madohora Re: Legendy 26.05.24, 19:17 Kto sio w opieko poda Panu sworn. Miasto Biecz, w obwodzie Jasielskim w Galicyi leżące, jest to stare miasto. Kronikarz pewien nazwał je stolicą królestwa Bieszczadów; drugi nadał miasta temu tytuł parva Cracovia,*) z tej przyczyny, iż handlem i bogactwem mieszczan równało się niemal z Krakowem. Był czas, kiedy ściana ratusznej wieży nosiła infułę biskupią. Władysław Łokietek starł jej wizerunek berłem swojem Żelaznem i Biecza imię do rzucił do skarbu królów. Odtąd Biecz miastem został grodowem i pomnożył senatorską izbę o jedno krzesło. Fr. Żeleński ostatnim był kasztelanem bieckim. Nie małą sławę pozyskało także i z tego, iż było miej scem urodzenia Kromera, warmińskiego biskupa, kro nikarza polskiego. Spanialą ujrzysz tam farę, pokrytą miedzią. Dawniej były i klasztory i murowane kamie nice, do ich ruin stanęły w rzędzie równej ulicy liche drewniane chatki, niby to drobne wnuczęta, tulące się do starych dziadów swoich i babek, niby to odziomki, wyrastające z dębów poprzewracanych i spruchniałych. Na rynku stoi ratusz dawny, miał prawo miecza; re likwia prawa tego pozostała jeszcze,_ miecz stępiały na karkach złodziei i cyganów, dzisiaj rdzewieje. Dalej nie ujdzie oka twojego zamek grodowy, pusty; wiel- kiemi jego oknami bez szyb i wrotami bez podwoi wejdzie myśl twoja jakoby bramą otwartą do prze szłości, a znalazłszy w niej pustki, cichość i rumowi sko, gołębim płaczem zatęskni smutna. Przecież ruiny wspaniałe stoją, na szczycie wysokiego pionowo się wznoszącego pagórka, którego stopa zanurzona w rze ce Ropie. Na początku 18 go wieku stała mała karczemka na wjeździe do miasta Biecza od strony Gorlic; pogo- rzała, i w miejscu, gdzie niegdyś ręka gospodnika, żyda, podawała piwo i podolską gorzałkę, dziś dłoń przyrodzenia poda tobie w maju fiołki, w sierpniu złote jabłka lub śliwkę niebieską. Było to w r. 1706, a były w kraju jakieś rozru chy. Leszczyński szamotał się ze Sasem; los igrał berłem i jakby piłkę z jednej ręki przerzucał do dru giej; w końcu pozostało berło w tej, która podkowy łamać umiała. Słońce zachodziło, a miało się na słotę, jak w krakowiaku: »Zachmurza się niebo, deszcz za czyna rosić.« Przed oknami karczemki stanął szlachcic pewien na koniu jadący. Posłyszeli ludzie, co w karczmie byli, tętęt jadącego; do okna biegli, obawą przejęci, bo w czasie rozruchów gość nie zawsze miły, i na je dnego co coś przyniesie, będzie dziesięciu co wezmą. Twarz i postawa przybyłego szachcica nie miała wo- jackiej postawy, nie miał ani wąsa, ani korda przy boku, uzbrojon był kańczugiem tylko krótkim co mu wisiał u ręki. Wstąpiła dusza w mieszkańców karcz my: s>Marku!« ozwał się do stróża gospodnik żyd, »jak się wam zdaje, nie wygląda on na zawady je? i sam jeden jedzie — to mu tam otwórz wrota.« Po szedł Marek i otworzył wrota. ' —- »Niech będzie pochwalony!« przemówił szlach cic wjeżdżając do sieni. Marek nie odpowiedział: »na wieki!« tylko patrzał na obcego, od stopy do głowy go mierzył; a drzwiami uchylonemi do połowy wyglą dały dwie głowy: jedna brodata żyda, druga w białej bindzie żydówki Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 26.05.24, 19:41 nia nareszcie jednego, blisko już było wieczora, żyd gospodnik wpadł do izby pomieszany i blady i trupim głosem zawołał: — »Jedzie szlachcic, jedzie! widziałem go, jedzie sam jeden!« Twarz Marka spłonęła jakby ogniem oblana; ży dówka przestraszyła się bardzo, serce jej biło, dygo tały ręce. Milczeli długo, potem rozmawiać zaczęli głosem niespokojnym, przerywanym. Zatętniła krzemienista droga; szlachcic nadjechał i stanął przed oknami karczemki, ani żyd, ani Marek, ani żydówka nie wybiegła przybyłego powitać, snać opuściła ich odwaga. Szlachcic zeskoczył z konia, uwiązał go u płota przed stajnią i szedł do izby. »Jak się macie, < rzekł próg przestępując, »a co? umiem dotrzymać słowa, albo nie? dług tu zaciągnąłem, będzie temu jeżeli się nie mylę, cztery tygodnie; otóż jestem, przychodzę, i co do grosza z procentem nawet zapłacę, jak się patrzy. Obrachujcie się ze mną, co żywo, bo ruszam dalej, i jeśli Bóg da, kilka mil upalę wieczorkiem.« — »Jakto, Wielmożny Pan dalej jedzie, nie bę dzie nocować tutaj?« mówił żyd jąkając się, a oko zaiskrzyło się jego i usta zapieniły z gniewu i żalu, bo myśl ta, iż nadzieja zbogacenia się spełzła na ni- czem, drażniąc chciwy i łakomy umysł jego, wściekło ści zwierzęcej wlała mu w łono. Opuściła go trwożli- wość i niespokojność, myślom zbrodniczym nieodstępna towarzyszka, i śmielszym jak z początku głosem jął namawiać szlachcica, by nie jechał dalej, i w jego za nocował karczmie, a troszcząc go niebezpieczeństwem, jakie zagraża podróżnemu w czasach tych wojenni ch, obiecywał mu zupełną pewność; nie zapomniał 'na pomknąć szlachcicowi, jako mu dał słowo, źe za po wrotem u niego nocować będzie.« Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 26.05.24, 19:53 Iżeś rzekł Panu: Tyś nadzieja moja, Iż Bóg najwyższy jest obrona twoja, Nie dostąpi cię żadna zła przygoda, Ani się znajdzie w domu twoim szkoda. Aniołom Swoim każe cię pilnować Gdziekolwiek stąpisz, którzy cię piastować Na ręku. będą, abyś idąc drogą Na ostry kamień nie ugodził nogą. Będziesz bezpiecznie po żmijach zjadliwych I po padalcach deptał niecierpliwych; Na lwa srogiego bez obrazy wsiędziesz I na ogromnym smoku jeździć będziesz. Słuchaj, co mówi Pan: kto mnie miłuje I ze mną sobie szczerze postępu a go też także w jego każdą, trwogę Nie zapamiętam i owszem wspomogę. Głos jego u mnie nie będzie wzgardzony, Ja z nim w przygodzie; ode mnie obrony Niecb pewien będzie, szczęścia i zacności I lat sędziwych i mej życzliwości. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 19.06.24, 00:12 Legenda o czarowniku z Podhala Najsłynniejszym czarownikiem Podhala był Jasiek Kikla, który spędził swe niezwykłe życie częściowo gdzieś pod Bukowiną Tatrzańską, a częściowo w Turcji lub w krainie płanetników, czyli duchów, które porwały go do siebie, gdy był jeszcze bardzo mały, i nauczyły czarów. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 19.06.24, 00:32 Od tamtego czasu raz w roku w Dolinie Kościeliskiej dochodzi do niezwykłego zdarzenia. Ciemną nocą ukazuje się młyn jakby cały ze srebra, w którym srebro mieli się niczym mąka na chleb. O północy ze młyna wychodzi sam młynarz, którzy bierze garść czystego srebra i ciska ją w las, a gdy ciśnie, na czarnym niebie pojawiają się nagle gwiazdy. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 19.06.24, 11:40 Jeden z takich ludzi, którym król pokazał grotę, opowiadał podobno, że jest ona ogromna, z wielkim ogniskiem pośrodku i całą armią rycerzy śpiących wokół ognia. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 19.06.24, 12:03 Według podań niedzicką Białą Damą jest duch Uminy, księżniczki z królewskiego rodu… Inków. Była ona córką właściciela zamku, Sebastiana Borzeviczego. Kiedy w połowie XVIII w. Inkowie wzniecili w Peru powstanie przeciw Hiszpanom, Umina wraz z ojcem, a także swym inkaskim mężem i synem wrócili do Europy. Ruszyli za nimi w pogoń hiszpańscy agenci, którzy chcieli się upewnić, że żaden potomek królewskiego rodu Inków nie przeżyje, by zgłaszać pretensje do tronu i władzy. Męża Uminy dopadli w Wenecji, a ją samą zasztyletowali już na zamku w Niedzicy, właśnie przed kaplicą na dziedzińcu. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 28.07.24, 22:46 W roku 1812 w trakcie wyprawy na Rosję, wielka armia Napoleona Bonapartego zawitała do Węgrowa. Wódz postanowił rozbić tu obóz. Gdy usłyszał o legendzie lustra, które może jakoby pokazywać przyszłość, udał się zobaczyć je na własne oczy. Podobno zobaczył w nim klęskę, jaką miała ponieść jego armia w Rosji. W jednej z wersji wściekły Napoleon uderzył ręką w lustro, czego ślady - pęknięcie, widoczne jest do dziś. W innym podaniu przerażony upuścił lustro, które pękło na trzy kawałki. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.08.24, 19:08 Rycerze śpiący pod Wawelem. [...] Górale, co z wysokich hal swoich odwiedzali często Kraków, uderzeni wspaniałością zamku [wawelskiego], w podaniu odwiecznym zachowali, że w głębokościach góry Wawelu jest drugi taki sam zamek, tylko nie taki cichy, smutny, nie taki głuchy i grobowy, na który ludzkie oczy patrzą, jeno piękny, jasny, wspaniały, od złota błyszczący, z koralowym dachem, oświetlony zawsze jasnym słonkiem, a tak miło nań patrzeć, jak dawniej ludzie patrzali na stojący na Wawelu zamek dziś opustoszały. W tym podziemnym gmachu jest ogromna sala, jakoby kościół jaki, po ścianach wisi wiele zbroi: to tarcze, szable i chorągwie. Na środku stoi stół, a wokoło siedzą wszyscy królowie polscy w szatach koronacyjnych. Raz w rok słyszą ludzie huk i rżenie koni, odgłos trąb i wrzawę wojenną, wtedy powstaje od stołu król Bolesław Chrobry, miecz, co dostał od anioła, świeci mu dziwną jasnością na ramieniu, wychodzi z podziemnego grodu o samej północy, wolnym krokiem przebywa zamkowe podwórza, a chrzęszczy i brzęczy żelazna na nim zbroja. Jeżeli kto z ludzi śmiertelnych z nim się spotka, a jest to dobry człowiek, to zobaczy króla w całej wspaniałej postaci i zrobi się w sercu lekko, radośno, lecz gdy jaki zły, nie ujrzy go wcale, ale uczuje trwogę, żal straszny zakręci mu w mózgu i bezprzytomny upadnie. Wnijście do tego podziemnego zamku wyobraźnia górali wskazywała przez smoczą jamę, znajdującą się u stóp Wawelu. Wnijście to ciemne, tajemnicze, długo było osnute poetycznym urokiem, teraz niemiecka ręka, przerabiając zamek królewski na cytadelę, przejrzała te pieczary ręką natury w skale wykute i starła z nich urok starożytny. Lud krakowski dotąd utrzymuje, że gdy jakie wielkie nieszczęście ma kraj cały dotknąć, słychać w podziemiach zamku i katedry jakby nabożne pienia pełne rzewności, a człowiek, który je usłyszy, od płaczu nie może się wstrzymać. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.08.24, 19:16 Legenda o krakowskim czakramie Krakowska legenda ma związek z hinduskim bogiem Sziwą, który rzucił siedem magicznych kamieni w siedem stron świata. Jeden z nich trafił na... Wawel. Ten magiczny kamień, czakram, ma wyjątkową energię, którą "naładuje" każdego, kto się do niego zbliży. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.08.24, 19:29 Legenda o Dwóch Wieżach Według legendy do budowy wież kościoła Mariackiego zatrudniono dwóch braci, którzy cieszyli się wielkim uznaniem jako jedni z najlepszych budowniczych Krakowa. Starszemu bratu polecono wzniesienie wieży południowej, a młodszemu północnej. Początkowo budowa przebiegała spokojnie, w podobnym tempie. Wkrótce jednak okazało się, że wieża południowa, nad którą pracował starszy brat, znacznie przewyższa północną. Trawiony nieposkromioną zazdrością młodszy brat zabił w ataku wściekłości starszego. Niedokończoną wieżę południową nakazał nakryć kopułą, a sam zgodnie z planem zakończył budowę swojej, teraz wyższej, wieży północnej. Wyrzuty sumienia nie dawały mu jednak żyć. W dniu uroczystego poświęcenia świątyni mariackiej stanął na samym szczycie swej wieży, trzymając w dłoni nóż, którym zamordował brata. Przyznał się publicznie do zabójstwa, po czym skoczył w dół. Do dziś w bramie Sukiennic na Rynku Głównym wisi nóż mordercy, który ma przypominać o tych tragicznych wydarzeniach. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.08.24, 19:57 Po jego powrocie krewni skarżyli mu się na krzywdy doznane od Wisława Pięknego, syna Pompiliusza, pana Wiślicy. Walgierz pojmał go i wtrącił do lochu. Po jakimś czasie, zwyczajem rycerskim, wyruszył na wyprawę. Helgunda, nękana samotnością, namówiona przez służącą, której się poskarżyła, wypuściła więźnia z lochu. Urzeczona jego urodą, w objęciach Wisława szybko zapomniała o mężu. Z obawy przed jego zemstą, wraz z kochankiem uciekła do Wiślicy. Wkrótce potem Walgierz powrócił z wyprawy. Dowiedziawszy się od służby o niewierności żony, wpadł w wielki gniew i popędził do zamku Wisława. Tam jednak został ponownie oszukany przez żonę, która obiecując wydać mu Wisława, zaprosiła go do zamku, gdzie w zasadzce czekali rycerze Wisława. Walgierza zakuto w łańcuchy i uwięziono w klatce, z której co wieczór musiał obserwować miłosne uciechy Helgundy i Wisława Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.08.24, 20:04 Gdzieś w okolicach Niepołomic miało miejsce następujące zdarzenie. Drogą wędrował biedak w połatanej koszuli w drewnianych chodakach i słomkowym kapeluszu. Kiedyś zobaczył bogatą zagrodę, wstąpił do niej i poprosił o kawałek chleba. Gospodarz zapytał, czy woli chleba sam, czy z kiełbasą. Ten odpowiedział, że lepszy jest chleb z kiełbasą. Wówczas bogacz ukroił pajdę chleba, posmarował masłem, wziął pęto kiełbasy i śmiejąc się, zaczął zajadać. Biedak poszedł dalej, wstępował do chat, ale wszędzie odmawiano mu jedzenia. Zmęczony usnął pod drzewem, koło zapadającej się w ziemię chałupy. Obudził go jej mieszkaniec, zaprowadził do mieszkania, gdzie dał garnuszek kwaśnego żuru i kawałek suchego chleba. W rozmowie zwierzył się gościowi, ze za tydzień ma chrzest syna, ale nikt nie chce mu być chrzestnym. Wędrowiec podjął się tej roli. W oznaczonym dniu przed dom wieśniaka zajechała królewska karoca. Biedak okazał się być królem Kazimierzem Wielkim. Oczywiście chrzest był okazały, a wieśniakowi i jego synowi bieda już nigdy nie zajrzała w oczy. Potomkami owego wieśniaka ma być rodzina Trzosów w Świdowej, przysiółek Niepołomic (od trzosa złota, otrzymanego od króla). Podanie to ilustruje okazały pomnik króla z chłopcem przy zamku w Niepołomicach (patrz-Otoczenie zamku. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.08.24, 20:09 Dlaczego Kazimierz Wielki był nazywany królem chłopów? I ile jest prawdy w tym określeniu? Jan Długosz twierdził, że „królem chłopów” Kazimierza Wielkiego okrzyknięto jeszcze za życia. Czy zasłużył na ten osobliwy tytuł? I czy to w ogóle był komplement czy może raczej obelga? Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.08.24, 20:22 Polityka królewska, a także ogólny szybki wzrost gospodarczy na ziemiach polskich powodowały, że sytuacja ekonomiczna i społeczna kmiecia w ówczesnej Polsce, przynajmniej w przypadku bogatszych gospodarzy, daleka była od panującego dziś stereotypu średniowiecza jako czasu nędzy i uciemiężenia chłopa. Źródła przekazują informacje o długach, jakie zaciągali wyruszający na kosztowne wyprawy wojenne rycerze u swych własnych poddanych, zaś najbogatsza grupa ludności wiejskiej, sołtysi, dzięki zabiegom królewskim omal nie weszła jako cała warstwa w obręb kształtującego się wówczas stanu szlacheckiego. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 26.08.24, 12:21 Jedna z legend o nocy świętojańskiej opowiada o cudownej mocy wody i przemianie dokonanej pod wpływem obmycia w niej. Podobno w ten sposób zyskiwano urodę, miłość ukochanego i szczęśliwe życie. Panny, które nie mogły obmyć się w jeziorze lub rzece, w ten dzień urządzały „kąpiele” w porannej rosie. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 08.09.24, 11:04 Jedna z nich opowiada o tym, jak doszło do tego, że sprowadzono do Polski relikwie św. Floriana – gdy książę Kazimierz Sprawiedliwy zwrócił się z prośbą do papieża o ofiarowanie katedrze wawelskie świętych relikwii, papież Lucjusz III miał udać się do kaplic, gdzie pochowani byli święci i zadał głośno pytanie, który z nich pragnie zostać przeniesionym do Polski. Zgodnie z legendą z grobowca św. Floriana wydobyła się wówczas ręka z kartką, na której napisane były słowa: „Ja pójdę do Polski”. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 08.09.24, 12:39 Z kościołem związana jest legenda: Pod wpływem wstrętnego głodu złota większa grupa ludzi w Krakowie podjudzonych przez diabła wdarła się ukradkiem i potajemnie w czasie oktawy Bożego Ciała do kościoła parafialnego Wszystkich Świętych i skradła i zabrała miedzianą, grubo pozłacaną monstrancję z Najświętszym Sakramentem, bardzo pięknej roboty, której wykonanie przewyższało wartość kruszcu. Dowiedziawszy się potem, że monstrancja jest miedziana, żeby nie spotkała ich surowa kara, w razie gdyby ich złapano, rzucają ją do zarosłego krzakami bagna Mate, znajdującego się niedaleko od kościoła św. Wawrzyńca, który był wówczas kościołem parafialnym należącej do kapituły krakowskiej wsi Bawół, w której potem król polski Kazimierz II zakłada i funduje miasto Kazimierz. (...) Płonęły na nim [bagnie] w nocy i we dnie światła niebieskie. Kiedy się o tym dowiedziało sporo ludzi i uznało to, zgodnie z rzeczywistością, za cud, doniesiono o tym biskupowi krakowskiemu Bodzęcie i jego czcigodnej kapitule, a potem królowi polskiemu Kazimierzowi II, bardzo pobożnemu księciu. Ci uznawszy, że ukazanie się tylu i tak wielkich świateł niebieskich nie może być bez przyczyny, zarządziwszy procesję całego miasta (...) z hymnami, pieśniami i chorągwiami udają się do błotnistego miejsca i badają dokładnie tajemnicze światła. Kiedy tam stwierdzili, że jest to oświetlona skradziona monstrancja (...) odnoszą ją do kościoła Wszystkich Świętych. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 12.09.24, 11:24 W mieście stołecznym Krakowie, przy placu Wiosny Ludów (dawniej plac Wszystkich Świętych), cofnięty nieco od ulicy, dotykając jednym bokiem krużganków starego klasztoru oo. franciszkanów, wznosi się potężny, zwieńczony ozdobną attyką gmach. Dziś mieszczą się tu biura Urzędu Miasta, kiedyś jednak była to wielkopańska rezydencja. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 12.09.24, 11:33 Ledwo jednak zamknąłem oczy usłyszałem, że ktoś wchodzi do pokoju. Była to wysoka, czarnowłosa, młoda kobieta. W pierwszej chwili pomyślałem, że to córka portiera przynosi mu kolację, ale gdy przyjrzałem się jej bliżej zobaczyłem, że jest do niej zupełnie nie podobna. Była bardzo blada, a co zdziwiło mnie najbardziej - ubrana w czarny płaszcz, mimo że było to przecież lato. Postać ta była tak realna, że zupełnie nie poczułem strachu. Chciałemsię odezwać, ale w tym momencie postać znikła. Dopiero wtedy zacząłem się bać - zrozumiałem, że musiała to być owa Czarna Dama, o której czasami wspominali starzy pracownicy. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 12.09.24, 11:39 W lat czterdzieści dobrze, zawołany z Panem Jezusem, wszedł na dziedziniec Pałacu Wielopolskich, a prowadzony po wschodach na górę poznał, iż to był ten sam dom w którym spowiadał ową pannę ściętą. Państwa w nim nie było, jeno czeladź. Oto narata tego staruszka misjonarza (...) Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 14.09.24, 13:40 Czarna Dama z Janowca Zamczysko w Janowcu, a raczej jego ruiny na skarpie wiślanej, w lipcu 1975 r. stały się własnością Muzeum w Kazimierzu. I nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie fakt, iż wymieniona placówka muzealna nabyła legalnie obiekt (w czasach kwitnącego PRL –u) z rąk prywatnych, od Leona Kozłowskiego, który od 1927 r., przez blisko pół wieku, był jego właścicielem. Uprzednio zamek, zbudowany przez Firlejów (od 1537 r.), przechodził kolejno w ręce Tarłów, a potem Lubomirskich, do czasu, kiedy książę Marcin Lubomirski miał w 1783 r. przegrać Janowiec w karty (faraon), w jedną noc na rzecz Mikołaja Piaskowskiego (kiedy indziej uważa się, że zamek przejęto za długi w dłuższym czasie). Właśnie z tym okresem (2 połowa XVIII stulecia) i z rodem Lubomirskich wiąże się opowieść o Czarnej Damie (Pannie), ukazującej się podczas pełni księżyca, a podobno nawet i w biały dzień, w ruinach dawnych komnat. Piękna, tajemnicza dziewczyna w czarnej sukni wolno przechadza się na dziedzińcu. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 14.09.24, 13:44 Czarna Dama z Grodziska Wielkopolskiego Podczas Wiosny Ludów, podczas kolejnego zrywu Wielkopolan, 28 kwietnia 1848 r. na przedpolach, a potem na ulicach Grodziska Wielkopolskiego stoczono walkę z wojskiem pruskim. Bój – krótki i zacięty – miał miejsce na grodziskim przedmieściu zwanym Doktorowo; zginęło wówczas 25 osób, w tym kilku cywilów. 18 z nich pogrzebano na cmentarzu przy kościele Św. Ducha jako bezimiennych. I z tą właśnie zbiorową mogiłą wiąże się opowieść, przekazana nie tak dawno przez znanego regionalistę, a zarazem kustosza Izby Tradycji Ziemi Grodziskiej, Dariusza Matuszewskiego: „Przez wiele lat po tragicznych wydarzeniach 1848 r. na cmentarz przy drewnianym kościele św. Ducha przyjeżdżała młoda kobieta w czerni. Mówiono o niej, że jest właścicielką niewielkiego majątku ziemskiego z okolic Buku. Powiadano również, że wśród poległych powstańców spoczywa jej ukochany. Miłość jej była tak wielka, że do końca swych dni pozostawała samotna, nie zapominając nigdy o miejscu spoczynku ukochanego. Nawet kiedy umarła, jak mówiono – z wielkiej tęsknoty – zamieszkujący przy moście nadal widywali czarny powóz znikający przy cmentarzu. Innym razem słychać było na moście turkot niewidzialnych kół i stukot kopyt. Tajemnicza czarna postać przemykała między grobami i zatrzymywała się nad mogiłą powstańców, pozostawiając białe kwiaty. Kiedy przy ulicy Rakoniewickiej wyrastały kolejne domy, zjawa pojawiała się coraz rzadziej. Nie widywano już czarnego powozu, jedynie czarną postać na cmentarzu. Starzy mieszkańcy grodziska mawiali dawniej, że tajemnicza postać w czerni pojawiała się zawsze w momentach tragicznych dla miasta, prawdopodobnie ostrzegając jego mieszkańców przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. Niektórzy twierdzą, że widziano ją w 1931 r. w przeddzień pożaru, który niemal doszczętnie strawił starą drewnianą zabudowę starego miasta. Po raz kolejny ukazała się ponoć w lipcu 1939 r., a zaraz po tym czerwona łuna rozświetliła niebo nad Grodziskiem. Owa łuna miała być zapowiedzią nadchodzącej wojny”. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 14.09.24, 13:47 Zjawa Łucji materializowała się tylko wtedy, gdy któremuś z potomków Wincentego Tyszkiewicza sądzona była rychła śmierć. Ostatni właściciel Weryni, Jerzy Tyszkiewicz, opowiadał regionalnemu historykowi Kazimierzowi Skowrońskiemu, co następuje: „Wydawało mi się, że złodziej zakradł się do sali balowej. Wszedłem tam z rewolwerem w ręku i wtedy ujrzałem białą postać przesuwającą się po galerii otaczającej salę... Zrozumiałem, że wkrótce umrę...”. Dwa lata później Jerzy Tyszkiewicz już nie żył. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 14.09.24, 13:59 W lipcu 1946 r. prawnuk Antoniego Wacława Benesza, Andrzej, ówczesny student Uniwersytetu Jagiellońskiego (a po latach marszałek Sejmu PRL) rozpoczął legalne poszukiwania skarbu, znajdującego się – jak świadczyły stosowne dokumenty – pod progiem bramy wejściowej do zamku górnego w Niedzicy. Informacje okazały się prawdziwe : odnaleziono tzw. kipu czyli pęk rzemieni powiązanych w węzły. Był to ów tajemniczy testament Inków, klucz do znalezienia całego skarbu. Niestety, nikt wówczas nie umiał odczytać tego pisma węzełkowego, które w kilka lat później zaginęło, a Andrzej Benesz zginął w tajemniczym wypadku samochodowym pod Kutnem w 1976 r. Inni świadkowie odnalezienia testamentu również zeszli z tego świata w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. Odpowiedz Link