Dodaj do ulubionych

Globalizacja - manowce dekadencji

IP: *.bytom.sdi.tpnet.pl 02.07.04, 23:24
Globalizm nie jest wymysłem świata zachodniego. W starożytności mamy dwa
przykłady globalizmu: hellenizm i Cesarstwo Rzymskie. Aby być Grekiem w epoce
hellenistycznej, wystarczyło nauczyć się koine, czyli greki. Aby być
Rzymianinem epoki cesarskiej, wystarczyło mieć obywatelstwo rzymskie. Skutki
znamy. Opisali je bardzo starannie Oswald Spengler w "Der Untergang des
Abendlandes", Eric Voegelin w tomie czwartym "Order and History" i Arnold
Toynbeew "Studium historii"

Od jakiegoś czasu często widujemy w telewizji widok przeciwników globalizacji
usiłujących przerwać albo uniemożliwić kongres lub zjazd globalistów. W
naszym kraju problemy globalizacji nie są szeroko omawiane, a mass-media
zgodnie stwierdzają, że globalizacja to coś pozytywnego, to nowe szanse, nowe
rynki, nowe miejsca pracy itp. Czyżby więc żadnych zagrożeń?

Globalizacja jest przeogromnym zagrożeniem dla idei państwa narodowego, a
więc także dla Polski. Ideałem globalistów jest "republika światowa", państwo
ponadnarodowe, właściwie superpaństwo ze stolicą w Brukseli lub w
Waszyngtonie. Państwo takie miałoby być rajem i ziemią obiecaną dla
wszystkich ludów ceniących pokój, tolerancję i prawa człowieka. Nie będzie tu
przejawów rasizmu, ksenofobii, antysemityzmu itd. Jednak w naszym przekonaniu
owa sielanka wzbudza pewne wątpliwości.

Kiedy spojrzymy na naszych przyszłych współobywateli państwa globalnego to
mogą nas przejść ciarki po plecach. Kogóż bowiem widzimy? Widzimy
dwustutysięczne manifestacje homoseksualistów po ulicach Nowego Jorku i
Rzymu. Spójrzmy w pierwszy szereg: a kto to tam idzie? A tam? To przecież
Hilary Clinton! Zajrzyjmy do kiosków z gazetami w przyszłym globalnym
państwie. Co tam znajdziemy? Połowa witryn to pornografia. Innymi słowy,
kiedy tylko spojrzymy na społeczeństwa zachodnioeuropejskie, z którymi
mielibyśmy się "globalizować", to nie zobaczymy tam statecznych mieszczan,
lecz rozwydrzoną hołotę, która w takt muzyki "techno" (o ile techno posiada
jakiś takt - ja go nie słyszę) obwieszcza całemu światu, że Boga nie ma, że
nadszedł czas pełnej samorealizacji, czyli "róbta co chceta". W porównaniu z
tabunami pederastów, lesbijek, feministek, antyklerykałów, pedofilów,
libertynów i innych podobnych im "myślących i kochających inaczej" banda
tubylców z Papui Nowej Gwinei wydaje się być całkiem miła i sympatyczna.

Kultura świata zachodniego znalazła się w całkowitym rozkładzie. Trudno
byłoby znaleźć tam jakikolwiek autorytet, który nie zostałby podważony - kto
jeszcze poważnie traktuje tam nauczanie Kościoła, rodziców; kto jeszcze zważa
na dobre obyczaje? Sensem życia człowieka Zachodu stał się pełny brzuch.
Symbolem życia człowieka Zachodu stała się, zmarła tragicznie trzy lata temu,
księżna Diana - nowoczesna księżna epoki postmodernistycznej, która chodzi po
dyskotekach, pije piwo z butelki na ulicy, nie chce wykonywać swoich
obowiązków, a wreszcie rzuca męża i zdradza go z Arabem. Nie ma dziś już na
Zachodzie instytucji rodziny, która została zastąpiona konkubinatem i to
często osób tej samej płci. Jakiś czas temu oglądałem w telewizji francuskiej
pewną panią, która żyła, oczywiście "na kocią łapę", z dwoma mężczyznami
naraz. Jaki był komentarz dziennikarza? Jaka to nowoczesna kobieta! Zachód
odrzucił normy tradycji, wyśmiał ją jako zabobon. Zamiast znaku krzyża i
kultury św. Augustyna, spotykamy tam kulturę prezerwatywy i hamburgera.

Czy warto nam "globalizować się" z rozpadającym się światem dekadenckiej
kultury Zachodu? Jan Paweł II w książce "Przekroczyć próg nadziei" pisze, że
w przyszłości zapewne zobaczymy jak czarnoskórzy misjonarze nawracają
postchrześcijańską Europę. Myśl to niezwykle głęboka i zmuszająca nas do
zadania samemu sobie pytania: po co nam wchodzić do takiej Europy?

