aby
04.08.14, 06:21
Tydzień temu wydawało się, że katastrofa MH17 będzie jeszcze przez długi czas zajmować będzie uwagę i prowokować emocje opinii publicznej. Prasa Murdocha wyraźnie ustawiła się na serwowanie czytelnikom dzień po dniu kombinację horroru odnajdowanych ludzkich szczątków i łzawych (tear-jerking) reportaży o kolejnych holenderskich rodzinach, które straciły ukochane dzieci, itd. Zgliszcza na ukraińskich polach i żałoba ludzi z którymi łatwo się identyfikować (middle-class) miała być odskocznią do odruchu oburzenia i potępienia, które miało płynąć w stronę „Putina mordercy”.
Po tygodniu, w niedzielę 3 sierpnia, wszystko wygląda inaczej. Realizacja planu przebiega dobrze tylko w Polsce, gdzie publiczna telewizja cenzuruje maksymalnie doniesienia o operacji karnej w Gazie, być może również dlatego, by uniknąć niewygodnych analogii do losu Warszawy niszczonej systematycznie i brutalnie przez Niemców w 1944 roku. Ale trudno to uznać za sukces, bo jak się wydaje spora cześć (większość?) opinii w Polsce jest już przekonana o niegodziwości Rosjan i wie z góry, kto jest winny.
Tymczasem w Europie, a zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, sprawa samolotu/Ukrainy/Rosji zeszła na plan trzeci. Horror katastrofy lotniczej z blisko 300 ofiarami wyblakł zupełnie na tle bombardowania miasta-getta Gazy, a los setek dzieci i kobiet palestyńskich ginących pod ostrzałem dzień po dniu i betonowa sztampa izraelskich wyjaśnień dlaczego tak być musi wznieciło ogromne, autenmtyczne moralne oburzenie (moral outrage), kierujące się w zupełnie inną stronę niż to sobie umyślili wiadomi sternicy opinii publicznej.
Nie pierwszy to raz, że wielkie plany Rep-mastermindów obracają się w niwecz. Rosja miała zapłacić cenę, a dziś za zaślepienie rządu Netanjahu cenę płaci Waszyngton, bo tzw. cały świat widzi bezsilność i upokorzenie Ameryki. W Londynie o sankcjach zrobiło się cicho, bo w kraju ‘zasad i fairness’ część opozycji i współrządzących Lib-Dems domagają się embarga na dostawy broni do Izraela, itd. W efekcie, trudno sobie wyobrazić o zaostrzeniu kursu wobec Rosji bez równoległego ruchu w stosunku do Izraela. Tough sanctions against Russia – but what about Israel? ta nuta wybrzmiewa w tych komentarzach, których autorzy jeszcze wracają do sprawy sankcji. Oświadczenie Camerona, w którym domaga się znacznego wzmocnienia NATO we Wsch Europie (co w Polsce uznano za ważną oznakę ‘budzenia się’ Europy [?]), przyjęto z uśmiechem politowania. Cameron nie ma nic do powiedzenia w sprawach absolutnie pilnych (masakra Gazy, Libia), więc bawi się w puste gesty (grandstanding). Wydarzenia w Libii – niechlubna ewakuacja ambasady brytyjskiej – sprawiły, że jego inicjatywy w sferze polityki zagranicznej uznawane są w ogóle za nieprzemyślane awanturnictwo. Poza tym, dla wszystkich jest jasne, że Londyn nie straci na żadnym z politycznych wyników (outcomes) w Ukrainie (podział kraju, federalizacja), a Niemcy nie zgadzają się na rozbudowę baz NATO na wschodzie Europy.
Pozostało dopowiedzieć, co jest na planie drugim. Ebola. Przyznacie państwo, że wszystkie okładki polskich tygodników z Putinem z nożem ręku mają się nijak do przestrachu, jaki budzi dziś całkiem realna możliwość pojawienia się tej zarazy w UK i w Europie.
Co do Holendrów – słyszałem opinię, że to pragmatyczni protestanci, odporni na wzruszenia i kalkulują inaczej niż zapamiętali w zemście i przesadzający w emocjach Wschodni Europejczycy czy Zydzi. Jeżeli Holendrów spotkała jedna strata, to po co dodawać do tego drugą, tzn. pozbawiać się korzyści handlu z Rosją. Poza tym, Holendrzy Ameryki się nie boją: właśnie pozwolili wyjechać poszukiwanemu przez USA wenezuelańskiego generała Hugo Carvala, co Biały Dom skwitował cierpkimi wyrazami ubolewania.