Gość: dana33
IP: *.jazo.org.il
02.03.04, 15:18
tak sobie pomyslalam, ze co mam sie z wami uzerac jak moge pisac sama do
siebie, nie? a ze wy bedziecie czytac, to jest mi jasne. odpisywac nie
musicie.. :)
przeczytalam dzisiaj w mojej gazecie, ze po cichutku zdarzyl sie nam cud.
taki malutki, ale jest. nie zebysmy byli znow tacy zdziwieni. bo jak juz
powiedzial jeden taki madry u nas, ze zaden israelczyk nie wierzy w cuda, ale
nie jest tez specjalnie zdziwiony, jak sie zdarzaja.
nu, to wy wiecie i my wiemy jeszcze lepiej, ze jak moj najlepszy przyjaciel
generalissimo de arafat postanowil zabawic sie w lokalna wojenke, zwana w tym
regionie intifada, to zaraz wiedzielismy, gdzie padniemy: a mianowicie na
polu turystyki. israel to kraj mlekiem i miodem plynacy, to tak wskrocie, bo
plyniemy jeszcze paru interesujacymi rzeczami. a do intifadki, to zesmy
plyneli tez turystyka. mamy duzo ciekawych miejsc, dla wszystkich na swiecie,
nawet bahajow tu mamy z ich ogrodami, ze buzia zostaje otwarta i nikak nie
daje sie zamknac.... nu, i morze solone jedyne na swiecie, a tam rozne takie
leczenia.... nu, i mamy tez kibuce.... nie tak calkiem prymitywne, jak to
bylo za czasow naszych pionierskich, niektore rowniez plajtuja, jak kazdy
interes zle prowadzony, ale inne znow kwitna sie sie rozwijaja. a taki kibuc,
to fajna rzecz. nie akurat moze idealne miejsce dla zaprzysieglego
indywidualisty, ale raj dla dzieci, i jeszcze wiekszy raj dla nas,
staruszkow, ktorzy jeszcze ciut ciut i.... nu, w kibucu zawsze masa pracy. i
zawsze bylo duzo mlodych ludzi wedrujacych latem po swiecie, ktorzy rowniez
odwiedzali nasz holy land. nie tylko odwiedzali. chcieli tez zostac pare
tygodni, albo pare miesiecy. a jesc trzeba, nie? nawet w holy land, ktory ma
cudow pod bokiem ile sie chce. wiec powstal taki program kibucowy dla
ochotnikow. oni pracowali, a w zamian dostawali tak: kieszonkowe, spanie,
jedzonko ile sie chcialo, wszelkie uslugi jak pranie, kino, wycieczki po holy
land, wyklady na rozne tematy dotyczace israela itd itd. mieszkali sobie w
kibucu, wszyscy wolontariusze razem na kupe w malych domkach i byli
zadowoleni. i kibucnicy tez. nu, to to wszystko sie skonczylo, jak monsieur
le general postanowil pobawic sie ciuteczko. nawet sie nie zdziwilismy, bo
od was to ta nasza sytuacja wyglada duzo gorzej niz od nas. wiec skonczyli
sie ochotnicy. a tu dzisiaj co czytam? po cichutku zaczeli przyjezdzac,
rezerwowac sobie miejsca w kibucach i w tej chwili nie ma ich, tzn. nie ma
miejsc!!! kto by w to uwierzyl? nawet mowia, ze tu bezpieczniej niz w usa lub
w szkocji!!! nu, mowie wam, ze u nas zdarzaja sie cuda dzien w dzien.