* * *

Wątpliwość druga to problem, czy w historii świata takie idee państwa
globalnego były realizowane i co z nich wyszło? Zanim odpowiemy na to
pytanie, należy zastanowić się dlaczego dana grupa ludzi czuje się jednym
narodem? Naród istnieje dopóty, dopóki my, Polacy uważamy, że jesteśmy czymś
innym, niż tamci, ci inni, obcy. Innymi słowy, naród istnieje tylko wtedy,
gdy jest opozycja my - oni. Naród powstaje jako wynik zagrożenia, jako skutek
poczucia, że "my" jesteśmy zagrożeni przez "tamtych". Nie ma narodu, gdy nie
ma wrogów, gdy nie ma zagrożenia.

Idea globalizacji opiera się na założeniu, że we współczesnym świecie nie ma
wrogów. Założenie takie jest czysto abstrakcyjne i wynika z przekonania, że
istotą człowieczeństwa jest robienie pieniędzy. Gdy okupacyjne armie NATO
zajmowały Kosowo, Bill Clinton stwierdził, że czas zakończyć wojnę Serbów i
Albańczyków, a wzajemne rany najlepiej zasklepi... handel, biznes. Oto
mentalność człowieka Zachodu! Nie ma narodu, nie ma honoru, nie ma walki za
ojczyznę. Jest tylko handel i biznes - to, co jednostkowe i dochodowe.
Leonidas głupio zrobił umierając w obronie Termopili - lepiej zawiązałby z
Kserksesem spółkę z.o.o.!

Państwo globalne to społeczeństwo, gdzie nie ma narodów. To wizja
społeczeństwa wielokulturowego, złożonego z mieszanki ras i religii. Jak
wygląda takie społeczeństwo może sobie obejrzeć każdy, kto pojedzie na
wycieczkę do Paryża lub do Kopenhagi. Speluny, meliny, handel narkotykami,
prostytucja - oto megalopolis epoki zglobalizowanej. To Warszawa za
kilkadziesiąt lat.

Społeczeństwo wielokulturowe to zbieranina ludzi różnych ras i religii. To
mieszanka ludzi urodzonych i wychowanych w odmiennych systemach wartości,
różniących się w poglądzie na podstawowe sprawy, nie mogących zgodzić się
nawet na to, czym jest piękno, dobro i sprawiedliwość. Taka mieszanka kultur
i religii prowadzi do tego, że ludzie podglądają swoich sąsiadów. I co widzą?
Widzą, że ich sąsiedzi mają zupełnie odmienny system wartości, iż hołdują
innym obyczajom i modlą się do innego Boga. Człowiek żyjący w
takim "zglobalizowanym" środowisku początkowo traktuje to jako ciekawostkę.
Stopniowo jednak zaczyna się zastanawiać, jak to możliwe, iż ludzie żyjący w
tak odmienny sposób radzą sobie, żyją i umierają tak jak my. Wtedy, w
naturalny sposób, rodzi się zdradziecka myśl: a może moja kultura i mój Bóg
wcale nie są lepsze od kultury i Boga "tamtych"?

Początkowo pojawia się tolerancja, która jednak szybko przemienia się w
sceptycyzm. Skoro moja kultura i kultura chińska lub ludów Bantu są tak samo
dobre w codziennym życiu, to co to za różnica, która jest prawdziwa? A może
żadna nie jest prawdziwa? Czy Bóg chrześcijański jest lepszy od Buddy?
Naturalnym skutkiem takich wątpliwości jest sceptycyzm, potem relatywizm, a
na końcu indyferencja. Rozpad wszelkich wartości to końcowy skutek mieszania
w jednym tyglu różnych ras, kultur i religii. Indyferentyzm to wynik utraty
poczucia, że moja kultura jest wyższa od "tamtej", a moja wiara prawdziwsza
od "tamtej". Znak równości pomiędzy kulturami i bogami wiedzie do relatywizmu
i utraty wiary w jakiekolwiek wartości i systemy religijne.

* * *

Globalizm nie jest wymysłem świata zachodniego. W starożytności mamy dwa
przykłady globalizmu: hellenizm i Cesarstwo Rzymskie. Aby być Grekiem w epoce
hellenistycznej, wystarczyło nauczyć się koine, czyli greki. Aby być
Rzymianinem epoki cesarskiej, wystarczyło mieć obywatelstwo rzymskie. Skutki
znamy. Opisali je bardzo starannie Oswald Spengler w Der Untergang des
Abendlandes, Eric Voegelin w tomie czwartym Order and History i Arnold
Toynbee w Studium historii.

