieczór, gdy już słońce było zaszło, to się ruszył i pić pożądał, napiwszy się porząd womitow T ał i tak dobrze k sobie przyszeł i zaraz na drugi dzień chodził, tylko, że troszkę słaby był i blady wyglądał. To ja rozumiem wcale, że przez przyczy nę a przymłuwę Panny Przenajświętszej to dzieciątko przy ży ciu było zachowane, albo lepszy powiedzieć, że przez Panny Przenajświętszej ratunek ku życiu było nawrócone, ponieważ my to dzieciątko za martwe mieli, kdyż zimne, twarde i po twa rzy wszystko sine było, jak insze martwe ciało albo zaduszo ne. Jach miał taką dobrą wiarę i dobrą nadzieję, że Panna Przenajświętsza może n Boga wszystko obdzierźeć cokolwiek ja wtedy od ni z płaczem pożądoł, jak się też wtedy mi stało, boch miłosiernie wysłuchany był. Kiedychmy widzieli, kiedy Bóg wszechmogący tę łaskę cudowną pokazał, niezmierną po ciechę w sercu naszem mychmy mieli, tę wielką moc Boską mychmy chwalili i za takową łaskę pokazaną Bogn wszechmo gącemu serdeczniech my dziękowali i k obrazu N. M. P. do Pszowa my pośpiechali, jakochmy też zaraz po żniwach, to jest 25 sierpnia 1728 z synaczkiem my rodzice przysli do Pszowa, tam przed obrazem Panny Maryi Boguchmy dziękowali, ja kochmy byli w tym przypadku naszym ślubowali, świętą spo wiedź odprawili i przenajświętszy Sakrament ołtarza nabożnie przyjęli. — Mam ja od tego czasu osobliwą pobożność k temuż obrazu Panny Maryi w Pszowie, jako też i małżonka moja, i tak że pobudzamy inszych ludzi k temu nabożeństwu, kiedy ktokol wiek w uciskach albo chorobach jest postawiony, jako też prze- deszły tydzień sie stało, kdy mój Pan Brat starszy Joannes przed wieczorem nogle ciężko się był rozchorowoł i księdza pożą doł, mnie także ku sobie powołał i chcąc ostatnią dispozycią zrobić i dziatki swoje mi do opieki mojej poręczował, jam ale brata cieszył i jemuch przypomniał, żeby ku obrazu P. M. doPszowa się ofiarował, na drugi dzień już mu było lepszy, w ty dzień także z łóżka powstał i ozdrowiał. Mój Pan Brat młodszy mianym Rudolf wie nieco cudownego, co się z dzieciątkiem 4-letnim także przez ofiarowanie k tutecznemu Pszowskiemu obrazu, przed ośmiema niedzielami stać by się miało, jako mnie on Pan brat i małżonka jego powiedziała. Ghciał on tu sam dziś ze mną do Pszowa przyjechać i mam za to, że przyjedzie, jeżeli mu co na ten czas nie przeszkodzi. Komisya inkwizycyjna dokumentuje po łacinie: Dnia 6 ma ja 1730 około 9 godziny rano przybył do Pszowa Wielmożny Pan Rudolf de Osiecky z Orzeszo, 4 mile od Pszowa oddalone go. a myśmy już byli o 8 pojechali, tedy, gdy nas nie zastał. 3 mile aż do Frystotu za nami pędził, pragnąc niektóre cuda, które się z jego dziatkami przez poślubienie się ku obrazu cu downemu Najśw. Maryi Panny w Pszowie zdarzyły, opowie dzieć, natrafiwszy nas w Frystocie opowiedział bardzo moc rozmaitych osobliwych i spisania godnych łask zjednanych, lecz go już pod przysięgą nie przesłuchano, bo Doktora nie by ło. a już się ćmiło. Odpowiedz Link
madohora Re: Pszów 13.07.22, 17:54 Pius P. P. VI. Ad Perpetuam Rei Memoriam. Ad augendam Fedeliurii religionem et animarum salutem coelestibus Ecclesiae thesauris pia charitate intenti, omnibus et singulis utriusque sexus Christi fidelibus vere poenitentibus et confessis ac sacra Communione refectis, qui Ecclesiam Paróchialem in Pszow Wratislaviensis Dioecesis et in ea situm altare B. Marine V. Immaculatad in quocunque anni die devote visitaverint et ibi pro Christianorum Principum Concordia haeresum extripatione ac. s. Matris Eccle- siae exaltatione pias ad Deum preces effuderint, plenariam per unumquemque Christi fidelem semel tantum quolibet ad sui libitum eligendo, hicrifaciendam omnium peccatorum suorum indulgentiam et remissionem misericorditer in Domino conce- dimus. In contrarium facientibus non obstantibus quibuscun- que Praesentibus perpetius futuris temporibus valituris. Datum Romae apud S. Marian Majorem isub annulo Pisca- toris. Die III. Julii MDCCXCV. Pontificatus Nostri Anno vige- simo primo. (L. S.) R. Card. Braschius de Honestis. Praesentes indulgetiae visae ac recogniate pro authenticis declarantur publicarique possunt. Wratislaviae ex officio Vicariatus in Spiritualibus Episco - paius Wratislaviensis die 13. Augusti 1795. Odpowiedz Link
madohora Re: Pszów 13.07.22, 18:05 Najmilsi! Przeżyliśmy społem przed tym cudownym obrazem Najświętszej Boga Rodzicielki dni błogie! Cieszę się z tego, weselę się z waszej wielkiej pobożności w tymże domie Bożym! — Radbym jeszcze dłużej między wami bawił, lecz mu szę się już ku innym owieczkom spieszyć! —• Rozstaję się z wa mi! — Zostańcie z Bogiem, zostańcie na zawsze z Bogiem, boć ja już was pewnie więcej nie nawiedzę, bo patrzcie jużem się podstarzał i dni moje się krócą! — Nie dacie mi też to nic na pamiątkę?! —• Spojrzyjcież na ten dom Boży i Maryi! — Więcej jak sto lat brakują mu najgłówniejsze ozdoby, obie wieże! — Spojrzyjcież wszędzie i na wszystko, a poznacie, iż wszystko już tak spustoszałe, że grozi rozwalinami! —• Ten kościół stoi jako matka opuszczona. — Pewnie już miarkujecie, czego się na was domagam?! —■ W mię samego Boga i tej wielkiej niebieskiej cudotwórki Najśw. Maryi Panny — podnosząc prawą rękę ku cudownemu obrazu — proszę was, zmiłujcież się nad tym ko ściołem i dobudujcież go waszymi szczodrobliwymi darami. A to mi będzie najświętszą pamiątką tutejszej pracy Apostolskiej!“ Pierwszego października przybył Biskup Daniel do Sławd- kow r a, by kościół przez księdza fararza i dziekana Antoniego Krausego nowo wybudowany 5-go w niedzielę konsekrować, a tamstąd udał się do Łonów, aby tam 2 i 3 w czwartek i pią tek kanoniczną wizytację generalną odprawić i bierzmować, a przy tejże okoliczności odezwał się Jaśnie Wielmożny Pan Wizytator do księdza Pawła Skwary, półtrzecia roku już tam kapelanem będącego: „Księżoszku, już tu nie długo będziesz, bo pójdziesz na gó- reczkę, gdzie cię potrzebujemy 44 . —• A istotnie dekretowano owego kapelana dnia 14 października 1845 na tutejszą góreczkę Maryańską do Pszow r a i powierzono jemu wszystkie kasy ko ścielne, a 27 lipca 1845 oddano mu przez księdza kanonika Franciszka Dr. Heide z Raciborza farną administrację w spra wach duchownych. Urzędowanie to i prędkie obeznanie się z księgami, z aktami i z okolicznościami kościoła i parafii i sło wa Biskupa: Księżoszku, pójdziesz na góreczkę, gdzie cię po trzebujemy! 