Gość: Czeslaw
IP: 216.194.7.*
15.02.02, 18:59
z prof. Normanem G. Finkelsteinem autorem głośnej książki p.t. "Holocaust
Industry" rozmawia w Nowym Jorku Jan M. Fijor
- Panie Profesorze, jak się sprzedaje pańska ostatnia książka ?
- Zależy, jak na ten problem patrzeć. Łącznie sprzedaliśmy do tej pory ok. 25
tys. egzemplarzy, z czego w Stanach Zjednoczonych 15 tys., w Europie - 10 tys.
Ponieważ zwykle proporcje sprzedawalności w Stanach do wolumenu sprzedaży w
Europie mają się jak 5 do 1, można oczekiwać, że sprzedaż w Stanach może wciąż
wzrosnąć...
- Generalnie jednak nie są to jakieś oszałamiające liczby. W ciągu pierwszego
tygodnia od ukazania się np. "Listy Schindlera" Keneally'ego sprzedano jej
ponad 50 tys. egzemplarzy. Panie profesorze, co jest powodem stosunkowo małej
popularności tej książki?
- Jest ona, niestety, przez większość amerykańskich mediów ignorowana. Co
gorsza, nie cieszy się "uznaniem" elity organizacji żydowskich, na czele z
World Jewish Congress, który przylepił jej etykietę książki "politycznie
niepoprawnej". żeby nie powiedzieć: antyżydowskiej.
- Spotkałem się z opinią, że książka ta adresowana jest do środowisk
antysemickich, a jeśli nie adresowana, to przynajmniej daje im argument do
ręki. Mówi się, że kala pan własne gniazdo.
- To jest złudzenie. Nie można mnie krytykować za to, że piszę prawdę. Owszem,
spotykam się z opiniami negatywnymi, generalnie jednak otrzymuję od Czytelników
listy z komentarzami życzliwymi i przyjaznymi. Prawie 70% tych listów pochodzi
od osób pochodzenia żydowskiego, w oczach większości z nich książka cieszy się
uznaniem. Mimo pewnej antyizraelskiej, propalestyńskiej wymowy tej pracy, wielu
piszących do mnie Żydów zachęca abym publikował jeszcze więcej na temat
holocaustu i jego ofiar.
- Czy dostaje pan listy z pogróżkami?
- Bardzo niewiele, poza tym nie są to listy od żydów, lecz głównie od
niemieckich nazistów lub neonazistów.
- Jaki jest stosunek do pańskiej książki takich wpływowych, opiniotwórczych
tytułów, jak "New York Times" czy "Washington Post"?
- Zły żeby nie powiedzieć wrogi. Środowiska te od dawna zniekształcają
historię, w tym historię holocaustu. Właśnie te tytuły są częścią spisku, który
nazwałem "Holocaustowym Biznesem" (Holocaust Industry), a który na tragedii
żydów robi dzisiaj pieniądze, ogromne pieniądze.
- Panie profesorze, ile osób przeżyło holocaust?
- Moim zdaniem do dzisiaj żyje ok. 25 tysięcy takich osób.
- Kongres Żydów mówi. że jest ich ponad milion.
- Na potrzeby organizowanej przez "holcaustowy biznes" akcji rabunkowej
sfabrykowano dokumenty dowodzące rzekomo takiej liczby, ale jest ona wyssana z
palca. Naciski na Szwajcarię, Niemcy, a w najbliższej przyszłości na Polskę nie
byłyby skuteczne gdyby operowano jedynie skromnymi 25 tysiącami". Dla
uzasadnienia grabieży kilkunastu czy kilkudziesięciu miliardów dolarów
potrzebne są odpowiednio wielkie liczby.
- Ale przecież Kongres musiał ten "milion" jakoś udokumentować...
- Wszystko zależy, jaką definicję "ofiary holocaustu" przyjąć. Kongres przyjął
na przykład, że ofiarą holocaustu, a więc osobą niejako uprawnioną do
odszkodowania jest każdy żyd, który przeżył II wojnę światową. Zatem żydowski
oficer, który służył w Armii Czerwonej czy NKWD też jest ofiarą holocaustu. W
samej Rosji w czasie wojny było ok. 3 mln żydów. Gdyby Kaganowicz przeżył do
naszych czasów, też byłby ofiarą holocaustu ! Ofiarą holocaustu byłby nawet, w
rozumieniu WJC, oficer Wehrmachtu, o ile tylko wykazałby się żydowskim
pochodzeniem!
- Czy nikt nie odważył się tych liczb, czy takiego ujmowania sprawy
zakwestionować? Nikogo to nie oburzyło?
- Część ludzi o niczym nie wie, inni się boją, jeszcze inni nie chcą sobie psuć
zdrowia, ale gdyby nawet to ich głos - w porównaniu z siłą "argumentów"
światowego Kongresu Żydów, wzmacnianego poprzez wspomniane już New York
Times", "Washington Post", administrację Clintona, bankierów i sądy znaczy
bardzo niewiele, prawie nic.