Antyczne państwo globalne składało się z ludności wielorasowej,
wieloreligijnej i wielokulturowej. To takie klasyczne demoliberalne
społeczeństwo "otwarte" i "wielokulturowe" wychwalane przez lewicowych
pismaków i liberalnych intelektualistów. Rozum intelektualisty podpowiada mu,
że społeczeństwo wielokulturowe będzie społeczeństwem tolerancji, demokracji
i praw człowieka. Rozum prakt
Obserwuj wątek
    • Gość: Gaal Re: Globalizacja - manowce dekadencji IP: *.bytom.sdi.tpnet.pl 02.07.04, 23:26
      Rozum praktyka, który uczy się na historii, mówi mu coś zupełnie innego:
      społeczeństwo globalne i wielokulturowe to całkowity rozpad wartości,
      dekadencja i nihilizm. Czy ostatnie marsze pederastów w Rzymie czymś różnią się
      od kultu Kybele i Izydy w umierającym antycznym Rzymie?

      W starożytności globalizm doprowadził Grecję i Rzym do upadku. Wielomilionowa,
      lecz indyferentna wielokulturowa masa, z łatwością uległa garstce Germanów,
      ponieważ nie chciała się bić. Dla "zglobalizowanych" ludzi Antyku nie
      było "tych" i "tamtych" - oni chcieli tylko napełniać brzuchy, zajmować się
      biznesem, oglądać igrzyska itp. "Zglobalizowany" Grek i Rzymianin nie chciał
      walczyć i umierać za ojczyznę, gdyż nie miał już ojczyzny; jego ojczyzną był
      cały świat - ubi bene, ibi patria. Gdy w 455 r. Wandalowie pod wodzą Gezeryka
      stanęli pod bramami Rzymu, było ich raptem 15 tysięcy. Za murami Wiecznego
      Miasta mieszkało 1,5 mln ludzi. Wandalów było tak mało, że nawet nie mogli
      otoczyć miasta, a jednak zdobyli je bez walki, bo Rzymianie nie chcieli się
      bronić - myśleli o zabawie, biznesie i pełnym brzuchu. Wandalowie łupili Rzym
      przez kilka tygodni, a nikt nie stawił im oporu - "zglobalizowani" Rzymianie
      nie chcieli i nie umieli umierać za ojczyznę. Rzym zasłużył sobie na swój los -
      na szczątkach tej wspaniałej niegdyś ruiny zdrowe moralnie i dynamiczne
      plemiona barbarzyńskie mogły pobudować piękne gotyckie katedry w Reims, Kolonii
      i w Sewilli. Za dwieście lat na gruzach metalowo-szklanych biur w Paryżu i w
      Berlinie Arabowie będą mogli pobudować meczety.

      Zachód podąża tymi samymi ścieżkami co Rzym i Grecja. Demoliberalni politycy z
      uporem budują społeczeństwo "bez Boga i Ojczyzny", coś, co François Mitterand
      nazywał "Republiką Praw Człowieka" - to nie będzie republika Polaków, Niemców,
      Francuzów - nie, to będzie republika "człowieka" - "zglobalizowany" świat bez
      wartości, pogrążony w indyferentyzmie i relatywizmie. Globalizacja to śmierć
      narodu, który ma stać się częścią wielokulturowej masy rządzonej przez
      brukselskich biurokratów. Jeżeli chcemy, aby nasza święta Ojczyzna - Polska
      uniknęła losu Rzymu i Aten, to musimy sprzeciwić się globalizacji i ratować
      Państwo Narodowe. Globalistyczny wróg państwa narodowego jest jasno określony:
      Unia Europejska.

      Sprzeciw wobec globalizacji to walka o zachowanie naszej polskiej i katolickiej
      kultury zagrożonej macdonaldyzacją i hollywoodyzacją. To walka o zachowanie
      tożsamości, to obrona Tradycji, która została nam przekazana w spadku przez
      dziesiątki pokoleń naszych przodków. Państwo narodowe jest formą obrony tej
      Tradycji przed rozpłynięciem się w społeczeństwie wielokulturowym
      zglobalizowanego Zachodu. Maurice Barres powiedziałby do nas, gdyby dziś
      jeszcze żył: "Idźcie na cmentarze i obejrzyjcie sobie groby żołnierzy
      Września'39 r., groby powstańców warszawskich, wspomnijcie pola Grunwaldu z
      1410 r. i łąki Radzymina z 1920 r. - czy Wasi przodkowie, ojcowie i dziadowie,
      którzy oddali życie za Państwo Polskie, za nieśmiertelną ideę polskiej
      państwowości, chcieliby abyśmy dziś dobrowolnie się jej wyrzekli?" Czy
      żołnierze z Westerplatte umierali na darmo? Czy mamy prawo zdradzić
      tysiącletnie przesłanie naszych ojców za miskę brukselskiej soczewicy?

