krzysiozboj
18.02.14, 01:17
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114875,15476848,Dziecko_przezylo_aborcje__Lekarze_pomylili_sie_co.html#BoxWiadTxt
Rzecz stałą się w Polsce ale temat i tak szerszy bo dzieci wszędzie jednakowe, świat też pewnie nie najlepszym forum bo to bardziej rozważania powiedzmy etyczne czy światopoglądowe.
Wygląda na to że "proceduralnie" mamy jakiś płód/zygotę/zlepek tkanek/coś innego i zdiagnozowaną chorobę/prawdopodobieństwo choroby potencjalnego dzieciaka. Zgodnie z "procedurami" mamy zamiar podzielić te tkanki na mniejsze części by łatwiej je było wydobyć na zewnątrz i w trakcie "operacji" to "coś" (wygląda na to ze już nieco pokiereszowane) postanawia wyjść samo na zewnątrz. I pojawia się teraz problem co to jest lub czym to było kilka min wcześniej? No bo jeśli teraz to jest dziecko które trzeba ratować i operować to czym to było chwilkę wcześniej? Dlaczego "zabiegu" nie dokończono na zewnątrz? Zbyt brutalne a wewnątrz byłoby w porządku?