- Ile z tych pieniędzy dotarło do adresata, czyli właśnie do ofiar holocaustu?
- Moim zdaniem. nic więcej niż l00 - 200 mln dol. Jeśli przyjąć, że od
Szwajcarii Kongres wydobył ok. 1.5 mld dol., od Niemiec między 6 a 8 mld, to
znaczy, że tylko ok. 2% tej kwoty dotarła do ludzi, w których imieniu rzekomo
WJC występował.
- Nie uwierzę, że żydzi potrafią się dać tak łatwo oszukać? Czy poza
działaczami Kongresu nikt nie ma kontroli nad sposobem wydatkowania tych
pieniędzy?
- Kontroli po prostu nie ma, ale ja dotarłem do prawdziwych liczb, stąd właśnie
tak niepopularne są moje poglądy. Poza tym wokół tych pieniędzy szerzy się
demagogię. Ostatnio na przykład mówi się o konieczności utworzenia "funduszu
medycznego" dla ofiar holocaustu, który ma sfinansować ich leczenie, pomoc
medyczną w latach 2030-2035. Komu ta rezerwa ma służyć? Przyszłym pokoleniom
ofiar holocaustu? Przecież to absurd zakładać, że w 90 lat po zakończeniu wojny
będą jeszcze żyły jej ofiary! Tworzy się fikcję, która ma uzasadnić jedno;
rabunek dokonywany w majestacie prawa, rabunek w biały dzień. Dzięki tak
szerokiej definicji "ofiary" można produkować wciąż coraz to nowe roszczenia i
wyciskać coraz to nowe pieniądze. Jest to także argument wobec tych
nielicznych, którzy odważyli się Kongres z tych odszkodowań rozliczyć. Dlaczego
płacono ofiarom tak mało? Ponieważ tworzy się "fundusze rezerwowe". To jest
banda chciwych cyników, którym nie zależy ani na prawdzie historycznej, ani na
pomocy ofiarom, lecz wyłącznie na pieniądzach! Dla pieniędzy nie cofną się
przed żadnym trickiem, łgarstwem czy fałszerstwem.
- Czy wobec takich praktyk prawo jest bezsilne? Czy nie można wykazać przed
sądem, że to są nadużycia, defraudacja, szantaż?
- Na nich prawo nie działa. Primo, to są wszystko procesy cywilne. Secundo, po
stronie atakującej znajduje się grupa wyjątkowo przebiegłych ludzi, którzy
wykorzystując tragedię narodu, naginają prawo do swoich własnych celów. Mają za
sobą skorumpowane media, najlepszych, chciwych adwokatów, sądy, przekupnych
polityków. To szczwane lisy. Nie udało się z nimi wygrać ani Szwajcarom, nie
udało się Niemcom. Ci pierwsi próbowali negocjować, pertraktować, ponad trzy
lata walczyli o prawo, o sprawiedliwość, I co? Poddali się! Wypłacili łajdakom
z World Jewish Congress lekką ręką ok. 1.5 mld dol.
- Akurat w tym przypadku solidaryzowałem się z Bronfmanem. W końcu Szwajcarzy
pomagali Hitlerowi, ponadto, w bankach szwajcarskich zostało po wojnie wieleset
milionów dolarów, żydowskich pieniędzy. Ani rząd w Bernie, ani bankierzy nie
kwapili się z ich oddaniem...
- Tych pieniędzy było co najwyżej l00 - l50 mln dol.
- Plus odsetki za 50 lat
- Razem z odsetkami było tego nie więcej niż 150 mln. Proszę pamiętać, że
większość żydów europejskich, w okresie poprzedzającym wybuch wojny, to byli
ludzie ubodzy. Wielu nich nie posiadało nawet kont bankowych we własnych
krajach, a co dopiero w Szwajcarii.
- I mimo to Szwajcarzy zapłacili?
- Wystraszyli się WJC, bo to groźny przeciwnik Z Niemcami już poszło ekipie
Bronfmana łatwiej; Niemcy poddali się i haracz zapłacili już po roku
negocjacji...
- Niemcy dopuścili się zbrodni więc niech płacą!
- Ile razy można odpowiadać za to samo przestępstwo? Niemcy już raz wypłacili
Żydom 50 mld dolarów.
- Podobno następna na liście Kongresu jest... Polska?
- Tak. O ile jednak w przypadku Szwajcarii czy Niemiec chodziło o kilka
miliardów dolarów, Polskę World Jewish Congress chce "skasować" na 60-65 mld $!
Na tyle szacuje się wartość mienia, które po wojnie pozostało po polskich
żydach.
- Ależ polska gospodarka nie jest w stanie takiego ciosu przeżyć. Polski na
takie odszkodowanie nie stać.
- Tych ludzi to nie obchodzi. Wiedzą wprawdzie, że w przypadku Polski będzie im
nieco trudniej niż z bogatymi bankierami czy zamożnymi Niemcami, ale i tak
swoje dostaną...
- A prawo ? Przecież istnieje coś takiego ja