44 i owe Biskupie tkliwe słowa żegnania się z Pszo wem za głos Boży upominający o dobudowanie kościoła tego Maryańskiego się starać uważając, usiłował najprzód miłość i pobożność ku kościołu i obrazu cudownemu Najśw. Maryi Panny, tym bardziej pobudzić, w czym jemu ogłaszanie powsta nia tutejszych pąci i pod przysięgą wydanych świadectw’ o uzdrowieniu i pocieszeniu przed cudownym obrazem, o za częciu budowania teraźniejszego kościoła i publiczne przeczyanie pierwiastkowych kościoła dobrodziejów i kazania w ostal- nie dni i w 1, 2, 3 i 4 niedzielę postu r. 1846 o czci Matki Bo skiej, o braterstwach, osobliwie o Różańcu świętym wielce po służyły. Duch święty tak owionął serca, że ksiądz fararz Joa- chimsky w 4 niedzielę postu po nabożeńsitwie, które z asysten cją odprawiał, na 3000 członków z parafii i z okolic do Różańca świętego przyjął, co go i wszystkich wiernych licznie zgroma dzonych tak dalece pocieszyło i rozczuliło, że on sam i wszystek lud wielkim głosem zapłakał. Tak się rozkrzewiały miłość, po bożność i zaufanie, iż się ksiądz administrator coraz bardziej spodziewał, że wielbiciele Najświętszej Maryi Panny radzi co podarują na budowę kościoła za uprzejmym wezwaniem, — a gdy go jeszcze w tym najbliżsi przełożeni ksiądz kanonik Franciszek Dr. Heide z Raciborza i ksiądz dziekan Franciszek Rusek z Rybnika słowem i uczynkiem zachęcali, tedy wcale na był serca i tę sprawę opatrzności Bożej i przyczynie Najśw. Ma ryi Panny polecając rozpoczął. Wezwał bowiem 20 kwietnia 1846 przysięganych kościelnych Józefa Kowola i Jakóba Krzy żaka, wójta Eduarda Koczy, najstarszego gospodarza Pawła Glenca i syna jego Jakóba Glenca z Pszowa i wójta i urzędnika Antoniego Kindela z Kokoszyc, najstarszego gospodarza i urzę dowego Macieja Pośpiecha z Zawady i innych uczciwych mę żów do rady, poszedł potem z kościelnymi do tutejszego Pań stwa Pana Patrona Jana Ferdynanda Wit de Doerring i Pani Patronki Emilii rodu de Goessel, aby to przedsięwzięcie kościo ła dobudowania przedłożyć i o pozwolenie prosić. A państwo jawnie nad tym pociechę pokazując stali się natychmiast pier wszymi dobrodziejami, bo pozwolili na swoim gruncie cegłę robić, darowali drzewa na cegielnię i na rynsztunku i przy obiecali przyczyniać się słowem i uczynkiem. W sobotę w dzień św. Marka 25 kwietnia 1846 odprawił ksiądz administrator na bożeństwo na pamiątkę, że przed sto laty teraźniejszego kościoła kamień węgielny poświęcono i założono i na ubłaganie poże gnania Bożego i przyczyny Najśw. Maryi Panny, aby teraz już dokończyć, co przodkowie nie zdołali, aby woli i zamiarów przodków dopełnić. Po odprawionym nabożeństwie zaraz spi sał wezwanie po polsku i po niemiecku, a to drugiego dnia w niedzielę, z ambony ogłaszając niesłychaną radością napełnił serca zgromadzonych i tak zachęcił, że się już tego samego dnia pewna parafianka nieszczęśliwa matka z jej ubogim i nie szczęśliwym synaczkiem za przykładem wdowy w Ewangelii z pierwszą chociaż maluchną ofiarą pośpieszyła a za nią wielu innych dobrodziejów z parafii i z okolic. Kolegium kościelne o tym radosnym zdarzeniu Najprzewielebniejszą duchowną wierzchność uwiadomiając i o pozwolenie kościoła dobudować prosząc, odebrało następujące pamięci godne słowa: „Gdy para fianie tyle czyniąc pokazują, iż im na dobudowaniu kościoła zależy, tedy i My tę tak dobrą sprawę z chęcią podpieramy 44 . W kwietniu zwożono już drzewo i budowano cegielnię, w maju zaczęto cegły robić. Na wypalenie cegieł darował bur mistrz Fritze z Rybnika z swojej tutejszej kopalni „Anna 44 100 ton węgli, a z wspólnej kopalni „Hoym 44 w Biertułtowach 300 ton. W czerwcu zwozili parafianie wapno z Mokrego. Do budowania było już wszystko przysposobione, ale kró lewska rejencja nie chciała dać pozwolenia, że się nie mogło go towego funduszu budowniczego pokazać. Apelowano do mini- sterium, jednakowoż zostało przy ustawie rejencji, apelowano po drugi raz, lecz daremnie, bo Patron odebrał tę odpowiedź: Najjaśniejszy Król nie rad widzi dobudowania pątnych kościo łów 44 . Wielkie zadziwienie, ale nic do zwątpienia, szło tu bo wiem o chwałę Bożą, toż z nadzieją oczekiwano pomocy z wy sokości, skąd też wkrótce przyszła, bo w czwartek 13 sierpnia 1846, właśnie gdy ksiądz fararz Joachimsky i ksiądz administra tor Skwara od ołtarza po mszy świętej do zakrystii wstąpili, meldowali dwa żandarmi, że królewski minister hrabia de Stol- berg z Berlina, nadprezydent de Wedell z Wrocławia, prezy dent hrabia de Pueckler z Opola i wielu innych Panów w dwa~ nastu kolasach w pół godziny do Pszowa przyjadą, chcąc z Du chowieństwem mówić i kościół sobie zobaczyć. Zwyczajnie w ten czwartek wychodzą tutejsi parafianie w procesji na pąć do świętej Anny na uroczystość Wniebowzięcia Najśw. Maryi Panny, dla tegóż zaraz potem zameldowaniu dał ksiądz fararz błogosławieństwo i sakramentalne pożegnanie, a oba księża od prowadzali pątników z krzyżem i chorągwiami i dzwonieniem wszystkich dzwonów i rozleganiem się muzyki, bębnów i trąb i śpiewu. A gdy się procesja ku pierwszemu domowi przy dzie dzińcu kościelnym zbliżała, znowu dwa żandarmi wołali: „Już tu Państwo! 44 Księża i pątnicy zostali natychmiast stać, z kolas wystąpiło Państwo, a pan minister odezwał się do księży mó wiąc: „Serdecznie dziękuję Wielebnym Panom za to mi wy świadczone uczczenie, wszakże go nie dla mnie przyjmuję, ale dla Naszego Najjaśniejszego Króla i Pana! 44 Po tym powitaniu odchodziła procesja do św. Anny, a księża prowadzili Państwo ku kościołowi. Państwo to oglądało kościół zewnątrz i we wnątrz, a na pół godziny w kościele się bawiąc rzekł pan mini ster przed wielkim ołtarzem stojąc i na cudowny obraz spoglą dając: Moi Panowie, to piękny kościół, — ale szkoda, że jeszie jest dobudowany! 1 czemuż się to wielebni Panowie nie staracie dobudować go?!“ A na to odpowiedział ksiądz admi nistrator: „Wasza Excelencjo! dyćbyśmy go też radzi dobudo wali, — lecz nie chce nam ani rejencja, ani ministerium pozwo lić, że nie mamy na to g Odpowiedz Link
madohora Re: Pszów 13.07.22, 18:15 Rząd ten osobliwego modlitw wysłuchania i łask zjednania przytaczając obecnym oświadczamy i potwierdzamy, iż tego nie chcemy żadnej innej, jak jedynie ludzkiej autentyczności przypisywać. 1. Jan Koza, młodzieniec z Bieńkowie poprzestrzelał sobie twarz prochem w swej młodości w dziecinnej zabawce przy pa~ seniu bydła, że oślepł i chlebem wyżebranym żyć musiał. Za kilka lat mając wielkie żądanie iść na pąć ku cudownemu obra zu do Pszowa przyszedł sam z matką i tu się spowiadał i komu nikował, po Komunii świętej czołgał się na kolanach około wiel kiego ołtarza gorąco się modląc, a powróciwszy przed ołtarz wielkim zawołał głosem: ,,O Najłaskawsze Panno Alaryo, o jak żem szczęśliwy, że cię znowu widzę po tak długim czasie! Od tego momentu pozostał ów ślepy widzącym i przestał żebrać, handlował lnem, a przy tym sobie tyle oszczędził, że młyn spustoszały kupił. —■ iNa wieczystą pamiątkę cudownego uzdrowienia oddał tutejszemu fararzowi i dziekanowi Ludwi kowi Joachimskiemu 900 reńskich na sprawienie teraźniejszych wielkich i pięknych 14 obrazów świętej Drogi Krzyżowej w tu tejszym kościele, a 100 reńskich na fundację na ich utrzymanie i na coroczną mszę świętą i na zalecania jego duszy, z dzięk czynieniem przychodził sam aż do roku 1831 często przez rok z rozmaitymi darami najlitościwszej Matce Bożej. Że to cudowne zdarzenie jest prawdą, potwierdził niebosz czyk tutejszy fararz i dziekan Ludwik Joachimsky r. 1846 swoim podpisem i sekretem zamiast przysięgi. 2. Pewna 60-letnia kobieta z Prószkowa pielgrzymowała do .Pszowa roku 1834 na odpust na Narodzenie Najśw. Maryi Panny przez 14 dni na berłach, ponieważ od wielu lat na nogi zarażoną była. Po przyjęciu św. Sakramentów uczuła po całym ciele darcie, a w nogach jakąś gibkoiść, próbowała tedy wolno stanąć, co się jej też poszczęściło, bo nie tylko stanąć, ale też i bez bereł postąpić zdołała. Natychmiast położyła berła za ołtarzem na filarek i dotąd tam jeszcze na pamiątkę leżą. Od tego czasu miała zawsze zdrowe nogi, a ile razy do Pszowa na pąć przyszła, tyle razy z wielką radością mówiła: .,Patrzcie, to moje berła!” O tym zdarzeniu zaświadcza organista i rektor Franciszek Rendszmidt, kowal Józef Koterba, siedlak Paweł Glenc i wielu innych z Pszowa, lecz nazwiska nie pamiętają. 3. Pewna nam wiadoma Pani z Wodzisławia przychodzi często w roku na pąć, która z radością opowiada, że w dziecin nym wieku na jedno oko niewidomą była, lecz jej rodzice przy nieśli ją przed cudowny obraz i odprawili przed nim nabożeń stwo, a ona naraz na to około przewidziała. 4. Pewny nam wiadomy dziekan, rodem z Żorów. opo wiada przeraźliwymi słowy, że w młodzianym wieku na kurcz tak cierpiał, że w szkole nie wiele pojmował, lecz jego rodzice przywieźli go do Pszowa do kościoła, a tu go po odprawionym nabożeństwie na zawsze kurcz opuścił. 5. Pewny nam wiadomy dziekan, rodem z Wodzisławia opowiada w najradośniejszym uniesieniu, że w młodocianym wieku zawsze chorował, nad czym się bardzo smucił, ponieważ chciał być księdzem. Aby tej łaski dostąpił, często sam z rodzi cami wielbicielami cudownego obrazu Najśw. Maryi Panny i kościoła Pszowskiego na pąć przychodził, i tu sobie monstran- cyjkę i obrazeczek Najśw. Maryi Panny Pszowskiej kupił i ołta rzyk wybudował, przed nim się modlił i był wysłucham Odpowiedz Link
madohora Re: Pszów 13.07.22, 18:22 Augustyn Wołczyk Jedenasty ks. proboszcz w Pszowie Augustyn Wołczyk, ro dem z Trynku przy Gliwicach, od maja 1883 do 25 stycznia 1898 r. Ks. Wołczyk sprawował 12 lat urząd duszpasterski w Pszo- wie. Kapelani: ks. Katryniok, rodem z Rogów umarł w Król. Hucie, ks. Śmiech Augustianin z Krakowa, ks. Teodor Jankowski umarł proboszczem w wielkim Kotorzu w Opolskiem (był posłem w sejmie pruskim), ks. Paweł Bernert poszedł za pro boszcza do Rydułtów, ks. kapelan Laska poszedł za proboszcza do Jaryszowa, ks. Rudzki z Rybnika, ks. Sigmund odszedł 1-go sierpnia 1895 r. do Biedrzychowic w kozielskiem, umarł 1927 roku proboszczem w Jełowie w Opolskiem, ks. Nitczke odszedł 5 grudnia 1895 r., ks. Michał Przywara przeniesiony 1 sierpnia 1897 r. do Bralina umarł młodo, ks. Franciszek Peterok do 26-go maja 1898 r. został przeniesiony do Połomi, stamtąd powołany został proboszczem w Żelaznej w Opolskiem, stamtąd przeszedł do Łazisk, pow. pszczyński pod Mikołowem, umarł 1934 r. Ks. Wołczyk był to mąż śiedniego ale silnego wzrostu i wybor nego talentu, pobożny i bardzo pilny pasterz nie tylko w ko ściele, ale też i poza kościołem. Wybrany posłem do sejmu pru skiego, występował w obronie wolności języka polskiego w ży ciu publicznym. Jak dzielnie stawał w obronie praw ludu ślą skiego, tak łagodnie postępował wobec wszystkich, miał takie usposobienie, że przeciwieństwa łatwo i łagodnie godzić potrafił. Dlatego on też pośredniczył przy zawarciu politycznej zgody, która w październiku r. 1897 przyszła do skutku pomiędzy pol skimi i niemieckimi wyborcami centrowymi na Śląsku. Zgoda i pokój za jego głównie przyczyną została zawarta, za co na zwano go „Aniołem Pokoju“. Ta prawdziwa historyczna za sługa jego około dobra ludu górnośląskiego jest zapisana na za wsze w sercach wdzięcznych. (W roku 1895 zasiadywał w sej mie pruskim poseł na powiat pszczyński-rybnicki major Szmula, rodem z Pszowa, gdzie ojciec był wysokim urzędnikiem na pań stwie w Pszowie, często występował w obronie ludu śląskiego, o czym jeszcze wielu pamięta). Dodać należy, że od roku 1895 zostały zaprowadzone okręgi i były oddzielone od parafialnych kościołów, na jego propozycję ustanowiono okręgi w każdej pa rafii i należy pamiętać, że dawniej musiano zgłaszać wszelkie urodziny, śluby i pogrzeby do Rydułtów. Za ks. Wołczyka zo stały zbudowane schody przed kościołem z kamienia granito wego, stare schody zostały sprzedane pomiędzy obywateli tutej szych. Roku 1896 — 9 maja przybył ks. biskup Gleich z Wroc ławia w celu bierzmowania, 737 osób zostało bierzmowanych, dzień odjazdu był nader uroczysty i pogoda sprzyjała, 80 gospo darzy stawiło się na koniach do odprowadzenia go na dworzec do Rydułtów. Zaledwie wyruszono za wieś, doszła do uszu ks. Biskupa straszna nowina, albowiem za famą stodołą bito z moździerzy na tryumf Biskupa. Jeden z moździerzy nie od palił. Prowadzący dozór Szymon Śliwka z Pszowa, chcąc stwierdzić przyczynę, nachylił się i w tym momencie eksplodo wał moździerz i wystrzał wyrwał Śliwce całą czaszkę z głowy, że na miejscu padł trupem. Wielki żal ogarnął ks. Biskupa i ks. Proboszcza po tym zajściu. Roku 1897 czując się chorym, dał się przewieźć do sióstr w Raciborzu, lecz przeczuwając bliski koniec życia, kazał się przewieźć z powrotem do Pszowa, aby tam wśród ludu swojego zakończyć żywot doczesny. Aż do ostatniego tchnienia starał się o dobro ludu, z którego pocho dził, którego bronił gdzie mógł, do którego się otwarcie przy znawał, przed każdym choćby najwyższym dostojnikiem, jak się starał, jak pragnął polepszenia doli naszej, o tym świadczył list napisany krótko przed śmiercią do „Katolika", któremu przy tej sposobności dziękował za życzliwość za wszystko. Prawdziwy żal ogarnął nas wszystkich po zgonie naszego dusz pasterza, który po długich cierpieniach oddał Bogu ducha 25-go stycznia 1898 r. Pogrzeb odbył się przy wielkim udziale księży w liczbie 30, dodać trzeba, że wszyscy kapelani, którzy z nim współpracowali, przybyli na jego pogrzeb. Mowę pogrzebową wygłosił jego najstarszy przyjaciel iks. Ring z Jedłownika. Po seł iCentrowy Letocha z Berlina przybył z wieńcem od partii cen trowej, do której ś. p. ks. Wołczyk należał, z tego było można wnioskować, że był przez wszystkich łubiany. Zwłoki złożono do trumny metalowej i pochowano przy kaplicy Rzymskiej obok swego poprzednika ks. Skwary. Niech spoczywa w pokoju! Odpowiedz Link
madohora Re: Pszów 13.07.22, 18:37 Mikołaj Knosalla. Czternasty katolicki proboszcz w Pszowie od grudnia 1921 aż do woli Bożej. Kapelani: Knosalla Józef 1922—1923, Dylus Alojzy został przeniesiony do Pawłowic, dziś w Seminarium duchow nym w Pszczynie, Wendelin Kałuża do roku 1929, Franciszek Klimża, dziś proboszczem w Warszowicach, ks. Eugeniusz Kuczera, Sorek Jan do roku 1936, ks. Franciszek Kuboszek 1936 do 1938 poszedł za proboszcza do Krzyżowic, pow. Pszczyna. 21. XI. 1938 przybył ks. Bernard Barisch aż dotąd. Początkowe lata pracy duszpasterskiej ks. Knosali były trudne i mozolne. Kościół został przez kopalnię zankrowany. Ile niewygód, trza skania, huku i brudu przeszedł, niżeli został ukończony. Cho ciaż kościół jeszcze był pięknie malowany, musiano go znów cały odmalować z powodu ukazujących się rysów; malowanie wykonał artysta-malarz kościelny Ryszard Richter, rodem z św. Anny, zamieszkały w Kłodzku, do pomocy wziął malarza Pawła Fojcika z Pszowa. Dalsze trudności sprawiał brak stodoły, któ ra zgorzała 1911 r. Pieniądze z ubezpieczenia pochłonęła infla cja, jak również wszelkie fundacje. Roku 1926 zbudowano no wy murowany parkan za stodołą, przez majstra murarskiego Jana Lercha z Pszowa. Roku 1928 zbudował domek za kościołem na sprzęty ko ścielne i salkę czyli ognisko na posiedzenia młodzieży, — bu downiczy Walenty Maciejek z Pszowa. Położono także trotuar z płytów cementowych dookoła kościoła. Największą bolączką była dla ks. Proboszcza sprowadzenie organ, które były zamó wione w Nysie i władze celne utrudniały sprowadzenie. Ponie waż nowe organy okazały się wiele większe, musiano wielki chór powiększyć, prace murarskie wykonał mistrz budowlany Walenty Maciejek z Pszowa, malowanie wykonał malarz Fojcik Paweł z Pszowa, aktu poświęcenia dokonał ks. kanonik Bromboszcz (późniejszy sufragan). Koszty nowych organ wynosiły 100.000 złotych, stare organy podarowano nowemu kościołowi w Gole - jowie — grano na nich 167 lat, budowane 1762 r. — Jak wyżej wspomniałem została w roku 1923 utworzona diecezja Śląska. Powstał też nowy dekanat w Pszowie a ks. proboszcz Mikołaj Knosala został mianowany nie tylko dziekanem, ale też i Radcą Duchownym. W roku 1936 został mianowany kanonikiem, co jest wielkim zaszczytem dla parafii pszowskiej, albowiem jak długo kościół w Pszowie istnieje żaden z proboszczów nie miał tego dostojnego, wysokiego stanowiska kościelnego (dodać trze ba, że rodowity pszowian ks. Józef Ferche także jest kanoni kiem w Wrocławiu). Roku 1926 zoistały wprowadzone nowe ławki kościelne z drzewa dębowego, wykonane przez mistrza stolarskiego Rudolfa Hawlę z Pszowa. Już w roku 1862 za myślał ś. p. ks. Skwara o nowych organach i ławkach i dopierp w 64 lata później ks. Kanonik doprowadził piękny zamiar do skutku. Dzięki niezmordowanym zabiegom ks. Kanonika jest kalwaria pszowska jedną z najwzorowszych w Europie. W la tach 1933—1934 wystawił nowe probostwo— stare probostwo, które stało 200 lat zostało rozebrane. Wspomnieć muszę, że organistówka, dom dla organisty zbudowany został 1935 r. Co najważniejsze, zbudował w roku 1934 kościół w Krzyżkowicach. Wielką radością była dla ks. Kanonika uchwała rady gminnej, 17-go lutego 1938 r. posta nawiająca po wsze czasy oświetlenie cudownego obrazu Matki Bożej Pszowskiej oraz 2 lampy w wieży na koszt gminy. Po wód oświetlenia jest następujący: w Wilchwach za Wodzisła wiem istnieje lecznica dla suchotników. W owym czasie leżał na suchoty pewien murarz, czytający niegodziwe, złe książki bluźniercze przeciwko wierze naszej katolickiej. Owemu bluź- niercy strzelił szatan do głowy, że skoro weźmie krzyż z ściany i pójdzie na Krzyżową Drogę i tam go połamie i zniszczy, bę dzie uzdrowiony, — jak zamyślał tak uczynił. Gdy przyszedł na Krzyżową Drogę o 12-tej godzinie w nocy, widział kościół w Pszowie w pełnej jasności, co go tak przeraziło, że zaniechał wszystkiego i powrócił do lecznicy. To zaświadczają Józef Mu cha, górnik z Pszowa i wszyscy, którzy tam byli obecni w lecz nicy. W roku 1937—1938 zbudował ,,dom parafialny”, którego poświęcenie odbyło się w święto Chrystusa Króla w niedzielę, dnia 30 października 1938 r. Oto krótki opis uroczystości: W Pszowie obchodzono święto Chrystusa Króla szczególnie uroczyście, gdyż święto to zbiegło się z uroczystością poświęce nia nowowybudowanego okazałego „Domu Parafialnego”. W sobotę wieczorem ruszyła procesja z świecami do Krzyża. W niedzielę zebrały się wszystkie organizacje kościelne oraz prawie wszystkie organizacje świeckie przed Nowym Domem Parafialnym, skąd w pochodzie wyruszono na uroczyste nabo żeństwo do kościoła parafialnego, gdzie podniosłe kazanie wy głosił ks. kanonik Knosala, który też w asyście ks. wik. Kubosz- ka oraz O. Grimana celebrował mszę św. Po nabożeństwie ró żańcowym wspaniały pochód udał się do nowego „Domu Para fialnego”, którego poświęcenia dokonał ks. kanonik Knosala. Następnie odbyła się akademia ku czci ,,Chrystusa Króla”, uroz maicona śpiewem chóru kościelnego, deklamacjami, przemó wieniem ks. kanonika Knosali i ks. wik. Kuboszka. A w końcu dziewczynka Maria Grzegorzkówna z Pszowa wręczyła piękny bukiet ks. Kanonikowi. Roku 1938 musiano budować nowy dach na kościele, który się okazał bardzo potrzebny, bowiem stary przetrwał 191 lat, budowany roku 1747. Podczas budowy sprzyjała dobra pogoda, była jesień sucha, szczególnie miesiąc listopad. Żniwa były obfite. Odpowiedz Link
madohora Re: Pszów 13.07.22, 18:41 Farna szkoła w Pszowie. Kiedy i przez kogo farna szkoła w Pszowie została założo na, o tym nie ma żadnej wiadomości. Należy się przecież do mniemać, że od tych samych czasów istnieje, co kościół, a ma* trykała kościelna dowodzi, że roku 1691 tutejsza szkoła zgorzała. W matrykułach znaleźć można spis następujących nauczycieli i organistów: 1. Józef Niemczyk od 22 lutego 1695 do 1723. 2. Tomasz Karwat od 23 września 1743 do 1772. 3. Jan Karwat, syn poprzednika poszedł za nauczyciela i organistę do Brzezinki przy Gliwicach. 4. Urban Wojak umarł w Pszowie 12 stycznia 1814. 5. Walenty Krayczek poszedł po trzech latach za organi stę i nauczyciela do Gliwic. 6. Mikołaj Wystyrk od 1817 do 1821 poszedł za nauczy ciela do Lubomii. 7. Paweł Weingart od 1821 umarł w Pszowie 9 lipca 1830. 8. Franciszek Rendschmidt, rodem z Olesna, adiwant z Starejwsi przy Raciborzu, od 1830, poszedł 1833 za pierwszego nauczyciela do Mikołowa. 9. Halbaus od 1833 do 1842. 10. Franciszek Rendschmidt, pierwszy nauczyciel z Miko łowa wrócił 1 kwietnia 1842. Do farnej szkoły w Pszowie uczę szczało szkolarzy: 1) z Pszowa 214, 2) z Dołów 105, 3) z Krzyż- kowic 92, 4) z Zawady 82, a r. 1861 z wszystkich gmin nowo przychodzących 81 —• razem 574 szkolarzy. Teraźniejsza szkoła roku 1818 nowo wybudowana jest za mała, ponieważ ma tylko jedną izbę porządną dla 150 szkolarzy, a drugą bardzo lichą, ciasną i ciemną sprzed 20 lat, przeto z koniecznej potrze by 6 klas musi być nowa szkoła budowana, na którą się gminy nie tylko od kilku lat składają, ale też dla niej zagrodę 6 mor gów wielką, blisko kościoła leżącą ,po Rudolfie Hawel za 800 talarów 13 lipca 1861 kupiły. Emanuel Hupka od roku 1866 do 1890 przeniósł się na emeryturę do Raciborza tamstąd do Koziejszyi (Ziegenhals) miejsce kąpielowe; był to wzorowy nauczyciel i organista. Odpowiedz Link
madohora Re: Pszów 13.07.22, 18:46 Jedna część rajskiego placu przy kościele parafialnym w Pszowie obok kaplicy św. Krzyża nosi nazwę Fraterkowiec. Gdy w roku 1810 rząd pruski zniósł na Śląsku wszystkie kla sztory, musieli także Ojcowie Minoryci z Wodzisławia swój klasztor opuścić. Ostatni z braciszków brat Zachareasz z domu Pińczochowskich poszedł do pobliskiego Pszowa, gdzie już wte dy obraz Matki Boskiej cudami słynął, i zamieszkał w małym drewnianym domku tuż obok kościoła. Ludzie nazywali goFratrem czyli Pustelnikiem. Po dziś dzień opowiadają sobie w Pszowie i okolicy, że przed laty w Pszowie pustelnik mieszkał i że był wielkim pokutnikiem co nosił zawsze miech z kamie niami do szyi przywiązany, by pokutować za grzechy własne i cudze. Po jego śmierci zakupił proboszcz obejście i po zbu rzeniu drewnianej chatki przyłączył do cmentarza, jednak na zwa „Fraterkowiec“ zachowała się aż do naszych czasów. Odpowiedz Link
madohora Re: Pszów 13.07.22, 18:50 Aż do końca XV wieku zachował się na Śląsku dziwny i barbarzyński zwyczaj rozszarpywania mienia po zmarłym ple banie. Opowiadają, że w godzinie konania duszpasterza cała parafia gromadziła się koło fary, a gdy proboszcz wyzionął du cha, wtedy wszyscy wpadali z wielkim hałasem do plebanii, by brać co wpadło pod rękę na pamiątkę. Powstało przysłowie: brać jak po księdzu — jeszcze dotychczas używa się tych słów i u nas. Król Maciej Korwin zakazał tego obyczaju pod ciężką karą. Zaś biskup Rudolf von Reudescheim na synodzie wroc ławskim w roku 1473 rzucił klątwę kościelną na podobnych zbrodniarzy — (Item quoniam ut experentia docuit et docet). Odpowiedz Link
madohora Re: Pszów 13.07.22, 18:57 Kokoszyce. Kokoszyce zaliczają się do najstarszych osad. Przypu szczać należy, że osada powstała w roku 1223, jednak pierwot nych właścicieli nie można odnaleźć, dopiero w r. 1587 rycerz Jan Sedlnicki, szlachcic z Gholtic, Pan na Pszowie, kupił roku 1600 Kokoszyce od barona Jana Plnaknar z Krynsberg. Roku 1820 hrabia Sigfrid von Frankenberg; później napotykamy wła ściciela Neumana poniekąd właściciela Preiza, który zamienił z baronem von Rufert. Preis był właścicielem dóbr rycerskich w Łaziskach pod Mikołowem. Za barona Ruferta i żony z do mu Henkel von Donnersmarck, zbudowano kaplicę, w której do dziś dnia odprawiają się nabożeństwa, każdą niedzielę i w dni robocze. Roku 1922 umarł baron Rufert, zwłoki umieszczono w kaplicy w grobowcu. Roku 1923 nabyła kuria Biskupia do bra Kokoszyce, dokąd letnią porą przybywają księża z całej diecezji na odpoczynek i bywają odprawiane rekolekcje w pięk nym, obszernym zamku. Kokoszyce poszczycić się mogą, że posiadają kaplicę, w której sam Biskup odprawia nabożeństwa i wolno obywatelom uczęszczać na mszę św. Wskutek zmian politycznych odstąpiła wdowa hr. Rufertowa dobra kurii Bi skupiej i przeniosła się do dóbr rycerskich w Tincu pod Wroc ławiem, także wspomnieć trzeba, że i zwłoki barona Ruferta zostały przewiezione do Tinea. Kokoszyce wydały 2 księży. Ks. Paweł Pośpiech, gorliwy kaznodzieja, który umarł w roku 1922 w Pszczynie, tam spoczywa ks. Karol Machecki będąc proboszczem w Rumunii, umarł 17 maja 1938 r. Roku 1928 był ks. wikarym na zamku Augustyn Potyka, który roku 1930 został powołany na proboszcza do Bykowiny pod Katowi cami; umarł 22 stycznia 1938 r. Był to wielce łubiany przez wszystkich obywateli kąpłan. Obecnie odprawia msze św. emeryt ks. Józef Kurowski, ur. 19. III. 1862 r. Obywatele Ko- koszyc nabyli wielki obszar ziemi od wdowy Rufertowej po lewej stronie od Wodzisławia. Dziś Kokoszyce mają wzorowy wygląd pięknej koloni nowoczesnej; wszystkie budynki pobu dowane w latach 1926—1927 i 1928. Na terenie Kokoszyc wytryska źródło wody siarczanej. W roku 1879 zbudowano kąpielisko ,,Wilhelmsbad“. Właści cielem był niejaki Haberlau, za niego powstała kąpiel Koko- szyce. Później sprzedał całą majętność niejakiemu Solichowi. Solich sprzedał spółce, na której czele stał p. Edward Griicner, wywiertał 4 nowe szyby pod nazwą Romagra, Girgenti, Paler mo i Citania, ponieważ pokłady były za niskie i liche zaprze stał wydobywania siarki, natomiast zbudowano zakład „Extra- cya“. Siarkę sprowadzano z Włoch, tak zwane Schwefelkoh- lensdorf“. Zakład przemysłu siarczanego nabył majętny koloń- czyk Griinenberg z Kolonii, (Koln). Nadmienić należy, że wy rabiany . siarczek służył na trucie pcheł winorośli ,,FiIoxera“. Siarczek wysyłano do Francji i Węgier, do tępienia owej pchły. Ponieważ niedaleko Paryża zbudowano taką samą fabrykę jak w Kokoszycach, przeto wskutek konkurencji fran cuskiej upadła fabryka w Kokoszycach, a Edward Griicner wy jechał do fabryki w Francji i tam pracował jako prosty robot nik potajemnie, spisywał wzory, służące do wytworzenia siarcz ku. wypracował rysunki, żeby polepszyć fabrykę siarczku w Ko koszycach, lecz nieborak nie miał powodzenia. Nareszcie po- padł w nędzę i żył z łaski dobrych ludzi, umarł w sile wieku i pogrzebion jest w Pszowie. Zaznaczyć wypada, że p. Griicner był dzielnym człowiekiem, o czym jeszcze wspominają w wdzięcznej pamięci roboitnicy dotąd źyjący; żona jego pocho dzenia z rodu szlacheckiego z domu Rzewuskich wniosła prze szło 40.000 pruskich talarów posagu, która to suma przepadła do szczętu. Gała posiadłość i wielki obszar roli, nabył w drodze kupna Jan Mandera, rolnik z Kokoszyc, wykarczował więcej jak stuletni park, w międzyczasie spłonęły wszelkie zabudowa nia, sala taneczna i gospoda, wszelkie maszyny i kosztowne instalacje nabył karczmarz Franciszek Rajca z Zawady. Po Janie Manderze nabył miejscowość brat Teofil Mandera, zburzono zabudowania fabryczne; Mandera rozparcelował rolę po między dzieci, dziś nie ma śladu po kąpieli i fabryce. Lecz źró dło siarczane istnieje do dziś dnia i ludzie czerpią wodę, służącą na różne choroby, a nawet przyjeżdżają z dalszych stron. Na leżałoby skorzystać z tego daru siarczanej wody w obecnych czasach, która niejednemu choremu przyniosła by ulgę i uzdro wienie. Nadmienić trzeba, że szosę przez Kokoszyce budowano w roku 1937. W wojnie światowej padli z Kokoszyc. 1) Buroń Teodor, 2) Bańko Adolf, 3) Goinka Jan, 4) Ko zielski Karol, 5) Kozielski Augustyn, 6) Kozielski Karol, 7) Ko łek Paweł, 8) Krzyżak Józef, 9) Łach Michał, 10) Mandera Win centy, 11) Musioł Józef, 12) Marcin Emil, 13) Niestrój Franci szek, 14) Kubatko Józef, 15) Pluta Floryan, 16) Pluta Walenty, 17) Pluta Konstanty, 18) Pluta Emanuel, 19) Salenga Teofil, 20) Zbieszczyk Emanuel. Roku 1937 było 1304 ludności. Naczelnikiem gminy Fran ciszek Pluta; zawiadowcą domeny Myller. W roku 1938 zmarł najstarszy obywatel Kokoszyc, przeżywszy 93 lata, wycużnik Antoni Tytko, rodem z Pszowa. Odpowiedz Link
madohora Re: Pszów 13.07.22, 19:01 Pierwszego duszpasterza otrzymali Krzyżkowiczanie w oso bie administratora ks. Wojciecha Urbana, który wielką staran nością troszczył się o dalszy rozwój kościoła. Dzwony sprowa dzono roku 1936, poświęcone przez ks. biskupa Bieńka. Nie długo bawił ks. Urban w Krzyżkowicach, bowiem został prze niesiony za proboszcza do Rydułtów 1937 r. Szóstego marca 1938 r. został wprowadzony nowy proboszcz ks. Karol Pilawa, urodź. 18. II. 1904 r. w Kraszeowie pod Opolem, wyświęcony 24. VI. 1928 r. Organy nowe kupiono od Dyrszlaka w Rybniku, poświęcenie odbyło się przez ks. kanonika Knosalę z Pszowa w niedzielę 26 września 1938 r. W ową niedzielę wyruszyła procesja z Pszowa po raz pierwszy do Krzyżkowic. Odpowiedz Link
madohora Re: Pszów 13.07.22, 20:10 Z gminy Rydułtów polegli w wojnie światowej 1914 — 1918 1) Adamczyk Emanuel, 2) Basista Józef, 3) Bezuch Karol, 4) Borówka Adolf, 5) Czerwenka Arthur, 6) Cichowski Michał, 7) Gibis Henryk, 8) Czysz Franciszek, 9) Chrobok Stefan, 10) Doibiasz Józef, 11) Erie Franciszek, 12) Fojcik Paweł, 1.3) Fojcik Emil, 14) Fojcik Konrad, 15) Fojcik Wilhelm, 16) Frankus Teodor, 17) Geida Paweł, 18) Górecki Ludwik, 19) Gotcman Samuel, 20) Gembica Sylwester, 21) Griicman Aloj zy, 22) Gunther Antoni, 23) Hallacz Karol, 24) Iskalla Konrad, 25) Iskalla Konstanty, 26) Iskra Piotr, 27) luzem Friedrich, 28) Jarosch Jan, 29) Jordan Augustyn, 30) Jargan Wincenty, 31) Jureczko Jan, 32) Jureczek Maksymilian, 33) Jendrośka Wiktor, 34) Jatcek Konstanty, 35) Jargon Karol, 36) Kufka Emanuel, 37) Krischker Józef, 38) Kemony Wincenty, 39) Ko nieczny Ignacy, 40) Kaszta Jan, 41) Karnówka Józef, 42) Kaszta Józef, 43) Kafinek Henryk, 44) Kustoś Juliusz, 45) Kustoś Ignacy, 46) Krótki Franciszek, 47) Kośmicki Edward, 48) Keymel Otto, 49) Kubik Józef, 50) Kubik Franciszek, 51) Kampka Au gustyn, 52) Kwoka Franciszek, 53) Karnówka Jan, 54) Ka- muschny Karol, 55) Maciuga Jan, 56) Matula Edward, 57) Mo tyl Józef, 58) Materzok Paweł, 59 Mokry Emanuel, 60) Man- drysz Augustyn, 61) Mandrysz Józef, 62) Matuszek Ignacy, 63) Materzok Józef, 64) Mencel Franciszek, 65) Muller Jerzy, 66) Norek Wilhelm, ‘ 67) Otrzonsek Leon, 68) Philipp Józef, 69) Procek Jan, 70) Procek Augustyn, 71) Piechulla Franciszek, 72) Pyszny Alfred, 73) Philippek, 74) Pawlas Stanisław, 75) Pie traszek Franciszek, 76) Paprotny Paweł, 77) Ryszka Józef, 78) Ryszka Teodor, 79) Reida Karol, 80) Raszka Alojzy, 81) Ros ner Wilhelm, 82) Rocka Jan, 83) Rosier Józef, 84) Śtąssig Fran ciszek, 85) Szymiczek Wilhelm, 86) Stiel Stanisław, 87) Świer- czek Józef, 88) Suchanek Alojzy, 89) Stenchły Alexander, 90) So wa Jan , 91) Stach Karol, 92) Schifczyk Emil, 93) Skupin Ste fan, 94) Skupin Józef, 95) Scheitca Maksymilian, 96) Szymiczek Emil, 97) Skaba Józef, 98) Sittek Jan, 99) Sittek Alojzy, 100) Skammel Alfred, 101) Skammel Jan, 102) Starzec Paweł, 103) Sikora Emanuel, 104) Totzek Otto, 105) Urbanek Franci szek, 106) Weleżik Maksymilian, 107) Wochnik Rudolf, 108) Wieczorek Franciszek, 109) Żymełka Teofil, 110) Żydek Edmund, 111) Żaczek Robert. Odpowiedz Link
madohora Re: Pszów 13.07.22, 20:16 Na cmentarzu blisko południowej ściany kościoła stoi du beltowy 4 stopy wysoki kamienny krzyż oto w tej postaci i z tymże napisem: Napis ten czytani ja ksiądz fararz Paweł Skwara tak: „An no Domini 1628 condita est Ecclesia sancti Jeorgii Martyris 6 Septembris consecrata“. T. j.: Roku Pańskiego 1628 zbudo wany jest kościół świętego Jerzego Męczennika, 6-tego Wrześ nia konsekrowany. Dotąd nie rozumiał jeszcze żaden tego na pisu i gdyby teraz ktokolwiek te litery lepiej wytłumaczyć zdo łał, bardzobym rad się o tern dowiedział. Druga litera I mo jemu czytaniu przeszkadza niecoś, ponieważ G stać miało, bo się św. Jerzy po łacinie Georgius, po niemiecku Georg, po cze sku Girzyk zwie, lecz G. wymawia się w tych trzech mowach miękko jak J i stąd pewnie pochodzi przemienienie tych liter. Że w owych wiekach św. Jerzy już był patronem kościoła Ry- dułtowskiego, dowodzi stary popadany na ścianie w kościele wiszący na płótnie malowany i jak wieść niesie z wielkiego ołtarza zdjęty obraz św. Jerzego, bo na jego ramie stoi także rok 1628 i po łacinie: „Super aspidem et bastilicum ambulabis et conculacabis leonem et draconem Ps. 90‘, t. j.: Po żmijach i jaszczurkach chodzić będziesz i lwa i smoka podepcesz. Psalm 90, 13. Oprócz tego dowodu znajduje się łaciński spis przychodów kościoła, fary i szkoły pod datą! Na farze Rydułtowskiej 9 paź dziernika 1695, podpisany i podpieczętowany przez Tomasza Wawrzyńca Zawdal, komendowanego fararza przy kościele Rydułtowskim, a w tymże spisie zwie się kościół Rydułtowski kościołem św. Jerzego. Wszystkie te dowody upewniają czyta nie owego napisu na krzyżu i dokumentują, że r. 1628 zbudo wany już drugi był, o którym ksiądz fararz, Ferdynand Dudacy w łacińskim opisie kościoła, fary i szkoły r. 1750 tak mówi: Przed teraźniejszym kościołem był jeno drewniany kościółek, maluczki jak kapliczka, dlategóź był teraz stojący drewniany kościół z szczodrobliwości Ferdynanda de Niewiadomsky Pa na na Rydułtowach i z majątku kościelnego roku 1703 z drze wa nowo wybudowany, nie jest konsekrowany, ale na honor św. Jerzego poświęcony, poświęcenie kościoła przypada w nie dzielę po świętym Michale Archaniele 44 . Po owych już wzmiankowanych 17 fararzach, o których nie można się nic innego doczytać, następują nieprzerwaną koleją: Odpowiedz Link
madohora Re: Pszów 13.07.22, 20:20 Jerzy Ferdynand Dudacy od 1735 do 1756 wprzód far- nym administratorem w Pszowie, potem tu fararzem będąc, umarł w 51 wieku dnia 15 lutego 1756 jako pierwszy owego roku, przełóż stoi po łacinie w księdze zmarłych o nim napisa no: Primum occupavit locum utpote pastor iter oviculis mon- strando ad felicem (ut pie credimus) aeternitatem januam ape- ruit Adm. Rev. ac eximus Dominus Georgius Dudacy parochus dum viverit loci sacramentis provisus sepultusque in Ecclesiae Presbyterio Rydultoviensis. T. j.: Pierwsze zabrał miejsce jak pasterz drogę owieczkom, wskazując do szczęśliwej jako wierzymy wieczności, bramę otworzył przewielebny i przezacny Pan Jerzy Dudacy, bywały miejscowy fararz św. sakramentami zaopatrzony i pogrzebiony w kościele Rydułotwskim przed wielkim ołtarzem. Dnia 23-go czerwca 1750 odprawiał tu Najprzewielebniejszy Książę Biskup z Wrocławia Filip II de Schaffgotsch kanoniczną wizytację je- neralną, przy której fararz Dudacy, oprócz tego, co już wyżej o budowaniu kościoła powiedziano, następujące podał po łaci nie protokołu: „Kościół nie miał od nowego wybudowania r. 1703 aż do przeszłego roku 1749 żadnych organ, dlategoż sprawiłem ja przeszłego roku małe organy z sześcioma głosa mi moim własnym kosztem. Wieża na dzwony jest bardzo li cha i stoi kawałek jako szubienica, ponieważ nie jest ani da chem pokryta, ani deskami obita. Nad kościołem wisi dzwonek sygnatura kosztem Pana Fer dynanda de Niewiadomsky sprawiony, te drugie dwa dzwony wiszą w wieży, ale o tym nie masz wiadomości, kto je sprawił. Parkan około cmentarza z desek jest zgnity. Fundacyi jest tylko 100 talarów, których żaden nie chce pożyczać, bo się wstydzi tak małą sumę wziąść na hipotekę, dlategóż muszą u fararza leżeć, ażby raz więcej było. Fame i szkolne budyn ki z drzewa są bardzo ciasne i spustoszałe, bo ich żaden nie chce ani budować ani poprawiać. Parafia jest wcale katolicka, ma tylko jedną protestancką robotniczkę u jednego Pana. Ko munikantów jest 292, szkolnych dziatek 57“. W ostatniej dwuletniej chorobie przyzywał sobie ten fa rarz do pomocy Jędrzeja Wysockiego, kapelana z Pszowa. 22) Franciszek Żwiorek, kapelan z Pszowa był fararzem od 1756 do 1759, poszedł za fararza do Lysek. 23) Józef de Stillarsky, fararz, pisze o sobie w matrykach, „Veni Rydułtow 10 Septembris 1759 et possessionem acce- pi“, t. j. „przyszedłem do Rydułtów 10 września 1759 i dostałem farę“, —- żył tu aż ku końcu 1775, a potem poszedł za fararza do Lubomii. Kościół posiadał chałupkę i zagródkę przy cmentarzu, któ rą fararz de Stillarsky sprzedał za pozwoleniem zwierzchności Janowi de Zajączek za sześć talarów pod datą Rydułtowy, dnia 1 października 1766 z obowiązkiem, aby posesor na wieczyste czasy oddawał kościołowi dwa talary płatu na św. Michała. Farnym - Administratorem był Wawrzyniec Urbanides aż do 4 sierpnia 1776 r. 24) Józef Petruska, kapelan i farny - administrator z Pszo wa stał się 4 sierpnia 1776 fararzem w Rydułtowach i stąd tam administrował parafią Pszowską od kwietnia 1778 aż do wrześ nia 1780, a potem przeniósł się na farę do Pszowa i stał się fararzem Pszowskim i Rydułtowskim. I od tego czasu aż dotąd jest Rydułtowska parafia ku Pszowu przyłączona, chociaż para fianie wielekroć razy Najprzewielebniejszych Książąt Bisku pów i Najprzewielebniejszego Biskupiego Urzędu o fararza w Rydułtowach mieszkającego prosili, ponieważ przychody są bardzo skromniutkie, a parafianie nie zdołają swoim własnym kosztem najpotrzebniejszych farnych budynków wybudować, a iż patronowie się do tego żadną miarą nie chcą, jako land- rackie akta dowodzą, włożyć, ani nic nakładać, udawając, że tam fararza nie potrzeba, gdy Pszów, od Rydułtowskiego ko ścioła niedaleki, — bo tylko jedną ćwierć mili, — ma dwu księ ży. Fararz Petruska sprawił największy 10 centnarów ciężki dzwon i przybudował ku kościołu teraźniejszą wieżę z drzewa, na tym dzwonie jest łaciński napis „Sancte Joseph ora pro no bis. — Beati qui audiunt verbum Dei et custodiunt illud. Luc. XI: Daniel Nici Hat mim gos Lubowitz 1787“; t. j. „Święty Jó zefie módl się za nami. — Błogosławieni, którzy słuchają Słowa Bożego i strzegą go. Łuk. 11, 28. Daniel Nici ulał mnie w Łubo wicach 1787“ Fararz Petruska umarł w Pszowie 16 lutego 1801, a kape lan Pszowski Silvester Felix administrował obie parafie do 8 marca 1801 Odpowiedz Link
madohora Re: Pszów 13.07.22, 20:34 W sobotę i w niedzielę 22 i 23 czerwca o 9-tej godzinie w nocy był daleko i szeroko tak wielki deszcz, jakby się chmury oberwały, grzmiało tak ciężko, że się wszystko trząsło, błyskało się tak bardzo, iż się zdawało, że cały świat w ogniu stoi, a ku temu powstał najstraszniejszy wicher, który nie oszacowaną szkodę ma budynkach, w ogrodach i w lasach porobił, wpędził bowiem przez dachy i okna tyle deszcza do izb, że wszystko zmokło, potargał budynki, połamał i powywracał z korzeniami najgrubsze drzewa, przez tęże gwałtowną niepogodę utracił kościół rydułtowski wielką ozdobę, bo się trzy lipy wywróciły, a te drugie się bardzo obłamały. Po śmierci ks. Pawła Skwary 1883 r. zostały Rydułtowy pa rafią samodzielną, poprzednio 107 lat połączona z Pszowem. an Studzieński dwadziestosiódmy katolicki proboszcz w RydułtO' ach od roku 1883 aż do roku 1892. Ks. proboszcz Studzieński rodem z Świętochłowic objął parafię w smutnym położeniu, posiadającą lichy kościółek bez probostwa. Zaraz kupiono posiadłość w bliskości ogrodu dzwonnika od okręgo wego Kijasa za 7800 marek i przerobiono na tymczasowe pro bostwo. Po 7 latach został ks. Studzieński przeniesiony do Lubomii, umarł 26 kwietnia 1897 r. i spoczywa w Lubomii. Odpowiedz Link
madohora Re: Pszów 13.07.22, 20:36 Roku 1910 13 czerwca obchodził prymicje ks. Alfred Kion- ka, syn nauczyciela i organisty z Rydułtów, obecnie proboszcz w Prenclau pod Berlinem. Ks. Konstanty Bańczyk, którego ojciec jest rodzonym rydułtowianinem, został nauczycielem seminarium duchownego w Wannę w Westfalii. W wrześniu 1910 zaczęto budować klasztor św. Antoniego; budowniczy Fry deryk Landek z Czernicy; wprowadzenie 3 sióstr służebniczek Panny Maryi z Poremby odbyło się 10 października 1910 r. Siostry uczą małoletnią dziatwę, starają się o chorych i pie lęgnują w szpitalu brackim. Roku 1912 nastąpił rozdział orga nisty od szkoły i sprowadzono osobnego organistę Henryka Siwczyka z Starych Gliwic. Roku 1916 20 maja bierzmował ks. biskup dr. Gleich z Wrocławia 770 osób z tutejszej parafii i to w Pszowie. Roku 1916 21 maja zmarł ks. proboszcz Paweł Bernert w 61 roku życia i został pochowany poza kościołem za ołtarzem. Ks. Jan Piechota z Koźla administrował aż do 7 listopada 1916. Odpowiedz Link
madohora Re: Pszów 13.07.22, 20:39 Trzydziestym pierwszym proboszczem w Rydułtowach był ks. Urban Wojciech, ur. 3. IV. 1897 r. w Chrościcach pod Opo lem, wyświęcony 17. III. 1923 r. Ks. proboszcz Urban był po przednio administratorem w Krzyżkowicach i jako pierwszy duszpasterz został przeniesiony 1937 r. do Rydułtów. Wpro wadzenie na proboszcza odbyło się w niedzielę 6 lutego z wielką uroczystością. Każdy podziwiał jego przybycie do Rydułtów. Zaraz na początku swego przybycia miał wiele pracy. Kościół zastał zaniedbany. Najprzód koło kościoła wydrenowano plac, chodniki uszykowano, dach na kościele przełożono. Cmentarz wydrenowano i wiele innych napraw dokonano. Roku 1939 rozpocznie malowanie świątyni. Lud składa dobrowolne składki obficie. Kapelani: ks. Roman Kopyto, ur. 6 lutego 1907 r. z Nowej Wsi, w roku 1938 został przeniesiony do Orzegowa, po nim przyszedł ks. Paweł Wyciślik — aż dotąd. (1938) Odpowiedz Link
madohora Re: Pszów 13.07.22, 20:45 Franciszek Idzikowsky z Paruszowic, teraz profesor w Wrocławiu napisał r. 1861 o mieście i państwie rybnickim historię po niemiecku, w której o Rydułtowach i Birtułtowach przytacza: Około r. 1228 należały Rydułtowy i Birtułtowy pod komorę księstwa Raciborskiego. Rydułtowy zwały się 1531 r. Rydulto- wice a 1581 Rudosdorf (od słowa Rudus czyli Rudolf). BirtuF towy zaś 1581 Bertultowice i Pertultowice (z niemieckiego Bert- holds-Au, t. j. błonia czyli szeroka równina Bertoldowa). Obie wsie należały wtedy państwu na Rybniku”. A na stronie 51 przywodzi: „Głową wsi był sołtys czyli wójt, w jakim położeniu był i co w naszej okolicy znaczył, o tym nam najlepiej w prowincjalnym archiwum w Wrocławiu leżący zapis kupny z roku 1355 dowodzi: Według tego zapisu kupnego sprzedał Jan, dziedzic Rydultowski, wolne sołtysostwo Rydul- towskie Konradowi z Radlina z wszystkimi użytkami, jako to z 6 hubami ról (1 huba miała 30 wielkich morgów albo 120 raci borskich werteli) trzy huby były na jednej stronie, to była Gastrzowska, a trzy huby na drugiej stronie — to była Dudow- ska, — bo między Gastrzowską i Dudowską szła i idzie dotąd polna droga ku farnemu polu, jak graniczne kamienie poka zują, przyłączona, — a ku temu sprzedał jeden młyn, dwie karczmy, dwa stawy za wsią, mięsne jatki i prawo sprzedaży chleba, obuwia i sukna, kuźnię i trzeci fenig busisów, t. j. wszy stkich kar. A to wszystko sprzedał za 12 grzywien (grzywna znaczyła wtedy 7 talarów 20 czeskich co uczyniło na nasze pie niądze 92 talary 8 czeskich, taką wartość miały pieniądze w owych czasach“. Wielki badacz historycznych dziejów ks. fararz Augustyn Welzel z Tworkowa dowodzi, że grzywna w owych czasach wartała tylko 48 groszy. Za tak małe pienią dze zostały całe teraźniejsze Górne Rydułtowy z tak wielkimi prawami sprzedane. Że to teraźniejsze Górne Rydułtowy musiały być, przypomina nam to, że dotąd się jeszcze urzędownie zwią: ,,Freischoltysei“, t. j. wolne sołtysostwo. Kodeks dyplomatyczny śląski ks. 11 str. 76 Dr. Watenbach dze zostały całe teraźniejsze Górne Rydułtowy z tak wielkimi w Wrocławiu głosi, że 13 lipca 1501, gdy Jan książę Opolski i Gómo-Głogowiski sołtysostwo Szywałdskie klasztorowi Rudz kiemu sprzedawał, rycerz Zacharyasz Gzebulka z Rydułtów był sprzedaju świadkiem. Tenże szlachcic Zacharyasz Gzebulka, Pan na Górnych Rydułtowach musiał być sprawiedliwy, po bożny i widziany Pan, bo w kościele aż do lipca 1861 stojący i kwoli zawadzania schroniony starodawny maluczki, spróch niały ołtarzyk z maluczkimi na szkle wyzłoconymi stacjami Drogi Krzyżowej Pana Jezusa i Matkę Boleściwą i dwunastu apostołów przedstawiającymi obrazkami, z których się połowa dotąd dość dobrze utrzymała, miał z tyłu, (szkoda źe tylko białą kredą napisane teraz wielką częścią zmazane), następujące ła cińskie litery i słowa: B. S. A. 1604. Huie loco aderat Zacharias hic vir invictus — — juxta Dei statula — salutis nostrae fuit valore Janek Biela Matthaeus Krajczy — B. S. A. 1604 tłóriiaczę ja fararz Paweł Skwara: Beato Sa lutem Anno 1604, t. j. Błogosławionemu Sława z roku 1604 albo też: Bywałemu na pamiątkę: fararz Augustyn Weitzel, zaś te litery tak tłóimaczy: Benevolis salutem anno 1604, t. j. Będącym nie niesie w sobie szacunek ku Zacharyuszowi Gzebulka, o któ rych łacińskie słowa to głoszą: Na tym miejscu żył Zacharyasz, był to mąż zacny — we dług przykazań Bożych — wiary naszej zbawiennej — — — waloru — Janek Biela — — Mateusz Krajczy. O Janie Bieli i Mateuszu Krajczym nie można się nic doczytać. Ów napis naprowadza na ten domysł i razem w nim umacnia, że Zacharyasz Gzebulka pierwszy kościół w Rydułtowach zbu dował, aby tym sposobem wiarę zbawienną u poddanych swo ich umocywał. W Rydułtowach żyją jeszcze chałupnicy i ko mornicy Czebulkowie, teraz powszechnie Gebula nazwani, któ rzy z opowieści przestarych ludzi wiedzą, że z pokolenia szla checkiego Gzebulka pochodzą Odpowiedz Link
madohora Re: Pszów 20.09.22, 14:43 W PSZOWIE ZAMYKA SIĘ PIEKARNIA DZIAŁAJĄCA OD 50 LAT - Interia - 20.09.2022 Odpowiedz Link
madohora Re: Pszów 13.01.24, 20:38 W PSZOWIE SPOTKALI SIĘ KOLĘDNICY MISYJNI - Gość - 13.01.2024 Odpowiedz Link