jk2007
28.03.10, 23:23
www.rp.pl/artykul/2,425232.html
"Również pani Kazimiera Wasiak (numer 83803), która do obozu trafiła
jako 11-letnia dziewczynka w 1944 roku, spotkała się z obojętnością
wyzwolicieli. – Przebiegli obok, chyba ścigali jakichś Niemców. Nas
jakby nie zauważyli – relacjonuje. – Czy dali nam jakieś jedzenie?
Skądże. Ale skąd niby ci biedni ludzie mieliby je wziąć. Oni sami
byli piekielnie głodni.
(Wojna. Środek stycznia. Mróz. Armia rusza na przód. Kuchnie zostają
z tyłu. Potworny bałagan to nie jest defilada).
Sowieci po kilku godzinach rozbili przed barakiem, w którym
znajdowała się pani Wasiak i inne dzieci, kuchnię polową i
przynieśli kawałki końskiej padliny. – Byłyśmy potwornie głodne. W
obozie karmili nas zupą, w której pływały tłuste, rozgotowane
robaki. Błagaliśmy Sowietów, by nam dali choć kawałek mięsa, ale oni
rzucali tylko kości w śnieg. Rzucaliśmy się na nie, wydłubywaliśmy z
zasp i ogryzaliśmy – opowiada Kazimiera Wasiak."
(Polacy - pierwszy raz w zyciu zobaczyli rosol z makaronem?)