gelatik
08.04.02, 10:47
Amerykański Sekretarz Stanu Colin Powell odleciał z Waszyngtonu z misją
pokojową na Bliski Wschód. Celem jego podróży jest położenie kresu rozlewowi
krwi na Bliskim Wschodzie i rozpoczęcie politycznych rozmów pomiędzy
Izraelczykami a Palestyńczykami.
Przed odlotem Powell powiedział, że jego misja może się nie powieść.
Amerykański Sekretarz Stanu nie od razu uda się w rejon konfliktu. Wcześniej
odwiedzi Maroko, Egipt i Hiszpanię. Dopiero pod koniec tygodnia Powell dotrze
najprawdopodobniej do Jerozolimy.
W wywiadzie dla telewizji NBC szef amerykańskiej dyplomacji wyraził nadzieję,
że w tym czasie poziom przemocy opadnie i obie strony konfliktu będą mogły ze
sobą rozmawiać.
Powiedział też, że spotka się z Jaserem Arafatem, jeśli "okoliczności na to
pozwolą".
Tymczasem współpracownicy prezydenta George'a Busha kontynuują krytykę Jasera
Arafata. Doradca prezydenta do spraw bezpieczeństwa narodowego Condoleezza Rice
w wywiadzie dla CNN powiedziała, że jeśli Arafat nie powstrzyma przemocy, to
Palestyńczycy będą musieli poszukać innego rozwiązania.
Rice dodała, że kraje arabskie również mogą odegrać w tej sprawie kluczową rolę.