      • Gość: Humbak Re: Globalizacja - manowce dekadencji IP: *.ghnet.pl / *.ghnet.pl 02.07.04, 23:45
        No nie zgodzę się (znowu?). Tekst o sp zoo przedni. Jednak zepsucie moralne, o
        którym mówisz to nie wia zachodu. My sami powoli w to wchodziliśmy. Pornografia
        u nas powstaje niezależnie. Narkotyki przychodzą z różnych kierunków.
        Alkoholizm już był.
        Przyczyną upadku Rzymu był nie tylko rozpad państwa. Germanie o których piszesz
        to nie była garstka. To były liczne plemiona. Do tego przywykłe do wojny.
        Legiony Rzymskie siedziały w obozach, albo zajmowały się wynoszeniem nowych
        cesarzy do władzy. Spadła dyscyplina i jakość wyszkolenia.
        Grecy nie starali się chyba podbić na stałe zajętych krajów. Obsadzali swoich
        władców, ale upadek Greków był spowodowany pojawieniem się silniejszego Rzymu.
        Poza tym imperium hellenistyczne stworzyli nie Grecy a macedończyk Aleksander.
        Przypominam, że Macedończycy to nie Grecy.
        Wracając do współczesności. Wejście Polski do Unii wiąrze się z możnością walki
        o przywrócenie tam katolickich wartości, choć nie wróżyłbym w takiej misji
        sukcesu. Nie wiem z resztą, czemu uważasz, że to odchodzący od religii Zachód
        jest taki zepsuty. We Wiedniu i w Paryżu jest podobnie, choć przecież Austria
        jest krajem ludzi wierzących. Przeceniasz rolę religii. Ludzie często choć
        wierzą, zacowują się wg. własnych reguł. Z resztą np. w Szwajcarii owego
        zepsucia widać mniej niż u nas.
        Chyba namotałem. Poza tym porzuciłeś Gaalu wątek o Bogu, a tam Gucio się
        rozszalałe i tylko ja i niejaki Jarek nadal openujemy.
        • Gość: Gaal Re: Globalizacja - manowce dekadencji IP: *.bytom.sdi.tpnet.pl 03.07.04, 00:11
          *)Zepsucie moralne wieje od Zachodu,
          *)Narkotyki to moda z Zachodu,
          *)Nazizm i komunizm to Zachód (Niemcy - A. Hitler, K. Marks i F. Engels),
          *)Upadek Rzymu - legiony rzymskie były rzymskimi w IV/V w. już tylko z nazwy,
          wówczas w wojsku służyli już nie obywatele Rzymu ale na ogół germańscy
          najemnicy. W Rzymie (Italii) nie stacjonowały legiony (było to zabronione) lecz
          pretorianie (gwardia cesarska) i ona miała wpływ na wybór cesarzy. (Cesarze
          Rzymu byli dożywotni ale nie dziedziczni). Grecja upadła na długo przed wojnami
          z Rzymem. Na długo przed Aleksandrem Wielkim Grecy opanowali ponad połowę
          wybrzeży M. Sródziemnego i Czarnego. (Sycylię, całe południowe Włochy, wybrzeże
          poł. Francji, Krym etc.). Macedończycy byli i nie byli Grekami - ale to
          odzielny i złożony temat.
          • Gość: Humbak Re: Globalizacja - manowce dekadencji IP: *.ghnet.pl / *.ghnet.pl 03.07.04, 00:22
            Zepsucie moralne powstaje razem z wolnością i dobrobytem. Smutne, ale
            prawdziwe. Trochę uprościłem, ale to złożony temat. Zachód jest tylko źródłem,
            nie przyczyną.
            Narkotyki pochodzą z Ameryki pd. i Azji, a moda, cóż był u nas alkoho,
            narkotyki też by doszły.
            Hitler tu nie pasuje. Z resztą Zachód to zwalczył. Marks i Engels to chyba
            socjalizm, poza tym nie oni wypaczyli tą ideologię. Oni nie wzięli pod uwagę
            człowieka. Komunizm nie byłby tak silny w Rosji, gdyby nie poddańczy stosunek
            do władzy zaczerpnięty ze wschodu. Masz Chiny jako dowód. Tylko w tych dwóch
            państwach komunizm sam się utrzywał.
            Co do zakazu dla Legionów- został wprowadzony po tym jak legiony germańskie
            same wybrały coesarza. Nie pamiętam tylko którego. Rzym był zbyt leniwy, zby
            wystawić tak liczną armię.
            Grecy "oberwali" najpierw w Wielkiej Grecji. Opanowali tylko przyczółki na
            których założyli miasta. Fenicjanie mieli drugie pół.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka